Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Paniczny lęk przedszkolny i strach przed lekarzami u 5-latki - jak sobie radzić?

Witam, mamy problem z córką (5lat) zaczęło się od podejmowania prób uczęszczania do przedszkola . W wieku 3 lat podjęliśmy pierwszą próbę która zakończyła się nie powodzeniem , pierwsze dni adaptacyjne przebiegały w porządku bez większych problemów . Zostawała od początku sama w klasie z grupą itp . Każdego dnia odbierając córkę widać było mocny stres i brak zadowolenia . Po kilku dniach Pani z przedszkola zadzwoniła że trzeba odebrać bo jest ,, gorszy dzień ,, oczywiście została odrazu po informacji odebrana zapłakana po powrocie do domu zasnęła na kanapie ( co się nie zdarza) i już po tej sytuacji była niechęć i panika nie było opcji żeby ją na siłę zostawić w przedszkolu. W kolejnym roku szkolnym postanowiliśmy spróbować innej szkoły . Panie były bardzo przyjazne i próbowały przekonywać tak jak umiały , kilka dni zostawałam z córką aby poczuła się tam bezpiecznie i poznała otoczenie natomiast nie odstępowała mnie na krok i nie podejmowała prób kontaktów z dziećmi każda moja próba wyjścia z klasy kończyła się histeria lekiem i płaczem . Szkoła naciskała żeby zostawić dziecko i wyjść . Wiedzialam że to nie przyniesie rezultatów ze względu na dość dużą panikę , płacz , drżenie. Byliśmy postrzegani jako nadopiekuńczy rodzice . Pani z przedszkola stwierdziła że jest zablokowana i będzie duzy problem .Zrezygnowaliśmy . Zaczęliśmy uczęszczać do psychologa szukając pomocy i jakiegoś sensownego rozwiązania. Odbyliśmy 3 wizyty w gabinecie prywatnym aczkolwiek również zostaliśmy odebrani jako przesadzający rodzice i dostaliśmy informację że to minie . Dodam że pani psycholog na pierwszej wizycie wydawała się mocno zainteresowana i mieliśmy nadzieję że to coś pomoże . Kolejna wizyta Pani psycholog wydawała się nie kojarzyć o co chodzi musieliśmy zaczynać opowieść od nowa a na trzeciej wizycie poprostu pograła z córką w planszowke i stwierdziła że jest ok i to minie . Dodam jeszcze że w domu jest też problem ponieważ córka boi się nawet iść do swojego pokoju sama . Ciągle musi mieć mnie na oku np. idzie do łazienki drzwi muszą być otwarte . Szczepienie które miała mieć również przełożyliśmy ze względu na panikę . Niechęć do lekarzy wynika z sytuacji gdzie musieliśmy skorzystać z nocnej opieki medycznej i tam musiała mieć pobrana krew co zostało zrobione na siłę 3 panie pielęgniarki trzymały dziecko i w taki sposób zostało wykonane badanie . Pamięta to do dziś a było to ok. Rok temu . Gdy pojechaliśmy na wizytę kontrolną nie weszła nawet do gabinetu byl taki strach że w żaden sposób nikt nie poradził sobie aby weszła do tego gabinetu . Szarpanie , wyrywanie , płacz aż do zanoszenia , chowanie się . Zdajemy sobie sprawę że nie unikniemy obowiązkowych szczepień jak i szkoły . Nie wiemy co mamy robić w takiej sytuacji jak pozbyć się takiego panicznego lęku . Może cała ta historia brzmi jak nadopiekuńczy rodzice aczkolwiek wewnętrznie jestem przekonana że córkę paraliżuje strach i jakaś blokada . Przed uczęszczaniem do przedszkola bardzo lubiła inne dzieci . Po tych próbach nawet nie chciała bawić się z innymi dziećmi na placach zabaw tak jakby uciekała przed każdym spotkanym dzieckiem .
User Forum

Karolina

3 dni temu
Agata Brzozowska

Agata Brzozowska

Z opisu wynika, że nie mamy tu do czynienia z „rozpieszczeniem” ani z nadopiekuńczością rodziców, lecz z nasilonym lękiem, który z czasem uległ uogólnieniu. Widać wyraźny wzorzec: silna reakcja emocjonalna i fizjologiczna (drżenie, panika, zanoszenie się płaczem), następnie unikanie sytuacji oraz natychmiastowa ulga. Niestety, z perspektywy psychologii uczenia się właśnie ta ulga wzmacnia lęk – mózg dziecka uczy się, że wycofanie „ratuje” przed zagrożeniem, więc reaguje coraz szybciej i silniej.

Pierwsza próba przedszkolna mogła być dla córki doświadczeniem przewlekłego przeciążenia. Dzieci w tym wieku często przez kilka dni funkcjonują w trybie mobilizacji, a napięcie „wychodzi” dopiero po powrocie do domu (wyczerpanie, nadmierna senność, rozdrażnienie). Druga próba, zakończona nasilonymi reakcjami panicznymi, sugeruje, że układ nerwowy był już uwrażliwiony.

Bardzo istotny jest również wątek medyczny. Przymusowe pobranie krwi, przy fizycznym przytrzymywaniu przez kilka osób, mogło zostać zapisane przez organizm jako doświadczenie utraty kontroli i zagrożenia. U dzieci w tym wieku takie sytuacje mogą prowadzić do utrwalonego lęku przed gabinetem lekarskim, a nawet reakcji zbliżonych do pourazowych. To, że córka odmawia wejścia do gabinetu i reaguje silną paniką, jest spójne z takim mechanizmem.

Obecne objawy – trudność w oddaleniu się od Pani, konieczność pozostawiania otwartych drzwi, unikanie rówieśników – wskazują na nasilony lęk separacyjny z elementami uogólnienia na inne sytuacje społeczne. Warto podkreślić: to nie jest rzadkie w tym wieku, ale wymaga świadomej pracy, jeśli utrzymuje się i ogranicza funkcjonowanie dziecka.

Czego nie warto robić? Zostawiania dziecka w stanie silnej paniki „na przeczekanie” ani całkowitego wycofywania się ze wszystkich trudnych sytuacji. Jedno i drugie utrwala problem – pierwsze przez nadmierne przeciążenie, drugie przez wzmacnianie unikania.

Skuteczne podejście opiera się na trzech filarach:

Regulacja i nazywanie emocji – dziecko uczy się rozpoznawać napięcie w ciele, korzystać z prostych technik uspokajających (zabawy oddechowe, napinanie–rozluźnianie mięśni, „skala strachu”). Celem jest obniżenie reaktywności układu nerwowego.

Stopniowa, kontrolowana ekspozycja – bardzo małe kroki, zaczynając od sytuacji najmniej obciążających (np. kilkanaście sekund zamkniętych drzwi w domu, krótkie wizyty w budynku przychodni bez wchodzenia do gabinetu, spotkania z jednym dzieckiem w bezpiecznym środowisku). Każdy etap powtarzany do momentu spadku napięcia, bez przymusu, ale konsekwentnie.

Wzmacnianie poczucia wpływu – dziecko powinno mieć wybór w ramach wyznaczonych granic (np. „najpierw wchodzimy na minutę czy na dwie?”, „którego misia zabieramy do lekarza?”). Poczucie kontroli znacząco obniża lęk.

Przed ponowną próbą przedszkola warto najpierw ustabilizować reakcje separacyjne w domu. Jeśli dziecko nie potrafi zostać samo w pokoju przez krótką chwilę, kilkugodzinne rozstanie będzie zbyt dużym skokiem. Praca powinna przebiegać etapami.

Biorąc pod uwagę skalę trudności, zasadne byłoby poszukanie psychologa dziecięcego pracującego w nurcie CBT lub terapii lęku u dzieci, z aktywnym włączaniem Państwa w proces. Trzy wizyty o charakterze obserwacyjnym nie są wystarczające do rzetelnej oceny ani terapii. Jeśli objawy są bardzo nasilone i utrzymują się mimo pracy, można również rozważyć konsultację psychiatry dziecięcego – nie jako pierwszy krok do farmakoterapii, lecz w celu pogłębionej diagnostyki.

Rokowania w tym wieku są dobre. Mózg pięciolatki jest bardzo plastyczny, a odpowiednio prowadzona, spokojna i systematyczna praca przynosi efekty. Kluczowe jest znalezienie równowagi między byciem bezpieczną bazą a stopniowym, wspieranym oswajaniem trudnych sytuacji. Mam nadzieję, że uda się Państwu rozwiązać problem i córeczka już w krótce poczuje się pewniej!

2 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Pani Karolino dziękujemy za kontakt, czytam w Pani wiadomości dużo troski, uważności i też bezradności. Moim zdaniem to nie brzmi jak „nadopiekuńczość”, tylko jak dziecko, które realnie przeżywa silny lęk: szczególnie po trudnym doświadczeniu medycznym i przy rozstaniach.Zanim pomyślimy o przedszkolu czy szczepieniu, ważne jest odbudowanie u córki poczucia bezpieczeństwa małymi krokami, bez zostawiania jej na siłę , przy takim poziomie paniki to zwykle lęk tylko wzmacnia.

Chciałabym Panią zapytać:

w jakich sytuacjach córka jest choć trochę spokojniejsza i bardziej samodzielna?

co Pani sama czuje, gdy widzi jej strach: bardziej bezsilność, poczucie winy czy lęk o przyszłość?

czy/jak córka potrafi opowiedzieć o tym badaniu krwi, czy raczej unika tematu?

 

To pomoże zobaczyć, od czego zacząć wspieranie jej w odzyskiwaniu poczucia bezpieczeństwa.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 dni temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Karolino Pani, opisana przez Panią sytuacja w żadnym wypadku nie brzmi jak nadopiekuńczość. Jako mama ma Pani doskonałą intuicję – to, co Pani opisuje (drżenie, panika, lęk separacyjny, fobia przed lekarzami i regres w kontaktach z rówieśnikami), to objawy silnych zaburzeń lękowych, które u tak małego dziecka wymagają profesjonalnej i pełnej empatii diagnozy, a nie bagatelizowania.

Prawdopodobnie u Pani córki doszło do nałożenia się lęku separacyjnego z traumą medyczną (siłowe pobranie krwi). Dla 5-latki świat stał się miejscem niebezpiecznym, w którym dorośli (nawet ci, którzy mają pomagać, jak panie w przedszkolu czy lekarze) mogą naruszyć jej granice. Strategia zostawić i wyjść przy tak nasilonym lęku panicznej natury jest błędem, ponieważ zamiast adaptacji, pogłębia u dziecka poczucie porzucenia i braku bezpieczeństwa.

Warto rozważyć diagnostykę w kierunku mutyzmu wybiórczego (jeśli córka milczy w przedszkolu) lub zaburzeń lękowych w dzieciństwie. Kluczem jest znalezienie terapeuty pracującego metodą poznawczo-behawioralną specjalizującego się w dzieciach, który zamiast grać w planszówki, zaproponuje konkretny plan odwrażliwiania -  stopniowej ekspozycji oraz pomoże Państwu, jako rodzicom, nauczyć się wspierania dziecka w lęku bez jego potęgowania.

 

Serdeczności

Bożena Nagórska

2 dni temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry 

Sytuacje o których Pani pisze dot. córki zawierają szereg elementów, które układają się w obraz zaburzenia lękowego z wyraźnym problemem separacyjnym.  

Rozpoczęcie objawów w momencie pierwszej próby uczęszczania do przedszkola sugeruje, że to doświadczenie stanowiło punkt przełomowy. Córka mogła wtedy doświadczyć sytuacji, którą jej psychika zarejestrowała jako zagrażającą – separacja od rodzica w nieznanym środowisku, bez możliwości powrotu, kiedy tego potrzebowała.  

Następujące po tym doświadczenie procedury medycznej – szczególnie pobieranie krwi na siłę, bez przygotowania psychicznego – stanowiło dla dziecka kolejne traumatyczne zdarzenie. Tego typu procedury, przeprowadzone z użyciem przymusu, mogą znacząco wzmocnić już istniejący lęk separacyjny i uogólnić objawy na inne sytuacje wymagające separacji od opiekunów.  

Obserwowane cechy – niechęć do osamotniania, potrzeba ciągłego kontaktu wizualnego z Panią, objawy somatyczne takie jak drżenie i płacz, unikanie rówieśników – wskazują na utrwalony się system obronny, w którym bliskość rodzica stanowi jedyne poczucie bezpieczeństwa.  

Zmiana w funkcjonowaniu społecznym córki (wcześniej lubiła dzieci, teraz ich unika) może być wtórnym skutkiem głównego lęku – córka może kojarzyć kontakty z rówieśnikami z sytuacjami separacji od rodzica.  

To zaburzenie nie przejdzie samoistnie bez interwencji. Wymaga systematycznej pracy specjalisty i podejścia uwzględniającego zarówno wspieranie dziecka, jak i pracę z rodzicami w zakresie konstruowania bezpieczeństwa.  

 

Z poważaniem 

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog 

1 dzień temu

Zobacz podobne

Konflikt z żoną i wychowanie pasierbicy: jak przywrócić harmonię w rodzinie?

Poniżanie żony przed pasierbicą

Poznałem moją obecną żonę 11 lat temu. Ma dwójkę dzieci – syna niepełnosprawnego i córkę, która ma obecnie 14 lat. Początkowo wszystko dobrze się układało. Pasierbica mnie zaakceptowała, mówi do mnie „tato”. Syn, mimo że nie jest moim biologicznym dzieckiem, to moje oczko w głowie.

Od kilku lat pojawił się jednak problem z żoną, nie z pasierbicą. Chodzi o wychowanie nastolatki. Żona ciągle ją faworyzuje, na wszystko pozwala i nie liczy się z moim zdaniem. Nawet jeśli coś uzgodnimy, i tak postępuje tak, żeby córce było dobrze. Byliśmy nawet u psychologa po poradę i wyszło na moim.

Ostatnio ustaliliśmy, że zgodzimy się na kolczyk w nosie, ale pod warunkiem, że córka pięć razy skosi trawnik – żeby uczyła się, że nic nie ma za darmo. Niestety, już po pierwszym razie doszło do kłótni, bo nie wykonała zadania, a kolczyk i tak już zrobiła. Tym razem powiedziałem, że nie odpuszczę. Zostałem za to tak zwyzywany, że głowa boli.

Zawsze wygląda to tak samo – ja nigdy nie mam racji, musi być tak, jak żona chce. Wyciąga wszystkie brudy, wciąga całą rodzinę, byle tylko nie przyznać, że się myli. Od tygodnia naprawdę myślę o rozstaniu, bo tak po prostu nie da się żyć.

Czuję się we własnym domu jak niewolnik – gdy mam coś dać, jestem „tatą”, a gdy czegoś wymagam, to nagle staję się najgorszym ojczymem na świecie.

Proszę o poradę, co można zrobić w takiej sytuacji.

Często dzieci, które mają jednego z rodziców chore na alkoholizm mają problem ze znajdywaniem drugiej połówki ?
Relacje z kuzynką bardzo wpłynęły na życie mojej córki - na początku było super, teraz jest nie za dobrze. Czy powinnam się wtrącać?
Cześć, jestem mamą jedynaczki - 15 lat. Mimo tego, że nie ma rodzeństwa od dziecka ma bliski kontakt z kuzynką rówieśniczką (córka siostry męża). I tak razem w przedszkolu, razem w szkolnej ławce, razem w szkole i razem po szkole, razem na podwórku, na wakacyjnych wyjazdach...Nasze rodziny mieszkają bardzo blisko siebie i często się spotykamy. Mama kuzynki jest chrzestną matką mojej córki. Dopiero w liceum rozstanie, inne miasta i inne otoczenie. Moja córka na początku (pierwsze klasy podstawówki) była bardzo zaborcza jeśli chodzi o relacje z kuzynką, chciała ją mieć tylko dla siebie i nie rozumiała, że tamta ma prawo kolegować się z innymi dziećmi...tak jak ona ma prawo mieć inne koleżanki. Przeżywała różne sytuacje... Można powiedzieć, że kuzynka owinęła sobie córkę wokół palca i mogła robić z nią co chciała a ta i tak była wierna jak piesek. Dużo zmieniło się w ostatnich latach podstawówki, w okresie dojrzewania... Córka trwała przy kuzynce i znosiła jej gwiazdorzenie, przykre uwagi na swój temat, trwała przy niej w każdej chwili zatracając swoją osobowość. Wszyscy z boku patrząc zawsze traktowali je jak siostry. I tak w końcu miarka się przebrała i to moja córka podjęła decyzję o tym żeby pójść w całkiem innym kierunku do liceum, byle nie razem...nie chciała być już dalej jak się wyraziła "przydupasem kuzynki"... Przez całą podstawówkę borykała się z bardzo niską samooceną, nie wierzyła że ktoś może ją lubić za to jak jest, że dla kogoś może być ważna...W pierwszej klasie liceum nawiązała kontakty z rówieśniczkami (choć nie było łatwo) ale nadal nie wierzyła w siebie i na każdym kroku szukała dowodu że ktoś ją akceptuje. Pomogła nam bardzo pani psycholog... Po jakimś czasie okazało się, że kuzynka też miała problem z kontaktami z rówieśnikami i z nawiązaniem relacji w swoim liceum a winę za to (może nie wprost ale bardzo dając do zrozumienia) obarcza się moją córkę. To wszystko przez to, że moja córka się zmieniła i zostawiła kuzynkę. Nie poświęca jej tyle czasu, nie adoruje i nie interesuje się jej sprawami... Prawdę mówiąc widzę, że moja córka ma teraz bardzo lekceważące podejście do kuzynki i faktycznie nie zwraca na nią uwagi... Boję się w sumie, że z miłości przeszło jej całkowicie może jeszcze nie w nienawiść ale w obojętność. Nie wiem co robić. Do tej pory starałam się wspierać moje dziecko i pomóc poprawić jej samoocenę. Ale dochodzą do tego wszystkiego nasze relacje rodzinne. Nie wtrącałam się w taki sposób żeby rozmawiać ze szwagierką o dziewczynach ale bolą mnie insynuacje, że wszystkiemu winna jest moja córka. Kuzynka jest ewidentnie smutna i zdołowana, korzystała z porady psychologa. Ale to przez wiele lat moja córka nakładała maski i udawała przed wszystkimi w rodzinie że jest wszystko ok a potem w domu płakała w poduszkę nieszczęśliwa i zdołowana. Czy powinnam się wtrącał i porozmawiać jak mama z mamą? Czy może one powinny wylać z siebie wszystkie wzajemne żale i pokłócić się a potem może pogodzić i żyć na nowo. Nie wiem, czy w ogóle da się coś z tego zrozumieć co napisałam...może za bardzo się przejmuję...
Dobry wieczór, mam problem natury niecodziennej
Dobry wieczór, mam problem natury niecodziennej dla mnie natomiast mam problemy, jak to mona było się domyślić, ale wyglądają one następująco. Mam problemy z panowaniem nad emocjami, boję się ciągle, że mi albo moim bliskim stanie się krzywda, boję się większych grup, nie daje sobie rady z decyzjami, moja dziewczyna ma mnie przez to coraz bardziej dość. Z jednej strony chciałbym, żeby było po mojemu, a z drugiej czuje, że ktoś musi wybrać za mnie, nie panuję nad emocjami każda błahostka czy to muzyka, czy głupie sytuacje sprawiają, że jestem zły smutny wesoły albo inne tego typu skrajne emocje. Dodam, że nigdy bym się nie zniżył do poziomu rękoczynów, których nigdy nie stosowałem i nie mam zamiaru stosować i nie panuję nad emocjami, tymi skrajnymi wpadam amok w atak paniki i nie idzie mi nic wytłumaczyć i jestem ciągle nieszczęśliwy, co jest ze mną nie tak? Jestem na coś chory? Jestem nienormalny? Proszę o pomoc, nie radzę sobie już sam, a z dnia na dzień jest coraz gorzej... Chce mi się płakać, jak to piszę, a jeszcze chwile temu kłóciłem się z bliskimi i wmawiałem sobie, że nie zasługuje na nic co dobre.
Ojciec odsuwa rodzinę od mojej mamy po rozwodzie. Pomocy!
Witam. Rodzice są już parę tygodni po rozwodzie, mama przeprowadziła się z domu mojego ojca i ja również wyprowadziłem się z mamą oraz bratem. Rodzice rozwiedli się dlatego, że nie dogadywali się nawzajem, ojciec głównie ograniczał mame z pieniędzy, wyliczał ją co do grosza przez 18 lat, rodzice nie palili i nie pili, ojciec nie miał problemów alkoholowych. Problem jest tego typu, że ojciec ciągle dokucza mojej mamie po rozwodzie, rodzina mojej matki jest obrażona na moją matkę i uznają ją za winną rozwodu, a tak naprawdę to mój ojciec jest temu winny. Mój ojciec zdążył już w pewnym sensie odsunąć większość całej rodziny od mojej mamy. Siostra i brat mojej mamy nie kontaktują sie z nią praktycznie w ogóle, tak jakby ojciec przejął kontrole nad rodziną mojej mamy tuż po rozwodzie. Co zrobić w takiej sytuacji, gdy mój ojciec za plecami mojej mamy odsuwa rodzinę, która jest spokrewniona od momentu narodzin mojej mamy z rodziną mojej mamy, opowiada głupoty będąc trzeźwym na temat mojej mamy, nazywając ja wredną s**ą,od najgorszej, przy tym również niszczyć zdrowie 75-letniej babci od strony mamy. Co zrobić najlepiej w takiej sytuacji?