- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Wycieńczenie w...
Wycieńczenie w związku z długami i brakiem bezpieczeństwa emocjonalnego
Kasia
Agnieszka Włoszycka
Witam Pani Kasiu,
Dziękujemy za kontakt. Bardzo Pani współczuję, czuję czytając Pani wiadomość, że jest Pani wyczerpana i przytłoczona tym wszystkim, co się dzieje. Pani ciało i emocje wysyłają sygnały, że granice są przekroczone i to całkowicie naturalne w tej sytuacji , że się boi się Pani i czuje ogromne zmęczenie. Chcialam też napisać, iż ma Pani prawo do bezpieczeństwa, spokoju i życia, które daje Ci radość – nawet jeśli oznacza to trudne decyzje wobec osoby, którą nadal Pani kocha czyli męża. Nie jest Pani winna temu, co czuje. Dbanie o siebie nie jest egoizmem, to troska o swoje zdrowie i przyszłość. Proszę być dla siebie łagodną, to, co Pani czuje, jest całkowicie uzasadnione. Warto słuchać swojego ciała i serca – one wiedzą, co dla Pani najlepsze. Nie jest Pani w tym sama.
Moj pomysl jest zależny od tego: co by Pani chciala aby wydarzylo się w Pani życiu? Jak miałoby się ono zmienić?
Warto pochylić się nad tymi pytaniami.
Od strony praktycznej/zadaniowej, uważam, że skoro od wielu lat żyje Pani w stresie, pojawiają się leki i objawy somatyczne - to zdecydowanie polecam konsultację z psychologiem/terapeutą aby wspólnie zająć się tymi kwestiami. To nie jest czas na samodzielne „przepłakanie” czy tłumienie emocji, fachowa pomoc pomoże uporządkować myśli i ocenić sytuację bez poczucia winy.
Nie musi sama Pani dźwigać wszystkiego. Rozmowa z przyjaciółmi, rodziną lub grupami wsparcia dla osób w trudnych związkach może dać ogromną ulgę i perspektywę.
To może być początek drogi...a potem np. w dalszej kolejności sporządzenie planu własnej niezależności finansowej i emocjonalnej.
Gdyby potrzebowała Pani jeszcze coś napisać, to jest miejsce i przestrzeń dla Pani, zapraszamy do ponownego kontaktu, chętnie odpiszemy - podzielimy się swoimi refleksjami.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Wloszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Zuzanna Zbieralska
Pani Kasiu,
Dziękuję za podzielenie się swoim problemem. To musi być dla Pani naprawdę trudne. Z zewnętrznej perspektywy nie brzmi to jak sytuacja, w której problemem jest Pani. Wręcz przeciwnie- opisuje Pani klasyczne skutki wieloletniego życia w chronicznym braku bezpieczeństwa, bez realnego wpływu na przyszłość i bez przestrzeni na własne emocje.
To, co jest szczególnie istotne, to fakt, że problem nie dotyczy jedynie zadłużenia jako takiego, ale braku realnej zmiany przez lata, powtarzających się obietnic bez pokrycia oraz tego, że Pani obawy nie są traktowane jako zrozumiałe, tylko jako zagrożenie dla relacji. W zdrowym związku rozmowa o lęku, finansach i przyszłości nie powinna kończyć się strachem, że druga osoba odejdzie.
Pani objawy psychiczne i somatyczne nie są przesadą ani brakiem wyrozumiałości. To typowe reakcje organizmu na długotrwały stres i poczucie utknięcia. Ciało bardzo często szybciej niż rozum pokazuje, że dana sytuacja przekracza granice. Fakt, że Pani mąż jest dobrym człowiekiem, nie oznacza automatycznie, że jest w stanie stworzyć relację opartą na bezpieczeństwie, partnerstwie i odpowiedzialności. To dwie różne rzeczy. Związek nie musi być toksyczny czy przemocowy, żeby był wyniszczający. Warto też zauważyć, że od lat funkcjonuje Pani w roli osoby silniejszej, podtrzymującej, dostosowującej się i ponoszącej emocjonalne (a często i finansowe) konsekwencje. To naturalne, że w takiej dynamice pojawia się wyczerpanie, poczucie osamotnienia i utrata nadziei.
Z boku wygląda to raczej tak, że Pani potrzeby bezpieczeństwa, stabilności i partnerstwa nie są w tej relacji zaspokajane, a Pani od dłuższego czasu próbuje się do tego dopasować kosztem siebie. To nie czyni Pani osobą niewyrozumiałą, a raczej osobą, która zbyt długo ignorowała własne granice.
Niezależnie od tego, jaką decyzję Pani podejmie, bardzo zasadne wydaje się poszukanie wsparcia (np. indywidualnej terapii), żeby odzyskać jasność i oddzielić poczucie odpowiedzialności za innych od odpowiedzialności za własne zdrowie i życie. Już sam fakt, że zadaje Pani to pytanie, sugeruje, że coś bardzo ważnego w Pani domaga się wysłuchania.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Weronika Wardzińska
Dzień dobry Pani Kasiu,
czytając Pani historię, widać ogromne zmęczenie i życie w ciągłym napięciu. Przez lata funkcjonuje Pani bez poczucia bezpieczeństwa: finansowego, emocjonalnego i życiowego, a to nie jest coś, do czego człowiek powinien się „przyzwyczajać”. Lęk, objawy z ciała, poczucie utknięcia i rezygnacji nie są oznaką słabości ani niewdzięczności, tylko sygnałem, że ta relacja bardzo Panią obciąża.
Pani mąż nie musi być „złym człowiekiem”, żeby ta relacja była dla Pani niszcząca. Brak stabilności, narastające długi, odkładanie życia na „kiedyś” i brak przestrzeni na Pani emocje sprawiają, że jest Pani w roli tej silniejszej, dźwigającej wszystko samej. To naturalne, że przy takiej historii i doświadczeniach z dzieciństwa potrzeba bezpieczeństwa jest dla Pani kluczowa. Nie jest to przesada ani wymaganie „za dużo”.
Warto na chwilę odsunąć opinie innych i zadać sobie jedno spokojne pytanie: czy w tej relacji ma Pani przestrzeń na zdrowie, spokój i przyszłość, której Pani chce? Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „nie”, to już bardzo ważna informacja. Dobrze byłoby poszukać indywidualnego wsparcia psychologicznego, żeby odzyskać jasność i przestać być w tym sama. Decyzje nie muszą zapaść od razu, ale Pani sygnały są wystarczającym powodem, by siebie potraktować poważnie.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska
Izabela Koczur
To, co Pani opisuje, brzmi jak długotrwałe funkcjonowanie w poczuciu braku bezpieczeństwa, przewlekłego stresu i emocjonalnego przeciążenia. Bardzo ważne jest to, że Pani nie pyta: „czy on jest zły?”, ale „czy to, w czym żyję, jest dla mnie w porządku”. To dojrzałe i trafne pytanie.
Z perspektywy psychologicznej kluczowe jest to, że Pani ciało i psychika od lat wysyłają wyraźne sygnały ostrzegawcze: objawy lękowe, somatyczne, hormonalne, poczucie utknięcia, smutek, rezygnacja. To nie są „wymyślone problemy” ani brak wyrozumiałości, ale reakcja organizmu na długotrwałe napięcie i brak poczucia stabilności.
Fakt, że mąż jest postrzegany przez innych jako „dobry człowiek”, nie unieważnia Pani doświadczenia. Relacja może być obciążająca i raniąca nawet wtedy, gdy druga osoba nie jest jawnie agresywna czy destrukcyjna. Dla wielu osób kluczową potrzebą w związku jest przewidywalność, odpowiedzialność i poczucie oparcia a z Pani opisu wynika, że tych elementów od dawna Pani brakuje.
Istotne jest również to, że w tej relacji coraz bardziej rezygnuje Pani z własnych emocji i potrzeb, z obawy przed konfliktem lub utratą związku. Tłumienie siebie, „dźwiganie wszystkiego” i wchodzenie w rolę silniejszej strony bardzo często prowadzi do wyczerpania, które Pani teraz odczuwa.
Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na forum, „co powinna Pani zrobić”. Natomiast można powiedzieć, że Pani wątpliwości są zrozumiałe i uzasadnione, a pytanie „czy to ja jestem problemem?” bardzo często pojawia się u osób, które zbyt długo próbują dostosować się kosztem siebie.
W tej sytuacji warto rozważyć indywidualną konsultację psychologiczną lub psychoterapię dla siebie, nie po to, by „naprawiać” związek, ale by odzyskać jasność, kontakt ze sobą i sprawdzić, czego Pani realnie potrzebuje, by czuć się bezpiecznie. To może pomóc oddzielić Pani historię, lęki i odpowiedzialność od tego, co faktycznie dzieje się tu i teraz.
To, że Pani szuka pomocy i zewnętrznej perspektywy, nie jest oznaką słabości raczej sygnałem, że dotarła Pani do granicy swoich możliwości i próbuje o siebie zadbać.
Pozdrawiam
Iza Koczur
Zobacz podobne
Mąż od roku jest czuły, nie wyzywa mnie, nie poniża, lecz potrafi krytykować każde słowo, które wypowiem odbiera jako atak jego osoby, że ja się o wszystko cyt ,, odpier....m,, ,o wszytko obwinia mnie, swoich błędów, zagrywek nie widzi, nie chce widzieć.
Mimo wszystko twierdzi, iż mnie kocha, że jestem jego na zawsze. Sytuacja np. taka: pytam się, dlaczego nie odpisałeś mi na sms.?? Jego zachowanie, ataki agresja słowna, rzuca telefonem i po prostu mnie olewa. Zamyka oczy, jak do niego mówię, lekceważy. Po chwili kiedy naprawiłam mu coś w telefonie on do mnie nagle jakby nic się nie stało tekst cyt.,, przepraszam nie powinienem tak się zachować..,, nie wiem, czy on bierze sobie coś do serca czy zamydla oczy, aby wybielić samego siebie??
Potrafi powiedzieć, że ja stwarzam do awantur. Lecz za każdym razem to ja wychodzę z inicjatywą, staram się spokojnie z nim rozmawiać, aby opanował emocje, usiadł porozmawiać spokojnie. Niestety na nic jest zapary i uparty. Mąż nie interesuje się życiem rodzinnym, dziećmi nawet moimi oczekiwaniami, potrafi mówić min cyt,, mam wyjeb..ane,,.
Czy to miłość paltoniczna, czy uciekać od niego czy jednak gdzieś jest uszczerbek uczuć??? Za każdym razem pisze mi, że ślicznie wyglądam, że ma na mnie ochotę. Nie mam co narzekać, sprawy intymne są na plus. Mąż raz super facet, raz jakiś opętany, nie potrafi wyjaśnić, czemu co się dzieje, mówi, że nic, ale jednak zauważam, że coś nie tak. Bardzo proszę o poradę co myśleć, co robić jestem już bezsilna, bezradna. Kocham go, lecz takie zmiany nastroju mnie dobijają, nie mam siły.
Mówiłam o tym mężowi, pocałował mnie, zapewnia o szczerych uczuciach. Czy coś tu nie tak???
Widzę, że nie da się z nim logicznie porozmawiać...ciągle baza praca sex praca sex, nic innego nie interesuje nie rozmawiamy o czymkolwiek

