
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z wpływem rodzeństwa na związek z żoną DDA?
milyfacet
Julia Otremba
Całkowicie rozumiem, że sytuacja związana z komunikacją z żoną jest dla Pana obciążająca.
Zacznę od jednej ważnej rzeczy: nie ma metod, by zmienić czyjeś postępowanie wprost. Można wpływać na dynamikę relacji, stawiać granice, zmieniać swój sposób reagowania — ale nie da się „naprawić” drugiej osoby bez jej gotowości.
To, co Pan opisuje u żony, może mieć związek z byciem DDA, ale warto uważać, by nie traktować tego jako etykiety wyjaśniającej wszystko. Osoby z rodzin dysfunkcyjnych często mają silną potrzebę przynależności do rodzeństwa (to był ich system przetrwania), trudność w samodzielnym podejmowaniu decyzji bez wsparcia „swoich”, dużą wrażliwość na krytykę i tendencję do odbierania różnicy zdań jako odrzucenia lub ataku. Jeśli tak jest, to dla niej konsultowanie z siostrami może być sposobem regulowania lęku, a nie działaniem przeciwko Panu. Natomiast z Pana perspektywy wygląda to jak brak autonomii małżeństwa i brak lojalności. Jeśli stanowisko żony zmienia się radykalnie po rozmowach z rodzeństwem, może Pan mieć poczucie, że w Waszych rozmowach nigdy nie wiadomo, kto właściwie „siedzi naprzeciwko” — żona czy jej siostry. To rodzi frustrację i poczucie bycia w drużynie przeciwnej, a nie w jednej.
Kluczowe pytanie nie brzmi: „jak zmienić jej postępowanie?”, tylko: „jak zbudować granicę między małżeństwem a rodziną pochodzenia?”. W zdrowym układzie decyzje dotyczące związku zapadają w parze. Konsultacje z zewnątrz są możliwe, ale nie powinny podważać podstawowych ustaleń ani zastępować dialogu między małżonkami.
Problem w tym, że gdy Pan mówi o tym wprost, ona czuje się atakowana. To sugeruje, że temat dotyka jej bardzo wrażliwego miejsca — być może lęku przed utratą sióstr, przed byciem samą, przed oceną.
Zamiast mówić: „Twoje siostry źle na ciebie wpływają” (co naturalnie wywoła obronę), skuteczniejsze bywa mówienie z poziomu własnych uczuć i potrzeb, np.: „Kiedy ustalamy coś razem, a potem to się całkowicie zmienia po rozmowie z siostrami, czuję się tak, jakbym nie był twoim partnerem, tylko kimś z zewnątrz. Potrzebuję poczucia, że w sprawach naszego małżeństwa jesteśmy drużyną.” To nie atakuje jej więzi z rodzeństwem, tylko pokazuje koszt dla relacji z Panem.
Druga sprawa to terapia. To, że wyszła w momencie konfrontacji, wskazuje na niską tolerancję na poczucie winy, wstydu albo krytyki. Dla niektórych osób z doświadczeniem DDA konfrontacja jest przeżywana jak zagrożenie, nie jak pomoc. Ale jeśli nie ma gotowości do wytrzymania dyskomfortu, trudno będzie cokolwiek zmienić.
W takiej sytuacji warto rozważyć coś, co często bywa pomijane: terapię indywidualną dla Pana. Nie po to, by „naprawiać siebie”, ale żeby zobaczyć:
gdzie są Pana granice,
co Pan akceptuje, a czego nie,
czy i jak chce Pan dalej funkcjonować w tej relacji,
jak nie wchodzić w rolę przeciwnika ani kontrolera.
Bo istnieje też druga strona medalu: im bardziej Pan próbuje ograniczać wpływ sióstr, tym silniej ona może się do nich przyklejać. To tworzy błędne koło.
Ważne jest też, czy poza tym obszarem macie bliskość emocjonalną, czy rozmawiacie o uczuciach, czy jest między Wami ciepło. Jeśli od dawna czuje się Pan jak „w drużynie przeciwnej”, to problem może dotyczyć głębszego dystansu emocjonalnego, a nie tylko rodzeństwa.
Jeśli miałabym podsumować: nie zmieni Pan jej bez jej zgody. Może Pan natomiast jasno nazwać, czego Pan potrzebuje w małżeństwie (lojalności, wspólnego frontu, decyzji podejmowanych w parze), przestać atakować źródło (siostry), a zacząć mówić o konsekwencjach dla relacji. I równolegle zadbać o własne wsparcie, żeby nie narastała w Panu frustracja i poczucie samotności w związku.
Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkiego dobrego,
Julia
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość. Z Pana opisu wnika, iż bardziej to wygląda na problem bezpieczeństwa emocjonalnego i granic w relacji, a nie tylko na wpływ rodzeństwa czy DDA. Widzę, że jest w Panu dużo bezradności i poczucia bycia „po drugiej stronie boiska", to ważny sygnał, że brakuje Wam poczucia bycia jedną drużyną.
Kilka kierunków, które mogą pomóc:
1. Zamiast zmieniać żonę, warto zadbać o zasady w relacji.Nie ma Pan wpływu na to, czy żona pyta siostry o zdanie. Ma Pan wpływ na to, jakie decyzje uznajecie za wasze wspólne. Można to nazwać wprost:
„Rozumiem, że potrzebujesz opinii sióstr. Jednocześnie chcę, żeby o naszych sprawach decydowało się między nami”.
2. Mówienie o swoich uczuciach, nie o jej błędach.Dla osoby z doświadczeniem DDA krytyka = zagrożenie.Zamiast: „ulegasz siostrom”lepiej powiedzieć: „czuję się odsunięty i nieważny, kiedy nasze ustalenia się zmieniają po rozmowie z innymi”.
3. Konkretny kontrakt komunikacyjny.
Np.:
najpierw rozmawiamy we dwoje,
dajemy sobie 24 h na przemyślenie,
dopiero potem konsultacje z kimkolwiek.
To daje strukturę i zmniejsza chaos.
4. Terapia ale w bezpiecznej formie.
Jeśli żona reaguje wycofaniem, warto zacząć od Pana indywidualnie. Wówczas jest to wzmocnienie Pana pozycji, granic i sposobu komunikacji. Często gdy jedna osoba zmienia styl relacyjny, druga zaczyna reagować inaczej.
5. Realistyczny cel.
Celem nie jest to, żeby żona przestała słuchać sióstr, tylko żeby Wasza relacja była pierwszym miejscem podejmowania decyzji.Na dziś najważniejsze pytanie dla Pana brzmi:co konkretnie musiałoby się wydarzyć w Waszej codziennej komunikacji, żeby poczuł Pan, że gracie do jednej bramki, choćby w małym stopniu?
Od tego warto zacząć.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Opisuje Pan sytuację, która jest niezwykle trudna i obciążająca dla relacji. To, co Pan zauważa – silna zależność żony od opinii rodzeństwa oraz trudność w przyjmowaniu perspektywy innej niż własna – często ma swoje korzenie w mechanizmach wypracowanych w domu dysfunkcyjnym DDA.
Warto spojrzeć na tę sytuację przez pryzmat kilku kluczowych aspektów:
- U osób DDA więź z rodzeństwem bywa rodzajem "paktu o przetrwanie". Zdanie sióstr może być dla żony bezpieczniejszym punktem odniesienia niż zdanie partnera, ponieważ ta relacja trwa od dzieciństwa. Każda próba podważenia tego wpływu jest przez żonę interpretowana jako atak na jej bezpieczeństwo, a nie jako troska o małżeństwo.
- Przerwanie terapii w momencie, gdy terapeuta wskazał inny punkt widzenia, sugeruje silny lęk przed odsłonięciem i poczuciem winy. Dla wielu osób z DDA przyznanie się do błędu lub zmiana zdania pod wpływem partnera jest tożsame z "porażką" lub utratą kontroli.
- To, co Pan czuje, to efekt braku bezpiecznej więzi wewnątrz małżeństwa. Jeśli żona emocjonalnie "tworzy koalicję" z siostrami, Pan automatycznie zostaje wypchnięty na zewnątrz systemu, co rodzi dystans i poczucie osamotnienia.
Co można zrobić w tej sytuacji?
Zamiast mówić o wpływie sióstr (co wywołuje defensywność), warto mówić o swoich uczuciach: "Czuję się osamotniony w podejmowaniu decyzji i jest mi przykro, gdy nasze wspólne ustalenia ulegają nagłej zmianie. Chciałbym, abyśmy to my byli dla siebie pierwszym źródłem wsparcia".
Może Pan proponować zasady dotyczące prywatności Waszych konfliktów, np. umowę, że o trudnych sprawach rozmawiacie najpierw między sobą przez 48 godzin, zanim którakolwiek ze stron zaangażuje osoby trzecie.
Skoro terapia par została odrzucona, warto rozważyć terapię indywidualną dla Pana. Pomoże ona Panu wypracować narzędzia radzenia sobie w tej niesymetrycznej relacji i ocenić, na ile jest Pan w stanie funkcjonować w takim układzie bez uszczerbku dla własnego zdrowia psychicznego.
Zmiana zachowania drugiej osoby jest procesem, który musi wyjść z jej wewnętrznej potrzeby. Pana rola polega obecnie na dbaniu o własne granice i jasnym komunikowaniu, jak ta sytuacja wpływa na Pana dobrostan.
Pomyślności.
Psycholog Bożena Nagórska
Emil Borkowski
Dzień dobry,
Rozumiem, że styka się Pan z oporem przed zmianą lub usłyszeniem drugiej opinii przez Pana żonę. To co Pan określa jako odczucie bycia atakowanym przywodzi namyśl lęk (który może występować ciągle lub w momencie konfrontacji, czyli rozmowy nad zmianą).
Dużo zależy od tego na ile Pana żona chciała by coś poruszyć w sobie - przyjąć opinie drugiej osoby. Jednak do tego potrzeba sporo czasu na zebranie zaufania do drugiego człowieka, nie zależnie czy to jest psycholog, czy nowa znajomość.
W DDA występuję wiele sposobów radzenia sobie z traumą, a to najlepiej da się zrozumieć we własnym procesie (wsparcia psychologicznego). Ewentualnie zawsze zostają leki od psychiatry, lecz to rozwiązanie dość pobieżne i raczej jako wsparcie w procesie odkrywania źródła obrony i pozwolenie Pana żonie na zmianę sposobu radzenia sobie od uczucia atakowania do uznania czyjegoś odmiennego zdania (bardzo uogólniając).
Podsumowując, może Pan spróbować wesprzeć żonę w myśleniu nad poszukaniem wsparcia - jednak to musi być szczere uczucie żony. Tak by sama chciała pozwolić sobie na dotykanie tak trudnych tematów jak dorastanie w rodzinie, gdzie doszło do nadużycia alkoholowego co może być głównym źródłem lęku (a co za tym idzie też odtrącania Pana zdania w formie obrony siebie - swojego istnienia w relacji).
Pozdrawiam i trzymam kciuki,
Emil Borkowski
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
W opisanej sytuacji nie ma jednej „metody” na zmianę postępowania żony, natomiast jest przestrzeń na wprowadzenie jasnych, wspólnych ustaleń dotyczących tego, w jaki sposób podejmujecie decyzje małżeńskie oraz jak prowadzicie rozmowy o sprawach trudnych. Pomocne bywa rozpoczęcie od rozmowy o Pana nadziejach związanych z poprawą komunikacji i o tym, po czym oboje poznacie, że zaczyna się zmiana, czyli jakie będą pierwsze, zauważalne oznaki lepszego funkcjonowania w codzienności. Zamiast koncentrować się na ocenie rodzeństwa lub na tym, kto ma rację, warto nazwać konkretny cel: aby decyzje dotyczące Państwa relacji zapadały przede wszystkim między Państwem, a ewentualne opinie z zewnątrz nie odwracały wcześniejszych ustaleń. W praktyce można najpierw przeprowadzić rozmowę w duecie i dokonać wstępnych ustaleń, dopiero potem (jeśli oboje uznacie to za potrzebne) konsultacja z innymi, przy czym ostateczna decyzja zostaje po stronie małżeństwa.
Jeżeli wątek terapii par wróci, może pomóc takie jej „skontraktowanie”, abyście oboje wiedzieli, po czym poznacie, że spotkania są pomocne, oraz jakie byłyby pierwsze oznaki, że warto kontynuować. W sytuacji, w której żona łatwo odbiera odmienną perspektywę jako atak, bywa również zasadne rozważenie pracy indywidualnej nad regulacją emocji i tolerancją różnicy zdań, równolegle do ewentualnej pracy pary, tak aby zwiększyć szanse na pozostanie w dialogu wtedy, gdy pojawia się napięcie.
Zuzanna Szczepańska
To, co Pan opisuje, wygląda na utrwalony wzorzec „wciągania trzeciej strony” do konfliktu małżeńskiego (tzw. triangulacja): zamiast domykać sprawy między wami, żona reguluje napięcie przez rodzinę, a potem pod wpływem ich opinii zmienia stanowisko, co Panu odbiera poczucie partnerstwa i bezpieczeństwa. To bywa częste u osób z doświadczeniem DDA, bo lojalność wobec systemu rodzinnego i lęk przed konfliktem mogą być silniejsze niż autonomia w relacji, ale samo DDA nie wyjaśnia wszystkiego. Najmniej skuteczne będzie krytykowanie sióstr (żona usłyszy atak), a najbardziej pomocne – stawianie granic wprost, bez ocen: „Potrzebuję, żebyśmy najpierw ustalali to między nami, a konsultacje z rodziną mogą być później, ale decyzja ma być nasza” oraz „Kiedy po rozmowie z rodzeństwem zmieniasz zdanie, czuję się jak przeciwnik, nie partner”. Jeśli żona reaguje na różnicę zdań jak na zagrożenie (wyjście z terapii, poczucie ataku), to sygnał trudności w tolerowaniu konfrontacji i warto wrócić do terapii par, ale w nurcie, który buduje bezpieczeństwo i uczy rozmowy w konflikcie. Równolegle Panu może bardzo pomóc kilka sesji indywidualnych – nie po to, by „naprawiać żonę”, tylko żeby ustawić swoją pozycję, komunikację i granice tak, by nie wzmacniać tego układu i odzyskać wpływ na jakość relacji.
Piotr Ziomber
Pana opis brzmi frustrująco, zwłaszcza że widziPan powtarzające się wzorce wpływu rodzeństwa żony i jej reakcje jako osoby DDA, co utrudnia wspólne rozwiązywanie problemów. Osoby DDA często szukają wsparcia w rodzeństwie jako "paktu przetrwania" z dzieciństwa, co daje im poczucie bezpieczeństwa, ale osłabia autonomię w małżeństwie. To prowadzi do nagłych zmian stanowisk pod wpływem sióstr i odbierania feedbacku jako ataku, jak opisałeś podczas terapii. Kluczowe jest zrozumienie, że niePan jej bez jej zgody i warto skupić się na budowaniu granic w parze, nie na krytyce rodzeństwa oraz mówić o swoich uczuciach, nie o jej błędach: zamiast "ulegasz siostrom", powiedzieć "czuję się odsunięty, gdy nasze ustalenia zmieniają się po rozmowie z innymi". i ustalić kontrakt: "Rozumiem, że potrzebujesz ich opinii, ale decyzje o nas podejmujemy najpierw we dwoje". Zalecam unikania konfrontacji z siostrami gdyż to wzmacnia jej obronę,zamiast tego podkreśl lojalność małżeńską jako priorytet.
Warto wprowadzić: konsultacje z rodziną po wstępnych ustaleniach pary, bez podważania wspólnych decyzji. Jeśli terapia par nie wyszła, można zaproponować indywidualną dla niej (DDA-terapia pomaga w samodzielności) lub dla Pana, by radzić sobie z frustracją i rozważyć, czy relacja daje Panu poczucie partnersta, z czasem własne wsparcie zewnętrzne pomaga przerwać błędne koło.

Zobacz podobne
Dzień dobry.
Mój partner korzysta z usług psychologa. Związane jest to z rozwodem i uzależnieniem od byłej żony (diagnoza psychologa). Tworzymy parę od 18 miesięcy. Pani psycholog wspierała go, kiedy mieliśmy konflikty. Powiedziała mi o uzależnieniu partnera i o tym, że jest dzieckiem DDA. Miało to na celu zrozumienie jego zachowań. Znała też moje problemy związkowe, bo opowiedział jej o nich mój partner.
Sama była w skomplikowanej sytuacji osobistej z partnerem i dzieliła się tym z moim partnerem. Dzwoniła do niego, opowiadała, jak jej źle, jakie ma kłopoty, płakała. Jej partner jest związany zawodowo z moim partnerem. Dzwoniła np. do mojego partnera z prośbami – np. o znalezienie mieszkania czy ziemi.
Doszło do sytuacji, kiedy brała ślub. Jej partner zaprosił nas na tę uroczystość. Na wysłane gratulacje nie odpowiedziała, ale wysłała do mojego partnera zdjęcie z urzędowym potwierdzeniem planowanego ślubu. Podczas wesela robiliśmy sobie zdjęcia z młodą parą. W trakcie sesji wyciągnęła dłoń do mojego partnera, zdjęcie zostało wykonane, po czym powiedziała do mnie: „Powinnaś mi podziękować, bo to dzięki mnie go masz”.
Drugi tekst, który padł w odpowiedzi na gratulacje, to: „Nastał w końcu ten dzień, na nasze i wasze szczęście”. To mnie bardzo zirytowało. Mój partner jest na mnie obrażony, bo uważa, że pani psycholog miała dobre intencje – że chodziło jej o to, iż miała duży wpływ na jego otwarcie się na nową relację.
Kiedy wychodziliśmy, pani psycholog wzięła mnie na bok i przeprosiła, mówiąc, że to dzięki niej wyszedł z uzależnienia od byłej żony i tym samym mogliśmy stać się parą. W tym czasie mój partner remontował mieszkanie dla jej męża. Po weselu pojechaliśmy posprzątać po remoncie. Robiłam to dla niego, żeby mu pomóc, ale czułam się fatalnie. Teraz on milczy, bo – jak mówi – musi ochłonąć.
Poproszę o ocenę sytuacji. Bo z mojego punktu widzenia sytuacja jest nieprawidłowa.
Proszę o odpowiedź, bo nie wiem co myśleć. . z racji mojego stanu ciężkiej depresji i nerwicy z traumami nie potrafię określać granic, w związku z tym pozwalam siebie ranić .. jestem w związku, partner ma dziecko, z którym początkowo nie miał kontaktu w ogóle tak naprawdę, widują się od czasu do czasu od dwóch lat, córka ma lat 17 .. dodam, że nie znam jej, ona żyje z matką ,która ma nowego partnera i dwójkę dzieci z nim, natomiast mój partner ciągle uważa, że córka może się czuć przeze mnie nieswojo, co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe .. i teraz sytuacja wygląda tak, że 21 stycznia tj czwartek wyjeżdżają oboje na koncert, a że to jest w Gdańsku, czyli 800 km od nas, zatrzymują się u rodziny i tam chce z nią zostać od czwartku do niedzieli, żeby sobie porozmawiać. Dodam, że jest to rodzina, którą ja znam i akurat mam dobre bardzo relacje ... I wraz tak partner stwierdził, że ja nie jadę, bo on chce jechać sam z córką i żadne tłumaczenia nie dają rezultatu, bo mówię, że to nie jest wyjazd sam z córką to jest kilka dni u rodziny po prostu beze mnie czuję się pominięta, jak już nie pierwszy raz w tym związku ,no to skończyło się awanturą, bo on uważa, że to ja nie ma racji - on z córką sam i koniec ..

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
