
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Pomoc w związku z...
Pomoc w związku z partnerką mającą nawrót depresji i pytania o przyszłość relacji
Agnieszka Włoszycka
Witam Panie Marku,
Dziękujemy za wiadomość. Z tego co Pan opisuje, wnioskuję, że jest to naprawdę bardzo trudne emocjonalnie. Z jednej strony miłość i przywiązanie, z drugiej: niepewność, lęk i brak jasności. To naturalne, że jest Pan wyczerpany.
Jeśli partnerka rzeczywiście doświadcza nawrotu depresji, uczucie pustki, wycofanie i ambiwalencja wobec związku mogą być objawem choroby, a nie braku uczuć. Jednocześnie depresja nie odbiera Panu prawa do poczucia bezpieczeństwa i jasnych zasad.W tej chwili najzdrowsze może być danie jej przestrzeni, o którą prosi, bez „wymuszania” rozmowy. Jednocześnie warto postawić sobie wewnętrzną granicę: ile czasu i w jakiej formie jest Pan gotów czekać. Związek wymaga dwóch zaangażowanych osób, nawet jeśli jedna z nich przechodzi kryzys.
Proszę zadbać także o siebie: sen, wsparcie bliskich, rozmowę z kimś zaufanym. Miłość nie polega na ratowaniu drugiej osoby kosztem własnego zdrowia psychicznego.
Gdy ona rozpocznie terapię, wiele może się wyjaśnić. Na teraz najważniejsze jest zachowanie spokoju, szacunku do jej procesu i szacunku do samego siebie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
W tym, co Pan opisuje, widać jednocześnie dużo miłości i dużo niepewności: z jednej strony bliskość, plany i więź z jej synem, a z drugiej nagłe wycofanie i „pustka”
To, że mimo ciężkiego okresu wciąż próbuje Pan rozmawiać spokojnie, szukać zrozumienia i nie dolewać oliwy do ognia, mówi o Pana odpowiedzialności i o tym, że potrafi Pan powstrzymywać dalsze pogarszanie się sytuacji. Widzę też uważność: zauważa Pan drobne sygnały (spotkanie, śmiech, gotowość do wyjścia), a to bywa miejscem, od którego zaczynają się małe zmiany. I ważne: to, że prosi Pan o pomoc i nazywa swoje nadzieje, pokazuje zasób, na którym można budować dalej tą relację.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
czytając pana pytanie wyobrażam sobie, że sytuacja w której się Pan znalazł, jest dla Pana niezwykle obciążająca emocjonalnie. Wygląda na to, że mechanizm unikania i poczucie wewnętrznej pustki u partnerki zderzają się z Pana potrzebą bliskości i jasności. W obliczu kryzysu nastroju, o którym partnerka wspomina, wycofanie się z relacji i przekonanie, że jest się "zbyt złym" dla partnera, są częstymi reakcjami obronnymi. Osoba mająca takie przekonanie wierzy, ze to wycofanie ma to na celu „ochronę” obu stron przed cierpieniem. Jednak dla Pana jest zupełnie inaczej bo to zamiast chronić jakkolwiek generuje to ogromny lęk przed stratą. Warto być uważnym, ponieważ wymuszanie wcześniejszego spotkania lub naciskanie na deklaracje w momencie, gdy ona czuje emocjonalne odrętwienie, może przynieść odwrotny skutek i nasilić potrzebę izolacji. Być może w miarę bezpiecznym dla obojga rozwiązaniem w tym wypadku byłoby danie jej obiecanej przestrzeni przy jednoczesnym zadbaniu o własny spokój. Proszę rozważyć próbę ograniczenia pisania wiadomości, na które nie otrzymuje Pan odpowiedzi i skupienie się na odzyskaniu własnej równowagi. Pana cierpliwość jest istotna w tym co się obecnie u pana dzieje, ale nie może odbywać się kosztem Pana zdrowia i snu. Warto poczekać do czasu, aż partnerka rozpocznie profesjonalne wsparcie, gdyż to tam będzie mogła bezpiecznie przepracować swoje lęki i poczucie winy, a Panu pozwoli to na rozmowę w nieco stabilniejszych warunkach.
Życzę wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska

Zobacz podobne
Dzień dobry jestem w związku z partnerką prawie 21 lat a 16 po ślubie, mamy dwójkę dzieci 9 i 15 lat.
Przechodzimy przez kryzys w związku, jakiego nigdy jeszcze nie było. Zaczne od początku w skrócie,mam 39 lat żona 46 lat ,ona jest spokojna wycofana ,wstydliwa ,ma problem z otwartą rozmową i mówieniem o uczuciach a ja jestem osobą bardziej energiczną, pewną siebie i bezpośrednią oraz szczerą . Czasami przy kłótniach potrafiłem jak to żona mowi wbić szpile ,nie mogła mnie przegadać itd.
Od 5 lat leczę się na depresje ,nie podjąłem terapii, tylko byłem na tabletkach ,miałem duży mobbing w pracy ,w końcu stamtąd odeszłem, zacząłem pracę w nowym zawodzie i wszystko zaczęło się układać, niestety między nami zaczął się chłód, przestaliśmy ze sobą spędzać czas ,włączyła się rutyna ,dzieci itd ,coraz mniej seksu ,bliskości, wychodzenia razem.
Ostatnie 3 lata skupiliśmy się na wykończeniu domu, więc żadnych urlopów za granicą, bo każdy grosz szedł w dom . Niestety przez moją depresje zmieniłem się z zachowania, zacząłem się wycofywać z życia rodzinnego ,czułem się odrzucony przez moją żonę i dzieci ,szły do kina ja byłem sam ze sobą i nawet juz nie pytała czy chce iść z nimi ,próbowałem rozmawiać z żoną co się dzieje, ale zawsze mówiła, że to moje wymysły i że jest wszystko ok .
Niestety ostatnio miesiąc temu doszło do dużej kłótni między nami ,ja z tej irytacji i przez tą sytuację w domu dużo rzeczy powiedziałem żonie, ale nigdy jej nie wyzwałem itp ,bardziej, że się spakuje i zabiorę w pi.... bardzo to wszystko ją zraniło, na drugi dzień żona pierwszy raz w życiu zaczęła na mnie krzyczeć, też wygarnęła mi dużo rzeczy m.in, że nie wie co do mnie czuje , nie widzi przyszłości ze mną itp ,po czym zakończyła rozmowę i przez dwa tygodnie trzymała mnie za murem bez jakiejkolwiek możliwości komunikacji, co strasznie wykończyło mnie psychicznie ,w tym czasie miałem dużo czasu na przemyślenie swojej sytuacji i zachowania.
Podjąłem terapię u Psychologa i do teraz kontynuuję, zacząłem biegać ,schudłem 10 kg zacząłem walczyć o siebie . Z żoną rozmawialiśmy później na spokojnie na spacerze ,popłakała się i stwierdziła, że mnie nie kocha i że to koniec ,miałem się wyprowadzić, ale zdecydowałem, że tego nie zrobię ,bo też mam prawo być z dziećmi. Minęło 4 tygodnie , pogodziłem się po części sytuacją i skupiałem się dalej na sobie ,przestałem szukać kontaktu z żoną, nie rozmawiałem na nasz temat , poukładałem sobie dużo w głowie, stwierdziłem, że zaczynam życie układać pod siebie jako singiel .
Nagle żona zaczęła robić podchody, być miła ,szukała kontaktu ,pisała , doszło do tego, że mogliśmy normalnie i na spokojnie rozmawiać, podczas rozmowy telefonicznej zaczęła mnie przepraszać,mówić, że dużo błędów sama popełniła i dużo rzeczy powiedziała, żeby mnie zranić, między innymi to, że mnie nie kocha ,(powiedziała to, żebym dał jej spokój.) Wykazałem się empatią i wyciągnąłem rękę, liczyłem, że jest szansa dla nas ,po przemyśleniu stwierdziłem, że chce jeszcze o to zawalczyć, umówiliśmy się na rozmowę po pracy ,żona przyszła już na luzie pewna siebie ,rozmowa wyglądała całkiem inaczej, aniżeli przez telefon ,już stawiała warunki itp ,powiedziałem, że przez te 4 tygodnie miałem dużo czasu aby sobie w głowie poukładać i że widzę w końcu, że mogę żyć sobie sam ,wcześniej nie wyobrażałem sobie tego ,że mam plany, zmiana pracy itp ,ale żonie się chyba to nie spodobało ,na drugi dzień już się zmieniła o 180 stopni ,przestała się starać, powiedziała, że nic ode mnie nie oczekiwała i od tamtej pory nic się nie zmieniła, znów jest zimna obojętna, bez uczuć , nie zależy jej na kontakcie ze mną.
Wyjechałem teraz w poniedziałek do Polski na kilka dni ,przed wyjazdem w niedziele w nocy przyszedłem do niej, obudziłem ją, powiedziałem, że chce porozmawiać ,przyszliśmy do drugiego pokoju ,chciałem jej pokazać, że ją nadal kocham ,zagrałem vabanque,kochaliśmy się i nie odrzuciła mnie, podczas zbliżenia na początku czułe, że też tego chciała ,później bylo to juz jednostronne :( Spaliśmy razem kilka godzin i rozmawialiśmy do rana ,po czym uciekła do drugiego pokoju .
Ja się spakowałem i tego dnia wyjechałem, podczas podróży zapytałem czy tego żałuje, powiedziała, że nie, ale ze za szybko się to potoczyło. Przez tydzień do wczoraj się nie kontaktowaliśmy, wróciłem do domu, miała czas, żeby sobie przemyśleć, niestety nic się nie zmieniło, dalej twierdzi, że jest na początku tej sytuacji, że nie wie co do mnie czuje itp ,ale nie jest tak, że mnie nie kocha ,dalej jest zimna ,obojętna, nie szuka kontaktu.
Ja już mam dosyć tej całej sytuacji i nie daje więcej rady , mimo że ją kocham i chciałem się starać, nie potrafię więcej tego znieść, tej zabawy moimi uczuciami , mam wrażenie, że momentami się już poniżam, okazuje znów uczucia i jest to jednostronne. Chcę się wyprowadzić i rozwieść, było mi łatwiej jak powiedziała, że nie kocha ,teraz znów daje nadzieję, a jednocześnie ją odbiera ,nie wiem co się z moją żoną dzieje ,że się zamknęła tak w sobie, nie wie czy chce się starać o nasz związek ,nie wie czy będzie potrafiła itp., tak mi powiedziała ... a ja już jestem tym zmęczony, trwa to już drugi miesiąc, już nie daje rady ,ostatnie co mi zostało to zrobienie terminu na rozmowę wspólną z psychologiem i zrobiłem termin ,nie widzę już nadziei.
Czy może mi ktoś wytłumaczyć czy żona przez te kłótnie ostatnio mogła faktycznie tak się zamknąć sama w sobie ? i z dnia na dzień stać się taka niedostępna? czy przyczyna leży w osobie trzeciej, bo już jest zaangażowana uczuciami gdzieś indziej .... choć uważa, że nigdy by mnie nie zdradziła. Co mogę jeszcze zrobić, aby do niej dotrzeć? Czy po prostu mam zakończyć nasze małżeństwo i 20 wspólnych lat . Dziekuje za Odpowiedź pozdrawiam.

