Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z wpływem rodzeństwa na związek z żoną DDA?

Witam. Mam bardzo ogólnikowe pytanie, ponieważ doszedłem że brak możliwości rozwiązywania problemów w małżeństwie najprawdopodobniej wynika z tej jednej rzeczy. JA 43l żona 40l. Moja żona jest DDA. Ma 3 siostry z którymi ma bardzo bliski kontakt. Bardzo często zasięga opinii w/w rodzeństwa na temat postępowania i rozwiązywania naszych problemów. Ogólnie nie miałbym z tym żadnego problemu. Ale żony rodzeństwo nie radzi sobie z własnym życiem a co dopiero próbować dawać dobre rady innym. Kiedy mamy jakąś sprawę do omówienia nad którą trzeba się zastanowić widzę jak żona pod wpływem rodzeństwa swoje pierwsze stanowisko potrafi przewrócić o 360 stopni. Uważam że tak nie powinno być. Rozmawiałem już na ten temat z żoną ale jak to osoba DDA czuje się z przeze mnie tym atakowana. Nie wiem co mam z tym zrobić. Kiedyś byliśmy na terapii par z pewnym problemem. Żona w połowie trzeciej sesji wyszła i już na nią nie wróciła. Dopóki rzeczy na terapii były mówione które są po jej myśli było wszystko dobrze. Kiedy psycholog się nie zgadzał z tym co ona uważa czuła się najprawdopodobniej atakowana. Dopiero po latach zauważyłem że tak naprawdę w naszym związku to ja jestem szczery a żona niby ze mną żyje normalnie a jednak jestem kimś do mnie zdystansowanym, nie wiem jak to określi (jakbym z nią grał w piłkę ale był drużyną przeciwną). Czy są może jakieś metody by coś w jej postępowaniu zmienić?
User Forum

milyfacet

3 miesiące temu
Julia Otremba

Julia Otremba

Całkowicie rozumiem, że sytuacja związana z komunikacją z żoną jest dla Pana obciążająca.

Zacznę od jednej ważnej rzeczy: nie ma metod, by zmienić czyjeś postępowanie wprost. Można wpływać na dynamikę relacji, stawiać granice, zmieniać swój sposób reagowania — ale nie da się „naprawić” drugiej osoby bez jej gotowości.

To, co Pan opisuje u żony, może mieć związek z byciem DDA, ale warto uważać, by nie traktować tego jako etykiety wyjaśniającej wszystko. Osoby z rodzin dysfunkcyjnych często mają silną potrzebę przynależności do rodzeństwa (to był ich system przetrwania), trudność w samodzielnym podejmowaniu decyzji bez wsparcia „swoich”, dużą wrażliwość na krytykę i tendencję do odbierania różnicy zdań jako odrzucenia lub ataku. Jeśli tak jest, to dla niej konsultowanie z siostrami może być sposobem regulowania lęku, a nie działaniem przeciwko Panu. Natomiast z Pana perspektywy wygląda to jak brak autonomii małżeństwa i brak lojalności. Jeśli stanowisko żony zmienia się radykalnie po rozmowach z rodzeństwem, może Pan mieć poczucie, że w Waszych rozmowach nigdy nie wiadomo, kto właściwie „siedzi naprzeciwko” — żona czy jej siostry. To rodzi frustrację i poczucie bycia w drużynie przeciwnej, a nie w jednej.

Kluczowe pytanie nie brzmi: „jak zmienić jej postępowanie?”, tylko: „jak zbudować granicę między małżeństwem a rodziną pochodzenia?”. W zdrowym układzie decyzje dotyczące związku zapadają w parze. Konsultacje z zewnątrz są możliwe, ale nie powinny podważać podstawowych ustaleń ani zastępować dialogu między małżonkami.

Problem w tym, że gdy Pan mówi o tym wprost, ona czuje się atakowana. To sugeruje, że temat dotyka jej bardzo wrażliwego miejsca — być może lęku przed utratą sióstr, przed byciem samą, przed oceną.

Zamiast mówić: „Twoje siostry źle na ciebie wpływają” (co naturalnie wywoła obronę), skuteczniejsze bywa mówienie z poziomu własnych uczuć i potrzeb, np.: „Kiedy ustalamy coś razem, a potem to się całkowicie zmienia po rozmowie z siostrami, czuję się tak, jakbym nie był twoim partnerem, tylko kimś z zewnątrz. Potrzebuję poczucia, że w sprawach naszego małżeństwa jesteśmy drużyną.” To nie atakuje jej więzi z rodzeństwem, tylko pokazuje koszt dla relacji z Panem.

Druga sprawa to terapia. To, że wyszła w momencie konfrontacji, wskazuje na niską tolerancję na poczucie winy, wstydu albo krytyki. Dla niektórych osób z doświadczeniem DDA konfrontacja jest przeżywana jak zagrożenie, nie jak pomoc. Ale jeśli nie ma gotowości do wytrzymania dyskomfortu, trudno będzie cokolwiek zmienić.

W takiej sytuacji warto rozważyć coś, co często bywa pomijane: terapię indywidualną dla Pana. Nie po to, by „naprawiać siebie”, ale żeby zobaczyć:

gdzie są Pana granice,

co Pan akceptuje, a czego nie,

czy i jak chce Pan dalej funkcjonować w tej relacji,

jak nie wchodzić w rolę przeciwnika ani kontrolera.

Bo istnieje też druga strona medalu: im bardziej Pan próbuje ograniczać wpływ sióstr, tym silniej ona może się do nich przyklejać. To tworzy błędne koło.

Ważne jest też, czy poza tym obszarem macie bliskość emocjonalną, czy rozmawiacie o uczuciach, czy jest między Wami ciepło. Jeśli od dawna czuje się Pan jak „w drużynie przeciwnej”, to problem może dotyczyć głębszego dystansu emocjonalnego, a nie tylko rodzeństwa.

Jeśli miałabym podsumować: nie zmieni Pan jej bez jej zgody. Może Pan natomiast jasno nazwać, czego Pan potrzebuje w małżeństwie (lojalności, wspólnego frontu, decyzji podejmowanych w parze), przestać atakować źródło (siostry), a zacząć mówić o konsekwencjach dla relacji. I równolegle zadbać o własne wsparcie, żeby nie narastała w Panu frustracja i poczucie samotności w związku.

Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkiego dobrego,

Julia

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość. Z Pana opisu wnika, iż bardziej to wygląda na problem bezpieczeństwa emocjonalnego i granic w relacji, a nie tylko na wpływ rodzeństwa czy DDA. Widzę, że jest w Panu dużo bezradności i poczucia bycia „po drugiej stronie boiska", to ważny sygnał, że brakuje Wam poczucia bycia jedną drużyną.

Kilka kierunków, które mogą pomóc:

1. Zamiast zmieniać żonę, warto zadbać o zasady w relacji.Nie ma Pan wpływu na to, czy żona pyta siostry o zdanie. Ma Pan wpływ na to, jakie decyzje uznajecie za wasze wspólne. Można to nazwać wprost:

„Rozumiem, że potrzebujesz opinii sióstr. Jednocześnie chcę, żeby o naszych sprawach decydowało się między nami”.

2. Mówienie o swoich uczuciach, nie o jej błędach.Dla osoby z doświadczeniem DDA krytyka = zagrożenie.Zamiast: „ulegasz siostrom”lepiej powiedzieć: „czuję się odsunięty i nieważny, kiedy nasze ustalenia się zmieniają po rozmowie z innymi”.

3. Konkretny kontrakt komunikacyjny.

Np.:

najpierw rozmawiamy we dwoje,

dajemy sobie 24 h na przemyślenie,

dopiero potem konsultacje z kimkolwiek.

To daje strukturę i zmniejsza chaos.

4. Terapia ale w bezpiecznej formie.

Jeśli żona reaguje wycofaniem, warto zacząć od Pana indywidualnie. Wówczas jest to wzmocnienie Pana pozycji, granic i sposobu komunikacji. Często gdy jedna osoba zmienia styl relacyjny, druga zaczyna reagować inaczej.

5. Realistyczny cel.

Celem nie jest to, żeby żona przestała słuchać sióstr, tylko żeby Wasza relacja była pierwszym miejscem podejmowania decyzji.Na dziś najważniejsze pytanie dla Pana brzmi:co konkretnie musiałoby się wydarzyć w Waszej codziennej komunikacji, żeby poczuł Pan, że gracie do jednej bramki, choćby w małym stopniu?

 

Od tego warto zacząć.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Opisuje Pan sytuację, która jest niezwykle trudna i obciążająca dla relacji. To, co Pan zauważa – silna zależność żony od opinii rodzeństwa oraz trudność w przyjmowaniu perspektywy innej niż własna – często ma swoje korzenie w mechanizmach wypracowanych w domu dysfunkcyjnym DDA.

Warto spojrzeć na tę sytuację przez pryzmat kilku kluczowych aspektów:

- U osób DDA więź z rodzeństwem bywa rodzajem "paktu o przetrwanie". Zdanie sióstr może być dla żony bezpieczniejszym punktem odniesienia niż zdanie partnera, ponieważ ta relacja trwa od dzieciństwa. Każda próba podważenia tego wpływu jest przez żonę interpretowana jako atak na jej bezpieczeństwo, a nie jako troska o małżeństwo.

- Przerwanie terapii w momencie, gdy terapeuta wskazał inny punkt widzenia, sugeruje silny lęk przed odsłonięciem i poczuciem winy. Dla wielu osób z DDA przyznanie się do błędu lub zmiana zdania pod wpływem partnera jest tożsame z "porażką" lub utratą kontroli.

- To, co Pan czuje, to efekt braku bezpiecznej więzi wewnątrz małżeństwa. Jeśli żona emocjonalnie "tworzy koalicję" z siostrami, Pan automatycznie zostaje wypchnięty na zewnątrz systemu, co rodzi dystans i poczucie osamotnienia.

Co można zrobić w tej sytuacji?

Zamiast mówić o wpływie sióstr (co wywołuje defensywność), warto mówić o swoich uczuciach: "Czuję się osamotniony w podejmowaniu decyzji i jest mi przykro, gdy nasze wspólne ustalenia ulegają nagłej zmianie. Chciałbym, abyśmy to my byli dla siebie pierwszym źródłem wsparcia".

Może Pan proponować zasady dotyczące prywatności Waszych konfliktów, np. umowę, że o trudnych sprawach rozmawiacie najpierw między sobą przez 48 godzin, zanim którakolwiek ze stron zaangażuje osoby trzecie.

Skoro terapia par została odrzucona, warto rozważyć terapię indywidualną dla Pana. Pomoże ona Panu wypracować narzędzia radzenia sobie w tej niesymetrycznej relacji i ocenić, na ile jest Pan w stanie funkcjonować w takim układzie bez uszczerbku dla własnego zdrowia psychicznego.

Zmiana zachowania drugiej osoby jest procesem, który musi wyjść z jej wewnętrznej potrzeby. Pana rola polega obecnie na dbaniu o własne granice i jasnym komunikowaniu, jak ta sytuacja wpływa na Pana dobrostan.

Pomyślności.

Psycholog Bożena Nagórska

3 miesiące temu
Emil Borkowski

Emil Borkowski

Dzień dobry,

Rozumiem, że styka się Pan z oporem przed zmianą lub usłyszeniem drugiej opinii przez Pana żonę. To co Pan określa jako odczucie bycia atakowanym przywodzi namyśl lęk (który może występować ciągle lub w momencie konfrontacji, czyli rozmowy nad zmianą). 
Dużo zależy od tego na ile Pana żona chciała by coś poruszyć w sobie - przyjąć opinie drugiej osoby. Jednak do tego potrzeba sporo czasu na zebranie zaufania do drugiego człowieka, nie zależnie czy to jest psycholog, czy nowa znajomość.
W DDA występuję wiele sposobów radzenia sobie z traumą, a to najlepiej da się zrozumieć we własnym procesie (wsparcia psychologicznego). Ewentualnie zawsze zostają leki od psychiatry, lecz to rozwiązanie dość pobieżne i raczej jako wsparcie w procesie odkrywania źródła obrony i pozwolenie Pana żonie na zmianę sposobu radzenia sobie od uczucia atakowania do uznania czyjegoś odmiennego zdania (bardzo uogólniając).

Podsumowując, może Pan spróbować wesprzeć żonę w myśleniu nad poszukaniem wsparcia - jednak to musi być szczere uczucie żony. Tak by sama chciała pozwolić sobie na dotykanie tak trudnych tematów jak dorastanie w rodzinie, gdzie doszło do nadużycia alkoholowego co może być głównym źródłem lęku (a co za tym idzie też odtrącania Pana zdania w formie obrony siebie - swojego istnienia w relacji).

Pozdrawiam i trzymam kciuki,
Emil Borkowski

3 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

W opisanej sytuacji nie ma jednej „metody” na zmianę postępowania żony, natomiast jest przestrzeń na wprowadzenie jasnych, wspólnych ustaleń dotyczących tego, w jaki sposób podejmujecie decyzje małżeńskie oraz jak prowadzicie rozmowy o sprawach trudnych. Pomocne bywa rozpoczęcie od rozmowy o Pana nadziejach związanych z poprawą komunikacji i o tym, po czym oboje poznacie, że zaczyna się zmiana, czyli jakie będą pierwsze, zauważalne oznaki lepszego funkcjonowania w codzienności. Zamiast koncentrować się na ocenie rodzeństwa lub na tym, kto ma rację, warto nazwać konkretny cel: aby decyzje dotyczące Państwa relacji zapadały przede wszystkim między Państwem, a ewentualne opinie z zewnątrz nie odwracały wcześniejszych ustaleń. W praktyce można  najpierw przeprowadzić rozmowę w duecie i dokonać wstępnych ustaleń, dopiero potem (jeśli oboje uznacie to za potrzebne) konsultacja z innymi, przy czym ostateczna decyzja zostaje po stronie małżeństwa.  

 

Jeżeli wątek terapii par wróci, może pomóc takie jej „skontraktowanie”, abyście oboje wiedzieli, po czym poznacie, że spotkania są pomocne, oraz jakie byłyby pierwsze oznaki, że warto kontynuować. W sytuacji, w której żona łatwo odbiera odmienną perspektywę jako atak, bywa również zasadne rozważenie pracy indywidualnej nad regulacją emocji i tolerancją różnicy zdań, równolegle do ewentualnej pracy pary, tak aby zwiększyć szanse na pozostanie w dialogu wtedy, gdy pojawia się napięcie.

3 miesiące temu
Zuzanna Szczepańska

Zuzanna Szczepańska

To, co Pan opisuje, wygląda na utrwalony wzorzec „wciągania trzeciej strony” do konfliktu małżeńskiego (tzw. triangulacja): zamiast domykać sprawy między wami, żona reguluje napięcie przez rodzinę, a potem pod wpływem ich opinii zmienia stanowisko, co Panu odbiera poczucie partnerstwa i bezpieczeństwa. To bywa częste u osób z doświadczeniem DDA, bo lojalność wobec systemu rodzinnego i lęk przed konfliktem mogą być silniejsze niż autonomia w relacji, ale samo DDA nie wyjaśnia wszystkiego. Najmniej skuteczne będzie krytykowanie sióstr (żona usłyszy atak), a najbardziej pomocne – stawianie granic wprost, bez ocen: „Potrzebuję, żebyśmy najpierw ustalali to między nami, a konsultacje z rodziną mogą być później, ale decyzja ma być nasza” oraz „Kiedy po rozmowie z rodzeństwem zmieniasz zdanie, czuję się jak przeciwnik, nie partner”. Jeśli żona reaguje na różnicę zdań jak na zagrożenie (wyjście z terapii, poczucie ataku), to sygnał trudności w tolerowaniu konfrontacji i warto wrócić do terapii par, ale w nurcie, który buduje bezpieczeństwo i uczy rozmowy w konflikcie. Równolegle Panu może bardzo pomóc kilka sesji indywidualnych – nie po to, by „naprawiać żonę”, tylko żeby ustawić swoją pozycję, komunikację i granice tak, by nie wzmacniać tego układu i odzyskać wpływ na jakość relacji.

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Pana opis brzmi frustrująco, zwłaszcza że widziPan  powtarzające się wzorce wpływu rodzeństwa żony i jej reakcje jako osoby DDA, co utrudnia wspólne rozwiązywanie problemów.​ Osoby DDA często szukają wsparcia w rodzeństwie jako "paktu przetrwania" z dzieciństwa, co daje im poczucie bezpieczeństwa, ale osłabia autonomię w małżeństwie. To prowadzi do nagłych zmian stanowisk pod wpływem sióstr i odbierania feedbacku jako ataku, jak opisałeś podczas terapii. Kluczowe jest zrozumienie, że niePan jej bez jej zgody i warto skupić się na budowaniu granic w parze, nie na krytyce rodzeństwa oraz mówić o swoich uczuciach, nie o jej błędach: zamiast "ulegasz siostrom", powiedzieć "czuję się odsunięty, gdy nasze ustalenia zmieniają się po rozmowie z innymi". i ustalić kontrakt: "Rozumiem, że potrzebujesz ich opinii, ale decyzje o nas podejmujemy najpierw we dwoje". Zalecam unikania konfrontacji z siostrami gdyż to wzmacnia jej obronę,zamiast tego podkreśl lojalność małżeńską jako priorytet.​

Warto wprowadzić: konsultacje z rodziną po wstępnych ustaleniach pary, bez podważania wspólnych decyzji. Jeśli terapia par nie wyszła, można zaproponować indywidualną dla niej (DDA-terapia pomaga w samodzielności) lub dla Pana, by radzić sobie z frustracją i rozważyć, czy relacja daje Panu poczucie partnersta, z czasem własne wsparcie zewnętrzne pomaga przerwać błędne koło.​

 

 

 


2 miesiące temu

Zobacz podobne

Dlaczego nie mogę nawiązać trwałych przyjaźni? O problemach z budowaniem relacji i samotności
Dlaczego od lat nie mam koleżanek? Jestem młodą kobietą i zauważam ten sam schemat, gdy poznaję nowe dziewczyny - to ja bardziej sie staram, niż druga osoba. Wtedy odpuszczam i zostaję z niczym, dziewczyny odzywają się raz na jakiś czas albo tylko jak jesteśmy na uczelni/w pracy, poza tymi miejscami nie chcą sie specjalnie spotykać. Nieraz słyszę "możemy się umówić, dam ci swój numer. I to ja piszę pierwsza, proponuję spotkanie. I często słyszę "jestem zajęta, dam ci znać później". I nic. Naprawdę mam tego dosyć, nie rozumiem, o co chodzi? Jestem otwarta, towarzyska, bardzo ciepła i traktuję innych z szacunkiem. Powinnam mieć dużo koleżanek, a od lat nie mam żadnej, nawet urodziny spędzam sama. Czuję się upokorzona.
Chodzi o to, że mam olbrzymi problem z poczuciem własnej wartości.
Dzień dobry. Chodzi o to, że mam olbrzymi problem z poczuciem własnej wartości. Co dziwne zaczęło to się nasilać w momencie trwania mojego 3-letniego związku. Nie wiem, czy jakiś problem leży we mnie, a jeżeli leży, to nie wiem, gdzie szukać sedna. Mój partner, z którym notabene niedługo biorę ślub, jest osobą ekstrawertyczną i ma sporo znajomych. Utrzymuje zażyłe kontakty nawet z osobami jeszcze z czasów szkoły. Ma w gronie tych długoletnich znajomych kilka kobiet (każda mężatka) i dla mnie tutaj zaczyna się problem. Widzę i czuję, że on mnie kocha, że chce ze mną tego ślubu. Natomiast bywały sytuacje, że po naszej kłótni on się żalił przyjaciółce, pytał o rady, opowiadał o naszych prywatnych intymnych sprawach. Jak się można domyślać, dziewczyna nie była obiektywna, a wręcz go podkręcała. Rozumiem, że ludzie mają potrzebę się wygadać, pogadać z kimś innym niż partner, ale ja z kolei chciałabym, aby ten związek był dla nas azylem, nie chce mieszać i wpuszczać tu osób trzecich. Partner twierdzi, że zna te osoby już tak długo, że nie chce urywać kontaktu. Koło się zamyka, a moje poczucie wartości leży i kwiczy. Rozumiem też paczkę długoletnich znajomych, ale są pewne granice. Żaden mój kolega nie miesza mnie w swoje życie prywatne. Może gdyby tego poczucia wartości byłoby u mnie więcej, to olałabym temat, a tak nie umiem... Jak to przepracować? Była taka sytuacja, że właśnie po ostrzejszej kłótni on zaczął wypisywać na mnie do swojej przyjaciółki, która ma być na naszym weselu. Jest we mnie ogromny strach, że jak coś nam się nie układa, to on znowu będzie leciał do kogoś mnie w złości oczerniać, albo prosić o rady. Jak sobie to poukładać? Dodam, że oboje mamy po 30 lat.
Przyjaciółka woli spotykać się z kimś innym - a ja nie radzę sobie z zazdrością. Jak sobie pomóc?

Witam,

Ilekroć widzę swoją przyjaciółkę, że znowu gdzieś wyszła, ze swoją najlepszą przyjaciółką to się denerwuję, wręcz gotuje się we mnie. Nie radzę sobie z zazdrością.

Przyjaciółka jako wymówki używa mojej choroby (jestem chora na padaczkę od 12 lat), w tej kwestii nie mogę liczyć na mamę, a poza Magdą (przyjaciółką) nie mam żadnej innej przyjaciółki. 

Co robić?

Dlaczego ciągle czuję się wykluczona i czuję, że nie mam przyjaciół?
Historia się powtarza - znowu jestem sama. W zasadzie nigdy nie miałam przyjaciół. Całą szkołę (pomimo różnego otoczenia, ludzi) spotykałam się z dręczeniem, wykluczaniem. Studia sporo zmieniły, znalazłam paru "swoich ludzi", ale przez to, że nie umiałam "się przyjaźnić" to niestety nie skorzystałam z okresu studiów, ., a po studiach wiadomo, wiele osób się rozeszło się z swoje własne strony, chwilę potem był covid. W pierwszej pracy napotkałam na osobę, która mnie nie szanowała, dręczyła, która uważała się za lepszą. W drugiej pracy napotkałam na wielu ludzi, ale znowu... byłam koleżanką, ale nigdy nigdzie nie przynależałam. Nikt nie chciał spotykać się ze mną po pracy, nie zajmował miejsca na imprezach służbowych. W obecnej pracy mocno zmieniłam środowisko, pracuje ze mną wiele osób ze sporą różnicą wieku i nagle zaczęła się przyjaźń z 1 z kobiet. Naprawdę zależało mi, otworzyłam się itd. Wszystko runęło. Przyszła nowa osoba, z tą nową osobą zaczęły mocno obgadywać innego pracownika, czego ja nie akceptowałam i zwróciłam im uwagę. Niby sobie wszystko wyjaśniłyśmy, ale tak naprawdę zostałam wykluczona. Zapraszają inne dziewczyny z biura do wyjścia, do mnie nie piszą, wiem, że obgadują mnie za plecami. Okazało się, że ta "przyjaźń" była warta tyle co nic. Tyle że znowu ktoś mnie zranił, znowu straciłam zaufanie, znowu widzę, że nikomu nie wystarczam, że może zwyczajnie ludzie mnie nie lubią? Rozmawiałam o tym z terapeutą, radzi mi, bym otworzyła się na ludzi, zaufała im, ale mam wrażenie, że nie rozumie, że tyle razy mnie zraniono, że się boję ponownie cokolwiek zaczynać :(
Partnerka ma dużo relacji z mężczyznami, z jednym aktualnie się szczególnie silnie przyjaźni.

Czy to normalne zachowanie gdy moja partnerka uwielbia adorację ze strony innych mężczyzn? 

Rozumiem, że jest to miłe uczucie, ale odczuwam spory niepokój, gdy widzę ile przyjemności jej to sprawia. Nawiązuje z tymi facetami przyjacielską relację. Teraz aktualnie z jednym ciągle rozmawia, pisze, wyręcza ją w pracy lub jej pomaga, to samo poza pracą. Prosi ją by go budziła, on robi to samo wobec niej, umawiają się na zakupy i inne spotkania, przynosi jej rzeczy, gdy tylko powie, że ją coś boli albo ma na coś ochotę. 

Strasznie nie daje mi to spokoju i mam wrażanie, że popadam w paranoję. Po poprzednich związkach mam problemy z zazdrością, ale robię wszystko by jej nie odczuwać, ale odnoszę wrażenie, że pomimo iż wie o tym, to daje mi specjalnie powody. Gdy mówię jej o moich obawach, mówi, że wymyślam i ją ograniczam i to przeze mnie nie ma żadnych znajomych. Po dzisiejszej takiej sytuacji, gdy bez powodu przestała się do mnie odzywać, gdy dosiadł się ten facet do nas uznałem, że po prostu pójdę w swoją stronę, bo nie mam ochoty w tym brać udziału. 

Aktualnie się nawet do mnie nie odezwie pomimo, że jesteśmy ciągle razem, ale z tym facetem bez przerwy rozmawia. Nie jest to pierwsza taka sytuacja z kimś i czuję się fatalnie.

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!