
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Córka 18 lat po...
Córka 18 lat po rozstaniu z chłopakiem w spektrum autyzmu – jak poradzić sobie z jego nowym związkiem?
MARZENA
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
Dziękujemy za wiadomość.Sądzę, że może Pani czuć jednocześnie żal, złość i poczucie niesprawiedliwości, to bardzo naturalne, kiedy ktoś bliski daje tak dużo i nie dostaje tego z powrotem.Widzę też w tym bezradność i ból matki, która chciałaby ochronić córkę przed rozczarowaniem.
Uważam, że najważniejsze teraz to być przy niej z tym wszystkim, co czuje bez ocen, z czułością i spokojem.
Też myślę, że warto zadać sobie ważne pytanie: co ja bym potrzebowała dla siebie w tej sytuacji? Przy wspieraniu innych(córki), proszę też nie zapominać o sobie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Pani Marzeno,
to zrozumiałe, że jako matka czuje Pani żal i poczucie niesprawiedliwości, widząc, jak ogromny wysiłek Pani córki zdaje się teraz służyć komuś innemu. Warto jednak spojrzeć na tę sytuację z innej perspektywy: fakt, że ten chłopak tak szybko wszedł w nową relację i zmienił sposób bycia, nie oznacza, że został „uzdrowiony”, a raczej, że stosuje mechanizm ucieczki przed trudnymi emocjami związanymi z rozstaniem lub próbuje maskować swoje deficyty w nowym, nieznanym mu jeszcze środowisku. Osoby w spektrum autyzmu często radzą sobie z bólem poprzez radykalne odcięcie się od przeszłości i sztywne wejście w nową rolę, co z boku może wyglądać na niewdzięczność, ale w rzeczywistości jest formą radzenia sobie z własną bezradnością.
Pani córka, wykazując się taką dojrzałością i empatią w wieku 18 lat, zyskała bezcenne doświadczenie i dowiodła swojej siły charakteru, której nikt jej nie odbierze. Choć teraz czuje Pani, że inna osoba „spija śmietankę”, to proszę pamiętać, że relacja z osobą z tak głębokimi trudnościami i zaburzeniami nastroju jest procesem pełnym wyzwań, które nowa partnerka dopiero zacznie dostrzegać, gdy minie pierwszy etap zauroczenia. Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tą sytuacją jest pomoc córce w przekierowaniu tej ogromnej troski z powrotem na samą siebie i uświadomienie jej, że nie była odpowiedzialna za jego wyleczenie – rola partnerki to nie rola terapeuty. To rozstanie, choć bolesne, uwalnia Pani córkę od ciężaru, który w dłuższej perspektywie mógłby ją emocjonalnie wyczerpać, i otwiera jej drogę do relacji opartej na wzajemności, a nie na ciągłym ratowaniu kogoś innego.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Można zauważyć, że w tej sytuacji opisuje Pani silne poczucie niesprawiedliwości, żalu i bezradności. Odczucia te pojawić się mogły zwłaszcza dlatego, że ma Pani wrażenie, że córka bardzo się zaangażowała emocjonalnie, a efekt tego zaangażowania „posłużył” komuś innemu. To naturalne, że jako rodzic przeżywa Pani to razem z nią.
Warto jednak oddzielić dwie rzeczy. To, że córka wspierała tego chłopaka, było jej wyborem i świadczy o jej wrażliwości, empatii i zdolności do budowania relacji. To są jej zasoby, które nie „znikają”, nawet jeśli ta konkretna relacja się zakończyła. Jednocześnie proces zmiany u drugiej osoby nie jest czymś, co można przypisać jednej osobie - terapia, czas, rozwój i różne doświadczenia nakładają się na siebie.
Z perspektywy córki ważne może być teraz skupienie się na sobie - na tym, co przeżywa, jakie ma potrzeby i gdzie są jej granice. Czekanie na kogoś często podtrzymuje przywiązanie i utrudnia domknięcie relacji. Dla Pani z kolei pomocne może być bycie obok niej emocjonalnie - bez oceniania tej sytuacji czy tego chłopaka, bardziej poprzez słuchanie i wzmacnianie jej poczucia własnej wartości, niezależnie od tej relacji.
Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Jest pani matką i tym bardziej widzi Pani cierpienie córki i je podziela. Należy córkę cghronić przed kolejnym zranieniem i byc przy niej w tym trudnym dla niej czasie. W relacji nastolatków i młodych dorosłych wsparcie bywa bardzo nierówne, a druga strona może nie być gotowa na taką bliskość mimo chwilowej poprawy czy otwarcia. Sama diagnoza zaburzeń ze spektrum autyzmu nie wyjaśnia automatycznie wszystkiego, a szybka zmiana w nową relację nie oznacza, że wcześniejsze uczucia córki były „mniej ważne”. To, że córka czuła się za niego odpowiedzialna, mogło ją emocjonalnie wyczerpać, bo w zdrowej relacji obie strony muszą wnosić podobny wysiłek. Warto dać córce prawo do smutku, złości i rozczarowania, bez nacisku na szybkie „zapomnienie”, bo tłumienie emocji zwykle je nasila. Pomaga też ograniczenie kontaktu z byłym chłopakiem i jego nową relacją, przynajmniej na jakiś czas, żeby rana mogła się uspokoić. Dobrze jest też wrócić do rzeczy, które wzmacniają córkę poza tą relacją: przyjaciół, nauki, ruchu, hobby i planów na siebie, a nie na „naprawianie” kogoś innego. Nie warto rozkręcać w domu narracji, że „tamta spija śmietankę”, bo choć to uczucie jest zrozumiałe, córka może wtedy utkwić w poczuciu krzywdy i porównywaniu się. Lepiej też nie sugerować, że on „na pewno oszukał” albo że cała relacja była bez wartości, bo dla córki była prawdziwa i ważna. Jeżeli będzie Pani zbyt mocno bronić córki przed bólem, może ona poczuć, że nie wolno jej przeżyć tego po swojemu.Jeśli przez ponad 2 do 4 tygodnie córka ma wyraźnie obniżony nastrój, problemy ze snem, apetytem, nauką, wycofanie albo mówi, że „nie daje rady”, warto umówić psychologa lub psychoterapeutę młodzieżowego. Pilniej trzeba reagować, jeśli pojawią się myśli o zrobieniu sobie krzywdy, samookaleczenia albo całkowite odcięcie od codziennego funkcjonowania. W takiej sytuacji nie czeka się na „przejdzie samo”, tylko szuka szybkiej pomocy psychiatrycznej lub interwencyjnej.
Najbardziej pomaga spokojna obecność: „Widzę, że bardzo cierpisz, masz do tego prawo, jestem obok”. Proszę nie pytać wielokrotnie o niego i nie analizować każdego szczegółu jego zachowania, bo to zwykle przedłuża ból. Dobrze też zadbać o własne emocje, bo córka będzie się od Pani uczyć, czy ten kryzys jest czymś, co da się przeżyć, czy katastrofą.

Zobacz podobne
Jestem z chłopakiem od 5 miesięcy, oboje mamy po 19 lat, od jakiegoś czasu zauważyłam, że lekceważy moje emocje, mówię mu, że czuje, że go nie interesuje, bo gdy np. piszemy to ciągle ja go wypytuje co robił dziś, co będzie robił jutro, a on zazwyczaj mnie się o to nie pyta, to odpowiada, że znowu wymyślam i zaczynam. Często tak jest, gdy właśnie mówię mu co czuję lub informuję go o swoich potrzebach, np. gdy pisze mu, że mało dziś rozmawialiśmy i czy możemy to nadrobić ,bo po prostu się stęskniłam to odpowiada coś w stylu: przecież wczoraj się widzieliśmy, o jezu przesadzasz, dramatyzujesz, przecież gadaliśmy rano; a gdy naciskam na niego troszkę bardziej, żeby mnie zrozumiał to powtarza, że go mecze i on chce iść już spać.
Czuję, że lekceważy mnie i moje potrzeby, które dla niego są wymysłem i dramatyzowaniem. Może to ze mną coś nie tak, ale daje mu mnóstwo przestrzeni na kolegów, zainteresowania, czas sam dla siebie, bo wiem, że on potrzebuje tego, a gdy ja powiem lub napiszę mu, że po prostu chciałabym porozmawiać więcej albo spotykać się częściej to robi mi taką jazdę, że sama zaczynam źle się czuć z faktem, że w ogóle coś powiedziałam.
Ja jestem taka, że mogłabym siedzieć z nim non stop, a on mam wrażenie, że jak już siedzimy ze sobą kilka godzin, to jakby chciał uciec już i odpocząć ode mnie (gdy spędzamy razem czas rzadko się kłócimy, okazujemy sobie dużo miłości i czułości, więc nie wiem dlaczego on mnie ma tak dość) boli mnie, że go męczę, chce tylko, aby też spełniał moje potrzeby, co zrobić?
Ponad 3 lata po pierwszym rozwodzie związałam się z mężczyzną 9 lat młodszym. Szybko się wprowadził (nie do końca to była wspólna decyzja), zaskarbił sobie zaufanie dzieci. Był spokojny, małomówny, tolerancyjny. Rodzice jego też nas zaakceptowali. Przeszliśmy razem covid, śmierć mojego Taty. Sprawiła ona, że zawalił mi się świat. Szybko, niemal bez zastanowienia podjęłam decyzję, że tak-to jest ten na resztę życia. I udawałam, że nie widzę, że jest obrażalski nie wiadomo z jakich powodów, że po alkoholu nie jest ok, że najlepiej nie mieć swojego zdania.
Wzięłam Mamę pod swój dach, żeby ją wspierać po śmierci Taty. Zrobiło nam się ciasno, więc decyzja o kupnie domu, wspólny kredyt (mój wkład własny to w zasadzie materiały, wszystkie prawie sprzęty są kupione za pieniądze z darowizny Mamy i spadku). Mąż zadeklarował, że on wszystko zrobi (naprawdę potrafi wszystko). Sytuacja niemal idealna.
Ale zaczął odkrywać swoje oblicze. Skoro już nie mieszkał u mnie, to przestał się kryć ze swoimi socjopatycznymi zachowaniami. Dodam, że mąż jest osobą bardzo inteligentną ze świetną pamięcią. Wyzwiska i groźby z byle powodu- zjeb genetyczny, strzęp, pier..kretynka, Nie tylko po alkoholu. Poniżanie mnie i dzieci, że jesteśmy patusami, że zgnijemy bez niego, że on będzie stał i patrzył jak to wszystko sie wali.
Żale do teściowej tylko wzmogły jej wielką chorobliwą miłość do syna. Była nawet konfrontacja - w której mamunia ostatecznie wygłaskała i wyściskała synusia, bo to my jesteśmy tym złym obozem, a on najcudowniejszy.
I tak cyklicznie sie wszystko powtarzało, moje uczucie wyparowało, kiedy przyskoczył do mnie z nożem. Dlaczego mu na to pozwalałam- nie wiem.
Za chwilę były Święta, wtedy nagle zmarła moja Mama. Mam do siebie ogromny żal, że powiedziałam jej wiele przykrych słów, kierowana fałszywym poczuciem solidarności z panem i władcą.
Niedługo on się zwolnił z pracy, bo miał podjąć lepiej płatną załatwioną przez jego ojca. 4 miesiące siedział na moim utrzymaniu. Teściowie dokładali do kredytu i głaskali po glowie.
Byłam u prawnika, jeszcze rok temu było mnie stać na rozwód z jego pomocą, dziś nie. Kredyt, pożyczka, bo siostra upomniała sie o zachowek.. Wszystkie oszczędności poszły w remont i na utrzymanie domu i rodziny. On o tym dobrze wie, od początku jak powyzywał, pogroził to uciekał pod skrzydła mamusi. A ona cieszyła się z jego obecności i nawet nie zapytała czy mam z czego żyć i czy może mi jakoś pomóc. W końcu jej powiedziałam, że w tym trójkącie ja nie chcę żyć. Niewiele to dało.
Kolejna akcja, kolejna ucieczka, tekst teściowej - że może mu coś powiedziałam skoro sie tak zachował (wyzwiska i link do artykułu, gdzie mąż dusił i zakopał zwłoki żony). Przestałam odbierać telefony od teściowej, prawie miesiąc nie mieszkaliśmy razem. Byłam szczęśliwa, ale i pełna niepokoju o przyszłość. Doradca kredytowy utwierdził mnie w przekonaniu, że nie udźwignę zobowiązań, więc nadal z nim jestem i dzień w dzień myślę co z tym zrobić. Dodam, że syn rozpłakał się przy wychowawczyni, że ojczym mu groził, byłam wzywana do szkoły, niczemu nie zaprzeczyłam, ale powiedziałam, że kontroluję sytuację. Dzieci są dla mnie najważniejsze, córka ma 19 lat i ma lęk społeczny, nie odzywa się do mnie po tym, jak pozwoliłam mu wrócić do domu. Nie chcę kolejnej przeprowadzki, fundować dzieciom i sobie. Całe życie moich rodziców jest włożone w ten dom(pieniążki z darowizny i spadku). Chcę tu zostać, ale uwolnić się od tego socjopaty (sam sie do tego przyznał). Proszę o odpowiedź, czy mamy szansę na normalne życie.

