
Mój partner ma ataki złości i tłumaczy się tym, że jego nie wolno nakręcać. Czy powinnam odpuścić?
Anonimowo
Daria Kamińska
Dzień dobry,
na początku gratuluję Pani tego, że szuka Pani pomocy w trudnościach związkowych, których Pani dostarcza. Na początku warto pamiętać, że złość jest ważną i potrzebną emocją. Dzięki złości możemy pokazywać, gdzie są nasze granice i to, że na coś zgodzić się nie możemy. Z tego też powodu warto korzystać ze złości i komunikować to, co się za nią kryje. Jednocześnie w sytuacji, kiedy chcemy drugiej osobie po prostu zrobić przykrość albo też wybuchy są niekontrolowane i powodują krzywdę drugiej osoby, może to już być agresja. Warto też mieć świadomość tego, że złość to jedna z tych emocji, z którą trudno nam sobie poradzić. W rezultacie nieraz kończy się tym, że wyładowujemy ją na partnerze… Co może być pomocne? Po pierwsze, przyjrzenie się, co się kryje pod złością. Pod wybuchami furii często kryją się niezaspokojone potrzeby. Kiedy dopada nas rozdrażnienie, warto rozpoznać, o co tak naprawdę chodzi i – zamiast wybuchać – wyrazić prawdziwą przyczynę niepokoju. To jednak bywa trudne, bo nie mamy kontaktu z naszymi potrzebami. Po drugie, w relacji, w której pojawia się dużo złości, ważna jest motywacja do zmiany u obojga. Pytanie, czy są Państwo na to gotowi: Pani partner, by wyrażać swoją złość w sposób nieagresywny, a Pani, by przyjmować ją, czyli słuchać o tym, że coś jest nie tak, że jakieś granice zostały przekroczone, i asertywnie stawiać mu granice? Po trzecie, ważne w komunikacji o złości w parze jest pamiętanie o tym, że trudności ze złością są Państwa wspólnym problemem do rozwiązania i dobrze jest wspólnie szukać rozwiązania tego problemu.
Samodzielnie albo ze specjalistą pracującym z parami mogą się Państwo przyjrzeć się źródłom silnych reakcji pojawiających się w Państwa relacji oraz zaplanować takie działania, które umożliwią Państwu zyskanie więcej spokoju w swoim związku i życiu.
Pozdrawiam serdecznie,
Daria Kamińska

Zobacz podobne
Dzień dobry. Jestem w związku już 5 lat. Wchodząc w relacje byłam młoda, bo miałam wtedy 17 lat, a mój chłopak był 5 lat starszy i miał już za sobą jedną nieszczęśliwa miłość. Jest to mój pierwszy związek. Na początku związku czułam,że on nie poradził sobie jeszcze z tym rozstaniem, wchodząc ze mną w związek. Często o niej wspominał i dużo szczegółów mi opowiedział. Przez to wszystko męczą mnie obsesyjne myśli, że jestem gorsza od niej, że mnie tak nie kocha...i nigdy nie będą tą najważniejsza. Często, gdy on się zamyśla, martwię się,że on myśli o niej. Boli też mnie to,że on jest moja pierwszą miłością, a ja jego nie. Czasem wypominam mu przeszłość, że opowiadał mi za dużo, przez to zdarzają się różne kłótnie, ktorych później zaluje. Proszę o poradę, jak walczyć z tymi myślami, które niszczą nasz związek.
Mam 24 lata i od zawsze jestem singielką, poniekąd z wyboru, a poniekąd nie i w tym tkwi mój problem.
Gdy jestem sama, chcę zaangażować się w jakąś relację i zazdroszczę ich innym, ale gdy przychodzi co do czego i poznaje dobrego faceta, to początkowe zainteresowanie nim szybko mi mija w momencie, gdy on da mi do zrozumienia, że mam u niego szanse. Z automatu zaczynam wtedy doszukiwać się wad i nie mam ochoty na kolejne spotkania, a więc urywam kontakt, by po czasie pożałować tego, gdy już jest za późno. Powielam ten sam schemat za każdym razem i, mimo że wiem, że to źle, to w danym momencie wydaje mi się to jedynym słusznym rozwiązaniem.
Tym sposobem odrzuciłam już wielu dobrych mężczyzn i mam wrażenie, że jestem toksyczna nie tylko względem nich, ale przede wszystkim samej siebie.
Jak temu zaradzić? Czy powinnam się trochę zmusić do relacji, gdy nadejdzie ten „kryzys”? Proszę o poradę
