Left ArrowWstecz

Córka 18 lat po rozstaniu z chłopakiem w spektrum autyzmu – jak poradzić sobie z jego nowym związkiem?

DZIEN DOBRY. Córka spotykała się z chłopakiem, był bardzo nieśmiały . Okazało się ze jest pod opieką psychologa na terapii. Córka bardzo go wspierała w całej terapii, cieszyła się z każdego sukcesu. Miał wahania nastroju ale zawsze było to spowodowane lekami i nerwowa i beznadzieją sytuacja w domu . Fajnie spędzali czas, uczyli się wszystkiego razem ( pierwszy pocałunek, przytulanie ). Rozmawiał tylko z córką, przy nas mało się otwierał- pomyślałam taki typ. Okazało się ze dostał diagnozę zaburzenia spectrum autyzmu. I Wtedy jeszcze bardziej się wycofał, ale córka nadal go wspierała . Jest na terapii około 4 lat corka nawet sugerowała aby zmienił lekarza bo nie widać było efektów . Aż w końcu córka poddała się , poprosiła o przerwę. (trwała około 2 miesiacy). Potem się spotkali i zadecydowali o rozstaniu. Córka powiedziała ze będzie na niego czekała a on ma nad sobą pracować, tak razem uzgodnili. Nagle okazało się ze on ma nowa, a mi serce pęka . cała robotę terapeutyczną wykonała moja córka…..a teraz tamta spija śmietankę…..nagle zrobił się taki lowelas…..ze nagle z tak nieśmiałego chłopaka zrobił się otwarty na nowa relację. i to tak szybko. jest bardzo zaburzony. Jak sobie z tym poradzić ?? córka lat 18 .
User Forum

MARZENA

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panią,

 

Dziękujemy za wiadomość.Sądzę, że może Pani czuć jednocześnie żal, złość i poczucie niesprawiedliwości, to bardzo naturalne, kiedy ktoś bliski daje tak dużo i nie dostaje tego z powrotem.Widzę też w tym bezradność i ból matki, która chciałaby ochronić córkę przed rozczarowaniem.

Uważam, że najważniejsze teraz to być przy niej z tym wszystkim, co czuje bez ocen, z czułością i spokojem.

 

Też myślę, że warto zadać sobie ważne pytanie: co ja bym potrzebowała dla siebie w tej sytuacji? Przy wspieraniu innych(córki), proszę też nie zapominać o sobie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Marzeno,

to zrozumiałe, że jako matka czuje Pani żal i poczucie niesprawiedliwości, widząc, jak ogromny wysiłek Pani córki zdaje się teraz służyć komuś innemu. Warto jednak spojrzeć na tę sytuację z innej perspektywy: fakt, że ten chłopak tak szybko wszedł w nową relację i zmienił sposób bycia, nie oznacza, że został „uzdrowiony”, a raczej, że stosuje mechanizm ucieczki przed trudnymi emocjami związanymi z rozstaniem lub próbuje maskować swoje deficyty w nowym, nieznanym mu jeszcze środowisku. Osoby w spektrum autyzmu często radzą sobie z bólem poprzez radykalne odcięcie się od przeszłości i sztywne wejście w nową rolę, co z boku może wyglądać na niewdzięczność, ale w rzeczywistości jest formą radzenia sobie z własną bezradnością.

Pani córka, wykazując się taką dojrzałością i empatią w wieku 18 lat, zyskała bezcenne doświadczenie i dowiodła swojej siły charakteru, której nikt jej nie odbierze. Choć teraz czuje Pani, że inna osoba „spija śmietankę”, to proszę pamiętać, że relacja z osobą z tak głębokimi trudnościami i zaburzeniami nastroju jest procesem pełnym wyzwań, które nowa partnerka dopiero zacznie dostrzegać, gdy minie pierwszy etap zauroczenia. Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tą sytuacją jest pomoc córce w przekierowaniu tej ogromnej troski z powrotem na samą siebie i uświadomienie jej, że nie była odpowiedzialna za jego wyleczenie – rola partnerki to nie rola terapeuty. To rozstanie, choć bolesne, uwalnia Pani córkę od ciężaru, który w dłuższej perspektywie mógłby ją emocjonalnie wyczerpać, i otwiera jej drogę do relacji opartej na wzajemności, a nie na ciągłym ratowaniu kogoś innego.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Można zauważyć, że w tej sytuacji opisuje Pani silne poczucie niesprawiedliwości, żalu i bezradności. Odczucia te pojawić się mogły zwłaszcza dlatego, że ma Pani wrażenie, że córka bardzo się zaangażowała emocjonalnie, a efekt tego zaangażowania „posłużył” komuś innemu. To naturalne, że jako rodzic przeżywa Pani to razem z nią.

Warto jednak oddzielić dwie rzeczy. To, że córka wspierała tego chłopaka, było jej wyborem i świadczy o jej wrażliwości, empatii i zdolności do budowania relacji. To są jej zasoby, które nie „znikają”, nawet jeśli ta konkretna relacja się zakończyła. Jednocześnie proces zmiany u drugiej osoby nie jest czymś, co można przypisać jednej osobie - terapia, czas, rozwój i różne doświadczenia nakładają się na siebie.

 

Z perspektywy córki ważne może być teraz skupienie się na sobie - na tym, co przeżywa, jakie ma potrzeby i gdzie są jej granice. Czekanie na kogoś często podtrzymuje przywiązanie i utrudnia domknięcie relacji. Dla Pani z kolei pomocne może być bycie obok niej emocjonalnie - bez oceniania tej sytuacji czy tego chłopaka, bardziej poprzez słuchanie i wzmacnianie jej poczucia własnej wartości, niezależnie od tej relacji.

Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Jest pani matką i tym bardziej widzi Pani cierpienie córki i je podziela. Należy córkę cghronić przed kolejnym zranieniem i byc przy niej w tym trudnym dla niej czasie. W relacji nastolatków i młodych dorosłych wsparcie bywa bardzo nierówne, a druga strona może nie być gotowa na taką bliskość mimo chwilowej poprawy czy otwarcia. Sama diagnoza zaburzeń ze spektrum autyzmu nie wyjaśnia automatycznie wszystkiego, a szybka zmiana w nową relację nie oznacza, że wcześniejsze uczucia córki były „mniej ważne”. To, że córka czuła się za niego odpowiedzialna, mogło ją emocjonalnie wyczerpać, bo w zdrowej relacji obie strony muszą wnosić podobny wysiłek. Warto dać córce prawo do smutku, złości i rozczarowania, bez nacisku na szybkie „zapomnienie”, bo tłumienie emocji zwykle je nasila. Pomaga też ograniczenie kontaktu z byłym chłopakiem i jego nową relacją, przynajmniej na jakiś czas, żeby rana mogła się uspokoić. Dobrze jest też wrócić do rzeczy, które wzmacniają córkę poza tą relacją: przyjaciół, nauki, ruchu, hobby i planów na siebie, a nie na „naprawianie” kogoś innego. Nie warto rozkręcać w domu narracji, że „tamta spija śmietankę”, bo choć to uczucie jest zrozumiałe, córka może wtedy utkwić w poczuciu krzywdy i porównywaniu się. Lepiej też nie sugerować, że on „na pewno oszukał” albo że cała relacja była bez wartości, bo dla córki była prawdziwa i ważna. Jeżeli będzie Pani zbyt mocno bronić córki przed bólem, może ona poczuć, że nie wolno jej przeżyć tego po swojemu.Jeśli przez ponad 2 do 4 tygodnie córka ma wyraźnie obniżony nastrój, problemy ze snem, apetytem, nauką, wycofanie albo mówi, że „nie daje rady”, warto umówić psychologa lub psychoterapeutę młodzieżowego. Pilniej trzeba reagować, jeśli pojawią się myśli o zrobieniu sobie krzywdy, samookaleczenia albo całkowite odcięcie od codziennego funkcjonowania. W takiej sytuacji nie czeka się na „przejdzie samo”, tylko szuka szybkiej pomocy psychiatrycznej lub interwencyjnej.

Najbardziej pomaga spokojna obecność: „Widzę, że bardzo cierpisz, masz do tego prawo, jestem obok”. Proszę nie pytać wielokrotnie o niego i nie analizować każdego szczegółu jego zachowania, bo to zwykle przedłuża ból. Dobrze też zadbać o własne emocje, bo córka będzie się od Pani uczyć, czy ten kryzys jest czymś, co da się przeżyć, czy katastrofą.

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Dzień Dobry, Jak przepracować fakt, że zrobiło się komuś dużą przykrość (nie pomagając odpowiednio kiedy ta osoba potrzebowała tego typu pomocy). Od okresu, w którym ta pomoc powinna się pojawić minęło już ponad pół roku, wydaje mi się że interwencja w tym momencie nie przyniosłaby już dobrych skutków, ale bliska mi osoba wciąż ma poczucie opuszczenia w tym aspekcie. Z jednej strony wiem, że zmiana w tym aspekcie życia by jej pomogła, ale z drugiej nie czuję żebym byłx w stanie wpłynąć na tak szerokie zjawisko i wiele różnych osób. Czuję, że same przeprosiny nic nie dadzą, i jednocześnie gdy próbuje je sformułować to pojawia mi się w głowie lista wymówek (przecież jestem, pomagałxm wtedy tak jak to wydawało mi się, że będzie dobrze, itd), i próby przerzucenia odpowiedzialności na tą bliska osobę albo na innych ludzi. Warto dodać, że ta osoba kiedyś mi pośrednio pomogła właśnie w taki sposób w jaki ja nie pomogłam jej. Chciałxbym ostatecznie *coś* zrobić żeby wynagrodzić tej osobie jej stratę i odpowiednio zadośćuczynić (a co jeśli to tylko próba zagłuszenia wyrzutów sumienia i próba poczucia się lepiej a nie szczera chęć naprawy), ale ciężko mi przejść przez mój własny obraz siebie jako osoby zawsze wspierającej i pomagającej. Jak to przepracować, czym się kierować?
Czy jakikolwiek powód może usprawiedliwić zabieranie innym domownikom pensji?
Dzień dobry. Moja matka zabiera całą pensję swojemu mężowi. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy była związana z moim ojcem, może z tą różnicą, że ojciec oddawał jej pensję z własnej woli, a jej obecny mąż ma co do tego zastrzeżenia. Moja matka usprawiedliwia to skłonnością swojego obecnego męża do trunków. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że jej mąż nie jest uzależniony od alkoholu — pochodzi z rodziny, w której kolokwialnie mówiąc lubią wypić. Gdy kiedyś matka zmusiła obecnego męża do tzw. zaszycia się, on bez problemu przestał pić, nie szukał sposobów ani okazji do picia i nie był ani trochę nerwowy z tego powodu. Po czasie, gdy wszyty preparat przestał działać, oczywiście mąż wrócił do dawnych nawyków. Generalnie pije dość często, ale gdy chce może nie pić. Czy nawet, gdyby był alkoholikiem, to usprawiedliwia zabieranie mu całej pensji? Jeżeli okaże się, że ukrył przed nią gdzieś pieniądze i na przykład matka znajdzie je w kieszeni spodni robiąc pranie, jest okropna awantura. Dodam, że brat, który mieszka z matką również oddaje jej swoją pensję. Podobno robi to dobrowolnie. Gdy chce coś sobie kupić musi prosić ją o swoje pieniądze. Gdy drugi brat mieszkał jeszcze z nimi, matka również wymagała, by się "dokładał do wydatków", ale brat żalił się wielokrotnie, że jej tak naprawdę chodzi o to, by oddawał jej wszystkie pieniądze, a nie ich część. Mam wrażenie, że moja matka jest terrorystką finansową. Czy jakikolwiek powód może usprawiedliwić zabieranie innym domownikom pensji? Albo manipulowanie tak, aby "dobrowolnie" ją oddawali?
Partner z dzieckiem z poprzedniego związku: czy nasze problemy to kryzys czy coś więcej?

Witam, sprawa w moim przypadku wygląda tak, że mój partner ma dziecko z poprzedniego związku. Kontakty z dzieckiem były utrudnione, gdyż jego była zabraniała tego. Od jakiegoś czasu zaczęli się świetnie dogadywać, pisać, rozmawiać przez telefon nawet na tematy niezwiązane z dzieckiem. Ostatnio nawet się spotkali „w interesach” i nic mi nie powiedział, mimo że ja coś podejrzewałam, tłumaczył się tym, że się bał mi powiedzieć, bo byłaby znowu awantura. Mimo zapewnień z jego strony, że nic ich nie łączy, mam cały czas obawy. Spotkania z dzieckiem teraz odbywają się u niej w domu, cały dzień tam jest nawet w święta. Jego wahania nastroju wcale nie ułatwiają mi podejścia do tematu łagodnie, bo raz jest naprawdę wspaniały czuły, zapewnia mnie, a raz po prostu jakby ktoś go podmienił zimny bez uczuć. Jeszcze od tego spotkania i awantury z mojej strony zaczął minimalizować kontakt ze mną. Mówiłam już niejednokrotnie, żeby mnie nie kłamał, mówił całą prawdę to znowu mnie okłamał, bo nie chciał się przyznać, że się spotkali. Nie chce pokazywać wiadomości od niej, bo uważa, że jest to toksyczne zachowanie, gdy go kontroluje. Widzę zmianę zachowania, jest dla mnie zimny bardziej niż wcześniej. Już coraz rzadziej rozmawiamy o planach na przyszłość, wydaje mi się, że coś w nim wygasło, nawet nie słyszę słowa kocham. Czy ja przesadzam z tym, że sprawdzam ten telefon ? Jak mam odebrać takie wahania nastroju , czy ich coś łączy ? Czy przechodzimy kryzys i potrzebuje więcej czasu dla siebie ?

Dyskomfort w związku i obsesyjne myśli dotyczące wyglądu partnerki
Od prawie początku związku mierzę się z dyskomfortem z nim związanym, w poprzednich relacjach miałem podobne objawy, głównie objawiające się tym, że czułem nie zawsze irracjonalne uczucie, ze "to nie to". Obecną relację mam z wieloletnią przyjaciółką, która zawsze mi się podobała, w końcu zostaliśmy parą. Wcześniej nie proponowałem jej relacji bo bałem się, że jeśli się znamy tak długo to nic z tego nie będzie, jednak finalnie samo wyszło. Przez wzgląd na poprzednie relacje oraz łączącą nas przyjaźń bardzo mi zależało, żeby związek był jak najlepszy i żeby nie dopadły mnie takie wątpliwości jak w poprzednich związkach. Początkowo były motyle w brzuchu, które szybko zniknęły, gdy zdałem sobie sprawę że będzie z tego związek. Minęła ekscytacja ze wspólnych rozmów telefonicznych czy pisania na czacie, dosłownie z dnia na dzień co wzbudziło mój lęk. Miałem obawy, czy partnerka będzie miała "to coś", czy nie znudzę się nią, czy będziemy mieć o czym rozmawiać. Z dnia na dzień robiło się to coraz bardziej obsesyjne i myślenie o tym zajmowało większość mojego czasu. Obawy dotyczące wspólnych tematów szybko się rozwiały, a dziewczyna zyskiwała wraz z czasem trwania związku - to dobra, inteligentna osoba, której mogę bezgranicznie zaufać i przy której się nie nudzę. Pojawiły się natomiast obiekcje dotyczące jej wyglądu - mimo że dotychczas mi się podobała i obiektywnie niczego jej nie brakuje, zacząłem dostrzegać wady, które zaczęły się wyolbrzymiać z czasem. Doszło do sytuacji, gdy patrzenie na dziewczynę pod określonym kątem czy w niepełnym oświetleniu potęgowało te uczucia, byłem wtedy bliski ataku paniki. Innym razem nie dostrzegam tych wad i jestem mocno zdziwiony tą nagłą odmianą. Początkowo w momentach, gdy nie dostrzegałem tych wad byłem szczęśliwy, jednak teraz wiem, że za jakiś czas znowu mi zaczną przeszkadzać i koło się zamyka. Obsesyjnie wręcz porównuję ją do innych kobiet, czy to mijanych na ulicy czy na zdjęciach w internecie i zastanawiam się czy z kimś bardziej "w moim typie" byłbym szczęśliwy. W momentach kryzysu mam nawet duże opory przed bliskością fizyczną jak pocałunki czy przytulenie, mam wrażenie, że wtedy dziewczyna to zauważa i jest dla mnie jeszcze bardziej czuła i chce mnie całować co tylko powoduje moją irytację i jestem bliski by niegrzecznie ja odsunąć. Z samym seksem nie ma większych problemów, choć przy nasileniu obaw również nie mam na niego ochotę. Z jednej strony tęsknię gdy nie jesteśmy razem, planuję jak będzie wyglądać nasze wspólne życie, z drugiej - nie jestem w stanie nawet zaplanować wspólnych wakacji, bo boję się, że do czasu wyjazdu już nie wytrzymam tego dyskomfortu i już nie będziemy razem. Awersja do jej wyglądu nasila się w czasie podejmowania ważniejszych decyzji np. o wspólnym zamieszkaniu albo podczas okazji typu urodziny, walentynki. W przeszłości miewałem liczne zaburzenia obsesyjno-kompulsywne oraz objawy hipochondrii. Jakiś czas temu zacząłem zażywać SSRI, co przyniosło mi pewne zmniejszenie nasilenia lęku i dyskomfortu, jednak odczuwam go dalej głównie w związku z wyglądem. Nie wiem dlaczego tak to mi zaczęło przeszkadzać, choć znam ją tyle lat i widziałem ją w różnych sytuacjach i wygląd absolutnie nie miał dla mnie znaczenia. Wiele czasu poświęcam na oglądanie jej zdjęć, na których dokładnie się jej przyglądam i oceniam czy defekty jej wyglądu są na nich widoczne. Bardzo zazdroszczę znajomym, którzy tworzą szczęśliwe związki, a partnerzy/partnerki są w ich oczach coraz bardziej atrakcyjni z czasem. Dobija mnie to jeszcze bardziej, że ja nie jestem w stanie stworzyć takiej relacji. Boję się, że to może znak, że jej nie kocham i należy dać jej szansę poznać kogoś lepszego. Jednak obawiam się, że rozstaniem odrzucę miłość swojego życia i bardzo ją zranię. Z drugiej strony mam wrażenie, że jest to jakaś forma lęku przed przywiązaniem i celowe szukanie dziury w całym. Nie wiem jednak co mogę zrobić by zwalczyć te natrętne myśli i jak przestać przejmować się wadami w wyglądzie partnerki.
Rok temu partner skrzywdził mnie emocjonalnie, od tego momentu męczę się z ogromną zazdrością o niego. Mam ogromny lęk przed opuszczeniem.
Rok temu mój partner zdradził mnie emocjonalnie, do tej pory odczuwam lęk, że to znów zrobi, mimo że on naprawdę się stara. Ja ciągle mu o tym przypominam. Nie chcę tego, ale natłok tych myśli jest okropny, nie potrafię zatrzymać tego w sobie i zaraz mu wypominam jego błąd. Popadałam w jakąś paranoję, widzę w każdym zagrożenie. Partnert uczęszcza na terapię i terapeutką jest kobieta w jego wieku( znajoma z oddziału mojej mamy). Nawet o nią jestem zazdrosna. Po każdej sesji jego coś we mnie pęka, zaczynam kłótnie. Zadaje pytania czy mu się podoba. Ostatnio przed sesją się z nim pokłóciłam i on opowiedział to terapeutce... ( ona kazała mu mieć dystans do mnie) czego troszkę nie rozumiem. Czuję się z tym źle, bo zależy mi na nim i doceniam to jak przez ten rok się starał... Ale ja to wszystko ciągle niszczę,... Ale naprawdę nie potrafię zatrzymać tych myśli, tego strachu przed utratą jego. Dodam, że miałem ciężkie dzieciństwo ( mój ojciec nas zostawił jest alkoholikiem i hazardzistą. Nigdy się mną nie interesował, a wręcz przeciwnie, od dziecka jego rodzina i on znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie) Potem na mojej drodze stanął mój partner, jesteśmy ze sobą 6 lat. I naprawdę bardzo dobrze wspominam te w 6 lat. Tylko ta sytuacja rok temu złamała mnie. Nie chcę być już dłużej taka, chcę do wspierać. Ale ciągle go zawodzę. Czuję, że do niczego się już nie nadaję, że ja już nie jestem tu potrzebna, bo tylko wszystko komplikuję. Proszę o radę, co mam robić w tej sytuacji.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.