Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nie radzę sobie po śmierci męża na raka i zaczęłam pić – jak dalej żyć w żałobie?

Treść wrażliwa
Dzień dobry mój mąż zmarł na raka w lutym zmarł w domu opiekowałam się nim nie umiem żyć poradzić sobie bez niego płacze brakuje mi go mam 54 lata ja chyba umarłam z nim zaczęłam pić tak bardzo mi go brakuje proszę mi pomóc Izabela
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Izabelo, proszę przyjąć wyrazy najgłębszego współczucia; to, że czuje Pani tak ogromną pustkę po stracie męża, jest dowodem na Pani wielką miłość, ale nie może Pani zostawać z tym bólem sama. Sięganie po alkohol tylko pogłębia depresję i odbiera siły do przetrwania żałoby, dlatego najważniejszym krokiem jest teraz natychmiastowe zwrócenie się po pomoc do psychiatry, psychoterapeuty lub zadzwonienie pod bezpłatny numer zaufania 116 123. Zasługuje Pani na wsparcie i profesjonalną opiekę, aby ból stał się możliwy do zniesienia, dlatego proszę o siebie zawalczyć i pozwolić innym sobie pomóc w tym najtrudniejszym czasie. Pani mąż na pewno chciałby, aby zaopiekowała się Pani sobą z taką samą oddaniem, z jakim opiekowała się Pani nim do końca.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Dzień dobry. Bardzo mi przykro. Są grupy dedykowane osobom w żałobie i terapeuci, którzy specjalizują się w pracy z klientami w kryzysie straty. 

Przytulam Panią i z całego serca polecam poszukać wsparcia. 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Izabelo,

 

Dziękujemy za kontakt z nami. Uważam, że jest Pani w ogromnym bólu i żałobie... strata męża, zwłaszcza po tak bliskiej opiece, potrafi zostawić pustkę, która przytłacza wszystko i to, że Pani płacze i tak bardzo tęskni, jest naturalną częścią tego procesu, choć bardzo trudną do uniesienia.Sądzę też, że picie alkoholu może na chwilę znieczulać ale w dłuższym czasie pogłębia ten ból i samotność, dlatego ważne jest, żeby nie zostawała Pani z tym sama. Proszę spróbować sięgnąć po realne wsparcie: ktoś bliski, psycholog, grupa wsparcia dla osób w żałobie to może być pierwszy, bardzo ważny krok. Na teraz proszę (jeśli mogę coś zalecić) spróbować jednego małego kroku dziennie: zadbać o siebie choć odrobinę (posiłek, krótki spacer, rozmowa z kimś). Według mojej opinii nie musi Pani wiedzieć „jak żyć dalej”: wystarczy, że dziś Pani wytrzyma i nie będzie z tym sama.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Izabelo

 

 Szczerze współczuję tej straty i łączę się w bólu, gdyż sam w lutym pochowałem najbliższą mi osobę.  Stan, jaki Pani opisuje,  jest głębokim, bolesnym przeżyciem  po utracie człowieka, z którym dzieliła Pani życie, a ta wypalenie i poczucie, że umarła z nim razem, niewielu jest w stanie zrozumieć tak dobrze jak osoba przeżywająca taki kryzys.

 

Ciągły płacz i tęsknota  za mężem, myśli, ze nie umie Pani „żyć dalej” i głośno się z nim żegna too naturalny, choć bardzo bolesny, proces żałoby, zwłaszcza po śmiertelnej chorobie raka i długiej opiece.
Często po śmierci męża kobieta czuje się „połamana”, jakby sama też „została zabrana”, ponieważ w jej tożsamości był głęboko zakorzeniony jako mąż, opiekun, partner i przyjaciel.

Nie próbuję „zlekceważyć” bólu ani nie mówię „przetrwaj i z czasem będzie lepiej”, ale warto, aby Pani  wiedziała wiedziała  że emocje, które odczuwa (płacz, samotność, poczucie, że „nie potrafię żyć”), są normalne, choć teraz ogromne i paraliżujące z racji tego, że rozpoczyna Pani trudny proces żałoby, a nie musi „samodzielnie” go ogarniać. 

Jeśli zaczęła Pani mocniej pić, aby zagłuszyć ból, to bardzo ważne, aby  o tym powiedzieć choćby lekarzowi rodzinnemu lub psychologowi. Nadmierne picie zwiększa smutek, wywołuje dodatkowe problemy zdrowotne i utrudnia poradzenie sobie z żałobą.

Należy zachować podstawowe rytuały jak odpoczynek, jedzenie, krótkie spacery nawet jeśli w Pani głowie krążą myśli, że nie ma sensu. Warto skorzystać z psychologicznej pomocy specjalistycznej dla osób w żałobie (terapia indywidualna lub grupa wsparcia).

Jeśli masz przyjaciół, rodzinę, to należy im zakomunikować  wprost: „bardzo mi go brakuje, nie umiem żyć sama, proszę, żebyś/aś był/a obok”.

Często po śmierci małżonka kobieta pozostaje dodatkowo sama finansowo czy gospodarczo , więc warto sprawdzić, czy ma Pani prawo do świadczeń (np. emerytura, renta wdowia, pomoc Urzędu Skarbowego, ZUS).

Nie musi Pani teraz „zgrać się z życiem”, „ruszyć z nowa”, „zamknąć” tę żałobę na siłę gdyż  najważniejsze jest, aby Pani przetrwała ból.  Może Pani mówić do męża, pisać do niego, rozmawiać o nim, płakać gdyż to wszystko jest częścią żałoby, nie „słabością”.

To, że napisałaś Pani na forum, jest już krokiem w kierunku: „nie potrafię samodzielnie, szukam pomocy”. Jestem tu, abyś mogła mówić dalej, bez oceny, bez cicho „przytłumiania” bólu. Może Pani także korzystać z bezpłatnych telefonów zaufania. 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

Dziekuję za wiadomość. 

 

„Pani Izabelo, słyszę, jak bardzo Pani cierpi i jak ogromna jest Pani tęsknota. Strata męża, zwłaszcza po chorobie, przy której była Pani blisko i opiekowała się nim do końca, zostawia w sercu ogromną pustkę. To naturalne, że teraz wszystko wydaje się trudne, a życie bez niego - nie do wyobrażenia.

 

To, że Pani płacze i że tak bardzo za nim tęskni, jest wyrazem miłości, która nadal w Pani jest. Ta miłość nie znika wraz ze śmiercią bliskiej osoby.

 

Martwi mnie jednak to, że zaczęła Pani sięgać po alkohol, żeby poradzić sobie z bólem. To może przynieść chwilową ulgę, ale na dłuższą metę pogłębia cierpienie i samotność. Zasługuje Pani na pomoc, która naprawdę Panią wesprze, a nie zaszkodzi.

 

Nie musi Pani przez to przechodzić sama. Warto, żeby miała Pani obok siebie kogoś, z kim można o tym mówić - psychologa, terapeutę, albo nawet grupę wsparcia dla osób w żałobie. Rozmowa naprawdę może przynieść ulgę, nawet jeśli na początku wydaje się to trudne.

 

Na teraz ważne są małe kroki: zadbać o siebie choć trochę -  zjeść coś, spróbować się przespać, wyjść na krótki spacer. I jeśli to możliwe, skontaktować się z kimś zaufanym - kimś, kto może po prostu być obok.

 

To, co Pani czuje, jest bardzo bolesne, ale nie oznacza, że tak będzie zawsze. Z czasem ten ból może się zmienić - nie zniknie miłość ani pamięć o mężu, ale może pojawić się więcej przestrzeni na oddychanie i życie dalej.

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Problemy w związku: uzależnienie partnera od pornografii i brak poczucia własnej wartości
Jestem w związku od 4.5 roku . Moj partner przez bardzo długi czas notorycznie ,ostentacumyjnie w moiej obecności gapił się na inne kobiety. Do tego doszło uzależnię od porno ,zdjęć innych kobiet oraz masturbacji. Mieliśmy problem z seksem ...nie podnieciłam go . Powoedzial mi ,ze nie podniecam go jak powinnam, żebym schudla itd. Bolało bardzo. Potrafil tez mówić mi,ze nie rozumie dlaczego mam problem z pormo 'ze on by sie podniecil a ja bym skorzystała na tym...bylo po tym bardzo zld między nami , w końcu chyba dotarło do niego ,ze to uzależnienie i ze mas niszczy tym Wiele razy mnie okłamał ze juz tego nie robi później okazywało sie ze jest inaczej . Cóż... Bylo między nami bardzo zle ,kłóciliśmy sie ,wyrzucalismy sobie najgorsze rzeczy. Po tym długim ciężkim czasie wreszcie zaczęliśmy wychodzić na prostą. Zaczęłam dostrzegać prawdziwa zmianę. Do czasu ..az znowu pojawił soe temat innych kobiet. Patrzenie ... w szpitalu gdy skręciłam rękę byl ze mna ,miałam robione rtg ..wykonywała je atrakcyjna kobieta ,nie mogl od niej wzroku oderwać... On pracuje w takim miejscu gdzie opracuje duzo młodych, atrakcyjnych kobiet. Kiedyś pojawiła sie tam nowa osoba - zapytałam co to za dziewczyna (chciałam sie upewnić ze nic złego sie nie dzieje ) ....odpowiedział jakos zdawkowo. Pytałam kilka razy o nia , w odstępach czasu - az usłyszałam ze atrakcyjna młoda dziewczyna. Zabolało bardzo,wróciły stare rany .. a później okazało sie ,ze ona mnie zablokowała na fb...nie rozumiem .Nie mam sily juz . On jest z jednej strony rozumie czemu mi teraz zle a z drugiej naciska na mnie żebym przestała o tym mówić. Pomocy...nie daje juz rady ....nie wiem czy jest sens ...co jest praeda co kłamstwem nie mam pojęcia .
Moja rodzina jest bardzo zżyta ze sobą, ale wystarczy nie mieć ochoty na ich kontakt, by zostawili mnie w najtrudniejszej dla mnie sytuacji emocjonalnej.
Dzień dobry. Piszę tutaj, bo może przekonam się by pójść do psychologa. Zacznę od początku, ale w skrócie. Mam nadzieję, że będzie to miało ręce i nogi. A więc... Z moją rodziną jestem dość zrzyta. Z mamą i resztą zawsze jedziemy na urlop lub po prostu do rodzinnego domu. Ale, że mieszkam za granicą to dzwonimy do siebie dość często. Z bratem rozmawiam nawet 4 razy na dzień, bo ciągle do mnie dzwoni. Moja Mama jest gospodynią domową i mieszkają razem z bratem i babcią w domu rodzinnym, tata również jest za granicą. Babcia przebywa obecnie w domu opieki po operacji, ale muszę też wspomnieć, że babcia jest dość toksyczną osobą, która niszczy psychicznie i fizycznie mamę moją. Ale niestety mama nie daje sobie nic powiedzieć. Moja rodzina ma też tendencje do obrażania się. No po prostu nie można nic powiedzieć i musi być tak, jak oni chcą (ja tak to widzę). Ale do sedna... Urlop zaplanowaliśmy w Polsce nad morzem i oczywiście nie mogło zabraknąć mamy, by do nas dojechała pociągiem. Tak też się stało. Była z nami prawie cały tydzień. Był też z nami nasz prawdziwy skarb, nasze oczko w głowie - nasz 4-nożny przyjaciel od 10 lat. Mama też ją kochała. Zawsze mówiła, że boi się o Mnie, jak coś jej się stanie (tak ją kochałam). Niestety na tym urlopie 28 września musieliśmy podjąć najgorszą decyzję w naszym życiu. Musiała zostać uśpiona ;((( i tak urlop zamienił się w koszmar. Płakałam do poduszki każdego wieczoru i każdego dnia przy mamie. W niedziele 1 października mama wróciła pociągiem do domu, choć błagałam ją, żeby z nami jechała, bo ja nie chcę i boję się być sama w domu (wszystko przypominało mi naszą Majli a problemem było pozostanie z tym samą przez 10 godz dziennie) oczywiście powiedziała, że musi wracać do babci, choć tak naprawdę nie musiała. Więc my znów wróciliśmy za granicę. W poniedziałek miałam wracać do pracy, ale nie byłam w stanie. Dzwonił do mnie 2 razy brat, ale nie odebrałam. W końcu zadzwoniła mama, odebrałam i chwilę depresyjnym głosem pogadałyśmy. Mówiła, że przyleci samolotem, jak bardzo potrzebuję, ale wiedziałam, że zamierzała, ale nie chciała wcale przyjeżdżać (nawet sama mówiła, że mam nie mieć żalu) Zadzwoniła też w środę, kiedy byłam w pracy, i jak zawsze opowiadała mi z płaczem o swoich problemach z babcią itd... Wtedy powiedziała mi pod koniec rozmowy "czemu też sama nie zadzwonię" " że czas zleciałby mi" odparłam, że nie chce mi się gadać, bo mam myśli gdzie indziej i nie umiem się skupić. Pożegnałyśmy się i od tamtej pory cisza. Nikt do mnie nawet nie zadzwonił, nikt z rodziny nie napisał. Zostawili mnie bez wsparcia, bez słowa otuchy. Pewnie znów się obrazili, że od brata nie odebrałam a mamie powiedziałam, że nie chce mi się gadać. W tej całej żałobie naszej, myślę też o tym, czym sobie zasłużyłam. Ja cały czas wysłuchiwałam ich problemów, a teraz kiedy ja popadam w depresję ich nie ma. Gdyby nie moja partnerka, która też przeżywa odejście naszej przyjaciółki, pewnie już by mnie nie było, bo bym sobie z tym nie poradziła. Dręczy mnie to bardzo czy ja coś źle zrobiłam? Czy ja nie mam prawa do bólu i cierpienia. Czy to ja powinnam do nich dzwonić? Z perspektywy czasu sobie myślę, że tylko jak były jakieś korzyści z naszej strony to było fajnie przyjechać i dzwonić. Co ja mam teraz zrobić? Jak mam się tym nie dręczyć i co najgorsze, jak nie mieć poczucia winy, że się nie odzywają. Cierpię i płaczę w każdej chwili. Proszę o pomoc i radę. Pozdrawiam Kasia
Jak poradzić sobie z utratą przyjaciół i konfliktami z rodziną po terapii

Po terapii straciłam przyjaciół, tracę znajomych, nie lubi mnie rodzina. Gdy im przytakiwałam, to byłam ok. A teraz jestem wyzywana za własne zdanie. Ojciec się gotuje, że mogę lubić inną partię polityczną (od razu nazywa mnie debilem), matka całe życie drze się, że ona ma gorzej, ona ma tak samo, że ja nic nie rozumiem, ona wie najlepiej... A jest tak tępa osoba, że nie potrafi zmienić baterii w budziku. Pół dnia ogląda filmy i gra w pasjansa. Znajomi przestali się odzywać, a jak mnie oszukują i mówię o tym wzrost, to wzbudza się w nich agresja. Z jednej strony czuje się dobrze. Z drugiej samotnie. Nie chcę być samotna, ale trudno mi po terapii zaufać komuś i mam niechęć do poznawania kolejnych fałszywych ludzi.

Nagłe napady lęku w miejscach publicznych, natrętne myśli i problemy ze snem – co mogą oznaczać?
Witam, piszę w celu doinformowania się na temat mojego ostatnio występującego problemu. Lekko ponad miesiąc temu napadł mnie niespodziewany moment lęku w miejscu publicznym (pierwszy z nich miał miejsce 2 tyg wcześniej). Poczułam napływający do mojego ciała lęk, objawem somatycznym było przyspieszone bicie serca i oczywiście pojawiające się myśli o zagrożeniu. Tego dnia w nocy miałam już lekki problem z zaśnięciem. Tak naprawdę od rozpoczęcia następnego dnia miałam odczucie nawet nie lęku, który czasem pojawiał się w miejscach publicznych, ale nieustającego niepokoju i natrętnych myśli np. czy nic ze mną nie jest, czy nie zemdleje, czy nie umrę itp. Przez takie odczucia ostatnie pogorszyło mi się zasypianie i czasem wybudzanie (raz mam problem ze snem, a później przechodzi i tak na zmianę). Przez ten niepokój mam odczucia spadku nastroju i zaciśniętego gardła z wymuszonym ziewaniem, które nie trwają cały czas, więc myślę, że to kwestia psychiki. Będę wdzięczna za jakąś radę, gdyż jest to dla mnie nowe, nieprzyjemne i niespodziewane. Na ten moment pediatra polecił mi możliwość pójścia do psychologa oraz brak jakichkolwiek oznak chorób zdrowotnych po wykonaniu badań.
Wewnętrzna pustka po nagłej śmierci męża...
Dzień dobry. Chciałam zapytać,jak radzić sobie z pustką? Mam dwoje dzieci, córkę i syna, są jeszcze bardzo mali. Mój mąż zmarł nagle w nieszczęśliwym wypadku, kilka miesiecy temu. Odkąd to się stało,nie czuje uczuć,mało płaczę, wszystko dzieje się we mnie,w środku. Przez to mam różne ataki paniki lub jak to nazwać, nerwów? Które paraliżują mnie na kilka chwil.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.