
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Mój romans...
Mój romans zniszczył moją relację z żoną i nową partnerką - co dalej?
Witam. Spróbuję opisać moją sytuację. Związek zaczął się tak, jak nie powinien. Poznaliśmy się zeszłego roku na wiosnę. Ja byłem niestety w małżeństwie. Nie będę pisał banałów w stylu: żona była zła itd. Moje relacje z żoną były „suche”, miałem dużo żalu o przeszłość. Poznałem inną kobietę, zakochałem się jak wariat, po prostu wszystko przestało mieć znaczenie. Ona też była zakochana. Częste spotkania, wspólne weekendy, pierwszy wyjazd razem – i wtedy wyszła prawda, że mam żonę. Mój błąd, nie powiedziałem od razu.
Z żoną po ślubie nigdy nie zamieszkaliśmy razem, ja wyjechałem za granicę i tam poznałem moją miłość. Pierwszy zgrzyt, złość, rozczarowanie, ale szybko wróciliśmy do siebie. Powiedziała: „ok, kocham Cię, idziemy dalej, ale musi być rozwód”. Złożyłem papiery, czekaliśmy dość długo na gotowy pozew. Z żoną nie mieliśmy dzieci ani wspólnego majątku. Kiedy pozew był gotowy i złożony, zaczęło się psuć coś między nami. Mieszkaliśmy już razem. Były kłótnie, bardzo ostre, wyzwiska w moją stronę – ja tego nie toleruję, bardzo źle na mnie działa brak szacunku.
Wtedy popełniłem największy błąd – wstrzymałem sprawę rozwodową. Razem z adwokatem ustaliliśmy, że dajemy czas. Niestety moja decyzja „dla świętego spokoju” spowodowała poważne kłamstwa. Okłamałem partnerkę, że rozwód jest w toku, że były już rozprawy i czekamy na kolejne. Moje wstrzymanie rozwodu było spowodowane wyrzutami sumienia – nie kochałem żony tak jak tej kobiety, ale żona zawsze mnie szanowała. Dalej kochałem na zabój moją partnerkę, czekałem na zmianę jej zachowania. Miała porywczy charakter, była nerwowa, robiła ogromne awantury z byle powodu, wyrzucała mnie z domu. Nocowałem kilka razy w samochodzie. Później było raz lepiej, raz gorzej – sytuacje się powtarzały.
Skupiłem się na relacji – robiłem dużo dla niej: gotowanie, kanapki do pracy, wyjazdy, zakupy, wszystko, by naprawić. Wyglądało to trochę jakbym „trzymał żonę w rezerwie”, ale doszedłem do wniosku, że chcę miłości, a sam szacunek to za mało. Partnerka ciągle pytała o rozwód, a ja wymyślałem różne historyjki – wiem, okropne.
Wszystko skończyło się 2 tygodnie temu. Kolejny raz wyrzuciła mnie z domu. Spędziłem noc na parkingu i pojechałem do PL. Sam nie wiedziałem, co robić, całą drogę przepłakałem. Zadzwoniłem do żony, że wracam i chcę się spotkać. Wcześniej odnowiłem kontakt z żoną – ale nie po to, żeby do niej wrócić, tylko by wyjawić prawdę, bo wyrzuty sumienia mnie zabijały. Spotkaliśmy się nazajutrz – zabrakło mi odwagi, by jej o wszystkim powiedzieć. Była inna od partnerki – spokojna, cierpliwa, cały czas na mnie czekała.
Punkt kulminacyjny nastąpił, kiedy partnerka znalazła żonę i zadzwoniła do niej. Wszystko o nas powiedziała, wysłała zdjęcia, każdą informację przekazała. Żona też dużo jej o mnie powiedziała. Mają do dziś kontakt, wysyłają sobie nawzajem screeny z naszych rozmów. Żona wykazuje chęć przebaczenia, partnerka nie chce mnie widzieć.
Kocham dalej partnerkę. Pisałem jej, żeby wszystko naprawić razem. Oboje przyznaliśmy, że każde z nas zawaliło – ja kłamstwami, ona totalnym brakiem szacunku. Partnerka powiedziała: „to koniec, to kolejne kłamstwo i ja już nie zaufam. Wracaj do żony. Niby dalej Cię kocham, ale nie potrafię zaufać”.
Ja już nie mam siły. Kocham partnerkę, chciałbym się rozwieść i zrealizować nasze plany, ale ona już niby podjęła decyzję, że idzie dalej. Próbowałem walczyć o nas, ale bez skutku. Sam już nie wiem, czy rzeczywiście odpuścić. Kocham ją jak nikogo innego, ale ona upiera się, że to koniec. Oboje wspominaliśmy, że fajnie nam się żyło, ale ona już nie chce…
Czy to koniec? Proszę o jakąś radę, bo jestem wrakiem człowieka. Już wszystko straciłem.
Grzegorz
Anna Tecław
Dziękuję za tak szczegółowe opisanie sytuacji. Widać, że przechodzi Pan przez bardzo trudny czas i doświadcza wielu silnych emocji - poczucia winy, rozczarowania, bezradności i smutku. To naturalne w tak skomplikowanej sytuacji, w której zaangażowane są trzy osoby i gdzie pojawiły się konflikty zaufania.
W tym momencie ważne jest, aby dać sobie przestrzeń na uspokojenie emocji i spojrzenie na sytuację z pewnym dystansem. Głębokie zaangażowanie i napięcie, które Pan odczuwa, mogą utrudniać jasne myślenie i podejmowanie decyzji. Warto skupić się teraz na tym, co Pan może kontrolować - własne emocje, reakcje i granice.
Odbudowanie zaufania czy naprawa relacji wymaga czasu, cierpliwości i jasności w komunikacji. Często pomocne jest także spojrzenie na swoje uczucia i wybory z pomocą osoby, która pomoże uporządkować emocje, zrozumieć własne potrzeby i określić kolejne możliwe kroki w relacjach.
Proszę pamiętać, że trudne emocje i poczucie zagubienia są w takiej sytuacji naturalne. Ważne jest, by dać sobie czas i wsparcie, które pozwoli odzyskać spokój i jasność myślenia.
Pozdrawiam,
Anna Tecław
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Elżbieta Byzdra-Rafa
Dzień dobry 🙂
Opisał Pan relacje z dwiema ważnymi dla Pana kobietami. Obydwie relacje bardzo trudne. Relacja z żoną " sucha" bez romantycznego uczucia i z żalem " o przeszłość"... Relacja z nową partnerką przebiega z dużym rozchwianiem emocjonalnym. Z jednej strony ogromną miłość, z drugiej awantury, wyrzucanie z domu... Być może skądś Pan zna taki schemat ... I do tego wszystkiego Pana rozdarcie, powroty do żony, kłamstwa i kolejne kłamstwa... I ogromne Pana cierpienie i rozbicie...
Może warto, aby Pan rozpoczął swoją terapię, na której przyjrzy się Pan swojemu "sposobowi" tworzenia związków, kłamstwom wobec żony i partnerki ( z czego one wynikają, co, jaka emocja jest ich źródłem...), a być może też temu, co sprawia, że trudno Panu jednoznacznie wybrać jedną z relacji albo otworzyć się na zupełnie nową relację...
Elżbieta Byzdra-Rafa
terapeutka Gestalt
Centrum Psychoterapii Jaźniej
Maria Sobol
Panie Grzegorzu,
widzę, jak bardzo jest Pan zmęczony całą tą sytuacją. To, co Pan przeżywa, to ogromne napięcie między uczuciem a konsekwencjami wcześniejszych decyzji. Rozumiem, że kocha Pan partnerkę i trudno jest pogodzić się z jej odejściem, ale z jej słów jasno wynika, że nie potrafi już zaufać. To niezwykle bolesne, a jednocześnie pokazuje, że pewnych rzeczy nie da się odwrócić samą chęcią naprawienia.
Może Pan spróbować spojrzeć na tę relację szerzej. Proszę zapisać, co dobrego dawała, a co Panu odbierała – spokój, poczucie bezpieczeństwa, szacunek. Czasem dopiero na papierze widać, że obok miłości było też wiele cierpienia. To ćwiczenie nie sprawi, że ból zniknie, ale może pomóc inaczej zobaczyć całość.
Rozumiem, że czuje się Pan bardzo osłabiony, ale to nie oznacza, że Pan sam jest przegrany. To kryzys – trudny, ale taki, który z czasem może stać się początkiem czegoś nowego. Teraz najważniejsze, by zadbał Pan o siebie, odzyskał siłę i powoli decydował, w jakim kierunku chce iść dalej.
Z życzliwością,
Psychoterapeutka integracyjna
Maria Sobol

Zobacz podobne
Dzień dobry, Jestem z mężem od 18 lat w tym 15 lat po ślubie. Mamy trójkę dzieci. Zawsze byliśmy uważani za świetną parę i nam było ze sobą dobrze. Mój mąż był moim najlepszym przyjacielem. Kilka lat temu zaczęło się między nami psuć. Byłam z dziećmi w domu, mąż pracował. On był wiecznie niezadowolony, bo w pracy miał dużo obowiązków, ja byłam zmęczona ciągłą opieką nad dziećmi i brakiem pomocy (Mąż ciągle był w pracy, a dziadkowie z różnych przyczyn odmawiali pomocy). Zaczęliśmy się kłócić. Zarzucał mi brak wsparcia, ja jemu nieobecność. Poszedł na zwolnienie lekarskie, żeby mu udowodnić, że go wspieram, napisałam mu wypowiedzenie. Zostaliśmy bez pracy i środków do życia. W międzyczasie pojawił się konflikt z moimi rodzicami. Mój tato jest trudnym człowiekiem i lubi mieć nad wszystkim kontrolę. Niepotrzebnie weszliśmy z nim w układ, pomógł nam spłacać kredyt, robił nam meble do domu, a w zamian za to oczekiwała pełnej swobody i wtrącał się w nasze życie. Na tym polu też było wiele kłótni. W końcu mój mąż zwolnił się z pracy i zaczął mówić o przeprowadzce do swoich rodziców. Miałam duże wątpliwości. Snuliśmy wcześniej marzenia, że na starość przeprowadzimy się tam i zbudujemy mały domek. Na początku co jakiś czas pojawiał się temat możliwej przeprowadzki. Że odetniemy się od moich rodziców, że będą większe możliwości, że będziemy mieć chociaż jednych dziadków na miejscu. W końcu i na tym punkcie pojawiły się kłótnie. Mój mąż był zdecydowany, ja miałam wątpliwości. W końcu uległam i wyprowadziliśmy się. Przekonała mnie bliskość dziadków i to, że będziemy mieć swój wymarzony dom. Minęło 3 lata. Mieszkamy w starym domu po dziadkach mojego męża. Początkowo bez łazienki bez ogrzewania. Przez ten czas mój mąż nadal nie pracuje i tylko obiecuje, że zrobi remont, że tym się zajmie czy tamtym. Wróciłam do pracy, żeby było z czego żyć i żeby on będąc w domu, mógł zająć się budową domu i ogarnięciem naszego obecnego lokum. Nic się nie dzieje. Ustalamy coś jednego dnia, na drugi dzień wracam z pracy i tylko słyszę, że dzieci mu nie dały zrobić, że pogoda była nie taka, albo że musiał zająć się czymś innym. Rozumiem, że może się coś wydarzyć, co uniemożliwia realizację planów, ale codziennie? Wiem, że ja też nie jestem łatwym do życia człowiekiem. Czasami myślę sobie, że jestem toksyczna. Wydaje mi się też, że żeby było dobrze, obie strony muszą chcieć. Mój mąż się tłumaczy brakiem motywacji, kiepska kondycja psychiczna. Ale nie szuka nigdzie pomocy. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że nie mam innego wyjścia. Albo zaakceptować, albo odejść. Nie umiem już z nim rozmawiać. Ale też pamiętam, jak nam kiedyś było dobrze razem i pamiętam to, że w każdej sytuacji kiedyś mogłam na nim polegać. Szkoda mi dzieci, szkoda mi tych wspólnych lat. Z drugiej strony jestem już tak zmęczona tą ciągłą walką. Poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie, a zamiast trójkę dzieci i wsparcia męża mam czwórkę dzieci i zero wsparcia. Może ja to wszystko źle odbieram i tak naprawdę to ja robię coś złego i przez to jest, jak jest. Co mogę zrobić? Jak to wszystko naprawić? Czasu nie cofnę, błędów nie cofnę. Jest w nas tyle żalu i tyle frustracji. Jak się tego pozbyć jak odzyskać chęć życia i radość?

