
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, traumy, związki i relacje
- Odeszłam od narcyza...
Odeszłam od narcyza i czuję się jak na detoksie – czy tęsknota za osobą, która mnie niszczyła, jest normalna?
Anonimowo
Jakub Butkiewicz
Szanowna Pani,
Wiadomości, które Pani otrzymuje, są próbą wpłynięcia na Pani myślenie i wywołania lęku. Kiedy słyszy Pani, że „nikt Pani nie zechce”, warto zadać sobie pytanie: czy to jest obiektywny fakt o Pani, czy jedynie technika, która ma sprawić, by poczuła się Pani bezradna i wróciła?
To, że odczuwa Pani tęsknotę, mimo doznanych krzywd, jest typowym elementem procesu wychodzenia z takiej relacji i nie oznacza, że dzieje się z Panią coś złego. Przetrwanie tego „głodu” wymaga czasu i skupienia się na faktach dotyczących Pani bezpieczeństwa, a nie na emocjonalnych wspomnieniach. Jeśli jednak te powracające myśli i bolesne wiadomości staną się zbyt trudne do udźwignięcia, warto rozważyć rozmowę z kimś, kto pomoże Pani bezpiecznie przejść przez ten proces. Polecam konsultację z psychologiem, który wytłumaczy szerzej jak działa ten mechanizm.
Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
To, co Pani teraz czuje, jest typową i niezwykle bolesną reakcją organizmu na zerwanie więzi traumatycznej, co biologicznie przypomina detoks po silnie uzależniającej substancji. W relacji z narcyzem Pani mózg był poddawany ciągłym wahaniom skrajnych emocji, co wytworzyło chemiczne uzależnienie od cyklu krzywdy i chwilowego ukojenia. Tęsknota za osobą, która Panią niszczyła, nie jest dowodem na miłość, lecz wynikiem głodu emocjonalnego, który on celowo w Pani wykreował. Jego obecne wiadomości o Pani rzekomej chorobie czy braku wartości to klasyczna manipulacja mająca na celu zniszczenie Pani resztek pewności siebie i zmuszenie do powrotu pod jego kontrolę. Proszę pamiętać, że każda przeczytana wiadomość resetuje Pani proces zdrowienia, dlatego całkowite odcięcie kontaktu jest teraz jedynym sposobem na przetrwanie tego stanu. Ten paraliżujący ból z czasem minie, o ile nie pozwoli mu Pani na dalsze zatruwanie Pani myśli, a Pani decyzja o odejściu była pierwszym krokiem do odzyskania wolności, której on tak bardzo próbuje Panią pozbawić.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Patrycja Wójcik
Dzień dobry,
To, co Pani teraz przeżywa, jest nie tylko normalne, ale wręcz wpisane w proces odchodzenia z relacji przemocowej, szczególnie takiej o charakterze narcystycznym. To, że czuje się Pani „jak na detoksie”, nie jest tylko metaforą – z punktu widzenia neurobiologii Pani organizm przechodzi przez realny zespół odstawienny.
Warto spojrzeć na to, co dzieje się w Pani wnętrzu, aby zdjąć z siebie poczucie winy za tę tęsknotę.
W relacji z narcyzem występuje tzw. przerywane wzmocnienie. To mechanizm, w którym chwile ogromnej czułości i „bombardowania miłością” przeplatają się z okresami chłodu, krytyki i upokarzania. Pani mózg został przyzwyczajony do ogromnych wyrzutów dopaminy (gdy było dobrze) i kortyzolu (gdy było źle). Teraz, po tygodniu od rozstania, Pani układ hormonalny domaga się kolejnej „dawki” – nawet jeśli tą dawką miałaby być kłótnia lub kontakt z osobą, która Panią rani. To nie jest tęsknota za miłością, to biologiczny głód stabilizacji emocjonalnej, którą paradoksalnie dawał ten toksyczny cykl.
Słowa, które ten człowiek teraz do Pani pisze – że jest Pani „chora”, że „nikt Pani nie zechce” – to klasyczne narzędzia manipulacji. Ich celem jest zniszczenie Pani poczucia własnej wartości do tego stopnia, by uwierzyła Pani, że on jest jedyną osobą, która może przy Pani wytrwać. To próba utrzymania kontroli. Fakt, że on twierdzi, że „tylko chciał pomóc”, jest formą odwracania ról: on stawia siebie w pozycji wybawcy, a Panią w pozycji osoby niewdzięcznej i niestabilnej.
Kiedy pojawia się impuls, by wrócić, Pani umysł prawdopodobnie podsuwa Pani te „dobre chwile” z początku związku lub momenty, w których on był czuły. To mechanizm obronny – mózg próbuje złagodzić ból, wypierając wspomnienia o tym, jak bardzo był on niszczący. Warto przypominać sobie, że tęskni Pani za obrazem tej osoby i za obietnicą szczęścia, której on nigdy na stałe nie zrealizował, a nie za tym, jak realnie wyglądały Pani dni u jego boku.
Pierwszy tydzień – faza krytyczna
Tydzień to bardzo krótki czas. Pani organizm jest w stanie najwyższego alarmu. To, że czuje Pani ten ból w każdej komórce i chęć powrotu, jest sygnałem, że wychodzi Pani z mechanizmu uzależnienia emocjonalnego. Każdy dzień bez kontaktu z nim jest jak kolejny dzień trzeźwienia.
To, co Pani czuje, nie oznacza, że podjęła Pani złą decyzję. Oznacza jedynie, że Pani serce i ciało potrzebują czasu, by odzwyczaić się od chaosu, w którym żyły.
Kiedy czyta Pani te wiadomości, w których on nazywa Panią „chorą”, co dzieje się w Pani ciele? Czy czuje Pani impuls, by się bronić i mu tłumaczyć, czy może pojawia się w Pani choćby mała iskra złości, która mówi, że nikt nie ma prawa tak do Pani mówić?
Dużo dobrego!
Patrycja Wójcik
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Niestety, uzależnienie się od oprawcy jest częste. A właściwie uzależnienie od jego zachowania, które jest destrukcyjne, a jednocześnie silnie uzależniające. Jest to często widoczne wśród kobiet, które doświadczają przemocy domowej. Wzywają policję, a potem wycofują oskarżenia, gdyż wiedzą, że partner już nie uderzy. Tak to nie działa.
Tomasz Pisula
Dzień dobry,
Pani uczucia są naturalne po byciu w tak emocjonalnej relacji. Narcyz „wysysa energię” od partnera. Dodatkowo w takich relacjach często dochodzi do przekraczania granic, manipulacji oraz innych zachowań powodujących trudności w obiektywnej ocenie rzeczywistości - jest to mechanizm podobny do współuzależnienia.
To na pewno bardzo trudny okres i zapewne nie będzie łatwy, ale powinna dać sobie Pani czas na powolne dojście do siebie. Myślę, że wsparcie psychoterapeutyczne byłoby pomocne w tym trudnym czasie.
Wszystkiego dobrego,
Tomasz Pisula
Psychoterapeuta

Zobacz podobne
Czy to normalne, że mam tylko jednego przyjaciela?
Rozmowy z innymi nie są łatwe dla mnie i nawet nie wiem, czy chce mieć jakichkolwiek innych znajomych. Czuję, jakbym nie powinna należeć do tego społeczeństwa i mojej grupy wiekowej. Osoby w liceum interesują się tylko alkoholem, imprezami i zboczonymi żartami. Nie mam prawie żadnych tematów, jakie mogłabym z nimi poruszyć. Rozumie mnie tak naprawdę tylko mój przyjaciel, co ma podobne poglądy, jak ja. Nie wiem, czy mam jakąś fobię społeczną, czy coś. Zawsze nauczyciele nazywali mnie po prostu nieśmiała. Jednak prezentacje przed klasą czy nawet pogadanie z “kolega” z klasy jest dla mnie trudne. Do połowy osób z klasy nigdy się nawet nie odezwałam, mimo że znam ich już od połowy roku. W podstawówce sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Zmiana środowiska nic nie zmieniła, pomimo dużych chęci. Niedobrze się czuję, jak widzę, że każdy jest inny ode mnie. Wychowawca na siłę proboje mnie zmusić do gadania z kimś innym, grożąc obniżeniem zachowania.
Podobno w przedszkolu byłam bardzo rozgadana i gadałam z każdym. W grupach z większą ilością osób czuję się po prostu niekomfortowo. Próbowałam na początku nowej szkoły spotykać się z kilkoma dziewczynami z klasy. Nie było to jednak przyjemne i wolę być z kimś na osobności. Gdy jestem w grupie, po prostu się nie odzywam. Nikogo też raczej to nie obchodzi. Potem utworzyły się tylko grupki w klasie, które tylko śmieją się ze mnie i mojej przyjaciółki. Utrzymuje jakiś kontakt z innymi w klasie, ale jest on raczej przymusowy. I to nawet nie do końca z mojej winy. Gdy są rozmowy w parach na np angielskim inne dziewczyny wolą po prostu gadać z sobą. Czy naprawdę jest coś nie tak we mnie?
Problem z siostrą mojego chłopaka. Siostra mojego chłopaka (25 lat) wyjeździła 3,5 tys zł na Uber z karty mojego chłopaka. Udało jej się zalogować, ponieważ on kiedyś logował się na jej numer i była przypięta jego karta. Ona wiedząc, ze to nie jej karta zaczęła to wykorzystywać i wszędzie jeździć Uberem. Przez cały czas mówiła, że nie ma pieniędzy, aby mu oddać, jednak w tym czasie kupiła mnóstwo drogich sprzętów i zrobiła sobie operację plastyczną nosa. Po około trzech latach od tej sytuacji, kiedy mój chłopak nie potrafił wyegzekwować od niej tych pieniędzy, a mieliśmy kupić razem dom i my oszczędzaliśmy każdą złotówkę. Powiedziałam, że ma załatwić tę sprawę tak, żeby te pieniądze zostały oddane, bo nie pozwolę na to, żeby jako siostra okradała go, ona obraziła się o to, od tego czasu traktuje nas jak powietrze. Podczas spotkań nawet nie wita się z nami. Jest zła o to, ze musiała te pieniądze nam oddać. Rodzice, z którymi mieszka również nie widza problemu i trzymają jej stronę. Podejście „młoda i głupia była”. Jak powinnam się zachowywać? Nie mam w ogóle ochoty ich odwiedzać, spędzać z nimi Świąt.
Co zrobilibyście w tej sytuacji ? Rodzice twierdzą, że nie powinni być oceniani za to, co ona zrobiła, jednak mam do nich żal, bo wiedząc o tej kradzieży, zawieźli ja na operacje plastyczna nosa za granice. Nie odpowiadają mi wartości tych ludzi i Chciałabym się od nich odciąć. Z drugiej strony to rodzice chłopaka i czuje się winna, że złe wpływem na ich relacje. Teraz na święta on powiedział, ze nie chce do nich jechać, bo był na Boże Narodzenie i siostra udawała , ze go nie zna, a on nic złego nie zrobił. Jednak ja jestem wychowana w przekonaniu, ze powinno się na święta odwiedzić rodziców, a z drugiej strony zawsze jak mam kontakt z jego rodzicami, dochodzę do wniosku, ze od niektórych ludzi lepiej się odciąć.
Moja dziewczyna w poprzednim związku była eskortą (była w układzie sponsorowanym), miała 20 lat starszego od niej mężczyznę, który była bardzo zamożny. Miała wtedy duże długi około 50 tysięcy złotych, ona była zaraz po studiach, nie miała jak zarobić, a odsetki wzrastały, więc zdecydowała się na taki radykalny krok. Podobno (tak mi powiedziała) uprawiała z nim seks z elementami BDSM oraz uczestniczyła w seksie grupowym ze znajomymi jej faceta (sponsora). Teraz jest ze mną w związku i nie mogę się pogodzić z jej przeszłością. Jej przeszłości budzi we mnie lęk i obrzydzenie, proszę o radę jak sobie z tym radzić. Oboje się kochamy, ale jej przeszłość nie daje mi spokoju.

