Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Wycieńczenie w związku z długami i brakiem bezpieczeństwa emocjonalnego

Piszę ten tekst, ponieważ od dłuższego czasu czuję się skrajnie wyczerpana psychicznie i emocjonalnie. Jestem zagubiona i nie wiem już, co w mojej sytuacji jest normalne, a co przekracza moje granice. Potrzebuję obiektywnej, zewnętrznej perspektywy i pomocy. Od kilku lat żyję w małżeństwie, które zamiast dawać mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności, generuje coraz większy lęk, stres i poczucie utknięcia. Mój mąż ma około 40 tysięcy funtów długu na kartach kredytowych. Nie są to zobowiązania związane z domem czy realnym majątkiem, ale długi konsumpcyjne. O zadłużeniu wiedziałam jeszcze przed zaręczynami – było ono wtedy znacznie mniejsze i miało być systematycznie spłacane. Minęły cztery lata, a dług zamiast się zmniejszyć, wzrósł. Co roku słyszę, że „to już ostatni rok” i że „teraz będzie plan”, jednak ja od dawna nie mam już poczucia bezpieczeństwa ani zaufania, że ta sytuacja realnie się zakończy. Mój mąż pracuje na kontrakcie, co wiąże się z dużą niepewnością finansową. Zdarzyło się, że źle wyliczył podatek i musiał dopłacać, co ponownie zostało pokryte kartami kredytowymi. To powoduje u mnie stałe napięcie i lęk o przyszłość. Nie potrafię planować życia ani myśleć długoterminowo, bo ciągle boję się, że pojawi się kolejny problem finansowy. Dodatkowo mąż ma problemy zdrowotne (żołądek, zatoki, anemia), które wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie. Jego dieta jest bardzo restrykcyjna i kosztowna. Wiele zwykłych aktywności jest niemożliwych: nie chodzimy na spacery, bo wiatr pogarsza jego zatoki, nie możemy razem napić się kawy, nie podróżujemy, bo każdy wyjazd wydłuża spłatę długów. Jeśli gdziekolwiek wychodzimy lub wyjeżdżamy, zazwyczaj płacę za to sama, ponieważ boję się, że jakiekolwiek jego wydatki tylko pogłębią zadłużenie. Od kilku lat nasze życie jest bardzo ograniczone. Nie ma randek, spontaniczności ani inicjatywy z jego strony. Żyjemy bardziej jak współlokatorzy niż partnerzy. Wszystko jest „odłożone” do momentu spłaty długów. Na początku związku było inaczej, były wyjazdy, restauracje, wspólne podróże. Dopiero z czasem zrozumiałam, że to życie było finansowane kartami kredytowymi. Dziś czuję, że ponoszę konsekwencje tamtych decyzji, mimo że formalnie dług nie jest mój. Nie czuję się bezpiecznie ani stabilnie. Od lat funkcjonuję w ciągłym stresie. Mam objawy somatyczne: ścisk w żołądku, silne lęki, smutek, poczucie bezsensu i rezygnacji. Od około pięciu lat wypadają mi włosy, mam problemy hormonalne (podwyższona prolaktyna, zaburzenia tarczycy). Gdy przebywam w Polsce, a mąż zostaje w Anglii, na samą myśl powrotu pojawia się u mnie silny stres i stany depresyjne. Bardzo istotnym elementem tej relacji jest sposób, w jaki reaguje on na moje emocje. Gdy próbuję mówić o swoich lękach, niepewności czy obawach dotyczących przyszłości, mąż odbiera to jako brak zaufania wobec niego. W odpowiedzi często słyszę, że jeśli mu nie ufam, to „nie ma sensu być w takim związku”. To sprawia, że zaczęłam bać się wyrażać swoje uczucia. Każda próba rozmowy kończy się u mnie lękiem, że on odejdzie. Z czasem nauczyłam się tłumić swoje emocje i potrzeby, aby nie doprowadzać do konfliktu ani groźby rozstania. Czuję się przez to coraz bardziej samotna i zamknięta w sobie. W tej relacji coraz częściej funkcjonuję w roli osoby silniejszej – jakbym to ja musiała wszystko dźwigać, rozumieć, ratować i wspierać. Czasami czuję się bardziej jak matka niż partnerka. Brakuje mi poczucia wspólnego kierunku, partnerstwa i bycia prowadzoną przez stabilnego, odpowiedzialnego mężczyznę. Moje trudności z poczuciem bezpieczeństwa są dodatkowo związane z moją historią rodzinną. Moja mama rozstała się z moim ojcem z powodu jego nieodpowiedzialności finansowej i została sama z małym dzieckiem, którym byłam ja. Przez całe dzieciństwo byłam dzieckiem czekającym na ojca, który odwiedzał mnie raz w roku. Mój ojczym również nie był osobą wspierającą mnie emocjonalnie w okresie dorastania. Nie miałam w życiu stabilnego wzorca mężczyzny. Mama zawsze powtarzała mi, że muszę być niezależna, a stabilność finansowa jest bardzo ważna. Dlatego bezpieczeństwo i przewidywalność są dla mnie kluczowymi wartościami. Boję się założyć rodzinę w obecnej sytuacji, ponieważ przeraża mnie myśl, że mogłabym powtórzyć historię mojej mamy – zostać sama z dzieckiem i bez poczucia oparcia. Jednocześnie słyszę od bliskich, że mój mąż jest „dobrym człowiekiem”: spokojnym, miłym, niepijącym, niepalącym. To sprawia, że zaczynam podważać własne odczucia i zastanawiać się, czy powinnam być bardziej wdzięczna i zostać, skoro „nie jest zły”. Jednak mimo tego wszystkiego nie przestaję czuć braku bezpieczeństwa i narastającego lęku, że marnuję swoje najlepsze lata na czekanie na życie, które może nigdy się nie wydarzyć. Ślub odbył się wyłącznie formalnie – bez rodziny i bliskich – ponieważ nie było nas stać nawet na zaproszenie mojej babci, co było dla mnie bardzo bolesne. Często się przeprowadzamy, nie mamy stałego miejsca do życia. Czuję się wykorzeniona – językowo, kulturowo i emocjonalnie. Rozmawiamy po angielsku, który nie jest moim językiem ojczystym, co dodatkowo utrudnia mi wyrażanie emocji i potrzeb. Piszę ten tekst, ponieważ czuję, że jestem na granicy swoich sił. Z jednej strony widzę, że mój mąż nie jest złym człowiekiem, z drugiej – moje ciało i psychika od lat wysyłają sygnały, że ta relacja mnie niszczy. Nie wiem już, co jest normalne, a co nie. Wiem tylko, że czuję się uwięziona, wyczerpana i coraz bardziej oddalona od życia, jakie chciałam mieć. Czy mogłabym uzyskać neutralną opinię co warto by było zrobić w takiej sytuacji? Przemyślenia, wsparcie. Mam wrażenie, że tak jestem w tym problemie już zamieszana w swoich myślach, że nie wiem co jest właściwe, a co nie. Czy to ja jestem problemem, nie będąc wyrozumiała, czy może jest inaczej... Będę wdzięczna za pomoc w ocenie tej sytuacji. :(
User Forum

Kasia

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Kasiu,

 

Dziękujemy za kontakt. Bardzo Pani współczuję, czuję czytając Pani wiadomość, że jest Pani wyczerpana i przytłoczona tym wszystkim, co się dzieje. Pani ciało i emocje wysyłają sygnały, że granice są przekroczone i to całkowicie naturalne w tej sytuacji , że się boi się Pani i czuje ogromne zmęczenie. Chcialam też napisać, iż ma Pani prawo do bezpieczeństwa, spokoju i życia, które daje Ci radość – nawet jeśli oznacza to trudne decyzje wobec osoby, którą nadal Pani kocha czyli męża. Nie jest Pani winna temu, co czuje. Dbanie o siebie nie jest egoizmem, to troska o swoje zdrowie i przyszłość. Proszę być dla siebie łagodną, to, co Pani czuje, jest całkowicie uzasadnione. Warto  słuchać swojego ciała i serca – one wiedzą, co dla Pani najlepsze. Nie jest Pani w tym sama.

 

Moj pomysl jest zależny od tego: co by Pani chciala aby wydarzylo się w Pani życiu? Jak miałoby się ono zmienić? 

Warto pochylić się nad tymi pytaniami.

 

Od strony praktycznej/zadaniowej, uważam, że skoro od wielu lat żyje Pani w stresie, pojawiają się leki i objawy somatyczne - to zdecydowanie polecam konsultację z psychologiem/terapeutą aby wspólnie zająć się tymi kwestiami. To nie jest czas na samodzielne „przepłakanie” czy tłumienie emocji, fachowa pomoc pomoże uporządkować myśli i ocenić sytuację bez poczucia winy.

 

Nie musi sama Pani dźwigać wszystkiego. Rozmowa z przyjaciółmi, rodziną lub grupami wsparcia dla osób w trudnych związkach może dać ogromną ulgę i perspektywę.

 

To może być początek drogi...a potem np. w dalszej kolejności sporządzenie planu własnej niezależności finansowej i emocjonalnej.

 

Gdyby potrzebowała Pani jeszcze coś napisać, to jest miejsce i przestrzeń dla Pani, zapraszamy do ponownego kontaktu, chętnie odpiszemy - podzielimy się swoimi refleksjami.  

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Wloszycka 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Kasiu,

Dziękuję za podzielenie się swoim problemem. To musi być dla Pani naprawdę trudne. Z zewnętrznej perspektywy nie brzmi to jak sytuacja, w której problemem jest Pani. Wręcz przeciwnie- opisuje Pani klasyczne skutki wieloletniego życia w chronicznym braku bezpieczeństwa, bez realnego wpływu na przyszłość i bez przestrzeni na własne emocje.

To, co jest szczególnie istotne, to fakt, że problem nie dotyczy jedynie zadłużenia jako takiego, ale braku realnej zmiany przez lata, powtarzających się obietnic bez pokrycia oraz tego, że Pani obawy nie są traktowane jako zrozumiałe, tylko jako zagrożenie dla relacji. W zdrowym związku rozmowa o lęku, finansach i przyszłości nie powinna kończyć się strachem, że druga osoba odejdzie.

Pani objawy psychiczne i somatyczne nie są przesadą ani brakiem wyrozumiałości. To typowe reakcje organizmu na długotrwały stres i poczucie utknięcia. Ciało bardzo często szybciej niż rozum pokazuje, że dana sytuacja przekracza granice. Fakt, że Pani mąż jest dobrym człowiekiem, nie oznacza automatycznie, że jest w stanie stworzyć relację opartą na bezpieczeństwie, partnerstwie i odpowiedzialności. To dwie różne rzeczy. Związek nie musi być toksyczny czy przemocowy, żeby był wyniszczający. Warto też zauważyć, że od lat funkcjonuje Pani w roli osoby silniejszej, podtrzymującej, dostosowującej się i ponoszącej emocjonalne (a często i finansowe) konsekwencje. To naturalne, że w takiej dynamice pojawia się wyczerpanie, poczucie osamotnienia i utrata nadziei.

Z boku wygląda to raczej tak, że Pani potrzeby bezpieczeństwa, stabilności i partnerstwa nie są w tej relacji zaspokajane, a Pani od dłuższego czasu próbuje się do tego dopasować kosztem siebie. To nie czyni Pani osobą niewyrozumiałą, a raczej osobą, która zbyt długo ignorowała własne granice.

Niezależnie od tego, jaką decyzję Pani podejmie, bardzo zasadne wydaje się poszukanie wsparcia (np. indywidualnej terapii), żeby odzyskać jasność i oddzielić poczucie odpowiedzialności za innych od odpowiedzialności za własne zdrowie i życie. Już sam fakt, że zadaje Pani to pytanie, sugeruje, że coś bardzo ważnego w Pani domaga się wysłuchania.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

1 miesiąc temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry Pani Kasiu,


czytając Pani historię, widać ogromne zmęczenie i życie w ciągłym napięciu. Przez lata funkcjonuje Pani bez poczucia bezpieczeństwa: finansowego, emocjonalnego i życiowego, a to nie jest coś, do czego człowiek powinien się „przyzwyczajać”. Lęk, objawy z ciała, poczucie utknięcia i rezygnacji nie są oznaką słabości ani niewdzięczności, tylko sygnałem, że ta relacja bardzo Panią obciąża.

 

Pani mąż nie musi być „złym człowiekiem”, żeby ta relacja była dla Pani niszcząca. Brak stabilności, narastające długi, odkładanie życia na „kiedyś” i brak przestrzeni na Pani emocje sprawiają, że jest Pani w roli tej silniejszej, dźwigającej wszystko samej. To naturalne, że przy takiej historii i doświadczeniach z dzieciństwa potrzeba bezpieczeństwa jest dla Pani kluczowa. Nie jest to przesada ani wymaganie „za dużo”.

 

Warto na chwilę odsunąć opinie innych i zadać sobie jedno spokojne pytanie: czy w tej relacji ma Pani przestrzeń na zdrowie, spokój i przyszłość, której Pani chce? Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „nie”, to już bardzo ważna informacja. Dobrze byłoby poszukać indywidualnego wsparcia psychologicznego, żeby odzyskać jasność i przestać być w tym sama. Decyzje nie muszą zapaść od razu, ale Pani sygnały są wystarczającym powodem, by siebie potraktować poważnie.


Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Wardzińska

 

1 miesiąc temu
Izabela Koczur

Izabela Koczur

To, co Pani opisuje, brzmi jak długotrwałe funkcjonowanie w poczuciu braku bezpieczeństwa, przewlekłego stresu i emocjonalnego przeciążenia. Bardzo ważne jest to, że Pani nie pyta: „czy on jest zły?”, ale „czy to, w czym żyję, jest dla mnie w porządku”. To dojrzałe i trafne pytanie.

Z perspektywy psychologicznej kluczowe jest to, że Pani ciało i psychika od lat wysyłają wyraźne sygnały ostrzegawcze: objawy lękowe, somatyczne, hormonalne, poczucie utknięcia, smutek, rezygnacja. To nie są „wymyślone problemy” ani brak wyrozumiałości, ale reakcja organizmu na długotrwałe napięcie i brak poczucia stabilności.

Fakt, że mąż jest postrzegany przez innych jako „dobry człowiek”, nie unieważnia Pani doświadczenia. Relacja może być obciążająca i raniąca nawet wtedy, gdy druga osoba nie jest jawnie agresywna czy destrukcyjna. Dla wielu osób kluczową potrzebą w związku jest przewidywalność, odpowiedzialność i poczucie oparcia a z Pani opisu wynika, że tych elementów od dawna Pani brakuje.

Istotne jest również to, że w tej relacji coraz bardziej rezygnuje Pani z własnych emocji i potrzeb, z obawy przed konfliktem lub utratą związku. Tłumienie siebie, „dźwiganie wszystkiego” i wchodzenie w rolę silniejszej strony bardzo często prowadzi do wyczerpania, które Pani teraz odczuwa.

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na forum, „co powinna Pani zrobić”. Natomiast można powiedzieć, że Pani wątpliwości są zrozumiałe i uzasadnione, a pytanie „czy to ja jestem problemem?” bardzo często pojawia się u osób, które zbyt długo próbują dostosować się kosztem siebie.

W tej sytuacji warto rozważyć indywidualną konsultację psychologiczną lub psychoterapię dla siebie, nie po to, by „naprawiać” związek, ale by odzyskać jasność, kontakt ze sobą i sprawdzić, czego Pani realnie potrzebuje, by czuć się bezpiecznie. To może pomóc oddzielić Pani historię, lęki i odpowiedzialność od tego, co faktycznie dzieje się tu i teraz.

To, że Pani szuka pomocy i zewnętrznej perspektywy, nie jest oznaką słabości raczej sygnałem, że dotarła Pani do granicy swoich możliwości i próbuje o siebie zadbać.

 

 

Pozdrawiam

Iza Koczur

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Twoje odczucia są całkowicie zrozumiałe i ważne to co teraz napiszę, a mianowicie to nie Ty jesteś "problemem", tylko sytuacja, w której utknęłaś, jest toksyczna dla Twojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Opisałaś klasyczny przykład relacji, gdzie chroniczny stres finansowy i emocjonalny eroduje poczucie bezpieczeństwa, partnerstwo i radość z życia. Nie jesteś niewyrozumiała; Twoje ciało (wypadanie włosów, problemy hormonalne, lęki somatyczne) daje jasny sygnał alarmowy. Oto moja neutralna perspektywa, oparta na tym, co opisałaś, z konkretnymi krokami, które mogą Ci pomóc odzyskać klarowność.  Dług konsumpcyjny rosnący od lat, mimo obietnic, to czerwona flaga. Normalne w małżeństwie jest wspólne zarządzanie finansami z planem spłaty (np. budżet, doradca finansowy), nie ciągłe "odkładanie życia". Ty płacisz za wyjścia, co czyni Cię de facto sponsorem, a to brak partnerstwa, a nie miłość.

Życie jak współlokatorzy, bez randek czy podróży (nawet tanich), to nie "tymczasowe wyrzeczenia", tylko erozja relacji. Na początku było inaczej, bo kartami to manipulacja oczekiwaniami, nie autentyczność. Groźby rozstania za wyrażanie lęków to emocjonalne szantażowanie. Zdrowa relacja przyjmuje feedback bez obrony; tu Ty tłumisz siebie, by uniknąć konfliktu, co prowadzi do samotności i roli "matki". Twoje objawy (lęk, depresja, problemy zdrowotne) to skutek długotrwałego stresu. Badania (np. z APA) pokazują, że chroniczny stres w relacjach zwiększa ryzyko zaburzeń tarczycy czy prolaktyny a to  nienieprzypadkowe. Powtarzasz schemat matki (nieodpowiedzialny partner finansowy), co potęguje lęk. To nie wina Twoja, ale szansa na przerwanie cyklu. Mąż może być "dobrym człowiekiem" (niepijący, miły), ale dobroć nie równa się stabilności czy partnerstwu. Relacja niszczy Cię, bo brakuje kluczowych elementów: zaufania, wzajemnego wsparcia i wizji przyszłości.

Co warto zrobić ? Zacznij od małych, bezpiecznych działań, by odzyskać kontrolę. Nie musisz od razu decydować o rozwodzie. Umów wizytę u lekarza/endokrynologa  (np. na NFZ w Polsce) i sprawdź tarczycę, prolaktynę, może terapia hormonalna plus badania stresu (kortyzol). Rozważ psychologa/terapeutę CBT lub terapia schematów pomoże z lękami i historią rodzinną. Oddziel finanse.  Otwórz osobne konto, nie płać za jego wydatki. Powiedz: "Nie mogę dłużej pokrywać i skup się na planie spłaty". Niech przedstawi realny plan . Śledź postępy co miesiąc. Wybierz spokojny moment: "Czuję się wyczerpana i samotna. Potrzebuję partnerstwa: terapii par, planu finansowego i Twojej inicjatywy. Jeśli to się nie zmieni w X miesięcy, nie widzę przyszłości". Jeśli grozi rozstaniem, to znak, że unika odpowiedzialności. Nagraj rozmowę dla siebie (dla jasności).

Opcje wyjścia czyli przygotuj plan B. Sprawdź swoje prawa  . Dług jego, .więc  nie powinnaś się tym martwić. Zbieraj dokumenty (paszport, finanse). W Polsce masz wsparcie rodziny? Porozmawiaj z zaufaną osobą (nie tymi, co mówią "jest dobry"). Grupy jak Relate (UK) lub polskie fora (np. Kafeteria, Reddit r/Polska).

 

Życzę powodzenia i zdrowia

 

1 miesiąc temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry Pani. To, co Pani przeżywa, jest bardzo ciężkie i Pani reakcje są zrozumiałe. Pani nie jest problemem. Pani organizm i psychika od lat reagują na brak bezpieczeństwa. To jest ważny sygnał. Życie w stałym napięciu finansowym niszczy poczucie stabilności. Brak realnego planu spłaty długów podważa zaufanie. Obietnice bez pokrycia osłabiają poczucie oparcia. Pani lęk nie jest przesadą. On wynika z realnych okoliczności. To, że mąż jest spokojny i miły, nie oznacza, że relacja jest dla Pani dobra. Dobroć charakteru nie zastępuje odpowiedzialności. Związek powinien dawać poczucie bezpieczeństwa. Pani go nie ma. To, że boi się Pani mówić o emocjach, jest bardzo niepokojące. Groźba odejścia w odpowiedzi na Pani lęk zamyka Pani usta. To prowadzi do tłumienia uczuć. To niszczy Panią od środka. Objawy somatyczne są tego konsekwencją. W tej relacji jest Pani w roli dźwigającej wszystko. To nie jest partnerstwo. To jest przeciążenie. Pani historia rodzinna sprawia, że bezpieczeństwo jest dla Pani kluczowe. To nie jest wada. To jest potrzeba. Obecny związek ją stale narusza. Pani ciało jasno pokazuje, że ta sytuacja jest ponad Pani siły. To nie jest brak wyrozumiałości. To jest granica. Neutralnie patrząc, warto skupić się na sobie i na własnym bezpieczeństwie. Warto nazwać jasno swoje warunki dalszego bycia w relacji. Warto rozważyć indywidualną terapię dla Pani. Warto też zastanowić się, czy ten związek daje realną perspektywę zmiany. Miłość nie powinna wymagać ciągłego rezygnowania z siebie. Pani ma prawo chcieć stabilnego życia. Pani ma prawo nie chcieć czekać latami na obietnice. Pani nie jest niewdzięczna. Pani jest zmęczona. To zmęczenie mówi prawdę o tej relacji.


Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Przeżywam kryzys w związku z moim rozwojem. Nie mam planu na siebie.
Czuję się coraz gorzej, od podstawówki stresowałam się szkołą i tak już do dzisiaj stresuję się każdą rzeczą. Teraz kończę licencjat i nie mam pojęcia co dalej, bardzo mnie stresują studia i nie chcę ich na ten moment kontynuować, ale też nie wiem co mogłabym robić, pójść na inny kierunek, albo gdzie pracować. Nie mam prawdziwej pasji, lubię się uczyć nowych języków, ale studia się nie sprawdzają i nie widzę wcale przyszłości. Dołuję mnie fakt, że każdy kogo pytam ma jakiś plan na siebie, a ja kompletnie nie. Nie mam motywacji do życia i często wolę iść spać, żeby nie myśleć. Moim priorytetem w życiu jest miłość, a to też mi nie wychodzi i każda zakończona relacja wprowadza mnie w jeszcze większy dołek. Uważam, że problem leży głównie w tym, że nie mam pasji, na której bym się skupiła. Jednocześnie szukając i obserwując co mogłoby mnie zainteresować na taką skalę nie widzę niczego. Nie powinnam być wcale smutna, bo rodzice dali mi wszystko co mogli i dalej dają. Wiele osób pewnie by umiało wykorzystać taką szansę od życia, a ja nie potrafię.
Choruję na chorobę afektywną dwubiegunową. 2 miesiące temu przeszłam covid i ciężkie powikłania.
Witam, choruję na chorobę afektywną dwubiegunową. 2 miesiące temu przeszłam covid i ciężkie powikłania m.in. obturacyjne zapalenie płuc, dróg moczowych, problemy z sercem. Od ponad miesiąca zmagam się z helikobakterem. Jedno leczenie nie pomogło. Miałam gastroskopię, wyszedł silny stan zapalny żołądka z dwoma zmianami, z których lekarz pobrał wycinki na badania histopatologiczne. Czuję się ciągle zmęczona, osłabiona, jestem nerwowa, mam w sobie dużo napięcia, życie mnie nie cieszy tak jak kiedyś. Nasilił się lęk. Czy to depresja, czy normalna reakcja organizmu w takiej sytuacji? Oprócz tego mam dużo innych problemów z byłym mężem np. Mój psychiatra mówi, że to normalny stan i nie chce mi nic zmienić w lekach.
Jak uwolnić się od toksycznych relacji w rodzinie i zadbać o własne zdrowie psychiczne?
Ojciec jest nerwowy, stosuje przemoc psychiczną od lat, mama też odwdzięcza się nieprzyjemnymi słowami i często się kłócą. Mają wyjechać razem do pracy za granicę, pierwszy raz od dawna będą razem dzień w dzień, ja również wyjeżdżam, ale do innego kraju i sama. Mama jest bardzo ze mną związana, wręcz toksycznie. Zawsze opowiada mi o wszystkim, o konfliktach z ojcem i to ja zawsze rozwiązywałam jej problemy, godziłam ich, byłam na każde zawołanie od podstawówki, aż do teraz, bo mam już dość. Teraz chcę się usamodzielnić i uwolnić od nich, a narasta ich konflikt, mama ciągle płacze i mówi, że nie wytrzyma z nim sama psychicznie, beze mnie. Mają za chwilę wyjeżdżać razem, a ona się załamuje, żałuje tej decyzji i ojciec umniejsza jej problemy, upokarza. Nie wiem co robić, czuję się winna, że zostawiam mamę i męczy się w toksycznym związku, jak jej pomóc? Boję się, że ojciec w nerwach jej coś zrobi, ale nie chcę ich oboje całe życie pilnować. Z kolei mama, ani nie chce go zostawić ani zostać sama w domu, bo uważa, że jak zostanie sama to ona już nie ma po co żyć. Jak w takiej sytuacji zadbać o swoje zdrowie psychiczne i bliską osobę? Nie chcę rezygnować z marzeń i żyć z nimi pod jednym dachem przez resztę życia, mam już 20 lat. Sama nie mam lekko, podejrzewam u siebie OCD, w przeszłości znęcali się nade mną w szkole przez 3 lata w podstawówce, przez co miałam depresję, myśli samobójcze i cięłam się. W tamtym okresie, około rok czasu nawet nie miałam do kogo się odezwać, zapominałam jak się rozmawia z ludźmi. Byłam tylko ja i moje myśli. Nikt o niczym nie wiedział, rodzina też, wyszłam z tego bez pomocy kogokolwiek. Bałam się ludzi, do teraz czasami mam lęki, a znowu czuję się beznadziejnie i mam wahania nastroju, bo ciągły stres w domu źle na mnie wpływa. Na dodatek rodzice zachowują się jak duże dzieci, które oczekują ode mnie, że to ja rozwiążę ich problemy. Czy powinnam skupić się przede wszystkim na sobie i rozwoju, rozpocząć jakąś terapię?
Czy związek po rozstaniu ma szanse na odbudowę? Wyzwania po rozwodzie i terapia
cześć Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 4 lata. Ja lat 49, ona 40. Po 4 dniach od poznania w sieci, zamieszkaliśmy razem i zostaliśmy parą. Po pół roku wzięliśmy ślub. Uratowaliśmy się po złych i traumatycznych związkach. Mamy dzieci z poprzednich małżeństw, ale nie mieszkały z nami. Zawsze było dużo miłości i chemii. Ale przez ostatni rok przygniecionych nieporozumieniami. Moje ADHD i lękowy styl przywiązania ( mam to w papierach:) spowodował, że zamęczyłem żonę. Na początku zazdrością, potem czytaniem jej w myślach, i ogromnym strachem przed porzuceniem. Wiele nieporozumień wynikało z mojej tendencji do: szybkości, dopowiadania, przerywania. Im ja byłem szybszy, tym żona wpadała w większy smutek i ciszę. Reagowała milczeniem. Im ja bardziej chciałem pogadać, tym ona bardziej potrzebowała milczeć. Ale ciche dni powoli mijały. I wtedy zastępowała je tęsknota, sex , bliskość. Do kolejnego nieporozumienia. Kiedy ja przerwałem jej wypowiedź, ona momentalnie milkła. Doszło do tego, że ja widziałem, że cos jest nie tak, ale nic nie mogłem się o tym dowiedzieć. Moja frustracja rosła. W grudniu 2 razy wybuchłem. Żałuje tych słów: żeby się zastanowiła, że ja daje wszystko, ale niczego nie dostaję, i czy ona jest ze mną z wygody? Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał" I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się ich pozbyć, rzucaliśmy je w siebie nawzajem. Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem. Przez 3 tygodnie po jej wyprowadzce mięliśmy kontakt. Pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a że ja odpuściłem proszenie i błaganie, zagryzłem zęby i trzymałem się w ryzach, pojawiło się nawet jej niedowierzanie, że tak bezboleśnie ( pozornie) poszło. Ale wtedy poszła na swoja terapię- wiem to z kalendarza. I po niej zmieniła ton o 180st. Pojawiło się- "życzę ci szczęścia, pracuj nad sobą, bo żadna kobieta takiego cię nie zechce, trzymam za ciebie kciuki" Było to dziwne, bo to nie była ona. Odniosłem wrażenie, że to logistyczne decyzje po terapii. Odetnij się! Tylko nie wiem, czy ona miała wątpliwości, czy nie chciała dawać mi nadziei. No i nastała cisza. Dla mnie jest druzgocąca. Bo pamiętam piękne chwile, sex, bliskość- ja zawsze byłem , fizycznie- karmiłem , zawoziłem, czekałem, spałem w aucie pod szpitalem, kiedy ona miała operację. Ale ona nie chciała tylko tego. Chciała poczuć się słuchana, a ja słuchać nie potrafiłem. A że milczała, nierzadko nie wiedziałem co robię źle. Podjąłem terapię, nie piszę do niej, myślę, studiuje, znam już swoje błędy, a nasz związek przeanalizowałem z wzdłuż i w szerz. Jestem dobrym obserwatorem. I co mi pozostało? Serce rozdziera się na każdym kroku- wspólny sklep, ta ulica, ta knajpa, pusty dom ( a z nią był bardzo kolorowy) Co mi pozostało? Czekać? Liczyć, że napisze? Że zatęskni? Dzisiaj przyszedł pozew- rozwód za niecałe 3 miesiące. Co przyniosą te trzy miesiące? Czy mam próbować się do niej odzywać? Czy uszanować jej decyzję? Bo ona wie, co ja do niej czuje, a ja wiem, że w chwilach, kiedy nieporozumienia nie przykrywały rzeczywistości była bliskość i tęsknota. Jak jest teraz- nie wiem. Przed jej wizyta u terapeutyki zdawało mi się, że jest nadal. Było ciepło. Ale potem usłyszałem, że musiało mi się wydawać. Czy osoby z elementami unikowego stylu przywiązania czują tęsknotę? Jak myślicie? Gdzie teraz jestem??? PS. już po rozstaniu napisała, że "już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. A ja dałbym wszystko, żeby krzyczała i płakała do mnie. Dałbym wszystko, bo w mojej głowie wiedzieć- to mieć pod kontrolą. Domyślać się to zginąć....
Trudności w rodzinie - agresywna, zamknięta żona, co odbija się na dzieciach. Byliśmy na terapii, jednak to nie pomaga - proszę o pomoc
Witam. Mam z żoną dwójkę małych dzieci w wieku 3 i 6 lat. Moja żona bardzo nienawidzi mojej rodziny, żywi do niej urazy z przeszłości, które wg mnie są wyolbrzymione i już nieaktualne. Dochodzi do częstych kłótni nawet na oczach dzieci. Skutkuje to również przemocą fizyczną na mnie oraz nastawianiem dzieci przeciwko mnie. Doszło też raz do przemocy fizycznej na mnie na oczach dziecka. Wszystko potrafi obrócić przeciwko mnie i wytłumaczyć się ze swoich zachowań zasłaniając się dobrem rodziny. Nawet jeśli wrócę później z pracy to widzi w tym jakiś podstęp (np. że ją zdradzam lub że w ogóle nie byłem w pracy). Byliśmy na terapii już u kilku psychologów, jednak żaden nie potrafił nam pomóc. Żona potrafi nawet w ich obecności kłócić się ze mną i mi ubliżać. Wyczuwam w niej nienawiść do mojej osoby. Żona nie potrafi żyć teraźniejszością, tylko wiecznie rozpamiętuje przeszłość. Ogranicza mi kontakty z dziećmi, zabrania mi nawet wyjazdów z dziećmi do moich rodziców, straszy rozwodem. Często jest bardzo agresywna. Szukam pomocy w internecie i podejrzewam, że żona może mieć osobowość narcystyczną a ja nie wiem, jak jej pomóc oraz jak uchronić dzieci przed nastawianiem przeciwko mnie. Raz nawet nie wpuściła mnie do mieszkania i zamknęła drzwi na klucz. Starsza córka wyczuwa złe emocje u matki i często wybucha płaczem. Myślę, że już się na niej to odbija. W odpowiedzi od psychologów dostałem radę, żeby zająć się przede wszystkim sobą, swoim zdrowiem psychicznym, ale ciężko jest z tym żyć jeśli widzę, że żona nie przyjmuje do wiadomości, że sama powinna zmienić też swoje nastawienie. We wszystkim co robię podejrzewa spisek ze strony mojej rodziny. Chciałem, żeby jakiś psycholog zrobił nam diagnozę i na tej podstawie podjął jakąś odpowiednią terapię zarówno mi, jak i jej ale żona nie chce i uważa, że z nią jest wszystko ok, że to ja mam problem i moja " rodzina pochodzenia" jak to ona określa. Lub czy może szukać pomocy w jakichś ośrodkach pomocy rodzinie tylko wiem, że jeśli gdziekolwiek to zgłoszę, to wprawi ją w jeszcze większą wściekłość.
Transpłciowość

Transpłciowość - co to jest i jak ją zrozumieć?

Transpłciowość to złożone zagadnienie związane z tożsamością płciową, które wpływa na życie wielu osób. W tym artykule omówimy, czym jest transpłciowość, jak wygląda proces korekty płci oraz z jakimi wyzwaniami mierzą się osoby transpłciowe.