Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z wpływem rodzeństwa na związek z żoną DDA?

Witam. Mam bardzo ogólnikowe pytanie, ponieważ doszedłem że brak możliwości rozwiązywania problemów w małżeństwie najprawdopodobniej wynika z tej jednej rzeczy. JA 43l żona 40l. Moja żona jest DDA. Ma 3 siostry z którymi ma bardzo bliski kontakt. Bardzo często zasięga opinii w/w rodzeństwa na temat postępowania i rozwiązywania naszych problemów. Ogólnie nie miałbym z tym żadnego problemu. Ale żony rodzeństwo nie radzi sobie z własnym życiem a co dopiero próbować dawać dobre rady innym. Kiedy mamy jakąś sprawę do omówienia nad którą trzeba się zastanowić widzę jak żona pod wpływem rodzeństwa swoje pierwsze stanowisko potrafi przewrócić o 360 stopni. Uważam że tak nie powinno być. Rozmawiałem już na ten temat z żoną ale jak to osoba DDA czuje się z przeze mnie tym atakowana. Nie wiem co mam z tym zrobić. Kiedyś byliśmy na terapii par z pewnym problemem. Żona w połowie trzeciej sesji wyszła i już na nią nie wróciła. Dopóki rzeczy na terapii były mówione które są po jej myśli było wszystko dobrze. Kiedy psycholog się nie zgadzał z tym co ona uważa czuła się najprawdopodobniej atakowana. Dopiero po latach zauważyłem że tak naprawdę w naszym związku to ja jestem szczery a żona niby ze mną żyje normalnie a jednak jestem kimś do mnie zdystansowanym, nie wiem jak to określi (jakbym z nią grał w piłkę ale był drużyną przeciwną). Czy są może jakieś metody by coś w jej postępowaniu zmienić?
User Forum

milyfacet

3 miesiące temu
Julia Otremba

Julia Otremba

Całkowicie rozumiem, że sytuacja związana z komunikacją z żoną jest dla Pana obciążająca.

Zacznę od jednej ważnej rzeczy: nie ma metod, by zmienić czyjeś postępowanie wprost. Można wpływać na dynamikę relacji, stawiać granice, zmieniać swój sposób reagowania — ale nie da się „naprawić” drugiej osoby bez jej gotowości.

To, co Pan opisuje u żony, może mieć związek z byciem DDA, ale warto uważać, by nie traktować tego jako etykiety wyjaśniającej wszystko. Osoby z rodzin dysfunkcyjnych często mają silną potrzebę przynależności do rodzeństwa (to był ich system przetrwania), trudność w samodzielnym podejmowaniu decyzji bez wsparcia „swoich”, dużą wrażliwość na krytykę i tendencję do odbierania różnicy zdań jako odrzucenia lub ataku. Jeśli tak jest, to dla niej konsultowanie z siostrami może być sposobem regulowania lęku, a nie działaniem przeciwko Panu. Natomiast z Pana perspektywy wygląda to jak brak autonomii małżeństwa i brak lojalności. Jeśli stanowisko żony zmienia się radykalnie po rozmowach z rodzeństwem, może Pan mieć poczucie, że w Waszych rozmowach nigdy nie wiadomo, kto właściwie „siedzi naprzeciwko” — żona czy jej siostry. To rodzi frustrację i poczucie bycia w drużynie przeciwnej, a nie w jednej.

Kluczowe pytanie nie brzmi: „jak zmienić jej postępowanie?”, tylko: „jak zbudować granicę między małżeństwem a rodziną pochodzenia?”. W zdrowym układzie decyzje dotyczące związku zapadają w parze. Konsultacje z zewnątrz są możliwe, ale nie powinny podważać podstawowych ustaleń ani zastępować dialogu między małżonkami.

Problem w tym, że gdy Pan mówi o tym wprost, ona czuje się atakowana. To sugeruje, że temat dotyka jej bardzo wrażliwego miejsca — być może lęku przed utratą sióstr, przed byciem samą, przed oceną.

Zamiast mówić: „Twoje siostry źle na ciebie wpływają” (co naturalnie wywoła obronę), skuteczniejsze bywa mówienie z poziomu własnych uczuć i potrzeb, np.: „Kiedy ustalamy coś razem, a potem to się całkowicie zmienia po rozmowie z siostrami, czuję się tak, jakbym nie był twoim partnerem, tylko kimś z zewnątrz. Potrzebuję poczucia, że w sprawach naszego małżeństwa jesteśmy drużyną.” To nie atakuje jej więzi z rodzeństwem, tylko pokazuje koszt dla relacji z Panem.

Druga sprawa to terapia. To, że wyszła w momencie konfrontacji, wskazuje na niską tolerancję na poczucie winy, wstydu albo krytyki. Dla niektórych osób z doświadczeniem DDA konfrontacja jest przeżywana jak zagrożenie, nie jak pomoc. Ale jeśli nie ma gotowości do wytrzymania dyskomfortu, trudno będzie cokolwiek zmienić.

W takiej sytuacji warto rozważyć coś, co często bywa pomijane: terapię indywidualną dla Pana. Nie po to, by „naprawiać siebie”, ale żeby zobaczyć:

gdzie są Pana granice,

co Pan akceptuje, a czego nie,

czy i jak chce Pan dalej funkcjonować w tej relacji,

jak nie wchodzić w rolę przeciwnika ani kontrolera.

Bo istnieje też druga strona medalu: im bardziej Pan próbuje ograniczać wpływ sióstr, tym silniej ona może się do nich przyklejać. To tworzy błędne koło.

Ważne jest też, czy poza tym obszarem macie bliskość emocjonalną, czy rozmawiacie o uczuciach, czy jest między Wami ciepło. Jeśli od dawna czuje się Pan jak „w drużynie przeciwnej”, to problem może dotyczyć głębszego dystansu emocjonalnego, a nie tylko rodzeństwa.

Jeśli miałabym podsumować: nie zmieni Pan jej bez jej zgody. Może Pan natomiast jasno nazwać, czego Pan potrzebuje w małżeństwie (lojalności, wspólnego frontu, decyzji podejmowanych w parze), przestać atakować źródło (siostry), a zacząć mówić o konsekwencjach dla relacji. I równolegle zadbać o własne wsparcie, żeby nie narastała w Panu frustracja i poczucie samotności w związku.

Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkiego dobrego,

Julia

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość. Z Pana opisu wnika, iż bardziej to wygląda na problem bezpieczeństwa emocjonalnego i granic w relacji, a nie tylko na wpływ rodzeństwa czy DDA. Widzę, że jest w Panu dużo bezradności i poczucia bycia „po drugiej stronie boiska", to ważny sygnał, że brakuje Wam poczucia bycia jedną drużyną.

Kilka kierunków, które mogą pomóc:

1. Zamiast zmieniać żonę, warto zadbać o zasady w relacji.Nie ma Pan wpływu na to, czy żona pyta siostry o zdanie. Ma Pan wpływ na to, jakie decyzje uznajecie za wasze wspólne. Można to nazwać wprost:

„Rozumiem, że potrzebujesz opinii sióstr. Jednocześnie chcę, żeby o naszych sprawach decydowało się między nami”.

2. Mówienie o swoich uczuciach, nie o jej błędach.Dla osoby z doświadczeniem DDA krytyka = zagrożenie.Zamiast: „ulegasz siostrom”lepiej powiedzieć: „czuję się odsunięty i nieważny, kiedy nasze ustalenia się zmieniają po rozmowie z innymi”.

3. Konkretny kontrakt komunikacyjny.

Np.:

najpierw rozmawiamy we dwoje,

dajemy sobie 24 h na przemyślenie,

dopiero potem konsultacje z kimkolwiek.

To daje strukturę i zmniejsza chaos.

4. Terapia ale w bezpiecznej formie.

Jeśli żona reaguje wycofaniem, warto zacząć od Pana indywidualnie. Wówczas jest to wzmocnienie Pana pozycji, granic i sposobu komunikacji. Często gdy jedna osoba zmienia styl relacyjny, druga zaczyna reagować inaczej.

5. Realistyczny cel.

Celem nie jest to, żeby żona przestała słuchać sióstr, tylko żeby Wasza relacja była pierwszym miejscem podejmowania decyzji.Na dziś najważniejsze pytanie dla Pana brzmi:co konkretnie musiałoby się wydarzyć w Waszej codziennej komunikacji, żeby poczuł Pan, że gracie do jednej bramki, choćby w małym stopniu?

 

Od tego warto zacząć.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Opisuje Pan sytuację, która jest niezwykle trudna i obciążająca dla relacji. To, co Pan zauważa – silna zależność żony od opinii rodzeństwa oraz trudność w przyjmowaniu perspektywy innej niż własna – często ma swoje korzenie w mechanizmach wypracowanych w domu dysfunkcyjnym DDA.

Warto spojrzeć na tę sytuację przez pryzmat kilku kluczowych aspektów:

- U osób DDA więź z rodzeństwem bywa rodzajem "paktu o przetrwanie". Zdanie sióstr może być dla żony bezpieczniejszym punktem odniesienia niż zdanie partnera, ponieważ ta relacja trwa od dzieciństwa. Każda próba podważenia tego wpływu jest przez żonę interpretowana jako atak na jej bezpieczeństwo, a nie jako troska o małżeństwo.

- Przerwanie terapii w momencie, gdy terapeuta wskazał inny punkt widzenia, sugeruje silny lęk przed odsłonięciem i poczuciem winy. Dla wielu osób z DDA przyznanie się do błędu lub zmiana zdania pod wpływem partnera jest tożsame z "porażką" lub utratą kontroli.

- To, co Pan czuje, to efekt braku bezpiecznej więzi wewnątrz małżeństwa. Jeśli żona emocjonalnie "tworzy koalicję" z siostrami, Pan automatycznie zostaje wypchnięty na zewnątrz systemu, co rodzi dystans i poczucie osamotnienia.

Co można zrobić w tej sytuacji?

Zamiast mówić o wpływie sióstr (co wywołuje defensywność), warto mówić o swoich uczuciach: "Czuję się osamotniony w podejmowaniu decyzji i jest mi przykro, gdy nasze wspólne ustalenia ulegają nagłej zmianie. Chciałbym, abyśmy to my byli dla siebie pierwszym źródłem wsparcia".

Może Pan proponować zasady dotyczące prywatności Waszych konfliktów, np. umowę, że o trudnych sprawach rozmawiacie najpierw między sobą przez 48 godzin, zanim którakolwiek ze stron zaangażuje osoby trzecie.

Skoro terapia par została odrzucona, warto rozważyć terapię indywidualną dla Pana. Pomoże ona Panu wypracować narzędzia radzenia sobie w tej niesymetrycznej relacji i ocenić, na ile jest Pan w stanie funkcjonować w takim układzie bez uszczerbku dla własnego zdrowia psychicznego.

Zmiana zachowania drugiej osoby jest procesem, który musi wyjść z jej wewnętrznej potrzeby. Pana rola polega obecnie na dbaniu o własne granice i jasnym komunikowaniu, jak ta sytuacja wpływa na Pana dobrostan.

Pomyślności.

Psycholog Bożena Nagórska

3 miesiące temu
Emil Borkowski

Emil Borkowski

Dzień dobry,

Rozumiem, że styka się Pan z oporem przed zmianą lub usłyszeniem drugiej opinii przez Pana żonę. To co Pan określa jako odczucie bycia atakowanym przywodzi namyśl lęk (który może występować ciągle lub w momencie konfrontacji, czyli rozmowy nad zmianą). 
Dużo zależy od tego na ile Pana żona chciała by coś poruszyć w sobie - przyjąć opinie drugiej osoby. Jednak do tego potrzeba sporo czasu na zebranie zaufania do drugiego człowieka, nie zależnie czy to jest psycholog, czy nowa znajomość.
W DDA występuję wiele sposobów radzenia sobie z traumą, a to najlepiej da się zrozumieć we własnym procesie (wsparcia psychologicznego). Ewentualnie zawsze zostają leki od psychiatry, lecz to rozwiązanie dość pobieżne i raczej jako wsparcie w procesie odkrywania źródła obrony i pozwolenie Pana żonie na zmianę sposobu radzenia sobie od uczucia atakowania do uznania czyjegoś odmiennego zdania (bardzo uogólniając).

Podsumowując, może Pan spróbować wesprzeć żonę w myśleniu nad poszukaniem wsparcia - jednak to musi być szczere uczucie żony. Tak by sama chciała pozwolić sobie na dotykanie tak trudnych tematów jak dorastanie w rodzinie, gdzie doszło do nadużycia alkoholowego co może być głównym źródłem lęku (a co za tym idzie też odtrącania Pana zdania w formie obrony siebie - swojego istnienia w relacji).

Pozdrawiam i trzymam kciuki,
Emil Borkowski

3 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

W opisanej sytuacji nie ma jednej „metody” na zmianę postępowania żony, natomiast jest przestrzeń na wprowadzenie jasnych, wspólnych ustaleń dotyczących tego, w jaki sposób podejmujecie decyzje małżeńskie oraz jak prowadzicie rozmowy o sprawach trudnych. Pomocne bywa rozpoczęcie od rozmowy o Pana nadziejach związanych z poprawą komunikacji i o tym, po czym oboje poznacie, że zaczyna się zmiana, czyli jakie będą pierwsze, zauważalne oznaki lepszego funkcjonowania w codzienności. Zamiast koncentrować się na ocenie rodzeństwa lub na tym, kto ma rację, warto nazwać konkretny cel: aby decyzje dotyczące Państwa relacji zapadały przede wszystkim między Państwem, a ewentualne opinie z zewnątrz nie odwracały wcześniejszych ustaleń. W praktyce można  najpierw przeprowadzić rozmowę w duecie i dokonać wstępnych ustaleń, dopiero potem (jeśli oboje uznacie to za potrzebne) konsultacja z innymi, przy czym ostateczna decyzja zostaje po stronie małżeństwa.  

 

Jeżeli wątek terapii par wróci, może pomóc takie jej „skontraktowanie”, abyście oboje wiedzieli, po czym poznacie, że spotkania są pomocne, oraz jakie byłyby pierwsze oznaki, że warto kontynuować. W sytuacji, w której żona łatwo odbiera odmienną perspektywę jako atak, bywa również zasadne rozważenie pracy indywidualnej nad regulacją emocji i tolerancją różnicy zdań, równolegle do ewentualnej pracy pary, tak aby zwiększyć szanse na pozostanie w dialogu wtedy, gdy pojawia się napięcie.

3 miesiące temu
Zuzanna Szczepańska

Zuzanna Szczepańska

To, co Pan opisuje, wygląda na utrwalony wzorzec „wciągania trzeciej strony” do konfliktu małżeńskiego (tzw. triangulacja): zamiast domykać sprawy między wami, żona reguluje napięcie przez rodzinę, a potem pod wpływem ich opinii zmienia stanowisko, co Panu odbiera poczucie partnerstwa i bezpieczeństwa. To bywa częste u osób z doświadczeniem DDA, bo lojalność wobec systemu rodzinnego i lęk przed konfliktem mogą być silniejsze niż autonomia w relacji, ale samo DDA nie wyjaśnia wszystkiego. Najmniej skuteczne będzie krytykowanie sióstr (żona usłyszy atak), a najbardziej pomocne – stawianie granic wprost, bez ocen: „Potrzebuję, żebyśmy najpierw ustalali to między nami, a konsultacje z rodziną mogą być później, ale decyzja ma być nasza” oraz „Kiedy po rozmowie z rodzeństwem zmieniasz zdanie, czuję się jak przeciwnik, nie partner”. Jeśli żona reaguje na różnicę zdań jak na zagrożenie (wyjście z terapii, poczucie ataku), to sygnał trudności w tolerowaniu konfrontacji i warto wrócić do terapii par, ale w nurcie, który buduje bezpieczeństwo i uczy rozmowy w konflikcie. Równolegle Panu może bardzo pomóc kilka sesji indywidualnych – nie po to, by „naprawiać żonę”, tylko żeby ustawić swoją pozycję, komunikację i granice tak, by nie wzmacniać tego układu i odzyskać wpływ na jakość relacji.

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Pana opis brzmi frustrująco, zwłaszcza że widziPan  powtarzające się wzorce wpływu rodzeństwa żony i jej reakcje jako osoby DDA, co utrudnia wspólne rozwiązywanie problemów.​ Osoby DDA często szukają wsparcia w rodzeństwie jako "paktu przetrwania" z dzieciństwa, co daje im poczucie bezpieczeństwa, ale osłabia autonomię w małżeństwie. To prowadzi do nagłych zmian stanowisk pod wpływem sióstr i odbierania feedbacku jako ataku, jak opisałeś podczas terapii. Kluczowe jest zrozumienie, że niePan jej bez jej zgody i warto skupić się na budowaniu granic w parze, nie na krytyce rodzeństwa oraz mówić o swoich uczuciach, nie o jej błędach: zamiast "ulegasz siostrom", powiedzieć "czuję się odsunięty, gdy nasze ustalenia zmieniają się po rozmowie z innymi". i ustalić kontrakt: "Rozumiem, że potrzebujesz ich opinii, ale decyzje o nas podejmujemy najpierw we dwoje". Zalecam unikania konfrontacji z siostrami gdyż to wzmacnia jej obronę,zamiast tego podkreśl lojalność małżeńską jako priorytet.​

Warto wprowadzić: konsultacje z rodziną po wstępnych ustaleniach pary, bez podważania wspólnych decyzji. Jeśli terapia par nie wyszła, można zaproponować indywidualną dla niej (DDA-terapia pomaga w samodzielności) lub dla Pana, by radzić sobie z frustracją i rozważyć, czy relacja daje Panu poczucie partnersta, z czasem własne wsparcie zewnętrzne pomaga przerwać błędne koło.​

 

 

 


3 miesiące temu

Zobacz podobne

Partnerka nagle się zmieniła, odwołała ślub, nie chce mieć ze mną relacji, dzieci..
Jestem(byłem) z partnerką w związku przez 8 lat, jeszcze ze sobą mieszkamy, ustaliliśmy, że ja spłacę i się wyprowadzę w kilka miesięcy - mamy wspólny dom. Mój problem polega na tym, że ciagle mi na niej zależy, chociaż ciężko jest się pogodzić z jej decyzją a jej decyzja wynikła z faktu, że nie ma między nami "ognia"( a prawda jest taka, że to ja w większości inicjowałem kontakty bliskości, bo ona uważa, że to faceta rola) jak to stwierdziła, chociaż kiedyś był. Partnerka jest wzrostu 180cm ja 178cm nigdy jej to wcześniej nie przeszkadzało, a nagle zaczęło jej to przeszkadzać uważa, że nie jestem męski w tym związku, że ona posiada więcej cech męskich ode mnie. Jest osoba bardzo dyktatorską, nie lubi jak nie jest po jej myśli, nie umie przyznać się do błędów ,brak w niej empatii, jest mało uczuciowym człowiekiem, ciężko się z nią komunikuje. Również powiedziała mi, że nie pasujemy do siebie, ponieważ razem nie umiemy tańczyć ze sobą w szczególności salsy. Ja kiedyś tańczyłem i całkiem dobrze mi to wychodziło, partnerka chciała dyktować taniec, co mi się nie podobało i pouczać mnie jak mam kroki stawiać. Od jakiegoś czasu ponad 10 miesięcy zaczęła chodzić na "terapie do odnalezienia własnej energii ,która pomaga jej odnaleźć siebie i zrozumieć siebie (terapia z totalnej biologii) ja podchodzę do tego bardzo z dystansem na każdy problem odpowiada sobie ta terapia stosuje "masaże łona", które ją leczą ... Po tych terapiach poznała swoją wartość siebie i utwierdziła się w przekonaniu, że ona siebie kocha i przytulać się należy samemu, a nie żeby partnerka/partner przytulał, w sobie należy znaleść siłę, żeby poradzić sobie ze wszystkimi problemami. Mówi ludziom o energii, że np wysyłają jej zła energię, dlatego np boli ja kolano... . Ostatnio mówiła, że kremy przeciwsłoneczne są niepotrzebne, bo to wymysł branży, żeby zarabiać pieniądze i to one powodują raka skóry i należy się opalać bez kremów, bo słońce jest dobre i promieniowanie, bo jest to energia... Wierzy również w jakieś karty magiczne, robi oczyszczanie domu ze złej energii, duchów. Nie wiem co mam myśleć na ten temat ciężko mi jest się pogodzić z faktem, że tak się zmieniła, wiem, że w naszym związku nie było super, ale mieliśmy wspólne plany, planowaliśmy dziecko i nagle wszystko wyparowało, ślub odwołała, bo stwierdziła, że tego nie czuje, nigdy mi nie powiedziała powodu. Rozmawiamy ze sobą normalnie, jemy nadal wspólnie, tylko nie śpimy ze sobą- każde oddzielnie, powiedziała, że możemy zostać przyjaciółmi. Zaoferowałem jej terapie u psychologa to stwierdziła, że ona ma swoją terapie z energią i dzięki niej odnajduje szczęście, jest mi przykro i nie wiem jak ja wyciągnąć z tego oczarowania tymi tematami.
Jak uzyskać chęci do pracy nad samą sobą i nie patrzeć na wszystko ze złym nastawieniem?
Jak uzyskać chęci do pracy nad samą sobą i nie patrzeć na wszystko ze złym nastawieniem? Już nie wiem, czy sama ze sobą mam problem, czy mój mąż mi to już tak wpoił. Chce przyrządzić coś do jedzenia sama, on też jest w kuchni i mówi, że chce mi pomóc, żeby było szybciej. Jednak ja wolę sama, bo muszę robić tak, jak on uważa, że jest dobrze i że ja robię źle, nie umiem myśleć z wykorzystaniem wszystkiego dookoła i z zaoszczędzeniem czasu. Marnuje jedzenie - mam wypominane, bo nie umiem sobie tego poukładać. Nie jest posprzątane dokładnie, bo nie wyniosłam tego z domu. Nie umiem wprowadzić sobie i rodzinie zdrowego odżywiania, bo po prostu nie lubię niektórych rzeczy. Za późno wstaje, bo lubię spać i mam wypominane. Jestem leniuchem i przyznaje się do tego. Jak mogę nad tym popracować.
Odczuwam bardzo żywe wspomnienia, flashbacki, po toksycznym związku. Chcę sobie z nimi szybko poradzić.
Pod koniec sierpnia zerwałam z chłopakiem, z którym byłam krótko, bo tylko 4 miesiące. Źle czułam się w tym związku, ponieważ chłopak nie szanował mnie. Zawsze stawiał kolegów i swoje koleżanki ponad mnie. Dwa razy nawet wystawiając mnie, żeby spotkać się z nimi. To oczywiście nie były wszystkie sytuacje, bo było ich znacznie więcej, czasem na większy kaliber, ale nie chcę o tym pisać na forum. Aż w końcu zebrałam w sobie siłę i z nim zerwałam. Od zerwania minęło już 4 miesiące, a do mnie cały czas wracają takie jakby,, flashbacki " z sytuacji, które się wydarzyły i wywołują u mnie ból. Często czuję ból po tym, co mi zrobił i nawracające bolesne wspomnienia. Wiem na pewno, że już go nie kocham, nie czuję do niego tęsknoty i cieszę się, że podjęłam decyzję o zerwaniu. Moim problemem są tylko te nawracające bolesne wspomnienia. Czy ktoś mógłby pomóc, jak sobie z nimi szybko poradzić?
Jak powiedzieć mamie o tym jak się czuję?
Jak powiedzieć mamie o tym jak się czuję? Witam, mam 25 lat i nawet nie wiem jak mogłabym zacząć. Od naprawdę wielu lat, moje życie straciło jakikolwiek sens i smak. Jest po prostu codzienną egzystencja i katorgą walki z dnia na dzień. W tym czasie nazbierało się w nim na tyle problemów, że zaczęłam mieć z tego powodu problemy zdrowotne. Bóle głowy czy serca są u mnie na porządku dziennym. Oczywiście wszystko na bieżąco badane u lekarzy, którzy rozkładają ręce bo nie widzą żadnych problemów i wskazują zawsze na to samo - stres i nerwy. Towarzyszą mi one praktycznie na codzień i nagromadziło ich się na tyle dużo, że mam już dość. Natłok myśli jest już na tyle silny i męczący, że momentami w ogóle nie wstaje z łóżka i przesypiam całe dnie. Z perspektywy moich rodziców, z którymi mieszkam, zapewne wygląda to jak zwykłe lenistwo, może mają rację. Codzienne życie z natłokiem myśli stało się na tyle uciążliwe, że mam już tego dość i chciałabym w końcu poczuć jak to jest czuć szczęście i spokój w życiu. Tutaj pojawia się problem - strach. Nie wiem co robić, zbyt się boję podjąć jakieś działania. Mam już dość tego, że moi najbliżsi jak chłopak czy przyjaciółka, muszą mierzyć się z moimi codziennymi napadami gigantycznej agresji, furii, histerii i podobnych. Czuję, że w końcu będą mieli mnie dość i odejdą, chociaż nie będę się im dziwić. Chciałabym o wszystkim powiedzieć mamie, przestać ją okłamywać, że jest u mnie w porządku i nic się nie dzieje. Chciałabym, żeby mnie przytuliła, porozmawiała ze mną, spędziła czas. Czuję, że powinna wiedzieć. Wiem, że powinnam być już samodzielna ale nie potrafię. Czuję się jak dziecko we mgle potrzebujące kogoś, kto złapie je za rękę i poprowadzi. Nie wiem co robić. Boję się tego, że zacznie we mnie widzieć kogoś innego, może mnie znienawidzi. Boję się, że powie, że inni maja gorzej albo ze moje problemy to tak naprawdę nie są problemy. Jak mam jej o wszystkim powiedzieć? Co mam robić? Może nic jej nie mówić i wziąć się w garść, zacząć dorosłość. Tylko nie wiem jak..
Byłem w relacji z pewną osobą. Byłem, ponieważ ta osoba się ode mnie odcięła, zerwała kontakt i naszą relację.
Dzień dobry. Mam taki (może) dziwny problem i pytanie, ale dla mnie jest on istotny. Z racji z tego, że nie mam kogo poprosić o pomoc w tej sprawie, proszę o to tutaj, Państwa. Byłem w relacji z pewną osobą. Byłem, ponieważ ta osoba się ode mnie odcięła, zerwała kontakt i naszą relację. Podejrzewam też, że się na mnie obraziła, dlatego się ze mną nie kontaktuje. Dlaczego dla mnie jest to takie ważne? Bo to dla mnie jest bardzo ważna osoba i zastanawiam się, czy ja również dla niej jestem ważny. Słuchałem w jednym filmiku psychologicznym w internecie, że pewne rzeczy mogą o tym świadczyć np.: obrażenie się i odcinanie się ode mnie; mówienie, że nie obchodzi ją, co ja mówię/czuję; mówienie, że nie chce mnie znać/widzieć oraz silne emocje w rozmowie/kłótniach, np. złość. To wszystko było w naszej relacji. Zdaję sobie sprawę, że jeśli jestem ważny tej osobie to w sposób negatywny niestety. Ale bądź co bądź może to są pomieszane uczucia i ta osoba czuje do mnie też coś pozytywnego? Ja również na tę osobę bardzo się złościłem, ale niezmiennie mi na tej osobie zależy, jest to dla mnie osoba b. ważna. Moje pytanie brzmi następująco: Czy powyższe opisane uczucia i zachowanie mogą świadczyć o uczuciu do mnie? Czy sobie zbyt wiele dodaję? Czy mogą też świadczyć o czymś zupełnie innym? Tylko np. o czym? Może po prostu o tym, że wkurzałem tę osobę swoją obecnością? Kiedy miałem tę relację z tą osobą, to byłem zdecydowanie przekonany, że tylko mnie zależy, ale gdy teraz przemyślałem to, co dostałem, naszły mnie wątpliwości. Bardzo dziękuję za ewentualne nakierowanie, pomoc.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.