
- Strona główna
- Forum
- inne, rodzicielstwo i rodzina, rozwój i praca
- Nie chcę spędzać...
Nie chcę spędzać świąt z całą rodziną, wolę odpocząć i miło spędzić weekend. Tym bardziej, że rodzina nie akceptuje mojej separacji z mężem.
Radosław Jakubiak
Dzień dobry. Pisze Pani wprost, w jaki sposób potrzebuje Pani spędzić święta - zjeść zwykły obiad, pooglądać coś wspólnie z dziećmi. A nie ma nic złego w realizowaniu swoich potrzeb, jeżeli nie przekracza się granic innych osób. W tym wypadku nie wygląda na to, żeby miała Pani przekraczać czyjeś granice.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Czerniawska (Karkus)
Pani uczucia i preferencje co do spędzania świąt są zrozumiałe i ważne. Każda osoba ma swoje własne podejście do świąt i to, co jest dla Pani ważne, może się różnić od tego, co oczekuje rodzina. Warto zacząć od otwartych rozmów z rodziną o swoich uczuciach i preferencjach dotyczących świąt. Wyjaśnić, dlaczego chce Pani spędzić czas w bardziej kameralny sposób i co jest dla Pani ważne w tym okresie. Warto ustalić granice. Jeśli czuje Pani, że konieczne jest zachowanie pewnych granic podczas świąt, aby zadbać o swoje zdrowie psychiczne i dobro dzieci, trzeba wyrazić te granice w sposób wyraźny i stanowczy. Może jest szansa na znalezienie kompromisu między swoimi preferencjami a oczekiwaniami rodziny. Można zaproponować krótkie spotkania, w których wspólnie spędzicie czas, ale bez skomplikowanych przygotowań i długotrwałych uroczystości. Proszę pamiętać, że Pani wybory i potrzeby są ważne, i można kształtować swoje święta tak, aby były zgodne z Pani wartościami i dobrem rodziny.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus

Zobacz podobne
Obawiam się zachowania mojej matki, która zazwyczaj była agresywna i nieprzewidywalna, destrukcyjna. Jestem od rodziców zależna finansowo, Dostałam się na studia do dobrej uczelni w Holandii i muszę już zacząć szukać mieszkania. Obawiam się tego procesu, ponieważ moja matka w przeszłości zachowywała się skandalicznie w sytuacjach, które wymagały robienia w zasadzie czegokolwiek dla mnie, a gdy wiązało się to ze zmianą, to już w ogóle. Wydzierała się jak opętana wielokrotnie. Nieraz mówi mi, jak mam postąpić, a potem się drze, jak zrobiłam, tak jak mówiła. Przykład - poszłam do dentysty, choć mówiłam jej, że podobno to droższa klinika, ale ona nalegała, żebym poszła do tego blisko domu. Potem wydarła się, ze rachunek jest za duży. Gdy wychodziliśmy gdzieś razem, wydzierała sie, że ona nie ma zamiaru siedzieć w samochodzie i jej się nic nie podoba. Gdy uczyłam się jeździć samochodem, wydzierała się, przeklinała, że co ty ku*wa robisz?! Nie wolno mi było nigdy popełniać błędu albo czegoś przeoczyć, gdy wypełniałam formularz jakiś do wyjazdu za granicę kilka lat temu, wydarła się na mnie, bo uważała, że powinno być coś wpisane inaczej. Najgorsze jest to, że jej się nie da zatrzymać, gdy ona wpada w ataki furii - jej wrzaski są skrajnie, powtarzam skrajnie agresywne, jej oczy wyglądają, jakby miała zabić. Gdy mój ojciec nie mógl znaleźc miejsca do parkowania wpadła w furię. Ojciec niestety jest bierny i nieraz zaprzecza, mówi, że matka nie jest agresywna, że czasem jest nerwowa ale że mi też się zdarza. Dramat. On ją kryje jak tylko się da. Zeszły rok poświęciłam na bardzo intensywne poszukiwanie pracy za granicą, bo bardzo się dobrze czuję za granicą po prostu. Jednak nie udało się znaleźć pracy, dlatego idę na studia i cieszyłam się z tej nowiny. Jednak teraz nie umiem się cieszyć bo stresuje mnie to, że jestem uzależniona od rodziców, bo to ojciec ma płacić za studia i mieszkanie. Nie wiem jednak, jak sie zabrać za proces szukania mieszkania, bo chodzi o to, że najpierw powinno się pojechać i je zobaczyć, zanim się zapłaci albo podpisze umowę. Moja matka powiedziała "a po co masz jechać, to nic nie da" przecież nigdy nie wiadomo, jakie są warunki, na zdjęciach nie widać, czy jest pleśń itp. itd. Oczywiście znowu byłoby na mnie, gdybym jej posłuchała - znam ją niestety. Ona potrafi zmienić nagle zdanie o 180 stopni a potem się drze, że zrobiłam, jak mówiła na początku. Potem drze się, że mam czelność jej wypominać, ze zrobiłam, tak jak kazała - a gdybym się nie posłuchała to też by było źle, że się nie posłuchałam. A rzeczywistość jest różna, nie mam wpływu na wszystko, a podczas takich sytuacji jak przeprowadzki itp. zawsze coś może zaskoczyć. Nie wiem już, jak postąpić, żeby wyszło dobrze, skąd mam zawsze wiedzieć, jak postąpić? Skoro i tak i tak mogą być wrzaski.

