Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Uważam się za osobę bardzo samoświadomą.

Uważam się za osobę bardzo samoświadomą. Niedawno zdałam sobie sprawę, że siedzi we mnie problem, którego chciałabym się pozbyć - otóż co jakiś czas powraca do mnie widmo mojego byłego z czasów liceum. Nasza relacja zakończyła się 8 lat temu, a mi nadal od czasu do czasu wracają emocje, które czułam, gdy byłam jeszcze nastolatką. Chciałabym zgłębić temat zamykania tego typu rozdziałów w życiu i zdobywanie tzw. "closure". Czy mają Państwo do polecenia literaturę lub poradniki na ten temat? Wiem, że bez tego nie ruszę dalej, a na terapię chwilowo mnie nie stać... Z góry dziękuję!
Anna Krokosz

Anna Krokosz

Warto skorzystać z książek, których tematem jest “Mindfulness”, w ten sposób skupi się Pani bardziej na byciu w “tu i teraz”, zamiast na rozpamiętywaniu przeszłości. Na chwilę może to pomóc. Natomiast książki prawdopodobnie nie rozwiążą problemu, ponieważ skoro temat byłego chłopaka ciągle wraca, to znaczy, że ten temat jest dla Pani bardzo ważny - warto się przyjrzeć temu, dlaczego jest taki ważny. Być może tamten chłopak dawał Pani to, czego teraz brakuje w Pani życiu, a być może powód jest jeszcze inny. Warto się temu przyjrzeć na terapii, aby skutecznie rozwiązać ten problem, dzięki czemu będzie Pani mogła ruszyć dalej.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Jak wspierać partnerkę po traumie przemocy seksualnej? Martwię się o naszą relację

Witam. Od miesiąca jestem w związku ze świetną dziewczyną, z którą rozumiemy się bez słów i oboje uważamy, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Jak się poznawaliśmy to dowiedziałem się, że jest ofiarą przemocy seksualnej. Mimo to czuła się przy mnie bezpiecznie i jakiś czas temu doszło między nami do pierwszej inicjacji seksualnej. Oboje tego chcieliśmy, to było nagłe, ale byliśmy z tego zadowoleni. Po niemal tygodniu widzieliśmy się i mi uświadomiła, że to nie moja wina, ale po prostu nie czuje się bezpiecznie, kocha mnie, ale aktualnie ma doła. Ewidentnie jakikolwiek dotyk jest dla niej bolesny emocjonalnie i niekomfortowy. Martwię się o nią, bo jest załamana. Kocha mnie, a ja nie chcę jej stracić. Wiem, że chodzi do terapeuty w Warszawie i pomogło jej to bardzo, a ja od jej traumy jestem pierwszym mężczyzną i po prostu boję się, że relacja się zakończy mimo miłości. Co mam robić? Czy należy dać jej czas i wszystko samo wróci do normy? Potrzebuję rady.

Jak stłumić w sobie zaborczość strach i lęk przed utratą męża
Jak stłumić w sobie zaborczość strach i lęk przed utratą męża i rodziny przy trudnym dzieciństwie i pobycie 10 lat w domu dziecka, pochodząc z rodziny bardzo patologicznej, jak nie bać się życia i tego, że stracę coś, czego nigdy nie miałam.... Rodziny
Załamanie nerwowe: Problemy ze snem, kofeina, nikotyna i trudności w związku
Mam straszne załamanie nerwowe Co powiesz 18 spotkamy A nadal spisz bez biustonosza 16 wracam wieczorem 17 jde na mecz18 spotkamy się okPrzytyj trocheNie dobrzeSchudkasGdzie spisz cało noc I nie wiem czy potym wszystkim co zrobił mi wrucic do niego jest bardzo źle zemna 4 papierosy wypalilam juz I bardzo mocna kawe i dużo kofeiny pie I energetyki i nie śpię całe noce
Jak pomóc bratu zmagającemu się z depresją, uzależnieniem i problemami w relacjach?
Witam, mam brata bliźniaka i oboje mamy po 26 lat obecnie. Nasze osobowości i charaktery mimo że były od zawsze podobne to z wiekiem coraz bardziej się różnią. I niby w tym nie byłoby nic dziwnego ale to jak mój brat się od jakiegoś czasu zachowuje jest co najmniej dziwne. Ale po kolei. Zacznę od tego że mniej więcej 1,5 roku temu uczęszczał do psychologa, który stwierdził mu depresję. A z kolei 2 lata temu zakończył toksyczny 5 letni związek z dziewczyną. W tym związku on nie był szanowany, często ta dziewczyna grała mu na uczuciach i potrafiła o naprawdę pierdoły się obrażać na parę dni. On był psychicznie strasznie wyniszczony a po zerwaniu jeszcze bardziej pogorszył swój stan. Zaczął bardzo nadużywać alkoholu (mimo że kiedyś był abstynentem). Zaczął chorobliwie często kłamać, nawet w sytuacjach kiedy wcale kłamać nie musi. Często na proste pytania odpowiada ,,Niewiem,, albo wręcz wkurzać się że ktoś mu pytanie zadaje. Potrafi w jednym momencie być duszą towarzystwa a godzinę później wkurza się na wszystko i wszystkich. Dużo bardzo kradnie, najczęściej pieniądze, jedzenie i alkohol. A jak ktoś się na niego wkurzy bo został okradziony to on nie widzi w tym nic złego a nawet sam dziwi się dlaczego ktoś się na niego wkurza, dosłownie tak jakby nie widział w swoim zachowaniu nic złego. Lub nawet ,,przeczekuje,, moment jak ktoś się na niego wkurza, bo on ma podejście że sobie chwile ten ktoś pogada, powkurza się a potem sobie pójdzie i sprawa zalatwiona.(Wiem że tak ma bo nawet przyznał mi się do tego) Stał się również bardzo przemądrzały. Poucza wszystkich dookoła, wszystkich ocenia a swoich wad nie widzi, we wszystkim twierdzi że robi to lepiej, że on zawsze wie lepiej (Często w sposób nerwowy i prowokujący). Totalnie nie potrafi komuś przyznać racji, albo nawet poprostu zgodzić się z czyimś zdaniem lub opinią. Nawet jak ktoś na serio ma bardziej sensowne argumenty to on i tak nie przyzna racji, trochę jakby uważał to za słabość. A jak jest sytuacja że ktoś coś nie wie a on akurat wie to strasznie na siłę stara się robić z tej osoby głupka (również w sposób bardzo nerwowy i prowokujący). Doszło do tego że ja nawet już nie chce mu zbytnio pytań zadawać jak coś niewiem, bo nie mam ochoty cały czas słuchać jego przemądrzałości. Często się czepia o totalne błahostki, które nawet go nie dotyczą. Potrafił mnie pouczać w sprawie pracy mimo że on nigdzie nie pracuje już od dłuższego czasu. Moi rodzice, znajomi, moja dziewczyna a nawet ja, zaczynamy mieć go naprawdę dość. Moi koledzy wprost mówią że uważają go za dziwnego i nie za bardzo chcą go gdziekolwiek zapraszać, a ja dosłownie pierwszy raz w życiu na poważnie się zastanawiam czy się od niego odciąć, przynajmniej na jakiś czas. Jeszcze dodam że ma on (według mnie chorobliwego) bzika na punkcie męskości i kontaktami z dziewczynami (mimo że śmiałości do kobiet to on nie ma), dosłownie jakby to był jego najważniejszy cel w życiu, i nie raz po rozmowie z nim odnosiłem wrażenie że on się czuje gorszy od innych bo nie ma dziewczyny. Dosłownie każdy aspekt jego życia wiąże się z dziewczynami. Przykłady: Gadamy sobie o jakimś filmie i on mówi że jakieś tam zachowanie aktora jest uważane za seksi dla dziewczyn. On musi koniecznie ubierać się w jeden ten sam outfit bo na to najbardziej lecą dziewczyny. On musi jeść to i to a tego i tego koniecznie unikać bo w ten sposób będzie miał więcej testosteronu itp itd. Jak raz byłem apropo czegoś niezdecydowany, to mnie pouczał że nie mogę być niezdecydowany bo tego dziewczyny nie lubią. No i oczywiście wiadomo często poucza mnie jak mam do własnej dziewczyny podchodzić a moją dziewczynę z kolei też się o wszystko czepia. Potrafi nawet odkopywać sytuację które miały miejsce już mega dawno temu tylko po to żeby się przyczepić. Kiedyś on taki nie był i naprawdę niewiem już co robić. Parę miesięcy temu z moim tatą znaleźliśmy mu rzekomo dobrego, doświadczonego psychologa do którego miał chodzić. No i okazało się że był tylko na trzech wizytach a później już przestał chodzić. Zamiast tego brał pieniądze od taty(bo sam nie ma przez brak pracy) kupował alkohol i szedł pić do lasu lub na jakąś melinę, po czym wracał do domu i ściemniał że był u psychologa. Jeszcze dodam na koniec że po alkoholu też się dziwnie zachowuje, ma myśli samobójcze, potrafi obrażać ludzi dookoła(raz nawet do własnej matki powiedział że życzy sobie żeby zdechła) Doradźcie mi co mam robić bo jest coraz gorzej :(.
Mam lęk przed odrzuceniem i samotnością. W tym wszystkim nie wiem, co się dzieje w mojej relacji z pewną kobietą. Jestem zagubiony.
Staram się opisać to najkrócej jak mogę. Po 6 latach od ostatniego związku, a 4 latach od ostatniego spotkania się z kobietami. Spotkałem się z kobietą, 8 lat starszą, przeszła w życiu wiele, mamy podobne problemy, których większość ludzi nie rozumie. Mniej więcej po miesiącu zaczęła mnie dystansować. Doszukaliśmy się w sobie tego, że ja mam lęk przed odrzuceniem, ona zaś lęk przed bliskością. Więc każde jej odepchnięcie, powodowało mój żal, który z kolei ją rozjuszał, że za duże nadzieje się pojawiły w mojej osobie. Mnie bolało, że ona tak uważa i błędne koło kręciło się coraz szybciej. Po tym miesiącu doszło do rozejścia. Ona zaczęła mi zarzucać, że czuje się szczęśliwy zbyt szybko, że cieszą mnie małe rzeczy, że się zakochałem, ja zarzucałem, że ona odpycha mnie każdą uwagą w stylu ‘dziś jest fajnie , jutro możemy się nie znać’ i wyznała mi , że miłość w jej życiu nie jest warunkiem do szczęścia. Z kolei w moim jest to podstawą. Dlatego na tyle wtedy uwierzyłem , że nie stworzymy razem nic dobrego, że udało mi się pierwszy raz w życiu wytrzymać i nie odzywać się więcej. Zakładałem, że podobnie jak to wyraziła – nie znaczyłem dla niej nic specjalnego i poradzi sobie z dnia na dzień. Przez kolejne dwa miesiące próbowałem poznawać inne osoby, ale to zawsze nie było to, nie było tego zrozumienia, ani zaangażowania w kontakt, a kiedy już pojawiła się osoba pewna, no to faktycznie zachowywała się bardzo desperacko, była o mnie zazdrosna w każde 5 minut ciszy między nami, dzwoniła, pisała, wolała podtrzymywać rozmowę ciągłymi pytaniami ‘co robisz’ ‘co tam’ , byle tylko non stop być w kontakcie. W końcu musiałem powiedzieć – dość. Znalazłem jej dawny profil na facebooku, gdzie się okazało, że w wieku 16 lat miała już dziecko z chłopem po 30stce, który wyglądał bardzo słabo i patologicznie. Wyciągnąłem z tego wniosek, że tej osobie jest wszystko jedno i nie potrzebuje ona nic konkretnego we mnie widzieć, aby mnie pokochać. To dla mnie za słabe, uważam, że nie pasuję do życia kogoś takiego. Po każdej takiej porażce przypominała mi się ta kobieta, z którą czułem dużo zrozumienia przez ten miesiąc. Po dwóch miesiącach naszej rozłąki postanowiłem ją zaczepić poprzez anonimowe wysłanie kwiatów w walentynki z liścikiem ‘nie zasługujesz, by wrócić do domu bez kwiatów, miło Cię wspominam’ . Oczywiście domyśliła się , że to ja, napisała do mnie, była wzruszona, doceniała mnie, wyraziła tęsknotę, przyznała rację w niektórych tematach z ostatniej kłótni. Zmieniła zdanie w kilku sprawach, nie mówiła już takich rzeczy, że związek nie ma wpływu na jej życie, szczęście itd. Oczywiście próbowałem na początku być ostrożny, trochę się dystansowałem na jej osobę ze względu na to, że ona sama przyznaje, że nie rozumie sama siebie, często zmienia zdanie i nie lubi być oceniana. Dla mnie logicznie rzecz biorąc jest to takie obudowanie się aurą, że ‘mogę robić co chcę, wchodzisz w to na własne ryzyko, i nie biorę odpowiedzialności sama za siebie’. Ale z czasem jednak dałem się kolejny raz wkręcić w to. Ona mnie na każdym kroku doceniała, twierdzi, że jestem osobą, z którą można przedyskutować wszystko, że wyciągam wnioski, chcę rozmawiać, że jestem inny, że nikomu tak nigdy na niej nie zależało. Do naszego spotkania przeminęło 20 dni, miała po drodze jakieś swoje inne sprawy, chorobę dziecka, potem swoją. Nie wnikam w to. Natomiast przyjechałem do niej po to, żeby się dowiedzieć, że ona znów jest w związku z byłym facetem. Uderzyło mnie to, nie rozumiałem dlaczego mi nie napisała tego natychmiast, tylko jednak doceniała mnie, rozmawialiśmy o ewentualnej przyszłości itd. Wypłakała mi się, że ją przekonał, namówił, że się zmieni, a nadal nie poświęca jej uwagi, nie przytula, nie poznaje jej ze swoimi dziećmi, nigdy jej nie zabrał na wakacje, na ulicy idą osobno tak jakby się jej wstydził. A z kolei pojawiam się ja, człowiek który jej kiedyś wyciągał serce na dłoni. Ja w pewnym momencie nie wytrzymałem tej rozmowy i wyszedłem. Ona tego dnia nie chciała się przytulić, ani żadnego dotyku, chciała być w porządku wobec tamtego faceta. Po czasie do mnie dotarło, że chodzi w tym wszystkim o to, że jeżeli ją zrozumiem i zaakceptuje tą sytuację, to możemy to jeszcze odkręcić i zacząć od początku. I tutaj się bardzo pomyliłem… Oczywiście przerobiliśmy ten temat rozmawiając przez internet i wydawało mi się, że tak właśnie to wygląda, że wystarczą moje chęci i zrozumienie, żebyśmy dali sobie szansę. Kolejnego dnia wpadłem na szalony pomysł po optymistycznym dialogu przez internet, że chcę się do niej przytulić chociażbym miał teraz o północy wsiąść w samochód i przejechać 80km. Zgodziła się. To było na swój sposób piękne i szalone. Było nam razem miło, umiałem się wyłączyć i nie myśleć o problemach, ale gdzieś gnębił mnie ciągle temat tego faceta. Liczyłem na to, że początek ze mną oznacza automatyczny koniec z nim, lecz gnębiło mnie czy w tej sytuacji, kiedy wybrała mnie, ponieważ on totalnie zawiódł. Czy gdy on się pojawi, to wtedy ona jemu zabroni się dotknąć? Jej odpowiedź była wymijająca, bo ona twierdzi, że on jej w ogóle nie dotyka. Spotykamy się po dwóch dniach i poruszyłem ten temat czy rozmawiała już z nim, a ona mówi, że to nie jest proste. Pomyślałem ‘w porządku, rozumiem’. Natomiast gdzieś w toku rozmowy powiedziała o nim ‘mój facet’. Zapytałem dla pewności ‘dlaczego mówisz o nim „mój facet” ‘. Ona na to „Bo tak jest”. I wtedy świat mi się zawalił. Bo nie rozumiem co tu się dzieje. Czy ja jestem w tym momencie kochankiem? Jeżeli wybrała, że chce dać szansę mnie, a on totalnie zawiódł, to kim jestem ja, skoro o nim nadal mówi ‘mój facet” ? Tutaj się zrodził wielki problem. Kobiety bardzo nie lubią logicznego spojrzenia. Ona w pewnym momencie uznała , że nie wybrała żadnego z nas, co w moich oczach stworzyło obraz, że poszukała u mnie czułości, której od niego nie dostała. Oczywiście powiedziałem, że to tylko tak wygląda, bo ja czuję cos innego, ale ją to bardzo zabolało. Później twierdząc ‘kto Ci powiedział, że nie wolę Ciebie?’ wyszła mi całkiem inna wersja wydarzeń. Jeżeli woli mnie , to on już jest skreślony, istnieje tylko teoretycznie i wystarczy mu o tym powiedzieć, że to koniec, ale dlaczego w takiej sytuacji nazywa go swoim facetem? To bardzo trudne, w tym wszystkim tylko udało się obrócić kota ogonem, bo mnie to zabolało, a ona skupiła się na tym, że ją oceniłem w ten sposób. Nieważne dla niej, że ja się czuje jak kochanek, ważne dla niej, że jej zachowanie wygląda jak zdrada. Uznała nagle, że nie byłem wart złamania zasad. Że musi sobie poukładać całe życie zanim się ponownie skontaktujemy. I teraz pojawia się mój problem psychiczny. Bo ja sam chciałem wymóc na niej zakończenie tamtej relacji, a wyszło na to, że ja poszedłem na bok, co strasznie mnie boli i już chyba spokojniej się czułem w roli tego w cudzysłowie kochanka. Mam niską samoocenę, mam lęki przed odrzuceniem, nikt mnie nigdy tak nie doceniał, ona nigdy nie doświadczyła kogoś komu zależy tak jak mnie. Przechodziła w życiu przez takich idiotów, że ja wiem, że dałbym jej coś dobrego, czego nie miała. Za bardzo mi to wszystko do siebie pasuje, żebym umiał zrezygnować. Próbowaliśmy delikatnie pisać przez kolejne kilka dni, ale wreszcie pojawiła się zapora z pierwszego rozstania – Jestem szczęśliwa sama, mam komfort psychiczny, żaden związek nie będzie miał wpływu na moje życie itd. I tym razem nie potrafię tego przyjąć, pamiętając, że po ostatnim takim wyznaniu jednak jej mnie brakowało. Doszedłem do tego, że powinienem wstrzymać emocje i przestać się odzywać, niech ona faktycznie ułoży to wszystko. Rozstanie z tym facetem to trudna sprawa, bo on mimo, że w ogóle na nią nie zwraca uwagi to jest uparty, że musi z nią być, a ona tez jest uziemiona, bo jest mu winna pieniądze, a jej firma cały czas się zadłuża i nie prowadzi do zysku, on z kolei jak się wkurzy to może nastawić całe miasteczko przeciwko niej… Jest mi bardzo ciężko, poznałem dość jej historię z życia, i mam na sobie takie poczucie, że bardzo chciałbym ją uratować przed tym złym światem, chciałbym, żeby to właśnie mi zawdzięczała swój spokój i przestrzeń na szczęście. Chodź widzę w tym wszystkim, że to ja jestem pewnego rodzaju zakochanym pasożytem, bo mi tak bardzo zależy na tym by być jej siłą, głównie przez to, że wtedy i ja czuję się silny. Muszę się wznieść na wyżyny swojej wytrzymałości i po prostu odpuścić, może znowu zrozumie kim byłem. Nie wiem tylko jak opanować swoje emocje. Są może jakieś leki, które pomogą skutecznie uspokoić myśli? Tu mną włada mój lęk przed samotnością i odrzuceniem. Boje się też drugi raz stracić coś, co jak się okazało nie było dla niej czymś nic nie wartym. To doprowadzenie do takiej czystej płaszczyzny na której moglibyśmy zacząć od początku będzie bardzo trudne w jej sytuacji, boje się , że do tego nie dojdzie. Wiem, że gdybym nie był tak wylewny i umiał to rozegrać ze spokojem, to mielibyśmy szansę zostać szczęśliwą rodziną. Bo zgodności w naszych marzeniach i naszych demonach nie brakuje.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.