Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Samotność w otoczeniu ludzi i presja społeczna na spełnianie oczekiwań

Myślę że zostałem sam choć wokół mnie pełno ludzi każdy ma jakies żądania potrzeby ale nikt nie pyta co ja potrzebuje co czyje .Wszyscy a przynajmniej większość mówią mi jak mam żyć.Mam tego dosyć
Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

tak to syndrom naszych czasów - pełno ludzi koło mnie, ale tak naprawdę jesteśmy samotni. Żyjemy szybko, chcemy przeżywać coraz więcej, ale nas, głębi jest coraz mniej.

To wszystko przytłacza nasz organizm, układ nerwowy a to skutkuje --> mam dość.

Ale dobra informacja jest taka, że mam dość aktualnego życia! Wiem czego już nie chcę! Czyli muszę się zastanowić jak chcę teraz i co mogę zrobić najmniejszego żeby zacząć to czego pragnę, żeby zrobić najmniejszy krok który mnie przybliży do tego co chce.

 

Powodzenia!

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Czytając Twój wpis, pomyślałam, że można czuć się bardzo samotnie nawet wtedy, gdy wokół jest wielu ludzi. Szczególnie wtedy, gdy ma się poczucie, że inni oczekują czegoś od nas, udzielają rad czy mówią, jak powinniśmy żyć, a rzadko zatrzymują się, żeby zapytać, co przeżywamy i czego sami potrzebujemy.

Dobrze, że dałaś sobie przestrzeń, żeby to napisać. Czasem samo wypowiedzenie tego, co nosimy w sobie, jest pierwszym krokiem do zadbania o własne potrzeby.

Jeśli to poczucie osamotnienia i przeciążenia towarzyszy Ci od dłuższego czasu, warto porozmawiać o tym z psychologiem. Taka relacja może być miejscem, w którym to właśnie Ty będziesz w centrum uwagi – z tym, co czujesz, czego potrzebujesz i co jest dla Ciebie ważne. Nie musisz cały czas dźwigać oczekiwań innych osób.

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Szkoda, że nie podajesz swojego wieku, gdyż nie wiem od jakiego czasu to trwa. Brzmi to tak, jakbyś był przeciążony ciągłym dawanie i brakiem miejsca na siebie. To, że masz już dość, jest zrozumiałą reakcją na życie, w którym inni ciągle czegoś chcą, a Twoje potrzeby są pomijane. Sam masz prawo nie tłumaczyć się ze wszystkiego. Masz prawo nie być dostępny dla wszystkich, którzy czegoś chcą. Granica nie jest egoizmem ale jest ochroną Twojej energii i psychicznego bezpieczeństwa. Sygnalizuj innym, że także masz potrzeby i czujesz potrzebę bycia zauważanym. Z czego wynika mówienie Tobie jak masz żyć? Z autentycznej troski, czy z ich przekonań cod o Twojej osoby? Komuniku innym, ze Twoje potzreby sa także ważne dla Ciebie. 

 

 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Z Pana słów wybrzmiewa przede wszystkim ogromne poczucie osamotnienia i przeciążenia. Czasem obecność wielu ludzi nie oznacza, że czujemy się zauważeni i wysłuchani. Warto nie zostawać z tym samemu, rozmowa z psychologiem może pomóc lepiej zrozumieć swoje potrzeby, nauczyć się stawiać granice i odzyskać poczucie wpływu na własne życie. Proszę pamiętać, że Pana emocje i potrzeby są równie ważne jak potrzeby innych.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

W Pana słowach najmocniej wybrzmiewa samotność, zmęczenie i poczucie, że od dawna jest Pan bardziej dla innych niż inni dla Pana....to bardzo obciążające doświadczenie.Czasem człowiek nie czuje się samotny dlatego, że nie ma wokół ludzi, ale dlatego, że nikt nie zatrzymuje się przy jego emocjach i potrzebach. Długo żyjąc w takiej roli, łatwo zacząć mieć poczucie, że własne potrzeby przestają mieć znaczenie.Dobrze, że napisał Pan o tym tutaj, być może to właśnie moment, aby zacząć zadawać sobie pytanie nie tylko, czego oczekują inni, ale również: czego ja naprawdę potrzebuję i gdzie mogę o to bezpiecznie zadbać....to troska o siebie, proszę o tym nie zapominać.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Eliza Śliwińska

Eliza Śliwińska

Dzień dobry. 

 

Czytając ten opis, dostrzegan duże cierpienie. Jeśli dobrze zrozumiałam pana przekaz, ma pan poczucie, że pans potrzeby nie są widziane i rozumiane przez otoczenie, w pana oczach otoczenie ma wobec pana różne oczekiwania, sugeruje panu pewne standardy sposobu funkcjonowania, natomiast nie widzi pan zainteresowania otoczenia pana emocjami, potrzebami, wyborami, czy tak? 

 

Wyobrażam sobie że sytuacja, w której kontakty z otoczeniem są odbierane jako niewspierające, roszczeniowe i narzucające standardy niezgodne z pana wyborami i celami może być odbierana jako przytłaczająca i trudna. Czy dobrze rozumiem pana słowa? 

 

Zachęcam pana do konsultacji indywidualnej, aby dokładniej przyjrzeć się pana trudnościom. Profesjonalne przyjrzenie się na czym dokładniej polega pana trudność jest podstawą do udzielenia wsparcia adekwatnego dla pana potrzeb i sytuacji. Szczegółowy wywiad psychologiczny, diagnoza charakteru i przyczyn pana cierpienia są dobrą praktyką udzielenia panu profesjonalnej pomocy psychologicznej.

 

W każdej sytuacji warto poszukiwać profesjonalnej pomocy, m. in. w podjęciu pracy nad poprawą swojej sytuacji i samopoczucia. Serdecznie zachęcam do wyboru najlepszego dla pana specjalisty i umowienia się na wizytę. 

 

Weronika Trojan

Weronika Trojan

Dzień dobry, w tym co opisujesz słyszę dużo  frustracji i smutku. To poczucie samotności wynikające z poczucia, że nikt naprawdę cię nie dostrzega może prowadzić do frustracji, zmęczenia czy nawet złości. Czego najbardziej brakuje Ci a czego nie otrzymujesz od ludzi wokół? To co czujesz zasługuje na uwagę. 
Pozdrawiam serdecznie 

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

To, co Pan opisuje, brzmi jak poczucie dużej samotności i przeciążenia. Czasem można być otoczonym ludźmi, a jednocześnie czuć się niewidzialnym i mieć wrażenie, że nikt nie dostrzega naszych potrzeb.

Ma Pan prawo czuć zmęczenie ciągłymi oczekiwaniami innych. Warto jednak zastanowić się, czy jest w Pana otoczeniu choć jedna osoba, której mógłby Pan szczerze powiedzieć, jak się Pan czuje i czego teraz potrzebuje.

Jeśli to poczucie osamotnienia utrzymuje się od dłuższego czasu i coraz trudniej jest Panu sobie z nim radzić, zachęcam do rozmowy z psychologiem. Nie powinien Pan zostawać z tym wszystkim sam.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

Weronika Janeczko

Weronika Janeczko

Drogi/a KM, 

 

takie odczucia mogą wynikać z wielu kwestii, dobrze omówić je w czasie spotkań z psychologiem lub psychoterapeutą, warto pomyśleć o tym, jakie dokładnie mają podłoże i co sprawia, że utrzymują się w Twoim życiu. 

 

Z serdecznymi pozdrowieniami

Weronika Janeczko

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry,

To, co napisałeś, porusza. Można być otoczonym ludźmi, a jednocześnie czuć się bardzo samotnym. Kiedy przez długi czas słyszysz, czego inni od Ciebie oczekują, a nikt nie zatrzymuje się, żeby zapytać, jak Ty się masz, łatwo dojść do momentu, w którym po prostu nie ma się już siły.

Chcę, żebyś wiedział jedno – to, że teraz czujesz się niewidzialny, nie oznacza, że naprawdę taki jesteś. To, jak się czujesz dziś, nie musi być tym, jak będzie wyglądało całe Twoje życie. Nawet jeśli teraz trudno w to uwierzyć, ten ciężar może stać się lżejszy.

Nie musisz cały czas być silny dla innych. Ty też zasługujesz na to, żeby ktoś Cię wysłuchał, zauważył i potraktował z troską. To, że napisałeś o tym tutaj, pokazuje, że jakaś część Ciebie wciąż szuka nadziei – i warto się jej trzymać.

Jeśli poczujesz, że jest Ci naprawdę bardzo ciężko, nie zostawaj z tym sam. Możesz anonimowo i bezpłatnie porozmawiać z kimś pod numerem +48 89 527 00 00 lub skorzystać ze strony http://telefonzaufania.org/. Czasem jedna rozmowa potrafi przynieść choć odrobinę ulgi. Nie jesteś skazany na to, żeby już zawsze czuć się w ten sposób.

 z pozdrowieniami

 

Edyta Kotula | PSycholog, Psychotraumatolog

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Czytając Twój wpis, mam wrażenie, że od dłuższego czasu czujesz się niewidzialny. Jesteś otoczony ludźmi, a jednocześnie bardzo samotny, bo nikt nie pyta, czego Ty potrzebujesz i co przeżywasz. To potrafi być bardzo bolesne.

Czasem ludzie dają rady, bo nie wiedzą, jak po prostu wysłuchać. Ale kiedy ktoś cierpi, często bardziej niż rad potrzebuje obecności, zrozumienia i poczucia, że jego emocje są ważne.


Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry,

 

 

poczucie samotności, o którym Pan/Pani pisze, może być szczególnie bolesne, ponieważ pojawia się mimo obecności innych ludzi. Kiedy przez dłuższy czas słyszymy przede wszystkim oczekiwania i rady, a nikt nie zatrzymuje się, by zapytać, jak naprawdę się czujemy i czego potrzebujemy, łatwo dojść do momentu, w którym ma się po prostu dość.

Myślę, że to zrozumiałe, iż czuje Pan/Pani zmęczenie ciągłym słyszeniem, jak powinno wyglądać Pana/Pani życie. Każdy z nas potrzebuje nie tylko być wysłuchanym, ale także mieć poczucie, że jego emocje, potrzeby i doświadczenia są ważne dla drugiej osoby.

 

Zastanawiam się również, czy możliwe byłoby jakieś budowanie relacji z ludźmi, przy których mógłby/mogłaby Pan/Pani czuć się ważny/ważna, mimo że na pewno takich ludzi jest mniej wokół nas.

Dziękuję, że zdecydował/a się Pan/Pani o tym napisać. Mam nadzieję, że nie będzie Pan/Pani musiał pozostawać z tym doświadczeniem samotnie.

 

Wszystkiego dobrego,

Tomasz

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

To, co Pan napisał, brzmi bardzo samotnie. Czasem można być otoczonym ludźmi, a jednocześnie mieć poczucie, że nikt naprawdę nie widzi tego, co dzieje się w środku. Mam wrażenie, że jest Pan zmęczony tym, że inni mówią, czego od Pana oczekują, zamiast zapytać, czego Pan sam potrzebuje. Dziękuję, że napisał Pan o tym tutaj. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, przy kim będzie Pan mógł po prostu być wysłuchany, bez oceniania i dawania gotowych rad.

Pozdrawiam

Kinga Osmulska

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Porzucenie przez narzeczonego a jego możliwy kryzys emocjonalny - jak zrozumieć i radzić sobie?

Mam problem. Rozstałam się nagle z narzeczonym – w sumie to on mnie porzucił. Najpierw stwierdził, że chyba ma depresję. Gdy chciałam, żeby porozmawiał ze mną, nie chciał, a zamiast tego wysłał mi filmik z osobą, która mówiła, że jest ciągle smutna.

Do mojej mamy napisał, że czuje się dobrze sam ze sobą i że odczuwa brak radości z życia. Nagle przestał chcieć wsparcia. Zrobiliśmy oficjalne pożegnanie. A teraz mamy kontakt i nawet z jego strony pojawia się chęć spotkań.

Kiedy powiedziałam, że jest to dla mnie niezrozumiałe – skoro twierdzi, że chce być sam – i uznałam, że moje życie go nie interesuje, stwierdził, że nic go nie interesuje. Zaczęliśmy pisać i zapytałam go, czy jest szczęśliwy. Odpowiedział, że tak, że chce być całe życie sam. Gdy zapytałam o możliwość ponownego związku ze mną w przyszłości, powiedział, że tego nie widzi i że w ogóle niczego nie widzi.

Powiedziałam mu, że czuję się oszukana – że to, co pisał do mojej mamy, okazało się nieprawdą. Odpowiedział, że to nie jest nieprawda, ale nie chce o tym pisać.

Wiem, że muszę zadbać o siebie i staram się to robić, ale chciałabym zrozumieć, czy takie zachowania są normalne u osób przeżywających kryzys.

Nie radzę sobie z pewną sytuacją i może ktoś z Was mógłby spojrzeć na to obiektywnie?
Cześć. Nie radzę sobie z pewną sytuacją i może ktoś z Was mógłby spojrzeć na to obiektywnie? Z obecnym partnerem jesteśmy razem 6 miesięcy, świeża sprawa, ale na tyle poważna, że poznaliśmy swoje dzieci i innych członków rodziny i spędzamy wszyscy razem wspólne weekendy. Poznaliśmy się, gdy partner był w trakcie rozwodu. Już była żona zdradzała go, do tego ma problem z alkoholem (dwukrotnie była na prywatnym odwyku, niestety bezskutecznie). Partner wyprowadził się i złożył pozew w momencie, jak dowiedział się o kolejnym romansie ex- małżonki, która już następnego dnia po tym fakcie zamieszkała z kochankiem. Ich sielanka trwała pół roku. Okazało się bowiem, że kochanek zdradzał ją i dlatego się rozstali. Problem w tym, że ta kobieta teraz miesza w głowie i mojemu partnerowi i mi. Do niego ciągle dzwoni, szuka drogi do powrotu, grozi, że znowu zacznie pić i manipuluje ich dziećmi tak, by nie chciały widywać się z tatą. Do mnie wypisuje z kont swoich córek, że mnie nie lubią, że nie chcą, abyśmy byli razem i że tata i tak kocha mamę. Partner martwi się teraz praktycznie o wszystko: o dzieci, o byłą żonę i o nasz związek. Ja z kolei martwię się, że go stracę z powodu tych wszystkich gierek. Jak rozmawiać z partnerem? Jak w ogóle odnieść się do całej tej sytuacji? Czy konfrontacja naszej trójki to dobry pomysł? Czy może to partner powinien wyjaśniać wszystko z ex? Po raz pierwszy od mojego rozwodu (5 lat temu) czułam się naprawdę spokojna, szczęśliwa i kochana. A teraz mam wrażenie, jakby wszystko miało runąć... Skąd we mnie ta niepewność? Czemu wątpię w partnera, chociaż tych wątpliwości wcześniej nie miałam? Czy jestem podatna na manipulacje ex małżonki, czy też intuicja karze o sobie pamiętać? Na samą myśl o tej całej sytuacji mam mdłości, nie mogę jeść, czuję mrowienie z tyłu głowy, trzęsą mi się ręce a w oczach pojawiają się łzy...
Ciągły obniżony nastrój i brak energii - jak sobie poradzić?
Dzień dobry, bardzo przepraszam za tak długą wypowiedź. Sprawa wygląda tak: Od już naprawdę długiego, nieokreślonego czasu czuję że nic mi się nie chce i że nie mam na nic siły. Trwa to co najmniej od roku, kiedy to przeleżałam większość wakacji w łóżku. Jak się gdzieś ruszałam, to do kuchni, salonu albo na taras. Jak byłam w 7-8 kl (teraz jestem w 2kl liceum) miałam bardzo niską samoocenę, ale sama sobie z tym poradziłam, nie do końca wiem jak. Czułam się jak gówno i szczerze siebie nienawidziłam, natomiast nie wiem czy miałam depresję. Czuję że w tym stanie, pseudo depresji, jestem przez większość mojego życia. Mając 10-13 lat często kłóciłam się z mamą, głównie o naukę i np. o moje spóźniania do domu, nie subordynacje itp. Reagowałam po kłótniach bardzo gwałtownie. Raz w wieku 11 lat pociąłam się żyletka. Po kłótniach miałam też myśli samobójcze. Jednakże było to tylko po kłótniach, które poprostu z czasem się uspokajały i potem nie wracalyśmy do tego. Zawsze miałam wszystko zapewnione, niczego mi nie brakowało. Jedynym minusem było to że nie rozmawiałyśmy o moich uczuciach, co zaczęło mi realnie przeszkadzać dopiero jakieś pół roku temu (mam 16 lat), kłótnia zakończyła się niepowodzeniem. Moja mama zawsze była takim typem rodzica, który ciebie atakował i oskarżał cię o nazywanie go najgorszą mamą, że było by ci lepiej może w innej rodzinie itp mimo że nigdy takie słowa nie padły z moich ust. Mam młodszego brata (ma teraz 11 lat). Podobno nie lubiłam go odkąd się urodził, zawsze mu zazdrościłam relacji z rodzicami, czułam, że go faworyzują. Mama do tej pory usypia go, codziennie parę razy mówią sobie, że się kochają, całują się w usta, przytulają. Nie przypominam sobie, żebym ja kiedykolwiek miała z nią taką relację jaką on ma z nią teraz. Nie potrafię powiedzieć, ani choćby przyznać sama przed sobą, że ją kocham. Nie lubię się przytulać, chociaż to pewnie dlatego, że nie przywykłam do tego. Możliwe, że mam coś na kształt mizofonii, ale jestem zupełnie niezrozumiana i zaczęłam sobie sama radzić na swój własny sposób. Nie mogę również aktualnie powiedzieć, że kocham samą siebie, nie wiem czy w ogóle mogę powiedzieć tak o kimkolwiek. Ale zmierzając do meritum - dalej jestem w stanie ciągłego obniżonego nastroju/depresji i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Wygląda to tak, że mogę przeleżeć cały dzień w łóżku i choćby nawet patrzeć się w sufit, bo czasami serio nie mam na nic zupełnie siły. Mam ambitne plany, ale nie mam na nie energii. Czasami to wynika z lenistwa, ale naprawdę często nie mam nawet siły wstać z łóżka. Dawno nie zajmowałam się moimi hobby, a mam ich sporo. Rzadko spotykam się po szkole ze znajomymi. Od 6-7kl nie mam żadnej bliższej przyjaciółki. Chciałabym sobie jakoś sama poradzić z tym stanem przygnębienia i apatii, ale nie wiem jak zmusić się do czegokolwiek. (Jestem od roku pod kontrolą endokrynolog, które robiła mi przez ten cały czas szereg badań i w końcu stwierdziła, że to moje zmęczenie nie ma nic wspólnego z chorobami, bo nawet przy idealnych wynikach + nadczynności tarczycy czułam się tak samo)
Mąż narcyz czy tylko cechy narcystyczne? Przemoc psychiczna i ekonomiczna w małżeństwie
Witam Chciałabym spytać czy taka osobowość to juz narcyz czy tylko osoba z cechami osobowości Narcystycznej. Od 12 lat małżeństwa nie przeprosił za nic nigdy ani razu, nie potrafi powiedzieć słowa przepraszam jeśli np poczuł, iz mi smutno to powiedział coś miłego wtedy ale nie przeprosił. Nie umie powiedzieć słowa kocham Cie zawsze coś w stylu gdybym nie kochał to by mnie tu nie było a jestem. Chciał ratować masz związek seksem. Ale ja na to się nie zgodziłam ponieważ po seksie wieczornym od rana do wieczora leciały same teksty typu z idiotami nie gadam, albo że kubek źle stoi, że jak piorę że pranie śmierdzi i tak w kółko zaznaczę ze tekst z idiotami odwrócił kota ogonem że mówił do siebie albo że mowi mi zle rzeczy bo mowi prawde. To się nasiliło kiedy ja przeszłam sama terapię bo miałam już zanim go poznałam nerwice lekowa ale długo mi to zajęło żeby się podnieść i nagle stałam się silna nie chciałam robić tego co mi każe, czyli np przychodził i mówił że czemu jeszcze pranie nie włożone że o nim nie myślę że potrzebuje a ja chcialam włożyć za chwile a z drugiej strony ma dwie ręce zajmie mu to 3 minuty. I takie teksty cały czas. Z każdej sytuacji z każdej odwracał kota ogonem. Mówił teraz np żebym brała więcej lekow od pcyhiatry w sensie ze jemu jest chyba źle bo mi dobrze. Jego mama mówiła żebym go głaskała żeby się nie denerwował. Stosuje przemoc ekonomiczna i psychiczna. Czyli zobaczymy jak sobie beze mnie poradzisz, twój zarobek tam 1000 zl na 2 msc bo dorabiam tylko to nic jak ja mam 9t na miesiąc. Poniżanie, wyśmiewanie po cichu innych np moja mamę że tak mówi że nie może dźwigać a na prawde nie może po operacji. Nieustanne wywyższanie się np w restauracji sam dla siebie wezmie obiad za 200 zl a potem już się zaczyna liczenie ja i dzieci. Obecnie się wyprowadził. Nie daje mi ani grosza. Ja zajmuje się dziećmi mam 800 plus od państwa i to co dorobię do tego endometrioze i nerwice lekowa. Utrzymuje ich tylko z tego opłacam szkole, rachunki, jedzenie ubrania to on ostatnio powiedział że jego mama coś tam kupiła z ciuchów albo że może szkole oplacic bo to nie dużo, a jeśli ma oplacic to tylko bezposrednio na numer szkoly na mój nie przeleje ani grosza. Ma problem z uczuciami w sensie zawsze uciekał jak miałam okres i potrzebowałam tylko przytulenie to nie wtedy go nie było. Wycofywal się a przecież nie rzucałam talerzami. Nie lubi rozmawiać o uczuciach. Za dobre wynagradza za złe kaze czyli coś w stylu zrobisz obiad zasłużysz na przytulenie nie zrobisz nie zasłużysz. Coś w stylu miłości za coś nie pomimo wszystko. Tak samo wiem że potrafi koleżankę nazwać głupia bo nie znosi sprzeciwu a druga wysławiać pod niebios bo mu słodziła że jest cudownym tata i w ogóle. W pracy podziwiamy od niedawna ma tak dobra pozycje las Vegas i szkolenia w różnych krajach. Jak kiedyś nie mogłam się doprosić wyjazdu do krakowa tak teraz nie da na podstawy dla dzieci ale planuje je wziąć do Rzymu np do Tunezji i tak w kółko. Dodam ze przy lekach hormonalnych na endometrioze czuje sie slabo jesli nie daje rady to wypelniam ankiety jakl moja dodatkowa praca na lezaco to mowi ze ciagle leze jak by to roznia byla ze on siedzi przy biurku i pracuje. Pieniadze te same. Do niedawna bylo zle ze nie zarabiam teraz jak zarbiam to tez zle bo za malo. Niedawno powiedzial bo cieszylam sie golem ba meczu zebym przestala w taki sposob sie cieszyc bo jemu sie to nie podoba. Wyglada to troche jak tworzenie ze mnie jakiego idealu wymarzone dziewczyny na sile kiedy ja nie chce byc taka jak on chce zebym byla a nie dopuszczanie do siebie akceptacji mnie takiej jaka jestem. Prosze rozniez o rade czy da sie jakos zyc z taka osoba a jesli tak to jak
Uzależnienie od hazardu, utrata zaufania rodziny i silne myśli samobójcze – jak żyć z poczuciem winy i wstydu?
Hej. Po roku walki z uzależnieniem przegrałem tak naprawdę wszystko, cała rodzinę.Praca została , lecz nie mam siły na to żeby iść tam irato3ac ludzkie zycie. Od 2018 zmagam się z grami hazardowymi. Dostałem wiele szans byłem na dnie ale wstawałem i podnosiłem sie. Rodzina dała mi wiele szans i pomagała we wszystkim. Od roku byłem czysty i myślałem że mam już wszystko za sobą. Niestety dwa miesiące temu 14 lutego złamałem noge, przeszedłem operacje i l4. Po świętach wielkanocnych cos mi w głowie przeskoczyło i poszło. Najpierw skromnie lecz chcąc ratować sytuację szło dalej i tak skończyło na ciągu 14 dniowym. Mam wspaniałą żonę i córkę. Wiem że zostałem sam ponieważnie cofne rzeczy któree tym czasie zrobilem . Nie mam już odwrotu od swoich decyzji . Tak naprawdę bym skończył ze soba, było by najprościej i najłatwiej oczywiście dla mnie. Boje sie o corke ma 10 lat kocha Nas i nasze życie ( nie wie o moich wybrykach) w jej oczach jestem najlepszym tata na świecie) i nie poradzi sobie z tym. Jest bardzo wrazliwa. Chciałbym zniknąć już z tego świata, szczerze nie chce mi się żyć w tej rzeczywistości ale uczucie że moja córeczka doświadczy złego przez mój egoizm cały czas mnie powstrzymuje. Nie moge jej tego zrobic i tak wiele zrobilem zlego . Jak mam poradzić sobie ze wstydem który sprawiłem wszystkim ? Mówię tu o teściu i teściowej i szwagrach, którzy dali mi dwie duże szanse a ja ich po roku zawiodłem? Nie wiem jak przez to przebrnąć. Znam już te uczucia beznadziejnosci. To jest gorsze niż przegranie 100 tysięcy w kasynie. Pieniądze mogę zdobyć i pracować ale szacunku już nie odzyskam i poczucie że skrzywdziłem wszystkich nlajbliższych mnie dobija. Najbardziej przytłacza mnie fakt że zawidolem pobraz kolejny . Zawod w ich oczach i myślenie o tym doprowadza mnie do szaleństwa dosłownie.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!