Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy samotność może wpływać na zdrowie psychiczne?

Czy samotność może wpływać na zdrowie psychiczne?
Małgorzata Plata

Małgorzata Plata

Szanowny Panie Mateuszu,

Samotność to stan, który nie musi mieć cokolwiek wspólnego z byciem samemu. Bywa, że ludzie czują się samotni, mimo że są w relacjach (mają partnera, rodzinę i znajomych) i może być tak, że mimo braku tych bliskich, nie jesteśmy samotni. Ma to miejsce wtedy, gdy akceptujemy siebie i traktujemy siebie jako swojego najlepszego przyjaciela, wówczas, nawet gdy chwilowo nie jesteśmy w relacji, odczuwamy dobrostan psychiczny. Zatem wiele zależy od tego, jaką mamy relację z samym sobą. Jeśli jest ona oparta na samoakceptacji, możemy nie odczuwać problemów natury emocjonalnej. Natomiast w sytuacji, gdy jesteśmy w relacji, lecz nie jesteśmy w niej szczęśliwi, szczególnie gdy ma ona charakter toksyczny, wówczas to może mieć wpływ na nasze funkcjonowanie psychiczne. Zatem problem jest złożony, Panie Mateuszu. 

Pozdrawiam serdecznie.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Maciejewicz

Karolina Maciejewicz

Hej Mateusz, 

 

Oczywiście. Oto bardziej profesjonalna wersja odpowiedzi:

Tak, przewlekła samotność może mieć istotny wpływ na zdrowie psychiczne. Badania wskazują, że stan ten zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń nastroju, takich jak depresja i zaburzenia lękowe, a także może prowadzić do obniżenia funkcjonowania poznawczego i emocjonalnego. Samotność sprzyja także przewlekłemu stresowi, deregulacji osi HPA (układ podwzgórze–przysadka–nadnercza) oraz pogorszeniu jakości snu. W ujęciu psychologicznym pełni rolę czynnika ryzyka dla rozwoju szeregu trudności adaptacyjnych i obniżonego dobrostanu psychicznego.

 

Z pozdrowieniami, 

Karolina Maciejewicz 

Katarzyna Ujek

Katarzyna Ujek

Dzień Dobry, 

 

Tak, samotność może mieć duży wpływ na zdrowie psychiczne — i to nie tylko wtedy, gdy trwa długo.

Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebujemy bliskości, rozmowy, poczucia, że jesteśmy ważni dla kogoś. Kiedy tego brakuje, nasz układ nerwowy zaczyna działać inaczej — możemy odczuwać większy lęk, napięcie, smutek. Pojawia się poczucie pustki, a z czasem nawet depresja.

Długotrwała samotność potrafi też zaburzyć naszą samoocenę – zaczynamy wierzyć, że „coś z nami jest nie tak”, skoro nie ma wokół nikogo. To błędne koło, które coraz mocniej odcina od innych.

Ale warto też pamiętać: samotność to nie to samo co bycie samemu. Można być samemu i czuć się spokojnie, dobrze, w kontakcie ze sobą. A można być wśród ludzi i czuć się bardzo samotnie.

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Katarzyna Ujek - psychoterapeutka w Zdrowie Emocjonalne.com

Anastazja Zawiślak

Anastazja Zawiślak

Tak, samotność może znacząco wpływać na zdrowie psychiczne. Gdy przez dłuższy czas brakuje nam bliskich, wspierających relacji, rośnie ryzyko depresji, lęku, przewlekłego stresu, a nawet problemów ze snem czy odpornością. Mózg człowieka potrzebuje kontaktu z innymi, by czuć się bezpiecznie – w jego braku układ nerwowy działa w trybie podwyższonej czujności, co z czasem wyczerpuje organizm. Choć samotność boli, można z nią pracować. Nawet krótkie rozmowy, kontakt z grupą, wolontariat czy pielęgnowanie relacji z jedną osobą potrafią stopniowo poprawić samopoczucie. Warto też zauważać własne potrzeby i nie bać się sięgnąć po wsparcie psychologa, gdy samotność zaczyna nas przytłaczać. 

 

Anastazja Zawiślak,

Psycholog

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Tak, samotność może znacząco wpływać na zdrowie psychiczne. Długotrwała izolacja może prowadzić do poczucia smutku, obniżenia nastroju, lęku, a nawet depresji. Brak wsparcia i kontaktu z innymi może utrudniać radzenie sobie z trudnościami i obniżać poczucie własnej wartości. Ważne jest, aby znaleźć sposób na budowanie relacji, nawet jeśli nie są one intensywne – czasem wystarczy rozmowa, drobne interakcje czy aktywności, które łączą z innymi. Jeśli samotność staje się przytłaczająca, warto poszukać wsparcia, np. u terapeuty.

Katarzyna Gołębiewska

Katarzyna Gołębiewska

Dzień dobry,

 

Oczywiście, że samotność może wpływać na zdrowie psychiczne. Wszystko zależy od tego, jak samotność ma się: do poczucia bycia samemu, do poczucia opuszczenia, do poczucia braku wsparcia, do poczucia oddalenia, i innych kwestii. W samotności kryje się tęsknota za drugim człowiekiem, a raczej za relacją, z drugą osobą, która z jakiegoś powodu jest istotna. Warto się zatem zastanowić nad funkcją i postacią samotności w życiu i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: Jeśli nie będzie samotności, to co się pojawi? To często pytanie, które może ukierunkować za zaopiekowanie się zdrowiem psychicznym, a przynajmniej jego wybranym obszarem.

 

Pozdrawiam

Katarzyna Gołębiewska

Psycholog i psychoterapeuta

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Partnerka często się obraża, nie zamienia ze mną słowa, kiedy ja się staram. Co się dzieje?
Mam 52 lata, jestem rok z moją partnerką. Wspaniała kobieta. Jednak (nie lubię tego słowa) jak mamy gdzieś wyjechać na weekend lub jak jest jakaś uroczystość domowa lub jak zaplanujemy sobie jakiś wyjazd lub jak jest np. sylwester lub Nowy Rok to za każdym takim razem ona znajdzie jakiś powód, żeby się obrazić, coś "wyciągnąć", żeby pojawiły się ciche dni, cokolwiek - nie zmyję talerza, wypiję jedno piwo za dużo. Już sam nie wiem, chciałem zabrać ją do Buska Zdroju na długi weekend czerwcowy, chciałem, żebyśmy pojechali do Wiednia i Budapesztu, teraz Sylwester i Nowy Rok..... W Sylwestra przesiedziała 8 godzin i zamieniliśmy dwa (dosłownie dwa zdania) zdania. Cały Nowy Rok przespała w łóżku. Dzisiaj znowu foch, już trzeci dzień. Ja już powiedziałem sobie, że nie będę reagował na takie zachowanie, tym bardziej, że moja partnerka jest w moim wieku. Co to jest ? I tak zawsze jak gdzieś mamy wyjechać. Chodzi, chodzi, aż coś wychodzi. Jak myślę sobie, że mamy za kilka dni na przykład moje imieniny lub jej urodziny to wiem, że zaraz coś wymyśli, żeby chodzić z fochem. Albo jak mieliśmy w poprzednim roku wyjechać na kilka dni na urlop to okazało się, że ona sobie sama pojedzie i nie obraź się Grzegorz. Ja nie wiem jaka to gra.Może ktoś z Was mi podpowie?Tydzień temu jak siedzieliśmy i rozmawialiśmy w fotelach to ustalaliśmy termin naszego ślubu, Grzegorz kocham Cię wiesz ? I nikomu Ciebie nie oddam...... Wiesz ? A od Sylwestra nos na kwintę i tak ta "muszelka" się pozamykała, że nic z tym nie da się zrobić.
Uzależnienie partnera od pornografii a zaufanie w związku - co robić gdy partner chce się zmienić?

Jestem z moim partnerem od roku, tydzień temu się dowiedziałam, że jest uzależniony od pornografii od 3 lat i robi to notorycznie, mimo że na samym początku relacji powiedziałam mu, że dla mnie oglądanie takich rzeczy to zdrada i koniec związku a mimo to robił. Partner chce się zmienić, umówił się do specjalisty, ale wizyta jest dopiero za miesiąc, tylko ja sama nie wiem, co robić, czuję, że przez ten cały czas mnie nie szanował a myśl o tym, że podniecał się innymi kobietami, mnie obrzydza, nie potrafię postrzegać go już normalnie tylko jak zwierzę które nie potrafi nad sobą zapanować, mimo jego chęci zmiany nie umiem mu zaufać, wzięłam dostęp do jego wszystkich mediów, a nawet założyłam mu kontrolę na telefon, żeby tego nie oglądał, boję się, że przy pierwszej lepszej okazji i tak wymyśli sposób i to zrobi

Nieoczekiwany atak płaczu podczas kłótni – co może być przyczyną?
Dzień dobry, ostatnio miałam niekontrolowany atak płaczu, nie mogłam nic powiedzieć, bo zaraz przepona wołała o wdech, a w gardle czułam gulę. Wdech był szybszy i dłuższy niż wydech, trochę jak czkawka. Gdy zatkałam usta i nos to wcale nie przechodziło, było jeszcze gorzej. Przez bardzo długi czas nie mogłam się uspokoić, nawet gdy zostałam przytulona dopóki nie przeszło. Potem przez resztę dnia łzy samoistnie leciały albo jeszcze płakałam. Bardzo dawno tak nie miałam, ostatni raz może 10 lat temu lub więcej, w dzieciństwie. Nigdy nie zastanawiałam się co to za stan, natomiast jak teraz powrócił, chciałabym wiedzieć. Zadziało się to podczas kłótni, w dzieciństwie również w sytuacji kłótni ( niekoniecznie takiej w której czynnie brałam udział).
Rozwód po burzliwym związku z ADHD i lękowym stylem przywiązania – czy jest szansa na powrót?
Moja historia jest taka: ja z adhd i lękowym stylem przywiązania, ona- unikająca konfliktów, wysoko wrażliwa, uciekając w ciszę w reakcji na problem. Poznaliśmy się na tinderze, po 5 dniach ona zamieszkała u mnie, po pół roku wzięliśmy ślub. Dla nas obojga to było drugie małżeństwo. Mamy dzieci z pierwszych małżeństw. Ja miałem wówczas 45 ona 36lat. Przeszliśmy przez toksyczne relacje, mamy traumy związane z domem rodzinnym, u niej toksyczna matka i alkohol, u mnie bicie i brak uczuć. Było energetycznie- dużo miłości, tęsknoty, bliskości, seksu. Ona bardzo atrakcyjna, zawsze dużo facetów wokoło- współpracowników, podwykonawców, szefów, prezesów. I do tego moja zazdrość. I adhd. Próby terapii, leki, interwencje kryzysowe. Na początku jej wsparcie. Ale kiedy doszły nieporozumienia wynikające z adhd wpadliśmy w błędne koło. Ja słuchałem i nie słyszałem, albo słyszałem nie to, co ona mówiła. Każde nieporozumienie to jej milczenia. A ja, lękowy widziałem wszystko na jej twarzy. I regulowałem się tym. I im więcej było milczenia tym ja bardziej się frustrowałem. A że dawałem w związku dużo, czasem ponad moje siły- sprzątanie, gotowanie, wożenia, czekanie, przywożenia, każde zadanie wykonane zanim ona pomyśli, śniadania do łózka…a przy tym brak umiejętności komunikacji. Ja każdy problem chciałem rozwiązać natychmiast, tu i teraz, rozmową, presją, pytaniami. Ona wpadała w milczenie, nie chciała rozmawiać, odebrać telefonu po kłótni… I coraz częstsze moje frustracje- bo nie rozumiem, bo daje i nie dostaję, i coraz więcej ciszy z jej strony. Pod koniec grudnia odeszła. Złożyła wniosek rozwodowy. Wyprowadziła się. Powiedziała, że nie daje rady, że nie dźwiga, tym bardziej, że ja nie chce się zmieniać. Mówiła, że płakała i krzyczał do mnie w swojej głowie. A ja wolałem, żeby krzyczała do mnie, waląc mnie pięściami. Wtedy nie miałbym wątpliwości… Kolejne 4 miesiące to był czas jej ambiwalencji. Powroty do kontaktu i cisza naprzemiennie. Płacz na widok mnie na wideo i chłód kiedy pytałem, czy wróci. Bolesne słowa w odpowiedzi na moje prośby, i pytanie jak się czuję kiedy ja nie odzywałem się pierwszy. Kilka spotkań. Ja poszedłem na terapię, wróciłem do leków na adhd, ostawiłem alkohol, poszedłem ma siłownię. Ona jednego dnia mówiła że tęskni, że brakuje jej seksu i bliskości, że jest jej bardzo źle, że próbuje myśleć, że to skończone, innego dnia - nie tęskni, uważa nasz związek za zmarnowany czas, cieszy się życiem i na pewno nie wróci. Miesiąc temu nastąpiła próba powrotu. Trwa tydzień. Dużo rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, ona widziała , że ja rozumiem nasze problemy, płakała, ale bała się zostać na noc bo wiedziała, że kiedy zostanie to wróci, a nie chce. Jeszcze nie. Wyznała, że zapisała się na tindera, poznała kogoś, poszła na kilka spotkań, ale kiedy zaczął napierać zablokowała go. Miedzy nami było lepiej… Ale kiedy próbuję w kinie wziąć ją za rękę, ona ochłodziła kontakt. Po tygodniu mówi, że nie umie wrócić, że za bardzo boi się, że wróci to, od czego uciekła, że nie umie zapomnieć jaki byłem kiedyś, że to ostateczne, przemyślane i definitywne. Prosi o przyjaźń. Ale ja nie potrafię. Kocham ją. Ona wie, że w takiej sytuacji musze zniknąć, odciąć się, bo ból jest za duży. Znikam. Nie potrafię być obok i patrzeć jak ona się oddala. Tym bardziej, że powiedziała mi, ze jeśli będę walczył, będzie musiała mnie zablokować. Kiedy pytam, czy mnie kocha- bo nigdy po rozstaniu nie powiedziała że nie, odpowiada- chyba nie. Znikam na 3 tygodnie. Ona prosi jeszcze abym jej nie blokował. 3dni temu odbyła rozprawa rozwodowa. Było smutno, ale nie ugięła się. Dostaliśmy rozwód. Miała łzy w oczach. Prosiła o przyjaźń, której ostatecznie odmówiłem. Chcę zachować w pamięci obraz nas szczęśliwych a nie patrzeć z boku, jak układa sobie życie beze mnie. Bo wiem, że jeśli zobaczę ją z innym rozpadnę się na kawałki. Jeszcze w sądzie, kiedy sędzia pytała, kiedy ustało uczucie, ona nie wiedziała co powiedzieć. Dociśnięta powiedziała, że nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Ja to rozumiem, bo podając datę, musiałaby przyznać, że uczucie wygasło. Tymczasem ono nadal jest. Byliśmy razem 4 lata. I co teraz? Koniec? Początek? Ja nie rezygnuję z terapii i leków, ona sama powiedziała niedawno, że imponuje jej moja zmiana. Ale jej ból i strach przede mną, jaki byłem kiedyś, zły , sfrustrowany, nieobecny jest silniejszy od miłości. Jest na to jeszcze jakaś rada?
Dzień dobry, mam 32 lata, partner 33.
Dzień dobry, mam 32 lata, partner 33. Wkrótce zamieszkam z partnerem (jesteśmy razem ponad dwa lata), który nie chce spać w jednym pomieszczeniu, nie mówiąc już o jednym łóżku. Nie ma ku temu jasnego powodu, ponieważ nie chrapię, śpię bardzo spokojnie. Nie potrzebuję przytulać się w nocy, preferuję osobne spanie tzn. z własną kołdrą i bez przytulania. Ważne jest jednak dla mnie spanie razem, w jednym łóżku. Ma to na mnie pozytywny wpływ, zasypiam bez problemu i wydaje mi się, że jestem bardziej zrelaksowana. Spanie z parterem jest dla mnie czymś naturalnym i oczywistym. Dziwne jest dla mnie podejście partnera. Mówi, że sen jest dla niego najważniejszy w życiu i woli spać sam. Od lat przyzwyczajony jest do spania samemu, choć nie do końca, ponieważ śpi z psem. Ten fakt bardziej powoduje u mnie poczucie odrzucenia, ponieważ wiem, że woli spać z psem i przytulić się do niego. Partner deklaruje, ze będzie starał się spać razem, ale wiem, że to tylko słowa, nie podejmuje sam takich prób. Oprócz tego otwarcie mówi, że nie lubi się przytulać do ludzi, również do mnie. Nie czuje takiej potrzeby. Przytula natomiast ciągle swojego psa. To również jest dla mnie bolesne, ale staram się zrozumieć, chyba nie każdy musi lubić przytulanie z ludźmi... Jest to dla mnie trudne, ponieważ sama jestem osobą czułą i bliskość jest dla mnie ważną. Partner nie wyznaje również żadnych uczuć, nie używa słowa: kocham Cię, mówi tak tylko do swojego psa. Uważa, że wobec ludzi słowo "kocham" dla niego nic nie znaczy i nigdy go nie używał. Partner nie jest więc dla mnie czuły, nie czuje potrzeby przytulania, uczucia kieruje do swojego psa, ale podkreśla, że chce być ze mną i jestem dla niego ważną oraz tłumaczy się, że nigdy nie wyznawał miłości ludziom i nigdy nie przytulał się do ludzi, nie był przytulany przez innych. Wspominam o tym, żeby móc lepiej nakreślić sytuacje i opisać zachowanie partnera. Czy powinnam zrozumieć postawę partnera i znaleźć kompromis? Byłabym wdzięczna za sugestie. Pozdrawiam serdecznie
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.