Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Odeszłam od narcyza i czuję się jak na detoksie – czy tęsknota za osobą, która mnie niszczyła, jest normalna?

Odeszlam od narcyza tydzien temu i czuje sie jak na detoksie... on do mnie wypisuje ze jestem chora, ze nikt mnie nie zechce i ze on tylko chcial mi pomoc. mam momenty ze chce do niego wrocic bo tak bardzo mi go brakuje, mimo ze wiem jak mnie traktowal. czy to normalne ze czuje taka tesknote za kims kto mnie niszczyl?
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna Pani, 
Wiadomości, które Pani otrzymuje, są próbą wpłynięcia na Pani myślenie i wywołania lęku. Kiedy słyszy Pani, że „nikt Pani nie zechce”, warto zadać sobie pytanie: czy to jest obiektywny fakt o Pani, czy jedynie technika, która ma sprawić, by poczuła się Pani bezradna i wróciła? 

To, że odczuwa Pani tęsknotę, mimo doznanych krzywd, jest typowym elementem procesu wychodzenia z takiej relacji i nie oznacza, że dzieje się z Panią coś złego. Przetrwanie tego „głodu” wymaga czasu i skupienia się na faktach dotyczących Pani bezpieczeństwa, a nie na emocjonalnych wspomnieniach. Jeśli jednak te powracające myśli i bolesne wiadomości staną się zbyt trudne do udźwignięcia, warto rozważyć rozmowę z kimś, kto pomoże Pani bezpiecznie przejść przez ten proces. Polecam konsultację z psychologiem, który wytłumaczy szerzej jak działa ten mechanizm.

Pozdrawiam

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pani teraz czuje, jest typową i niezwykle bolesną reakcją organizmu na zerwanie więzi traumatycznej, co biologicznie przypomina detoks po silnie uzależniającej substancji. W relacji z narcyzem Pani mózg był poddawany ciągłym wahaniom skrajnych emocji, co wytworzyło chemiczne uzależnienie od cyklu krzywdy i chwilowego ukojenia. Tęsknota za osobą, która Panią niszczyła, nie jest dowodem na miłość, lecz wynikiem głodu emocjonalnego, który on celowo w Pani wykreował. Jego obecne wiadomości o Pani rzekomej chorobie czy braku wartości to klasyczna manipulacja mająca na celu zniszczenie Pani resztek pewności siebie i zmuszenie do powrotu pod jego kontrolę. Proszę pamiętać, że każda przeczytana wiadomość resetuje Pani proces zdrowienia, dlatego całkowite odcięcie kontaktu jest teraz jedynym sposobem na przetrwanie tego stanu. Ten paraliżujący ból z czasem minie, o ile nie pozwoli mu Pani na dalsze zatruwanie Pani myśli, a Pani decyzja o odejściu była pierwszym krokiem do odzyskania wolności, której on tak bardzo próbuje Panią pozbawić.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Dzień dobry,

 

To, co Pani teraz przeżywa, jest nie tylko normalne, ale wręcz wpisane w proces odchodzenia z relacji przemocowej, szczególnie takiej o charakterze narcystycznym. To, że czuje się Pani „jak na detoksie”, nie jest tylko metaforą – z punktu widzenia neurobiologii Pani organizm przechodzi przez realny zespół odstawienny.

Warto spojrzeć na to, co dzieje się w Pani wnętrzu, aby zdjąć z siebie poczucie winy za tę tęsknotę.

 

W relacji z narcyzem występuje tzw. przerywane wzmocnienie. To mechanizm, w którym chwile ogromnej czułości i „bombardowania miłością” przeplatają się z okresami chłodu, krytyki i upokarzania. Pani mózg został przyzwyczajony do ogromnych wyrzutów dopaminy (gdy było dobrze) i kortyzolu (gdy było źle). Teraz, po tygodniu od rozstania, Pani układ hormonalny domaga się kolejnej „dawki” – nawet jeśli tą dawką miałaby być kłótnia lub kontakt z osobą, która Panią rani. To nie jest tęsknota za miłością, to biologiczny głód stabilizacji emocjonalnej, którą paradoksalnie dawał ten toksyczny cykl.

 

Słowa, które ten człowiek teraz do Pani pisze – że jest Pani „chora”, że „nikt Pani nie zechce” – to klasyczne narzędzia manipulacji. Ich celem jest zniszczenie Pani poczucia własnej wartości do tego stopnia, by uwierzyła Pani, że on jest jedyną osobą, która może przy Pani wytrwać. To próba utrzymania kontroli. Fakt, że on twierdzi, że „tylko chciał pomóc”, jest formą odwracania ról: on stawia siebie w pozycji wybawcy, a Panią w pozycji osoby niewdzięcznej i niestabilnej.

 

Kiedy pojawia się impuls, by wrócić, Pani umysł prawdopodobnie podsuwa Pani te „dobre chwile” z początku związku lub momenty, w których on był czuły. To mechanizm obronny – mózg próbuje złagodzić ból, wypierając wspomnienia o tym, jak bardzo był on niszczący. Warto przypominać sobie, że tęskni Pani za obrazem tej osoby i za obietnicą szczęścia, której on nigdy na stałe nie zrealizował, a nie za tym, jak realnie wyglądały Pani dni u jego boku.

Pierwszy tydzień – faza krytyczna

Tydzień to bardzo krótki czas. Pani organizm jest w stanie najwyższego alarmu. To, że czuje Pani ten ból w każdej komórce i chęć powrotu, jest sygnałem, że wychodzi Pani z mechanizmu uzależnienia emocjonalnego. Każdy dzień bez kontaktu z nim jest jak kolejny dzień trzeźwienia.

To, co Pani czuje, nie oznacza, że podjęła Pani złą decyzję. Oznacza jedynie, że Pani serce i ciało potrzebują czasu, by odzwyczaić się od chaosu, w którym żyły.

Kiedy czyta Pani te wiadomości, w których on nazywa Panią „chorą”, co dzieje się w Pani ciele? Czy czuje Pani impuls, by się bronić i mu tłumaczyć, czy może pojawia się w Pani choćby mała iskra złości, która mówi, że nikt nie ma prawa tak do Pani mówić?

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Niestety, uzależnienie się od oprawcy jest częste. A właściwie uzależnienie od jego zachowania, które jest destrukcyjne, a  jednocześnie silnie uzależniające. Jest to często widoczne wśród kobiet, które doświadczają przemocy domowej. Wzywają policję, a potem wycofują oskarżenia, gdyż wiedzą, że partner już nie uderzy. Tak to nie działa. 

Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry,

 

Pani uczucia są naturalne po byciu w tak emocjonalnej relacji. Narcyz „wysysa energię” od partnera. Dodatkowo w takich relacjach często dochodzi do przekraczania granic, manipulacji oraz innych zachowań powodujących trudności w obiektywnej ocenie rzeczywistości - jest to mechanizm podobny do współuzależnienia.

 

To na pewno bardzo trudny okres i zapewne nie będzie łatwy, ale powinna dać sobie Pani czas na powolne dojście do siebie. Myślę, że wsparcie psychoterapeutyczne byłoby pomocne w tym trudnym czasie.

 

 

Wszystkiego dobrego,

Tomasz Pisula 

Psychoterapeuta 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

tak - to, co Pani czuje, jest bardzo częste w takich sytuacjach. Ta tęsknota nie oznacza, że relacja była dla Pani dobra, tylko że była dla Pani ważna i intensywna. Po odejściu może pojawiać się coś na kształt „odstawienia” - organizm jest przyzwyczajony do tej relacji, do emocji, do napięcia i chwil bliskości. Kiedy to znika, pojawia się pustka i silna potrzeba powrotu, nawet jeśli rozum podpowiada coś innego. Do tego dochodzą jego wiadomości, które mogą podważać Pani obraz siebie i wzmacniać wątpliwości. To bardzo utrudnia oddzielenie się emocjonalnie. To, że Pani jednocześnie tęskni i pamięta, jak była traktowana, nie jest sprzecznością - to dwie różne części Pani doświadczenia.

Ten pierwszy czas po odejściu bywa najtrudniejszy i najbardziej „rozchwiany”.

Pozdrawiam
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Dokładnie tak może być po zakończeniu relacji z osobą, która Panią dewaluowała. Tęsknota nie oznacza, że ta relacja była dobra, tylko że Pani układ nerwowy przyzwyczaił się do silnych emocji, napięcia i chwil „ulgi”, które przeplatały się z krzywdzeniem. To może działać jak forma uzależnienia emocjonalnego, dlatego pojawia się coś w rodzaju „odstawienia”. Ważne jest też to, że wiadomości byłego partnera są próbą podważenia Pani pewności siebie i utrzymania kontroli, a nie realną troską. To normalne, że w takim stanie pojawiają się myśli o powrocie, ale one zwykle słabną, kiedy emocje się stabilizują. Warto w tym czasie ograniczyć kontakt z tą osobą, bo każda wiadomość może utrudniać proces wychodzenia z tej relacji.
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Złamałam postanowienie, by nie uprawiać już nigdy seksu. Mam ogromne wyrzuty sumienia, że zdradziłam swoje własne przekonania.
Dzień dobry. Kilka lat temu, po nieudanym związku, postanowiłam sobie, że nigdy więcej nie będę uprawiać seksu. Niestety na początku roku zaczęłam się spotykać z chłopakiem i on jednak na seks mnie namówił. Po kilku miesiącach znajomości zostawił mnie bez słowa wyjaśnienia. Męczy mnie teraz poczucie winy i zdrady swoich ideałów i przekonań odnośnie seksu. Mam wyrzuty sumienia, że dałam się na to namówić i straciłam czas na seks, a przecież mogłam w tym czasie robić coś sensownego. Nie wiem, jak sobie poradzić z tym głosem z tyłu głowy, który nazywa mnie zdrajcą i oszustem.
Ghosting ze strony kochanka. Jak poradzić sobie z samopoczuciem po ghostingu?
Niecały tydzień temu pisałam o ghostingu ze strony przyjaciela/kochanka, otrzymałam odpowiedź, ale mam wrażenie, że nie zostałam dobrze zrozumiana. Może też źle się wyraziłam. Po pierwsze nie mam dzieci i raczej nie planuję, nie lubię dzieci. Po drugie, jestem osobą dość młodą, 29-latką, świeżo upieczoną mężatką, to nie jest małżeństwo z długim stażem. Z kochankiem poznałam się będąc jeszcze narzeczoną, on o tym wszystkim wiedział, sam był w stałym, wieloletnim związku, nasza relacja była klarowna od samego początku. Nie byliśmy zazdrośni o swoich życiowych partnerów ani nic z tych rzeczy. Dzieliłam się z nim m.in. przygotowaniami do ślubu, widział moje zdjęcia w sukni ślubnej itd. Wspierał mnie i nawet udzielał porad odnośnie do organizacji wesela. Autentycznie przyjaźniliśmy się, lubiliśmy, zależało nam na sobie wzajemnie. Powtórzę raz jeszcze - kocham swojego męża i nie miałam wątpliwości, że chcę za niego wyjść. Kochanek nie ma nic do rzeczy w tej kwestii. W ogóle ja nie szukałam kochanka, to istotne. On znalazł mnie. Nie miałam konta na żadnym portalu randkowym. Nie planowałam zdradzać narzeczonego/męża. Napisał do mnie na zwykłym portalu społecznościowym, na którym praktycznie każdy ma konto. Ja i mąż i wszyscy, którzy to czytają z dużym prawdopodobieństwem również. W ogóle jestem, wydaje mi się, dość ułożoną osobą, zawsze byłam wzorową uczennicą, grzeczną, studia skończyłam z wyróżnieniem, kształcę się dalej, mam w sobie empatię, można na mnie liczyć, mam grono przyjaciół, jestem blisko z rodziną (tu mam na myśli rodziców, dziadków - ostatnio ktoś mylnie odczytał, że mam dzieci, a sama się jeszcze trochę czuję dzieckiem, na pewno prędzej niż matką), nigdy wcześniej nie byłam w takiej relacji, partnerów seksualnych mogę policzyć na palcach jednej dłoni i z każdym łączyło mnie uczucie i związek, przeważnie kilkuletni. Seks nie był dla mnie nigdy żadnym kryterium doboru partnera (chociażby dlatego, że decydowałam się na niego dopiero po kilku miesiącach - z szacunku do siebie, żeby mieć pewność co do intencji mężczyzny) nigdy nie był, ani nie będzie powodem rozstań, jednakże rzadko byłam z tej kwestii zadowolona, ale trudno, nie było to dla mnie kluczowe. Kochanek przekonał mnie, bym z nim o tym porozmawiała, początkowo bez spotkań. Tzn. on chciał się spotkać, ale ja mu powiedziałam, że nie ma opcji, że nie chcę zrobić tego narzeczonemu, z resztą to byłoby nieodpowiedzialne, nie znałam go, mógłby okazać się mordercą itp. No ale rozmowa to nic takiego, więc pisaliśmy kilometry wiadomości. Oczywiście nie tylko na wiadomy temat, ale zaskoczyła mnie jego otwartość w tej kwestii i sama się otworzyłam. Mieliśmy podobny problem w naszych związkach i to nas zbliżyło. Uprzedzając poradę o potędze rozmowy z mężem - mój mąż obraża się, gdy cokolwiek mu powiem, a nawet gdy już z łaską próbuje coś zmienić, robi to nieporadnie, niechętnie i ma minę sugerującą, że czuje się nieswojo i jest na mnie zły. W końcu zgodziłam się na spotkanie z kochankiem, w publicznym miejscu dla bezpieczeństwa, ale z dala od mojego miasta. Całowaliśmy się, była między nami "chemia", spodobało mi się. Później już chciałam to skończyć. Tylko jeden pocałunek i koniec. No ale po tygodniu od mojej, kończącej to wiadomości, odezwałam się, że jednak chciałabym spróbować więcej. W końcu jeśli mąż nie wie, no to nie cierpi. Nikomu nic złego się nie dzieje. Co więcej - dzięki kochankowi nie byłam już sfrustrowana, czułam się spełniona i doceniałam męża jeszcze bardziej, tylko w innych kwestiach. To mi służyło. Np. nigdy bym nie chciała by moim życiowym partnerem był ktoś taki jak mój kochanek, ktoś komu nie mogłabym zaufać, kto by mnie zdradzał itd... Mój mąż jawił się w moich oczach jako ideał, właśnie m.in. dzięki kochankowi. Powtórzyliśmy pocałunek w przymierzalni w centrum handlowym. Podobało mi się to szaleństwo, przygoda, coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam i na co mój mąż nigdy by się nie zgodził, bo to zbyt ryzykowne. No i znów było bezpiecznie, dookoła kręcili się ludzie. Okazał się całkiem sympatycznym chłopakiem na żywo. Później spotkaliśmy się w samochodzie, w lesie, nie doszło za daleko, chociaż chcieliśmy, ale rozsądek mi na to nie pozwolił. Przed kolejnym spotkaniem poprosiłam go, by wykonał odpowiednie badania w kierunku HBV, HCV, HIV, treponema pallidum, chlamydii itd. Przedstawił mi wyniki - ujemne, no i wtedy zaczęliśmy spotykać się w hotelu, z samodzielnym zameldowaniem - kluczyk w skrzynce na kod, by nie musieć patrzeć w oczy recepcjonistce - spłonęłabym ze wstydu. Było super, nie wdając się w szczegóły. Mój związek z mężem również kwitł, mniej się kłóciliśmy, a gdy wolałam na jakiś temat porozmawiać z kochankiem, no to wybierałam kochanka. Z kochankiem czasami tygodniami mogliśmy w ogóle nie rozmawiać o seksie, a na inne tematy, dobrze się z nim rozmawiało po prostu. Więc była to relacja przyjcielska, sam też mi się zwierzał, dużo się o nim dowiedziałam. Wydawało mi się, że osiągnęłam pełnię szczęścia. I nawet mój mąż to zauważył, że jestem bardziej radosna, chciało mi się żyć! I w pracy mi dobrze szło i na specjalizacji i często spotykałam się ze znajomymi, wszyscy to widzieli, że aż promienieję. Podtrzymuję to, że mąż jest dla mnie najważniejszy, ale nie działo mu się nic złego. Gdyby kochanek chciał ode mnie czegoś więcej, natychmiast urwałabym ten kontakt, nigdy nie pozwoliłabym mu rozbić mojego małżeństwa. Ale on nawet nie myślał o mnie w tym sposób. Tzn. nie mogę być pewna, ale nic tego nie sugerowało, miał swoje życie, a ja swoje. Nie chcę być oceniana, że mam pomieszane wartości, bo ja dokładnie znam swoje wartości. Kochanek był dla mnie bliską osobą, przyjacielem i nie sądzę by moje zamartwianie się świadczyło o tym, że mąż nie jest dla mnie najważniejszy, czy że go nie kocham. Mąż i kochanek to dwie różne relacje, oparte na innych wartościach. Wiem, że większość ludzi powie, że na pewno jestem złym człowiekiem, skoro zdradzałam. Z tego powodu nie mam się komu wygadać i piszę na tym anonimowym portalu, licząc, że tu unika się takich zero-jedynkowych ocen. Mój problem nie dotyczy kiepskiej relacji z mężem, bo jest ona dobra w moim odczuciu. Lubimy spędzać razem czas, mamy wspólne pasje, cele, kochamy się, dbamy o siebie, jeden za drugim skoczyłby w ogień. Mój problem dotyczy ghostingu i tego jak sobie z nim radzić. Z czymś tak przykrym, nieoczekiwanym, nagłym, niemożliwym do wyjaśnienia, w dodatku poprzedzonym tymi stanami depresyjnymi i niepokojącymi wiadomościami od kochanka, o których pisałam. Martwię się o niego, o jego życie dosłownie, nie wiem co się stało, dlaczego, czy ja nie mam w tym jakiejś winy... I nie sądzę bym kiedykolwiek poznała odpowiedź na te pytania, a żyć dalej muszę i chcę. Muszę wmówić sobie, że się nic nie stało? Zająć się czymś innym i automatycznie zapomnę o tym? Trudno mi w to uwierzyć. Jak mam zamknąć ten rozdział, który niezależnie ode mnie został nagle urwany? Potrzebuję jakiejś wskazówki jak do tego podejść, jak sobie to ułożyć w głowie. O moją relację z mężem nie ma potrzeby się martwić.
Witam serdecznie, pomimo swojego wieku nie byłem jeszcze nigdy w żadnym związku
[Mężczyzna, 28 lat, rocznik 1994] Witam serdecznie, pomimo swojego wieku nie byłem jeszcze nigdy w żadnym związku. Mieszkam z rodzicami, którzy bywają trudni (tata nadużywa alkoholu, choć robi to po cichu, wieczorami, mama jest raczej depresyjna). Mam wodogłowie od urodzenia, czuję się nieatrakcyjny fizycznie i tak też jestem odbierany przez kobiety, które jeśli już cenią sobie moje towarzystwo, to niejako z automatu przypisują mnie do kategorii "kumpel". Mam też nieciekawe z punktu widzenia większości kobiet zainteresowania, takie jak historia czy polityka. Na Badoo poznałem jakoś w lutym niecały rok starszą koleżankę, która z miejsca mi się spodobała, ale gdy tylko zaczęło nam się dobrze rozmawiać, ostrzegła mnie, że jest obecnie w potężnym kryzysie psychicznym po porzuceniu przez pierwszego partnera, ma CHAD i że póki co możemy się tylko kumplować. Przystałem na to, w nadziei, że jak się wzmocni psychicznie, to będzie można podjąć o nią starania. Zgodnie z jej prośbą nie robiłem tego jednak, widząc, jak potężne ma wahania nastroju (stalkowanie profili byłego na portalach, wypisywanie do niego wiadomości, euforia, gdy coś od niechcenia odpowiedział, potężne dołki, gdy ignorował czy odobserwował jej profil na Instagramie - on po rozstaniu wyniósł się z pierwszego wynajmowanego przez nią i jego mieszkania do rodziców, na Mazury, po ledwie 2 miesiącach burzliwego związku, mówiąc, że "chce się od niej uwolnić" i że "nie było chemii") miała, pocieszałem, byłem do jej dyspozycji zawsze wtedy, gdy tego potrzebowała. Równocześnie wspólne wyjścia na planszówki i jedzenie sprawiły, że stała mi się bliska. Niestety, chyba wpadła w okres manii, jak się nieco wzmocniła, a że stałem się jej powiernikiem, to pewnego dnia uznała, że nie chce już płakać, i wpadła na pomysł, że wejdzie w układ fwb z dalszym kumplem (on potem się rozmyślił), pytając mnie, czy to dobre dla zagłuszenia jej bólu. Odradzałem, dysponując jedynie przykładami koleżanek, które weszły w takie układy i żałowały tego, ale powiedziałem też coś, co mnie zdradziło z moimi uczuciami do niej - że nie mogę być w tej sprawie obiektywny, bo mi się podoba. Chodziło mi tylko o odsunięcie od siebie pytania, a powstał kwas w naszych relacjach, nasze rozmowy już nie są tak otwarte i częste, raz tylko mi powiedziała, że żałuje, że z fwb jej nie wypaliło, bo to dla niej obecnie najlepsza opcja na przeczekanie do Erasmusa, na którego jedzie we wrześniu (na rok do Hiszpanii; uwaga, oczywiście, zabolała mnie, ale grałem dobrą minę do złej gry). Zwierzyła mi się też, że pisze z 4 panami na poważnie, i że musi się kontrolować, bo potem będzie jej trudno wybrać. To też mnie zabolało. Zmieniła też stosunek do mnie - jest albo "olewczy", tj. nadal podyskutuje na neutralne tematy, ale już od niechcenia, jakbym ją męczył, czasami też, jak wtedy gdy żaliła mi się, że jej zamierzony temat podyplomówki upadł, bo nie ma filmów podejmujących kwestię feministycznego retellingu mitu o Odyseuszu, a ja chciałem ją pocieszyć, podsuwając książkę na temat takiego retellingu, stała się opryskliwa czy wręcz agresywna (raz rzucała w moim kierunku kurwami, właśnie przy tej sprawie, że chodzi o filmy; potem przeprosiła, jej zachowanie miało wynikać ze zgubienia hasła do starego profilu Badoo). Teraz kompulsywnie szuka partnerów na Tinderze i Badoo, a na tym drugim portalu trafiam czasem na jej profil, co wywołuje u mnie dyskomfort i smutek. Moje pytania są trzy: 1. Jak można przywrócić relacje z koleżanką do stanu pierwotnego, tj. koleżeństwa bez starań z mojej strony, ale np. ze wspólnymi wyjściami? 2. Czy po wyjściu przez nią z okresu manii będzie się zachowywać inaczej w stosunku do mnie? Jak postępować, gdy staje się opryskliwa czy nieprzyjemna, a jak kiedy po prostu odpowiada mi zdawkowo, co też boli, biorąc pod uwagę to, jak zwierzaliśmy się sobie wcześniej? 3. Jak pokonać w sobie poczucie przybicia tą sytuacją, wiedząc, że mam niewielu przyjaciół, i nie chcąc obarczać swoją sytuacją rodziny (stąd anonimowa prośba o poradę)? Jak maskować poczucie przygnębienia tak, by nikt nie dowiedział się, w jak trudną relację się wdałem? Jak sprawić, by w przyszłości to doświadczenie mnie nie blokowało w nawiązywaniu nowych relacji? Z góry dziękuję za odpowiedź.
Odkąd partner doświadcza depresji zaczął oskarżać mnie o toksyczność.
Dzień dobry, Partner ma stwierdzoną depresję. Oskarża mnie o toksyczność, aczkolwiek ja tak nie uważam o sobie. Zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i działaliśmy jak zespół. O toksyczności zaczął mówić jak zachował na depresję. Czy możliwe jest aby przelał na mnie uczucia, które ma do swojej matki? Jest to osoba kontrolująca, wytrącająca się we wszystko i bardzo krytyczna wobec innych osób, tylko nie do siebie. Mam wrażenie, że partner ma bardzo zaburzone myślenie.
Gdy mąż manipuluje i znęca się psychicznie co robić?
Gdy mąż manipuluje i znęca się psychicznie co robić?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.