
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, związki i relacje
- Przyjaciółka...
Przyjaciółka nadużywa alkoholu, zaprzecza problemowi i odrzuca pomoc – jak sobie z tym poradzić?
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Relacja, w której spędzają Panie ze sobą każdą minutę doby, stała się toksyczną symbiozą, dodatkowo obciążoną chorobą alkoholową przyjaciółki. Proszę zrozumieć, że w tym momencie nie rozmawia Pani z bliską osobą, lecz z jej mechanizmami obronnymi i uzależnieniem. Osoba pijąca zawsze będzie atakować tego, kto próbuje odebrać jej komfort picia, dlatego każda Pani próba pomocy jest odbierana jako agresja.
Wspólne mieszkanie i praca sprawiają, że nie ma Pani gdzie odpocząć od tej sytuacji, co prowadzi do Pani wyczerpania psychicznego. Proszę przyjąć do wiadomości bolesną prawdę: nie pomoże Pani komuś, kto tego nie chce. Pani starania, prośby i tłumaczenia jedynie utwierdzają przyjaciółkę w przekonaniu, że zawsze będzie Pani obok, by sprzątać emocjonalny bałagan po jej piciu.
Jedynym skutecznym sposobem na pomoc osobie uzależnionej jest postawienie twardych granic i pozwolenie jej na poniesienie pełnych konsekwencji swojego zachowania. Jeśli ona twierdzi, że może Pani odejść i że nie potrzebuje tej przyjaźni, powinna Pani zacząć realnie rozważać zmianę miejsca zamieszkania. Odzyskanie własnej przestrzeni i odcięcie się od codziennego obserwowania jej upadku to nie zdrada, lecz ochrona Pani zdrowia psychicznego. Dopóki Pani tam jest i "walczy", ona nie musi nic zmieniać. Dopiero realna strata i konfrontacja z samotnością mogą stać się dla niej impulsem do leczenia, choć i to nie jest gwarantowane. Proszę przestać ratować ją, a zacząć ratować siebie.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Sytuacja, którą Pani opisała, jest bardzo obciążająca emocjonalnie, zwłaszcza że dotyczy bliskiej relacji i wspólnego życia „24h na dobę”. W takiej sytuacji może dojść do przeciążenia i poczucia bezsilności. Warto tutaj zauważyć jednak dwie ważne rzeczy. Niestety, ale nie ma Pani wpływu na to, czy druga osoba uzna problem i będzie chciała coś zmienić, a rozmowy podejmowane w momencie spożycia alkoholu lub zaprzeczania zwykle nie prowadzą do porozumienia, tylko do eskalacji. Z Pani opisu wybrzmiewa pewien schemat: Pani próbuje pomóc i rozmawiać, a przyjaciółka odbiera to jako atak i odrzuca temat. To naturalnie budzi frustrację i napięcie. W takiej sytuacji kluczowe stają się granice, nie kolejne rozmowy „naprawiające”, czyli np.: nie prowadzenie trudnych rozmów, gdy przyjaciółka jest pod wpływem alkoholu, jasne komunikowanie, co jest dla Pani nie do przyjęcia (np. obrażanie, odwracanie ról) oraz zadbanie o własną przestrzeń psychicznie, nawet jeśli mieszkacie razem. Warto też sprawdzić, czy Pani rola nie zaczyna się przesuwać w stronę „ratowania” drugiej osoby kosztem siebie, bo to może prowadzić do poczucia wypalenia i bezsilności. Pomoc specjalisty w tym przypadku mogłaby dotyczyć nie tylko przyjaciółki, ale przede wszystkim Pani, po to, żeby uporządkować granice i zdecydować, co w tej relacji jest dla Pani bezpieczne.
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz
Witold Bomba
To, co Pani opisuje, jest bardzo obciążające – i naturalnym jest pojawienie się frustracji, złości i poczucia bezsilności. Próbuje Pani pomóc komuś bliskiemu, a w zamian dostaje odrzucenie i atak. Z perspektywy klinicznej nie da się „naprawić” drugiej osoby wbrew niej. Jeśli faktycznie wchodzi w grę problem z alkoholem, to jednym z jego mechanizmów jest właśnie: zaprzeczanie („nie mam problemu”),, odwracanie (to „Ty masz problem”), agresja, gdy ktoś to nazywa. To, co Pani robi – rozmowy, próby pomocy – ma sens, ale tylko do pewnego momentu. Dalej wchodzi coś bardzo ważnego: można być wsparciem, ale nie można brać odpowiedzialności za czyjeś życie. W tej chwili wygląda to tak, że Pani coraz bardziej się wyczerpuje, próbuje „ciągnąć” relację sama, zaczyna płacić za to własnym zdrowiem psychicznym. To jest moment na postawienie granic. Obecnie wskazane byłoby nie wchodzić w rozmowy, gdy ona jest pod wpływem, jasno komunikować: „chcę rozmawiać, ale tylko kiedy jesteś trzeźwa i gotowa”,
nie tłumaczyć się w kółko i nie udowadniać, że Pani ma rację oraz rozważyć realnie: czy ta wspólna przestrzeń nie podtrzymuje tego układu kosztem Pani. Czasem największą pomocą dla drugiej osoby jest przestanie jej „amortyzować” konsekwencji. Z kolei to, że Pani myśli o wsparciu psychologicznym, nie jest oznaką „wariowania”, tylko zdrowia. Być może teraz to Pani najbardziej potrzebuje wsparcia, żeby poukładać granice, wyjść z tego przeciążenia i zdecydować, co dalej z tą relacją
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość. Myślę, że Pani znalazła się w bardzo typowej ale też bardzo obciążającej sytuacji: relacja wieloletnia i wspólne mieszkanie i brak granic oraz narastający problem alkoholowy po jednej stronie. W takim układzie często dochodzi do tzw. „zamiany ról” tj. Pani zaczyna być bardziej opiekunem niż przyjaciółką a im bardziej Pani próbuje pomóc, tym większy opór i przerzucanie winy po drugiej stronie. Alkohol dodatkowo wzmacnia ten mechanizm, bo rozmowy na trzeźwo i po alkoholu dają zupełnie inne „wersje rzeczywistości”. Ważne moim zdaniem to: iż Pani nie ma realnej kontroli nad tym, czy ona podejmie leczenie. Może Pani jedynie kontrolować swoje granice. Co zwykle jest ważne w takich sytuacjach:
odejście od „przekonywania” (bo ono się najczęściej wyczerpuje i eskaluje konflikt),
jasne granice typu: „nie rozmawiam, kiedy jesteś pod wpływem”, zadbanie o własne odciążenie psychiczne (bo Pani już jest przeciążona),ewentualnie wsparcie dla siebie (terapia, grupy dla osób bliskich osobom uzależnionym itp.).
Uważam że najtrudniejszy moment to zaakceptowanie, że pomoc nie zawsze oznacza „ratowanie kogoś”, tylko czasem „nie pogłębianie współuzależnienia”.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Marta Lenarczyk
Dzień dobry,
opisuje Pani bardzo obciążającą sytuację, szczególnie dlatego, że łączy Was wiele obszarów życia: wspólne mieszkanie, praca i przyjaźń. Przy takiej intensywności kontaktu napięcie może narastać bardzo szybko.
Nie da się jednoznacznie ocenić na podstawie opisu całej sytuacji i trudności Pani przyjaciółki, ale Pani niepokój o sytuację jest ważny i warto go potraktować poważnie. W rozmowach o alkoholu druga osoba może reagować obronnie, zwłaszcza jeśli nie widzi problemu lub nie jest gotowa na zmianę.
Warto pamiętać, że nie ma Pani pełnego wpływu na to, czy przyjaciółka zdecyduje się coś zmienić. Ma Pani natomiast wpływ na to, jak zadba o siebie w tej sytuacji. Przy tak dużym przeciążeniu pomocne może być stawianie granic np. unikanie rozmów, gdy druga osoba jest pod wpływem alkoholu, czy przerywanie kontaktu, gdy pojawia się obwinianie lub agresja.
Konsultacja psychologiczna lub rozmowa z terapeutą uzależnień może być pomocna także dla Pani, jako osoby, która żyje w tej relacji i doświadcza dużego stresu. To forma wsparcia i zadbania o siebie, a nie oznaka jakiegoś deficytu po Pani stronie.
Jeśli pojawia się poczucie zagrożenia lub sytuacje przekraczające Pani granice, warto w pierwszej kolejności zadbać o własne bezpieczeństwo.
Marta Lenarczyk
Izabela Kuminiak
Dzień dobry.
Z opisu widzę, jak jest Pani zaangażowana w relację z przyjaciółką i chce jej pomóc sugerując konsultację psychologiczną. Ciężko jest mierzyć się z oporem i atakami bliskiej osoby jeśli ona takiej pomocy nie chce .I jeśli problem istotnie dotyczy kontaktów z alkoholem to pomaganie w takiej sytuacji wygląda w odmienny nieco sposób niż tradycyjnie rozumiana przyjacielska pomoc czy wsparcie. Zachęcam by dla siebie skorzystała Pani z rozmowy ze specjalistą, tj. terapeutą uzależnień i dowiedziała się jak najlepiej w takich okolicznościach układać wzajemną relację z przyjaciółką, co jest możliwe , na co może Pani mieć wpływ, a na co nie. I to raczej będzie proces oswajania się z nową sytuacją między Wami niż jedna recepta, która rozwiąże problem jej picia.
Z wyrazami szacunku,
Izabela Kuminiak

Zobacz podobne
Od 2 lat spotykam się z mężczyzną, który ma syna z poprzedniego związku. Matka jego dziecka robi mu ciągle o coś problem np. Że nie zajmuje się dzieckiem, bo pracuje, a jak ma wolne i proponuje, że zabierze syna do siebie, to wymyśla różne wymówki, żeby tylko go nie wziął, albo też mówi, że nie pojawia się w szkole u syna a jak partner chce pójść do szkoły to twierdzi że nauczyciele go nie znają i kategorycznie się nie zgadza itd. Takich sytuacji jest naprawdę wiele. Kontakty mają ustalone przez sąd, a każda próba spotkań z dzieckiem częściej niż zostało to ustalone w sądzie, kończy się odmową ze strony matki. Czasem wydaje mi się że ta osoba czerpie ogromną satysfakcję z tego, że utrudnia mu życie. A ja widzę, jak wiele nerwów kosztują go te ciągłe kłótnie, ale nie potrafię mu pomóc. Nie wiem, jak radzić sobie z takim człowiekiem
Mój facet zrobił ze mnie najgorszą, bezwartościową osobę Czuje się nikim I nie mam chęci do życia. Do tego zaczął mnie bić. Nie ma dnia, bym nie płakała. Ciągle robię wszystko źle i nie tak. Co robić? Błagam, bo już nie mam siły walczyć z nim. Gdyby nie syn, to chyba bym odeszła z tego świata.
Hej, chciałabym porozmawiać z kimś, kto może zmaga lub zmagał się z podobnym problemem.
Aktualnie mam 22 lata, studiuje zaocznie psychologię na 3 roku i bardzo lubię moje studia, wiąże z nimi przyszłość. Marzyłam o studiach dziennych, mieszkaniu w akademiku, życiu studenckim, poznaniu mnóstwa przyjaciół, znalezieniu pracy dorywczej i próbie usamodzielnienia się. Moje życie jednak nie potoczyło się tak jak chciałam, matura nie poszła mi tak jak oczekiwałam, więc musiałam zrobić sobie rok przerwy, podczas którego pracowałam i poprawiłam maturę, aby dostać się na wymarzony kierunek. Jednak nie udało mi się dostać na kierunek dziennie, więc zdecydowałam, że pójdę zaocznie. Nie chciałam już zmieniać trybu, bo naprawdę mi to odpowiadało, ale dalej miałam trochę żal do siebie, że marnuje swoje młode życie i będę żałować. W tygodniu praca, w której nie było osób w moim wieku, więc trudno było tam nawiązać kontakty towarzyskie, a ze znajomymi z poprzednich lat nie mam już kontaktu, więc czułam bardzo dużą samotność i rutynę. Z ludźmi widziałam się tylko w weekend, ale nie nawiązaliśmy jakiegoś głębszego kontaktu.
Zazdroszczę mojej przyjaciółce, że jej życie potoczyło się inaczej niż moje, ona dostała się na studia dzienne, mieszkała w akademiku, do tego pracowała dorywczo, ma paczkę przyjaciół. Ja czuję się o wiele gorsza, mieszkam z rodzicami, dojeżdżam, nie mam paczki przyjaciół i mam wrażenie, że już jest za późno na jakąkolwiek zmianę i bez sensu jest pchać się do akademika, jeśli mam zjazdy w weekend. Myślałam o podjęciu pracy w mieście i mieszkaniu w akademiku, ale nie wiem, czy to nie jest takie "na siłę".
Chciałabym znaleźć jakieś rozwiązanie sensowne dla siebie i porozmawiać z kimś, mającym różne doświadczenia, żeby jakoś spróbować zmienić perspektywę i swoje myślenie, ponieważ cały czas to do mnie wraca i mnie dołuje przez to. Czuję się beznadziejna...mam wrażenie, że zawsze już będę sama...

