Już dostępna aplikacja mobilna Twój Psycholog
  • Wygodnie zarządzaj swoimi wizytami
  • Bądź w kontakcie ze swoim terapeutą
  • Twórz zdrowe nawyki z asystentem AI
Aplikacja mobilna
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudna relacja z nastoletnią córką partnera: Jak sobie radzić?

Potrzebuję pomocy. Z moim partnerem jesteśmy razem kilka lat. Ja w tym roku skończę 34 a on 40 lat. Ja nie mam dzieci, on ma córkę nastolatkę z poprzedniego związku, jeszcze za czasów studenckich. Gdy się urodziła, to on wziął urlop dziekański, zajął się córką, by matka dziecka mogła dokończyć studia. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że ma ona romans z kolegą z roku, wyprowadziła się i dziecko zabrała. Ograniczała kontakty, potem lata walki w sądzie, przepychanki itd. Na ten moment od kilku lat jedyny sposób komunikacji pomiędzy rodzicami dziewczynki to smsy. Oboje z moich obserwacji robią sobie na złość, a dziecko od zawsze było kartą przetargową dla rodzicielki. Gdy się poznaliśmy, jego córka miała 9 lat. Od razu się polubiliśmy, spędzaliśmy w trójkę dużo czasu razem. Pewne rzeczy mi nie odpowiadały, jak na przykład to, że mój partner na bardzo dużo jej pozwalał, dosłownie wchodziła mu na głowę. Gdy zwracałam mu delikatnie uwagę, że nie powinien jej na wszystko pozwalać, wszystkiego na zawołanie kupować, to niby to szanował, ale w rzeczywistości ona dalej robiła, co chciała. Zamieszkaliśmy razem po roku u mnie. Młoda dostała swój pokój, my "zamieszkaliśmy" w salonie. Często był płacz, że nie chce wracać do matki, że ojczym i młodsze siostry ją źle traktują, że u nas czuje się lepiej, namawiała ojca, by złożyć dokumenty do sądu, żeby była przy nas. Pomagałam w opiece nad nią, uczyłam jazdy konnej (mam swojego konia i często jeździła ze mną do stajni, bardzo to lubiła). Kupowałam jej ciuchy, bo potrafiła do nas zimą w śniegu przyjechać w dziurawych trampkach, kurtki, czapki, rękawiczki, piżamy, wszystko, co potrzebowała, miała. Zorganizowaliśmy jej komunię. W okresie pandemii partner przepisał ją do prywatnej szkoły, na którą na tamten moment nie było nas stać, ale on uważał, że to zaprocentuje w przyszłości. W finansowaniu szkoły dla młodej pomagała nam jego mama (moja teściowa). Co roku były też wakacje, często za granicą - wszędzie jeździliśmy we trójkę. Często mówiłam, że ją kocham. Naprawdę pokochałam to dziecko, zaakceptowałam, stawałam w jej obronie, gdy coś się działo. To do mnie zadzwoniła, jak pierwszy raz dostała okres, to ja uczyłam ją w łazience, jak zakłada się podpaski i to my kupiliśmy jej pierwsze środki higieniczne. Choć nie ukrywam, że pewne rzeczy mi ciążyły (chociażby to, że nigdy nie byliśmy na romantycznym wyjeździe sami we dwójkę, wakacje zawsze były planowane pod młodą), to akceptowałam sytuację. Nigdy też nie próbowałam zastępować jej matki. Zawsze powtarzałam, że mamę ma się jedną, a my możemy się przyjaźnić. Problemy zaczęły się w 2022 roku. Po kilku latach namowy ze strony córki mój partner zdecydował się złożyć papiery do sądu o zmianę miejsca pobytu dziecka. Młoda coraz gorzej radziła sobie z powrotami do domu matki i ojczyma, błagała wręcz ojca, by złożyć te papiery. W trakcie całej procedury dziecko jednak zmieniło zdanie. Tylko że nam o tym nie powiedziała, tylko zrobiła z mojego partnera totalnego idiotę przed sądem i ośrodkiem, w którym mieli robione testy. Dosłownie jak czytaliśmy opinie z poradni psychologiczno pedagogicznej, to nie wiadomo było czy śmiać się, czy płakać. W międzyczasie pojechaliśmy na wakacje. W pewnym momencie zobaczyłam, że w kosmetyczce ma leki, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Były to silne leki sterydowe na alergię. Wywiązała się awantura, i uważam że mój partner miał rację, bo jakby coś się stało na środku jeziora, to nie wiedzielibyśmy nawet, że przyjęła jakieś leki. Zawsze młoda była z nami bardzo szczera, więc takie zachowanie zbiło nas totalnie z tropu, było to do niej niewiarygodnie niepodobne. Od tego momentu zaczęły się schody. Kolejny rok był dla mnie bardzo nieprzyjemny. Za każdym razem jak młoda do nas przyjeżdżała to niby w żartach mi ubliżała, że jestem stara, jak się zmęczyłam idąc po schodach "no tak, wiek już nie ten, to już starość". Zaczęły się kłótnie z moim partnerem o nią, uważał, że przesadzam, że to tylko dziecko. Pojawiały się kłamstwa, jedno po drugim. Zaczęła ograniczać przyjeżdżanie do nas. Manipulowała i nami i swoją matką wykorzystując to, że jej rodzice ze sobą nie rozmawiają. W weekendy, w które miała być u nas, zaczęła nocować u koleżanek. Przełom nastąpił w kolejne wakacje, kiedy okazało się, że udając, że śpi podsłuchuje nasze rozmowy i wszystko przekazuje swojej matce. Wyszło to na jaw podczas rozprawy w sądzie. W pewnym momencie przy niej rozmawialiśmy już tylko o pogodzie. Po tych wakacjach była już u nas dosłownie z 3 czy 4 razy. W któryś dzień w listopadzie 2023 roku mój partner wyjechał w sprawach służbowych, uprosił mnie by na weekend jego córka mogła przyjść z koleżanką, zrobić sobie nocowanke u nas. Zgodziłam się. W pewnym momencie zamknęły się w łazience i zaczęły bawić się kosmetykami. W tym moimi. Zniszczyły mi kosmetyki, ufajdały całą łazienkę. Powiedziałam, że nie wyjdą na dwór, dopóki tego nie posprzątają. Chciało mi się płakać. Od tamtego momentu powiedziałam, że nie ma wstępu do mojego mieszkania. Partner to uszanował, nie zaprasza jej do nas. Spotykają się na mieście. Po tym jak ośmieszyła go w sądzie, w poradni w trakcie opiniowania, jak mnie obrażała niby w żartach, jak sprzedawała wszystko z naszego życia swojej matce, po tym jak odwdzięczyła się za prywatną szkołę 8 jedynkami na koniec ósmej klasy... (tak, nie dostała się do żadnego liceum w naszym mieście), powiedziałam, że nie chce jej widzieć i o niej słyszeć. W międzyczasie weszła w tzw. narkotykowe towarzystwo i zaczęła znikać na noc. Matka jej w tym wszystkim pobłaża, ponieważ używa dziecka jako tarczy przeciw byłemu partnerowi. Przez ten cały czas dzieciak gnoił wręcz mojego partnera. Krzyki przez telefon, wyzwiska, teksty, że nie jest jej ojcem, kłamstwa, manipulacje itd. Bywało, że przez 3-4 miesiące nie mieli w ogóle kontaktu. Trzy lata temu mój partner ciężko zachorował. Gdy powiedział o tym córce usłyszał, że chorobę sobie wymyślił i na pewno nie jest chory. Żeby sobie z tym wszystkim poradzić, mój partner poszedł na terapię. W listopadzie br. miał wypadek samochodowy. Córka ani razu do niego nie zadzwoniła, ani nie przyjechała go odwiedzić do szpitala. Teraz przed świętami zapytałam go czy planuje jej dac jakiś prezent. Powiedział że ustalił ze swoim terapeutą że jeśli ona wykaże jakąś inicjatywę to tak, da jej jakąś drobnostkę. Okazało się, że zamówił jej prezent za blisko 800 zł. Dla mnie drobnostka to zeszyt, kalendarz, kubek. Usłyszałam, że czepiam się o semantykę, że być może się przejęzyczył z tą "drobnostką". Od momentu, kiedy chodzi na terapię ciągle zasłania się swoim psychoterapeutą. Że wszystko z nim ustala, że wie co robi. Przestałam mu ufać. Poza tym jest cudownym mężczyzną. I gdybym chciała mieć dzieci to byłby najlepszym ojcem we wszechświecie. Na prawdę nie mogę mu nic zarzucić, poza tym, że jak pojawia się temat córki to traci głowę, rozum i pieniądze. Mam dosyć tych wiecznych przepychanek, spraw w sądzie, podwyższania co pół roku alimentów, kłamstw, kłótni... Mam żal o czas z nią spędzany. Uważam że po tym co mam zrobiła nie zasłużyła na nic. Rozmawialiśmy ostatnio dużo o przyszłości, zaręczynach, wspólnym dziecku. Powiedziałam, że dopóki nie domknie spraw związanych z byłą partnerką i córką, to nie mamy o czym rozmawiać. Doradźcie mi, proszę, co robić? P.S. Jestem zdecydowana na terapię dla siebie. Aktualnie szukam specjalisty, który nie powie, że wiedziałam, w co się pakuję, że byłam świadoma, że wchodzę w relację z facetem z dzieckiem.

User Forum

Małgorzata

3 dni temu
Paulina Duda

Paulina Duda

Znajduje się Pani w sytuacji długotrwałego przeciążenia emocjonalnego, w której przez lata brała Pani na siebie rolę opiekunki, mediatora i „bufora” w konflikcie, który nie był Pani konfliktem. Pani reakcje nie są oznaką braku empatii, lecz konsekwencją przekroczonych granic i nagromadzonego żalu. Ważne jest oddzielenie odpowiedzialności: relacja ojciec–córka oraz konflikt z byłą partnerką nie są obszarem, który może lub powinna Pani naprawiać. Ma Pani prawo do bezpieczeństwa emocjonalnego, jasnych zasad oraz do postawienia warunków dalszej relacji. Terapia jest dobrym krokiem – nie po to, by nauczyć się „akceptować więcej”, lecz by odzyskać zaufanie do siebie, nazwać swoje granice i sprawdzić, czy ta relacja w obecnym kształcie jest dla Pani możliwa w komforcie. 


Pozdrawiam
Paulina Duda 

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Mam dwie córki obecnie 18,5 i 17 lat. Starsza w wieku 16 lat urodziła dziecko, ojciec dziecka jest o 9 lat starszy od niej.
Mam dwie córki obecnie 18,5 i 17 lat. Starsza w wieku 16 lat urodziła dziecko, ojciec dziecka jest o 9 lat starszy od niej. Był to dla mnie duży cios psychiczny, nie umiałam sobie tego wybaczyć, że do tego doszło. Zaczęłam się obwiniać, że źle je wychowałam, że za mało czasu im poświęcałam na rozmowę. Dziecko urodziło się zdrowe. Myślałam, że te relacje między mną a partnerem córki jakoś poukładają. Pozwoliłam, aby zamieszkał z nami, ale cały czas nie mogę się jednak z tym pogodzić, co się stało. Ona kończy teraz liceum, musi się uczyć, a jemu to najlepiej siedzi się w domu. Mnie bardzo to denerwuje, że do pracy nie idzie A dzieckiem ma kto się zająć. Przez to jego zachowanie i nieodpowiedzialne podejście często kłócę się z córką i zawsze kończy się to tym, że ma pretensje do mnie, że nigdy jej nie kochałam, nie rozmawiałam z nią. Chciałabym żyć w zgodzie z nimi, ale to jest silniejsze ode mnie. Mam przez ciągłe poczucie winy. Często mi się płacze wieczorami, mam wrażenie, że oni widzą we mnie wroga, bo często się wtrącam, a wydaje mi się, że źle nie robię, każą mi się leczyć. Wydaje mi się, że ja wszystko robię dobrze, a tak naprawdę to chyba życie przegrałam, pomimo że mam pracę męża, który zresztą nigdy mnie nie wspierał. I wszystko się tak nałożyło. Czasami myślę, że sobie z tym już nie radzę. Nie wiem, co mam robić.
Mam 7-letnie dziecko, które od 6 lat wychowuje bez jej ojca
Mam 7-letnie dziecko, które od 6 lat wychowuje bez jej ojca (rozstaliśmy się, jak miało rok), od roku jestem z obecnym partnerem, z którym moje dziecko ma dobry kontakt. Z ojcem biologicznym ma sporadyczny kontakt z racji braku jego chęci inicjowania kontaktu. Zauważyłam u dziecka niepokojące zachowania: przed pójściem spać potrafi kilkanaście razy chodzić do toalety i nie zrobić siusiu (w nocy budzi się bardzo rzadko), często po zjedzeniu posiłku po ok.1h już woła, że jest głodne (ciężko odmówić, a to skutkuje tym, że dziecko robi się pulchne), niechętnie siada do nauki mimo różnych form motywacji, od jakiegoś czasu ma własny pokój i odnoszę wrażenie, że nie odpowiada to dziecku, bo wszystkie zabawy czy nawet naukę przenosi do salonu/kuchni lub do mojej sypialni, ciągle uważa, że się nudzi, bardzo ciężko znosi odmowę, na wszystko reaguje płaczem, wymuszaniem. Psycholog stwierdził, że dziecko dostaje zbyt mało uwagi od matki, czyli ode mnie. Pracuje z dzieckiem bardzo dużo, poświęcam jej dużo czasu i uwagi, a mimo to problemy wyżej wymienione nie znikają. Niedawno też przeprowadziliśmy się ,co jest dodatkowym stresem dla dziecka, choć z niczym nie zostawiam go samego- z żadnym problemem czy pytaniem, czy nawet poznaniem nowych rówieśników. W czym może być problem? Co mogę zrobić, żeby zatrzymać rozwój tych symptomów? Proszę o poradę.
Trafiłam do nieodpowiedniej dla mnie szkoły, jednak rodzice nie uważają mojej dużej trudności za problem
Witam, dwa dni temu zaczęłam szkołę ponadpodstawową. Bardzo chciałabym iść do liceum a dostałam się do technikum , w którym już od pierwszego dnia jestem traktowana przez innych bez szacunku. Jestem po prostu inna niż wszyscy. Mam inne priorytety i nie potrafię zgrywać głupka tylko po to, by mieć znajomych.Osoby z klasy nie są na moim poziomie, a w szkole też nie widzę normalnego towarzystwa, które nie pije i nie pali. Ze względu, iż jest początek września chcę zmienić szkołę. Jeżeli nie byłoby żadnego już miejsca w liceum i nie chcieli mnie przyjąć, mam zamiar zmienić nawet na inne technikum. Tylko, że moi rodzice po pierwsze nie wierzą w moje możliwości (czyli, że dostałabym się do jakiegoś liceum) oraz lekko bagatelizują moje uczucia i cały czas mówią, iż gdzieś indziej może być tylko gorzej.Nie mam pojęcia, jak do nich przemówić, by zdecydowali się na przeniesienie mnie do innej szkoły, bo naprawdę to dopiero dwa dni a ja nie chcę tam chodzić i czuję się tam okropnie.
Jak radzić sobie, gdy coś, co sprawiało radość, już jej nie daje?
Witam, mam na imię Ania i mam 14 lat. Jak poradzić sobie, gdy coś, co kiedyś sprawiało mi radość, teraz jej nie daje, nie lubię tego lub szybko się tym nudzę/tracę zainteresowanie?
Jak poradzić sobie z kompleksami i niskim poczuciem własnej wartości w wieku 16 lat?

Mam 16 lat, ogromne kompleksy na punkcie wyglądu, wydaję setki złotych na ubrania, ponieważ wszystko, co na siebie założę, wydaje mi się, że źle na mnie leży, pomimo że inni mówią, że wszystko jest ok, cały czas czuję, że ktoś mnie obserwuje i wyszydza, znajomi wytykają mi, że użalam się na sobą, jestem egoistyczny i nie potrafię się kłócić, przez co zawszę przegrywam kłótnie, nigdy nie byłem jakoś lubiany, wszędzie spada na mnie krytyka i hejt, że jestem leniwy, że nie spełniam oczekiwań innych, nigdy nie miałem relacji z żadną dziewczyną, czego dramatycznie pragnę, większość czasu spędzam sam w domu, ponieważ mieszkam na zadupiu bez żadnych dzieci. Uciekam w świat muzyki, co wprowadza mnie w pewien trans, wyobrażam sobie, że żyje życiem, jakim chciałbym żyć. Czasami chce mi się płakać, ale wiem, że wtedy byłbym zwykłą ciotą i użalał się nad sobą, bo przecież inni mają gorzej. Pieniędzy w moim życiu mi nie brakuje. Nie umiem skończyć żadnej rzeczy, wszystko tylko napoczynam, nie potrafię nawiązać normalnej relacji z kimkolwiek, jak tylko to zrobię, zachowuję się dziwnie, bo boję się, że go stracę. Czuję, że nie zasługuję, żeby żyć, bo jestem złą osobą. W podstawówce dokuczałem jednej z osób z klasy, było to chyba równomierne z tym, jak moi rodzice się rozwodzili. Zawsze byłem tym dziwnym, mniej więcej do czasu 1 klasy liceum, gdzie w końcu znalazłem normalnych znajomych, ale tu też czuję się wyalienowany. Każdy wokół mnie ma już doświadczenie z dziewczynami, ja nigdy nie miałem, zacząłem już wątpić, że kiedykolwiek to nastąpi, bo wiem, kim jestem, próbowałem się zmienić wiele razy, ale nie mogę. Już wiele osób się ode mnie odwraca. Już nie daję rady. Nawet w jedynej rzeczy dla której żyję - grze na gitarze, nie wychodzi mi satysfakcjonująco. Mam wiele kompleksów na punkcie swojego wyglądu. Nie potrafię ich przemóc. Mówią, że mam duże ego i niskie poczucie własnej wartości. Chyba to wszystko mi się należy, bo przecież złych ludzi spotyka kara.

Rozwój osobisty

Rozwój osobisty - jak skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele

Chcesz skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele? Poznaj kluczowe aspekty rozwoju osobistego, które pomogą Ci w realizacji Twoich ambicji. Dowiedz się, jak wykorzystać swój potencjał i stać się najlepszą wersją siebie!