Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Toksyczny związek o cechach narcystycznych - jak dalej postępować?

Jestem w toksycznym związku i nie wiem, co robić – czuję się niszczona, ale nie potrafię odejść Jestem w 10-letnim związku. Od ponad pół roku wszystko zaczęło się bardzo psuć. Mój partner ma 44 lata, ja 34. Poznał młodszą ode mnie osobę, z którą zaczął spędzać bardzo dużo czasu. Tłumaczył to pracą – ale ja coraz częściej czułam, że nie jest ze mną szczery. Mówił, że nie daje mu się rozwijać- kiedy wychodził z domu i nie było go cały dzień bo niby miał dużo pracy. Od tamtego momentu nasz związek to ciągły rollercoaster. Raz jest dobrze, a raz bardzo źle. Coraz rzadziej mówi, że mnie kocha. Przy niemal każdej kłótni mówi mi, żebym się wyprowadziła. Gdy próbuję spokojnie porozmawiać, on przestaje słuchać, wychodzi z rozmowy, mówi, że ma mnie dość i że powinnam zniknąć z jego życia. Reaguje agresywnie i sprawia, że płaczę. Po kilku dniach wszystko się „resetuje” – wraca do normalności, jest miły, zabiera mnie do kina, robimy coś razem, gotuje obiad. Wtedy mam nadzieję, że może jednak da się to uratować. Ale potem znowu znajduję coś, co świadczy o tym, że nie jest ze mną szczery. Gdy chcę o tym porozmawiać i pytam o konkretne fakty, on zaczyna krzyczeć, oskarża mnie o stalking, mówi, że ma mnie dość. Ja wciąż go kocham, ale coraz bardziej czuję, że ta relacja mnie niszczy. Zaczynam podejrzewać u niego narcystyczne cechy – brak odpowiedzialności, zrzucanie winy na mnie, wybuchy złości, brak empatii. Nie potrafię z nim rozmawiać, bo każda próba kończy się awanturą. Kilka razy próbowałam się wyprowadzić, ale za każdym razem on przepraszał, obiecywał, że spróbujemy jeszcze raz. I ja zostawałam. Teraz już sama nie wiem, o co mu chodzi i co się właściwie dzieje. Zastanawiam się, czy on ma jakieś zaburzenie, czy po prostu nie chce brać odpowiedzialności za swoje zachowanie. On Nie chce iść na terapię – uważa, że terapeuci tylko wyciągają pieniądze od ludzi. Ja z kolei czuję się coraz bardziej bezsilna, zagubiona i wyczerpana. Nie chcę się wyprowadzać, ale mam wrażenie, że nie mam już siły dalej walczyć i żyć w tej samej pętli. Będę wdzięczna za każdą opinię, spojrzenie z zewnątrz lub radę, bo naprawdę nie wiem, co robić.
User Forum

Zuzu

4 miesiące temu
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

Z tego, co Pani opisuje, widać wyraźny cykl: napięcie - wybuch - wycofanie - „miesiąc miodowy” i obietnice poprawy. To bardzo obciąża i sprawia, że trudno odejść.
 

Niezależnie od tego, czy partner ma jakiekolwiek zaburzenie: dziś doświadcza Pani braku szacunku, krzyku i odrzucania. Przemocy nie usprawiedliwia żadne zaburzenie. Zmiana wymaga chęci i zaangażowania.  
 

W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest skupienie się na tym, na co na Pani wpływ. Partner nie wyraził chęci pójścia na terapię, ale Pani może zacząć szukać wsparcia dla siebie - żeby wzmocnić się, zacząć ufać samej sobie i zobaczyć wyraźniej, dlaczego trwa Pani w tej sytuacji pomimo cierpienia. Czasem to jest pierwszy, najważniejszy krok. Zdecydowanie zaufałabym temu, że czuje Pani potrzebę zmiany. 

Pytanie do refleksji: Gdyby nic się nie zmieniło przez kolejne lata - czy chciałaby Pani tak dalej żyć?

Pozdrawiam,
Dominika Poźniak

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

opisuje Pani klasyczny cykl przemocy emocjonalnej, który opiera się na mechanizmie przerywanego wzmocnienia – po okresach agresji i odrzucenia następuje „miesiąc miodowy”, który daje Pani złudną nadzieję i sprawia, że biologicznie uzależnia się Pani od tej relacji. Zachowania partnera, takie jak odwracanie kota ogonem, agresja w odpowiedzi na trudne pytania oraz grożenie wyrzuceniem z domu, mają na celu odebranie Pani poczucia sprawstwa i pewności siebie. Niezależnie od tego, czy partner ma narcystyczne zaburzenie osobowości, czy po prostu stosuje przemocowe techniki kontroli, kluczowy jest fakt, że on nie widzi problemu w sobie, lecz w Pani, co czyni jakąkolwiek zmianę w tym związku niemal niemożliwą bez jego autentycznej pracy nad sobą. 

Proszę pamiętać, że nie da się „uratować” relacji w pojedynkę, zwłaszcza gdy druga strona systematycznie Panią niszczy – Pani bezsilność jest naturalną reakcją na życie w ciągłym zagrożeniu emocjonalnym, a jedynym sposobem na odzyskanie siebie jest postawienie twardych granic lub całkowite odcięcie się od źródła cierpienia przy wsparciu terapeuty.

Wszystkiego dobrego.

Bożena Nagórska

4 miesiące temu
Katarzyna Marzęda

Katarzyna Marzęda

Szanowna Pani,

 

To co Pani opisuje brzmi jak schemat relacji, której dynamika jest dla Pani silnie destabilizująca emocjonalnie. Pojawia się napięcie, poźniej konflikt, który wywołuje konkretne reakcje emocjonalne w Pani. Po wszystkim partner przeprasza, a w Pani pojawia się nadzieja na poprawę Waszej relacji, a później znów pojawia się napięcie i konflikt i schemat się  zaczyna pracować od początku. Jeśli ta dynamika trwa od dłuższego czasu  i widzi Pani jaki wpływ ma Panią to zachęcałabym to przesunięcia środka ciężkości w Pani kierunku i zadania sobie pytań, które pozwolą lepiej odnaleźć się Pani w tej sytuacji - czy ta relacja daje mi stałe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa? Czy czuję się w niej widziana i ważna? Czy ta relacja dodaje mi siły, buduje mnie jako człowieka?

Konflikty w związkach są naturalna kwestią, ale agresja, groźby odejścia z relacji, wycofywanie z komunikacji na kilka dni nie powinny pojawiać się w zdrowych relacjach. 

 

Chciałabym, żeby Pani pamiętała, że Pani uczucia są ważne. Jeśli czuje się Pani raniona i próbuje Pani to zakomunikować w sposób neutralny, nieatakujący to warto zacząć przyglądać się dokładnie Państwa relacji. 

Może Pani notować sytuacje, słowa które padały, tak, aby móc po opadnięciu emocji bardziej neutralnie ocenić jak wygląda Państwa komunikacja, również po Pani stronie. Takie notowanie pozwoli również na podsumowanie i ocenę dnia, tygodnia czy całego miesiąca pod kątem tego na ile bezpiecznie czuła się Pani w tej relacji. 

Słyszę, że waha się Pani co do przyszłości Państwa związku - nie musi Pani podejmować dużych decyzji od razu. Ale warto, pamiętać, że zmiana relacji i jej naprawa to odpowiedzialność obu partnerów. Zmiana w relacji wymaga stałego wysiłku i chęci do pracy, wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie przy równoczesnej uważności na potrzeby drugiej strony. 

 

Pozdrawiam serdecznie. 

 

4 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Opisuje Pani relację o bardzo wyraźnym cyklu napięcia, zranienia i „miodowego miesiąca”. Taki schemat silnie wiąże emocjonalnie, ale jednocześnie stopniowo osłabia poczucie własnej wartości i sprawczości. To, że trudno odejść, nie jest oznaką słabości – to naturalna konsekwencja tej dynamiki.Kluczowe jest dziś nie diagnozowanie partnera, lecz zadbanie o Pani bezpieczeństwo psychiczne i granice. Jeśli rozmowa kończy się krzykiem, wycofywaniem i obwinianiem, to nie ma warunków do realnej pracy nad relacją. Związek można naprawiać tylko wtedy, gdy obie strony biorą odpowiedzialność i są gotowe na zmianę,także na terapię.Warto rozważyć własne wsparcie terapeutyczne oraz bardzo konkretne kroki wzmacniające niezależność: plan wyjścia, zaplecze finansowe, osoby, do których może się Pani zwrócić. To nie musi oznaczać natychmiastowej decyzji o rozstaniu ale daje poczucie wyboru i zmniejsza bezsilność. Miłość nie powinna wiązać się z lękiem, płaczem i poczuciem bycia odrzucaną. Pani dobrostan jest tu najważniejszy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

4 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Opisana przez Panią dynamika - zmienność atmosfery w relacji, okresy konfliktu następnie okresy bliskości, by później znów pojawiały się trudności w komunikacji - wpływają bezpośrednio na Pani stan psychiczny. Pani zdolność do zidentyfikowania tych cykli i dostrzeżenia ich powtarzalności świadczy o zachowanym dystansie do własnej sytuacji, co jest zasobem wartym rozwijania.

Zjawisko, które Pani doświadcza - gdzie okresy bliskości przywracają nadzieję - jest  mechanizmem psychologicznym. Nieprzewidywalne doświadczanie momentów pozytywnych wzmacnia przywiązanie bardziej niż konsekwentne traktowanie. 

Istotne jest, że Pani wyraża wyczerpanie emocjonalne i fizyczne, a te sygnały zasługują na poważną uwagę. Wsparcie specjalisty mogłoby pomóc Pani w zrozumieniu własnych potrzeb i wspieraniu w dalszych decyzjach, niezależnie od ich kierunku.

Z poważaniem,

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog

 

4 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 

 

To, czego Pani doświadcza, to bolesny cykl relacyjny, w którym po okresach chłodu i agresji następują momenty „resetu”, kiedy partner staje się miły i troskliwy. Takie nagłe powroty do normalności dają złudną nadzieję na zmianę i sprawiają, że niezwykle trudno jest odejść, mimo narastającego wyczerpania. Zachowania polegające na zastraszaniu, wyrzucaniu z domu, krzyku czy dezorientowaniu Pani poprzez zaprzeczanie faktom (tzw. gaslighting), są formami przemocy emocjonalnej.

W tej relacji Pani umysł mierzy się z ogromnym dysonansem, próbując pogodzić obraz bliskiej osoby z kimś, kto rani i odrzuca. Przerzucanie na Panią odpowiedzialności za brak jego „rozwoju” sprawia, że zaczyna Pani szukać winy w sobie, zamiast dostrzec, że partner unika odpowiedzialności za własne działania. Skoro on odmawia terapii i konstruktywnej rozmowy, Pani wysiłki trafiają w próżnię - żaden człowiek nie zmieni się jeśli nie będzie tego chciał. Zamiast szukać przyczyn w jego charakterze, warto przyjrzeć się temu, co to robi Pani, gdy Pani granice są systematycznie naruszane. 

Trwanie w tak dużej niestabilności, gdzie poczucie bezpieczeństwa zależy od nastroju drugiej osoby, niesie ze sobą poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Długotrwałe przebywanie w stanie ciągłej czujności powoduje, że Pani układ nerwowy jest nieustannie przeciążony, co może prowadzić do chronicznego zmęczenia, problemów ze snem, a nawet dolegliwości psychosomatycznych, takich jak bóle głowy czy problemy z trawieniem. Z perspektywy psychologicznej najpoważniejszym skutkiem jest stopniowa utrata zaufania do własnej intuicji i osądu rzeczywistości, ponieważ partner, zaprzeczając faktom i przerzucając winę, zmusza Panią do ciągłego kwestionowania samej siebie.

Może to prowadzić do rozwoju zaburzeń lękowych, stanów depresyjnych oraz wykształcenia się tzw. „wyuczonej bezradności” – stanu, w którym mimo ogromnego cierpienia, Pani umysł przestaje dostrzegać jakiekolwiek drogi wyjścia, co jeszcze bardziej utrudnia podjęcie decyzji o ratowaniu siebie. Częstym skutkiem jest również izolacja społeczna, gdyż z czasem brakuje sił na relacje z innymi, a wstyd przed przyznaniem, jak wygląda rzeczywistość domowa, powstrzymuje przed szukaniem pomocy na zewnątrz. Taka pętla niestabilności może sprawić, że Pani codzienne życie zmienia się w strategię przetrwania zamiast bycia źródłem satysfakcji.

 

Życzę dużo siły i wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska 

4 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

To, co przeżywasz, brzmi jak bardzo wyczerpująca huśtawka emocjonalna — bliskość przeplata się z odrzuceniem, ciepło z agresją. Nic dziwnego, że czujesz się zagubiona i bezsilna.

 

Miłość może współistnieć z bólem, ale to, że wciąż kochasz, nie oznacza, że masz przestawać widzieć, jak ta relacja na Ciebie wpływa. Twoje zmęczenie i łzy są sygnałem, że dzieje się coś, co Cię rani.

To nie jest słabość, że trudno odejść. To pokazuje, jak bardzo jesteś związana i jak bardzo chciałaś, żeby to się udało. Twoje uczucia są ważne.

 

Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc Ci uporządkować to, co się dzieje, zrozumieć swoje emocje i zobaczyć, jakie masz możliwości w tej sytuacji. Warto dać sobie takie wsparcie — nie musisz przechodzić przez to sama.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

4 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani opis wskazuje na klasyczny cykl toksycznej relacji, z fazami napięcia, wybuchów i pozornego "miodowego miesiąca", co jest typowe dla przemocy emocjonalnej.​ Partner wykazuje cechy manipulacji: zrzucanie winy, agresja werbalna, brak empatii, oskarżenia o stalking i cykle przeprosin, które resetują Pani granice. To niszczy  samoocenę i trzyma Panią w pętli, mimo miłości i często towarzyszą temu narcystyczne tendencje lub unikanie odpowiedzialności.

Warto porozmawiać z zaufaną osobą (przyjaciel, rodzina) lub psychologiem i oni pomogą się wyprowadzić

 Nie waro wchodzić w rozmowy, które kończą się awanturą; ogranicz kontakt po decyzji o odejściu.​

Waro ćwiczyc, spotykać się z bliskimi, skupić się na aktywnościach budujących siłę gdyż  to zastąpi stres pozytywnymi emocjami.​ 

Warto rozważyć terapię dla siebie (niezależnie od niego)W  Polsce dostępne są darmowe linie jak Niebieska Linia (800 120 002) czy centra kryzysowe. On nie musi chcieć terapii, ale Pani zasługujesz na odzyskanie kontroli. Jest Pani młoda i silna, a wyjście to pierwszy krok do lepszego życia, choć boli.​

 

 

 

4 miesiące temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Proszę o wskazówki dla poradzenia sobie z traumą i rzutowaniem jej na mój związek, na radzenie sobie z pracą.
Witam serdecznie, od jakiegoś czasu nie radzę sobie z życiem, wszystkim wydaje się, że jestem osobą silną, a w środku przeżywam katusze. Mój problem sięga dzieciństwa przepełnionego alkoholem mojego ojca i brata. Mam stresującą pracę. Po bardzo długim czasie jestem w związku, w którym nie czuję się stabilna, na każdym kroku doszukuję się zdrady, braku zaufania. Jak mam sobie z tym poradzić?
Smutek i pustka po przeprowadzce na wymarzony dom - jak sobie poradzić?

Dzień dobry, piszę bo już sobie nie radzę... Mam 44 lata, dwójkę dzieci i męża. Niedawno przeprowadziliśmy sie w nowe miejsce, nasz wymarzony dom. Od momentu przeprowadzki czuje smutek, nawet rozpacz. Nie jestem w stanie funkcjonować normalnie. Budzę się codziennie o 4 i nie jestem w stanie spać. Wcześniej mieszkaliśmy w domu z moimi rodzicami, mnie nie było źle, ale nowy dom to też była moja decyzja... mimo że mieszkamy blisko - 10 minut od rodzinnej miejscowości, ja czuję się jakbym przeprowadziła się na inną planetę. Mam wszędzie daleko, między pracą a zajęciami dzieci jestem w domu rodzinnym, bo nie ma sensu tu wracać. Tracę czas na ciągłe dojazdy, no i kwestia kredytu, który nam zjada jedną pensję. Mąż jest tutaj szczęśliwy, ja chciałabym wrócić na stare śmieci i żyć bez stresu. Przechodzimy straszny kryzys. Mówi mi, że to co czuje nie jest normalne, ze wszyscy sobie jakoś radzą... a ja czuję tak ogromną pustkę i samotność, że ryczę codziennie w aucie... czuje się więźniem tego domu. Moje życie zostało w rodzinnej miejscowości, dzieci tam chodzą do szkoły a ja pracuję. Tam są moi rodzice i znajomi. Za płotem chciałabym widzieć moich rodziców, a nie obcych ludzi. Czy to nienormalne? Wiem, że to moja decyzja, ale 5 lat temu nie myślałam o tym w ten sposób... Chcialabym wrócić, ale nie wiem czy jest to możliwe.... teraz czuję, że nie mam domu. Ani tutaj, ani w rodzinnej miejscowości. Sama się tak załatwiłam i nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Dziękuję za możliwość napisania tych słów.

Manipulacja i przemoc emocjonalna w związku po separacji

Od 2 lat jestem w separacji z mężem i poznałam nowego partnera. Na początku było ok ,ale mój nowy partner zadal ode mnie żebym rozwiodła się jak najszybciej. Podejrzewam ze chodziło mu o pieniądze której miała dostać od byłego męża ,w momencie rozwodu, które jak sadze pomogły by mu, bo jego firma prawie bankrutowała. Były tez inne sytuacje które mnie niepokoiły. Po kłótni z była zona o alimenty, pod wpływem alkoholu partner zaczął mi wysyłać okropne meile, wyzywać, życzyć śmierci. Kiedy pierwszy raz otrzymałam od niego te wiadomość, byłam w takim szoku ,ze zabrało mi kilka dni żeby przyjść do siebie. Przeprosił wybaczyłam, ale sytuacje się powtarzały, kłótnie, karanie cichymi dnia za brak zgody na intymność. Raz nagle napisał mi ze chce umrzeć, ze ma bardzo poważne problemy finansowe i emocjonalne i nie chce mnie w to wciągać, kazał żebym go zostawiła. Prawie wezwałam policje bo obawiałam się ze targnie na własne życie. Po rozmowie okazało się ,ze była zona nie zgodziła się wysyłać syna bo córki doniosły matce ,ze był pisany cały weekend. Ten związek zaczął przypominać moje małżeństwo, nigdy nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja. Raz wszystko było dobrze, za chwile drama, nie wiadomo z jakiego powodu. Każde spotkanie kończyło się przesłuchaniem, jakie są postępy w sprawie rozwodu. To sprawiło ze przestalam spieszyć się z rozwodem, pomimo ze nowy partner naciskał na to i postanowiłam nie iść z byłym mężem na ugodę, na tylko zabezpieczyć swoje sprawy dla przyszłości siebie i dziecka, bo zaczęłam mieć przeczucie ze na nowego partnera nie mogę liczyć. Potem stało się cos, co przelało czarę. Byłam w domu z dzieckiem, a mój partner zazadam żeby nagralam film erotyczny. Oczywiście się nie zgodziłam i powiedziałam ze wszystko skończone. Zerwałam kontakt. Po 2 miesiącach przyslam mi zaproszenie na ślub. Pogratulowałam i myślałam ze sprawa załatwiona, ale się myliłam. Napisał mi ze skoro ja nadal jestem mężatka ,to teraz i on będzie żonaty i chce żebyśmy kontynuowali nasze spotkanie. On twierdzi ze mówił mi ze nie mogl być sam, podejrzewam ze trudno było mu poradzić bez kobiety w domu i finansowo, a mój rozwód się przedłuża wiec on się ożeni i będziemy będziemy kontynuować nasza znajomość jak dawnie. Nęka mnie meila. Pisze ze zawsze będę jego ku××a, ze nic mi nie pomoże. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić? Boje się ze on jest niezrównoważony? czy w przypadku jeśli się nie uspokoi powinnam zgłosić się na policje? proszę o pomoc bo jestem z tym wszystkim sama.

Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu.
Cześć, to będzie długi post, ale mam nadzieję, że znajdzie się parę osób, którym będzie chciało się to przeczytać.. Muszę się wygadać. Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu. Po miesiącach wyznawań miłości, planowaniu przyszłości, mój facet zostawił mnie z dnia na dzień i oznajmił, że wraca do byłej. Sztylet w serce. Całkowite zerwanie kontaktu, zero wyjaśnień. Ona do niego wypisywała miesiącami, że nie daje rady bez niego, szantażowała go, obarczała go winą za całe zło świata, cały czas płakała, pisała do moich bliskich, że zniszczyłam jej związek. On mówił, że to psychopatka, że nie chce z nią być i myślał, że z czasem jej przejdzie. Że nie był z nią szczęśliwy, że była chorobliwie zazdrosna, nie mógł wychodzić, spotykać się ze znajomymi, że właściwie nie miał znajomych przez nią…Mówił, że ona jest mściwa, że przed ludźmi gra cudowną osobę, uśmiechniętą, serdeczną a nikt nie widzi, jaka ona jest na prawdę…traktowała go jak jej własność, jak przedmiot, widziałam wiadomości, które do niego wypisywała, ogólnie dramat. Zero liczenia się z jego potrzebami. W międzyczasie zmarł jej ojciec. Po rozstaniu z nią ona rozgadała wszystkim, że ją zostawił samą na tym świecie, że już nie ma nikogo, że to przez niego zmarł jej ojciec, bo coś przeczuwał. Byli ze sobą 10 lat. On jej mówił, że nie chce z nią być, bo już jej po prostu nie kocha, ale jeśli kiedyś będzie potrzebowała pomocy, to może na niego liczyć. Że spędzili ze sobą tyle czasu i chce się rozstać w zgodzie jak dorośli ludzie. Ona twierdziła, że on ją nadal kocha, że tylko się pogubił – przeze mnie. Już od tego czasu nie mieszkali razem, wyprowadził się i nie mieli żadnego kontaktu. Minęły 2 miesiące i znów się zaczęło…wypisywanie, płacz, manipulowanie. Zaproponowała mu pracę dorywczą u niej w firmie, że będzie miał możliwość sobie dorobić zdalnie. Przystał na to. Później spytała, czy pojedzie z nią na grób taty, stwierdziłam, że niech jedzie, w końcu to był jego teść przez 10 lat. Pojechał. Później znów coś, czy wyjdzie z psami, czy przyjdzie po coś tam itd… I tak z dnia na dzień czułam, że coś się miedzy nami pogarsza…spytałam, czy ponownie coś do niej poczuł, czy chce do niej wrócić, odpowiadał stanowczo, że NIE. Mówił, że jest mu jej żal, że jak był u niej w mieszkaniu to był syf itd a ona wygląda i zachowuje się jak wrak człowieka…że jakby miał do niej wrócić to tylko z litości i wtedy by poświęcił swoje życie dla niej…że on wie, jaka ona jest, że jakby wrócił, to do końca życia byłoby wypominanie, że ją zostawił, że ona jest najbiedniejsza, że jest chu**em, wszystkim by o tym mówiła itd… No i stało się. Przyszedł dzień rozstania. Znów spytałam, czy coś się między nami i nią a nim zmieniło. Powiedział, żebym dała mu czas na zastanowienie, że on sam nie wie kim jest, że bardzo mnie kocha. Wkurzyłam się, bo pytałam przez cały ten czas czy wszystko jest okej, czy coś się zmieniło, czy zrobiłam coś nie tak, że nie ma do mnie szacunku, bo do ostatniej chwili mówił, że jestem tylko ja i nic się nie zmieniło... Napisałam mu, że skoro ma wątpliwości co do naszego związku to ja je rozwieje. Pożyczyłam mu trochę kasy, powiedziałam, że ma pół roku na oddanie mi ich i na ten moment już nas chyba nic nie łączy i że złamał mi serce, kłamiąc do ostatnich wiadomości, że kocha tylko mnie… nawet nie odpisał. Parę dni później ustawił związek z nią na fb. Wszędzie mnie zablokował. To było miesiąc temu. 3 dni temu dodał z nią wspólne zdjęcie profilowe. Zero kontaktu. Zero wyjaśnień. Jestem tak zraniona…czy on cały czas mnie okłamywał? Nie znam osobiście jego byłej. Czy on zrobił z niej wariatkę, żeby tylko sobie por**ać na boku i manipulował mną? Czy on tak strasznie opluł osobę, z którą był 10 lat, byleby mieć skok w bok? A później wrócił do niej i błaga ją o przebaczenie? Czy ta dziewczyna jest tak w niego wpatrzona, że mu to wybaczyła? Czy wrócił do niej, bo tak mu jest po prostu wygodnie? Czy może ona robi z nim, co chce i dodaje te zdjęcia, zablokował mnie, ustawił związek, żeby mi pokazać, że on jest jej i robi mi na złość, a on się na to godzi? Pamiętam, jak mówił, że ona już tak robiła, żeby pokazać wszystkim, jaki to oni mają cudowny związek, a dobrze było tylko na zdjęciach… Czy może on faktycznie szczerze coś znów do niej poczuł i faktycznie wrócił do niej z miłości? Ja już nie chciałabym do niego wrócić, nawet jakby się odezwał, ten etap jest już za mną… Dręczą mnie pytania bez odpowiedzi. Co się w ogóle stało? W co on grał? Kto tu jest poszkodowany? Czy byłam tylko keks zabawką? Czy on ją kocha? Czy kochał mnie? Czy wrócił do niej z miłości, czy z litości? Nie mogę spać po nocach, rozpamiętuję, jestem potwornie zmęczona…budzę się w środku nocy i zaczyna się mielenie w głowie cały czas tego samego… ja już tego nie chce, ale to cały czas powraca…
Mąż wypomina mi przeszłość, w której go nawet jeszcze nie było.
Mąż męczy mnie o przeszłość a dokładniej o 1 incydent, który się zdarzył, jak jeszcze go nawet nie znałam.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.