Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Wstyd, że nie mam prawa jazdy w wieku 23 lat – poczucie niezaradności i lęk przed związkami

Czuję wstyd że nie mam prawa jazdy wiem że dla kobiet już jestem skreślony. Do tej pory boję się jeździć mknęły 4 lata i dalej nke mogę się przełamać i obawiam się że nigdy to się nie stanie. Wiem że jako mężczyzna jest to po prostu oznaka niezaradności. Czuje tylko ogromnym wstyd że mając 23 lata jestem po prostu zwykłym nieudacznikiem miezkajcym z rodzicami pracujący w tej samej pracy od 4 lat. A te prawo jazdy tylko mnie najbardziej zmartwiło szczególnie że dla kobiet jest to bardzo ważne więc o związkach mogę zapomnieć bo żadna kobieta i tak mnie nie zechce.
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry,

Napisał Pan o poczuciu wstydu i przekonaniu, że brak prawa jazdy automatycznie oznacza bycie „nieudacznikiem” oraz przekreśla szanse na relację. To jest bardzo surowa ocena siebie oparta na jednym obszarze życia, który urósł do rangi dowodu na ogólną niezaradność.

Widoczne jest  przekonanie o tym, czego „kobiety wymagają”, jakby istniał jeden obowiązkowy standard mężczyzny. Takie myślenie często opiera się bardziej na obawach i przekazach z otoczenia czy internetu niż na realnych doświadczeniach. W praktyce relacje tworzą osoby o bardzo różnych sytuacjach życiowych, a prawo jazdy rzadko jest czynnikiem decydującym o wartości partnera.

Jeśli chodzi o sam lęk przed jazdą, ważne jest zauważenie, że unikanie przez kilka lat zwykle wzmacnia strach, a nie go zmniejsza. Dlatego przełamanie go najczęściej nie polega na jednym dużym kroku, lecz na bardzo małych etapach - na przykład powrocie do jazd w bezpiecznych warunkach, z instruktorem lub zaufaną osobą, w krótkich sesjach. Celem jest stopniowe oswojenie lęku, a nie natychmiastowe „pokonanie go”.

Równolegle pomocne bywa przyjrzenie się temu, jak Pan definiuje własną wartość. Stała praca przez kilka lat czy podejmowanie prób zrobienia prawa jazdy to fakty wskazujące na wytrwałość, choć mogą być przez Pana pomijane. Wstyd często maleje wtedy, gdy obraz siebie staje się bardziej zrównoważony, a nie oparty wyłącznie na jednym braku.

Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Karolina Grabka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Beata Mazurek - Bugaj

Beata Mazurek - Bugaj

Szanowny Panie, 

Myślę, że zbyt krytycznie ocenia Pan sam siebie. Ma to z pewnością swoje przyczyny, np. kierowanie negatywnych ocen w stosunku do Pana przez bliskie lub ważne dla Pana osoby. Inną przyczyną może być skłonność do schematycznego, czarno-białego postrzegania siebie i innych, wyrażająca się w Pana przekonaniach. 

Może warto byłoby się przyjrzeć tym przekonaniom, zrozumieć, skąd się wzięły i postarać się je zakwestionować. Może okaże się, że nie są one w 100 procentach prawdziwe? 

Pozdrawiam serdecznie. 

Alicja Garbowska

Alicja Garbowska

Dzień dobry,

 

to, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo surowe oceny wobec samego siebie. W Pana słowach widać też silne przekonania na temat tego, jaki „powinien” być mężczyzna (np. posiadający określone umiejętności, takie jak prawo jazdy). Kiedy rzeczywistość nie wpisuje się w ten obraz, pojawia się poczucie bycia „gorszym” czy „niewystarczającym”.

 

Warto jednak zauważyć, że są to pewne społeczne wyobrażenia o męskości, a nie obiektywna miara wartości człowieka. Brak prawa jazdy czy lęk przed jazdą nie definiują Pana jako osoby ani jako partnera. Również przekonanie, że „dla kobiet jest to bardzo ważne”, może być uproszczeniem. Ludzie w relacjach zwracają uwagę na bardzo różne rzeczy, a przede wszystkim na to, jak się czują w kontakcie z drugą osobą. Może Pan też zadać sobie pytanie, czy chciałby Pan budować relację z kimś, kto oceniałby Pana głównie przez pryzmat tego, co Pan posiada?

 

Często to właśnie wewnętrzne przekonania najmocniej wpływają na poczucie własnej wartości i na to, jak widzimy swoją przyszłość. Pomocne mogłoby być przyjrzenie się tym przekonaniom, zarówno tym dotyczącym męskości, jak i własnej wartości oraz temu, skąd się wzięły i na ile są dla Pana wspierające. W takiej pracy dobrze sprawdza się wsparcie psychologiczne, które może pomóc w oswojeniu lęku i budowaniu bardziej realistycznego, mniej surowego spojrzenia na siebie.

 

To, że Pan o tym pisze i nazywa swoje trudności, jest już bardzo ważnym krokiem.

 

Pozdrawiam serdecznie

Alicja Garbowska

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Dzień dobry,

Z tego co Pan pisze, towarzyszy Panu teraz silne poczucie wstydu i surowa ocena własnego życia, co musi być niezwykle obciążające. Warto jednak zastanowić się, czy brak jednej, konkretnej umiejętności, jaką jest prowadzenie samochodu, rzeczywiście definiuje Pana całą wartość jako człowieka, czy może jest to jedynie surowa etykieta, którą Pan sobie nadał. Często zdarza się, że wpadamy w pułapkę tzw. czytania w myślach: co myślą inni — w tym przypadku kobiety — choć w rzeczywistości są to jedynie nasze własne obawy, a nie obiektywne fakty. Zamiast widzieć w tym lęku dowód na „niezaradność”, można spróbować spojrzeć na niego jak na mechanizm obronny, który choć uciążliwy, jest możliwy do oswojenia. Taka praca nad zmianą postrzegania siebie i zrozumieniem mechanizmu unikania bywa znacznie łatwiejsza w bezpiecznej relacji z psychologiem, który pomógłby Panu odzyskać poczucie sprawczości bez nakładania na siebie destrukcyjnej presji. 

Pozdrawiam serdecznie,

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowny Panie,

Pana poczucie wstydu jest zrozumiałe, ponieważ dotyka ono głębokich przekonań na temat męskości i zaradności życiowej, jednak warto spojrzeć na tę sytuację z nieco innej perspektywy. Strach przed prowadzeniem samochodu jest realnym lękiem, który nie ma nic wspólnego z byciem „nieudacznikiem” – to kwestia bariery psychologicznej, z którą zmaga się wiele osób, niezależnie od wieku czy płci. Fakt, że od czterech lat utrzymuje Pan stałą pracę i mieszka z rodzicami w wieku 23 lat, w dzisiejszych realiach ekonomicznych jest dla wielu osób wyborem praktycznym, a nie dowodem na brak życiowej zaradności.

Przekonanie, że brak prawa jazdy definitywnie skreśla Pana w oczach kobiet, jest bolesnym uogólnieniem, które nakłada na Pana ogromną i paraliżującą presję. Choć dla niektórych osób może to być istotne, to dojrzałe relacje buduje się na fundamencie charakteru, odpowiedzialności i wzajemnego szacunku, a nie na posiadaniu konkretnego dokumentu czy umiejętności technicznej. Proszę spróbować oddzielić swoją wartość jako człowieka od lęku przed jazdą samochodem – ten lęk można oswoić w odpowiednim czasie, ale nie definiuje on Pana jako mężczyzny ani nie zamyka drogi do budowania wartościowego życia i relacji.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Słyszę, jak duży ciężar Pan na siebie nakłada i jak surowo ocenia Pan swoją obecną sytuację. W Pana słowach dominuje poczucie wstydu, które wydaje się wyrastać z bardzo konkretnych przekonań na temat tego, kim „powinien” być mężczyzna i jakie warunki musi spełnić, aby zasługiwać na akceptację czy miłość.

Z perspektywy terapeutycznej warto przyjrzeć się kilku kwestiom, które Pan poruszył:

Lęk przed jazdą samochodem - to, co Pan opisuje – fakt, że od czterech lat nie może się Pan przełamać – sugeruje, że jazda samochodem nie jest dla Pana jedynie kwestią techniczną, ale wiąże się z silnym lękiem. Lęk ten może mieć różne źródła, ale ważne jest to, że blokada przed prowadzeniem auta nie jest oznaką „niezaradności”, lecz objawem lękowym. Wiele osób zmaga się z fobią komunikacyjną (amaxofobią), która często wymaga wsparcia psychologicznego, a nie po prostu „wzięcia się w garść”.

Definicja własnej wartości poprzez atrybuty - przyjmuje Pan założenie, że prawo jazdy jest kluczowym kryterium, według którego kobiety oceniają mężczyzn. To przekonanie buduje w Panu obraz siebie jako osoby „skreślonej”. Warto zastanowić się, czy ten „wstyd” nie staje się murem, który sam Pan wznosi między sobą a innymi ludźmi. Często to nie brak konkretnej umiejętności (jak prowadzenie auta), ale nasza własna nienawiść do siebie i przekonanie o byciu „nieudacznikiem” sprawiają, że wycofujemy się z relacji.

Porównywanie się do wewnętrznego ideału - ma Pan 23 lata i od 4 lat pracuje Pan w tej samej pracy, mieszkając z rodzicami. W Pana oczach jest to dowód na życiową porażkę. Można jednak spojrzeć na to z innej strony: wykazuje się Pan dużą stabilnością zawodową (utrzymanie pracy przez 4 lata w tak młodym wieku nie jest oczywistością) i lojalnością. Fakt mieszkania z rodzicami w wieku 23 lat jest obecnie rzeczywistością wielu młodych dorosłych, często wynikającą z rozsądku ekonomicznego lub procesu emocjonalnego wychodzenia z domu, który u każdego trwa inaczej.

Przekonanie o „skreśleniu” przez kobiety - mówi Pan, że „żadna kobieta Pana nie zechce”. To bardzo radykalne i bolesne uogólnienie. Proszę spróbować pomyśleć: czy Pan sam, szukając partnerki, oceniałby ją wyłącznie przez pryzmat tego, czy posiada jakąś konkretną umiejętność techniczną, czy raczej szukałby Pan u niej zrozumienia, ciepła i wspólnych wartości?

Wstyd, o którym Pan pisze, jest emocją, która każe nam się chować i wierzyć, że jesteśmy „wybrakowani”. Jednak ten wstyd karmi się Pana surowymi ocenami. Kiedy nazywa Pan siebie „nieudacznikiem”, zamyka Pan sobie drogę do zrozumienia, co tak naprawdę Pana blokuje.

Co tak naprawdę budzi w Panu największy lęk, gdy myśli Pan o siedzeniu za kierownicą? Czy to lęk przed utratą kontroli, przed oceną innych, czy może przed wyrządzeniem komuś krzywdy? Często odpowiedź na to pytanie jest kluczem do rozbrojenia wstydu, który Pan czuje.

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pan czuje – wstyd, porównywanie się, poczucie „bycia gorszym” - jest bardzo silne, ale to nie jest obiektywna prawda o Panu.

Prawo jazdy stało się dla Pana czymś więcej niż tylko umiejętnością - jakby symbolem „czy jestem wystarczający”. I kiedy ono nie wyszło, bardzo łatwo było zbudować wokół tego przekonanie, że „jestem niezaradny” czy „nikt mnie nie zechce”.

Tymczasem brak prawa jazdy nie definiuje Pana jako mężczyzny ani partnera. To jedna konkretna trudność, która u Pana łączy się z lękiem - a nie z brakiem wartości.

W Pana słowach widać też coś ważnego: dużo surowości wobec siebie. Jakby mówił Pan do siebie znacznie ostrzej niż do kogokolwiek innego.

To przekonanie, że „kobiety skreślają za brak prawa jazdy”, często wynika bardziej z własnego wstydu niż z rzeczywistości.

To, co Pan czuje, ma sens - ale nie oznacza, że tak wygląda Pana przyszłość.

Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka

 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Depresja a przewlekłe zaburzenia lękowo-depresyjne - różnice i możliwość wystąpienia lekkiej depresji
Czym rozni się depresja od przewleklych zaburzeń lękowo - depresyjnych. Czy da się mieć depresję ,,lekką"?
Dobry wieczór, mam problem natury niecodziennej
Dobry wieczór, mam problem natury niecodziennej dla mnie natomiast mam problemy, jak to mona było się domyślić, ale wyglądają one następująco. Mam problemy z panowaniem nad emocjami, boję się ciągle, że mi albo moim bliskim stanie się krzywda, boję się większych grup, nie daje sobie rady z decyzjami, moja dziewczyna ma mnie przez to coraz bardziej dość. Z jednej strony chciałbym, żeby było po mojemu, a z drugiej czuje, że ktoś musi wybrać za mnie, nie panuję nad emocjami każda błahostka czy to muzyka, czy głupie sytuacje sprawiają, że jestem zły smutny wesoły albo inne tego typu skrajne emocje. Dodam, że nigdy bym się nie zniżył do poziomu rękoczynów, których nigdy nie stosowałem i nie mam zamiaru stosować i nie panuję nad emocjami, tymi skrajnymi wpadam amok w atak paniki i nie idzie mi nic wytłumaczyć i jestem ciągle nieszczęśliwy, co jest ze mną nie tak? Jestem na coś chory? Jestem nienormalny? Proszę o pomoc, nie radzę sobie już sam, a z dnia na dzień jest coraz gorzej... Chce mi się płakać, jak to piszę, a jeszcze chwile temu kłóciłem się z bliskimi i wmawiałem sobie, że nie zasługuje na nic co dobre.
W wakacje miałam okres, w którym widziałam różne zjawy
Witam, w wakacje miałam okres, w którym widziałam różne zjawy. Spałam z zapaloną lampką. Nie widziałam ich kątem oka, ale wprost patrzyłam się na nie, a one na mnie. Potrafiłam dokładnie opisać ich wygląd. Skóra spinała mi się od tej strony, od której przebywały. Co to mogło być?
Jest mi ciężko- zmarła babcia, moje święta zapowiadają się bardzo niekomfortowo dla mnie, walczę z lękami i napadami paniki. Co mam robić, jak sobie pomóc?
Dzień dobry, na wstępie zaznaczę, że będzie to dosyć długa wiadomość, ale chce się z kimś podzielić tym, co mnie męczy. Od zawsze byłam bardzo wesołą osobą i patrzyłam na życie z dobrej strony (chociaż miałam pojedynczy okres zagubienia, ale to było głównie z tego, co sobie sama wmówiłam i nie przemyślałam tego). Gdy myślałam, że moje życie naprawdę staje się idealne, bo miałam wokół siebie dużo wspierających ludzi a tu nagle pod koniec maja zmarła moja kochana babcia. :( Po raz pierwszy coś aż tak we mnie uderzyło, że kompletnie pękłam. Ciężko mi było przyzwyczaić się do tego, że osoba, którą odwiedzałam przez całe moje życie praktycznie co tydzień już nigdy tam nie będzie. Wcześniej już zmarł mi dziadek, ale to było gdy miałam tylko 3 lata i nie rozumiałam co się stało. Teraz, gdy już to wszystko doskonale rozumiem to ból jest ogromny. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć, dzień po pogrzebie wróciłam do szkoły i spędziłam czas z koleżankami. Pomogło mi to, więc uznałam, że kompletnie będę udawać, że nic się nie stało i zawsze gdy moi rodzice chcieli rozmawiać o mojej babci to po prostu zamykałam się w pokoju i próbowałam nie płakać. Po tym czasie wiem, że takie wmawianie sobie, że nic się nie stało pogorszyło mój stan. Bo się stało i to dużo. Mimo tego po jakimś czasie w miarę się podniosłam i w czasie wakacji już coraz łatwiej mi się o tym rozmawiało, a na wspomnienia z nią patrzyłam pozytywnie, ciesząc się tym ile z nią przeżyłam a łzy przychodziły już tylko w pojedyncze dni wakacji. Niestety, ale na początku lata musiałam pojechać do szpitala i wtedy po raz pierwszy doświadczyłam lęku paraliżującego do tego stopnia, że przez pół godziny pierwszego dnia po przyjeździe siedziałam i płakałam w łazience cała roztrzęsiona z kołatającym sercem. Bałam się szpitala a przede wszystkim snu w nim, bo moja babcia zmarła w szpitalu właśnie przez sen. :( Gdy się uspokoiłam to pobyt minął mi w miarę szybko, zdiagnozowali u mnie insulinooporność i przepisali leki. Nie przejęłam się tym jakoś przesadnie, mimo początkowych obaw, ponieważ to zaburzenie może prowadzić do cukrzycy, którą miała moja babcia. Na szczęście lekarze wytłumaczyli mi, że przy ciężkiej pracy i lekach będzie mi coraz lepiej (i tak jest!:)) Wakacje minęły mi bardzo dobrze, o wiele więcej wychodziłam ze znajomymi i smutek był już tylko sporadyczny. Tak samo, gdy we wrześniu wróciłam do szkoły, mimo tego, że nadal tęskniłam za babcią, czułam jak moje życie znowu wraca na lepszą drogę. Niestety nic nie może być idealne i na początku października zaczęło się: zasłabłam po raz pierwszy w życiu, nie zemdlałam, ale było blisko. Gdy siedziałam w karetce to myślałam, że zaraz umrę i bałam się jak nigdy. Od tego czasu byłam zmęczona, spanikowana i myślałam, że jestem co najmniej w jakimś śnie. Minęło trochę czasu i względnie wróciłam do normalności, niestety lęki nawracały w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam (prawdopodobnie) ataki paniki czy to na spacerze, czy w szkole a nawet w domu. Potrafiłam wpaść w ogromną panikę nawet dwa razy w ciągu paru godzin. Zaczęłam latać po lekarzach, myślałam, że to coś z moim ciałem się dzieje, bałam się czy to nie cukrzyca albo coś innego, miałam wiele scenariuszy. Oczywiście po dłużej analizie wiem, że to wszystko było w mojej głowie i to moja psychika to powodowała. Oczywiście, nie cały czas czułam lęk, ale w 90% minął on dopiero niedawno. Od kiedy wróciłam po chorobie do szkoły (która niestety zostawiła za sobą kolejne lęki) to potrzebowałam chwili by wrócić do normalnego życia. Lęki znacznie zniknęły (co w pewnym momencie nawet zaczęło mnie niepokoić, że jak tak szybko już się nie boję...) i mimo zmęczenia po wirusie zaczęłam żyć w miarę spokojnie. Mimo tych sukcesów, które osiągnęłam w opanowywaniu się dalej nie jest do końca okej. Czasami nadal szybko zabije mi serce. Warto wspomnieć, że wcześniej już miałam spore tendencje do panikowania, nawet jako 10 latka miałam bardzo katastroficzne myśli i bałam się, że coś się komuś stanie np. moim rodzicom czy znajomym. Mam też tendencje do zamartwiania się i wmawiania sobie różnych rzeczy. W tym roku straciłam nie tylko babcię, ale również bliskie mi przyjaciółki- mimo, że nadal mam dwie cudowne najlepsze przyjaciółki to nie zastąpią mi one tamtych. Moje obecne przyjaciółki przyjaźnią się ze mną o wiele dłużej, bo 8 lat, tamte chodziły ze mną tylko do klasy, ale dopiero w zeszłym roku szkolnym bardziej z nimi rozmawiałam. Wiem, że to nie moja wina, że nasze drogi się rozeszły, ale gdy widzę je na korytarzu dobrze bawiące się w towarzystwie jednej bardzo niemiłej dziewczyny to chce mi się płakać. Co ona ma, czego ja nie mam? Na dodatek niedługo święta i moja rodzina zamiast w tym roku spędzić je jakoś spokojnie, zabiera się za to bardziej niż w zeszłym roku. Wiem, że im też jest ciężko w pierwsze święta bez babci, ale to nie powód by tak przesadzać. Zawsze spędzałam wigilię z rodzicami, wujkiem i babcią (i jeszcze raz z dziadkiem zanim zmarł) i w tym roku również, no tylko niestety już bez babci (i dziadka, mimo, że słabo go pamiętam to na pewno był bardzo kochany, tak jak pozostali moi dziadkowie ♡). Liczyłam, że spędzimy wigilię u nas w domu a następnego dnia pojedziemy do wujka, ale musimy jechać do domu babci, bo tak chce wujek. On mieszka tam na codzień, więc może dla niego to nie jest takie smutne, ale mi bez babci tam będzie smutno, wystarczy, że często jeździmy tam na obiad i już takie dwie godziny w domu bez babci mnie smucą. :( W tym roku wyjątkowo mamy zaprosić na drugi dzień świąt mojego drugiego wujka, ciocię i kuzynki. To nie tak, że ich nie lubię, ale nie podoba mi się takie zapełnianie świąt na siłę by się nie smucić. Zawsze było tak, że w wigilię byliśmy u nas a potem w Boże Narodzenie u babci albo na odwrót, a 2 dnia świąt odpoczywaliśmy oddzielnie w domu. Teraz jest więcej roboty i więcej stresu, mimo że uwielbiam święta to w tym roku w ogóle ich nie czuję i nie cieszę się jakoś bardzo na nie, nie chcę prezentów czy jedzenia, chcę by ludzie, za którymi tęsknię wrócili. :(( Jest to bardzo długie, ale chciałam opisać wszystko w jednej wiadomości. Nie wiem co robić ze smutkiem, lękami czy paniką i poczuciem jak we śnie (czasami, gdy wpadam w panikę albo mam za dużo myśli w głowie) i liczę na jakieś porady, czy iść porozmawiać np. z psychoterapeutą czy samodzielnie to zwalczać. Z góry dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam (oraz ze względu na obecny miesiąc życzę wesołych świąt :))
Po opuszczeniu przez partnera (który nie wspiera finansowo ani emocjonalnie) wpadłam w uzależnienie od alkoholu - bardzo źle się czuję, proszę o pomoc
Witam, dwa lata temu urodziłam córkę, drugą już. W czasie ciąży wyszło, że partner ma długi hazardowe i to ogromne...ciąża zagrożona...tuż po zostawił i pojechał za granicę, dalej kłamał, grał, nie pomagał...płakałam chyba prawie cały czas...skończyłam karmić piersią i kiedyś w tych nerwach sięgnęłam po piwo, by, nie wiem, uspokoić się, zasnąć...I tak od tego czasu piję codziennie i to z 3 lub 4, pracuję po 12 godz dziennie, jak przychodzę usypiam dzieci i piję, bo tylko tak mogę zasnąć, płaczę nadal...to już będzie niedługo półtora roku, pomaga mi to w zaśnięciu, ale całe dnie myślę o wieczorze, że znowu będzie mi ciężko, że będę płakać, on obiecuje, mówi, że się poprawi, ale jak wraca raz na dwa miesiące to woli spać niż mi pomóc czy spędzić ze mną czas...jestem wycieńczona, chciałabym coś zmienić...przestać pić...naprawić nasze relacje, bo ponoć już nie gra od roku, ale to długa historia...Ja opłacam rachunki, utrzymuję dom, dzieci, opłacam opiekunkę, on się nie dokłada praktycznie, czasem jakiś grosz rzuci typu 500zl, nie okazuje uczuć a ja ciągle mu je okazuje, wybaczam, staram się naprawdę, by dzieciom niczego nie brakło mimo ciężkiej sytuacji finansowej, spędzam z nimi każdy dzień wolny, ale jestem już naprawdę zmęczona walką o rodzinę, dzieci, o związek...martwi mnie ze beż tych 3 czy 4 czy 2 czasem piw nie zasnę, jak mam to ogarnąć? Czy walczyć? Wydaje mi się, że on już odpuścił...nawet na urodziny moje, jak był, usłyszałam wszystkiego najlepszego i nawet drobiazgu nie dał mi, zabolało🙄 teraz zamiast ze mną być, woli spać, proszę o pomoc...to tylko część z tego ogólnikowa, dodam, że jak mi nie odpisuje wieczorem to wpadam w panikę i płaczę do rana, aż nie padnę z wycieńczenia...jakiś uraz? Nerwica? Depresja? Źle się czuję psychicznie, nie mam kiedy odpocząć i nie mam wsparcia od tej niby najważniejszej osoby😟
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.