
- Strona główna
- Forum
- inne, kryzysy, związki i relacje
- Poczucie zdrady,...
Poczucie zdrady, samotności, żalu wobec przyjaciółki - ciężka sytuacja
Karolina Białajczuk
Rozumiem, że przeżywasz trudny okres i zmiany w swoim życiu, które wywołały wiele bólu i zamieszania. Związek i przyjaźń z Kasią odgrywały ważną rolę w Twoim życiu, i teraz, gdy sytuacja się skomplikowała, czujesz się opuszczona i zraniona. To naturalne reakcje na trudne doświadczenia emocjonalne. Warto, abyś zrozumiała, że związek między Kasią a jej mężem to osobista sprawa i decyzje, które podejmują, są ich wyborem. Mimo że to może być trudne, nie możesz kontrolować ich działań ani decyzji. To, co możesz kontrolować, to własne uczucia i reakcje. Przeżywasz obecnie ogromny żal i smutek, co jest zrozumiałe w obliczu utraty bliskiej przyjaźni. W takich sytuacjach warto skorzystać z wsparcia psychologicznego. Terapeuta może pomóc Ci zrozumieć swoje emocje, radzić sobie z trudnościami i pracować nad budowaniem swojego życia na nowo.
Jeśli masz myśli samobójcze lub odczuwasz potrzebę pomocy w związku z tymi myślami, niezwłocznie skontaktuj się z profesjonalistą lub zadzwoń na infolinię pomocy kryzysowej. Rozmowa z wykwalifikowanym terapeutą może być kluczowa w tym trudnym okresie. Pamiętaj, że jesteś ważna i istnieją sposoby, aby przejść przez ten trudny czas. Szukaj wsparcia od specjalistów i bliskich osób, a także staraj się dbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne.
Pozdrawiam,
Karolina Białajczuk, psycholog

Zobacz podobne
Jestem w terapii psychodynamicznej od prawie 9 miesięcy i mam wrażenie, że zamiast pomóc, to tylko spotęgowała chaos panujący w mojej głowie.
Moimi celami terapeutycznymi były i dalej są odbudowanie poczucia własnej wartości, sprawczości, umiejętność budowania i utrzymywania relacji w szczególności z płcią przeciwną. Zdecydowałem się na ten rodzaj terapii, ponieważ wydawał mi się najbardziej odpowiedni do moich problemów.
Po tym czasie mam poczucie, że jestem w jeszcze gorszym miejscu niż na początku, w mojej głowie panuje jeden wielki chaos. Sam już nie wiem co czuję, myślę, w jakim kierunku idę czy w ogóle w jakimkolwiek idę, co powinienem robić w trakcie sesji i pomiędzy nimi, czy wkładam w to wystarczająco dużo wysiłku czy może się nie przykładam odpowiednio lub może nie jestem odpowiednio otwarty na zmianę.
Czuję frustrację oraz wątpliwości czy to ma jakimkolwiek sens, czy ja jestem w stanie cokolwiek w sobie zmienić, czy może jestem tak beznadziejnym przypadkiem któremu już nic nie pomoże.
Zamiast się sukcesywnie przybliżać do celu to chyba się tylko oddalam, co tylko potęguje rozczarowanie. Często na pytania zadawane przez terapeutkę moje odpowiedzi to "nie wiem" lub "nie jestem w stanie odpowiedzieć" co mnie doprowadza do irytacji tym bardziej, że często zachęca mnie do mówienia o wszystkim, co mi po głowie chodzi, emocjach, które czuję czy fantazjach. Nawarstwiać się to zaczęło od kiedy został poruszony temat "wewnętrznego dziecka" oraz odpuszczenia i pożegnania "starego" życia. Czuję, że to za duży ciężar dla mnie i przerasta mnie, coraz częściej mam myśli o rezygnacji z terapii, bo widzę coraz mniejszy jej sens, jednak z drugiej strony wiem, że to mógłby być duży błąd. Poruszałem te wątpliwości z moją terapeutką i dalej jestem tu, gdzie byłem. Nie wiem już sam co myśleć i robić.
Chodziłam do szkoły w latach 90. Pamiętam tylko, że nauczycielki zadzierały nosy i popisywały się jedna przed drugą (jak np. krzyczą na dzieci). Do tego było szarpanie, ośmieszanie, a nawet bicie... Tak było wszedzie - w mniejszym lub większym natężeniu. Jak wytłumaczyć tamta agresje ze strony nauczycieli, czy pielęgniarek? Ludzie byli głupsi, czy masowo chorzy psychicznie? Nie potrafię wyjaśnić sobie tego, bo ja jestem ddd i nigdy nie przejawiałam przemocy. Nikt z mojej klasy nie wyrósł na patola, chociaż każdy był prany. Rozumiem efekt tłumu i poczucie "władzy", ale to prymitywne, bo Ci ludzie byli nikim i przecież mało co osiągnęli... Pamiętam, jak najulubieńsza nauczycielka przywiązywała sznurkami uczniów do krzeseł albo śmiała się, jak ktoś się zesikał. Przecież to powinno być karalne!!
Jakiś czas temu spotkałam jedna z tych bab i powiedziałam, czy jej nie wstyd, no i wiązankę jej puściłam. Była zdziwiona i wyparła się, zaczęła z agresją wyjeżdżać, że kłamie. Absurd

