Dzień dobry,
Mam wrażenie, że od tygodnia nie próbuje Pan odpowiedzieć sobie na pytanie, czy żona Pana kocha. To już Pan wie. Próbuje Pan odpowiedzieć na pytanie, którego niestety nie da się rozstrzygnąć: „Czy mogę mieć stuprocentową pewność, że nigdy nic się nie wydarzy?”.Problem polega na tym, że żaden związek nie daje takiej gwarancji. Nawet gdyby żona przez kolejne miesiące odpowiadała na wszystkie pytania, z czasem mogłyby pojawić się następne. Lęk bardzo często domaga się kolejnych zapewnień, ale rzadko się nimi zaspokaja.
Zastanawiam się nad czymś innym. Pisze Pan, że żona bała się Panu o tym powiedzieć, bo obawiała się Pana reakcji. Czy możliwe, że oboje znaleźli się Państwo w sytuacji, w której ona zaczęła ukrywać trudne emocje ze strachu, a Pan zaczął coraz bardziej ich szukać, żeby odzyskać poczucie bezpieczeństwa? Taki mechanizm potrafi napędzać się wzajemnie, choć żadna ze stron nie ma złych intencji.
Chciałabym zostawić Panu trzy pytania:
Co musiałoby się wydarzyć, żeby poczuł Pan, że może znowu zaufać i czy jest to w ogóle osiągalne?
Czy dziś bardziej obserwuje Pan zachowanie żony, czy własne wyobrażenia o tym, co mogłoby się wydarzyć?
Gdyby ta sama historia spotkała Pana najlepszego przyjaciela, co powiedziałby mu Pan o jego małżeństwie?
Z Pana opisu wyłania się obraz związku, w którym nadal jest bliskość, wspólne plany i czułość. Być może warto nie walczyć już z przeszłością, tylko obserwować, jak wygląda Wasza relacja dzisiaj. To właśnie codzienność, a nie pojedyncza rozmowa, najwięcej mówi o kondycji małżeństwa.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka