Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak zakończyć związek, który powoduje zmęczenie i brak sensu życia, unikając negatywnych reakcji bliskich

Witam, jak mam porozmawiać z facetem aby zakończyć związek przez który czuję się ciągle zmęczona i nie chce z nim być. Bo nie mam sensu życia i boję się reakcji bliskich i ludzi dookoła?
User Forum

Anonimowo

9 miesięcy temu
Paula Matyga

Paula Matyga

Witaj,

dziękuję, że się odezwałaś. To, co przeżywasz, jest bardzo trudne, ale już sama świadomość, że ten związek Cię męczy i że nie chcesz w nim być, to pierwszy ważny krok. Twoje zmęczenie nie jest bez powodu – ciało i psychika często wcześniej niż my wiedzą, że coś nam nie służy.


 

Jeśli boisz się reakcji innych – to zrozumiałe. Często bardziej niż samego rozstania boimy się osądów, rozczarowania bliskich albo samotności. Ale pamiętaj, że to Ty żyjesz w tej relacji – nikt inny. Nikt poza Tobą nie przeżywa Twojego zmęczenia, Twojej bezsilności, Twojej codzienności.


 

Jeśli chodzi o rozmowę – spróbuj być spokojna i konkretna. Nie musisz się tłumaczyć. Możesz powiedzieć np.:

“Zastanawiałam się długo nad tym i wiem, że nie chcę już być w tym związku. Potrzebuję czegoś innego, czuję się wyczerpana i muszę zadbać o siebie.”

Nie musisz wchodzić w długie dyskusje ani przekonywać go do swojej decyzji. Masz prawo zakończyć coś, co Cię wyniszcza – nawet jeśli “na papierze” wygląda to dobrze.


 

A jeśli czujesz, że nie masz sensu życia – to sygnał, że potrzebujesz wsparcia. Nie jesteś w tym sama. Poszukaj psychoterapii, rozmowy z psychologiem, kogoś, kto Ci pomoże przejść przez ten proces bez oceny, za to z troską i zrozumieniem.


 

Rozstanie to nie porażka. To akt odwagi, żeby wybrać siebie.

9 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Maciejewicz

Karolina Maciejewicz

Hej, 

 

Rozmowę z partnerem warto przeprowadzić w możliwie spokojnych warunkach, wybierając moment, w którym oboje macie czas. 

 

Nie musisz podawać długich wyjaśnień swojej decyzji, ani tłumaczyć się ze swojej decyzji, jeśli czujesz, że nie jesteś w stanie. Możesz po prostu powiedzieć: „Od dłuższego czasu czuję, że ta relacja mnie obciąża. Nie jestem już w niej sobą, tracę siły i radość życia. Wiem, że to trudne, ale podjęłam decyzję, że chcę zakończyć nasz związek.”

 

To zupełnie naturalne, że boisz się reakcji otoczenia, żyjemy w społeczeństwie, które często z łatwością ocenia decyzje innych. Jednak to, co ludzie powiedzą, jest tylko ich opinią, a nie prawdą o Tobie. 

 

Jeśli czujesz, że potrzebujesz wsparcia, to przed lub po tej rozmowie dobrze byłoby porozmawiać z kimś, kto może Cię wysłuchać bez oceniania, np. z psychologiem, terapeutą albo kimś zaufanym z grona Twoich znajomych.  

 

Z pozdrowieniami, 

Karolina Maciejewicz 

9 miesięcy temu
Krzysztof Skalski

Krzysztof Skalski

To, o czym Pani mówi, jest bardzo ważne i niezwykle trudne. Zakończenie związku, szczególnie takiego, który przez dłuższy czas odbiera siły i poczucie sensu, to nie tylko decyzja, to często walka z własnym lękiem, poczuciem winy i presją otoczenia. Jeśli czuje się Pani ciągle zmęczona, wyczerpana tą relacją, to znaczy, że organizm i psychika wysyłają bardzo jasny sygnał: „coś mi szkodzi”. I już samo to jest wystarczającym powodem, by zatroszczyć się o siebie. Ma Pani pełne prawo odejść z relacji, która nie daje wsparcia, nie rozwija, tylko zabiera spokój i energię.

Rozmowa z partnerem nie musi być dramatyczna ani pełna tłumaczeń. Wystarczy spokojnie, ale stanowczo powiedzieć, że ta relacja Pani nie służy, że jest Pani zmęczona, że nie czuje się w niej dobrze i że chce Pani zakończyć związek. To nie wymaga usprawiedliwiania się ani zgody drugiej strony. Ma Pani prawo decydować o swoim życiu.

Obawa przed reakcją bliskich czy opinią innych ludzi jest zrozumiała, to często jeden z największych hamulców. Ale warto zadać sobie pytanie: czy czyjaś aprobata jest ważniejsza niż moje zdrowie psychiczne i codzienne samopoczucie? Ludzie będą mieć opinie niezależnie od tego, co Pani zrobi, ale to Pani będzie z tą decyzją żyła każdego dnia. Ma Pani prawo odejść, nawet jeśli „na zewnątrz” wszystko wygląda dobrze. Ma Pani prawo powiedzieć „dość”, nawet jeśli boi się Pani reakcji. I ma Pani prawo do życia, w którym nie czuje się Pani zmęczona sobą i światem

9 miesięcy temu
Anastazja Zawiślak

Anastazja Zawiślak

Dzień dobry, to bardzo ważne, że potrafisz nazwać to, co czujesz — jeśli ten związek Cię wyczerpuje i wiesz, że nie chcesz w nim być, to znak, że Twoje granice zostały przekroczone i potrzebujesz zmiany.

Rozmowa o zakończeniu związku nigdy nie jest łatwa, ale warto pamiętać: masz prawo odejść, nawet jeśli boisz się reakcji innych. To Twoje życie, Twoje emocje i Twoje zdrowie psychiczne.

 

Jak możesz to zrobić:

- Wybierz spokojny moment, bez pośpiechu.
- Powiedz prosto i szczerze: „Czuję, że ta relacja mnie męczy i nie jestem w niej szczęśliwa. To trudne, ale muszę zadbać o siebie i zakończyć ten związek.”
- Nie musisz tłumaczyć się wszystkim wokół — bliscy mogą mieć swoje emocje, ale to Ty będziesz żyć z konsekwencjami tej relacji, nie oni.

 

Jeśli boisz się, że nie poradzisz sobie emocjonalnie, porozmawiaj najpierw z psychologiem — to może dać Ci siłę i spokój, by przejść przez ten proces bez poczucia winy.

Masz prawo wybrać siebie. To nie egoizm — to szacunek do własnego życia. 💙

 

Pozdrawiam,

Anastazja Zawiślak

Psycholog

9 miesięcy temu
Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Rozstanie to trudna decyzja, ale jeśli czujesz, że ten związek Cię wyczerpuje, masz prawo zadbać o siebie. Ważne jest, aby rozmowa była spokojna, szczera i stanowcza. 
Możesz powiedzieć coś takiego: "Muszę być wobec Ciebie uczciwa – nie czuję się szczęśliwa w tym związku i nie chcę go kontynuować. Potrzebuję przestrzeni, by zadbać o siebie. Proszę, uszanuj moją decyzję."

Nie musisz tłumaczyć się przed otoczeniem – liczy się Twoje samopoczucie i zdrowie emocjonalne. 


Trzymam kciuki!
Martyna Jarosz

9 miesięcy temu
Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Witaj!

Rozumiem, że to trudna i bardzo delikatna sytuacja. Przede wszystkim ważne, byś skupiła się na swoich odczuciach i potrzebach. Rozmowę z nim możesz przeprowadzić spokojnie i szczerze, bez agresji. Możesz powiedzieć coś w stylu: „Chciałabym porozmawiać, bo od pewnego czasu czuję się zmęczona tą relacją. To dla mnie trudne, ale podjęłam decyzję o rozstaniu. To nie Twoja wina ani moja, po prostu czuję, że nie jestem szczęśliwa i potrzebuję zmiany.” Nie musisz tłumaczyć się ze wszystkiego. Masz prawo odejść, jeśli nie czujesz się dobrze. Strach przed opinią innych to naturalna emocja, ale to Twoje życie i Twoje zdrowie psychiczne są najważniejsze. Warto przygotować się na tę rozmowę, zadbać o własne bezpieczeństwo emocjonalne i spróbować porozmawiać w spokojnym, bezpiecznym miejscu. Jeśli boisz się reakcji otoczenia, pamiętaj, że osoby, które Cię naprawdę wspierają, będą to rozumiały. Życzę powodzenia i przesyłam dużo ciepła!

 

Z pozdrowieniami 

 

Kacper Urbanek 

Psycholog, diagnosta 

9 miesięcy temu
depresja

Darmowy test na depresję - Kwestionariusz Zdrowia Pacjenta (PHQ-9)

Zobacz podobne

Lęk społeczny od dziecka, który utrudnia mi teraz funkcjonowanie w dorosłości.
Co jeszcze mogę zrobić? Od zawsze byłem cichym dzieciakiem trzymającym się na uboczu i nie lubiącym być na świeczniku (i nauczyciele nie widzieli w tym problemu, po prostu uważali że jestem grzeczny, nikt nigdy nie zwrócił uwagi że coś może być nie tak), od kiedy pamiętam mam problem z nawiązywaniem nowych znajomości, bo paraliżuje mnie strach, kiedy mam zainicjować rozmowę, trzymałem i trzymam się nadal tylko z najbliższym wąskim gronem przyjaciół i znajomych, których znam praktycznie od piaskownicy. Jednakże teraz rzadko kiedy mamy czas żeby się spotkać, wiadomo dorosłe życie, praca itd. Przenosi się to też na inne sfery życia niż towarzyskie, kiedy przychodziło do odpowiedzi w szkole oblewałem się zimnym potem i robiło mi się słabo, to samo tyczy się np. rejestracji u lekarza itd. Dlatego też zrezygnowałem z matury, bo tak bardzo bałem się ustnej części i do teraz pluję sobie za to w brodę. (Warto dodać, że mam od dziecka nadwagę, niedoczynność tarczycy nie jest żadnym usprawiedliwieniem, za to problemy skórne, które uniemożliwiały mi ćwiczenie już trochę tak, bo ból często był nie do zniesienia (mimo to próbowałem i grałem np. w klubie w nożną czy w koszykówkę). Na szczęście te skórne schorzenia już pokonałem i jest wszystko w porządku, wziąłem się za siebie i zrzuciłem już blisko 30 kg) W podstawówce jeszcze jakoś dawałem radę, prawdziwe problemy zaczęły się w gimnazjum. Pojawiły się stany lękowe i mocny lęk społeczny. Ze swoją klasą nie miałem problemów, za to byłem dręczony przez osoby z innej klasy i do dzisiaj pozostała mi trauma, opuszczałem bardzo wiele lekcji i siedziałem roztrzęsiony w domu. Technikum uznałem za swego rodzaju nowy start, pierwsza klasa przebiegła raczej bez problemu. Co prawda nadal byłem cichy i wycofany ale dałem radę przechodzić cały rok w miarę spokojnie. W klasie nie nawiązałem żadnych poważniejszych znajomości, z nikim się nie zadawałem poza szkołą. No i przyszła 2 klasa... jakoś na końcu 2 miesiąca roku szkolnego złapałem szkarlatynę i to dosyć mocną przez co 2 miesiące przeleżałem w łózku z prawie 40 stopniową gorączką, okropnym bólem głowy i innymi objawami. Gdy wyzdrowiałem to nie byłem już w stanie wrócić, nikomu z klasy nie dałem znać dlaczego mnie nie ma, bałem się ocenienia i pytań o to dlaczego mnie nie było, paraliżował mnie strach. Szkołę dokończyłem w trybie indywidualnego nauczania i tak jak wcześniej napisałem zrezygnowałem z matury ze strachu, jednak udało mi się zdobyć technika pojazdów samochodowych ale nic mi on aktualnie nie daje. Po szkole była bardzo niewielka poprawa. Udało mi się pójść do pracy, po 3 miesiącach okresu próbnego nie przedłużono mi umowy, wytłumaczono mi to tym że niby była ogólna redukcja etatów i nikogo nowego też nie potrzebują, jednak ja w to nie wierzę i do dzisiaj się obwiniam że po prostu byłem za słaby i mimo że dawałem z siebie wszystko, to było to za mało. Od tego czasu wróciły wszystkie demony z czasów dzieciństwa i szkolnych. Od tego czasu boję się pójść do jakiejkolwiek pracy, zdarzyło mi się nawet odwołać rozmowę o pracę w jej dniu bo tak sparaliżował mnie strach i dostałem drgawek. Aktualnie mam 22 lata, zawodowo stoję w miejscu i czuję presję czasu. Rodzice mnie wspierają zarówno psychicznie jak i czasami finansowo, jednak gdy mam chociaż trochę oszczędności to oddaję im wszystko z naddatkiem bo nie mógłbym spojrzeć w lustro. Stany lękowe, depresyjne i lęki społeczne tylko się pogłębiły, gdy jestem np. w galerii handlowej czuję jakby wszyscy się na mnie patrzyli i obgadywali, od razu się pocę. Boję się też przykładowo wjechać do miasta samochodem w godzinach szczytu bo się stresuję że ktoś będzie na mnie trąbił, zgaśnie mi samochód, na światłach itd. Czuję się niepotrzebny i często się za wszystko obwiniam, często uważam się za ciężar dla wszystkich. Jeśli chodzi o charakter to nigdy nie należałem do wrednych osób, wręcz przeciwnie, zawsze byłem w cholerę empatyczny, bezkonfliktowy i wolę być skrzywdzonym niż skrzywdzić kogoś. Denerwuje mnie gdy ktoś jest bez serca. Jestem w cholerę wrażliwy, płaczę na filmach, grach czy przy książkach jeśli tylko mają chwytającą za serce historię. I... właśnie tych cech charakteru też się wstydzę (chociaż nie wiem czy to dobre określenie) bo boję się że ktoś mnie zwyzywa od słabiaków czy mięczaków. Sam też się boję że będąc właśnie takim typem osoby nie osiągnę sukcesu bo żeby teraz coś osiągnąć, trzeba mieć w sobie trochę z bycia zimnym człowiekiem a empatia i wrażliwość właśnie nie są dzisiaj normą. Gdy nie ma czasu na spotkanie z przyjaciółmi czuję się w strasznie samotny a nie umiem nawiązać żadnej nowej znajomości, nawet w internecie, boję się do kogokolwiek odezwać czy napisać. Z wejściem w związek jest dokładnie ta sama sytuacja. Od 2 miesięcy chodzę na terapię, ufam swojej terapeutce i czuję wsparcie i leciutką poprawę jednak jeszcze trochę czasu musi minąć zanim się przed nią w pełni otworzę. Jednak jestem zadowolony, że się na to zdecydowałem.
Od 8 lat trwa beznadziejna passa życiowa. Czuję się bezradna i bezwartościowa.

Od 8 lat mam bardzo trudną sytuacje życiową. 

Dużo się działo negatywnych zdarzeń, zdrady mojego ex męża, również podczas mojej ciąży. Kupno domu, w którym nadal mieszkam z córkami. Ale jest niewykończony, a ja nawet nie wiem czy będę mogła w nim zostać. Podczas tych 8 lat były też lepsze momenty, ale przeważał ogólny stres i poczucie osamotnienia. Małżeństwo skończyło się tym, że dowiedziałam się o ciąży kochanki męża. Dzieci miały wtedy 2,5 roku i 7 ( pierwsza klasa). Szczerze mówiąc było mi ciężko po rozwodzie, ale bardzo szybko i dobrze sobie poradziłam. 

Minęły już 3 lata. Po półtora roku związałam się z partnerem, który był niedostępny emocjonalnie, dawał mi ciepło - zimno. Rozstaliśmy się trzy miesiące temu po półtora roku związku, po tym jak odkryłam, że mnie również zdradzał. 

Jestem strasznie rozbita, bo nie mam sił zaczynać wszystko od nowa. Moje marzenie o ciepłej, kochającej rodzinie ( której też nie miałam w dzieciństwie) pękło jak bańka mydlana. Czuję się bardzo samotna i pusta w środku. Nie wiem jak poradzę sobie z domem. Czuje, że nie ma w nim życia takie jakie miało być. Jest wciąż nieskończony, nie umiem zapewnić córką, wszystkiego, czego one potrzebują i co ja bym im chciała dać. 

Czuję się bardzo bezwartościowa. Zaczęłam zbierać się po nieudanym związku i tłumaczyć sobie, że tak jest lepiej, że powinnam skupić się na dzieciach to wydarzyła się kolejna tragedia. Dwa tygodnie temu zmarła nagle najlepsza przyjaciółka mojej starszej córki. Rozbiło mnie to doszczętnie. Jestem bardzo rozbita i boję się, że to wszystko za bardzo odbije się na moich córkach. Szukam zawsze jakiś pozytywów każdej sytuacji, ale już nie widzę ich, nie umiem sobie wytłumaczyć, że to kiedyś się zmieni, bo zła passa trwa zbyt długo.

Mąż jest bardzo krytykujący, a jego zachowania wyglądają, jak z ciężkiego dzieciństwa. Co mam zrobić?
Mam problem. Mąż zachorował na depresję kilka lat temu, temat się ciągnie, bo psychoterapia na NFZ, mam wrażenie, że poprawa jest, ale niewielka. Objawami depresji była apatia, brak apetytu, senność, i od dłuższego czasu czepianie się o wszystko. Jak już zdiagnozowana była depresja i wjechały leki to była drastyczna zmiana, bez czepiania, docenianie mnie - mimo męża złego samopoczucia, czułam się doceniona. Po czasie terapii i brania leków, znowu słyszę pretensje, że bałagan (choć był czas, że mąż sam mówił, że ma wywalone w bałagan - mamy remont domu już długi czas i nie da się mieć porządku, bo mało miejsca, wszystko na kupie, ale staram się w miarę, żeby było jak w normalnym domu). Doszło czepianie się córki, bo tego nie robi, prania sama nie zbierze, a to gary w zlewie. I tak nie jest ciągle, rozmawiamy szczerze, zwierzamy sie sobie, ale nadchodzi moment czepialstwa i mam dość. W dzieciństwie mąż musiał ciągle sprzątać w pokoju, miał przydzielane zadania domowe i mógł wyjść, jak skończy, ojciec był „trudny” chociaż teraz stara się nadrobić. Ale nadal potrafi się czepiać wszystkich, męża, swojej żony, tylko córkę jedyną traktuje jak jajko, bo ona umie się mocno postawić, Jak to wszystko ugryźć? Myślę, że ma to spore korzenie w dzieciństwie, bo jednak widzę takie same zachowania jak z opowieści męża. Jest mi totalnie przykro, pracuję we własnej firmie, tyram niczym na na 3 etaty- tyle obowiązków do wykonania w 8-9 godzin dziennie to psychicznie jestem dojechana, wracam do domu, coś zrobię i siadam , bo brak mi sił. I słyszę „ja robię, a ty siedzisz” „chociaż byś zrobiła to czy tamto”. Weekendy sprzątam całe dnie, gotuję, piorę itd. I mąż umie też docenić, mimo to ja nie czepiam się, nie krytykuję, jak nie ma siły mówię - siądź i pierdziel robotę w domu… nie zając, nie ucieknie. Nie ma tak, że wypominam, że tego nie zrobil czy tamtego… Czy to depresja? Charakter? Czy wpływ ojca „troche tyrana”?
Jakiś czas temu zobaczyłam, jak w Chinach przed zabiciem katują psy. Odczułam ogromny ból. Czuję bezsilność
Mam 43 lata, mam męża, dzieci nie mam. Nigdy nie czułam potrzeby być matka. Bardziej kocham zwierzęta. Jakiś czas temu zobaczyłam, jak w Chinach przed zabiciem katują psy. Odczułam ogromny ból. Czuję bezsilność, od tego czasu nie potrafię sobie poradzić. Np. mam tak, że jak zaczynam się z czegoś cieszyć, nagle z tyłu głowy mam ten obraz i myśli o cierpiących zwierzętach. Chciałabym, aby był koniec świata i aby nigdy żadne zwierzę nie cierpiało. Nie chcę mi się żyć na tym chorym świecie pełnym przemocy....
Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele
Dzień dobry. Trudno jest mi zacząć pisać wątek na ten temat, ale potrzebuję nakierowania na dobrą drogę w tej sprawie. Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele. Jestem 22 letnim chłopakiem po technikum, a ona jest 17-letnią dziewczyną z technikum. Były złe jak i dobre chwile, natomiast wszystko po czasie ułożyło się dobrze. Cały sezon letni zajmuję się rozwijaniem działalności, ale problemy związkowe również zajmują moją głowę i czuję, że to już nie jest to samo co na początku. Odbieram dziwne sygnały, że już jej nie zależy tak samo jak na początku. Nie odzywam się za wiele bo odrazu zostaje atakowany, że wszystkiego jej zabraniam, albo że musi być tak jak ja chcę. Natomiast nie czuję sie z tym aby liczyła się w ogóle z moim zdaniem i moją osobą. Często zdarzają/ły sie sytuacje, że w okresie zimowym jak i letnim gdy mam wolne i widzimy się więcej. Widzimy się chwilę po szkole i później ona ma widzieć się z przyjaciółka od godziny 16-19, ponieważ później ona się uczy i nie jest w stanie przełożyć swojej codziennej rutyny (a tak naprawdę wraca jej chłopak z pracy i chcą się widzieć same, a jej przyjaciółka później widzi się sama z chłopakiem). Ja w tym czasie mam szukać sobie zajęcia na siłę albo jechać do domu (około 30min drogi samochodem w jedną stronę). I później jest straszne naleganie aby byc od 19-22 (do tej możemy się widzieć). Jesli nie przyjadę to szuka sobie innej osoby z którą może spędzić ten czas żeby się nie nudzić. Gdy jednak napiszę, czy przyjaciółka nie mogła by sobie przełozyc rutyny, abym nie musiał tracić czasu na to dojezdzanie i proponuję czy nie mogły by się widzieć trochę pózniej przy czym wracał bym do domu to zostaje atakowany i odrzucany. Pragnę zaznaczyć, że one muszą się widziec tak codziennie i jest to dla mnie strasznie męczące psychicznie ponieważ strasznie ją kocham i mój charakter jest bardziej uległy. Czuję, że nie liczy się ze mną jak powinny liczyć się osoby w zdrowym związku i wydaje mi się, że jestem mniej brany pod uwagę (manipulowany). Drugim problemem są koledzy. Twierdzi, że nie chce mieć koleżanek bo ją bardzo zraniły niektóre, a oni jej nie ranią. Otacza się głownie nimi, do niektórych nie mam zastrzeżen bo naprawdę są w porządku, natomiast kilku poznałem i wiem, że oni mogą liczyc na coś wiecej. Zapytała mnie czy może isc z jednym z nich na basen i pokłóciliśmy się o to, ponieważ powiedziałem, że nie podoba mi się ten pomysł i będę sie źle z tym czuł (zazdrość). Po czym zostałem zaatakowany, że zabraniam jej mieć kolegów i przyjaciół. Dodam, że ten kolega, a mój przyjaciel napisał, że wydaje mu się że jestem o niego zazdrosny i nie chce wyciągać jej na basen, a ona odpisała mu, że raczej nie będę miał z tym problemu. Naprawdę nie chcę sie czuć jak KAT. Wydaje mi się, że w związku zasługuje na trochę szacunku i lojalności, nie spotykam się z żadnymi nawet przyjaciółkami sam na sam ponieważ ona jest zazdrosna, miałem nawet kilka sytuacji, gdzie pomogłem z zadaniem z matematyki jednej koleżance przez aplikację czatującą i dostałem straszną awanturę z tego powodu. Potrafię respektować jej zdanie, a ona mojego już niestety nie. Chciałbym aby ten związek polegał na zdrowej relacji, ale brakuje mi już sił i często mam ochotę odpuscić. Proszę
niska samoocena

Niska samoocena - objawy, przyczyny i sposoby na poprawę

Niska samoocena negatywnie wpływa na życie i relacje. Wyjaśniamy jej przyczyny, objawy oraz skuteczne metody radzenia sobie z tym problemem, pomagając zarówno osobom dotkniętym, jak i ich bliskim.