
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, traumy, związki i relacje
- Partner mnie...
Partner mnie obraza, ignoruje moje granice i nie chce rozmawiac - czy da sie uratowac te relacje?
Treść wrażliwaJagoda Jek
Mam wrażenie, że od dłuższego czasu próbujesz sama „uratować” relację, podczas gdy druga osoba nie podejmuje podobnego wysiłku. I to jest bardzo wyczerpujące.
Masz prawo do prywatności, również w związku. To, że nie chciałaś, żeby partner wszedł do łazienki bez pytania, nie jest powodem do wyzywania Cię ani poniżania. Szacunek nie jest czymś, na co trzeba sobie zasłużyć i nie powinien zależeć od tego, czy partner zgadza się z Twoją granicą.
Trudno też będzie wpłynąć na niego kolejnymi rozmowami, prośbami czy groźbami odejścia. Nie dlatego, że źle się starasz, tylko dlatego, że nie możesz zmusić drugiej osoby do zaangażowania się w naprawę związku. Możesz natomiast zdecydować, czego Ty potrzebujesz i na jakie zachowania się nie zgadzasz.
Zamiast kolejny raz prosić go, żeby powiedział, czy Cię kocha, spróbuj postawić jasną granicę: „Chcę być w związku, w którym rozmawiamy o problemach i odnosimy się do siebie z szacunkiem. Nie zgadzam się na wyzwiska. Jeśli chcesz pracować nad naszym związkiem, możemy wspólnie poszukać pomocy. Jeśli nie chcesz, będę musiała podjąć decyzję o odejściu”.
I później najważniejsza jest konsekwencja. Nie jako groźba, ale jako realna decyzja dotycząca Twojego życia.
Nie wiem, czy on kiedyś to zrozumie. Być może tak, ale nie masz możliwości tego zagwarantować. Możesz natomiast już teraz przestać udowadniać, że jesteś warta szacunku, miłości i rozmowy. Nie musisz błagać o podstawowe rzeczy w związku.
Jeżeli wyzwiska, poniżanie czy inne zachowania przekraczające Twoje granice są stałym elementem relacji, warto też porozmawiać indywidualnie z psychologiem i przyjrzeć się temu, co sprawia, że mimo cierpienia czujesz, że musisz jeszcze bardziej walczyć.
~ Jagoda Jek, psycholożka, seksuolożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Maja Zarzycka
Słyszę, że jest Pani w trudnej sytuacji i że bardzo Pani cierpi. Niestety nie ma Pani kontroli nad zachowaniem ani decyzjami drugiej osoby. Każda sytuacja jest indywidualna, dlatego trudno przewidzieć, czy w przyszłości z jej strony pojawi się gotowość do współpracy i zmiany. Z Pani opisu wynika, że doświadcza Pani w tym momencie jakiegoś rodzaju kryzysu, poczucia samotności oraz braku szacunku i zrozumienia. Dlatego zachęcam, aby poszukała Pani wsparcia również poza tą relacją, np.. wśród rodziny, przyjaciół lub specjalistów. Być może zewnętrzna perspektywa osoby postronnej pomoże Pani lepiej zrozumieć co się dzieje i jak to na wpływa na Pani samopoczucie.
Tego również Pani życzę,
Pozdrawiam,
Maja Zarzycka
Agnieszka Rek
Dzień dobry,
Z Pani słów bije przejmujące wyczerpanie i bezsilność. Kiedy dochodzi do momentu, w którym dorosła kobieta musi wręcz błagać o rozmowę, o zaprzeczenie, że partner jej nie kocha, czy o elementarny szacunek, oznacza to, że w tej relacji doszło do dramatycznego zatracenia własnych granic i własnego bezpieczeństwa. To w pełni naturalne, że potrzebuje Pani intymności i prywatności w łazience – to elementarna granica, do której ma Pani bezwzględne prawo, bez względu na staż relacji. Fakt, że po nazwaniu tej potrzeby została Pani zwyzywana, obwiniona, a teraz znosi karzące milczenie, musiał wywołać ogromny ból i poczucie osamotnienia.
Jednak zamiast pytać, co jeszcze może Pani zrobić, by on zrozumiał i jak zmusić go do ratowania związku, warto z całą troską i powagą spojrzeć na samą siebie. Dlaczego w obliczu wyzwisk, poniżających słów i jawnego braku szacunku Pani pierwszą reakcją jest lęk przed rozstaniem i chęć natychmiastowego przepraszania, zamiast odruchu obrony własnej godności? Warto zadać sobie dzisiaj bardzo szczere pytania: co tak naprawdę daje Pani ten związek na co dzień? Co Pani w nim zyskuje, będąc z tym człowiekiem, a ile energii, spokoju i poczucia własnej wartości bezpowrotnie Pani traci? Czy to, co dostaje Pani w zamian za swoje codzienne starania, to bliskość, partnerstwo i oparcie, czy raczej nieustanne czekanie na łaskawy kontakt, poczucie winy i lęk przed kolejnym wybuchem? Często tak mocno skupiamy się na ratowaniu relacji za wszelką cenę, że przestajemy zauważać, iż koszty emocjonalne dawno przewyższyły jakiekolwiek korzyści.
Najważniejszym krokiem nie jest kolejna próba nakłonienia partnera do rozmowy, lecz natychmiastowe zatrzymanie się i powrót do siebie. Proszę przestać prosić o uwagę kogoś, kto odpowiada Pani chłodem i obojętnością. Bardzo zachęcam do podjęcia pracy ze specjalistą, który pomoże Pani zrozumieć źródło tak silnego lęku przed odrzuceniem, odbudować poczucie własnej wartości i odzyskać siłę do stawiania granic, których nikt nie będzie miał prawa przekraczać.
Pozdrawiam serdecznie,
mgr Agnieszka Rek
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Opis wskazuje na poważny kryzys w związku na różnych poziomach. Widać tutaj także zaangażowanie jednej strony oraz próbę ratowania a niestety oddalanie się drugiej. Nieakceptowanie granic, poniżanie czy też oglądanie stron dla dorosłych jest poważnym naruszeniem Pani granic. Jest tutaj ucieczka od bliskości jak i naruszanie prywatności. Do tego brak motywacji partnera do zmiany w zachowaniu. Musi Pani zdobyć się na rozmowę, która doprowadzi do jasnego rozwiązania sprawy. Są granice, które człowiek posiada i w których pozwala się tak traktować, nawet za cenę ratowania związku. Pytanie, czy nadal chce Pani być tak traktowana gdzie nie ma szacunku. Niw sądzę. To Panią niszczy. Czekanie na zmianę może okazać się być bezzasadne, gdyż partner nie wykazuje żadnego zainteresowania zmianami. Doświadcza Pani przemocy i teraz ma Pani trzy opcje. Pierwsza to psycholog, druga psychoterapeuta a trzecia to Niebieska Linia. Należy się Pani szacunek i spokój, jak każdemu człowiekowi. Powodzenia.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Przemówienia pełne wyzwisk, brak szacunku dla podstawowych granic oraz obwinianie Cię za naruszenie Twojej prywatności w łazience to zachowania, które nie mieszczą się w definicji zdrowego związku. Błaganie o rozmowę i próby ratowania relacji w pojedynkę nie przyniosą rezultatu, ponieważ Pani partner nie wykazuje zaangażowania ani chęci zmiany. Skoro Pani prośby i groźby są bezskuteczne, czas przestać walczyć za dwoje i zacząć chronić własne granice oraz zdrowie psychiczne. Najzdrowszym krokiem w tej sytuacji będzie odzyskanie niezależności i rozważenie odejścia, zamiast dalszego tkwienia w relacji, która odbiera całą siłę.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Przytrafiła mi się dziwna historia. Lata temu byłem na randce z dziewczyną. Randka była udana, ale wtedy różnica wieku między nami spowodowała, że nie zdecydowaliśmy sie na kolejną.
Po kilku latach wpadliśmy na siebie, zaczęliśmy pisać i umówiliśmy sie ponownie. Już na drugim spotkaniu powiedzieliśmy sobie sporo miłych rzeczy i zbliżyliśmy sie do siebie fizycznie ( jeszcze nie łóżkowo ). Na trzecim spotkaniu porozmawialiśmy o tym. Troche sie wyrwałem i powiedziałem jej, że traktuje ją, jako moją dziewczynę. Stonowała mnie i powiedziała, że owszem, chce sie ze mną spotykać i mnie lepiej poznać, ale ze związkiem powinniśmy poczekać. Dodała, że jak wszystko będzie dobrze i wrócę zza granicy to wtedy zaczniemy być razem. Przyznalem jej racje i w 100% to zaakceptowalem.
Wszystko zaczęło rozwijać sie bardzo szybko i bardzo dobrze. Randki, prezenty, wspólne wyjazdy i imprezy. Zero kłótni, same pozytywne wibracje. Pomimo tego że nie byliśmy parą, ona zaprosiła mnie na noc do swojego domu. Mieszka z rodzicami, którzy również byli wtedy w domu ( dodam, że to młoda dziewczyna, ma nieco ponad 20 lat ). Troche później zostałem również zaproszony na obiad rodzinny. Ona, jej rodzice, ciotka oraz brat z partnerka. Było naprawdę fajnie. Zaraz po tym obiedzie zabrałem ją do siebie do domu. Była mała imprezka, ona została na noc a dzień później mieliśmy jechać na wycieczke do kraju, w którym pracuje.
Wyjazd doszedł do skutku, niestety godzine po wylądowaniu samolotu doszło miedzy nami do drażliwej rozmowy, w której wyszło, że rozmawiając kiedyś z jednym znajomym przedstawiłem ją jako moja dziewczyne ( bylo to jakies 2,5 miesiaca po naszej pierwszej randce). Nie była z tego zadowolona, ja troszke to zbagatelizowałem i powiedziałem jej, że nie za bardzo widzę już różnice pomiedzy spotykaniem sie a byciem w związku, bo przecież śpimy razem ( nawet pod jej dachem kiedy są jej rodzice), jestem zapraszany na wspólne obiady, no i po prostu nie kryjemy sie z tym co jest miedzy nami i wiekszosc znajomych myśli, że jestesmy razem. Zrobiło sie niemiło. Powiedziała, że być moze to wszystko wydarzyło sie za szybko. Następne 2 dni byly kiepskie. Czulem sie w jej obecności niekomfortowo. Przestała być czuła i okazywać mi bliskość. Powiem wiecej, mam wrażenie, że nawet celowo odpychała mnie od siebie i wbijała szpilki. Mniej lub bardziej świadomie.
Po tych 2 dniach bylo mi przykro. Przykrość przerodziła sie w złość postanowiłem z nią porozmawiac. Bylem bliski zakończenia tej relacji i skrócenia jej pobytu u mnie, ale rozmowa okazała sie pełna emocji i ostatecznie znowu sie do siebie zbiliżylismy. Kolejne 2 dni byly zdecydowanie lepsze. Wróciła czułość, kontakt fizyczyny i seksualny. W jej ostatni dzien pobytu porozmawialiśmy jeszcze raz. Powiedzieliśmy sobie, że czujemy cos do siebie i bedziemy w kontakcie, ale damy sobie troche wiecej czasu i przestrzeni na przemyślenia. Niestety ja musialem zostac, ona wróciła ( wiedziała, że za 3 miesiace wracam do Polski na stałe ).
Po tygodniu porozmawialismy. Troche sobie wyjaśniliśmy co sie stalo, rozmowa byla owocna i mialem nadzieje, że jakos to wytrzyma do mojego powrotu na stale. Doszedlem do wniosku, że to ona zachowała sie niedojrzale i powinna teraz pokazać, że jej zalezy. Bylem otwarty i cieply na jej kontakt, ale sam raczej go nie inicjowałem. Chociaż oczywiście tez mi sie to zdarzało. Czestotliwosc naszego kontaktu zaczęła spadac. Po 2 tygodniach ciszy ( 5-6 tygodniach od jej wyjazdu ) odezwalem sie do niej. Chcialem pogadac i zapytac czy mamy ochote spedzic razem sylwestra. Byla to nasza ostatnia rozmowa. Po bezplciowej wymianie zdań o tym co slychac powiedziała mi, że u niej idzie to raczej w przeciwnym kierunku. Boi sie, że jeśli wrócę do Polski to znowu bedzie zachowywać sie tak jak przez pierwsze 2 dni u mnie. Powiedziała, że odepchnąłem ja od siebie tym, że tak szybko chciałem przypisać naszej relacji status zwiazku. I że w sumie nie czuje jakiejs dużej potrzeby dzielenia sie tym co u niej ze mną. Troche tego nie rozumiem, bo sama inicjowała te wszystkie sytuacje, które świadczyły o tym, że waga i status tej relacji sie zwiększa. Powiedzialem jej to, a ona stwierdziła, że postepowala tak jak mówiło jej serce. Kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni nie brzmiala pewnie. Używała slow takich jak chyba, moze, raczej tak, raczej nie. Az sie jej zapytalem czy my to kończymy, czy chyba kończymy, bo przestaje rozumiec. Zakończyliśmy.
Przez cala rozmowe zachowałem spokoj i nie pokazywalem emocji. Cos tam przebąkiwała ze jakbym byl w Polsce to pewnie byłoby inaczej. Minelo kilka dni. A ja po prostu zastanawiam sie co sie wydarzyło. Moge dodac ze oboje jeszcze kilka miesiecy temu bylismy w dosyc długich i poważnych związkach. Ja 2 lata, ona 4 lata. Do tego podczas jej pobytu u mnie dostała okresu, dokładnie 3 dni po tej drazliwej rozmowie, która byla początkiem konca. Co moze oznaczac PMS. Sama po czesci tak wyjaśniała swoje zachowanie. Niby nie byliśmy nawet para, ale jednak cala ta relacja trwala jakies 3.5 miesiaca a mi po prostu zaczęło na niej zależeć. Nie wiem co o tym myslec. Mimo tego jak sie zachowała, nie jestem na nia jakos bardzo zly lub obrazony. Sam siebie raczej tez jakos nie obwiniam. Czekam na opinie.
Jestem po ślubie z żoną 4 miesiące, a współżycia jeszcze nie było, miało być po ślubie, ale byłem spięty, potem 3 razy się spóźniłem pół godziny i nici z tego, teraz żona mieszka ze mną od dwóch tygodni i śpimy osobno, ciągle się kłóci ze mną, a ja jej odpowiedziałem, że niczego od niej nie oczekuje, a ona że powinienem, bo jestem mężczyzną. Wyremontowałem mieszkanie, zapłaciłem za cały ślub, obrączki i inne rzeczy i w dodatku daje jej 2500 zł i płace pożyczkę w banku, ale relacja szwankuje między nami - co mam robić? Nie mogę jej pocałować, przytulić, chwycić za rękę, nie ma między nami czułości i bliskości pomóżcie

