Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Partnerka chcąc przenocować kolegę poprosiła mnie o nocowanie w innym miejscu.

Witam, ostatnio do mojej partnerki, z którą jestem od 2 lat, zadzwonił kolega, który mieszka 500 km od nas. Moja partnerka z tym kolegą zna sie 12 lat. Powiedział, że ma szkolenie pod Warszawą i że jeśli nie ma nic przeciwko, to może by ją odwiedził i przenocował u niej, bo pewnie będzie zmęczony, na co moja partnerka odpowiedziała, że nie ma problemu. Z Warszawy do jej domu jest około 300 km. Po szkoleniu zadzwonił do niej, że się zastanawia, że nie chce przeszkadzać, że jak przyjedzie to może czuć się nieswojo itd. Z tego co zauważyłem, ale pewności nie mam, to nawet nie wiedział, że moja partnerka jest ze mną w związku. Po godzinie od wspomnianego telefonu przychodzi do mnie partnerka i mówi " może to zabrzmi dziwnie ( pauza ) " . Ja pytam, " o co chodzi? " Partnerka znowu nic sie nie odzywa. Na co ja "no powiedz, skoro już zaczęłaś ". W końcu wykrztusiła " nie mógłbyś dzisiaj nocować u rodziców? ". Zaniemówiłem, ale po chwili zapytałem się z jakiego powodu i wtedy usłyszałem z jej ust ", bo chciałabym żeby kolega czuł się swobodnie ". Co mam sobie przez to myśleć? Jak Wy to rozumiecie? Bardzo liczę na szczerą odpowiedź. Z góry dziękuję. Pozdrawiam Marek
Agnieszka Wloka

Agnieszka Wloka

Panie Marku,

jeśli Pan poczuł się z tym nieswojo i jest to niezgodne z Pana systemem wartości/spojrzeniem na związek - to Pana dziewczyna jest tą osobą, która powinna to od Pana usłyszeć. Nic nie wymyślimy mądrzejszego od szczerości w związku i otwartych rozmów - jej samej było głupio to Panu mówić. Myślę, że zamiast zastanawiać się jaką kto miał intencję, warto, żebyście się zaprzyjaźnili i ufali sobie, że razem możecie podejmować decyzje - myślę o Panu i partnerce. W tej sytuacji, ze razem możecie się zastanowić jak przenocować tego człowieka.

Agnieszka wloka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry!

Zachęcam do szczerej rozmowy, ustalenia wspólnych granic, wzajemnych oczekiwań. Ważne, żeby partnerka usłyszała, jak się Pan poczuł. Może warto zapytać, jak ona zareagowałaby, gdyby do Pana przyjechała koleżanka i prosiłby Pan o wolne mieszkanie… Zaufanie i dbanie o własne potrzeby jest ważne w zwiąku, ale nie mniej istotna jest troska o relację. Pozdrawiam

Katarzyna Waszak

 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Gnębienie psychiczne przez męża - co robić?
Witam niewiem wogóle od czego zaczynąc od jakiegś czasu mysle o rozwodzie mam męża ktory mnie gnębi psychicznie wyzywa od najgorszych itp. Mamy dwoje dzieci proszę o poradę.
Jak radzić sobie z brakiem zaangażowania męża w obowiązki domowe i unikanie rozmów
Jestem w związku od 5 lat, mężatką od 3 miesięcy. Przeprowadziłam się do domu rodzinnego męża. O co bym nie poprosiła męża to spotykam się z ogromnym oporem. Przykłady: potrzebna jest szafa ale mąż odmawia zakupu(za wspólne pieniądze) ponieważ zrobi to sam. Czekam na szafę od minimum 3 lat, założyć ogrodzenie (zajmie to max. 1 h) przyszedł nawet jego kolega do pomocy ale "była brzydka pogoda" i przesiedzieli pół dnia na kanapie, na półkę do łazienki czekałam 3 miesiące, ponieważ cały czas poruszałam temat obrażał się na parę dni i nie odzywał bądź był zdenerwowany. Nie potrafi rozmawiać o emocjach, uczuciach. Woli się odciąć. O co go nie poproszę to się obrazi. Jego praca jest biurowa, niewymagająca. Nie jest "padnięty" po pracy. Ja mam pracę fizyczną i potrafię przyjść do domu, zakasać rękawy i ciężko pracować w domu, na podwórku. On najchętniej przesiedział by całe popołudnie na kanapie. Odkłada wszystko na ostatnią chwilę. Pochodzę z domu gdzie mężczyźni pracują na podwórku, w domu, w polu. Muszę prosić mojego tatę żeby przyjechał do mojego domu i pomógł mi zrobić cokolwiek. Jest mi po prostu wstyd ale do męża nie dociera to co mówię. Lekceważy każdą moją prośbę a mi jest po prostu przykro. Najczęściej słyszę słowa "zrób sobie sama".
Jak poradzić sobie po zerwaniu i naprawić swoje zachowanie w relacji?
Hej! Jestem młodą dziewczyną, która jest świeżo po zerwaniu. Mój związek od początku nie był idealny. Początkowo mój partner potrzebował pewności, wtedy dałam z siebie 100%, później ją odzyskał, ale ja straciłam. Dodatkowo bliskie osoby sugerowały mi, że to nie jest chłopak dla mnie. Jestem osobą, która bardzo mocno oddziałuje z opinią bliskich mi osób, wierzę w ich intuicję, bo jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Miałam bardzo ciężki rok, w którym zatraciłam siebie oraz zaniedbałam relacje z moim chłopakiem. Ciągle wmawiałam mu, że jest niewystarczający, choć z perspektywy czasu nie zachowywał się źle w stosunku do mnie, po prostu oczekiwałam czegoś innego. Stałam się mocno ofensywna i wybuchowa, dosłownie w sekunde jedno słowo było w stanie mnie podpalić. Nie poznawałam wtedy siebie. Przedrzeźniałam, naśmiewałam się i byłam bardzo nieczuła. Po wszystkim czułam i nadal czuje ogromne wyrzuty sumienia, usłyszałam, że mój były się mnie boi i że jestem nieobliczalna. Nie mogę sobie z tym poradzić, bo tak naprawde to pojawiło się w ciągu półtora roku 4 razy i 5 ten ostatni raz był najsilniejszy i spowodował decyzje o rozstaniu. Strasznie mi przykro, że tak go skrzywdziłam, nie moge sobie tego wybaczyć i uważam, że nie zasługuje na miłość. Czy mogę jeszcze coś zrobić, żeby naprawić moje zachowanie?
Lęk przed odrzuceniem w związku, kryzys relacji i problemy seksualne po rozstaniu z partnerką
Nie wiem nawet jak zacząć tę wiadomość, tak czuję się rozbity... i zastanawiam się czy to już nie jest dla wielu osób robienie z siebie męczennika i cierpiętnika... i jednocześnie się zastanawiam czy w ogóle czasem coś mówić bo w bliskiej osobie, która też odczuwa głęboko zaczyna być to wówczas ciężarem. Chciałbym powiedzieć i nie bać się, że moja bliska osoba odczuje to jako ciężar... i przez to czasem wolę nie mówić... tutaj nakreślę wprost - jestem w związku który tworzy się już bardzo długo. Ja miałem żonę, moja partnerka miała męża. W sumie to obydwoje jeszcze mamy bo sprawy się toczą. Niestety ja narobiłem trochę błędów, lecz jednocześnie partnerka też nie pozostała dłużna. Każde z Nas niesie w sobie traumy. Każde z Nas czuje swoje krzywdy. Ja już z nich wyszedłem lecz na bieżąco wciąż coś się wydarza. Dwa miesiące temu będąc na wyjeździe oświadczyłem partnerce, że pragnę żyć z Nią do końca życia i ona przyjęła to. Następnego dnia kochaliśmy się, tak jak nie raz gdy byliśmy przy sobie - seks z Nią dla mnie, dla moich wartości, dla mojego umysłu, ciała i serca jest czymś tak perfekcyjnym, tak doskonałym, że jest moim Spełnieniem w każdym tego słowa znaczeniu. Przy tym wszystkim niestety też kłócimy się o różne rzeczy mniej lub bardziej ważne. Ja czuję całym sobą, że Ona jest moim Ideałem. Doskonałością o której nawet nie śmiałem śnić. Bardzo boję się ją stracić. Nie raz już było tak że po kłótni ona się odsuwała, dystansowała i znikała, bez odpowiedzi, ja pisałem, a ona nic. Dzień po Naszej głębokiej rozmowie na wyjeździe i oświadczeniu chęci wspólnego życia ona w powrocie do naszego miasta powiedziała że potrzebuje samotności. Zareagowałem łzami. Nic nie powiedziałem. Wiedziałem że to może być kolejna rozłąka. Tak też się stało. Niestety ta rozłąka została okraszona obecnością przy Niej Jej męża. Każdego dnia po kilka godzin. Był dzień w dzień. A ja zostałem odsunięty. Ufam Jej lecz to było okrutnie ciężkie. Wołałem żeby tak nie robiła lecz to nie skutkowało. Stwierdziłem że będę się pokazywać bo jesteśmy już ze sobą ponad rok w takim trybie. Ona uznała że Ją śledzę. Mimo że ja nie ukrywałem swojej obecności i pojawiania się. Nie mogłem się więcej przez to pokazywać... Jej mąż był dzień w dzień. Zwieńczeniem tego tygodnia w którym był dzień w dzień był ich wspólny wyjazd na cały dzień wraz z ich córką do parku rozrywki (ja też mam dwóch synów). Moja chęć bycia przy Niej, zakończyła się tym, że miałem się nie pokazywać, a ona zdystansowała się jeszcze bardziej czując że widzę czubek własnego nosa a nie pomyślałem o tym jak Ona w tej całej sytyacji się czuła. Tylko, że to nie ja byłem kreatorem tego i nie ja dałem przyzwolenie by się to wszystko wydarzyło. Tylko czy to znowu nie jest myślenie egoistyczne i patrzące tylko na czubek własnego nosa? Nie wiem. Jestem skołowany. Dałem Jej przestrzeń. Było to dla mnie ciężkie. Odzywała się sporadycznie. Rozmawialiśmy o Nas. Lecz Jej przerwy w pisaniu były co raz dłuższe. W końcu na podstawie polubionego przeze mnie jakiegoś posta odnośnie relacji w długoletnich związkach ona uznała że skoro to polubiłem to się z tym utożsamiam i że na bank chodzi mi tym postem o moją byłą żonę. Było to straszną bzdurą ale ja nie dostałem żadnych szans na rozmowę tylko zostałem wywalony ze znajomych wszędzie i poblokowany... nie odzywała się długi czas. Aż w końcu zrobiła to kilka dni temu. Chodzę od ponad dwóch miesięcy na terapię. Sporo się nauczyłem. Przeszedłem też załamanie, trafiając do psychiatry do szpitala i dostałem leki które bardzo mi pomogły. Lecz po Jej zniknęciu ze mną wydarzyło się coś dziwnego. Zamknąłem się w sobie i przestałem fizycznie reagować. Nie było we mnie podniecenia. Nie umiałem. Umiałem tylko gdy pomyślałem o Niej lecz dochodziłem do lęku że ją straciłem i opadałem. Powiedziałem Jej o tym i powiedziałem, że jest to efektem tego odrzucenia ostatniego i wówczas była na mnie wściekła że czuję się odrzucony. Że ja nie powinienem w ogóle tak się czuć i że to nienormalne że ja w ogóle tak czuję. Mój problem gdzieś został pominięty. Gdy Ona do mnie napisała "Idę zaraz na spacer, chcesz pójść ze mną?". Oczywiście poleciałem. Bo Kocham Ją nad swe życie... długo rozmawialiśmy. Odzyskaliśmy kontakt. Doszło do kolejnego spaceru po którym złapał Nas deszcz a najbliżej było do Niej. Przeczekałem deszcz i miałem wychodzić gdy pocałowaliśmy się namiętnie i zareagowałem. Byłem szczęśliwy bo doskonale wiedziałem że Ona jest moim spełnieniem kompletnym. Cieszyłem się jak dziecko i całowałem ją z ogromem miłości. Zaczęliśmy się Kochać. Jestem Nią totalnie oczarowany, Jej ciało jest dla mnie totalnym Ideałem. W trakcie Ona znalazła swoje spełnienie i byłem totalnie szczęśliwy. I gdy ja miałem odnaleźć swoje spełnienie wówczas pojawiła się myśl że ostatnim razem też trzymałem ją w ramionach a następnego dnia już Jej nie miałem. Zadziałał strach. Lęk przed Jej utratą. I opadłem... nie byłem w stanie wrócić. Od razu wiedziałem że to moja wina. Powiedziałem Jej o tym. Wspominałem Jej przecież o tym. Ją dotknęła ta sytuacja. Uznała że to przez Nią. Więc ja nie dbałem o siebie tylko zadbałem żeby tak nie myślała bo to nie jest zgodne z prawdą. Zaczęła budować myśli że to przez to że nie podoba mi się Jej ciało... gdzie doskonale wie że to nieprawda i że jest moim ideałem. Dorzucała że z moją byłą żoną tak nie miałem więc to żona raczej była moim ideałem i że to ona była lepsza od Niej... ja dbałem w całej tej sytuacji by koić Jej zranienie, Jej ból. Tłumaczyłem że to wszystko przez moje lęki. Że to jest moja wina i że ja potrzebuję już stabilności, gruntu i fundamentu jakim jest życie wspólne z Nią. Nie działało. A wręcz przeciwnie. Mówiła tylko o tym że ona jest gorsza i że ma straszne ciało. Ja mówiłem Jej że nie reaguję na nic innego jak tylko na Nią więc mi stwierdziła że skoro tak mówię to musiałem w takim razie z kimś innym próbować i chciała żebym był z Nią szczery... to wszystko były raniące mnie zdania. Jestem Zakochany w Niej do szaleństwa. Nie ma nikogo innego a kochać się nie potrafię bez miłości... te Jej myśli zaczęły mnie boleć. Powiedziałem Jej o tym. Że czuję to jako zamach na moją miłość do Niej. I usłyszałem że nie szanuję Jej emocji i uczuć. Że bagatelizuję. Że skoro Jej emocje i uczucia krzywdzą mnie to w takim razie ona więcej ich nie okaże. To mnie poprostu rozwala. Ja szanuję i kocham i tulę Jej emocje i uczucia i bóle. I akceptuję. Lecz czy naprawdę mam pozwalać na to by rozbudowywać tak daleko myśli? Bo ja chciałem wyciągnąć Ją z tych nieprawd... czy ja zrobiłem źle? Czy powinienem się inaczej zachować? Co powinienem zrobić? Ja ją tak Bardzo Kocham... zrobię dla Niej wszystko. Nauczę się Jej odczuwania. Lecz potrzebuję zrozumieć. Potrzebuję żeby była a po całej tej sytuacji znowu się odsunęła i zdystansowała... czy to wszystko jest tak jak powinno? Co ja robię źle? Błagam niech mi ktoś pomoże i jeśli serio to ze mną jest coś nie tak to niech mnie ktoś naprawi... zrobię dla Niej wszystko...
Jak pomóc narzeczonej podejrzewanej o schizofrenię i zmagającą się z bólem głowy oraz lękami?
Cześć, bardzo proszę o pomoc i wskazówki bo już zaczynam opadać z sił i odczuwam niemoc. Podejrzewam u narzeczonej schizofrenie (chyba paranoidalną) w jej rodzinie 2 lata temu starszy brat został zdiagnozowany z tą przypadłością. Narzeczona odczuwa od pół roku w losowych momentach dnia bóle głowy i "piszczenie w uszach" którego nie potrafi opisać. Rok temu mówiła, że nie czuje się bezpiecznie w pracy, że ludzie z jej służbowego otoczenia chcą jej uprzykrzyć życie i ją obgadują (a wiem że była lubiana w pracy bo znałem część tych osób). Później zaczęły się pytanie odnośnie możliwości podsłuchiwania jej telefonu (czy tak się da i czy ktoś z pracy mógł jej tak zrobić) oraz pozycji GPS telefonu, co wzbudziło moje obawy. Później poszła do psychologa albo psychiatry żeby załatwić sobie zwolnienie z pracy bo nie chciała już tam dłużej chodzić, dostała po prostu jakieś małe żółte tabletki na uspokojenie i na lepszy sen. Pół roku temu zwolniła się z pracy. Obecnie szuka pracy i piszę pracę licencjacką, którą twierdzi że nie jest w stanie ukończyć bo "Ci ludzie z pracy" się na nią uwzięli i dalej wpływają na jej życie powodując te bóle głowy i piszczenie w uszach w momencie jak siada do pisania pracy oraz, że bywa śledzona. Była z tymi bólami głowy u neurologa (TK i rezonans magnetyczny), laryngologa, badała kręgosłup (na potencjalne uciski kręgów) i nic nie wyszło. Powoli mam wrażenie, że wchodzi też początek depresji bo twierdzi, że po co się starać i cokolwiek robić skoro i tak nic się nie zmieni. Jak tylko wspominam o psychiatrze to twierdzi, że już była i bierze te leki i nic nie pomaga i że ja jej nie wierzę i chce na siłę zrobić z niej wariatkę bo szufladkuje ją ze względu na to, że jej brat choruje. Ma również straszne wahania nastrojów, jednego dnia kocha mnie i wyznaje mi miłość i snuje ze mną dalsze plany na przyszłość, a następnego, że życie nie ma sensu bo ona nie ma na nie wpływu tylko osoby trzecie i po co się starać. Kocham ją całym sercem i chce pomóc w jakikolwiek sposób ale mam wrażenie, że sam sobie nie poradzę Zastanawiałem się, czy na spokojnie nie porozmawiać z jej Mamą i wprowadzić ją w temat (mama mieszka na drugim końcu Polski ale rozmawiają ze sobą codziennie przez telefon, ale narzeczona się kryje i nic praktycznie o tym nie mówi), żeby może jakoś razem ją wspierać. Sam już nie wiem co mam robić i wszelkie sposoby pomocy wskazówki będą dla mnie bardzo cenne. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.