
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Po zakończeniu...
Po zakończeniu związku jesteśmy przyjaciółmi, jednak tak bardzo chciałbym, żeby miłość wróciła. Rozum chce, serce nie wie.
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
to zrozumiałe, że jest Pan w trudnej sytuacji emocjonalnej po zakończeniu długotrwałego związku. To normalne, że po takim rozstaniu przeżywa Pan żal i tęsknotę, zwłaszcza jeśli nadal czuje, że darzy uczuciem drugą osobę. Na początek warto dać sobie czas. Proces gojenia się ran po zakończeniu związku może być długi i bolesny. Nie ma jednej magicznej metody, która sprawi, że wszystko wróci do normy natychmiast. Proszę sobie pozwolić na przeżywanie tych emocji. Warto również się zastanowić, czy to uczucie miłości do swojej byłej dziewczyny jest naprawdę tym, czego się pragnie, czy może po prostu tęsknotą za stabilnością związkową. Jeżeli macie dobrą relację jako przyjaciele, to kontynuujcie rozmowy i spędzajcie czas razem. Jednak bez nacisku na jej powrót do związku. Proszę pozwolić, aby to ewentualnie stało się naturalnie, jeśli oboje czujecie, że jesteście gotowi.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Magdalena Samulik
Dzień dobry,
Warto byłoby się temu przyjrzeć bliżej, najlepiej z pomocą psychologa, który zadając odpowiednie pytania i drążąc temat, pomoże Panu odkryć wszystkie elementy i złożyć je w miarę spójny obraz. Dzięki temu łatwiej będzie wspólnie rozpatrzyć możliwe opcje oraz Panu podjąć najbardziej optymalną w tej sytuacji decyzję.
Pozdrawiam i życzę pomyślności,
Magdalena Samulik
Psycholog
Barbara Kaźmierczak
Dzień dobry ,
myślę , że warto się zastanowić nad tym jak Pan sobie radzi z byciem samemu , może tu ma Pan jakieś kluczowe przekonanie na temat tego, np. że bycie samemu ocenia Pana jako osobę . Z drugiej strony zawsze po rozstaniu potrzebujemy trochę czasu , żeby się z tym uprać .
Jeżeli to Panu przeszkadza to warto udać się do specjalisty.
Pozdrawiam
Barbara Kazmierczak

Zobacz podobne
Dzień dobry, Jestem z mężem od 18 lat w tym 15 lat po ślubie. Mamy trójkę dzieci. Zawsze byliśmy uważani za świetną parę i nam było ze sobą dobrze. Mój mąż był moim najlepszym przyjacielem. Kilka lat temu zaczęło się między nami psuć. Byłam z dziećmi w domu, mąż pracował. On był wiecznie niezadowolony, bo w pracy miał dużo obowiązków, ja byłam zmęczona ciągłą opieką nad dziećmi i brakiem pomocy (Mąż ciągle był w pracy, a dziadkowie z różnych przyczyn odmawiali pomocy). Zaczęliśmy się kłócić. Zarzucał mi brak wsparcia, ja jemu nieobecność. Poszedł na zwolnienie lekarskie, żeby mu udowodnić, że go wspieram, napisałam mu wypowiedzenie. Zostaliśmy bez pracy i środków do życia. W międzyczasie pojawił się konflikt z moimi rodzicami. Mój tato jest trudnym człowiekiem i lubi mieć nad wszystkim kontrolę. Niepotrzebnie weszliśmy z nim w układ, pomógł nam spłacać kredyt, robił nam meble do domu, a w zamian za to oczekiwała pełnej swobody i wtrącał się w nasze życie. Na tym polu też było wiele kłótni. W końcu mój mąż zwolnił się z pracy i zaczął mówić o przeprowadzce do swoich rodziców. Miałam duże wątpliwości. Snuliśmy wcześniej marzenia, że na starość przeprowadzimy się tam i zbudujemy mały domek. Na początku co jakiś czas pojawiał się temat możliwej przeprowadzki. Że odetniemy się od moich rodziców, że będą większe możliwości, że będziemy mieć chociaż jednych dziadków na miejscu. W końcu i na tym punkcie pojawiły się kłótnie. Mój mąż był zdecydowany, ja miałam wątpliwości. W końcu uległam i wyprowadziliśmy się. Przekonała mnie bliskość dziadków i to, że będziemy mieć swój wymarzony dom. Minęło 3 lata. Mieszkamy w starym domu po dziadkach mojego męża. Początkowo bez łazienki bez ogrzewania. Przez ten czas mój mąż nadal nie pracuje i tylko obiecuje, że zrobi remont, że tym się zajmie czy tamtym. Wróciłam do pracy, żeby było z czego żyć i żeby on będąc w domu, mógł zająć się budową domu i ogarnięciem naszego obecnego lokum. Nic się nie dzieje. Ustalamy coś jednego dnia, na drugi dzień wracam z pracy i tylko słyszę, że dzieci mu nie dały zrobić, że pogoda była nie taka, albo że musiał zająć się czymś innym. Rozumiem, że może się coś wydarzyć, co uniemożliwia realizację planów, ale codziennie? Wiem, że ja też nie jestem łatwym do życia człowiekiem. Czasami myślę sobie, że jestem toksyczna. Wydaje mi się też, że żeby było dobrze, obie strony muszą chcieć. Mój mąż się tłumaczy brakiem motywacji, kiepska kondycja psychiczna. Ale nie szuka nigdzie pomocy. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że nie mam innego wyjścia. Albo zaakceptować, albo odejść. Nie umiem już z nim rozmawiać. Ale też pamiętam, jak nam kiedyś było dobrze razem i pamiętam to, że w każdej sytuacji kiedyś mogłam na nim polegać. Szkoda mi dzieci, szkoda mi tych wspólnych lat. Z drugiej strony jestem już tak zmęczona tą ciągłą walką. Poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie, a zamiast trójkę dzieci i wsparcia męża mam czwórkę dzieci i zero wsparcia. Może ja to wszystko źle odbieram i tak naprawdę to ja robię coś złego i przez to jest, jak jest. Co mogę zrobić? Jak to wszystko naprawić? Czasu nie cofnę, błędów nie cofnę. Jest w nas tyle żalu i tyle frustracji. Jak się tego pozbyć jak odzyskać chęć życia i radość?

