Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Turnus rehabilitacyjny z ZUS a lęk o reakcję szefa i utratę pracy – jak podjąć decyzję?

Mam pewien problem z którym nie umiem sobie poradzić. Niestety dostałam od ZUS skierowanie na turnus rehabilitacyjny nad morze. Z powodów moich problemów ciągle L4 oraz inne podobne rzeczy skierował mnie na 24 dni kalendarzowe. Nie wiem co zrobić ponieważ jestem zatrudniona na umowę o pracę. Mój kierownik nie bardzo przychylnie patrzy na L4 zwykle się wkurza jak bierze się na 1 lub kilka dni. Nie wiem czy przesunąć termin turnusu czy pojechać w wyznaczonym. Nie ukrywam że praca jaką wykonuje jest ciężka fizycznie na magazynie. Wcześniejsza moja praca było też magazynier lecz wtedy sporo chorowałam miałam zwykle górne i dolne drogi oddechowe chore i dość częste L4. Z racji faktu że były częste L4 ZUS wysyła mnie na 3.5 tygodnia na sanatorium. Nie ukrywam, że troszkę ubolewam z tym bo to łaczy się z kolejnym L4 dość długim...
User Forum

Anonimowo

mniej niż godzinę temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, wydaje mi się, że jest Pani w konflikcie wewnętrznym: z jednej strony chciałaby Pani skorzystać z możliwości podreperowania zdrowia na turnusie w sanatorium, z drugiej boi się Pani oceny szefa i konsekwencji w pracy. Wydaje się, że pobyt w sanatorium - choć jednorazowo wyłączy Panią z aktywości zawodowej aż na 24 dni, to jednak długofalowo ma sprawić, że będzie Pani chorowała rzadziej,a co za tym idzie L4 też będą rzadsze. Oczywiście nie jest to żadną gwarancją, ale myślę, że jest to argument do rozmowy z szefem, który może Pani rozważyć. Na pewno warto też oszacować, co może się wydarzyć negatywnego w pracy, jeśli skorzysta Pani z wyjazdu. Czego obawia się Pani najbardziej? Jakie konsekwencje mogą wiązać się z tą decyzją, a jakie będą, jeśli Pani nie wyjedzie w wyznaczonym terminie? Czy są jeszcze inne obawy, które ma Pani odnośnie tego długiego L4 albo wyjazdu w ogóle? Warto zastanowić się nad korzyściami i konsekwencjami obu wyborów.

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Dzień dobry,

Słyszę w Pani słowach bardzo silne rozdarcie pomiędzy troską o swoje zdrowie a poczuciem winy i lękiem związanym z pracą zawodową. Ta sytuacja stawia Panią w trudnym położeniu, gdzie z jednej strony ma Pani oficjalne uzasadnienie potrzeby regeneracji, a z drugiej – silny wewnętrzny nacisk, by sprostać oczekiwaniom w miejscu pracy.

Warto przyjrzeć się tym emocjom, które towarzyszą Pani przy myśleniu o tym wyjeździe. Z jednej strony pojawia się u Pani „ubolewanie” nad koniecznością pójścia na kolejne zwolnienie, co sugeruje, że czuje się Pani bardzo odpowiedzialna za swoją rolę w firmie. Z drugiej strony, praca na magazynie jest ciężka fizycznie, co przy Pani historii chorób dróg oddechowych stanowi zapewne ogromne obciążenie dla organizmu. Ten lęk przed reakcją kierownika wydaje się dominować nad Pani własną potrzebą dojścia do zdrowia. Warto zadać sobie pytanie: co ten lęk mówi o Pani poczuciu bezpieczeństwa w obecnym miejscu pracy?

Często w takich sytuacjach pojawia się myśl, że chorowanie jest „złe” lub że jest formą zawodu sprawionego innym. Używa Pani określenia, że kierownik „się wkurza”. To powoduje, że Pani proces leczenia jest obarczony stresem, który paradoksalnie może pogarszać Pani stan zdrowia. Proszę zauważyć, że to skierowanie z ZUS nie jest Pani „wymysłem” ani urlopem, lecz decyzją instytucji, która uznała, że Pani organizm wymaga naprawy, aby mogła Pani w ogóle dalej pracować.

Praca fizyczna, zwłaszcza po wcześniejszych częstych infekcjach, wymaga pełnej sprawności. Sanatorium ma służyć temu, by zapobiec trwałej utracie zdolności do pracy. Wyjazd na 24 dni to inwestycja w to, by w przyszłości te „krótkie L4”, które tak irytują kierownika, przestały być konieczne. Czy rozważała Pani ten wyjazd jako szansę na to, by w końcu przestać czuć się winną z powodu ciągłych infekcji?

Obawa przed „długim L4” często również wynika z tego, jak postrzegamy siebie jako pracowników. Czy czuje Pani, że Pani wartość w pracy zależy wyłącznie od tego, czy jest Pani obecna każdego dnia, niezależnie od kosztów zdrowotnych? To poczucie bycia „pod ostrzałem” z powodu choroby jest niezwykle wyczerpujące psychicznie.

To, co czuje Pani teraz – ta niepewność i chęć przesunięcia terminu – może być wyrazem próby ochrony relacji z pracodawcą kosztem własnych zasobów. Jednak regeneracja układu oddechowego i odpoczynek od ciężkiej pracy fizycznej to coś, na co Pani organizm wyraźnie czeka, co potwierdza decyzja ZUS.

Gdyby na chwilę odsunęła Pani na bok lęk przed reakcją kierownika i pomyślała tylko o swoim ciele i oddechu – jak bardzo potrzebują one tych 24 dni spokoju nad morzem?

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Pani sytuacja wiąże się z dużym stresem wynikającym z lojalności wobec pracodawcy i lęku przed jego reakcją, ale warto spojrzeć na to z perspektywy Pani zdrowia i obowiązujących przepisów. Skierowanie z ZUS w ramach prewencji rentowej nie jest zwykłym zwolnieniem lekarskim, lecz szansą na to, by dzięki intensywnej rehabilitacji mogła Pani dalej pracować fizycznie i uniknąć poważniejszych problemów zdrowotnych w przyszłości.

To, że kierownik nieprzychylnie patrzy na krótkie L4, jest trudną dynamiką w zespole, jednak 24-dniowy turnus rehabilitacyjny to procedura systemowa, na którą ma Pani pełne prawo. Wyjazd do sanatorium z ZUS odbywa się właśnie w ramach zwolnienia lekarskiego, a Pani głównym obowiązkiem jest dostarczenie orzeczenia o potrzebie rehabilitacji do zakładu pracy. Próba przesuwania terminu często kończy się długim oczekiwaniem na kolejną propozycję, co tylko odwleka moment zadbania o organizm, który przy ciężkiej pracy na magazynie jest szczególnie eksploatowany.

Proszę pamiętać, że Pani zdrowie jest fundamentem Pani aktywności zawodowej – jeśli teraz zrezygnuje Pani z regeneracji, ryzyko dłuższych i bardziej skomplikowanych chorób w przyszłości znacznie wzrasta. Rozmowa z kierownikiem, choć stresująca, może zostać przeprowadzona w sposób rzeczowy: warto podkreślić, że turnus ma na celu poprawę Pani kondycji, by mogła Pani rzadziej chorować i wydajniej pracować po powrocie. Dbanie o siebie w tej sytuacji nie jest przejawem braku zaangażowania, lecz odpowiedzialności za swoją zdolność do pracy w dłuższej perspektywie.

 

Pomyślności

Bożena Nagórska

3 miesiące temu
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Dzień dobry,

rozumiem, że znajduje się Pani w trudnym położeniu, próbując pogodzić troskę o własne zdrowie z poczuciem obowiązku zawodowego oraz obawą przed reakcją przełożonego. To naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się napięcie..

Czy istnieje możliwość spokojnej rozmowy z kierownikiem o tym, że ten wyjazd jest niezbędny, by mogła Pani pracować efektywniej w przyszłości?

Czy myślała Pani o tym, że podreperowanie zdrowia teraz może zmniejszyć liczbę krótkich L4 w przyszłości, co ostatecznie mogłoby uspokoić Pani relację z kierownikiem?

Pozdrawiam,

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Szanowna Pani

 

Nie musi się Pani niczego obawiać. Zdrowie jest priorytetem, a  na dodatek chronią panią przepisy, więc proszę się nie stresować zachowaniem szefa. Z tego co rozumiem, Pani choroba wynika z charakteru ciężkiej pracy, którą Pani wykonuje. Tutaj nie ma przestrzeni na przekładanie terminów itd. gdyż wiąże się to z ryzykiem pogłębienia objawów. Zdrowie mamy jedno, ono musi zawsze być na pierwszym miejscu. 

3 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pani przeżywa, to zderzenie dwóch ważnych rzeczy: zdrowia i obaw o pracę. Nic dziwnego, że pojawia się wahanie i stres.

Z jednej strony jest presja ze strony przełożonego i lęk przed jego reakcją, z drugiej - fakt, że skierowanie nie pojawiło się „bez powodu”, tylko jako odpowiedź na Pani stan zdrowia i wcześniejsze trudności.

To, że czuje Pani opór przed kolejnym L4, jest zrozumiałe, szczególnie przy takiej atmosferze w pracy. Jednocześnie to sygnał, jak duże znaczenie ma dla Pani ta praca i jak bardzo stara się Pani „wytrzymać”.

Może być pomocne zatrzymanie się przy pytaniu, co w dłuższej perspektywie jest dla Pani ważniejsze - jak Pani funkcjonuje zdrowotnie i fizycznie, czy unikanie reakcji przełożonego tu i teraz.

To trudna decyzja, ale widać, że bierze Pani pod uwagę obie strony tej sytuacji.

Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Partner ani razu nie zadzwonił do mnie i syna, gdy byliśmy na wyjeździe. Cieszył się, że wyjeżdżam i powiedział, że mogę wracać, kiedy mi się chce.
Witam . Jestem z synem na wakacjach. Mój partner od czasu mojego wyjazdu ani razu do mnie nie zadzwonił, nie zapytał o syna jak się czuje i jak mu jest na wakacjach nic zero. Przed wyjazdem bardzo się cieszył, że jadę tak jakby nie mógł się tego doczekać aż wyjadę . Cztery razy pytał się mnie kiedy wracam . To tak wyglądało jakby chciał się upewnić, ponieważ zapewnie miał coś zaplanowane, a żebym go nie nakryła dlatego zapytał kiedy wracam, by swój plan zakończyć w dzień przyjazdu . Ale wracając do tematu opisanego tuż na początku. Przed wyjazdem wspomniałam partnerowi, że jeśli będzie chciał porozmawiać to niech dzwoni w każdej chwili. Powiedział, że to ja mam do niego dzwonić, on dzwonić nie będzie, bo nie chce przeszkadzać. Jak wspomniałam wcześniej .Oczywiście dla mnie to bujda na resorach i kolejne jego kłamstwo, bo kiedyś mieszkałam u rodziców i dzwonił normalnie, nawet rozmawialiśmy po 8h dziennie i jakoś mu to nie przeszkadzało, że mieszkam z rodzicami, a teraz nagle stwierdził, że nie będzie dzwonił, bo nie chce przeszkadzać. Ja rozumiem, że jestem mu obojętna , bo po ostatniej rozmowie telefonicznej właśnie tak to brzmiało, ale żeby nie zadzwonić i nie zapytać o syna to już kpina. I on twierdzi, że w jego uczuciach do mnie nic się nie zmieniło. Jasne. Ja to widzę inaczej niż on. Jeśli ktoś naprawdę kocha to nie będzie szukał wymówek, żeby nie zadzwonić. Jeśli komuś zależy na rodzinie, to zawsze znajdzie czas by zadzwonić i zapytać jak leci nawet na 5 minut. Od czasu wyjazdu to ja ciągle dzwonię, a jemu nawet 15 minut szkoda na to by zapytać jak się dziecko czuje, ponieważ się ciekawsze zajęcia niż zapytanie o dziecko. Jestem na niego wściekła. Po ostatnim moim telefonie do niego tylko poczułam gorzki smak w ustach kiedy zapytałam jak sobie radzi to powiedział cytuje,, świetnie sobie radzę a prosić Cie nie będę, żebyś wróciła, możesz siedzieć ile chcesz możesz wracać. nie wracać jak chcesz,, Po rozmowie napisałam mu smsa, ponieważ nie miałam ochoty rozmawiać z nim przez telefon cytuje,, jest mi bardzo przykro z tego co powiedziałeś na koniec rozmowy. Widać, że Twoja miłość została zastąpiona obojętnością. Dziękuję za szczerość,, po czym tydzień już z nim nie rozmawiam. W piątek napisałam mu tylko smsa, że zadzwonię w sobotę, czyli dziś i to wszystko. Szczerze ręce mi się pocą jak mam do jego dzwonić czy przypadkiem nasza rozmowa nie skończy się kolejny raz takim ekscesem, jaki miał miejsce tydzień temu. Ja wszystko rozumiem, ale żeby nie zadzwonić i nie zapytać chociażby o syna jak się czuje czy zdrowy jak spędza wakacje. Normalny mężczyzna, który troszczy się o swoją rodzinę i zależy mu na niej zadzwoniłby i zapytał czy wszystko jest w porządku, a tutaj nie ma nic, żadnego zainteresowania. Jeśli miałabym opisać w kilku słowach to co teraz czuję i to co czułam po rozmowie z nim, to byłoby to smutek, złość, niedowierzanie i niepewność relacji. Czuję, że coś jest nie tak. Mam obawy co do związku. Boję się nawet mu wspomnieć o tym co czuje, ponieważ powie, że przesadzam, że coś mi się wydaje, a co gorsza może dojść do kłótni, jak kiedyś kiedy zaczęłam wspominać mu o moich odczuciach.
Rozstanie i rozwód z powodu ADHD i lękowego stylu przywiązania - jak sobie radzić?
Moja żona odeszła. Mam adhd i lekowy styl przywiązania. Zamęczyłem ją swoja szybkością, przerywaniem, frustracją, czytaniem i interpretacją jej zachowań i szeregiem innych pomniejszych, meczących sytuacji. Mówiła, że nie umie ze mną rozmawiać. I kiedy ja reagowałem na ciszę ( bo MUSZĘ wiedzieć) większa frustracją ona zapadała się w większe milczenie. Kiedy życia nie przytłaczał ten głaz adhd/presji/emocji itp. było dobrze. Żona tęskniła za mną, byliśmy blisko. Przez 4 lata związku było wiele pięknych chwil, ale równie dużo przytłaczającej ciszy i mijania się. Aż wreszcie odeszła- wyprowadziła się podczas mojej nieobecności. Wiem, że okropnie dużo ją to kosztowało. Kiedy rozmawialiśmy na wideo, a ja nic jeszcze nie wiedziałem, prawie płakała. Widziałem, że coś jest nie tak. Wysłała mi wtedy sporo filmów pokazujących w jakim jest stanie. Tylko tak potrafiła mi to powiedzieć. Reagowałem, obiecywałem ale to na nic się zdało. Kiedy wróciłem, jej już nie było. Napisała, że nie wytrzymała, nie udźwignęła. Mimo że jeszcze 2 miesiące temu byliśmy blisko- miałem takie wrażenie, ale ona magazynowała w sobie te wszystkie traumy i cały ból naszej relacji. Przez 3 tygodnie po wyprowadzce było nawet ciepło. Pisaliśmy do siebie, ona codziennie pytała o naszego psa, pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a po moim dłuższym milczeniu zapytała nawet, czy tak dobrze znoszę rozstanie i czy dobrze mi bez niej. Wtedy ja niestety ( teraz to wiem) zmiękłem i napisałem, że się trzymam, ale kocham i tęsknię. Ona na to, że już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. To bardzo zabolało, bo ja wolałbym, żeby krzyczała do mnie, biła po twarzy, najlepiej w deszczu ( taka moja głowa)...Ale po tym wyznaniu ona była na swojej terapii i kolejnego dnia odcięła się. Życzyła mi wszystkiego najlepszego i żebym pracował nad sobą bo takiego mnie, jakiego ona znała żadna kobieta nie zechce. To cholernie boli- moja najważniejsza osoba na świecie sugeruje, że mógłbym być z kimś innym. Wytłumaczyłem sobie, że to efekt terapii, że ona tak się musiała zachować, żeby się nie rozsypać, i mi nie dawać nadziei. Od paru dni nie pytała nawet o psa. Nie wiem co ze sobą zrobić. Zacząłem terapię, poszedłem biegać, odstawiłem alkohol. Termin rozwodu za 3 miesiące. Chciałbym jej pokazać zmianę, ale skoro nie ma kontaktu? Będę walczył, ale teraz chyba w ciszy. Rozpadłem się na kawałki. Czy ona tęskni, czy to rzeczywiście poza i zbroja? Czy jest jeszcze szansa? Co robić przez te 3 miesiące do rozwodu? A może nie buntować się? Skoro ślub nie dał nam szczęścia to rozwód może nam go paradoksalnie dać?
Zostałem odrzucony przez kogoś, kogo nadal kocham. Przez to odrzucenie czuję wrogość i złość
Dzień dobry. Zostałem odrzucony przez kogoś, kogo nadal kocham. Przez to odrzucenie czuję wrogość i złość oraz niesprawiedliwość do otaczającego mnie świata oraz ludzi. Chciałbym, żeby było tak, jak przed zakochaniem - byłem wtedy spokojny, miły do ludzi i lubiłem ludzi oraz świat/swoje życie. W jaki sposób powrócić do tego, co było przed nieszczęśliwym zakochaniem? Dziękuję za każdą sugestię.
Zmagam się z OCD i silnie zmiennym nastrojem. Myślę, że to ChAD. Trwa to już bardzo długo.
Witam! Mam 21 lat i już od 16 roku życia mam stwierdzoną nerwice lękową, ale do sedna. Zaczęło się około czerwiec, lipiec 2022 roku. Pamiętam, że w tamtym okresie czułam się cudownie, miałam w sobie takiego 'powera', zawsze myślałam, że to dlatego, że wyszłam z toksycznego związku i odżywam na nowo. Nie były to dziwne zachowania, czułam większą pewność siebie itd i wszystko było w porządku. Zaś przyszedł wrzesień i była MASAKRA. Potrafiłam leżeć cały dzień w łóżku i płakać, nie brać kąpieli przez nawet dwa tygodnie i chodzić w tych samych ubraniach. Nie interesowało mnie nic. Byłam ja i swoja udręka i wtedy nie widziałam nic w tym złego... Trwało to dosyć długo, ale w październiku zaczęłam dochodzić do siebie, ale odeszło jedno i przyszło drugie. Zaczęłam mieć natrętne myśli i zachowania, robienie czegoś po parę razy, aby było dobrze w mojej głowie. Typowe zachowania zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. I wtedy też nie wiedziałam co mi dolega i postanowiłam udać się do psychologa. Niestety był to straszny niewypał, Pani chyba myślała, że robię sobie z niej żarty i na koniec wizyty powiedziała coś w stylu ' mam nadzieję, że na następnej wizycie już nie będzie Pani tak robić'. Dokładnie też nie pamiętam, gdyż jak wspomniałam wcześniej, nie był to najlepszy okres. Oczywiście już nigdy nie zjawiłam się w gabinecie tej Pani. I jakoś tak żyłam przez następnie miesiące i się do tego w jakiś sposób przyzwyczaiłam. Z października stał się czerwiec (przez te miesiące nadal dokuczały mi te kompulsje) i zmarła moja babcia. Już od tygodnia wcześniej miałam znowu nawrót tego, co było we wrześniu, takie stany depresyjne. Miesiąc po śmierci babci czułam się jakby nic się nie stało. Wiem, że brzmi to strasznie, ale wtedy nie miałam o tym pojęcia. Byłam pewna, że to już za mną. Wydawałam wtedy dużo pieniędzy, chodziłam na imprezy, koncerty, wyjazdy. Wydawało się to świetne. Nie miałam żadnych zachowań, które były ryzykowne i niebezpieczne, po prostu czułam się zdrowa i szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, jakbym cudownie ozdrowiała. I to również sobie trwało przez jakiś czas i znowu bum. Niechęć do życia, płacz, mogę wymieniać, a wymieniać... Powtórka z rozrywki. Po tym złym okresie, tak to nazywam, był okres normalny, czyli żyje nadal z OCD, ale jest stabilnie. Wreszcie zdecydowałam się na psychologa. Drugie podejście. Stało się to w styczniu już tego roku ( opisane wydarzenia dzieją się od czerwiec, lipiec 2022 do teraz, czyli kwiecień 2024). Pierwsza wizyta u psychologa i zdiagnozowano i OCD i nerwica lękowa, z którą już żyje bardzo długo. Również było coś mówione o ChAD, ale raczej to nie miało być to. I zgłosiłam się tam właśnie dlatego, że miałam taki inny dziwny stan, czyli bałam się pójść spać bo wydawało mi się, że dom się spali i potrafiłam nie spać całe noce, żeby czuwać. Wydawało mi się, że widzę jakieś zjawy, duchy i odgłosy, ale nie w głowie tylko np. w pokoju. Teraz sama nie wiem czy moja głowa robiła to specjalnie czy nie.. Bałam się jeździć samochodem, że kogoś potrące i zrobię mu krzywdę oraz miałam dziwne napady złości, nie często, ale coś było. Raz chciałam iść z nożem poprzecinać opony, byle tylko nie jeżdzić samochodem i działo się to w ataku paniki. Nie do końca to pamiętałam i mama mi to pózniej opowiadała.. I zaraz niedługo po tym okresie, jakoś w lutym znowu czułam się dziwnie. Potrafiłam śmiać się z rzeczy, które dla których nawet nie były śmieszne, nie skończyłam mówić jednego i zaczęłam mówić już coś innego, śpiewałam dużo i miałam energie, ale były to krótkie stany około paru minut i trwało około tydzień i gdy skończyłam np się z czegoś śmiać to czułam, że coś jest nie tak, że normalnie się tak nie zachowuje. W tym czasie była myśl o hospitalizacji mnie, do czego nie doszło. Teraz mamy kwiecień, dzisiaj byłam na pierwszej wizycie u psychiatry, która jak mi się zdaje też myśli czy nie jest to choroba afektywna dwubiegunowa, że któryś z tych zdarzeń była to hipomania Zostały przepisane mi leki. Parogen i stabilizator lamotrix. Teraz muszę obserwować, jak się będę czuć i zachowywać. Pewnie nie wszystko opisałam i może wydawać się to straszne o czym zdaje sobie sprawę. Niestety moja głowa nie daje sobie powiedzieć, że naprawdę mogę być chora na ChAD. Cały dzień myślę i jest to dla mnie trudne i jest mi również przykro bo wiem, że nie jestem już tą samą osobą co dwa lata temu. Czuję się strasznie. Nie mam też dużego wsparcia ani nikogo komu mogłabym się wygadać... Boję się jak myślę, że któryś z tych stanów może nawrócić. Nie mam też dużej wiedzy o tej chorobie co również daje mi kolejny powód do stresu. Jeżeli ktoś dotrwał do końca, proszę o rade, cokolwiek. Wiem tez, że nie każdy jest tutaj lekarzem, ale może ma wiedze i wypowie się coś na ten przypadek. Życzę dużo siły każdemu, z czymkolwiek się zmaga!!!!
Chłopak ukrywał przede mną drugi związek, aktualnie jesteśmy razem. On nie potrafi sobie poradzić z poczuciem winy, tym, co zrobił mnie i jak postąpił. Mam wrażenie, że przeze mnie nie radzi sobie. Mam go zostawić dla jego dobra?
Witam. W wielkim skrócie pisząc: chłopak miał dziewczynę, z którą mieszkał, w między czasie poznał mnie. Ukrywał to przez 8 miesięcy. W końcu sie wydało, dzięki mnie. Po wielu burzliwych sytuacjach i jego upartości jesteśmy razem, ze względu na to, że bardzo się kochamy. Tak, to co się stało bardzo mnie boli, że nie potrafił się uwolnić z tamtego związku, o którym nie wiedziałam. Jednak staramy się to odbudować. Chłopak stara się jak może, żeby było między nami dobrze, ale sam nie potrafi sobie wybaczyć tego, jak postąpił, że kłamał i nie zakończył tamtego związku, jak trzeba, i że wydarzyło się tyle złych sytuacji. Choć nie pokazuje tego ciągle to gryzie go sumienie za to, co mi zrobił. Moje pytanie brzmi czy na pewno jestem odpowiednią osobą, której on, jak twierdzi, potrzebuje? Bo czasami się zastanawiam czy nie łatwiej byłoby mu z inną, nową osobą, której nic nie zrobił. Może ja mu przypominam o jego błędzie i dlatego nie potrafi sobie z tym poradzić? Czy da się takie coś naprawić? Ja sama staram się jak mogę, żeby nam się ułożyło, pomimo moich obaw, że zrobi coś takiego znowu...oboje się staramy, bo się kochamy, ale czasami najzwyczajniej w świecie człowiek traci moc..
pracoholizm

Pracoholizm - przyczyny, objawy i skuteczne metody wsparcia

Praca pochłania cię bez reszty? Trudno ci się od niej oderwać nawet po godzinach? Możesz być pracoholikiem. Poznaj przyczyny, skutki i metody leczenia tego zjawiska. Dowiedz się, jak rozpoznać pracoholizm i odzyskać równowagę życiową.