Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Wycieńczenie w związku z długami i brakiem bezpieczeństwa emocjonalnego

Piszę ten tekst, ponieważ od dłuższego czasu czuję się skrajnie wyczerpana psychicznie i emocjonalnie. Jestem zagubiona i nie wiem już, co w mojej sytuacji jest normalne, a co przekracza moje granice. Potrzebuję obiektywnej, zewnętrznej perspektywy i pomocy. Od kilku lat żyję w małżeństwie, które zamiast dawać mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności, generuje coraz większy lęk, stres i poczucie utknięcia. Mój mąż ma około 40 tysięcy funtów długu na kartach kredytowych. Nie są to zobowiązania związane z domem czy realnym majątkiem, ale długi konsumpcyjne. O zadłużeniu wiedziałam jeszcze przed zaręczynami – było ono wtedy znacznie mniejsze i miało być systematycznie spłacane. Minęły cztery lata, a dług zamiast się zmniejszyć, wzrósł. Co roku słyszę, że „to już ostatni rok” i że „teraz będzie plan”, jednak ja od dawna nie mam już poczucia bezpieczeństwa ani zaufania, że ta sytuacja realnie się zakończy. Mój mąż pracuje na kontrakcie, co wiąże się z dużą niepewnością finansową. Zdarzyło się, że źle wyliczył podatek i musiał dopłacać, co ponownie zostało pokryte kartami kredytowymi. To powoduje u mnie stałe napięcie i lęk o przyszłość. Nie potrafię planować życia ani myśleć długoterminowo, bo ciągle boję się, że pojawi się kolejny problem finansowy. Dodatkowo mąż ma problemy zdrowotne (żołądek, zatoki, anemia), które wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie. Jego dieta jest bardzo restrykcyjna i kosztowna. Wiele zwykłych aktywności jest niemożliwych: nie chodzimy na spacery, bo wiatr pogarsza jego zatoki, nie możemy razem napić się kawy, nie podróżujemy, bo każdy wyjazd wydłuża spłatę długów. Jeśli gdziekolwiek wychodzimy lub wyjeżdżamy, zazwyczaj płacę za to sama, ponieważ boję się, że jakiekolwiek jego wydatki tylko pogłębią zadłużenie. Od kilku lat nasze życie jest bardzo ograniczone. Nie ma randek, spontaniczności ani inicjatywy z jego strony. Żyjemy bardziej jak współlokatorzy niż partnerzy. Wszystko jest „odłożone” do momentu spłaty długów. Na początku związku było inaczej, były wyjazdy, restauracje, wspólne podróże. Dopiero z czasem zrozumiałam, że to życie było finansowane kartami kredytowymi. Dziś czuję, że ponoszę konsekwencje tamtych decyzji, mimo że formalnie dług nie jest mój. Nie czuję się bezpiecznie ani stabilnie. Od lat funkcjonuję w ciągłym stresie. Mam objawy somatyczne: ścisk w żołądku, silne lęki, smutek, poczucie bezsensu i rezygnacji. Od około pięciu lat wypadają mi włosy, mam problemy hormonalne (podwyższona prolaktyna, zaburzenia tarczycy). Gdy przebywam w Polsce, a mąż zostaje w Anglii, na samą myśl powrotu pojawia się u mnie silny stres i stany depresyjne. Bardzo istotnym elementem tej relacji jest sposób, w jaki reaguje on na moje emocje. Gdy próbuję mówić o swoich lękach, niepewności czy obawach dotyczących przyszłości, mąż odbiera to jako brak zaufania wobec niego. W odpowiedzi często słyszę, że jeśli mu nie ufam, to „nie ma sensu być w takim związku”. To sprawia, że zaczęłam bać się wyrażać swoje uczucia. Każda próba rozmowy kończy się u mnie lękiem, że on odejdzie. Z czasem nauczyłam się tłumić swoje emocje i potrzeby, aby nie doprowadzać do konfliktu ani groźby rozstania. Czuję się przez to coraz bardziej samotna i zamknięta w sobie. W tej relacji coraz częściej funkcjonuję w roli osoby silniejszej – jakbym to ja musiała wszystko dźwigać, rozumieć, ratować i wspierać. Czasami czuję się bardziej jak matka niż partnerka. Brakuje mi poczucia wspólnego kierunku, partnerstwa i bycia prowadzoną przez stabilnego, odpowiedzialnego mężczyznę. Moje trudności z poczuciem bezpieczeństwa są dodatkowo związane z moją historią rodzinną. Moja mama rozstała się z moim ojcem z powodu jego nieodpowiedzialności finansowej i została sama z małym dzieckiem, którym byłam ja. Przez całe dzieciństwo byłam dzieckiem czekającym na ojca, który odwiedzał mnie raz w roku. Mój ojczym również nie był osobą wspierającą mnie emocjonalnie w okresie dorastania. Nie miałam w życiu stabilnego wzorca mężczyzny. Mama zawsze powtarzała mi, że muszę być niezależna, a stabilność finansowa jest bardzo ważna. Dlatego bezpieczeństwo i przewidywalność są dla mnie kluczowymi wartościami. Boję się założyć rodzinę w obecnej sytuacji, ponieważ przeraża mnie myśl, że mogłabym powtórzyć historię mojej mamy – zostać sama z dzieckiem i bez poczucia oparcia. Jednocześnie słyszę od bliskich, że mój mąż jest „dobrym człowiekiem”: spokojnym, miłym, niepijącym, niepalącym. To sprawia, że zaczynam podważać własne odczucia i zastanawiać się, czy powinnam być bardziej wdzięczna i zostać, skoro „nie jest zły”. Jednak mimo tego wszystkiego nie przestaję czuć braku bezpieczeństwa i narastającego lęku, że marnuję swoje najlepsze lata na czekanie na życie, które może nigdy się nie wydarzyć. Ślub odbył się wyłącznie formalnie – bez rodziny i bliskich – ponieważ nie było nas stać nawet na zaproszenie mojej babci, co było dla mnie bardzo bolesne. Często się przeprowadzamy, nie mamy stałego miejsca do życia. Czuję się wykorzeniona – językowo, kulturowo i emocjonalnie. Rozmawiamy po angielsku, który nie jest moim językiem ojczystym, co dodatkowo utrudnia mi wyrażanie emocji i potrzeb. Piszę ten tekst, ponieważ czuję, że jestem na granicy swoich sił. Z jednej strony widzę, że mój mąż nie jest złym człowiekiem, z drugiej – moje ciało i psychika od lat wysyłają sygnały, że ta relacja mnie niszczy. Nie wiem już, co jest normalne, a co nie. Wiem tylko, że czuję się uwięziona, wyczerpana i coraz bardziej oddalona od życia, jakie chciałam mieć. Czy mogłabym uzyskać neutralną opinię co warto by było zrobić w takiej sytuacji? Przemyślenia, wsparcie. Mam wrażenie, że tak jestem w tym problemie już zamieszana w swoich myślach, że nie wiem co jest właściwe, a co nie. Czy to ja jestem problemem, nie będąc wyrozumiała, czy może jest inaczej... Będę wdzięczna za pomoc w ocenie tej sytuacji. :(
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Kasiu,

 

Dziękujemy za kontakt. Bardzo Pani współczuję, czuję czytając Pani wiadomość, że jest Pani wyczerpana i przytłoczona tym wszystkim, co się dzieje. Pani ciało i emocje wysyłają sygnały, że granice są przekroczone i to całkowicie naturalne w tej sytuacji , że się boi się Pani i czuje ogromne zmęczenie. Chcialam też napisać, iż ma Pani prawo do bezpieczeństwa, spokoju i życia, które daje Ci radość – nawet jeśli oznacza to trudne decyzje wobec osoby, którą nadal Pani kocha czyli męża. Nie jest Pani winna temu, co czuje. Dbanie o siebie nie jest egoizmem, to troska o swoje zdrowie i przyszłość. Proszę być dla siebie łagodną, to, co Pani czuje, jest całkowicie uzasadnione. Warto  słuchać swojego ciała i serca – one wiedzą, co dla Pani najlepsze. Nie jest Pani w tym sama.

 

Moj pomysl jest zależny od tego: co by Pani chciala aby wydarzylo się w Pani życiu? Jak miałoby się ono zmienić? 

Warto pochylić się nad tymi pytaniami.

 

Od strony praktycznej/zadaniowej, uważam, że skoro od wielu lat żyje Pani w stresie, pojawiają się leki i objawy somatyczne - to zdecydowanie polecam konsultację z psychologiem/terapeutą aby wspólnie zająć się tymi kwestiami. To nie jest czas na samodzielne „przepłakanie” czy tłumienie emocji, fachowa pomoc pomoże uporządkować myśli i ocenić sytuację bez poczucia winy.

 

Nie musi sama Pani dźwigać wszystkiego. Rozmowa z przyjaciółmi, rodziną lub grupami wsparcia dla osób w trudnych związkach może dać ogromną ulgę i perspektywę.

 

To może być początek drogi...a potem np. w dalszej kolejności sporządzenie planu własnej niezależności finansowej i emocjonalnej.

 

Gdyby potrzebowała Pani jeszcze coś napisać, to jest miejsce i przestrzeń dla Pani, zapraszamy do ponownego kontaktu, chętnie odpiszemy - podzielimy się swoimi refleksjami.  

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Wloszycka 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Kasiu,

Dziękuję za podzielenie się swoim problemem. To musi być dla Pani naprawdę trudne. Z zewnętrznej perspektywy nie brzmi to jak sytuacja, w której problemem jest Pani. Wręcz przeciwnie- opisuje Pani klasyczne skutki wieloletniego życia w chronicznym braku bezpieczeństwa, bez realnego wpływu na przyszłość i bez przestrzeni na własne emocje.

To, co jest szczególnie istotne, to fakt, że problem nie dotyczy jedynie zadłużenia jako takiego, ale braku realnej zmiany przez lata, powtarzających się obietnic bez pokrycia oraz tego, że Pani obawy nie są traktowane jako zrozumiałe, tylko jako zagrożenie dla relacji. W zdrowym związku rozmowa o lęku, finansach i przyszłości nie powinna kończyć się strachem, że druga osoba odejdzie.

Pani objawy psychiczne i somatyczne nie są przesadą ani brakiem wyrozumiałości. To typowe reakcje organizmu na długotrwały stres i poczucie utknięcia. Ciało bardzo często szybciej niż rozum pokazuje, że dana sytuacja przekracza granice. Fakt, że Pani mąż jest dobrym człowiekiem, nie oznacza automatycznie, że jest w stanie stworzyć relację opartą na bezpieczeństwie, partnerstwie i odpowiedzialności. To dwie różne rzeczy. Związek nie musi być toksyczny czy przemocowy, żeby był wyniszczający. Warto też zauważyć, że od lat funkcjonuje Pani w roli osoby silniejszej, podtrzymującej, dostosowującej się i ponoszącej emocjonalne (a często i finansowe) konsekwencje. To naturalne, że w takiej dynamice pojawia się wyczerpanie, poczucie osamotnienia i utrata nadziei.

Z boku wygląda to raczej tak, że Pani potrzeby bezpieczeństwa, stabilności i partnerstwa nie są w tej relacji zaspokajane, a Pani od dłuższego czasu próbuje się do tego dopasować kosztem siebie. To nie czyni Pani osobą niewyrozumiałą, a raczej osobą, która zbyt długo ignorowała własne granice.

Niezależnie od tego, jaką decyzję Pani podejmie, bardzo zasadne wydaje się poszukanie wsparcia (np. indywidualnej terapii), żeby odzyskać jasność i oddzielić poczucie odpowiedzialności za innych od odpowiedzialności za własne zdrowie i życie. Już sam fakt, że zadaje Pani to pytanie, sugeruje, że coś bardzo ważnego w Pani domaga się wysłuchania.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry Pani Kasiu,


czytając Pani historię, widać ogromne zmęczenie i życie w ciągłym napięciu. Przez lata funkcjonuje Pani bez poczucia bezpieczeństwa: finansowego, emocjonalnego i życiowego, a to nie jest coś, do czego człowiek powinien się „przyzwyczajać”. Lęk, objawy z ciała, poczucie utknięcia i rezygnacji nie są oznaką słabości ani niewdzięczności, tylko sygnałem, że ta relacja bardzo Panią obciąża.

 

Pani mąż nie musi być „złym człowiekiem”, żeby ta relacja była dla Pani niszcząca. Brak stabilności, narastające długi, odkładanie życia na „kiedyś” i brak przestrzeni na Pani emocje sprawiają, że jest Pani w roli tej silniejszej, dźwigającej wszystko samej. To naturalne, że przy takiej historii i doświadczeniach z dzieciństwa potrzeba bezpieczeństwa jest dla Pani kluczowa. Nie jest to przesada ani wymaganie „za dużo”.

 

Warto na chwilę odsunąć opinie innych i zadać sobie jedno spokojne pytanie: czy w tej relacji ma Pani przestrzeń na zdrowie, spokój i przyszłość, której Pani chce? Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „nie”, to już bardzo ważna informacja. Dobrze byłoby poszukać indywidualnego wsparcia psychologicznego, żeby odzyskać jasność i przestać być w tym sama. Decyzje nie muszą zapaść od razu, ale Pani sygnały są wystarczającym powodem, by siebie potraktować poważnie.


Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Wardzińska

 

Izabela Koczur

Izabela Koczur

To, co Pani opisuje, brzmi jak długotrwałe funkcjonowanie w poczuciu braku bezpieczeństwa, przewlekłego stresu i emocjonalnego przeciążenia. Bardzo ważne jest to, że Pani nie pyta: „czy on jest zły?”, ale „czy to, w czym żyję, jest dla mnie w porządku”. To dojrzałe i trafne pytanie.

Z perspektywy psychologicznej kluczowe jest to, że Pani ciało i psychika od lat wysyłają wyraźne sygnały ostrzegawcze: objawy lękowe, somatyczne, hormonalne, poczucie utknięcia, smutek, rezygnacja. To nie są „wymyślone problemy” ani brak wyrozumiałości, ale reakcja organizmu na długotrwałe napięcie i brak poczucia stabilności.

Fakt, że mąż jest postrzegany przez innych jako „dobry człowiek”, nie unieważnia Pani doświadczenia. Relacja może być obciążająca i raniąca nawet wtedy, gdy druga osoba nie jest jawnie agresywna czy destrukcyjna. Dla wielu osób kluczową potrzebą w związku jest przewidywalność, odpowiedzialność i poczucie oparcia a z Pani opisu wynika, że tych elementów od dawna Pani brakuje.

Istotne jest również to, że w tej relacji coraz bardziej rezygnuje Pani z własnych emocji i potrzeb, z obawy przed konfliktem lub utratą związku. Tłumienie siebie, „dźwiganie wszystkiego” i wchodzenie w rolę silniejszej strony bardzo często prowadzi do wyczerpania, które Pani teraz odczuwa.

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na forum, „co powinna Pani zrobić”. Natomiast można powiedzieć, że Pani wątpliwości są zrozumiałe i uzasadnione, a pytanie „czy to ja jestem problemem?” bardzo często pojawia się u osób, które zbyt długo próbują dostosować się kosztem siebie.

W tej sytuacji warto rozważyć indywidualną konsultację psychologiczną lub psychoterapię dla siebie, nie po to, by „naprawiać” związek, ale by odzyskać jasność, kontakt ze sobą i sprawdzić, czego Pani realnie potrzebuje, by czuć się bezpiecznie. To może pomóc oddzielić Pani historię, lęki i odpowiedzialność od tego, co faktycznie dzieje się tu i teraz.

To, że Pani szuka pomocy i zewnętrznej perspektywy, nie jest oznaką słabości raczej sygnałem, że dotarła Pani do granicy swoich możliwości i próbuje o siebie zadbać.

 

 

Pozdrawiam

Iza Koczur

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Twoje odczucia są całkowicie zrozumiałe i ważne to co teraz napiszę, a mianowicie to nie Ty jesteś "problemem", tylko sytuacja, w której utknęłaś, jest toksyczna dla Twojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Opisałaś klasyczny przykład relacji, gdzie chroniczny stres finansowy i emocjonalny eroduje poczucie bezpieczeństwa, partnerstwo i radość z życia. Nie jesteś niewyrozumiała; Twoje ciało (wypadanie włosów, problemy hormonalne, lęki somatyczne) daje jasny sygnał alarmowy. Oto moja neutralna perspektywa, oparta na tym, co opisałaś, z konkretnymi krokami, które mogą Ci pomóc odzyskać klarowność.  Dług konsumpcyjny rosnący od lat, mimo obietnic, to czerwona flaga. Normalne w małżeństwie jest wspólne zarządzanie finansami z planem spłaty (np. budżet, doradca finansowy), nie ciągłe "odkładanie życia". Ty płacisz za wyjścia, co czyni Cię de facto sponsorem, a to brak partnerstwa, a nie miłość.

Życie jak współlokatorzy, bez randek czy podróży (nawet tanich), to nie "tymczasowe wyrzeczenia", tylko erozja relacji. Na początku było inaczej, bo kartami to manipulacja oczekiwaniami, nie autentyczność. Groźby rozstania za wyrażanie lęków to emocjonalne szantażowanie. Zdrowa relacja przyjmuje feedback bez obrony; tu Ty tłumisz siebie, by uniknąć konfliktu, co prowadzi do samotności i roli "matki". Twoje objawy (lęk, depresja, problemy zdrowotne) to skutek długotrwałego stresu. Badania (np. z APA) pokazują, że chroniczny stres w relacjach zwiększa ryzyko zaburzeń tarczycy czy prolaktyny a to  nienieprzypadkowe. Powtarzasz schemat matki (nieodpowiedzialny partner finansowy), co potęguje lęk. To nie wina Twoja, ale szansa na przerwanie cyklu. Mąż może być "dobrym człowiekiem" (niepijący, miły), ale dobroć nie równa się stabilności czy partnerstwu. Relacja niszczy Cię, bo brakuje kluczowych elementów: zaufania, wzajemnego wsparcia i wizji przyszłości.

Co warto zrobić ? Zacznij od małych, bezpiecznych działań, by odzyskać kontrolę. Nie musisz od razu decydować o rozwodzie. Umów wizytę u lekarza/endokrynologa  (np. na NFZ w Polsce) i sprawdź tarczycę, prolaktynę, może terapia hormonalna plus badania stresu (kortyzol). Rozważ psychologa/terapeutę CBT lub terapia schematów pomoże z lękami i historią rodzinną. Oddziel finanse.  Otwórz osobne konto, nie płać za jego wydatki. Powiedz: "Nie mogę dłużej pokrywać i skup się na planie spłaty". Niech przedstawi realny plan . Śledź postępy co miesiąc. Wybierz spokojny moment: "Czuję się wyczerpana i samotna. Potrzebuję partnerstwa: terapii par, planu finansowego i Twojej inicjatywy. Jeśli to się nie zmieni w X miesięcy, nie widzę przyszłości". Jeśli grozi rozstaniem, to znak, że unika odpowiedzialności. Nagraj rozmowę dla siebie (dla jasności).

Opcje wyjścia czyli przygotuj plan B. Sprawdź swoje prawa  . Dług jego, .więc  nie powinnaś się tym martwić. Zbieraj dokumenty (paszport, finanse). W Polsce masz wsparcie rodziny? Porozmawiaj z zaufaną osobą (nie tymi, co mówią "jest dobry"). Grupy jak Relate (UK) lub polskie fora (np. Kafeteria, Reddit r/Polska).

 

Życzę powodzenia i zdrowia

 

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry Pani. To, co Pani przeżywa, jest bardzo ciężkie i Pani reakcje są zrozumiałe. Pani nie jest problemem. Pani organizm i psychika od lat reagują na brak bezpieczeństwa. To jest ważny sygnał. Życie w stałym napięciu finansowym niszczy poczucie stabilności. Brak realnego planu spłaty długów podważa zaufanie. Obietnice bez pokrycia osłabiają poczucie oparcia. Pani lęk nie jest przesadą. On wynika z realnych okoliczności. To, że mąż jest spokojny i miły, nie oznacza, że relacja jest dla Pani dobra. Dobroć charakteru nie zastępuje odpowiedzialności. Związek powinien dawać poczucie bezpieczeństwa. Pani go nie ma. To, że boi się Pani mówić o emocjach, jest bardzo niepokojące. Groźba odejścia w odpowiedzi na Pani lęk zamyka Pani usta. To prowadzi do tłumienia uczuć. To niszczy Panią od środka. Objawy somatyczne są tego konsekwencją. W tej relacji jest Pani w roli dźwigającej wszystko. To nie jest partnerstwo. To jest przeciążenie. Pani historia rodzinna sprawia, że bezpieczeństwo jest dla Pani kluczowe. To nie jest wada. To jest potrzeba. Obecny związek ją stale narusza. Pani ciało jasno pokazuje, że ta sytuacja jest ponad Pani siły. To nie jest brak wyrozumiałości. To jest granica. Neutralnie patrząc, warto skupić się na sobie i na własnym bezpieczeństwie. Warto nazwać jasno swoje warunki dalszego bycia w relacji. Warto rozważyć indywidualną terapię dla Pani. Warto też zastanowić się, czy ten związek daje realną perspektywę zmiany. Miłość nie powinna wymagać ciągłego rezygnowania z siebie. Pani ma prawo chcieć stabilnego życia. Pani ma prawo nie chcieć czekać latami na obietnice. Pani nie jest niewdzięczna. Pani jest zmęczona. To zmęczenie mówi prawdę o tej relacji.


Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z brakiem porozumienia w stawianiu granic w związku małżeńskim?
Dzień dobry. Mam straszny problem w związku małżeńskim. Nie dogaduje się z żoną najczęściej na jednej płaszczyźnie stawiania granic osobą w naszej rodzinie. Jestem osobą spokojna, sądzę że opanowaną. Opiekujemy się dwójka naszych dzieci 3 i 6 lat. Ja pracuję zarabiam na rodzinę. Żona opiekuje się domem. Gdy zauważymy coś dziwnego najczęściej w naszych rodzicach stawiamy granice. Mówimy o tym co zabolało aby sytuacja się nie powtarzała. Wszystko niby okej jestem w stanie stawiać granice lecz, żona od razu zerwalaby z tą osobą kontakty. Unikała odwiedzin. Ja taki nie jestem stawiam granice obgaduje tematy lecz jestem człowiekiem rodzinnym i chce kontakty utrzymywać z jej stroną rodziny oraz moją. Oczywiście gdyby ktoś dopuścił się strasznych rzeczy dla dobra rodziny odciąłbym się na jakiś czas. Żona nasłuchuje wyłapuje później potrafi z wulgaryzmami wyzwać moją rodzinę. Odmienne zdanie na temat żłobka z moją mamą z którą sam rozmawiałem było przyczyną strasznego konfliktu. Uważam, że każdy może mieć swoje zdanie i trzeba to uszanować... Jestem w strasznej rozterce nie wiem co robić. Wobec jej rodziny nigdy się tak nie zachowałem. Było ciężko przed ślubem z żoną zamieszkaliśmy razem i zawsze każdy miał otwarte drzwi zwłaszcza teraz, że są wnuczki na świecie. Żona każe mi się zmienić postępować tak jak ona... Lecz czy jest to zmiana na lepsze nie chce zmieniać się na gorsze aby z nią być... Stawiam granice umiem to robić... Pomocy teraz wydaje mi się, że ze mną jest coś nie tak... Pomocy. Pozdrawiam Paweł
Mąż narcyz faworyzuje syna i pomija córkę, dom jak hotel, obawy przed rozwodem

Mąż jest wybuchowy, mściwy dla mnie i ma cechy narcyza. Faworyzuje syna, a młodszą córeczkę pomija w wielu sytuacjach na przykład wyjazdach do miasta. Dom traktuje jak hotel rel i wypomina mi, że nie jest posprzątane, chociaż sam palcem nie kiwnie. Interesuje go tylko motoryzacja. Z ośmioletniego syna chce sobie zrobić męskiego kumpla i wszędzie z nim jeździ, byleby tylko synek nie siedział w domu, ze mną i córeczką. Przez to syn też nie szanuje siostry, wyśmiewa Ją, chociaż to jest cudowna, mała 5-letnia dziewczynka. Mąż pochodzi ze wsi a ja z miasta. Myślę, że jego nadrzędnym celem jest nie być w domu, tylko szukanie przygód poza nim. Jest furiatem, egoistą, który drze się z byle powodu na mnie i dzieci. Ciągnę ten związek, chociaż marzę, żeby odejść. Ale boję się reakcji. Jestem słaba, nie gotowa do walki rozwodowej Proszę o wsparcie.

Brakuje mi wsparcia rodziny przy próbie naprawy mojej relacji z partnerką. Nie wierzą, że jestem w stanie sam to naprawić.
Witam. Jak poradzić sobie z poczuciem winy i zadbać o miłość swojego życia? Zraniłem ją bardzo, zawiodłem i oszukiwałem, ale zmieniłem się. Chcę to naprawić. Już to naprawiam i razem chcieliśmy to poskładać w jedną całość, bo bardzo sie kochamy. Jednak ja jestem z innego miasta i moja rodzina nie wierzy we mnie, że sam sobie tutaj poradzę z kobietą mojego życia, bo zawsze byłem jednak blisko i miałem ich a oni mnie na wyciagnięcie reki. Teraz po tym wszystkim jak zawiodłem, zresztą ich też, oni nie potrafią we mnie uwierzyć, przez co ja tez nie potrafię...cierpi na tym moja dziewczyna. W pracy się nie układa, toksyczna atmosfera. Nie wiem co mam robić...wszystko zwaliło mi sie na głowę..
Czy istnieją osoby, które czują się nieodpowiednie do pracy, macierzyństwa i relacji?

Czy są osoby takie jak ja, że nie nadają się do niczego? Do żadnej pracy, do macierzyństwa, do kontaktów z ludźmi? Przyjaciółka zerwała ze mną kontakt, bo nie mogę przyjść na jej ślub. Siostra rozmawia ze mną tylko sarkastycznie. Zwolnili mnie z pracy, bo nie umyłam podłogi na koniec zmiany. Nie pytam, jak odnaleźć sens, bo go nie ma. Ale może chociaż są osoby, które borykają się z tym samym?

Oszustwo zleceniodawcy doprowadziło mnie do załamania nerwowego i myśli samobójczych

Oszukał mnie zleceniodawca. Jego oszustwo doprowadziło mnie do biedy, załamania nerwowego, myśli samobójczych, konieczności brania leków. Nie wiem, co zrobić, aby wyrównać tę sprawiedliwość, aby załagodzić moje poczucie krzywdy, smutek, ból? On sobie żyje w bogactwie, ja głoduję. 

Nie mogę nic zrobić, bo to była umowa zlecenie i Kodeks Pracy nie obowiązuje. Może ostrzec przed nim ludzi na różnych grupach na Facebooku, powiedzieć prawdę o nim jego klientom? 

Po pierwsze, w ogłoszeniu napisane było, że widełki wynagrodzenia wynoszą miesięcznie 4-40 tys. zł (!). 

W rzeczywistości jednak z ok. 10 osób, które przeszły rekrutację w okresie wakacyjnym, większość zarobiła 0 przez 1-3 miesiące, a pojedyncze osoby kwoty max. 1500 zł na miesiąc. 

Właściciel firmy stwierdził również, że "płaci pieniądze na marketing, który jest nam potrzebny, a bez nas byłoby mu znacznie łatwiej". Wg mnie dużo mówi o podejściu szefa do pracowników. Jak można otwierać biznes, jeśli dla kogoś pieniądze wydane na maila pracownika (50 zł miesięcznie), na projekt strony internetowej i domenę, to obciążający wydatek? 

Jak taka osoba chce prowadzić biznes? Firma nie posiada siedziby, pracownicy pracowali z domu lub spotykali się w ... kawiarni. W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej otrzymałam pytanie, ile chcę zarabiać i gdy podałam kwotę 4/5 tys. netto, zostałam wyśmiana, bo właściciel "jest w szoku, że osoba po moich studiach tyle zarabia w moim mieście". Powiedział, że u niego będę zarabiać 20 tys. po 2 latach i to jest jak najbardziej realistyczna kwota!!! Właściciel firmy wyśmiewa osoby o niskich /przeciętnych w naszym kraju zarobkach, podczas gdy u niego najczęściej zarabia się 0. Kim trzeba być, aby oszukiwać ludzi do tego stopnia, że będzie się zarabia 40 tys. zł, a zarabia się 0? Trzeba być człowiekiem bez sumienia? Jak można tak traktować ludzi? Kim trzeba być?

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.