Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudności z nauką- z pamięcią, a później powtórką. Techniki poprawiające sposób nauki nie działają.

Coś u mnie jest za krótki czas pamiętania tego, czego sie uczę a potem jest problem z przetwarzaniem tej informacji no, bo za szybko ucieka z pamięci i nie ma z czego przetwarzać ,po prostu za szybko tracę informacje, jakby w pamięci tej roboczej czy krótkotrwałej ,czy można coś poprawić, by lepiej się uczyć ? W ogóle czy możliwe jest przyspieszenie nauki czy jednak musi ona odbywać się w swoim rytmie i możliwościach mózgu, intelektu ,bo dużo jest materiałów o przyspieszonej nauce, ale są one nieskuteczne, bądź naciąganiem na jakieś kursy. Jak jest naprawdę?
Aleksandra Bala

Aleksandra Bala

Panie Andrzeju, jak najbardziej z takimi trudnościami można walczyć. Najlepiej zacząć od diagnozy u neuropsychologa, a następnie wdrożyć program ćwiczeń, które zostaną Panu zalecone. 

Jeśli jest Pan zainteresowany to zapraszam :)

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Nie mam chęci na spotkania, nie wiem co dalej zrobić w życiu.
Od lat nie mam chęci spotykania się z ludźmi, a odkąd skończyłam szkołę to zerwałam ze wszystkimi kontakt, mieszkam z mamą, a na spotkania rodzinne też nie chce mi się chodzić. Teraz muszę podjąć decyzję na jakie studia iść i co robić z życiem. Ogólnie to powracam do rysowania, ale nie wiem czy to ma sens, też trenuję od 8 lat karate, ale też raczej mi się to w życiu nie przyda, jedynie co wiem, to że lubię chodzić na treningi. Na samą myśl o studiach i pracy z ludźmi mi się wszystkiego odechciewa.
Moim problemem w wieku 26 lat jest samowykluczenie z życia społecznego.
Moim problemem w wieku 26 lat jest samowykluczenie z życia społecznego. Nie mam przyjaciół, zawieranie jakichkolwiek znajomości jest niemożliwe, wieczny smutek, który 24 g na dobę czuje, załatwienie sprawy u lekarza, w urzędzie wiąże się z dużym stresem i paniką. Nieraz zrobiłem 30 km do specjalisty, np. jak wbiło mi się ciało obce w oko, to siedziałem w samochodzie i ryczałem takie emocje. Zawodowo nigdzie nie mogę się odnaleźć, staram się pracować obecnie Niemcy z rodziną, ale niestety 1 pokój na 3 osoby czuje się źle, nie mogę być sam nawet 1 g, czuje się źle. Wiem, że jak zrezygnuje z pracy, to nie mam dobrych relacji z mamą przeciwieństwa, zawsze byłem nierobem i nic nie pomagałem, nie pije alkoholu od 7 lat z powodu w sumie urodziny mojej siostry byłem bez pracy i rodzina no zaczęła mi docinać, że nic nie robię itp. parę przykrych słów które, nigdy się nie zakochałem, boje się nigdy mi nikt nie powiedział nawet mama, że mnie kocha, myślałem wielokrotnie o samobójstwie, ale się boję, mam w sobie tyle bólu, że mnie rozrywa psychicznie, jestem już zmęczony, nie mogę być sam minuty, telewizor radio na okrągło, a ja się modlę o spokój cisze.
Mam pewien problem. Nie jest to bardzo duża sprawa, ale mimo wszystko trochę mnie męczy.
Dzień dobry, mam pewien problem. Nie jest to bardzo duża sprawa, ale mimo wszystko trochę mnie męczy. Pracuję jako sprzedawca oraz studiuję zaocznie, w październiku mam mieć 3 zjazdy na uczelni oraz ustaliłam z przyjacielem wyjazd na 1 dzień. Wszystko w soboty. Swoją dyspozycyjność podałam na początku tego miesiąca na kartce, aby w razie czego współpracowniczki mogły ze mną ustalić, że taki układ nie do końca im pasuje i przez jakiś czas czekałam z zakupieniem biletu. Ich prośby związane z wolnym pojawiły się ponad tydzień temu i żadna nic nie mówiła na ten temat, więc uznałam, że się dostosowały. Dzisiaj natomiast szefowa napisała do mnie, że mam się określić, w którą sobotę mogę przyjść, bo to nie jest w porządku, abym miała wszystkie wolne i najlepiej, żebym przyszła wtedy na cały dzień (16h), bo tak będzie ,,po koleżeńsku”. Wyjaśniłam, że mam wtedy 3 zjazdy oraz wyjazd oraz że pisałam swoje prośby wcześnie, aby każdy mógł się dostosować lub coś innego ustalić. Na tę wiadomość współpracowniczka odpowiedziała, że w ogóle ich nie poinformowałam o takowej kartce i była schowana (kartka widziała na tablicy korkowej, tam gdzie zawsze), więc to ja powinnam się dostosować. Poczułam presję i ostatecznie postanowiłam opuścić jeden zjazd, aby przyjść do pracy, ale czuję się z tym faktem źle, bo mam wrażenie, że nie jestem równo traktowana. Kilka miesięcy później była sytuacja, że zapomniałam dopisać wolnego dnia w terminie kolokwium i szefowa kazała mi radzić sobie samej, bo nikt za mnie nie wejdzie. Byłam wtedy zmuszona przełożyć kolokwium. Chciałabym popracować do końca tego miesiąca, ale również boję się, że zostanę zbojkotowana i ostatecznie ulegnę presji (mimo posiadania umowy zlecenia, którą mogę rozwiązać w każdej chwili). Dodam również, że ustaliłam z właścicielką mieszkania ewentualną współpracę, ponieważ posiada ona kawiarnię i mogłaby mnie zatrudnić. Uważam, że w tej kwestii niesamowicie mi się upiekło i miałam dużo szczęścia, ale przez moje przeszłe doświadczenia z pracą niepokoję się, że będę źle wykonywać pracę lub współpracownicy nie będą mnie lubić i kablować/plotkować, przez co zacznę mieć nie tylko problemy z pracą, ale też z mieszkaniem. Nie jestem w stanie określić, czy na pewno postąpiłam słusznie, ale nie wiem, ile bym wytrzymała z uczuciem, że szefowa i współpracownicy w aktualnej pracy mnie nienawidzą, a jednocześnie boję się, że tak samo byłoby w kawiarni. Niezbyt rozumiem, czemu jestem traktowana w ten sposób, ponieważ pracę staram się wykonywać jak najbardziej dokładnie, jestem miła dla wszystkich, mimo że trochę nieśmiała i ogólnie raczej nie sprawiam żadnych problemów.
Problemy z zatrudnieniem, lęk społeczny i zaburzenia emocjonalne po zakończeniu edukacji
Witam, chciałbym się wygadać i zasięgnąć pomocy, gdyż moja sytuacja jest strasznie beznadziejna. Moich ogólnych problemów ze sobą samym jest ogólnie więcej, ale nie chcę już się o tym rozpisywać , aby nie było za długo. Zacznę od tego, że jestem bezrobotny i chory prawdopodobnie na różne zaburzenia psychiczne. Te dwie rzeczy są w moim problemie mocno ze sobą powiązane. Zacznę od chorób. Jestem z natury introwertykiem, osobą aspołeczną, inną od wszystkich, mam wadę chodzenia (chodzę na palcach), mam zaburzenia tożsamości płciowej. Zadaję się najczęściej tylko z osobami, które znam od lat, a nowsze znajomości zdobyłem tylko przez te osoby, które znam od lat, dokładniej od czasu szkoły podstawowej. Przy nich byłem wyluzowany i odważny, ale kiedy ich nie było następowała zmiana o 180 stopni. Nadszedł ten czas, kiedy skończyliśmy podstawówkę i każdy poszedł w swoją stronę. Ja poszedłem do Technikum Elektrycznego, było to we Wrześniu 2020r. Na początku było całkiem względnie, aż po dwóch miesiącach zaczęliśmy naukę zdalną. Źle ją zniosłem, zachorowałem na nerwicę natręctw i zmuszanie się do robienia wielu rzeczy. W międzyczasie moja rodzina się rozsypała i po czasie zostałem w wielkim domu z moją mamą. Wszystkie “męskie” obowiązki spadły na mnie. Po jakimś czasie wróciłem do szkoły już na dobre, miałem natręctwa, robiłem wiele rzeczy, których się dzisiaj wstydzę. Wyszedłem z natręctw za pomocą księży (jestem bardzo wierzący), ale do ostatnich dni w technikum się nie zaklimatyzowałem i marzyłem, by już pracować natchniony praktykami szkolnymi, które nawet dobrze wspominam (jak bardzo się wtedy przeliczyłem). Technikum było dla mnie psychiczną tortura , najchętniej wymazałbym je z pamięci. Maturę zdałem bardzo dobrze, egzaminy zawodowe jeszcze lepiej, zrobiłem sobie nawet płatne specjalne uprawnienia elektryczne, myślałem, że będzie lepiej, ale nie jest. Po szkole z różnych powodów zaczęcie szukania pracy się przedłużało, tam, gdzie miałem praktyki szanse dostania pracy są nikłe. Szukałem pracy w swojej branży, ale jedyne co można w moim mieście w tej branży znaleźć to albo delegacje, albo tyranie po 10-12h, albo i to i to za marne pieniądze, a w wielu przypadkach znalezienie nawet takiej pracy to wyczyn. A wiele osób mówiło, jaki to ja mam świetny zawód i na brak pracy nie mogę narzekać, a w praktyce od września 2025r. jestem w Urzędzie Pracy zarejestrowany jako bezrobotny i to bez prawa nawet do zasiłku. Moje problemy społeczne stale się nasilają, wychodzę z domu tylko wtedy, kiedy muszę, wszędzie niemalże spotykam bodźce, które źle na mnie oddziałują. Przed wyjściem do ludzi, przed pójściem do pracy odczuwam paniczny strach, w moim mieście trudno o pracę (co chcąc nie chcąc wykorzystuję), byłem na wielu rozmowach o pracę, ale mam wrażenie, że to tylko strata czasu, a zdarzało się, że już mi “groziło” dostanie się gdzieś do pracy to reagowałem panicznym strachem i chciałem umrzeć, rozpłynąć się w powietrzu, zachorować, czy nawet czasem marzę, by ulec wypadkowi w jakiś lekki sposób, aby uzyskać rentę z tytułu niezdolności do pracy. Po szkole również ubiegałem się o przyjęcie do pracy w Policji, oczywiście ze względu wczesnego przejścia na emeryturę, ale poddałem się ze względu na opuszczenie tej swojej strefy komfortu i wyjścia do ludzi, a nawet na czas szkółki zamieszkania z innymi w jednym pokoju w koszarach na czas pół roku, co dla mnie byłoby psychicznym samobójstwem. “Wybawieniem” od tej Policji były testy psychologiczne, których oczywiście nie zaliczyłem, a teraz wiele osób pyta, co z tą policją, co z poprawianiem tych testów, a ja wewnętrznie na te pytania reaguję bardzo źle. Muszę też wspomnieć, że CV do różnych firm rozsyłam tylko dlatego, by nie mieć wyrzutów sumienia, a kiedy słyszę, że dzwoni telefon to wewnętrznie modlę się byle to nie w sprawie pracy. Od dłuższego czasu czuję bóle w plecach i poszedłem do lekarza tylko dlatego, żeby coś przykombinować, aby dostać rentę. Lekarka rodzinna wiedząc, że mam stany depresyjne wyczuła o co mi chodzi, ale dała mi skierowania na prześwietlenie i faktycznie wykryto nieprawidłowości. Czekam na rehabilitację, która będzie w Sierpniu, co dalej, to zobaczymy. Próbowałem pracy zdalnej, ale nawet i tam zaburzenia lękowe uniemożliwiły mi sprostać oczekiwaniom tej pracy i musiałem zrezygnować oczywiście mało co nie schodząc na zawał myśleć o tym. Usnułem sobie plan, żeby żyć z wynajmu mieszkań, bo mam już jedno po zmarłej bezdzietnej ciotce. Liczę, że na czysto bym z wynajmu dostał obecnie 1500zł, jakbym jakimś cudem kupił drugie mieszkanie to już 3000, czyli można z tego wyżyć. Nie potrzebuję wiele. Za trzecie stać byłoby mnie założyć jednoosobową działalność i odprowadzać podatki, ale to tylko plany. Najważniejsze moim zdaniem to stanąć na nogi. Ostatnio już “groziło” mi dostanie pracy to ze strachu spać nie mogłem. Dziękuję za przeczytanie tych wypocin, choć one nie oddają całego problemu.
Kryzys życiowy i trudności w związku - co dalej?
Nie wiem co mam robić że swoim życiem. Mam 24 lata. Nie mam matury, ponieważ ledwo co zdałam szkole ucząc się indywidualnie że względu na fobie społeczna I depresję. Moje życie nigdy nie było usłane różami, ciężka choroba w rodzinie, w tym też moją (genetyczna). Od nastoletnich lat brałam leki, próby samobójcze, psychoterapia. Uciekłam z domu mając 19 lat,od tamtej pory radzę sobie sama,a przynajmniej próbuję. Pracowałam w fast foodzie,jako kasjerka- żadna praca nie jest dla mnie obca. Moim marzeniem było stanowisko biurowe I tak też się stało. Ale pewnego dnia,gdy szykowałam się do pracy, coś we mnie pękło. Nie mogłam znieść ubrań, zapachu, wszystkiego. Zaczęłam chodzić w kółko, płakać, czas leciał jak szalony. Stwierdzilam w tamtym momencie, że to nie jest normalne. Mój lęk nie powinien tak mnie wykańczać, a moze to nie jest nawet lęk? Umowilam się do psychiatry i okazało się, że prawdopodobnie mam autyzm. To zmieniło moje życie. Jestem w trakcie diagnozy. Kosztownej,prywatnej i trwającej długo. Najmuje mieszkanie, ponad połowa pensji to czynsz. Mieszkam z narzeczonym, on pracuje ciężko fizycznie. Ja jestem na l4 już prawie pół roku. Z moim partnerem jestem ponad 3 lata. Wiele się między nami działo, ale on na pewno zmienił się na lepsze i ciągle to powtarza. Zacznijmy od tego, że jestem typem osoby,która przywiązuje się do jednego człowieka i traktuje tą relacje naprawdę bardzo poważnie. Jemu to zaimponowało. Będąc że mną w związku przestał nadużywać substancji,pić i palić. Są granice I ustalenia w naszym związku, których wie, że musi przestrzegać ( ja oczywiście też). Jestem w stanie zrobić dla niego wszystko i on o tym wie doskonale. Moją codzienność wygląda tak- codziennie wstaję,czytam, śpiewam i gotuję obiad,sprzątam w domu. Czasami nawet zapominam o tym, co z przyszłością. Uwielbiam dom i mogłabym robić to przez całe zycie. Codziennie robię to samo, tj taki mój rytuał. Uwielbiam śpiewać i zawsze marzyłam żeby iść w tym kierunku profesjonalnie, ale wątpię że kiedykolwiek to się stanie. Nie śpiewam przy kimkolwiek, nawet przy partnerze,mimo jego błagań. Nie wiem co z przyszłością. Czekam na koniec diagnozy. Nie mogę liczyć na nikogo więcej oprócz narzeczonego, bo odizolowałam się od każdego. Moja rodzina ma problemy zdrowotne i finansowe, pewna jej część mnie nie cierpi. Jego rodzina ma problemy z alkoholem i traktuje mnie jako tą dziwną i manipulującą moim partnerem,mimo iż sam stwierdził że nie chce się z nimi utożsamiać. Ja go kocham, ale często podczas kłótni zaczynam krzyczeć,płakać i nie odzywać się przez bardzo długo. Najczęściej to przez to,że jedno jego słowo było nie tak jak chciałam lub nie domyślił się czego chciałam, a ja tego nie powiedziałam. Bo tak, ja też mam zachowania toksyczne, ale nie potrafię nad niektórymi rzeczami zapanować. W takich momentach jestem w stanie nie czuć zimna,ciepła,głodu,czegokolwiek. Gdy się kłócimy, za każdym razem myślę o rozstaniu. On nie odpuszcza, mimo że doskonale wie o tym,co myślę i czuję. On sam ma prawdopodobnie ADHD, ale to jego i moja samodiagnoza. Bardzo często zapomina o wiele rzeczach,zaczyna i nie kończy (w domu czy w pracy). Jest kłębkiem niedokończonych rzeczy. Ja go za to akceptuję,ale czasami bardzo ciężko nam dojść do porozumenia, kiedy jesteśmy uparci przy swoim. Chcę powiedzieć, że w sytuacji kłótni problemem nie jest temat kłótni, czy on sam, ale przeraża mnie to, że kiedy mnie przytula na siłę, to każdy mój problem magicznie znika i zdaję sobie sprawę jak zależna jestem do tej osoby. On powiedział że będzie ze mną czy będzie taka czy inna diagnoza, po prostu na dobre i na złe. A ja nie wiem czy tego chcę. Wiem, że mogłabym trafić lepiej i gorzej, ale co jeśli to nie jest wystarczająco lepiej żebym mogła żyć tak całe życie? On zna całą moją historie,wszystkie moje traumy,każde moje utrapienie, ale łapię go na tym, że wiele zapomina albo nie myśli o mnie,kiedy podejmuję ważne lub mniej ważne decyzje. Przeszliśmy naprawdę sporo razem i boję się, że jeśli bym się z nim rozstała,to nie dałabym rady. I wiem ,że każdy powie, że dałabym radę i pewnie by tak było, ale nigdy nie byłabym już taka sama jaka jestem dzisiaj. A stałam się znowu małą dziewczynką, do kiedy z nim jestem. Dzięki niemu nauczyłam się siebie akceptować i nie walczyć. Po prostu kiedy cały dzień siedzę w domu i jedynym momentem kiedy mogę i chcę mieć kontakt z drugim człowiekiem, to jest to, kiedy on wraca z pracy i gra na konsoli. W wolnym czasie jest w stanie grać tak cały dzień. Kiedyś powiedział mi nawet, że woli żebyśmy siedzieli w domu i oszczędzali pieniądze, bo każde wyjście to koszt. To bardzo dziwne biorąc pod uwagę fakt, że kiedy jeszcze nie byliśmy razem, obiecał, że chce żebym zobaczyła cały świat ( że względu na choroby w rodzinie nigdy nie zaznałam rodzinnego wyjazdu), ale mam wrażenie że w tamtym momencie był to po prostu love bombing. Ja mu mowie o tym wszystkim, co piszę tutaj, ale nic się nie zmienia. Jedynie gdy naprawdę wymuszę, to wtedy gdzieś wyjdziemy. Nie jestem też typem osoby, która uwielbia wychodzić z domu, (bo ubranie się jest dla mnie jak kara, bardzo męczące) ale wyjście do lasu czy na spacer jest naprawdę fajną odskocznią. Czym dłużej jestem w tym związku, tym więcej widzę swojego zaangazowania, a mniej drugiej strony. Zauważyłam też, że coraz więcej rzeczy mnie irytuje. Kiedyś nie złościłam się na to, że mam mąkę pod palcami,a teraz nie mogę wytrzymać dłużej niż 10s przez uczucie mąki na palcach. Jest mnóstwo takich rzeczy. Są pozornie głupotą, a ja bardzo się tym denerwuję. Mam wrażenie że jako dziecko miałam takie same "głupoty", ale nie potrafiłam tego nazwać. Mam wrażenie, że zawsze przeszkadzały mi tekstury I hałas, ale myślałam, że tak ma każdy i nie kwestionowałam tego. Wiem, że psychoterapia powinna wiele dać (jestem w trakcie zaczęcia nowej, po 5 latach), ale chciałam usłyszeć opinię kogoś obcego. Każdą decyzję musimy podjąć sami i nie liczę na to, że ktoś podejmie ją za mnie, ale zastanawiam się na ile to wszystko, co dzieje się ze mną jest normalne. Czy może to wymyślam? Jak to wszystko nazwać i przede wszystkim dlaczego tak jest? Moim problemem jest kryzys, diagnoza,finanse i uczucia. Myślę, że praktycznie wszystko. Dziękuję za przeczytanie
samorealizacja

Samorealizacja – jak ją osiągnąć i dlaczego jest ważna?

Odkryj, jak osiągnąć samorealizację i dlaczego jest ona kluczowa dla Twojego dobrostanu? Poznaj praktyczne kroki, które pomogą Ci wykorzystać pełnię swojego potencjału i osiągnąć życiową satysfakcję. Zacznij swoją podróż ku samorealizacji już dziś!