
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, zaburzenia nastroju
- Nie radzę sobie po...
Nie radzę sobie po śmierci męża na raka i zaczęłam pić – jak dalej żyć w żałobie?
Treść wrażliwaIzabela
Bożena Nagórska
Pani Izabelo, proszę przyjąć wyrazy najgłębszego współczucia; to, że czuje Pani tak ogromną pustkę po stracie męża, jest dowodem na Pani wielką miłość, ale nie może Pani zostawać z tym bólem sama. Sięganie po alkohol tylko pogłębia depresję i odbiera siły do przetrwania żałoby, dlatego najważniejszym krokiem jest teraz natychmiastowe zwrócenie się po pomoc do psychiatry, psychoterapeuty lub zadzwonienie pod bezpłatny numer zaufania 116 123. Zasługuje Pani na wsparcie i profesjonalną opiekę, aby ból stał się możliwy do zniesienia, dlatego proszę o siebie zawalczyć i pozwolić innym sobie pomóc w tym najtrudniejszym czasie. Pani mąż na pewno chciałby, aby zaopiekowała się Pani sobą z taką samą oddaniem, z jakim opiekowała się Pani nim do końca.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dorota Kuffel
Dzień dobry. Bardzo mi przykro. Są grupy dedykowane osobom w żałobie i terapeuci, którzy specjalizują się w pracy z klientami w kryzysie straty.
Przytulam Panią i z całego serca polecam poszukać wsparcia.
Agnieszka Włoszycka
Witam Pani Izabelo,
Dziękujemy za kontakt z nami. Uważam, że jest Pani w ogromnym bólu i żałobie... strata męża, zwłaszcza po tak bliskiej opiece, potrafi zostawić pustkę, która przytłacza wszystko i to, że Pani płacze i tak bardzo tęskni, jest naturalną częścią tego procesu, choć bardzo trudną do uniesienia.Sądzę też, że picie alkoholu może na chwilę znieczulać ale w dłuższym czasie pogłębia ten ból i samotność, dlatego ważne jest, żeby nie zostawała Pani z tym sama. Proszę spróbować sięgnąć po realne wsparcie: ktoś bliski, psycholog, grupa wsparcia dla osób w żałobie to może być pierwszy, bardzo ważny krok. Na teraz proszę (jeśli mogę coś zalecić) spróbować jednego małego kroku dziennie: zadbać o siebie choć odrobinę (posiłek, krótki spacer, rozmowa z kimś). Według mojej opinii nie musi Pani wiedzieć „jak żyć dalej”: wystarczy, że dziś Pani wytrzyma i nie będzie z tym sama.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Pani Izabelo
Szczerze współczuję tej straty i łączę się w bólu, gdyż sam w lutym pochowałem najbliższą mi osobę. Stan, jaki Pani opisuje, jest głębokim, bolesnym przeżyciem po utracie człowieka, z którym dzieliła Pani życie, a ta wypalenie i poczucie, że umarła z nim razem, niewielu jest w stanie zrozumieć tak dobrze jak osoba przeżywająca taki kryzys.
Ciągły płacz i tęsknota za mężem, myśli, ze nie umie Pani „żyć dalej” i głośno się z nim żegna too naturalny, choć bardzo bolesny, proces żałoby, zwłaszcza po śmiertelnej chorobie raka i długiej opiece.
Często po śmierci męża kobieta czuje się „połamana”, jakby sama też „została zabrana”, ponieważ w jej tożsamości był głęboko zakorzeniony jako mąż, opiekun, partner i przyjaciel.
Nie próbuję „zlekceważyć” bólu ani nie mówię „przetrwaj i z czasem będzie lepiej”, ale warto, aby Pani wiedziała wiedziała że emocje, które odczuwa (płacz, samotność, poczucie, że „nie potrafię żyć”), są normalne, choć teraz ogromne i paraliżujące z racji tego, że rozpoczyna Pani trudny proces żałoby, a nie musi „samodzielnie” go ogarniać.
Jeśli zaczęła Pani mocniej pić, aby zagłuszyć ból, to bardzo ważne, aby o tym powiedzieć choćby lekarzowi rodzinnemu lub psychologowi. Nadmierne picie zwiększa smutek, wywołuje dodatkowe problemy zdrowotne i utrudnia poradzenie sobie z żałobą.
Należy zachować podstawowe rytuały jak odpoczynek, jedzenie, krótkie spacery nawet jeśli w Pani głowie krążą myśli, że nie ma sensu. Warto skorzystać z psychologicznej pomocy specjalistycznej dla osób w żałobie (terapia indywidualna lub grupa wsparcia).
Jeśli masz przyjaciół, rodzinę, to należy im zakomunikować wprost: „bardzo mi go brakuje, nie umiem żyć sama, proszę, żebyś/aś był/a obok”.
Często po śmierci małżonka kobieta pozostaje dodatkowo sama finansowo czy gospodarczo , więc warto sprawdzić, czy ma Pani prawo do świadczeń (np. emerytura, renta wdowia, pomoc Urzędu Skarbowego, ZUS).
Nie musi Pani teraz „zgrać się z życiem”, „ruszyć z nowa”, „zamknąć” tę żałobę na siłę gdyż najważniejsze jest, aby Pani przetrwała ból. Może Pani mówić do męża, pisać do niego, rozmawiać o nim, płakać gdyż to wszystko jest częścią żałoby, nie „słabością”.
To, że napisałaś Pani na forum, jest już krokiem w kierunku: „nie potrafię samodzielnie, szukam pomocy”. Jestem tu, abyś mogła mówić dalej, bez oceny, bez cicho „przytłumiania” bólu. Może Pani także korzystać z bezpłatnych telefonów zaufania.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
Dziekuję za wiadomość.
„Pani Izabelo, słyszę, jak bardzo Pani cierpi i jak ogromna jest Pani tęsknota. Strata męża, zwłaszcza po chorobie, przy której była Pani blisko i opiekowała się nim do końca, zostawia w sercu ogromną pustkę. To naturalne, że teraz wszystko wydaje się trudne, a życie bez niego - nie do wyobrażenia.
To, że Pani płacze i że tak bardzo za nim tęskni, jest wyrazem miłości, która nadal w Pani jest. Ta miłość nie znika wraz ze śmiercią bliskiej osoby.
Martwi mnie jednak to, że zaczęła Pani sięgać po alkohol, żeby poradzić sobie z bólem. To może przynieść chwilową ulgę, ale na dłuższą metę pogłębia cierpienie i samotność. Zasługuje Pani na pomoc, która naprawdę Panią wesprze, a nie zaszkodzi.
Nie musi Pani przez to przechodzić sama. Warto, żeby miała Pani obok siebie kogoś, z kim można o tym mówić - psychologa, terapeutę, albo nawet grupę wsparcia dla osób w żałobie. Rozmowa naprawdę może przynieść ulgę, nawet jeśli na początku wydaje się to trudne.
Na teraz ważne są małe kroki: zadbać o siebie choć trochę - zjeść coś, spróbować się przespać, wyjść na krótki spacer. I jeśli to możliwe, skontaktować się z kimś zaufanym - kimś, kto może po prostu być obok.
To, co Pani czuje, jest bardzo bolesne, ale nie oznacza, że tak będzie zawsze. Z czasem ten ból może się zmienić - nie zniknie miłość ani pamięć o mężu, ale może pojawić się więcej przestrzeni na oddychanie i życie dalej.
Życzę wszystkiego dobrego.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Po terapii straciłam przyjaciół, tracę znajomych, nie lubi mnie rodzina. Gdy im przytakiwałam, to byłam ok. A teraz jestem wyzywana za własne zdanie. Ojciec się gotuje, że mogę lubić inną partię polityczną (od razu nazywa mnie debilem), matka całe życie drze się, że ona ma gorzej, ona ma tak samo, że ja nic nie rozumiem, ona wie najlepiej... A jest tak tępa osoba, że nie potrafi zmienić baterii w budziku. Pół dnia ogląda filmy i gra w pasjansa. Znajomi przestali się odzywać, a jak mnie oszukują i mówię o tym wzrost, to wzbudza się w nich agresja. Z jednej strony czuje się dobrze. Z drugiej samotnie. Nie chcę być samotna, ale trudno mi po terapii zaufać komuś i mam niechęć do poznawania kolejnych fałszywych ludzi.

