Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Narastający dystans w 14-letnim małżeństwie: jak uratować związek?

Dzień dobry. Jestem 14 lat po ślubie, mam 41 lat, żona 40, mamy 9-letnią córkę. Od dłuższego czasu w naszym związku narasta dystans zarówno fizyczny, jak i emocjonalny ze strony mojej żony, początek przypadł na moment po urodzeniu córki. Początkowo tłumaczyłem to sobie w ten sposób, że jest to zupełnie nowa sytuacja, w której trzeba się odnaleźć , oczywiste jest także to że dziecko radykalnie zmienia dotychczasowe życie. Rozwijałem firmę, żona zajmowała się córką , dwa lata spędziła w domu. W momencie, gdy córka poszła do żłobka, żona zaczęła pomagać mi w pracy - aczkolwiek co pragnę podkreślić nie naciskałem - mogła także wrócić do swojej poprzedniej pracy lub rozwijać się indywidualnie zawodowo. Stworzyłem dobrze zarabiającą firmę w branży e-commerce, jednak jak to przy swojej działalności bywa jest to okupione dużym stresem i ciągłą presją. Materialnie niczego nam nie brakuje, co więcej myślę, że jesteśmy w komfortowej sytuacji, bez kredytów etc. Ja sam jestem osobą bardzo aktywną fizycznie, zero używek, weekendowych spotkań z kolegami, nie oglądam się za innymi kobietami. Niestety nasz związek chyli się ku całkowitemu rozkładowi, żyjemy jak dwoje obcych ludzi, od roku śpimy osobno. Od momentu urodzenia córki, jakakolwiek czułość, chęć przytulenia, dotyk, luźna rozmowa nie mówiąc o seksie ze strony mojej żony, nie istnieje, jest bierna. Do pewnego momentu się starałem, jednak byłem skutecznie odtrącany, co więcej mam wrażenie, że nie lubi, gdy próbuje ją dotknąć. Nie mam kompleksów, ale miło by było być czasami zauważonym. Wielokrotnie próbowałem rozmawiać na ten temat, jednak zwykle kończy się to kłótnią, moja żona na moje pytania najczęściej odpowiada "nie wiem", twierdzi że ją atakuję i osaczam, widzę że nie do końca potrafi wyrazić swoje emocje i uczucia oraz potrzeby . Gdy ją pytam czy widzi co się dzieje z naszym związkiem , twierdzi że tak, jednak rozmowy niczego nie zmieniają. Nie rozmawiamy o przyszłości, wspólnych planach etc. nie jesteśmy w stanie zaplanować niczego. Ostatnio doszło do kilku sytuacji, w których poczułem się bardzo niekomfortowo i zacząłem zastanawiać się nad sensem trwania w tym związku. 1. Żona kupiła sobie nowy telefon - najnowszego iphone - nie mówiąc mi o tym - stary model schowała celowo do swojej szafy, ukrywając fakt zakupu, przypadkiem to odkryłem - poczułem się fatalnie, nie chodzi o sam zakup, bo gdyby mi powiedziała że chce nowy telefon sam bym jej go kupił, tym bardziej że mamy wspólne finanse, co więcej nigdy nie robię żadnego problemu z wydatkowaniem środków, straciłem zaufanie do żony. 2. W ciągu ostatnich 12 miesięcy moja żona była kilkukrotnie z koleżankami, na wyjazdach za granicą, proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chcę trzymać żony w "złotej klatce w domu", ale my sami wspólnie nie jeździmy praktycznie nigdzie, a nasz związek się rozpada, nie możemy wspólnie pojechać na weekend w góry z jednym noclegiem. W rocznicę naszego ślubu moja żona pojechała z koleżankami do Włoch. Ja najczęściej jestem stawiany przed faktem, nie mam wyboru, muszę zostać z dzieckiem, firmą i psem :) Żona ze mną nie rozmawia , ja podejmując jakieś decyzję patrzę zawsze przez pryzmat mojej żony, bo chyba o to chodzi w byciu w związku z drugą osobą, żeby ją uwzględniać w swoich planach ? 3. W toku rozmów , żona przyznała się że nie lubi prezerwatywy jako metody antykoncepcji, rozumiem ogranicza spontaniczność, powoduje dyskomfort, nie naciskam żony na inne metody, postanowiłem poddać się zabiegowi wazektomi. Listopad to akurat miesiąc w którym mógłbym zrobić zabieg ze względu na czas, powiedziałem o tym żonie, Ona na to :"ale ja jadę z koleżankami do Tajlandii na dwa tygodnie" i w tym momencie już zupełnie opadły mi ręce. Pomijając fakt że akurat kraje azjatyckie są jednym z moich marzeń , jeżeli chodzi o podróże i bardzo chętnie chciałbym tam jechać wspólnie z żoną, to myślę że fajnie gdyby żona doceniła chęć poddania się takiemu zabiegowi, szczególnie że jestem aktywny fizycznie i ewentualne powikłania po zabiegu mogą mnie wykluczyć ze sportu. Jestem coraz bardziej załamany i sfrustrowany , coraz częściej wybucham - aczkolwiek myślę że jest to jeszcze wola walki o związek, nie jestem już w stanie efektywnie pracować - co widać po ostatnich wynikach finansowych firmy - straciłem motywację, uciekam w sport, ale treningi zaczynają już być autodestrukcyjne - biegam z kontuzjami i robię to świadomie. Obserwuję że powielamy schemat z domu mojej żony, gdzie jej matka (problemy alkoholowe) ma bardzo spłycone relacje ze swoim mężem, nigdy nie widziałem by okazywała mu jakiekolwiek uczucia, jest chłodna i despotyczna, w okresie dorastania mojej żony miała bardzo duże problemy z alkoholem, myślę że moja żona ma objawy DDA - aczkolwiek to powinien chyba ocenić specjalista. Rozważam rozwód ale nie chciałbym zostawić córki, myślę żę bardzo by to przeżyła, kocham moją żonę i chcę spróbować jeszcze powalczyć o związek. Myślę że w tym wszystkim jest też trochę mojej winy, ponieważ chciałem stworzyć relację partnerską, nie stawiałem żadnych granic i zbyt długo akceptowałem powolny rozkład naszego związku. Pytanie od czego zacząć? Indywidualna konsultacja ? Terapia dla par ?

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Dziękuję za podzielenie się swoją historią. Ma Pan rację, w związku powinno się zawsze brać pod uwagę drugą osobę, ponieważ gdy decydujemy się na wspólne życie, to konsekwencje każdej decyzji zawsze ponoszą obie strony. Dlatego kluczowe jest wzajemna komunikacja oraz rozumienie swoich potrzeb, aby móc o nie dbać. Z pewnością brak chęci komunikacji ze strony żony nie pomaga, dlatego to normalne i zrozumiałe, że czuje się Pan sfrustrowany oraz zmęczony ciągłymi staraniami, oraz brakiem rezultatu. Ważne jest jednak, aby nie poświęcał Pan siebie dla żony, ponieważ w wyniku zaniedbania swoich potrzeb również mogą pojawiać się frustracje, konflikty, złe samopoczucie i szereg innych negatywnych skutków. Warto, aby doszło do spokojnej rozmowy, bez oceniania, w której wspólnie porozmawiają Państwo o swoich uczuciach i potrzebach oraz o tym, jak możecie sobie wspólnie pomóc i wesprzeć się w ich realizacji i, czy jesteście w stanie to zrobić, by ratować związek. Jeśli jednak będzie to niemożliwe, to warto rozważyć terapię dla par, gdzie być może będzie łatwiej się otworzyć i pracować nad relacją. Indywidualna praca z psychologiem/terapeutą też jest ważna, ponieważ daje indywidualne wsparcie, a lepsze zrozumienie siebie i swoich mechanizmów również wpływa na to, w jaki sposób funkcjonujemy w relacjach. 

 

Pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Urszula Dziurzyńska

Urszula Dziurzyńska

Dzień dobry,

Słyszę, że martwisz się o swój związek z żoną, powolny, postępujący rozkład więzi, zarówno emocjonalnej, jak i fizycznej. O ile kobiety po urodzeniu dziecka mogą odczuwać niechęć do zbliżeń, to rozmowa na ten temat i spokojne wyjaśnienie problemów powinno być dostępne dla dorosłego, odpowiedzialnego człowieka. Przykro mi, że przez to przechodzisz. Praca nad sobą może być czasami wymagająca, zwłaszcza przy ewentualnym wstydzie czy obciążeniu historią rodzinną - jednak jest możliwa (nawiązuję do ewentualnego DDA Twojej żony). 

Możesz działać dwukierunkowo: zasięgnąć konsultacji (lub/i pełnej psychoterapii) psychologa/psychoterapeuty, gdzie ustalisz/odkryjesz jakie masz potrzeby, jak się czujesz. W drugim kroku możesz zaproponować terapię par wraz z żoną. Nie będę gdybać co się wydarzy. Z pewnością sytuacja i związana z nią frustracja i stres wpływają na Twoje życie - bieganie z kontuzjami, gorsze funkcjonowanie w firmie - to nie błahostki. Smutno mi, jak czytam o Twoich odczuciach, wspieram i trzymam kciuki.

 

Pozdrawiam,

Urszula Dziurzyńska

Psychoterapeutka Gestalt

Dupa Pipa

Dupa Pipa

Dzień dobry Panu. 
 

Zdecydowanie jest Pani w trudnej sytuacji i wyobrażam siebie, że doświadcza Pan ogromnego cierpienia. Z jednej strony kocha Pan żonę i chce ratować związek, z drugiej, jest  odtrącany i w żaden sposób nie potrafi dotrzeć do żony. 


 

Pierwszą rzeczą, jaką nasuwa się do głowy, jest terapia małżeńska. Pytaniem jednak, czy żona zechce się na taką terapię udać?!  Może warto wspólnie porozmawiać na ten temat? Jeśli jednak żona nie będzie chciała iść na terapię, to nie wszytko stracone. Może Pan spróbować zmienić siebie,  znaleźć wewnętrzny spokój oraz zrozumieć siebie samego. Paradoksalnie , świat i ludzie wokoło Pana też się zmienią. Będą musieli zareagować na zmianę jaka zaszła w Panu. 


Podsumowując. Zachęcam do pracy nad sobą, bo na to ma Pan wpływ. Szczególnie że padły wzmianki o zachowaniach autoagresywnych, o coraz gorszej kondycji psychicznej, a za chwilę również finansowej. Terapia to czas na przyjrzenie się sobie, swoim mechanizmom, przyczyną tego, dlaczego pozwala sie Pan tak traktować przez żonę. Myślę, że pytań, na które nie zna Pan odpowiedzi jest dużo więcej….


 

Życzę powodzenia i proszę walczyć o siebie😁💪

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

To, co Pan opisuje, pokazuje ogromne zaangażowanie, dojrzałość i gotowość do pracy nad związkiem – mimo że obecna sytuacja jest dla Pana bardzo trudna i bolesna. Widać, że włożył Pan wiele wysiłku w budowanie relacji opartej na szacunku i bezpieczeństwie, jednak od lat spotyka się Pan z emocjonalnym dystansem ze strony żony.

To, co Pan opisuje – chłód emocjonalny, brak bliskości, unikanie dotyku, trudność w rozmowie o uczuciach – rzeczywiście może mieć swoje korzenie w doświadczeniach z dzieciństwa żony, zwłaszcza jeśli dorastała w domu z problemem alkoholowym. Dzieci wychowywane w takich środowiskach często uczą się tłumić emocje, nie ufać bliskości i nadmiernie kontrolować sytuację, by uniknąć zranienia. Z zewnątrz wygląda to na chłód lub brak zainteresowania, ale wewnętrznie to często mechanizm obronny przed lękiem i bezradnością.
 

Z Pana opisu wynika również, że przez lata brał Pan na siebie odpowiedzialność za relację, a teraz organizm zaczyna reagować wyczerpaniem – fizycznym i psychicznym. Sport, który był dotąd wsparciem, stał się ucieczką od napięcia. To sygnał, że trzeba się zatrzymać i poszukać profesjonalnej pomocy, zanim wypalenie przerodzi się w depresję lub trwałą frustrację.
 

Od czego zacząć:

- Konsultacja indywidualna – to pierwszy krok. Potrzebuje Pan miejsca, gdzie będzie mógł Pan uporządkować emocje, odzyskać siłę i zobaczyć sytuację bardziej z dystansu. Terapeuta pomoże Panu określić, jakie są realne możliwości dalszej pracy nad związkiem i jak chronić siebie w tym procesie.

- Terapia par – byłaby bardzo wskazana, jeśli żona wyrazi gotowość. Dobrze, by prowadził ją terapeuta systemowy lub integracyjny, z doświadczeniem w pracy z parami, w których jedna osoba ma cechy DDA lub trudności w wyrażaniu emocji.

 -Jeśli żona nie jest gotowa na wspólną terapię – proszę nie rezygnować z pomocy dla siebie. Czasem praca jednej osoby powoduje realne zmiany w całym układzie relacyjnym.
 

Warto pamiętać, że kryzys, który teraz Pan przeżywa, nie musi oznaczać końca – może być momentem przełomowym, w którym związek dostaje szansę, by stać się bardziej autentyczny i równoważny. Nawet jeśli druga strona jeszcze nie jest gotowa na dialog, Pan już rozpoczął proces zmiany – przez refleksję, szczerość wobec siebie i chęć działania.
 

Witold Prymakowski, psycholog, psychoterapeuta

Usunięty Specjalista_tka

Zobacz podobne

Od dwóch lat jestem w stałym związku z moim parterem, od dłuższego czasu coraz bardziej zadręczam się myślami, że mnie zostawi
Od dwóch lat jestem w stałym związku z moim parterem, od dłuższego czasu coraz bardziej zadręczam się myślami, że mnie zostawi, że znajdzie kogoś o wiele lepszego ode mnie. Jest nam ze sobą naprawdę dobrze, ale jak tylko zaczyna mówić o swoich koleżankach z pracy lub planuje jakieś wyjście beze mnie, panikuję, nawet jeśli to wyjście miałoby być za miesiąc, nie mogę spać po nocach. Kiedy tylko pojawia się ten temat, jestem w totalnej rozsypce, czuję, że nic nie ma sensu, pojawią się nawet myśli żeby po prostu uciec i nie musieć przechodzić tego wszystkiego... Czuję, że nie da się tak z tym żyć, bo to rujnuje zarówno moja psychikę, jak i związek z mężczyzną, którego bardzo kocham i który kocham mnie...
Jak radzić sobie z awanturami w związku z alkoholikiem i odzyskać spokój?

Żyje w związku z alkoholikiem, mam dosyć awantur, które psują moje życie. W awanturach mąż ciągle odnosi się do przeszłości. Jest mi ciężko, lubię spokój, w nim nie ma spokoju, ciągle się lubi nakręcać, domyślam się to alkohol lub myśl o nim powoduje ten stan.

Partner chce wyjechać za granicę do pracy - wiem, że bardzo mnie to obciąży, znam swoje potrzeby.
Witam, Jestem osobą ze stwierdzonym borderline i DDA. W związku potrzebuję dużej ilości uwagi i kontaktu, aby czuć się bezpiecznie i komfortowo. Z partnerem jesteśmy razem od nieco ponad roku. Do tej pory pojawiały się poważniejsze konflikty, jednak każdy z nich takim czy innym sposobem udawało się zażegnać. Kilka dni temu partner oświadczył, że chce pracować za granicą. Od razu powiedziałam, że nie podoba mi się ten pomysł. Wyniknęła dyskusja, w ktorej partner podkreślił, że on tego chce. Mając świadomość, że może być to dla niego dobra okazja do podreperowania budżetu, mam poczucie, że nie powinnam mieć wobec tego obiekcji. Nie zmienia to jednak mojego wewnętrznego sprzeciwu. Wiem, że taki wyjazd oznacza mniej kontaktu, a to jest dla mnie przerażające. Pojawiają się obawy o nadużywanie alkoholu, podupadającą więź emocjonalną, mniejszą satysfakcję ze związku i obciążenie psychiczne, jakie może to za sobą nieść. Czuję, że tego typu relacja (mam tutaj na myśli związek na odległość) jest zaprzeczeniem tego, czego potrzebuję albo oczekuję od relacji romantycznej, o której myślę przyszłościowo. Wiem, że godząc się na taką relację, zaniedbam swoje potrzeby i że będzie mnie to kosztowało mnóstwo energii. W połączeniu z przebodźcowaniem i silnym niepokojem, który odczuwam na codzień może to negatywnie na mnie wpłynąć. Zastanawiam się co powinnam w takiej sytuacji zrobić. Biorę pod uwagę rozstanie, ale tutaj pojawiają się myśli o opuszczeniu, osamotnieniu i porażce ("nie poradzę sobie", "zostanę sama", "stracę go na zawsze"), a przede wszystkim wątpliwości co do własnego postrzegania sprawy. Nie wiem też jak poruszyć - i czy w ogóle warto to zrobić - ten temat z partnerem w taki sposób, aby nie eskalować konfliktu (nie robić "big deal"), ale jednocześnie przedstawić kwestię swoich uczuć i potrzeb tak stanowczo jak wymaga tego sytuacja.
Już od ponad miesiąca/2 mam problemy w relacji z moim "przyjacielem".
Już od ponad miesiąca/2 mam problemy w relacji z moim "przyjacielem". Zaczynając od początku, poznaliśmy się na letnim obozie. Tam on zaczął, mnie podrywać, ja na początku nie byłam przekonana, lecz za ciągła namową przyjaciół i jego, weszłam w to. I mogę powiedzieć, nie było co żałować, było wręcz bajecznie, tak jak zawsze marzyłam. Jednak czar mojej pięknej bajki prysł, gdy skończył się Leto wyjazd i trzeba było wracać do domu. Mieszkamy daleko od siebie, więc reakcje, jaką zaczęliśmy tworzyć, musiała być na odległość, co jemu się nie podobało. I tak właśnie, po upływie 2 tygodni zerwał ze mną, przyznam, że byłam bardzo załamana i nie potrafiłam sobie tego przyswoić. Zaznaczę również tutaj, że mój "przyjaciel" zaproponował mi wtedy przyjaźń, którą na początku odrzuciłam, lecz w końcu zgodziłam się na to. Nie pamiętam dokładnie, jak wyglądały tego początki, były wręcz takie zwykłe, jakie to mają przyjaciele. Potem relacja zaczęła (wiem głupi to zabrzmi) wyglądać jak związek, ale nie taki formalny, wręcz przeciwnie taki jaki był na koloniach, podobało mi się to. Choć przyznam chciałam więcej, w sensie mieć go już tak formalnie jako mojego chłopaka. Ale cóż czekałam, kochałam go, a czułam, że on mnie też. W naszej relacji płynęło wspaniałe, uczucie wzajemnie miłości, troski i tego, co najlepsze. Rzadko, a nawet prawie w całe się nie kłóciliśmy, było no idealnie. Ale no, znowu bajka nie trwa tak długo, jak chcemy... po naszym ostatnim spotkaniu, gdzie oboje wyznaliśmy sobie miłość. Wszystko się zepsuło... z dnia na dzień całe uczucia z jego strony zaczęły gasnąć, jego zainteresowanie, troską znikało w mgnieniu oka. Nie chciałam tego, więc walczyłam, biłam się o to, rozmawiałam z nim. Ale nic to nie dawało, ukrywał to przede mną, nie chciał rozmawiać, zmieniał szybko tematy tak, że nie rozpoznawałam tego. Przez to też, relacja zaczęła się psuć, pojawiały się kłótnie, zgrzyty. No po prostu wszystko, co złe, a dobre uczucia przepadły w zapomnienie. Zaczęłam dowiadywać się o nim, okropne rzeczy, co robił, co ukrywał. Nie wiedziałam, czy to prawda, ale zdawałam sobie sprawę, że nie powiedziałbym mi tego, skłamałby kolejny raz... Moje uczucia gasły, gasły aż zgasły nie bardzo, ale jednak. Nabrałam podobnego zachowania jak on do mnie, pociskałam go, leciałam na ciągłej ironii itp. ale nie dlatego, że taka jestem czy coś. Wręcz przeciwnie chciałam zwrócić jego uwagę, aby zainteresował się mną i naszą relacją. Jednak nic go to nie ruszało, niczego się nie domyślał, więc ja to wszystko ciągnęłam dalej. Przed paroma dniami, pokłóciliśmy się znowu, o to samo co zwykle, czyli naszą relację. Kolejny raz się wyglądałam, a on? Nic, nie chciał nic wyjaśnić, powiedzieć czy wytłumaczyć. Nawet nie miał jak się spotkać... jest to dla mnie żałosne, niby przepraszał, niby żałował. Ale skąd mam mieć pewność czy to szczere? Czy może znowu kłamie i czeka, aż mi przejdzie? Proszę o pomoc, co powinnam z nim uczynić. Czekać na poprawę czy zerwać wszelkie kontakty teraz, czy może jeszcze poczekać aż będę blisko niego i wtedy jak nic się nie zmieni to skończy? Lub może macie swoją własną propozycję. Radźcie co zrobić.
Jak poradzić sobie z emocjami po rozstaniu i niejednoznacznymi sygnałami od byłej partnerki?

Z dziewczyną rozstałem się 6 miesięcy temu, ciężko mi poradzić sobie z tym, zwłaszcza że ona średnio co dwa tygodnie wypisuje do mnie. Są to wiadomości "kocham cię" "tęsknię" nie umiem żyć bez ciebie" a najśmieszniejsze jest to, że przeważnie w weekend pisze, gdy jest samotna albo pijana. W tygodniu mieszka w internacie, gdzie ma pełno znajomych i wtedy ma mnie gdzieś. Staram się być Twardy i nie odpisywać na te wiadomości, ale już kilka razy nie dałem rady i po prostu jej zacząłem odpisywać, pisałem, że też ją kocham, że tęsknię itp. po czym ona gdy wytrzeźwieje, zaczyna blokować mnie albo przestaje mi odpisywać i pisze, Że chce zostać znajomymi i mieć ze mną kontakt, bo na pewno nie wrócimy do siebie. Prosiłem ją wielokrotnie, żeby się zdecydowała, czego chce, bo ja już nie daje rady, to pisała, Że już nie wrócimy do siebie i nie będzie więcej pisała, po czym mija jakiś czas i od nowa pisze. Nie wiem, co ja mam już robić, ten koszmar trwa już tyle czasu. Najgorsze są pierwsze dni, gdy piszę, nie mogę później spać i jeść, cały czas myślę o niej.

zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.