
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Partner wyjeżdża do...
Partner wyjeżdża do rodziny, a ja czuję zazdrość i odrzucenie – jak sobie z tym poradzić?
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe – można jednocześnie rozumieć czyjąś potrzebę i czuć smutek, samotność czy zazdrość, kiedy ta osoba wyjeżdża. To nie jest sprzeczność. Z jednej strony jest świadomość: „to jego rodzina, ma do tego prawo”. Z drugiej – doświadczenie: „zostaję sama, jest mi gorzej, coś mnie w tym dotyka”. To, że pojawia się myśl, że „on robi to na złość”, może być próbą nadania sensu temu uczuciu odrzucenia – nawet jeśli na poziomie rozumu Pani wie, że tak nie jest.
Wygląda to trochę jak napięcie między: potrzebą bliskości i bycia ważną, a realną sytuacją, w której partner na jakiś czas jest niedostępny. To, co Pani czuje w czasie jego wyjazdów, może być ważną informacją o Pani potrzebach – nie tylko o nim. I to, że pojawiają się kłótnie wokół tego tematu, pokazuje, jak dużo emocji się w tym zbiera.
Pozdrawiam
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jakub Butkiewicz
Szanowna Pani,
zachęcam do przyjrzenia się swoim myślom, które pojawiają się w chwili wyjazdu partnera. Warto zadać sobie pytanie, czy interpretacja jego zachowania jako „robienia na złość” jest oparta na faktach, czy może jest wynikiem Pani silnych emocji, takich jak lęk przed odrzuceniem. To właśnie te subiektywne znaczenia, które nadaje Pani tej sytuacji, generują Pani smutek i złość.
Proszę spróbować przeanalizować, jak mogłaby Pani zaplanować czas dla siebie podczas jego nieobecności. Czas, który będzie służył Pani potrzebom, a nie był jedynie okresem oczekiwania na jego powrót. Jeśli jednak te trudne schematy myślowe będą powracać i utrudniać Pani porozumienie w związku, warto rozważyć wsparcie profesjonalisty, aby wspólnie wypracować bardziej wspierające sposoby reagowania.
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Sytuacja, w której czuje Pani sprzeczne emocje dotyczące wyjazdów partnera, jest zrozumiała, ponieważ lęk przed odrzuceniem często kłóci się z racjonalną wiedzą o potrzebie podtrzymywania więzi rodzinnych. Kluczem do poprawy Pani samopoczucia jest zmiana interpretacji tych wyjazdów – założenie, że partner jedzie tam „zrobić Pani na złość”, jest projekcją Pani smutku, a nie faktycznym powodem jego podróży, co generuje niepotrzebne kłótnie i poczucie winy u obu stron. Zamiast skupiać się na pustce po jego wyjeździe, warto potraktować ten czas jako okazję do zadbania o własne potrzeby, na które być może brakuje miejsca w codziennym życiu we dwoje, i zaplanować wtedy aktywności sprawiające Pani szczególną przyjemność. Zdrowe relacje opierają się na równowadze między bliskością a autonomią, dlatego wspólne ustalenie jasnych zasad komunikacji podczas jego nieobecności, np. stałych godzin telefonów, może pomóc Pani poczuć się bezpieczniej bez konieczności rezygnacji partnera z jego korzeni. Praca nad własnym poczuciem bezpieczeństwa i zaakceptowanie, że czas spędzony osobno może wzbogacić związek, pozwoli Pani przeżywać te okresy bez gniewu, a z większym spokojem i radością z późniejszego powitania.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Dziękujemy za wiadomość.
Sądzę, że to, co Pani czuje, jest bardzo ludzkie, można jednocześnie rozumieć czyjeś intencje i mimo to doświadczać smutku, zazdrości czy poczucia odsunięcia. Emocje nie zawsze „słuchają” logiki.
Widzę tu ważną potrzebę bliskości i bycia ważną, która uaktywnia się w momentach rozłąki. Myśl, że partner robi coś „na złość”, może być raczej próbą nadania sensu temu dyskomfortowi niż realnym odzwierciedleniem jego intencji.
Pomocne bywa nazwanie tego wprost, ale miękko bardziej w formie „kiedy wyjeżdżasz, czuję samotność i brakuje mi naszej bliskości” niż zarzutu. To otwiera przestrzeń na zrozumienie zamiast obrony.
Po Pani stronie warto zadbać o ten czas jako „dla siebie”, a nie tylko „czas jego nieobecności” zaplanować coś, co daje poczucie sensu, kontaktu z ludźmi lub przyjemności. Równocześnie można wspólnie ustalić drobne formy kontaktu na odległość, które dadzą więcej poczucia bycia w relacji mimo wyjazdu.Według mojej opinii ważne jest tu nie tyle pozbycie się emocji, co ich zrozumienie i zadbanie o potrzebę, która za nimi stoi.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Daria Składanowska
Dzień dobry,
Dziękuję za Twoją wiadomość.
To, co czujesz, jest bardzo ludzkie i zrozumiałe - można jednocześnie rozumieć czyjeś decyzje i mimo to przeżywać smutek, zazdrość czy poczucie odsunięcia. Te emocje nie są sprzeczne, one po prostu pokazują, jak ważna jest dla Ciebie ta relacja.
Brzmi to tak, jakby w tych momentach uruchamiało się w Tobie poczucie bycia mniej ważną albo zostawioną na chwilę „z boku”. To potrafi boleć, nawet jeśli rozum mówi co innego. I to też tłumaczy, dlaczego pojawia się złość - ona często przykrywa właśnie smutek i tęsknotę.
Warto skorzystać z wsparcia psychologa i zastanowić się nad rozwiązaniem trudności.
Życzę wszystkiego dobrego.
Składanowska Daria
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Pani uczucia są naturalne, chociaż mogą być trudne. Rozłąka uruchamia w Pani lęk przed odrzuceniem i samotnością, a wtedy pojawiają się: złość, smutek i myśli, że partner robi coś „przeciwko Pani”, choć racjonalnie wie Pani, że chodzi o jego rodzinę. Warto spróbować nie walczyć z samymi emocjami, tylko zadbać o siebie w czasie jego wyjazdów: planować własne aktywności, kontakt z bliskimi, małe przyjemności czy rytuały. Pomocna mogłaby być też rozmowa z partnerem nie o zakazywaniu wyjazdów, ale o tym, czego wtedy Pani potrzebuje, np. większego kontaktu, czułości czy poczucia ważności. Może warto byłoby również przyjrzeć temu lękowi głębiej (np. ze specjalistą), bo wygląda na to, że wyjazdy partnera dotykają czegoś więcej niż tylko tęsknoty.
Pozdrawiam serdecznie,
Joanna Cichosz

Zobacz podobne
Odnośnie do wymuszenia przyznania się do zdrady. Która rzekomo miała miejsce prawie 2 lata temu. Oto po przyznaniu się, bo mąż naciskał, że wie, że mam się przyznać, bo tylko tak uratuje małżeństwo. Później miałam wyrzuty sumienia, powiedziałam mu, że nie zdradziłam, że to było tylko dlatego powiedziane, żeby ratować rodzinę. A on powiedział, że wiedział, że tak będzie, że będę się teraz wymigiwać z tego. Że on i tak zna prawdę, że rozwód, a jak nie chce rozwodu, to mogę po prostu być gosposia w naszym domu, ale nikim więcej. Na pytanie, czy mnie kocha, mówi, nie wiem, jesteś mi w tej chwili obojętna. Na pytanie, czy mnie pokocha i co mam zrobić, żeby mnie pokochał, również mówi, nie wiem. Twierdzi, że w tej chwili dzieci są dla niego najważniejsze, dlatego pozwala mi tu mieszkać, a ja jestem jak powietrze. Mówi, że go strasznie zraniłam ta zdrada, dopytuje ile razy, to kiedy zaczynam tłumaczyć, że wcale ani razu. Że to były tylko wiadomości, nie spotkałam się nigdy, nie wierzy mi, bo on jak twierdzi, ma dowody, a jak pytam jakie? To mówi, dowiesz się u adwokata albo na sprawie rozwodowej… i dobrze wie, że ja rozwodu się boję, i zrobię wszystko, żeby go nie było. Tak się strasznie czuję i psychicznie i fizycznie, nie wiem, co mam robić. Kocham męża nad życie, dzieci, ale nie mam siły też, by żyć bez niego i patrzeć na to, jak on się męczyć z myślą, że go zdradziłam, skoro do tego nie doszło. Nadmienię, że mówi mi, żebym się nie wycofywała z tego, że się przyznałam, bo to tylko źle dla nas rokuje, a ja mam wrażenie, że gorzej już być nie może. Proszę go i błagam, żebyśmy zamknęli tę przeszłość te wszystkie żale złości i zaczęli żyć na nowo, ale to na nic. Dodam, że mieliśmy taką sytuację msc temu mówił mi, że wniósł pozew o rozwód, bo go zdradziłam, że jakieś nowe fakty wyszły podobno, i po cudownym miesiącu, bo zachowywał się cudownie przytulał, całował, kochał się ze mną, nagle mówi mi, że dał mi miesiąc na przyznanie się na wyjście z inicjatywą, a nie wykorzystałam szansy, dlatego sytuacja potoczyła się, jak wyżej opisałam. Dodatkowo napisałam mu list od serca, ale jeszcze nie przekazałam. W którym opisuje, co czuję, że przepraszam, że nie zdradziłam, że wiem, co on czuje, że błagam go o wybaczenie za wszystkie krzywdy, ogólnie to, co nie docierało w rozmowie. Przepraszam, że nieskładnie, ale ciężko o tym wszystkim pisać.

