
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- Bez powodu od...
Bez powodu od jakiegoś czasu wpadam w nerwy
Witam,
od jakiegoś czasu wpadam w nerwy bez powodu. Mam 36 lat. Niedawno oświadczył mi się chłopak. Mam córkę 14-letnia, którą wychowuje. Niby wydaje się, że nie powinnam mieć tych nerwów a przychodzą nie wiadomo skąd...
Trochę mnie to martwi bo nie wiem skąd one przychodzą zastanawiam się nad tym, czy udać się do jakiegoś terapeuty...
Czy to coś pomoże mi ...
Agnieszka
3 lata temu
Magdalena Ziomko
Dzień dobry,
Warto byłoby poszukać odpowiedzi skąd biorą się te nerwy, jak wygląda epizod zdenerwowania (co wtedy Pani robi) i jakie ma to dla Pani (i Pani otoczenia) skutki, konsekwencje. Nasze emocje i uczucia sygnalizują nam coś. Jeśli ma Pani kłopot z tym aby rozpoznać o co tu chodzi, szczególnie, że tak jak pisze Pani, nie widzi Pani powodów, dla których właśnie teraz taki stan mógłby się pojawić serdecznie zachęcam do konsultacji z kimś, kto pomoże się temu przyjrzeć. Życzę wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam,
Magda
3 lata temu
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Teresa Łącka
Dzień dobry, pomysł skorzystania z choćby jednorazowej konsultacji z psychologiem wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Taka konsultacja może pomóc Pani znaleźć źródło problemu i wskazać możliwe kierunki radzenia sobie.
3 lata temu
Agnieszka Matusiak
Myślę, że warto byłoby poprzyglądać się, z czego wynikają Pani emocje, co jest ich źródłem, może jakieś konkretne myśli lub oczekiwania względem chłopaka czy innych osób, może obawy co do zmian w życiu. Warto byłoby poznać też konkretne techniki radzenia sobie z emocjami, tak aby nauczyła się Pani lepiej funkcjonować na co dzień.
3 lata temu
Katarzyna Faryniarz
Witam Pani Agnieszko!
Warto przyjrzeć się skąd biorą się opisywane przez Panią nerwy. Myślę, że konsultacja z psychologiem/psychoterapeutą poznawczo-behawioralnym mogłaby pozwolić Pani na odkrycie pewnych schematów myślenia lub przekonań, które wpływają na powstawanie w Pani opisywanych napięć. Zazwyczaj można to przeanalizować na prostym ćwiczeniu, które pacjenci otrzymują jako zadanie domowe :) w momencie doświadczania takich emocji, tj. złość, strach, lęk terapeuta prosi, aby pacjent zapisał, co wywołało te emocje (sytuacja) oraz jakie myśli się pojawiły (np. "Ignoruje mnie."). Poznanie tych zależności pozwala terapeucie na trafną diagnozę problemu oraz na zaprojektowanie procesu terapeutycznego.
Pozdrawiam, Katarzyna Faryniarz
3 lata temu

Zobacz podobne
Partner znalazł mój stary telefon z intymnymi zdjęciami z przeszłości – jak odbudować zaufanie w związku?
Witam mam problem, ostatnio moj partner znalazł moj stary telefon który nie używałam blisko 3 lat,niestety nie ma mnie teraz w domu ,znalazł całą zawartość w nim typu zdjęcia nawet te seksualne, zdjęcia z partnerami filmiki,smsy,to co mógł zobaczyć to wszystko widział. Jesteśmy w związku od 1.5 roku, ten tel leżał jako zapasowy w razie co,ale nie używany od 3 lat,nie pamiętam co bylo w nim dokładnie, teraz partner wszystko mi wygarnoł twierdzi ze mi nie ufa,ze byl mnie pewny a teraz ze jestem najgorsza ze kolekcjonuje penis swoich ex,ze zostawiłam na pamiątkę itd.za 10 dni wracam do domu jest mi ciężko przecież to bylo wszystko przed nim,kocham go i nigdy nie zdradziłam.on mysli ze jestem ta najgorsza, proszę pomóżcie mi jak z nim rozmawiać, boję się ze bede musiała sie wyprowadzić i ze go stracę
Jak poradzić sobie z depresją po przeprowadzce na wieś i toksycznym wpływem rodziny?
Dzień dobry. Od czasu niechcianej przeprowadzki z mieszkania w mieście do domu na wsi, czuję się z każdym dniem coraz gorzej. Rodzina wymyśliła taką decyzję i nie miałam na nią wpływu. Po wejściu do nowego domu zaczęłam płakać, tęsknić za starym miejscem i panikować, nie umiałam zapanować nad żalem. Na domiar złego ojciec zaczął krzyczeć, wpadł w szał i zaczął się nade mną pastwić, bo wykazywałam niechęć i narzekałam (jest narcyzem i bywa toksyczny). Próbowałam myśleć o tej sprawie inaczej, pozytywniej i poznać nowy teren, sklepy, ułożyć rzeczy w pokoju itp. mimo wsparcia ze strony matki, od 2 tygodni mój stan zmienia się jak pogoda, czyli od czasu zamieszkania na wsi. Mam 21 lat, dopiero raczkuję w kwestii pracy (pracowałam za granicą, ale mi się nie podobało) i dorosłego życia, często też dotyka mnie zagubienie. I teraz czuję się gorzej niż kiedykolwiek, bo przeprowadzka wszystko mi utrudnia, nagle utraciłam całą moją stabilizację, dawną rutynę i nie mam oszczędności, żeby ot tak wrócić do miasta. Jestem apatyczna, wszystko mi zobojętniało, nie mam ochoty wyjść na zewnątrz (nic tu nie ma, tylko las), na zmianę płaczę albo czuję pustkę i ból w środku, czasami nienawiść do tego miejsca, rodziców. Czuję bezsilność, nie umiem się szczerze uśmiechnąć i cieszyć czymkolwiek, nie chce mi się gadać z bliskimi ani uczestniczyć w ich życiu. Co najgorsze - nie chce mi się rozwijać mojej pasji, jakoś nie mam sił i to też mnie frustruje, bo zamiast tego wspominam stare mieszkanie, myślę bądź oglądam bzdety w sieci. Wtedy też czuję, że tracę czas i narzekam na siebie, bo zawsze połowę dnia poświęcałam na to co kocham. I zajadam smutki słodyczami, chociaż zawsze dbałam o zdrowe żywienie. Wszystko tutaj mnie dołuje, łącznie z podejściem ludzi - mieszkałam na zachodzie Polski, teraz jestem na wschodzie. Po wyjściu do osiedlowego sklepu z tęczową przypinką aż czułam spojrzenia na plecach, chociaż to może tylko moje pesymistyczne myśli. Boję się, że nie mogę tu być sobą a jestem niebinarną osobą. Miewam lepsze dni, ale nawet wtedy z racjonalnym podejściem - podoba mi się wnętrze domu, a otoczenie i brak miasta po wyjściu wywołuje u mnie żal, wszystko jest monotonne. A ja uwielbiałam ten miastowy zgiełk i hałas. Nie wiem czemu tak się czuję, jak sobie pomóc i w którą stronę postawić krok? Tutaj jest tylko parę ofert pracy na krzyż i brak ludzi wokół. Mam wrażenie wyobcowania, jakby moje życie spowolniło i nie miało sensu, gdy będę tu tkwić a jestem bardzo kontaktową osobą. Nie ma tu też mojej znajomej. Brat twierdzi, że może mi pomóc w kwestii mieszkania w mieście, ale nie wiem co ma dokładnie na myśli i boję się, że będzie to dla niego obciążające. Nie chcę być dla nikogo problemem, nie umiem też prosić o pomoc, jednak chyba muszę, bo nie wytrzymam.
Związek na odległość: jak radzić sobie z brakiem codziennego kontaktu i potrzebą czułości
Witam, zwiazek na odleglosc od roku - ona z dziecmi ja bez. Bardzo mnie meczy brak kontaktu - nie umiem sobie wyobrazic tego, ze przez caly dzien - jakies 17 godzin poza snem… mozna sie nie odezwac telefonicznie… ja tego bardzo potrzebuje chociaz na dobranoc uslyszec Kocham i pojsc spac… mowilem o tym juz dawno temu teraz nawet nie chce mowic i przypominac o tej potrzebie… byly nawet sytuacje kiedy rozmawialismy i nagle slysze takim milym tonem “kocham Cie”… myslalem, ze to do mnie… za chwile “idz juz spac dobranoc kocham….”. I w momencie kiedy chcialem odpowiedziec uslyszalem “no juz jestem, syn byl… to co my tez idziemy juz spac? No to dobranoc”. Poczulem sie jak ostatni… w tym roku uslyszalem, ze w tamtym roku z ostroznosci trzymala taki dystans - dzwonila i mowila kocham duzo zadziej niz tego ja potrzebuja. Mowila “wazne jest powiedziec dzieciom z rana przed wyjsciem ze sie je kocha bo nie wiadomo co sie wydarzy” ale mi nie musi… owszem zdarzaly sie okresy telefonow, i tych czulych slow wiec moglbym dynamike tej relacji nazwac jako taka “hustawka”. W tym roku i pod koniec ostatniego cos zaczelo sie we mnie zmieniac - nawet sam chwilowo mialem momenty “dzwoni… a nie chce mi sie w sumie rozmawiac chcialem pograc ze znajomym - wczoraj rozmawialismy bardzo dlugo zaspokoilem swoje emocjonalne potrzeby bardzo mocno. A kiedy sie mniej odzywala mowilem sobie “na pewno ma duzo pracy zwiazanej z dziecmi - odezwie sie to sie odezwie moze ja zadzwonie chociaz brakuje mi takiej jej inicjatywy. Zaczalem sie troche godzic z tym, ze u niej ta potrzeba nie bedzie spelniona - musze znalezc sposob na czerpanie radosci z innych zrodel w zyciu - chociaz, czy da sie tak na prawde? Kiedy te potrzeby sa nie zaspokojone nie potrafie sie cieszyc innymi rzeczami. W kazdym razie w tym roku az tak mocno mnie to nie dolowalo… zaczalem nawet moze bardziej przypominac ja sama. Wczoraj po calym jej dniu w pracy i opieka nad dziecmi po niej… pomyslalem, ze zadzwoni w koncu to ja czekam az ona bedzie miec wolny czas - mowi, ze czasem nie zadzwoni tylko rzuci krotkim “dobranoc” bo jest tak mocno zajeta dziecmi. Wiec czekalem, dostalem wiadomosc ze juz wreszcie wszystko zrobione “dopiero teraz czas na herbate” - no i widze, ze to pozny wieczor… nie dzwoni… mowie zadzwonie sam nie bede sie bawic w przedszkole - w tym zwiazku niestety nie jest tak ze jezeli czegos pragne to to po prostu mam… zadzwonilem powiedziec dobranoc chociaz bo jestem chory od 3 dni, mimo to pracuje… ale dzwonie… spytalem jak sie czuje… nie wiem czy cos mnie rozkojarzylo… uslyszalem ze jest zmeczona ma bole plecow itd… (dla mnie to normalne zrzeczy w tym wieku i faktycznie nie przywiazuje do tego takiej wagi jak ona - wiem, ze tu sie roznimy tyle, ze ona nie rozumie tego…) i jakos zmienilem temat nieswiadomie na opowiesc o bracie… chcialem o czyms porozmawiac i na koncu znowu zapytalem jak ona sie czuje - byc moze przez jakies zmeczenie zapomnialem, ze juz pytalem. Odpowiedz dostalem taka “co sie z toba dzieje? Od 4 tygodni zmieniles sie w ch*** (mimo, ze wie, ze bardzo nie znosze przeklinania), na prawde?! Ja mowie, ze zle czuje a Ty o bracie?!. Zaraz po tym mimo, ze staram sie nie eskalowac kobfliktow, zaczela oczywiscie bardziej narzekac i oskarazac rozlaczyla sie… ja napisalem ze mi przykro ona tez… rano dokonczylem wiadomosc, ona tez… kolo 12 zadzwonilem nie odebrala… po kilka godzinach dala kciuka jako “odczytane” potem “duzo zdrowia” - nie odnoszac sie zadnej mojej wiaromosci/pytan. Wiec wieczorem po kolejnych godzinach milczenia napisalem, ze widze ze ma bardzo zajety dzien… (mimo, ze to wolna sobota) i co robi? “ Mam chore dzieci, więc od rana latam między jednym a drugim, podaję leki, inhalacje robię, śniadania obiad sprzątanie po posiłkach, apteka sklep... A sama źle się czuję więc tak zajęty dzień”. Ja nawet w poprzedniej wiadomosci napisalem ze przepraszam za to ze czasem nawalam. Dla mnie jest to jakis rodzaj karania cisza… brak potrzeby rozmowy, czulosci… nie wiem… mecze sie z tym mocno i teraz na przyklad po tym jak wyrzucilem swoje mysli, nie chcialbym paradoksalnie zeby dzwonila bo jakby nie oczekuje niczego pozytywnego po tej rozmowie…
Bolesne rozstanie po 6 miesiącach związku i wspólnej pracy – czy jest szansa na powrót?
Witam. Kilka dni temu rozstaliśmy się z moją dziewczyną. Rozstaliśmy się w zgodzie, bez kłótni itd. ale jednak odczuwam bardzo silny ból emocjonalny z którym nie potrafię sobie poradzić. Ja mam 23 lata, a ona ma 19. Poznaliśmy się 6 miesięcy temu. Od tamtego momentu wszystko układało się idealnie. Ona również zaczęła pracować w tej samej firmie co ja, więc widujemy się praktycznie codziennie w pracy. Po trzech tygodniach weszliśmy ze sobą w związek. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy więc oboje się na to zgodziliśmy. Na początku wszystko układało się wręcz idealnie. Była dla mnie miła, kochająca, ciągle myślała o mnie i widać było że jest w to bardzo zaangażowana. pierwsze trzy miesiące związku były idealne. Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy wspólnie. Została również zaproszona na urodziny mojej mamy gdzie poznała większość mojej rodziny i praktycznie ze wszystkimi dobrze się dogaduje. Ja również poznałem większość jej rodziny i wszyscy mnie polubili. Mówili że w końcu poznała fajnego chłopaka i że wyglądamy na parę idealną. Pasujemy do siebie. Byłem jej pierwszym prawdziwym chłopakiem do związku. Ona dla mnie też więc był to mój i jej pierwszy poważny związek. Ona wcześniej poznawała chłopaków którzy ją ignorowali, odrzucali. Mi również nie powodziło się w życiu z dziewczynami bo zazwyczaj dostawałem przysłowiowego kosza. I dopiero pod koniec stycznia tego roku pojawił się pierwszy kryzys. Zaczęła się ode mnie trochę oddalać, stała się dość oschła, chłodna. Gdy spytałem co się dzieję odpowiedziała mi że Ona na ten moment czuje pustkę. Nie wie czy kocha sama siebie, a co dopiero czy kocha kogoś. Dodam że dziewczyna ta boryka się z problemami psychicznymi. W jej domu nie dzieje się najlepiej. Nikt w jej domu nie okazuje jej wystarczająco dużo miłości. Po dłuższej rozmowie między nami powiedziała że nie chce ze mną zrywać, bo wie że by poźniej tego żałowała i że ja niczym ją nie zraniłem. Później sytuacja między nami się poprawiła, choć mówiła że miewa ona problemy z uczuciami mówiąc że raz jest pewna że mnie kocha, a raz się jednak zastanawia czy aby na pewno coś do mnie czuje. Ja cały czas byłem pewny swoich uczuć do niej. Kochałem ją i cały czas kocham, okazywałem jej bardzo dużo miłości, martwiłem się o nią, o jej stan zdrowia psychicznego dlatego razem z jej ciocią znaleźliśmy dla niej psychologa. Zapisałem ją również na wizytę prywatną do kardiologa, bo momentami miewała bardzo wysokie tętno, skarżyła się na bóle i zawroty głowy, tak więc umówiłem ją do kardiologa choć zrobiłem to bez jej zgody. Wiem że to źle, ale chciałem pokazać że bardzo się o nią martwię i zależy mi na niej. Do kardiologa ja pojechałem z nią. Do wcześniej umówionego psychologa również bo zawsze chciałem okazywać jej dużo wsparcia i chciałem udowodnić że zawsze może na mnie liczyć i że chcę być z nią w trudnych dla niej momentach. Było między nami bardzo dobrze, choć wiedziałem że ona ciągle ma mieszane uczucia co do mnie o których mówiłem wcześniej. Nie dawno mieliśmy swój pierwszy raz, było wspaniale. Był to jej i mój pierwszy raz. Ogólnie w sprawach łóżkowych również bardzo dobrze się nam układało. Oboje wiedzieliśmy czego chcemy. Planowaliśmy już wspólną przyszłość, chcieliśmy wynająć mieszkanie by zobaczyć jak będzie nam się żyło razem pod jednym dachem. Jednak dwa tygodnie temu znów pojawił się między nami kryzys. Powiedziała mi że musimy nabrać do siebie trochę dystansu, bo spędzamy ze sobą praktycznie każdą wolną chwilę. Denerwuje ją to że ja ciągle za nią chodzę i nie odstępuję jej na krok. A Ona jest taką osobą która nie lubi gdy kogoś wokół niej jest za dużo, bo ona nie potrafi wtedy pomyśleć, zatęsknić i jej uczucia się wypalają. Po tej rozmowie nabraliśmy do siebie trochę dystansu choć ja popełniłem błąd bo przez parę dni nawet w pracy się z nią nie przywitałem. Wiem że to źle ale byłem strasznie nabuzowany emocjami i nie kontrolowałem tego. Przeprosiłem ją później za to. Przez parę dni w trakcie świąt wielkanocnych nie mieliśmy ze sobą praktycznie żadnego kontaktu. Zero pisania, zero spotkań. Ale mówiła że potrzebuje trochę swojej przestrzeni więc chciałem jej ją dać. Po świętach napisała do mnie że następnego dnia w pracy musimy porozmawiać o nas. Zgodziłem się. Tak również stało się następnego dnia. I powiedziała mi że myślała nad naszym związkiem i chce to zakończyć. Powiedziała że w tym momencie nie jest gotowa na związek, musi sobie poukładać wszystko w swojej głowie. Powiedziała że ja jestem świetnym chłopakiem, że mnie uwielbia ale na ten moment poprostu nic nie czuje do mnie i nie jest gotowa na związek. Rozstaliśmy się w zgodzie ze sobą, powiedziała że mogę do niej zawsze napisać, że chce utrzymywać kontakt. Ja powiedziałem że ona również ma zawsze u mnie wsparcie i zawsze może do mnie napisać w każdej sprawie. Powiedziałem też że jest mi przykro że się rozstajemy i że mam nadzieję że wrócimy do siebie bo cały czas ją bardzo mocno kocham i zależy mi na niej. Ona powiedziała że nie jest to wykluczone że wrócimy do siebie ale żebym nie nastawiał się na to w 100 procentach bo nie wiadomo co będzie. No i tak od kilku dni nie mamy ze sobą kontaktu, prócz tego że tylko w pracy się widujemy. Postanowiłem że będę pisał do niej co jakiś czas by zapytać się czy wszystko w porządku i tak dalej, ale teraz przez kilka dni chciałem jej dać trochę spokoju od siebie poza pracą. Widziałem również, że usunęła wszystkie nasze wspólne zdjęcia na mediach społecznościowych. Jestem ciekaw czy wyrzuciła wszystkie rzeczy które jej dałem, bo do tego wglądu nie mam a chciałbym wiedzieć. Ja cały czas trzymam w domu wszystkie rzeczy które ona mi dała bo mam nadzieję na powrót no i nie chcę o niej zapominać. Ciągle bardzo ją kocham, myślę o niej praktycznie codziennie i boli mnie to że ona w pracy wygląda na szczęśliwą, nie przejmuje się niczym a ja ciągle chodzę zamyślony, nie potrafię się skupić na niczym bo ciągle myślę o niej. Byliśmy razem 6 miesięcy. Wiem że to nie długo ale jestem pewien swych uczuć do niej, bo jestem pewien tego że jesteśmy dla siebie stworzeni. Bardzo mocno ją kocham i chciałbym naprawić wszystkie swoje błedy. Co mam zrobić? Utrzymywać z nią kontakt czy dać jej trochę czasu? Nie wiem czy ona za mną tęskni, choć ja za nią bardzo. Czy jest jakaś nadzieja na powrót ? Proszę o szybką odpowiedź, bo nie wiem co mam ze sobą zrobić oraz przepraszam za tak długi wpis, ale chciałem dokładnie opisać swoją sytuację.
Jak pomóc wnuczce, która się samookalecza?
Moja wnuczka....pocięła sobie rękę.. to zdarzyło się już drugi raz ( pierwszy raz to zdarzyło się jakieś pół roku temu, wtedy dwie rece ,)Serce mi pęka bo w sumie zajmowałam się nią jak się urodziła(pomagałam synowi i synowej).Tosia ma teraz 13 lat.Jeszcze mam druga wnuczkę Lile która ma 5 lat i ostatni Henio ,3 latek. Wnuki bardzo mnie kochają, niestety synowa ma do mnie takie podejście...np. na dzień mamy usłyszałam że to nie mój dzień bo jestem teściowa.,Tosia bardzo by chciała zamieszkać ze mną ,staram się nie wtrącać w życie syna... ale nie pojmuje podejścia do dziecka które ma 10-11 lat ...że już jest dorosłe!!!. Całe skupienie zostało skierowane na młodsze rodzenstwo...a Tosia...cały czas z słuchawkami na uszach,przy komputerze....zauroczona trendem EMO...chce się upodobnić . Kocham ją nad życie i nie wiem jak mogę jej pomóc??? Pierwszym razem rodzice byli z nią u psychologa...mówiła mi że było bardzo fajnie,że mogła szczerze rozmawiać...do następnej wizyty nie doszło...ponoć z powodów finansowych...choć cały czas pomagam i mówiłam że z nią pojadę...to prywatne wizyty,ale wyczułam "ścianę". Teraz syn powiedział mi że drugi raz się pocięła...nie dowiedziałam się nic więcej no po prostu..zakończył rozmowę wyłączając się. Jak jestem u nich to maluchy mnie oblegają,a Tosia sama tkwi w pokoju....wtula się we nie jak mama (synowa) tego nie widzi. Bardzo proszę o jakieś wskazówki....serce mi pęknie!!!!😢😢😢

