Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zapomniane urodziny Taty i brak wsparcia emocjonalnego od partnera

Mam 25 lat i zapomniałam o wczorajszych urodzinach Taty. Aktualnie mieszkam z partnerem na drugim końcu Polski i staram się utrzymywać z rodzicami stały kontakt. Pełna wstydu podzieliłam się faktem o zapomnianych urodzinach swojemu partnerowi- chyba chciałam usłyszeć coś w stylu: nie przejmuj się, nic się nie stało... zamiast tego usłyszałam: ,,Masz już tyle lat, że powinnaś o takich datach pamiętać''. Poczułam się jeszcze gorzej. Próbowałam mu wytłumaczyć jakie emocje i uczucia zaczęły mi towarzyszyć po jego słowach i czego oczekiwałam zamiast nich. Wiem, że to pierdoła i może za bardzo niektóre słowa biorę do siebie. Jednak z drugiej strony nie powstrzymuje swoich uczuć i nawet jeżeli wiem, że nie mam powodu do smutku, ale jednak go w sobie czuje- mówię o tym. Jestem osobą bardzo wrażliwą i analizującą. Brakuje mi wsparcia i otuchy w takich mało ważnych sprawach, bo najczęściej one mi zaprzątają głowę. A może to błąd i sama powinnam nauczyć się z nimi radzić?
Bartłomiej Szymczak

Bartłomiej Szymczak

Dzień dobry, 
bardzo dziękuję za podzielenie się Pani doświadczeniem. 
Proszę pamiętać, iż Pani emocje i uczucia są bardzo ważne, ich wyrażanie i nazywanie może pomóc w prawidłowej ich regulacji, gdy emocje są „tłumione w sobie” często gdy się ich „nawarstwi” powodują irytację lub frustrację dlatego ważne jest ich świadome wyrażanie. 
Rozumiem, że oczekiwała Pani od partnera innej formy wsparcia jednakże zanim wysuniemy wnioski na temat słów Pani partnera może warto porozmawiać  o tym, ze oczekuje Pani innej formy wsparcia i wskazać przykładową, która będzie dla Pani odpowiednia? Możliwe, że spokojna rozmowa o emocjach okaże się przydatna i pomocna w tej kwestii. 
Co do zapomnianej daty urodzinowej Pani taty warto przyjrzeć się jak często takie sytuacje mają miejsce i od kiedy? Czasami każdy z nas zapomina różnych rzeczy i o ile nie zdarza się to „zbyt często” to nie ma powodu do zmartwień. W razie wątpliwości najlepiej skonsultować się z specjalistą. 
Podkreślając ponownie, iż Pani emocje jak i ich wyrażanie jest bardzo ważne, w razie potrzeby warto udać się do specjalisty takiego jak: psychiatra, psycholog lub terapeuta. 

Życzę pozytywnego rozwiązania sytuacji! 

Pozdrawiam 

Bartłomiej Szymczak 

Psycholog

 

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry!

Rozumiem Pani smutek wynikający z rozczarowania. Poruszyła Pani kwestię oczekiwań wobec drugiej bliskiej osoby. Warto wzajemnie przyjrzeć się swoim oczekiwaniom oraz temu, co Pani może ofiarować partnerowi i odwrotnie. Czytam, że ważna jest dla Pani sfera emocjonalna. Rzeczywiście pozwolenie sobie na doświadczanie emocji jest bardzo pomocne, również podzielenie się informacją na temat uczuć w związku ubogaca go. Zastanawia wypowiedź dotycząca tego, że ,,powinna Pani". Myślę, że tkwienie w powinnościach nie jest komfortowe, ważniejsze jest to, czego Pani chce. Chciała Pani złożyć życzenia, ale zapomniała. Można to naprawić, składając je w najbliższej przyszłości. 

Interesujący jest fakt, o którym Pani wspomniała, że analizuje różne, niekoniecznie istotne sprawy. Co Pani daje rozmyślanie o nich? Tzw. ruminacje mogą dawać złudzenie kontrolowania czegoś. Jednak tak naprawdę utrudniają czerpanie satysfakcji z chwili obecnej. Może warto przyjrzeć się temu w procesie psychoterapeutycznym...

Pozdrawiam

Katarzyna Waszak - psychoterapeuta

mniej niż godzinę temu
Anastazja Zawiślak

Anastazja Zawiślak

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje, pokazuje, że bardzo zależy Pani na relacjach z bliskimi, dlatego zapomnienie o urodzinach Taty wywołało w Pani silne emocje np. smutek którym chciała się Pani podzielić z partnerem. Taka sytuacja może się zdarzyć każdemu, szczególnie kiedy codzienne obowiązki i odległość od rodziny sprawiają, że trudno jest pamiętać o wszystkim. Ważne jest, że zauważyła Pani to i czuje potrzebę naprawienia sytuacji, co pokazuje Pani troskę o tę relację.

Reakcja partnera rzeczywiście mogła być trudna do przyjęcia, ponieważ oczekiwała Pani wsparcia, a jego słowa sprawiły, że poczuła się Pani jeszcze bardziej przytłoczona. Warto pamiętać, że czasami nasi bliscy mogą nie do końca rozumieć, czego potrzebujemy w takich momentach, i dlatego wyrażenie tego wprost może być bardzo pomocne. Na przykład może Pani powiedzieć: „W takich sytuacjach bardzo by mi pomogło, gdybyś mnie wsparł i powiedział, że wszystko będzie dobrze. To dla mnie ważne.” Taka otwarta rozmowa może pomóc lepiej zrozumieć wzajemne potrzeby i budować wsparcie w przyszłości. Fakt, że Pani dzieli się swoimi emocjami i otwarcie mówi o tym, co Pani czuje, jest bardzo cenną umiejętnością i niezwykle ważną :)

Pozdrawiam,

Anastazja Zawiślak

Psycholog

1 rok temu
Emilia Jędryka

Emilia Jędryka

Pani W.

Pani wrażliwość i otwartość w mówieniu o emocjach to coś naprawdę wartościowego i świadczy o tym, że ma Pani odwagę zaglądać w głąb siebie. To, co Pani przeżywa, nie jest „pierdołą” – Pani emocje są ważne i zasługują na uwagę, niezależnie od tego, czy dotyczą dużych spraw, czy drobnych wydarzeń. Zapomnienie o urodzinach taty mogło wywołać w Pani poczucie winy, a reakcja partnera dodatkowo sprawiła, że poczuła się Pani niezrozumiana. To zupełnie naturalne – każdy z nas w takich momentach potrzebuje otuchy, a nie oceny.

Cieszę się, że podjęła Pani próbę rozmowy z partnerem i starała się wyjaśnić swoje emocje. To pokazuje, że zależy Pani na relacji i że chce ją Pani budować w oparciu o zrozumienie. Czasem jednak ludzie reagują inaczej, niż byśmy tego oczekiwali, i nie wynika to ze złej woli, a raczej z różnic w sposobie postrzegania sytuacji. Pani partner mógł chcieć „zmobilizować” Panią do lepszego zapamiętywania takich dat, ale w tej chwili bardziej potrzebowała Pani wsparcia niż rad. To jest w porządku, że to Panią zabolało – Pani uczucia są ważne.

Jeśli chodzi o Pani pytanie, czy powinna Pani nauczyć się radzić sobie z takimi emocjami sama, myślę, że to nie jest kwestia „powinna” czy „nie powinna”. Każdy z nas potrzebuje wsparcia w różnych sytuacjach, niezależnie od tego, jak duże czy małe są te sprawy. To, że mówi Pani o swoich emocjach, jest Pani siłą – pomaga to budować głębsze relacje i lepiej zrozumieć siebie. Jednak jednocześnie warto rozwijać umiejętność dawania sobie samej otuchy i wyrozumiałości.

Proszę pamiętać, że Pani wrażliwość to piękna cecha. Warto uczyć się równowagi – zarówno proszenia o wsparcie, jak i dawania go sobie samej. A jeśli takie sytuacje sprawiają, że często czuje się Pani przytłoczona, może warto porozmawiać z psychologiem, który pomoże nauczyć się lepiej radzić sobie z nadmiarem myśli i emocji. 💛

Życzę Pani wszystkiego dobrego,

psycholog

Emilia Jędryka

1 rok temu

Zobacz podobne

Rok temu partner skrzywdził mnie emocjonalnie, od tego momentu męczę się z ogromną zazdrością o niego. Mam ogromny lęk przed opuszczeniem.
Rok temu mój partner zdradził mnie emocjonalnie, do tej pory odczuwam lęk, że to znów zrobi, mimo że on naprawdę się stara. Ja ciągle mu o tym przypominam. Nie chcę tego, ale natłok tych myśli jest okropny, nie potrafię zatrzymać tego w sobie i zaraz mu wypominam jego błąd. Popadałam w jakąś paranoję, widzę w każdym zagrożenie. Partnert uczęszcza na terapię i terapeutką jest kobieta w jego wieku( znajoma z oddziału mojej mamy). Nawet o nią jestem zazdrosna. Po każdej sesji jego coś we mnie pęka, zaczynam kłótnie. Zadaje pytania czy mu się podoba. Ostatnio przed sesją się z nim pokłóciłam i on opowiedział to terapeutce... ( ona kazała mu mieć dystans do mnie) czego troszkę nie rozumiem. Czuję się z tym źle, bo zależy mi na nim i doceniam to jak przez ten rok się starał... Ale ja to wszystko ciągle niszczę,... Ale naprawdę nie potrafię zatrzymać tych myśli, tego strachu przed utratą jego. Dodam, że miałem ciężkie dzieciństwo ( mój ojciec nas zostawił jest alkoholikiem i hazardzistą. Nigdy się mną nie interesował, a wręcz przeciwnie, od dziecka jego rodzina i on znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie) Potem na mojej drodze stanął mój partner, jesteśmy ze sobą 6 lat. I naprawdę bardzo dobrze wspominam te w 6 lat. Tylko ta sytuacja rok temu złamała mnie. Nie chcę być już dłużej taka, chcę do wspierać. Ale ciągle go zawodzę. Czuję, że do niczego się już nie nadaję, że ja już nie jestem tu potrzebna, bo tylko wszystko komplikuję. Proszę o radę, co mam robić w tej sytuacji.
Nie pamiętam kiedy szczerze się z czegoś cieszyłam...
Będzie długo, ale muszę. Witam, mam 46 lat, nieco ponad 20 lat pracuje w szkole, w tym od 12 lat na stanowisku pedagoga szkolnego, ok. 400 uczniów. Mam rodzinę: męża, syna 15 latka, własne mieszkanie, stały dochód. Wydawałoby się że nie powinnam narzekać... A jednak czuje się totalnym przegrywem. Odkąd pamiętam byłam dzieckiem zakompleksionym, ale przy tym bardzo samodzielnym, bo mnie i siostrę wychowywała mama. Jako nastolatka moje kompleksy nasilały się a alkohol w rodzinie powodował że miałam poczucie winy za wszelkie żale jakie mama czasem na mnie wylewała. Ojciec bywał w domu kilka razy w roku, pracował w kopalni, był alkoholikiem. W szkole średniej dobrze się czułam, bo miałam zgrane grono koleżanek, chłopaków nie miałam, bo zwyciężały moje kompleksy. Gdy poszłam na studia pedagogiczne- na Śląsku, aby ojciec choć trochę pomógł mi finansowo, wtedy starałam się wszystko trzymać w ryzach, a by nie zawieść pokładanych przez rodziców we mnie nadziei... Jedyna z rodziny wyżej wykształcona... I owszem, noty były wysokie, studia pięknie zdane, ale wyhodowałam sobie anoreksję. Trwało to jakieś 3-5 lat, po skończeniu studiów przeszło w bulimię - kolejne 2-lata. Szybko zaczęłam pracę, ale nie w szkole, tylko gdzie się dało aby być samowystarczalną. Potem praca w szkole, przez pierwsze kilka lat miałam poczucie , że ja w szkole jestem tylko na chwilę , bo czuję że do niej nie pasuje. Ale w międzyczasie poznałam swojego obecnego męża, potem ciąża, ślub. Cieszyłam się, bo lekarze nie dawali mi szansy, że zajdę w ciążę. W końcu nadeszła propozycja abym objęła etat pedagoga. Zgodziłam się, choć się panicznie bałam, że sobie nie poradzę. Przed pracą musiałam wypalić papierosa. Na szczęście rzuciłam palenie zupełnie. Stres w pracy towarzyszy mi bardzo często. Jeszcze kilka lat temu stres spalałam poprzez sport: chodzenie na spacery, z koleżankami na kijki, ćwiczyłam w domu z Chodakowską. Zaczęłam intensywniej ćwiczyć gdy musiałam zająć się schorowaną mamą, zamieszkała ze mną, a ja czując że potrzebuje więcej krzepy przy opiece nad mamą zaczęłam ćwiczyć aby się wzmocnić. Mama zmarła 7 lat temu, pochowałam ją, siostra przyjechała tylko na chwilę na uroczystości pogrzebowe bo dostała przepustkę z ZK... W pracy bardzo dużo obowiązków i dochodziły nowe, bo się na to zgadzalam... Aby pokazać że nikogo nie zawiodę.nWtedy miałam pierwszy raz w życiu epizod ataki paniki. Nadeszła pandemia i pomyślałam że to nawet lepiej bo odpocznę od środowiska szkolnego, ale grubo się pomyliłam. W rodzinie- syn cały prawie dzień przy komputerze, ja zresztą też... Mąż który swoją frustrację zaczął wyładowywać na synu. Załamałam się, bardzo często w nocy płakałam, problemy ze snem. Po pandemii wróciliśmy do szkoły, nadeszły wakacje i myślałam że też wszystko wróciło do normy. Ale poczucie smutku i pustki wcale nie znikło, wrex narastało. Postanowiłam że zasięgnę pomocy u psychologa, bo mogą to być symtopmy depresji. Poszłam na 2 spotkania z psychologiem, ale właśnie wybuchła wojna na Ukrainie i dopadłanie myśl, że sobie coś wkręcam. Ludzie właśnie przeżywają prawdziwe dramaty, jest wojna a ja będę pieniądze na pierdoły wydawać, bo nie mam z kim porozmawiać. Więc terapię przerwałam. Już wtedy poważnie myślałam o zmianie pracy, czułam że to wypalenie zawodowe. Ale przecież gdzieś pracować trzeba, rachunki połacić. Poza tym inni majalą gorzej a ja się nad sobą użalam. Rok temu syn nie zdał w kl. 1 liceum, powtarza klase... To mnie trapi okrutnie dodatkowo. Jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że szkoła to nie jest miejsce dla mnie-jestem już szczerze zmęczona rozwiązywaniem problemów cudzych dzieci i ich rodziców. Gdy w wakacje widzę gdzieś skupisko dzieci to mam ochotę uciekać. Trzy lata temu zapisałam się na język niemiecki, bo chciałam go podszkolić abym miała lepsze perspektywę innego zatrudnienia. Ale gdzieś od kwietnia tego roku coś we mnie pękło: już nie mam siły się starać, porzuciłam niemiecki tłumacząc sobie że i tak nie odwaze się porzucić szkoły, bo przecież nic innego nie potrafię robić. Nie mam ochoty na sport, a o seksie już nie wspomnę, nie istnieje. Bardzo mało rozmawiam z mężem, z synem też nie zadurzo, bo twierdzi że nasze rozmowy i tak zawsze kończą się nagabywaniem go o naukę, odrabianie lekcji etc. Czuję pustkę, do pracy chodzę, wypełniam swoje obowiązki, dyrekcja cały czas mnie chwali za zaangażowanie a ja czuję że się za chwilę udusze. W nocy często myślę, że dobrze by było abym na coś poważnie zachorowała, wtedy odpoczelabym od szkoły. Boje się powiedzieć dyrekcji, że bardzo chciałbym skorzystać z urlopu zdrowotnego. Działam w trybie autopilota, nie pamiętam kiedy ostatnio szczerze się z czegoś cieszyłam. Nawet czytanie książek mi nie idzie, bo czuję że niewiele pamiętam z tego co przeczytałam. Dlatego też rzuciłam dalszą naukę niemieckiego, bo nic z tego nie pamiętałam. Jeszcze parę miesięcy temu syn często pytał: Mama, co ty taka smutna? Teraz już nie pyta, już mu to spowszedniało. Nie chcę aby taką mnie zapamiętał, przez to czuję że jako matka bardzo nawaliłam. Strecilam wiarę, straciłam sens, ot taka sobie przykra wegetacja...
Mąż wypomina mi przeszłość-że kogoś miałam. Jednak mąż ma obniżone poczucie wartości i chciałabym mu pomóc
Dzień dobry, po kilku latach małżeństwa mąż zaczął wyrzucać mi przeszłość, a konkretnie to, że przed nim miałam jakiś czas chłopaka. Dla mnie przeszłość jest kompletnie bez znaczenia. Zdecydowaliśmy się być razem, założyć rodzinę i to jest najważniejsze. To, że kogoś miałam wiedział od samego początku. Martwi mnie jego zachowanie, bo powiedział, że cały czas mu to przeszkadzało tylko w sobie to dusił, a rozmawiać nie chciał… Dopiero w tym roku wylał cały swój żal, porozmawialiśmy i krótki czas było ok, ale nie ma miesiąca, a ostatnio nawet tygodnia bez tego tematu. Chodzi zamyślony, nie chce rozmawiać, widzę, że nie może spać, w przypływie złości ciągle wypomina mi to co robiłam zanim go poznałam (przy czym jego historie o mnie zaczęły odbiegać już od rzeczywistości…). Sądzę, że w jego zachowaniu nie chodzi tylko o mnie.. Raz wyżalił się, że nic mu nie wychodzi, że w młodości mimo sukcesów musiał zrezygnować z pasji, nie wyszła mu własna działalność i średnio co rok teraz zmienia pracę, ciągle czegoś szuka, chce być idealny i przeszkadza mu nieidealna przeszłość… Staram się go zapewniać o swoim oddaniu i wspierać, nawet jego rodzice widzą, że potrzebuje pomocy, ale on nie chce nikogo słuchać i upiera się, że nie potrzebuje żadnego specjalisty. Jak z nim rozmawiać i pokazać, że potrzebuje pomocy?
Czuję złość na zachowanie partnera mamy w stosunku do mojej rodziny i mnie. Nie jestem również odpowiedzialna za niektóre sprawy w domu. Co zrobić?
Jestem studentką i nie mieszkam już od kilku lat z rodzicami. Ostatnim razem kiedy przyjechałam do mamy, która ma dom razem z jej narzeczonym, zostałam poproszona przez mamę, aby poinformować mojego tatę, aby nie parkował na miejscu parkingowym tuż przed naszym domem, bo jest to miejsce mamy narzeczonego, a poza tym tata ponoć tam przesiaduje i robi przed domem różne rzeczy z moim bratem (typu samochodowe), co im przeszkadza. Odpowiedziałam, że ja tam nawet już nie mieszkam i jest to dla mnie niekomfortowe, aby zwracać tacie uwagę w tej sprawie. Wtrącił się narzeczony mamy, że on to w takim razie załatwi, bo on potrafi takie sprawy załatwiać, co powtórzył kilkukrotnie w złowrogim tonie. Potem usłyszałam, że on nie chce tu mojego taty widzieć, generalnie ton jakby mój tata co najmniej zabił mu rodzinę, a nawet się nie znają oprócz "cześć". Bardzo mną to wstrząsnęło, potem cały weekend nie mogłam znieść przebywania z partnerem mamy i odechciewa mi się tam przyjeżdżać. Ciągle w głowie mam scenariusze co powinnam była odpowiedzieć i jak zareagować. Jest we mnie wiele złości, bo rodzice są mi nabliżsi i nie pozwolę, żeby ktokolwiek ich obrażał. Uważam to zachowanie za mega niedojrzałe, które świadczy tylko o jego braku poczucia własnej wartości i zazdrości. Ja w swoim wieku, a jestem młodsza od niego jakoś 3 razy nigdy nie oceniałabym przy dziecku jego rodzica i nie wypowiadałabym się o nim w tak negatywny sposób. Uważam to za cios poniżej pasa, tak po prostu się nie robi. Mama po tym wszystkim zwróciła mu uwagę i ze mną porozmawiała nie usprawiedliwiając go, ale on potem zachowywał się jakby nigdy nic, wręcz bardzo miło do mnie, co jeszcze bardziej mnie denerwowało. Nie wiem co zrobić w tej sytuacji, czy wygarnąć mu to co o nim myślę? Na razie byłam obojętna wobec niego, ale jest to sytuacja dla mnie niekomfortowa. Nie potrafię udawać i nie chcę udawać. Muszę z kimś coś przegadać, żeby zeszły mi emocje, ale gdy powiedziałam o tym mamie to powiedziała, że dobrze że nie weszłam z nim w dyskusję, bo on jak się odpali to się z nim nie wygra... Sama nie wiem jak poradzić sobie z tymi emocjami i czy próbować o tym zapomnieć i jak zwykle robić dobrą minę do złej gdy, by nie psuć atmosfery, czy jednak poruszyć tą sprawę, ale z kim i w jaki sposób? Nie ukrywam, że kłócenie się ze starszymi od siebie ludźmi nie jest dla mnie najłatwiejsze. Proszę o poradę. A może przesadzam? Ale jednak nie mogę pozbyć się tego uczucia złości już od jakiegoś czasu i ciągle to we mnie siedzi, więc chyba nie przesadzam...
Źle mi, że matka nie pamięta okoliczności moich narodzin.
Jak to mozliwe, że moja matka nie pamięta okoliczności mojego porodu? Nie zna godziny, nie pamięta w jaki dzień tygodnia, ile dokładnie ważyłam itd. Sama datę owszem, ale jest to dla mnie dziwne. Wiem, że moje narodziny pogorszyły kłótnie między rodzicami i starszą siostrą, była ich ulubienicą, ale nawet mimo niechęci do mnie, człowiek chyba powinien kojarzyć takie fakty? Dodam, że matka nie jest inteligentna, to osoby przemocowe, nie pijące, typowe "wieśniaki" bez lepszego wykształcenia. Na pozór ułożeni ludzie, ale wstyd mi za nich całe życie i odcięłam się. Natomiast nie spotkałam się z takim zjawiskiem wśród nikogo, nawet na forach...
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.