Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Toksyczny związek o cechach narcystycznych - jak dalej postępować?

Jestem w toksycznym związku i nie wiem, co robić – czuję się niszczona, ale nie potrafię odejść Jestem w 10-letnim związku. Od ponad pół roku wszystko zaczęło się bardzo psuć. Mój partner ma 44 lata, ja 34. Poznał młodszą ode mnie osobę, z którą zaczął spędzać bardzo dużo czasu. Tłumaczył to pracą – ale ja coraz częściej czułam, że nie jest ze mną szczery. Mówił, że nie daje mu się rozwijać- kiedy wychodził z domu i nie było go cały dzień bo niby miał dużo pracy. Od tamtego momentu nasz związek to ciągły rollercoaster. Raz jest dobrze, a raz bardzo źle. Coraz rzadziej mówi, że mnie kocha. Przy niemal każdej kłótni mówi mi, żebym się wyprowadziła. Gdy próbuję spokojnie porozmawiać, on przestaje słuchać, wychodzi z rozmowy, mówi, że ma mnie dość i że powinnam zniknąć z jego życia. Reaguje agresywnie i sprawia, że płaczę. Po kilku dniach wszystko się „resetuje” – wraca do normalności, jest miły, zabiera mnie do kina, robimy coś razem, gotuje obiad. Wtedy mam nadzieję, że może jednak da się to uratować. Ale potem znowu znajduję coś, co świadczy o tym, że nie jest ze mną szczery. Gdy chcę o tym porozmawiać i pytam o konkretne fakty, on zaczyna krzyczeć, oskarża mnie o stalking, mówi, że ma mnie dość. Ja wciąż go kocham, ale coraz bardziej czuję, że ta relacja mnie niszczy. Zaczynam podejrzewać u niego narcystyczne cechy – brak odpowiedzialności, zrzucanie winy na mnie, wybuchy złości, brak empatii. Nie potrafię z nim rozmawiać, bo każda próba kończy się awanturą. Kilka razy próbowałam się wyprowadzić, ale za każdym razem on przepraszał, obiecywał, że spróbujemy jeszcze raz. I ja zostawałam. Teraz już sama nie wiem, o co mu chodzi i co się właściwie dzieje. Zastanawiam się, czy on ma jakieś zaburzenie, czy po prostu nie chce brać odpowiedzialności za swoje zachowanie. On Nie chce iść na terapię – uważa, że terapeuci tylko wyciągają pieniądze od ludzi. Ja z kolei czuję się coraz bardziej bezsilna, zagubiona i wyczerpana. Nie chcę się wyprowadzać, ale mam wrażenie, że nie mam już siły dalej walczyć i żyć w tej samej pętli. Będę wdzięczna za każdą opinię, spojrzenie z zewnątrz lub radę, bo naprawdę nie wiem, co robić.
User Forum

Zuzu

mniej niż godzinę temu
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

Z tego, co Pani opisuje, widać wyraźny cykl: napięcie - wybuch - wycofanie - „miesiąc miodowy” i obietnice poprawy. To bardzo obciąża i sprawia, że trudno odejść.
 

Niezależnie od tego, czy partner ma jakiekolwiek zaburzenie: dziś doświadcza Pani braku szacunku, krzyku i odrzucania. Przemocy nie usprawiedliwia żadne zaburzenie. Zmiana wymaga chęci i zaangażowania.  
 

W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest skupienie się na tym, na co na Pani wpływ. Partner nie wyraził chęci pójścia na terapię, ale Pani może zacząć szukać wsparcia dla siebie - żeby wzmocnić się, zacząć ufać samej sobie i zobaczyć wyraźniej, dlaczego trwa Pani w tej sytuacji pomimo cierpienia. Czasem to jest pierwszy, najważniejszy krok. Zdecydowanie zaufałabym temu, że czuje Pani potrzebę zmiany. 

Pytanie do refleksji: Gdyby nic się nie zmieniło przez kolejne lata - czy chciałaby Pani tak dalej żyć?

Pozdrawiam,
Dominika Poźniak

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

opisuje Pani klasyczny cykl przemocy emocjonalnej, który opiera się na mechanizmie przerywanego wzmocnienia – po okresach agresji i odrzucenia następuje „miesiąc miodowy”, który daje Pani złudną nadzieję i sprawia, że biologicznie uzależnia się Pani od tej relacji. Zachowania partnera, takie jak odwracanie kota ogonem, agresja w odpowiedzi na trudne pytania oraz grożenie wyrzuceniem z domu, mają na celu odebranie Pani poczucia sprawstwa i pewności siebie. Niezależnie od tego, czy partner ma narcystyczne zaburzenie osobowości, czy po prostu stosuje przemocowe techniki kontroli, kluczowy jest fakt, że on nie widzi problemu w sobie, lecz w Pani, co czyni jakąkolwiek zmianę w tym związku niemal niemożliwą bez jego autentycznej pracy nad sobą. 

Proszę pamiętać, że nie da się „uratować” relacji w pojedynkę, zwłaszcza gdy druga strona systematycznie Panią niszczy – Pani bezsilność jest naturalną reakcją na życie w ciągłym zagrożeniu emocjonalnym, a jedynym sposobem na odzyskanie siebie jest postawienie twardych granic lub całkowite odcięcie się od źródła cierpienia przy wsparciu terapeuty.

Wszystkiego dobrego.

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Katarzyna Marzęda

Katarzyna Marzęda

Szanowna Pani,

 

To co Pani opisuje brzmi jak schemat relacji, której dynamika jest dla Pani silnie destabilizująca emocjonalnie. Pojawia się napięcie, poźniej konflikt, który wywołuje konkretne reakcje emocjonalne w Pani. Po wszystkim partner przeprasza, a w Pani pojawia się nadzieja na poprawę Waszej relacji, a później znów pojawia się napięcie i konflikt i schemat się  zaczyna pracować od początku. Jeśli ta dynamika trwa od dłuższego czasu  i widzi Pani jaki wpływ ma Panią to zachęcałabym to przesunięcia środka ciężkości w Pani kierunku i zadania sobie pytań, które pozwolą lepiej odnaleźć się Pani w tej sytuacji - czy ta relacja daje mi stałe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa? Czy czuję się w niej widziana i ważna? Czy ta relacja dodaje mi siły, buduje mnie jako człowieka?

Konflikty w związkach są naturalna kwestią, ale agresja, groźby odejścia z relacji, wycofywanie z komunikacji na kilka dni nie powinny pojawiać się w zdrowych relacjach. 

 

Chciałabym, żeby Pani pamiętała, że Pani uczucia są ważne. Jeśli czuje się Pani raniona i próbuje Pani to zakomunikować w sposób neutralny, nieatakujący to warto zacząć przyglądać się dokładnie Państwa relacji. 

Może Pani notować sytuacje, słowa które padały, tak, aby móc po opadnięciu emocji bardziej neutralnie ocenić jak wygląda Państwa komunikacja, również po Pani stronie. Takie notowanie pozwoli również na podsumowanie i ocenę dnia, tygodnia czy całego miesiąca pod kątem tego na ile bezpiecznie czuła się Pani w tej relacji. 

Słyszę, że waha się Pani co do przyszłości Państwa związku - nie musi Pani podejmować dużych decyzji od razu. Ale warto, pamiętać, że zmiana relacji i jej naprawa to odpowiedzialność obu partnerów. Zmiana w relacji wymaga stałego wysiłku i chęci do pracy, wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie przy równoczesnej uważności na potrzeby drugiej strony. 

 

Pozdrawiam serdecznie. 

 

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Opisuje Pani relację o bardzo wyraźnym cyklu napięcia, zranienia i „miodowego miesiąca”. Taki schemat silnie wiąże emocjonalnie, ale jednocześnie stopniowo osłabia poczucie własnej wartości i sprawczości. To, że trudno odejść, nie jest oznaką słabości – to naturalna konsekwencja tej dynamiki.Kluczowe jest dziś nie diagnozowanie partnera, lecz zadbanie o Pani bezpieczeństwo psychiczne i granice. Jeśli rozmowa kończy się krzykiem, wycofywaniem i obwinianiem, to nie ma warunków do realnej pracy nad relacją. Związek można naprawiać tylko wtedy, gdy obie strony biorą odpowiedzialność i są gotowe na zmianę,także na terapię.Warto rozważyć własne wsparcie terapeutyczne oraz bardzo konkretne kroki wzmacniające niezależność: plan wyjścia, zaplecze finansowe, osoby, do których może się Pani zwrócić. To nie musi oznaczać natychmiastowej decyzji o rozstaniu ale daje poczucie wyboru i zmniejsza bezsilność. Miłość nie powinna wiązać się z lękiem, płaczem i poczuciem bycia odrzucaną. Pani dobrostan jest tu najważniejszy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Opisana przez Panią dynamika - zmienność atmosfery w relacji, okresy konfliktu następnie okresy bliskości, by później znów pojawiały się trudności w komunikacji - wpływają bezpośrednio na Pani stan psychiczny. Pani zdolność do zidentyfikowania tych cykli i dostrzeżenia ich powtarzalności świadczy o zachowanym dystansie do własnej sytuacji, co jest zasobem wartym rozwijania.

Zjawisko, które Pani doświadcza - gdzie okresy bliskości przywracają nadzieję - jest  mechanizmem psychologicznym. Nieprzewidywalne doświadczanie momentów pozytywnych wzmacnia przywiązanie bardziej niż konsekwentne traktowanie. 

Istotne jest, że Pani wyraża wyczerpanie emocjonalne i fizyczne, a te sygnały zasługują na poważną uwagę. Wsparcie specjalisty mogłoby pomóc Pani w zrozumieniu własnych potrzeb i wspieraniu w dalszych decyzjach, niezależnie od ich kierunku.

Z poważaniem,

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog

 

1 miesiąc temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 

 

To, czego Pani doświadcza, to bolesny cykl relacyjny, w którym po okresach chłodu i agresji następują momenty „resetu”, kiedy partner staje się miły i troskliwy. Takie nagłe powroty do normalności dają złudną nadzieję na zmianę i sprawiają, że niezwykle trudno jest odejść, mimo narastającego wyczerpania. Zachowania polegające na zastraszaniu, wyrzucaniu z domu, krzyku czy dezorientowaniu Pani poprzez zaprzeczanie faktom (tzw. gaslighting), są formami przemocy emocjonalnej.

W tej relacji Pani umysł mierzy się z ogromnym dysonansem, próbując pogodzić obraz bliskiej osoby z kimś, kto rani i odrzuca. Przerzucanie na Panią odpowiedzialności za brak jego „rozwoju” sprawia, że zaczyna Pani szukać winy w sobie, zamiast dostrzec, że partner unika odpowiedzialności za własne działania. Skoro on odmawia terapii i konstruktywnej rozmowy, Pani wysiłki trafiają w próżnię - żaden człowiek nie zmieni się jeśli nie będzie tego chciał. Zamiast szukać przyczyn w jego charakterze, warto przyjrzeć się temu, co to robi Pani, gdy Pani granice są systematycznie naruszane. 

Trwanie w tak dużej niestabilności, gdzie poczucie bezpieczeństwa zależy od nastroju drugiej osoby, niesie ze sobą poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Długotrwałe przebywanie w stanie ciągłej czujności powoduje, że Pani układ nerwowy jest nieustannie przeciążony, co może prowadzić do chronicznego zmęczenia, problemów ze snem, a nawet dolegliwości psychosomatycznych, takich jak bóle głowy czy problemy z trawieniem. Z perspektywy psychologicznej najpoważniejszym skutkiem jest stopniowa utrata zaufania do własnej intuicji i osądu rzeczywistości, ponieważ partner, zaprzeczając faktom i przerzucając winę, zmusza Panią do ciągłego kwestionowania samej siebie.

Może to prowadzić do rozwoju zaburzeń lękowych, stanów depresyjnych oraz wykształcenia się tzw. „wyuczonej bezradności” – stanu, w którym mimo ogromnego cierpienia, Pani umysł przestaje dostrzegać jakiekolwiek drogi wyjścia, co jeszcze bardziej utrudnia podjęcie decyzji o ratowaniu siebie. Częstym skutkiem jest również izolacja społeczna, gdyż z czasem brakuje sił na relacje z innymi, a wstyd przed przyznaniem, jak wygląda rzeczywistość domowa, powstrzymuje przed szukaniem pomocy na zewnątrz. Taka pętla niestabilności może sprawić, że Pani codzienne życie zmienia się w strategię przetrwania zamiast bycia źródłem satysfakcji.

 

Życzę dużo siły i wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska 

mniej niż godzinę temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

To, co przeżywasz, brzmi jak bardzo wyczerpująca huśtawka emocjonalna — bliskość przeplata się z odrzuceniem, ciepło z agresją. Nic dziwnego, że czujesz się zagubiona i bezsilna.

 

Miłość może współistnieć z bólem, ale to, że wciąż kochasz, nie oznacza, że masz przestawać widzieć, jak ta relacja na Ciebie wpływa. Twoje zmęczenie i łzy są sygnałem, że dzieje się coś, co Cię rani.

To nie jest słabość, że trudno odejść. To pokazuje, jak bardzo jesteś związana i jak bardzo chciałaś, żeby to się udało. Twoje uczucia są ważne.

 

Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc Ci uporządkować to, co się dzieje, zrozumieć swoje emocje i zobaczyć, jakie masz możliwości w tej sytuacji. Warto dać sobie takie wsparcie — nie musisz przechodzić przez to sama.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani opis wskazuje na klasyczny cykl toksycznej relacji, z fazami napięcia, wybuchów i pozornego "miodowego miesiąca", co jest typowe dla przemocy emocjonalnej.​ Partner wykazuje cechy manipulacji: zrzucanie winy, agresja werbalna, brak empatii, oskarżenia o stalking i cykle przeprosin, które resetują Pani granice. To niszczy  samoocenę i trzyma Panią w pętli, mimo miłości i często towarzyszą temu narcystyczne tendencje lub unikanie odpowiedzialności.

Warto porozmawiać z zaufaną osobą (przyjaciel, rodzina) lub psychologiem i oni pomogą się wyprowadzić

 Nie waro wchodzić w rozmowy, które kończą się awanturą; ogranicz kontakt po decyzji o odejściu.​

Waro ćwiczyc, spotykać się z bliskimi, skupić się na aktywnościach budujących siłę gdyż  to zastąpi stres pozytywnymi emocjami.​ 

Warto rozważyć terapię dla siebie (niezależnie od niego)W  Polsce dostępne są darmowe linie jak Niebieska Linia (800 120 002) czy centra kryzysowe. On nie musi chcieć terapii, ale Pani zasługujesz na odzyskanie kontroli. Jest Pani młoda i silna, a wyjście to pierwszy krok do lepszego życia, choć boli.​

 

 

 

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Czuję chroniczne zmęczenie, poirytowanie, drażliwość. Męczą mnie relacje, nie potrafię odnaleźć chęci.
Irytacja , zmęczenie, lenistwo ( sama się sabotuję, , obcy ludzie mnie denerwują i mam czasem ochotę kogoś szturchnąć lub kopnąć na ulicy), przez to myślę, że jestem złym człowiekiem, jestem na studiach, ale nie uczę się i nie robię zadań, bo jestem leniwa i zmęczona, problemy z zasypianiem, gdy mam na 6 wstać do pracy, boję się, że zaśpię i szefowa mnie zwolni, bóle głowy po studiach, szkole, bóle pleców od 2 lat w paru miejscach, co może mieć wpływ na moje gorsze samopoczucie. Jedynie staram się na treningach ( trenuję 8 lat) chociaż nie tak, jak kiedyś. Czasem ( raz na parę miesięcy)wymyślam sobie choroby, np. myślałam kiedyś, że mam coś z wątrobą, ale usg było w porządku, myślałam, że mam przepuklinę, a ostatnio w wigilię myślałam, że mi ość utknęła w gardle i rodzina zawiozła mnie na pogotowie. Mam problemy teraz z lżejszą formą kompulsywnego objadania się, jem szybko i niezdrowo, jestem uzależniona od telefonu. Dodam jeszcze, że nie mam ochoty z nikim się spotykać. Ludzie na dłuższą metę mnie denerwują i męczą. Zakończyłam wszystkie moje przyjaźnie szkolne z własnego wyboru. Jestem introwertykiem. Co i czy powinnam coś zrobić?
Myślę negatywnie, co prowadzi do pozytywnych skutków.
Myślę negatywnie, co prowadzi do pozytywnych skutków. Od dłuższego czasu przy różnych sytuacjach staram się wyobrazić najgorsze, aby do tego nie doprowadzić. Mam wrażenie, że jeśli pomyśle coś negatywnego wydarzy się odwrotność np. Jeśli przed konkursem pomyślę, że się pomylę to to się nie wydarzy, ale jeśli będę myśleć, że poszło mi dobrze, to okaże się, że się pomyliłam. Tak z wszystkim. Wyczytałam w internecie, że pozytywne myślenie jest podstawą wszystkiego i próbowałam tego, ale mam wrażenie, że dochodzi do negatywnych skutków. Najgorsze jest przekonywanie siebie, że naprawdę "wierzę" w negatywne myśli, a nie tylko próbuje stworzyć sytuacje. Jak mam się tego pozbyć?
Mąż leczy depresję i jednocześnie mnie zdradza. Boję się jednak, że coś sobie zrobi, jeśli ja odejdę.

Mój mąż ma zdiagnozowaną nerwice i depresję-leczy się jednak jest coraz gorzej. Ja teraz jestem w 9 miesiącu ciąży. Przez ostatnie kilka miesięcy mąż pisał z inną kobietą, wyznając jej miłość i deklarował jej, że jeżeli ona tego chce to weźmie ze mną rozwód. Mi powiedział, że to tylko koleżanka, która pomaga mu w nerwicy. W ostatnich dniach ona urwała z nim kontakt i poinformowała mnie o wszystkim. On popadł w bardzo zły stan, myśli samobójcze, bezsenność. Stwierdził, że „musi isc na dzi*ki” i poszedł. Teraz dziwi się, że w ogóle jestem na niego o to zła. Zapisałam go na terapię. Jak mogę mu pomóc, kiedy ja chce na niego nakrzyczeć, zostawić go za to co mi zrobił , ale boję się, że coś sobie zrobi. Czy mogę się czuć upokorzona najpierw tą zdrada emocjonalną a później fizyczną z prostytutka? On twierdzi, że przesadzam.

TW. Próba samobójcza, nie mam już siły, trudności finansowe, związkowe. Za mną mnóstwo terapii.
Dzień dobry, nie wiem ile mam miejsca, spróbuję się streszczać. Mam 25 lat, studiuję zaocznie 2. rok psychologii. Za mną 6 nieudanych terapii psychodynamicznych i terapia schematów, która zmieniła moje życie. Ale miała trwać rok, a w połowie nie było mnie dłużej stać. Mam borderline, ADHD i podejrzenie spektrum, ale diagnostka stwierdziła, że na końcu może powiedzieć, że nie wie (różnicowanie z traumą) więc przerwałem. Praca to dla mnie koszmar, bo źle rozumiem instrukcje a jak się czegoś trzeba domyślić to źle się domyślam. Jak potrzebuję o coś zapytać to słyszę "jak możesz tego nie wiedzieć" więc przestałem pytać, popełniam masę błędów, mimo że robię sobie w telefonie notatki. W rezultacie boję się ludzi (na co dzień też), nienawidzę siebie i zwalniam. Dwa lata zmagałem się finansowo, doszło do tego, że dorabiałem na prostytucji. To było łatwiejsze niż 8h np. w fast foodzie, w trybie walcz uciekaj. Zakochałem się w kliencie. Wydawało się, że jest wzajemność, mówił różne rzeczy, w tym, że chciałby tam zaparkować na stałe. Pochwalił moją inteligencję, co jest dla mnie ważne. Niesamowicie się rozumiemy, mamy podobne charaktery, jesteśmy też dobrani w łóżku. Miał wybrać i wybrał - żonę. Nie widzę już sensu w życiu. Nie chcę być już sam. Myślałem, że wymarzona praca terapeuty schematów wypełni mi pustkę, ale nie zapowiada się. Nie potrafię pojąć, że spotkałem kogoś idealnie dobranego i ta osoba mnie nie chce. Nienawidzę spotykanych na ulicach par. Nawet nie wiedzą, że mają supermoc. Moje życie nie ma żadnego sensu. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, ale co z tego, na nikogo to nie wpływa. Nikt mi nie towarzyszy. Nie robi żadnej różnicy, że codziennie wstaję z łóżka. Teraz szukam pracy po przeprowadzce i telefon milczy. Zrobiłem bardzo dobre CV, a potem jeszcze rozmowa nie do przejścia - utrzymuj kontakt wzrokowy, nawiąż small talk, spraw wrażenie sympatycznego, zadawaj pytania. Czuję, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie, od zawsze. Miałem próbę w grudniu, ale niestety przeżyłem. Nie wiem po co. Pierwszy raz próbowałem się zabić w 6. klasie podstawówki, potem w gimnazjum. Nikt tego nie widział, zawsze planuję tak, by nikt mi nie przeszkodził i sam muszę siebie przekonać, że to moje jedyne życie i póki żyję coś może się zmienić. Nie wierzę, że uda mi się uzbierać na terapię i wyzdrowieć. Nie wierzę już w miłość. Czuję się tak potwornie sam. Zostawiłem większość przyjaciół we Wrocławiu, łatwo było ich poznać przez studia, a w Łodzi mam zaoczne i jest trudniej. Cieszę się, że nie mam przerwy w studiach, ale tryb podoba mi się mniej - nie da się żyć studiami. To jedyna dziedzina w życiu jaka mi wychodzi. Nie wiem jakie mam pytanie, i tak na dniach się zabiję wreszcie, bo nie mogę znieść tej samotności i pustki.
Lęk przed oceną i byciem obserwowaną – jak przestać myśleć, co inni o mnie pomyślą?
Nie umiem odwrócić uwagi od tego, jak czuję że ktoś mnie obserwuje. Nie umiem do końca "zająć się sobą" czy skupić na sobie. Natychmiast gdy czuję złą energię to zajmuje to moje myśli, czuję że wchodzi do mojej głowy. Czuję się skrępowana, zawstydzona, nieswojo. Nie przeglądam treści na telefonie na które mam ochotę bo zastanawiam, co kto pomyśli. Bardzo często przychodzi mi do głowy, co ktoś pomyśli. Na poziomie świadomym wiem, że nie powinnam, ale tak niestety jest i mam złe doświadczenia z byciem ocenianą. Nie wiem, jak to odepchnąć. Często jak siedzę w restauracji to zamiast mieć SWOJE WŁASNE myśli, przychodzą mi krytyczne od innych. sytuację pogłębia to, że przyciągam wzrok i uwagę bo bardzo ładnie wyglądam i mam swój styl. Jednak nie lubię być obserwowana.
żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.