Left ArrowWstecz

Toksyczny związek o cechach narcystycznych - jak dalej postępować?

Jestem w toksycznym związku i nie wiem, co robić – czuję się niszczona, ale nie potrafię odejść Jestem w 10-letnim związku. Od ponad pół roku wszystko zaczęło się bardzo psuć. Mój partner ma 44 lata, ja 34. Poznał młodszą ode mnie osobę, z którą zaczął spędzać bardzo dużo czasu. Tłumaczył to pracą – ale ja coraz częściej czułam, że nie jest ze mną szczery. Mówił, że nie daje mu się rozwijać- kiedy wychodził z domu i nie było go cały dzień bo niby miał dużo pracy. Od tamtego momentu nasz związek to ciągły rollercoaster. Raz jest dobrze, a raz bardzo źle. Coraz rzadziej mówi, że mnie kocha. Przy niemal każdej kłótni mówi mi, żebym się wyprowadziła. Gdy próbuję spokojnie porozmawiać, on przestaje słuchać, wychodzi z rozmowy, mówi, że ma mnie dość i że powinnam zniknąć z jego życia. Reaguje agresywnie i sprawia, że płaczę. Po kilku dniach wszystko się „resetuje” – wraca do normalności, jest miły, zabiera mnie do kina, robimy coś razem, gotuje obiad. Wtedy mam nadzieję, że może jednak da się to uratować. Ale potem znowu znajduję coś, co świadczy o tym, że nie jest ze mną szczery. Gdy chcę o tym porozmawiać i pytam o konkretne fakty, on zaczyna krzyczeć, oskarża mnie o stalking, mówi, że ma mnie dość. Ja wciąż go kocham, ale coraz bardziej czuję, że ta relacja mnie niszczy. Zaczynam podejrzewać u niego narcystyczne cechy – brak odpowiedzialności, zrzucanie winy na mnie, wybuchy złości, brak empatii. Nie potrafię z nim rozmawiać, bo każda próba kończy się awanturą. Kilka razy próbowałam się wyprowadzić, ale za każdym razem on przepraszał, obiecywał, że spróbujemy jeszcze raz. I ja zostawałam. Teraz już sama nie wiem, o co mu chodzi i co się właściwie dzieje. Zastanawiam się, czy on ma jakieś zaburzenie, czy po prostu nie chce brać odpowiedzialności za swoje zachowanie. On Nie chce iść na terapię – uważa, że terapeuci tylko wyciągają pieniądze od ludzi. Ja z kolei czuję się coraz bardziej bezsilna, zagubiona i wyczerpana. Nie chcę się wyprowadzać, ale mam wrażenie, że nie mam już siły dalej walczyć i żyć w tej samej pętli. Będę wdzięczna za każdą opinię, spojrzenie z zewnątrz lub radę, bo naprawdę nie wiem, co robić.
User Forum

Zuzu

3 miesiące temu
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

Z tego, co Pani opisuje, widać wyraźny cykl: napięcie - wybuch - wycofanie - „miesiąc miodowy” i obietnice poprawy. To bardzo obciąża i sprawia, że trudno odejść.
 

Niezależnie od tego, czy partner ma jakiekolwiek zaburzenie: dziś doświadcza Pani braku szacunku, krzyku i odrzucania. Przemocy nie usprawiedliwia żadne zaburzenie. Zmiana wymaga chęci i zaangażowania.  
 

W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest skupienie się na tym, na co na Pani wpływ. Partner nie wyraził chęci pójścia na terapię, ale Pani może zacząć szukać wsparcia dla siebie - żeby wzmocnić się, zacząć ufać samej sobie i zobaczyć wyraźniej, dlaczego trwa Pani w tej sytuacji pomimo cierpienia. Czasem to jest pierwszy, najważniejszy krok. Zdecydowanie zaufałabym temu, że czuje Pani potrzebę zmiany. 

Pytanie do refleksji: Gdyby nic się nie zmieniło przez kolejne lata - czy chciałaby Pani tak dalej żyć?

Pozdrawiam,
Dominika Poźniak

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

opisuje Pani klasyczny cykl przemocy emocjonalnej, który opiera się na mechanizmie przerywanego wzmocnienia – po okresach agresji i odrzucenia następuje „miesiąc miodowy”, który daje Pani złudną nadzieję i sprawia, że biologicznie uzależnia się Pani od tej relacji. Zachowania partnera, takie jak odwracanie kota ogonem, agresja w odpowiedzi na trudne pytania oraz grożenie wyrzuceniem z domu, mają na celu odebranie Pani poczucia sprawstwa i pewności siebie. Niezależnie od tego, czy partner ma narcystyczne zaburzenie osobowości, czy po prostu stosuje przemocowe techniki kontroli, kluczowy jest fakt, że on nie widzi problemu w sobie, lecz w Pani, co czyni jakąkolwiek zmianę w tym związku niemal niemożliwą bez jego autentycznej pracy nad sobą. 

Proszę pamiętać, że nie da się „uratować” relacji w pojedynkę, zwłaszcza gdy druga strona systematycznie Panią niszczy – Pani bezsilność jest naturalną reakcją na życie w ciągłym zagrożeniu emocjonalnym, a jedynym sposobem na odzyskanie siebie jest postawienie twardych granic lub całkowite odcięcie się od źródła cierpienia przy wsparciu terapeuty.

Wszystkiego dobrego.

Bożena Nagórska

3 miesiące temu
Katarzyna Marzęda

Katarzyna Marzęda

Szanowna Pani,

 

To co Pani opisuje brzmi jak schemat relacji, której dynamika jest dla Pani silnie destabilizująca emocjonalnie. Pojawia się napięcie, poźniej konflikt, który wywołuje konkretne reakcje emocjonalne w Pani. Po wszystkim partner przeprasza, a w Pani pojawia się nadzieja na poprawę Waszej relacji, a później znów pojawia się napięcie i konflikt i schemat się  zaczyna pracować od początku. Jeśli ta dynamika trwa od dłuższego czasu  i widzi Pani jaki wpływ ma Panią to zachęcałabym to przesunięcia środka ciężkości w Pani kierunku i zadania sobie pytań, które pozwolą lepiej odnaleźć się Pani w tej sytuacji - czy ta relacja daje mi stałe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa? Czy czuję się w niej widziana i ważna? Czy ta relacja dodaje mi siły, buduje mnie jako człowieka?

Konflikty w związkach są naturalna kwestią, ale agresja, groźby odejścia z relacji, wycofywanie z komunikacji na kilka dni nie powinny pojawiać się w zdrowych relacjach. 

 

Chciałabym, żeby Pani pamiętała, że Pani uczucia są ważne. Jeśli czuje się Pani raniona i próbuje Pani to zakomunikować w sposób neutralny, nieatakujący to warto zacząć przyglądać się dokładnie Państwa relacji. 

Może Pani notować sytuacje, słowa które padały, tak, aby móc po opadnięciu emocji bardziej neutralnie ocenić jak wygląda Państwa komunikacja, również po Pani stronie. Takie notowanie pozwoli również na podsumowanie i ocenę dnia, tygodnia czy całego miesiąca pod kątem tego na ile bezpiecznie czuła się Pani w tej relacji. 

Słyszę, że waha się Pani co do przyszłości Państwa związku - nie musi Pani podejmować dużych decyzji od razu. Ale warto, pamiętać, że zmiana relacji i jej naprawa to odpowiedzialność obu partnerów. Zmiana w relacji wymaga stałego wysiłku i chęci do pracy, wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie przy równoczesnej uważności na potrzeby drugiej strony. 

 

Pozdrawiam serdecznie. 

 

mniej niż godzinę temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Opisuje Pani relację o bardzo wyraźnym cyklu napięcia, zranienia i „miodowego miesiąca”. Taki schemat silnie wiąże emocjonalnie, ale jednocześnie stopniowo osłabia poczucie własnej wartości i sprawczości. To, że trudno odejść, nie jest oznaką słabości – to naturalna konsekwencja tej dynamiki.Kluczowe jest dziś nie diagnozowanie partnera, lecz zadbanie o Pani bezpieczeństwo psychiczne i granice. Jeśli rozmowa kończy się krzykiem, wycofywaniem i obwinianiem, to nie ma warunków do realnej pracy nad relacją. Związek można naprawiać tylko wtedy, gdy obie strony biorą odpowiedzialność i są gotowe na zmianę,także na terapię.Warto rozważyć własne wsparcie terapeutyczne oraz bardzo konkretne kroki wzmacniające niezależność: plan wyjścia, zaplecze finansowe, osoby, do których może się Pani zwrócić. To nie musi oznaczać natychmiastowej decyzji o rozstaniu ale daje poczucie wyboru i zmniejsza bezsilność. Miłość nie powinna wiązać się z lękiem, płaczem i poczuciem bycia odrzucaną. Pani dobrostan jest tu najważniejszy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

mniej niż godzinę temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Opisana przez Panią dynamika - zmienność atmosfery w relacji, okresy konfliktu następnie okresy bliskości, by później znów pojawiały się trudności w komunikacji - wpływają bezpośrednio na Pani stan psychiczny. Pani zdolność do zidentyfikowania tych cykli i dostrzeżenia ich powtarzalności świadczy o zachowanym dystansie do własnej sytuacji, co jest zasobem wartym rozwijania.

Zjawisko, które Pani doświadcza - gdzie okresy bliskości przywracają nadzieję - jest  mechanizmem psychologicznym. Nieprzewidywalne doświadczanie momentów pozytywnych wzmacnia przywiązanie bardziej niż konsekwentne traktowanie. 

Istotne jest, że Pani wyraża wyczerpanie emocjonalne i fizyczne, a te sygnały zasługują na poważną uwagę. Wsparcie specjalisty mogłoby pomóc Pani w zrozumieniu własnych potrzeb i wspieraniu w dalszych decyzjach, niezależnie od ich kierunku.

Z poważaniem,

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog

 

3 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 

 

To, czego Pani doświadcza, to bolesny cykl relacyjny, w którym po okresach chłodu i agresji następują momenty „resetu”, kiedy partner staje się miły i troskliwy. Takie nagłe powroty do normalności dają złudną nadzieję na zmianę i sprawiają, że niezwykle trudno jest odejść, mimo narastającego wyczerpania. Zachowania polegające na zastraszaniu, wyrzucaniu z domu, krzyku czy dezorientowaniu Pani poprzez zaprzeczanie faktom (tzw. gaslighting), są formami przemocy emocjonalnej.

W tej relacji Pani umysł mierzy się z ogromnym dysonansem, próbując pogodzić obraz bliskiej osoby z kimś, kto rani i odrzuca. Przerzucanie na Panią odpowiedzialności za brak jego „rozwoju” sprawia, że zaczyna Pani szukać winy w sobie, zamiast dostrzec, że partner unika odpowiedzialności za własne działania. Skoro on odmawia terapii i konstruktywnej rozmowy, Pani wysiłki trafiają w próżnię - żaden człowiek nie zmieni się jeśli nie będzie tego chciał. Zamiast szukać przyczyn w jego charakterze, warto przyjrzeć się temu, co to robi Pani, gdy Pani granice są systematycznie naruszane. 

Trwanie w tak dużej niestabilności, gdzie poczucie bezpieczeństwa zależy od nastroju drugiej osoby, niesie ze sobą poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Długotrwałe przebywanie w stanie ciągłej czujności powoduje, że Pani układ nerwowy jest nieustannie przeciążony, co może prowadzić do chronicznego zmęczenia, problemów ze snem, a nawet dolegliwości psychosomatycznych, takich jak bóle głowy czy problemy z trawieniem. Z perspektywy psychologicznej najpoważniejszym skutkiem jest stopniowa utrata zaufania do własnej intuicji i osądu rzeczywistości, ponieważ partner, zaprzeczając faktom i przerzucając winę, zmusza Panią do ciągłego kwestionowania samej siebie.

Może to prowadzić do rozwoju zaburzeń lękowych, stanów depresyjnych oraz wykształcenia się tzw. „wyuczonej bezradności” – stanu, w którym mimo ogromnego cierpienia, Pani umysł przestaje dostrzegać jakiekolwiek drogi wyjścia, co jeszcze bardziej utrudnia podjęcie decyzji o ratowaniu siebie. Częstym skutkiem jest również izolacja społeczna, gdyż z czasem brakuje sił na relacje z innymi, a wstyd przed przyznaniem, jak wygląda rzeczywistość domowa, powstrzymuje przed szukaniem pomocy na zewnątrz. Taka pętla niestabilności może sprawić, że Pani codzienne życie zmienia się w strategię przetrwania zamiast bycia źródłem satysfakcji.

 

Życzę dużo siły i wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska 

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

To, co przeżywasz, brzmi jak bardzo wyczerpująca huśtawka emocjonalna — bliskość przeplata się z odrzuceniem, ciepło z agresją. Nic dziwnego, że czujesz się zagubiona i bezsilna.

 

Miłość może współistnieć z bólem, ale to, że wciąż kochasz, nie oznacza, że masz przestawać widzieć, jak ta relacja na Ciebie wpływa. Twoje zmęczenie i łzy są sygnałem, że dzieje się coś, co Cię rani.

To nie jest słabość, że trudno odejść. To pokazuje, jak bardzo jesteś związana i jak bardzo chciałaś, żeby to się udało. Twoje uczucia są ważne.

 

Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc Ci uporządkować to, co się dzieje, zrozumieć swoje emocje i zobaczyć, jakie masz możliwości w tej sytuacji. Warto dać sobie takie wsparcie — nie musisz przechodzić przez to sama.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani opis wskazuje na klasyczny cykl toksycznej relacji, z fazami napięcia, wybuchów i pozornego "miodowego miesiąca", co jest typowe dla przemocy emocjonalnej.​ Partner wykazuje cechy manipulacji: zrzucanie winy, agresja werbalna, brak empatii, oskarżenia o stalking i cykle przeprosin, które resetują Pani granice. To niszczy  samoocenę i trzyma Panią w pętli, mimo miłości i często towarzyszą temu narcystyczne tendencje lub unikanie odpowiedzialności.

Warto porozmawiać z zaufaną osobą (przyjaciel, rodzina) lub psychologiem i oni pomogą się wyprowadzić

 Nie waro wchodzić w rozmowy, które kończą się awanturą; ogranicz kontakt po decyzji o odejściu.​

Waro ćwiczyc, spotykać się z bliskimi, skupić się na aktywnościach budujących siłę gdyż  to zastąpi stres pozytywnymi emocjami.​ 

Warto rozważyć terapię dla siebie (niezależnie od niego)W  Polsce dostępne są darmowe linie jak Niebieska Linia (800 120 002) czy centra kryzysowe. On nie musi chcieć terapii, ale Pani zasługujesz na odzyskanie kontroli. Jest Pani młoda i silna, a wyjście to pierwszy krok do lepszego życia, choć boli.​

 

 

 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z brakiem wsparcia ze strony toksycznej matki?
Matka zawsze straszy mnie przed bronieniem się, szukaniem sprawiedliwości, nieraz zakazywała się bronic, zaczynała przekonywać, że spotka cię to tamto, wymyśla takie głupoty, że np. w następnej pracy będą mi kazali pokazać umowę z poprzednim pracodawcą co jest bezprawne, nie wiem skąd ona bierze argumenty. Jest toksyczna. Gdy byłam dzieckiem i zglaszałam jej problem z rówieśnikami to powiedziała, że ona mi nie pomoże, gdy powinnam była iść na policję bo stała mi się krzywda odradzała, krzyczała, że oni mi nie pomogą itp. Teraz w pracy doświadczam mobbingu i ona twierdzi, że to nie jest mobbing. Było bardzo wiele takich sytuacji. Nie mam skąd brać wsparcia. Ojciec jest bierną sierotą. Dostaje natrętnych myśli, gdy wiem że robię dobrze bo się bronię, właśnie dlatego, że nie mam wsparcia od nikogo. Od matki wiecznie słyszałam, że zadzieram nosa albo jestem niegrzeczna jak stawiam z kimś granicę. Gdy zgłosiłam administracji bloku, że sąsiedzi trzymają meble na korytarzu, ona powiedziała, że przeze mnie sąsiedzi przestaną nas lubić. Brata traktuje jak świętą krowę, ja jestem "ta niedobra" bo mówię, że to niesprawieliwe że tylko mi każe sprzątać ze stołu itp. co za wstrętny seksizm. Mam w sobie zdrową asertywną stronę i ona nienawidzi rodziców.
Kłótnie z partnerem, czuję się obwiniana.
Witam, proszę o poradę, żeby nie zwariować. Nie wiem czy to jest coś ze mną nie tak. Chciałabym się po prostu dowiedzieć chociaż czegokolwiek. Nie chce swoimi zmartwieniami obciążać mamy. Jestem osobą dorosłą, w związku od 4 lat. Z roku na rok mój partner ma wobec mnie coraz więcej pretensji. Ostatnio zrobił mi awanturę, bo nie pamiętałam, co opowiadał mi dwa tygodnie temu. Wszystko robię źle, a dodatkowo uważa, że to moja wina i że to ja go nie szanuje. Ciągle zachodzę w głowę co robię nie tak. I skoro mu źle, żeby ode mnie odszedł. Uważa, że robi to co ja. I że nie traktuje go jak kogoś bliskiego. Wmawia mi, że to ja lubię się kłócić. Mówi, że był mnie pewny, a teraz nie wie czego się po mnie spodziewać. Twierdzi, że pytam co u niego z przymusu, a nie z ciekawości i że wszystko co robię dla niego- jest z przymusu. A jest zupełnie odwrotnie. Gdy wraca do domu nadskakuje mu ( zupełnie niepotrzebnie ), bardzo się staram, żeby było wszystko zrobione, natomiast jestem obwiniana o najgorsze rzeczy. Jak on coś zrobi źle, ja się nie czepiam, bo czasem się zdarza, ale jak ja zrobię coś źle, wtedy jest wywlekanie tej sytuacji i upokarzanie przy każdej kłótni. Proszę o jakąkolwiek odpowiedź .. być może to za mało, aby opisać problem, ale nawet nie wiem jak to dokładnie opisać. Ostatnio zaczęłam zapisywać, kiedy i o co była kłótnia..
Jak radzić sobie z depresją po rozwodzie? Samotność, brak motywacji, myśli samobójcze

Witam, na wstępie zaznaczam, że od 9 lat leczę się na depresję, w tym czasie zażywałem leki, odstawiałem, było bardzo źle, następnie zaczynałem brać na nowo i wszystko wracało do normy, było stabilnie. Od pewnego czasu, ok. 3 miesięcy pomimo brania leków jestem w totalnym psychicznym dołku, w styczniu się rozwiodłem, od listopada zeszłego roku mieszkam sam. Ale od około jak już wspomniałem, 3 miesiące czuje, że jestem sam, nie mam nikogo, wcześniej chciałem być sam, cieszyłem się, jednak teraz wiem, że moje myślenie było błędem, nie potrafię sobie poradzić z otaczającym światem, mam obniżony nastrój, nic mnie nie cieszy, wcześniej chodziłem z uśmiechem do pracy, teraz na samą myśl o tym nie chce mi się żyć, nie chce mi się wstawać, wracam z pracy, idę spać, w pracy śpię, nie mogę się na niczym skupić, nic mi nie przynosi radości, wegetuję, do tego dochodzą myśli, że co ja tu robię? Po co ja się męczę? Nienawidzę tego, tak naprawdę rozwód był z mojej winy, bo tego chciałem, teraz żałuję, wcześniej było mi źle, teraz jest jeszcze gorzej, przypominam sobie dobre chwile z żoną, to jest bardzo dobrą osobą, teraz widzę, że popełniłem bardzo duży błąd, zacząłem pić więcej alkoholu, bardzo zaniedbałem siebie, przytyłem, nie mam siły się do niczego zmotywować, chciałbym uciec, ale nie mam dokąd… wszystko mnie przytłacza…. Czuję, że w pewnym momencie pęknę… że nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć, poskładać, chciałbym powiedzieć byłej żonie, że bardzo jej dziękuję za to, jaką była, że mi jej brakuje… boję się że w pewnym momencie nie dźwignę tego wszystkiego…. Że już nie będę miał siły… nie wiem co mam robić? Rezygnacja, brak motywacji, brak chęci, przygnębienie, przytłoczenie, samotność, przegrane życie… myśli samobójcze… nie potrafię nawiązać relacji… zostałem sam… nie mam nikogo… w środku krzyczę, na zewnątrz udaję że jest super… jak mogę sobie pomóc?

TW: samookaleczanie - Odrealnienie, głosy i wahania nastroju - czy to depresja czy coś więcej?

TW: samookaleczanie

 

Mam 24 lata i słyszałem głosy po wstaniu. Miałem również bardzo wyraziste sny, w których byłem świadomy, że śnię. Widziałem też raz twarze w ciemności. Dopiero od niedawna. Biorę lek Perazin 150 mg ale odkąd wziałem dodatkowe 50 mg to się skończyło. Oprócz tego cierpie na bardzo duże wahania nastroju w ciągu dnia. Raz mam energię i (względnie...) ochotę do działania a raz myślę tylko o tym, żeby pójść spać i nie istnieć (o ile nie będą śnić mi się chore sny). Samookaleczałem się. Skończyłem po tym, jak na spotkaniu z przyjacielem zaczęła lecieć mi krew i poplamił mi się cały rękaw. Od trzech tygodni tego nie robię, ale nie mogę już dłużej powstrzymać impulsów, planuję się zaciąć w tym tygodniu, obmyślam plan i miejsce, to chore. Ale nie potrafię z tego wyjść. Mam jakąś depresję i lęki, ale czuję się inaczej. Jakbym nie należał do tego świata, tej przestrzeni. Nic mnie nie cieszy. Ludzie od zawsze mnie nużyli, nie lubię przebywać w ich towarzystwie. Izoluję się, jestem brzydki, nienawidzę swojego wyglądu i charakteru. Nienawidzę być człowiekiem. Jestem jak coś, powłoka udająca człowieka. Przez lata zmuszałem się do ,,ludzkich zachowań" na przykład wszedłem w związek, mimo, iż jestem osobą aseksualną. Zmuszałem się do stosunków. Czułem obrzydzenie do tego, do siebie. Nie cieszy mnie to co innych ludzi. Nie potrafię się dostosować. Cierpię, moje emocje są silne, często wybucham płaczem lub mam ochotę się skrzywdzić. Chodziłem do psychologa, ale mam wrażenie, że jestem zbyt samoświadomy swojej nieużyteczności, beznamiętności, swego bezsensu, że to nic nie daję. Chciałbym urodzić się w innym umyśle, być kimś innym. To mnie wykańcza. Czuję się jakbym maskował się całe życie. Bezcelowo. Kocham samotność i jej nienawidzę zarazem. Biorę antydepresanty, Ssri nie działały, snri również. Wszystko jest byle jakie i poszarzałe. Raz zabrano mnie do szpitala z powodu samookaleczeń, ale wypisałem się z niego, nie sądze, by szpital mi pomógł. Ludzie wychodzą z depresji i zaburzeń lękowych, prawda? Dlatego obawiam się, że to nie to. To nie ,,epizod" tylko moje całe życie. Marne, samotne, odrealnione. Czy psychiatria ma odpowiedź na takie stany? U mnie nie ma to początku i końca. Zawsze byłem samotnikiem, nawet w szkole. Teraz leżę i piszę to o pierwszej w nocy, chyba pragnę iluzji odpowiedzi, chociaż wiem, że ciężko ją zrozumieć. Czy istnieją ludzie, którzy nie nadają się do bycia ludźmi? Którzy czują, że nie należą całym sobą? Czy ti da się wyleczyć... proszę

Wstyd z powodu braku doświadczenia seksualnego i związku – jak to zaakceptować jako dorosły mężczyzna?
Czy jest sposób by zaakceptować wstyd że nigdy nie uprawiałem seksu i o tym jak wpływa to na to że jako mężczyzna jest to duży minus? Wiem że dla kobiet brak doświadczenia oznacza że coś jest z tobą nie tak a im starzej tym gorzej szczególnie że nigdy nie byłem w związku albo nawet się nie całowałem Na początku mi to nie przeszkadzało ale widziałem dużo postów o tym jak dla kobiet jest to duży minus do tego raz zostałem przez to wyśmiany co tylko utwierdziło mnie że o związkach mogę zapomnieć. Czuję wstyd i wiem że będzie tylko gorzej. W pewnym wieku po prostu dla kobiet jest to nienormalne i nie chcą takiego faceta którego muszą uczyć podstaw
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!