30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26

w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!

Wybierz specjalistę
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z nieuzasadnionym pogorszeniem stanu psychicznego i oschłym zachowaniem wobec przyjaciół?

Ostatnio pogorszył mi się stan psychiczny, nie wiem dlaczego, nie ma tu jasnej przyczyny chyba. Ale przez to zrobiłam sie taka oschła dla przyjaciół, ciągle ich neguję, obrażam i odpychamy, a potem nie wiem co ze sobą zrobić, bo przeproszenie to za mało w tej sytuacji. Nie wiem czemu tak reaguję, ani jak to zatrzymać, ani co robić dalej
User Forum

Ranae

9 miesięcy temu
Weronika Babiec

Weronika Babiec

Bardzo doceniam to, że Pani/Pan o tym pisze - przyznać się przed sobą (i innymi), że ranimy bliskich, a potem nie wiemy, jak to zatrzymać, to duży i odważny krok.

 

To, że pogorszył się Pani/Pana stan psychiczny bez jasnej przyczyny, wcale nie oznacza, że nic się nie dzieje. Czasem zmiany w psychice są efektem dłuższego przeciążenia, napięcia, trudnych emocji, które latami gdzieś się kumulowały. A czasem po prostu „przychodzą”, zanim jeszcze jesteśmy w stanie zrozumieć, z czego wynikają.

 

Reakcje, o których Pani/Pan pisze: oschłość, złość, odpychanie innych, mogą być formą obrony. Umysł próbuje ochronić przed czymś trudnym wewnętrznie, ale robi to w sposób, który rani innych i Panią/Pana samego.

 

To nie znaczy, że jest Pani/Pan „złą osobą”. To znaczy, że dzieje się coś trudnego, z czym próbuje sobie Pani/Pan poradzić, tylko być może brakuje do tego  lepszych narzędzi.

 

Bardzo zachęcam do rozmowy z psychologiem, żeby lepiej zrozumieć, co napędza Pani/Pana reakcje i jak może Pani/Pan reagować w bardziej adaptacyjny sposób. 

 

Życzę dużo siły i wyrozumiałości dla siebie,

Weronika Babiec

Psycholożka, Terapeutka ACT

9 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Droga Ranae, czasem tak bywa, że czujemy się gorzej, a nawet bardzo źle, nie mogąc jednocześnie podać tego przyczyny.  Można to wytłumaczyć posługując się bardzo uproszczonym modelem psychodynamicznym- nie ma Pani w świadomości tej przyczyny, powodu. Ciągle znajduje się ona w nieświadomości. Trudno Pani coś konkretnie doradzić- Pani wypowiedź jest bardzo krótka. Może po prostu szczera rozmowa z przyjaciółmi o Pani wobec nich zachowaniu, ale także o tym, co się z Panią ostatnio dzieje. Oczywiście, jeśli będzie Pani chciała dać sobie czas i przestrzeń na lepsze zrozumienie siebie, może Pani skorzystać z pomocy psychologa lub psychoterapeuty.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog- psychoterapeuta

9 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

To, co opisujesz, może być naprawdę trudne — zarówno dla Ciebie, jak i dla osób wokół. Ale ważne jest, że zauważasz, co się dzieje, i że szukasz pomocy. To pierwszy i bardzo istotny krok.

 

Czasem pogorszenie nastroju czy stanu psychicznego nie ma jednej wyraźnej przyczyny. Może się kumulować z różnych małych rzeczy, stresów, napięć czy niewypowiedzianych emocji. Twoje reakcje – oschłość, odpychanie, złość – mogą być próbą radzenia sobie z trudnymi uczuciami, których jeszcze nie rozumiesz lub nie potrafisz wyrazić inaczej. To nie czyni Cię złą osobą — raczej osobą, która cierpi i próbuje się ochronić.

 

Jeśli czujesz, że Twoje relacje cierpią, a Ty sama nie potrafisz tego zatrzymać, warto rozważyć rozmowę z psychologiem lub psychoterapeutą. Profesjonalna pomoc może pomóc Ci zrozumieć, co się dzieje pod powierzchnią i nauczyć się reagować inaczej, łagodniej — zarówno wobec siebie, jak i wobec innych.

 

Jeśli to możliwe, porozmawiaj szczerze z bliskimi. Powiedz im, że przechodzisz trudniejszy czas, że nie chcesz ich ranić, tylko nie do końca wiesz, jak nad tym zapanować. Czasem taka szczerość potrafi bardzo zbliżyć i pomóc odbudować relację.

 

Przesyłam dużo dobrych myśli,

Justyna Bejmert 

Psycholog 

9 miesięcy temu
Olga Siedlanowska-Chałuda

Olga Siedlanowska-Chałuda

Dzień dobry,

 

To, że jest Pani w stanie zaobserwować zmianę swojego nastroju w ostatnim czasie, wskazuje, że zwraca Pani uwagę na swój nastrój, emocje i zachowanie, to bardzo dobrze. Dzięki temu może Pani szybko reagować i obserwować zachodzące zmiany.

 

Obniżenie nastroju może nie mieć jasnej, wyraźniej przyczyny. Mogą to być sprawy, które kumulowały się już przez jakiś czas. Czasem jest też tak, że pacjent nie widzi wyraźniej przyczyny, ale w procesie terapeutycznym jednak ją znajdujemy. Nie jest ona jednak zawsze oczywista.

 

W mojej ocenie jest to dobry moment do odbycia konsultacji z psychoterapeutą, aby wspólnie ocenić poziom Pani nastroju i w razie potrzeby pokierować dalej.

 

Proszę tego nie zostawiać. 

 

Powodzenia!

9 miesięcy temu
Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry Pani Ranae,

 

 

zmiana stanu psychicznego może mieć wiele przyczyn – niektóre z nich są trudne do zauważenia, zwłaszcza na początku. Czasem źródłem mogą być uwarunkowania biologiczne, innym razem – doświadczenia i sytuacje, których nie potrafimy od razu powiązać z naszym samopoczuciem.

 

To, co przeżywamy wewnętrznie, zawsze ma wpływ na nasze relacje. Choć często bardzo się staramy, by nie reagować w określony sposób wobec bliskich, to trudności emocjonalne, które nosimy w sobie, naturalnie przenikają do naszych zachowań i sposobu, w jaki wchodzimy w kontakt z innymi.

 

Trudno w tej chwili powiedzieć, co dokładnie leży u źródła Pani doświadczeń – potrzebna byłaby do tego spokojna rozmowa, zebranie szerszego wywiadu psychologicznego i lepsze poznanie Pani historii.

Jednak warto pamiętać, że powrót do równowagi emocjonalnej często dokonuje się właśnie w relacji – w atmosferze zaufania, uważności i zrozumienia.

 

Zachęcam do rozważenia konsultacji psychologicznej lub psychoterapii. Taka forma wsparcia może pomóc Pani zrozumieć naturę swoich trudności, a jednocześnie stać się przestrzenią, w której będzie możliwe znalezienie drogi do większego spokoju i wewnętrznej ulgi. Bez tego wsparcia – choć możliwe – może być to o wiele trudniejsze.

 

 

Z poważaniem,

Tomasz Pisula.

Psycholog, psychoterapeuta.

9 miesięcy temu
Marcin Łazarski

Marcin Łazarski

Szukanie przyczyny, co się dzieje w związku z pogorszeniem stanu psychicznego to zadanie dla psychoterapeuty. Proszę się zgłosić po pomoc do kogoś, kto przeprowadzi wywiad, będzie starał się zrozumieć i być może wspólnie uda się znaleźć powodu, dla których taka zmiana występuje. Marcin Łazarski psychoterapeuta

9 miesięcy temu
Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,
Dziękuję, że Pani podzieliła się swoimi przeżyciami, to bardzo ważny krok. Pogorszenie samopoczucia i zmiany w relacjach z bliskimi mogą pojawić się nawet bez wyraźnej przyczyny, ale mają realny wpływ na życie i otoczenie.

To, że czuje się Pani oschła i odpycha przyjaciół, a potem trudno Pani z tym sobie poradzić, jest sygnałem, że warto poszukać wsparcia - czy to w terapii, czy rozmowie z kimś zaufanym. Przeprosiny to dobry początek, ale często potrzebne jest zrozumienie, co wywołuje takie reakcje i nauka radzenia sobie z nimi.
 

Proszę próbować obserwować swoje emocje i momenty, gdy pojawia się złość czy chęć izolacji - może to pomóc lepiej zrozumieć swoje potrzeby. Warto rozważyć rozmowę z psychologiem, który pomoże znaleźć sposoby na zatrzymanie tych negatywnych wzorców i poprawę relacji.
 

Proszę pamiętać, że szukanie pomocy to oznaka siły i troski o siebie.

 

Pozdrawiam serdecznie
Karolina Bobrowska
psycholog

9 miesięcy temu
Asia Zioło

Asia Zioło

Jesteś w dobrym miejscu, jest tu wielu specjalistów, spośród których z pewnością będziesz mogła wybrać osobę, z którą poczujesz się bezpiecznie, by opowiedzieć więcej szczegółów. W tym, co opisujesz, słyszę złość, która często informuje nas o tym, że ktoś przekracza nasze granice. Przyjrzałabym się temu, a także, kiedy to "ostatnio" się zaczęło, czy jest tak za każdym razem i jak inaczej było przed. 

 

Powodzenia!

Asia Zioło

Psycholog, Coach

9 miesięcy temu

Zobacz podobne

Trudności w wyrażaniu emocji i poczucie niezrozumienia przez bliskich - jak odzyskać siebie
Często czuję się niezrozumiały przez otaczające mnie osoby. Nie potrafię rozmawiać o tych emocjach, miewam chęci powiedzieć o tym co czuję, jednak nie potrafię tego przedstawić, gdy nadarza się taki moment. Ciężko zebrać mi to w słowa, może pojawia się też obawy zbagatelizowania, czy też niezrozumienie ze strony bliskich. Mam żonę, psa, mieszkamy razem. W trakcie etapu dzieciństwa wiele widziałem, wiele słyszałem. W dzieciństwie często dostrzegałem problemy rodziców, głównie finansowe, w czym często uczestniczyłem widząc to wszystko. Rzadko moglem pozwolić sobie na coś więcej, jednak byłem świadomy, że rodzice robią co mogą. W tamtym czasie postanowiłem, że u mnie będzie inaczej. Jestem osobą, która zawsze chętnie pomoże bliskim nie oczekując nic wzamian, często sam tą pomoc oferuje. Jestem osobą, która lubi porządek, ideał, dużo analizuje. Z żoną jestem rok po ślubie, znamy się od kilku lat, od 4 lat razem mieszkamy. Rodzina jest dla mnie priorytetem, własne cele, własne wydatki nie istnieją dla mnie. Chciałbym lepszego życia dla swojej rodziny niż sam miałem, nie chciałbym mając w przyszłości dziecko obarczać je problemami. Staram się upiększać nasze życie, dbać o otoczenie, utrzymywać pewien standard. Dbać o żonę, zmieniam się nawet na lepsze, więcej słuchając. Czuję, ze zatracam w tym trochę siebie. Nie potrafię rozmawiać o emocjach. Często czuję, że rodzice, żona, bliscy nie liczą się z moim zdaniem, nie traktują mnie na poważnie, nigdy nie pytają co tak naprawdę chciałbym od życia, ciągle tylko oczekiwania, aby zmienić pracę na lepszą, bo kierowca dostawca przecież nie brzmi dobrze, nie zagwarantuje przyszłości, a po coś robiłem magisterkę. Jestem osobą ambitną, ale nie da się ukryć, że wszystko kosztuje i kieruje się w pracy jedną zasadą, praca to tylko pieniądz, aby ułatwić życie, zapewnić standard, utrzymać rodzinę, dać rodzinie coś więcej od życia niż sam miałem w dzieciństwie. Żona miała tego trochę więcej, stąd pewnie inne podejście. Nie mogę odnaleźć siebie, robię zawsze to co trzeba. Sprzątam, dbam o dom, podwórko, samochody, wszystko robię na czas. Bliscy postrzegają, że przesadzam, że "nakręcam się", gdy staram się poznać wszystko konkretnie od a do z, analizując. Więcej myślę o innych niż o sobie samym. Sam nie wiem dlaczego to piszę, co chciałbym usłyszeć, ale być może uzyskam to, czego nawet nie wiem, że szukam.
Trudności w podjęciu decyzji o wspólnym mieszkaniu z partnerem po 8 latach związku
Witam Przychodzę dosyć spory kryzys w związku. Jestem z moim partnerem prawie 8 lat, nigdy nie mieszkaliśmy razem. I to właśnie jest głównym problemem. Mamy po 28 lat, mieszkamy od siebie 100 km, spotkamy się co 2 weekend. I nie możemy się dogadać gdzie zamieszkać. Każdy z nas ma już po części ułożone życie w miejscu w którym mieszka w tym głównie dobra pracę, ale też każdy po prostu przyzwyczaił się do danego miejsca i nikt nie chce się przeprowadzić. Każdy z nas chce razem zamieszkać, ale jest zgrzyt gdzie.Ja mieszkam w większym mieście ( ok.350 tys mieszkańców), wynajmuje pokój w mieszkaniu, a partner w małym miasteczku z rodzicami ( około 15 tys mieszkańców). Partner posiada też swoje mieszkanie w bloku, które wynajmuje. I to jest jego argumentem, że mielibyśmy gdzie mieszkać i nie trzeba płacić wynajmu. Ja nie wyobrażam sobie mieszkać w małym mieście, a on w dużym. Jemu przeszkadzają korki ( chociaż nie są jakieś duże), że wszędzie jest dalej i traci się czas na dojazdy, wyższe ceny mieszkań, brak możliwości mieszkania w domu, bo jest to bardzo droga inwestycja i nas nie stać, podobno ciężkość w znalezieniu pracy ze względu na specyficzne warunki pracy w jego zawodzie ( chociaż ja myślę, że spokojnie by znalazł, ale jednak w jego mieście po prostu wszystkich zna i ma już jakieś "układy "). Teraz zarabia bardzo dobrze, a jego zdaniem gdyby przeprowadził się do mnie to w większym mieście zarabiałby mniej w swojej branży że względu na to, że są niższe ceny za tą usługę i nie miałby możliwości dorobić prywatnych robót tak jak może to teraz. Czyli reasumując mielibyśmy wtedy mniej pieniędzy razem jako gospodarstwo. Natomiast mi było by ciężko znaleźć pracę w mniejszej miejscowości, chociaż jego zdaniem są jakieś oferty w moim kierunku, ale jest ich mało. Większe miasto oferuje większe możliwości, jego zadaniem mimo większych możliwości to konkurencja jest większa również i to nie jest argument według niego. Jeżeli chodzi o finanse to pomimo większych cen mieszkań w większym mieście razem i z pomocą rodziców udałoby się nam kupić mieszkanie z niewielkim kredytem. Kolejna rzecz gdzie większe miasto mnie przekonuje to większą możliwość co do różnego rodzaju aktywności towarzysko-rekreacyjno- rozwojowych typu siłownie, baseny, zajęcia sportowe, warsztaty, koncerty, nauka języków. Po prostu w małym miasteczku pomimo że są jakieś atrakcje, to jednak jest ich mniej, chociaż jego zdaniem miasteczko się rozwija i są atrakcje. Ale nigdy nie będzie ich tyle co w większym siła rzeczy. Ze względu na to, że nie planujemy mieć dzieci i odchodzą nam wszelakie obowiązki z tym związane to jednak ta towarzyska część życia jest przynajmniej dla mnie ważna. Partner mówi, że zawsze można pojechać autem gdzieś dalej jeżeli byłaby jakaś atrakcja. Ale nie wiem czy to realnie by się wydarzało.Z jego strony padła też propozycja, żebym szukała pracy w jego miejscowości, lub zrezygnowała z tej i się przeprowadziła i wtedy szukała i gdy będzie ciężko znaleźć lub nie będzie takiej jakiej chce to wtedy przeprowadzimy się do tego większego miasta. Nie wiem co mam o tym myśleć. Po prostu żyjemy 2 oddzielnymi życiami i spotykamy się co 2 weekend. Ja już tego nie wytrzymuje, zawsze wszystko trzeba dopasowywać do weekendu. Ostatnio mieliśmy kłótnię, bo chciałam żeby przyjechał później o 2 godziny, bo miałam trening z trenerką i obraził się i powiedział, że w ogóle nie przyjedzie( winą z mojej strony było to, że powiedziałam mu to dzień przed a wiedziałam już wcześniej). Koniec końców zrezygnowałam z treningu i przyjechał normalnie. Wszystko zaczyna mnie już denerwować, bo zwyczajnie brakuje czasu, nie rozmawiamy przez telefon tylko piszemy ( bo on nie chce rozmawiać, bo nie chce żeby rodzina słyszała za ścianą o czym rozmawia). Co jest problematyczne, bo zawsze o 20 powinnam być tylko dla niego, a mam też inne rzeczy, bo zaczęłam zdrowo się odżywiać i chodzić na siłownię i przychodzić później. I to wszystko po prostu zajmuje czas. Czuje się samotnie, zaczęłam szukać koleżanek na grupach na Facebooku, to też kłótnia z jego strony, bo on uważa, że to nie jest normalne. I jego największy zarzut to to, że przedkładam inne rzeczy nad związek typu koleżanki, siłownia, jakieś inne aktywności. Owszem zdarzyło mi się kilka razy później wrócić, ale chyba to nic złego, bo to było może pół godziny, czy do godziny. Dużo się kłócimy, mamy problem z komunikacją, on często w kłótni się unosi, stosuje ironię, widać po mimice duże zdenerwowanie ja wtedy zaprzestaje rozmowy i mówię, że wrócimy jak się uspokoisz. To zarzuca mi, że uciekam od rozmowy. Potem zauważa to , że niepotrzebnie się uniósł, ale potem znowu się to powtarza. Tłumaczy mi, że po prostu zbiera się na to już kilka sytuacji i wtedy nie wytrzymuje. Zarzuca mi też, że dużo rzeczy zapominam o czymś o czym rozmawialiśmy i że to jest przez to, że zajmuje się siłownia, koleżankami a nie rozmowa z nim. Zarzuca mi, że zapominam o jakichś drobnych rzeczach dla związku, okej zdarzyło mi się, ale zwyczajnie zapomniałam, a nie, że nie miałam czasu przez siłownie i koleżanki. Może powinnam popracować nad tym, żeby pamiętać o jakichś rzeczach dla związku. Wiem też, że czasami upieram się przy swoim nie mając racji, to moja wada. Ostatnio właśnie mieliśmy dużo poważnych rozmów o przyszłości, o naszych problemach komunikacyjnych. Jednak każdy z nas po prostu ma inną wizję wspólnego zamieszkania. Ale narazie to są tylko rozmowy, nie padły żadne wiążące słowa, nie wiem jak to rozwiązać. Może żeby każde z nas szukało pracy w tej drugiej miejscowości i wtedy jeżeli ktoś znajdzie coś ciekawego to podjąć decyzję? Czy może to ja mam ulec i spróbować w mniejszym mieście? Czy odłożyć to na jakiś czas, żeby przemyśleć ( np rok ) i wtedy zadecydować? Proszę o szczera opinie jako osoby trzeciej jak to wygląda.
Rozterka po zerwaniu. Chcę wrócić, ale wiem, że będę nieszczęśliwy.
Dzień dobry. Już prawie 4 miesiące temu zerwałem z dziewczyną ,którą kochałem bardziej niż kogokolwiek wcześniej ,ponieważ psychika już mi nie wytrzymywała. Byliśmy ze sobą 1,5 roku i była pomiędzy nami różnica 4 lat. Byliśmy w związku na odległość, więc widywaliśmy się średnio co 2 tygodnie na kilka dni. Rozmawialiśmy codziennie czasem po 30 min, a czasem po kilka godzin niekoniecznie z mojej inicjatywy. W mojej głowie zaczęły się pojawiać wątpliwości, kiedy zaczęliśmy się kłócić i kiedy zacząłem zauważać brak reakcji na moje prośby. Kłótnie były o naprawdę największe pierdoły. Raz była kłótnia o to ,że nie porozmawiałem z nią dodatkowych 9 min ,ponieważ byłem w gościach i nie chciałem być niemiły (ciągnęło się to 3 dni). Podczas tego nie odbierała telefonu ,pisała bardzo przykre rzeczy i nie rozumiała kompletnie mojej strony sytuacji. Innym razem o to ,że poprosiłem ją ,żeby przyjechała kilka godzin później, ponieważ dzień przed jej przyjazdem miałem imprezę firmową i chciałem być w stanie ją odebrać. Z innych rzeczy nie miałem zbytnio możliwości podjęcia decyzji. Kiedy chcieliśmy obejrzeć film w 95% było to zawsze to, co ona chciała- inaczej nie oglądała. Raz puściłem to co ja chciałem, to wyszła do innego pokoju. Moje propozycje wspólnie spędzanego czasu były zbywane słowami "nie bo nie lubię / nie bo nie umiem" i prawie zawsze robiliśmy to, co ona chciała. Dodatkowo codziennie rozmawialiśmy raz krócej, raz dłużej. Z początku nie było to dla mnie uciążliwe ,ale z czasem nie mogłem nawet zająć się swoim hobby, bo zaraz dzwoniła i musiałem z nią rozmawiać- inaczej się obrażała. Często nawet nic do siebie nie mówiliśmy, bo nie było już tematów do rozmów ,ale i tak nie mogłem się rozłączyć, bo zaraz byłaby kłótnia. Często się czułem ,że muszę chodzić przy niej na paluszkach. Jedno złe słowo i będzie kłótnia. Osobiście nigdy nie zaczynałem żadnej kłótni. Zawsze starałem się podejść do tematu na spokojnie i o nim porozmawiać ,żeby znaleźć wspólne rozwiązanie i wiele razy mówiłem ,że jak ma jakiś problem to żeby po prostu ze mną porozmawiał ,ale nigdy to nie działało. Kilka razy zdarzyło się ,że podczas kłótni (które zawsze były w formie wiadomości ,a nie rozmowy, bo inaczej nie chciała) padały z mojej strony słowa "Jeżeli to się nie zmieni to ja nie chcę tak żyć". Według mnie była już to informacja ,że coś powinno się zmienić. Niestety 2 miesiące po rozstaniu rozmawialiśmy o naszym zerwaniu i ona tego tak nie widziała. Dodatkowo uważała ,że moja decyzja o rozstaniu została podjęta z dnia na dzień kiedy trwało to ok. 5 miesięcy i też powiedziała ,że szukałem najmniejszego powodu ,żeby z nią zerwać kiedy w rzeczywistości szukałem najmniejszego powodu ,żeby z nią zostać. Pisała też ,że już się zmieniła ,ponieważ zaczęła oglądać serial ,który bardzo chciałem z nią oglądać i spędzać czas tak, jak ja chciałem kilka razy, żebyśmy wspólnie spędzali ,ale podsumowała to ,że wystarczyło się otoczyć odpowiednimi ludźmi i że ewidentnie jej zmiana była kwestią podejścia, niekoniecznie jej. Mijają zaraz 4 miesiące od zerwaniu, a ja dalej ją kocham i nie mogą przestać o niej myśleć. Tęsknię za nią i bardzo chce do niej wrócić ,ale wiem ,że jak to zrobię to wszystko zacznie się od nowa ,a ja znowu będę nieszczęśliwy i znowu nie będę miał czasu dla siebie. Krótko mówiąc mam ogromną rozterkę i nie wiem co mam robić.
Jak pozbyć się uczucia, że dla swoich rodziców jest się nic niewartym, że ich zawiedliśmy?
Witam. Nie da się w takim skrócie wszystkiego opisać, ale jak pozbyć się uczucia, że dla swoich rodziców jest się nic niewartym, że ich zawiedliśmy, ciągły żal do nich, że mnie nie kochają ?
Przyjaciel nagle urwał, agresywnie, ze mną kontakt w momencie, kiedy potrzebowałam pomocy.
Dzień dobry. Chciałabym uzyskać poradę, bo naprawdę nie wiem co o tym myśleć. Jeszcze przedwczoraj miałam wrażenie, że mam najlepszego przyjaciela na świecie. Wczoraj jednak to wszystko runęło. Obecnie osoba ta, bo trudno ją nazwać przyjacielem, jest za granicą i wszystko to odbyło się przez rozmowę telefoniczną i wiadomości na komunikatorach społecznościowych. Zadzwoniłam do tej osoby, bo bardzo potrzebowałam pomocy. Wcześniej napisałam do tej osoby wiadomość na komunikatorze. Niestety zamiast rozmowy zostałam wyzwana od najgorszych, nie chcę pisać jakimi słowami zostałam potraktowana, ale przepraszam, że to napiszę "k....wa" to było najbardziej łagodne słowo. Przepraszam, że tutaj używam takiego słowa, ale to ważne ,aby coś mi poradzić. Ta osoba kazała mi się też leczyć. Po tym telefonie napisałam jeszcze raz wiadomość ze słowami 'Proszę pomóż mi', ale było jeszcze gorzej. Nie wiem dlaczego tak zostałam potraktowana. Zrobiłam dla tej osoby bardzo dużo dobrego. I to, że sama poprosiłam o pomoc, to zdarzyło się pierwszy raz. Dzisiaj sytuacja jest taka, że jestem zablokowana na wszystkich komunikatorach. Faktem jest, że bardzo ostro potraktowałam po tym wszystkim tą osobę. Osobiście uważam, że miałam do tego pełne prawo. Tym bardziej, że jak to się działo to byłam w bardzo złej formie psychicznej. Płakałam, nie, ja dosłownie wyłam. Nie chciałam rozmawiać o tym z nikim z rodziny, wolałam właśnie z tą osobą. Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że ja tą osobę wyrzuciłam tylko z Facebooka i Messengera. Zrobiłam to tylko dlatego, żeby mi nic już nie zarzuciła, że to piszę. Podejrzewać zaczęłam, że ta osoba nadużywa alkoholu. Proszę o radę co ja mam zrobić. Jak się teraz po tym wszystkim pozbierać. I najważniejsze jak o tej osobie zapomnieć. Tyle dobrego dla niej zrobiłam i tak zostałam potraktowana. Cierpię bardzo i rozpaczam. I zastanawiam się czy w tym jest też moja wina. Proszę o pomoc. Pozdrawiam.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!