
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Zazdrość w...
Zazdrość w małżeństwie: partner ogląda profile innych kobiet na Facebooku
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To, co Pani opisuje nie wygląda na „przesadzanie”, ale jest reakcją na coś, co realnie narusza Pani poczucie bezpieczeństwa i szacunku w związku. To nie jest jednorazowa wpadka czy „normalne spojrzenie na ulicy”. Wzorzec jest powtarzalny gdyż obiecywał zmianę, przez chwilę było lepiej, potem wracały inne formy tego samego zachowania. Do tego dochodzi coś ważnego kiedy mówi mu Pani wprost, jak się czujesz, a to nie przynosi trwałej zmiany. To już nie jest tylko kwestia jego „zainteresowania kobietami”, tylko tego, że granice nie są respektowane.
Samo zauważenie atrakcyjnej osoby jest ludzkie i naturalne, nie ma w tym red flag. Ale uporczywe gapienie się, flirtujące zachowania przy Tobie czy regularne „śledzenie” konkretnej kobiety to już coś więcej niż przypadkowe spojrzenia. Szczególnie niepokojące jest to, że on kieruje swoją uwagę i energię seksualną na zewnątrz, a potem przychodzi do Pani i wtedy Pani czuje, że jest „zastępcza”. To bardzo podkopuje bliskość i poczucie bycia wybraną.
Usuwanie historii i ukrywanie zachowań sugeruje, że sam wie, że przekracza granice.
Pani emocje jak smutek, wstyd, spadek poczucia wartości, obrzydzenie są adekwatne do sytuacji. To nie jest chorobliwa zazdrość” Chorobliwa zazdrość to byłaby wtedy, gdyby Pani reagowała tak bez realnych powodów. Tu powody są. Możliwe, że on ma utrwalony nawyk szukania bodźców i podniecenia na zewnątrz (czasem to zahacza o kompulsywne zachowania), nie traktuje Pani granic poważnie, bo nie widzi konsekwencji albo nie chce z nich rezygnować, oddziela „fantazję” od „związku”, ale robi to kosztem Pani. Problem nie polega na tym, że nie jest pani wystraczająca . On miał ten wzorzec jeszcze zanim byliście małżeństwem. To nie zaczęło się przez Panią i nie skończy się tylko dlatego, że będzie „bardziej atrakcyjna”.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Michałek
Dzień dobry,
to co opisujesz jest trudne. Nie wiem czy to chorobliwa zazdrość. Ja tu widzę brak zaufania do męża, ale trochę tych sytuacji było żeby stracić to zaufanie. Przesady też nie widzę. Dużo się nawarstwiło. Najlepiej byłoby na bieżąco rozmawiać i rozwiązywać problemy. Może dobrym rozwiązaniem byłoby porozmawiać ze specjalistą, ugruntować się, uporządkować.
Potem rozmowa-rozmowy z mężem.
Rozwieść zawsze się można.
Jeśli jest choć ziarenko za zostaniem w małżeństwie to zacznij od siebie, zrób pierwszy krok a potem popłynie.
Powodzenia!
Jagoda Jek
Czytając Twój wpis, zwróciłam uwagę przede wszystkim na to, jak długo żyjesz z poczuciem zranienia, niepewności i braku bezpieczeństwa w tej relacji. Niezależnie od tego, jak ktoś oceniłby konkretne zachowania Twojego męża, Twoje emocje są realne i wyraźnie pokazują, że ten temat od lat jest dla Ciebie źródłem cierpienia.
Warto pamiętać, że na podstawie wpisu na forum nie da się ocenić intencji drugiej osoby ani postawić żadnych diagnoz dotyczących jej zachowań. Można natomiast zauważyć, że wielokrotnie próbowałaś rozmawiać o swoich potrzebach i granicach, a temat nadal wraca i budzi w Tobie silne emocje.
Zatrzymałam się również przy tym, jak bardzo ta sytuacja wpłynęła na Twoje poczucie własnej wartości. Kiedy przez długi czas porównujemy się do innych kobiet lub żyjemy w poczuciu, że nie jesteśmy wystarczające dla partnera, może to być bardzo obciążające psychicznie.
Jeżeli czujesz, że ten problem coraz bardziej wpływa na Waszą relację i Twoje samopoczucie, warto rozważyć konsultację z psychologiem lub psychologiem-seksuologiem. Taka rozmowa może pomóc Ci uporządkować własne emocje, potrzeby i granice, a jeśli oboje będziecie na to gotowi, również przyjrzeć się temu tematowi w ramach terapii par. Nie po to, by wskazać winnego, ale by lepiej zrozumieć, co dzieje się między Wami i czego każde z Was potrzebuje w relacji.
Małgorzata Klimowska
Ta sytuacja nie jest czarno-biała, dlatego swoją odpowiedź podzielę na dwie części.
Pierwsza będzie dotyczyła zachowań Pani męża. One mogą być efektem dużej liczby czynników, np. ADHD - każda "nowość" daje dawkę dopaminy, albo uzależnienie od bodźców seksualnych i nie tylko jest to pornografia, albo wzorce wyniesione z domu i uprzedmiotowienie kobiet, albo narcyzm i jeszcze wiele wiele innych. Ale kluczowa tutaj jest profesjonalna diagnoza i znalezienie konkretnej przyczyny. Dopiero wtedy będzie można dobrać odpowiednią formę pomocy i ocenić, czy oraz w jakim stopniu te zachowania można zmienić.
Druga kwestia dotyczy Pani. Zatrzymajmy się przy tym, co dzieje się z Panią. Bo odniosłam wrażenie, że szuka Pani potwierdzenia, czy problem rzeczywiście istnieje, czy tylko Pani przesadza. Tymczasem niezależnie od tego, jaką przyczynę mają zachowania Pani męża, faktem jest, że od dłuższego czasu Pani doświadcza realnego cierpienia, a sytuacja ta bardzo obniżyła Pani poczucie własnej wartości. Możemy teraz analizować kwestie stawiania granic i ich egzekwowania, ale mam poczucie, że na tym etapie równie ważne jest zadanie sobie pytania: czy w tej relacji Pani czuje się bezpieczna emocjonalnie i czy Pani potrzeby są zauważane oraz traktowane z szacunkiem? Bo niezależnie od przyczyn zachowania męża, Pani emocje są realne i zasługują na uwagę. Być może warto, aby Pani również skorzystała z konsultacji psychologicznej, ale nie dlatego, że „problem jest w Pani”, tylko po to, aby odzyskać poczucie własnej wartości i spokojnie zastanowić się, czego potrzebuje Pani od tej relacji.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Mam wrażenie, że od wielu lat próbuje Pani przekonać samą siebie, że „to nie jest aż taki problem” a jednocześnie z każdą kolejną sytuacją coraz bardziej traci Pani spokój i poczucie własnej wartości.
Nie chodzi już tylko o to, że mąż patrzy na inne kobiety. Najbardziej boli to, że wielokrotnie mówiła Pani, jak bardzo Panią to rani, a mimo to nadal doświadcza Pani podobnych zachowań. To może rodzić poczucie, że Pani emocje i granice nie są wystarczająco ważne.Zamiast zastanawiać się, czy jest Pani „zbyt zazdrosna”, warto zadać sobie inne pytanie: czy w tej relacji czuje się Pani szanowana i bezpieczna emocjonalnie? To właśnie odpowiedź na nie może być dla Pani najważniejszą wskazówką.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry,
Z Pani opisu wynika, że problem nie dotyczy wyłącznie zazdrości, ale przede wszystkim utraty poczucia bezpieczeństwa i zaufania w relacji. Wielokrotnie komunikowała Pani, jak wpływają na Panią zachowania męża, a mimo to nie doszło do trwałej zmiany. To naturalne, że w takiej sytuacji pojawiają się wątpliwości, obniżone poczucie własnej wartości i myśli o przyszłości związku. Warto zastanowić się, czy mąż jest gotowy realnie pracować nad odbudową zaufania, a Pani niezależnie od jego decyzji zadbać o własne potrzeby i dobrostan, również z pomocą psychologa.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Edyta Kotula
Dzień dobry.
Czytając Pani wiadomość, mam wrażenie, że nie chodzi już tylko o to, że mąż ogląda inne kobiety. Z tego, co Pani opisuje, największy ból wynika z tego, że wielokrotnie mówiła Pani, jak się z tym czuje, a mimo to niewiele się zmieniło. Nie uważam, że przesadza Pani tylko dlatego, że jest jej z tym trudno. Każdy związek ma swoje granice i to, co dla jednej pary jest obojętne, dla innej może być bardzo raniące. To, że coś Panią boli, nie oznacza, że jest Pani chorobliwie zazdrosna. Zwróciłam też uwagę na to, jak opisuje Pani siebie. Pisze Pani o poczuciu, że jest niewystarczająca, mniej atrakcyjna i że Pani poczucie własnej wartości bardzo ucierpiało. To pokazuje, jak długo żyje Pani z tym napięciem i jak bardzo ta sytuacja wpływa na Pani samopoczucie. Trudno jest określić, jakie intencje ma Pani mąż ani co oznacza częste odwiedzanie profilu tej kobiety. Mogę natomiast zrozumieć, że po wcześniejszych doświadczeniach trudno jest Pani przejść obok tego obojętnie.
Mam poczucie, że dziś najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy przesadzam?”, ale raczej: „Jak ja się czuję w tej relacji?”. Bo z Pani wiadomości wyłania się obraz kobiety, która od dłuższego czasu czuje się zraniona, niepewna i coraz bardziej samotna ze swoimi emocjami.
Mam nadzieję, że niezależnie od tego, jakie decyzje podejmie Pani w przyszłości, uda się Pani odzyskać poczucie własnej wartości i przekonanie, że zasługuje Pani na relację, w której czuje się bezpiecznie, ważna i szanowana.

Zobacz podobne
Przytrafiła mi się dziwna historia. Lata temu byłem na randce z dziewczyną. Randka była udana, ale wtedy różnica wieku między nami spowodowała, że nie zdecydowaliśmy sie na kolejną.
Po kilku latach wpadliśmy na siebie, zaczęliśmy pisać i umówiliśmy sie ponownie. Już na drugim spotkaniu powiedzieliśmy sobie sporo miłych rzeczy i zbliżyliśmy sie do siebie fizycznie ( jeszcze nie łóżkowo ). Na trzecim spotkaniu porozmawialiśmy o tym. Troche sie wyrwałem i powiedziałem jej, że traktuje ją, jako moją dziewczynę. Stonowała mnie i powiedziała, że owszem, chce sie ze mną spotykać i mnie lepiej poznać, ale ze związkiem powinniśmy poczekać. Dodała, że jak wszystko będzie dobrze i wrócę zza granicy to wtedy zaczniemy być razem. Przyznalem jej racje i w 100% to zaakceptowalem.
Wszystko zaczęło rozwijać sie bardzo szybko i bardzo dobrze. Randki, prezenty, wspólne wyjazdy i imprezy. Zero kłótni, same pozytywne wibracje. Pomimo tego że nie byliśmy parą, ona zaprosiła mnie na noc do swojego domu. Mieszka z rodzicami, którzy również byli wtedy w domu ( dodam, że to młoda dziewczyna, ma nieco ponad 20 lat ). Troche później zostałem również zaproszony na obiad rodzinny. Ona, jej rodzice, ciotka oraz brat z partnerka. Było naprawdę fajnie. Zaraz po tym obiedzie zabrałem ją do siebie do domu. Była mała imprezka, ona została na noc a dzień później mieliśmy jechać na wycieczke do kraju, w którym pracuje.
Wyjazd doszedł do skutku, niestety godzine po wylądowaniu samolotu doszło miedzy nami do drażliwej rozmowy, w której wyszło, że rozmawiając kiedyś z jednym znajomym przedstawiłem ją jako moja dziewczyne ( bylo to jakies 2,5 miesiaca po naszej pierwszej randce). Nie była z tego zadowolona, ja troszke to zbagatelizowałem i powiedziałem jej, że nie za bardzo widzę już różnice pomiedzy spotykaniem sie a byciem w związku, bo przecież śpimy razem ( nawet pod jej dachem kiedy są jej rodzice), jestem zapraszany na wspólne obiady, no i po prostu nie kryjemy sie z tym co jest miedzy nami i wiekszosc znajomych myśli, że jestesmy razem. Zrobiło sie niemiło. Powiedziała, że być moze to wszystko wydarzyło sie za szybko. Następne 2 dni byly kiepskie. Czulem sie w jej obecności niekomfortowo. Przestała być czuła i okazywać mi bliskość. Powiem wiecej, mam wrażenie, że nawet celowo odpychała mnie od siebie i wbijała szpilki. Mniej lub bardziej świadomie.
Po tych 2 dniach bylo mi przykro. Przykrość przerodziła sie w złość postanowiłem z nią porozmawiac. Bylem bliski zakończenia tej relacji i skrócenia jej pobytu u mnie, ale rozmowa okazała sie pełna emocji i ostatecznie znowu sie do siebie zbiliżylismy. Kolejne 2 dni byly zdecydowanie lepsze. Wróciła czułość, kontakt fizyczyny i seksualny. W jej ostatni dzien pobytu porozmawialiśmy jeszcze raz. Powiedzieliśmy sobie, że czujemy cos do siebie i bedziemy w kontakcie, ale damy sobie troche wiecej czasu i przestrzeni na przemyślenia. Niestety ja musialem zostac, ona wróciła ( wiedziała, że za 3 miesiace wracam do Polski na stałe ).
Po tygodniu porozmawialismy. Troche sobie wyjaśniliśmy co sie stalo, rozmowa byla owocna i mialem nadzieje, że jakos to wytrzyma do mojego powrotu na stale. Doszedlem do wniosku, że to ona zachowała sie niedojrzale i powinna teraz pokazać, że jej zalezy. Bylem otwarty i cieply na jej kontakt, ale sam raczej go nie inicjowałem. Chociaż oczywiście tez mi sie to zdarzało. Czestotliwosc naszego kontaktu zaczęła spadac. Po 2 tygodniach ciszy ( 5-6 tygodniach od jej wyjazdu ) odezwalem sie do niej. Chcialem pogadac i zapytac czy mamy ochote spedzic razem sylwestra. Byla to nasza ostatnia rozmowa. Po bezplciowej wymianie zdań o tym co slychac powiedziała mi, że u niej idzie to raczej w przeciwnym kierunku. Boi sie, że jeśli wrócę do Polski to znowu bedzie zachowywać sie tak jak przez pierwsze 2 dni u mnie. Powiedziała, że odepchnąłem ja od siebie tym, że tak szybko chciałem przypisać naszej relacji status zwiazku. I że w sumie nie czuje jakiejs dużej potrzeby dzielenia sie tym co u niej ze mną. Troche tego nie rozumiem, bo sama inicjowała te wszystkie sytuacje, które świadczyły o tym, że waga i status tej relacji sie zwiększa. Powiedzialem jej to, a ona stwierdziła, że postepowala tak jak mówiło jej serce. Kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni nie brzmiala pewnie. Używała slow takich jak chyba, moze, raczej tak, raczej nie. Az sie jej zapytalem czy my to kończymy, czy chyba kończymy, bo przestaje rozumiec. Zakończyliśmy.
Przez cala rozmowe zachowałem spokoj i nie pokazywalem emocji. Cos tam przebąkiwała ze jakbym byl w Polsce to pewnie byłoby inaczej. Minelo kilka dni. A ja po prostu zastanawiam sie co sie wydarzyło. Moge dodac ze oboje jeszcze kilka miesiecy temu bylismy w dosyc długich i poważnych związkach. Ja 2 lata, ona 4 lata. Do tego podczas jej pobytu u mnie dostała okresu, dokładnie 3 dni po tej drazliwej rozmowie, która byla początkiem konca. Co moze oznaczac PMS. Sama po czesci tak wyjaśniała swoje zachowanie. Niby nie byliśmy nawet para, ale jednak cala ta relacja trwala jakies 3.5 miesiaca a mi po prostu zaczęło na niej zależeć. Nie wiem co o tym myslec. Mimo tego jak sie zachowała, nie jestem na nia jakos bardzo zly lub obrazony. Sam siebie raczej tez jakos nie obwiniam. Czekam na opinie.
Dzień dobry, Z żoną jestem już 12 lat po ślubie, a razem jesteśmy od 17.
Mamy wspólnie syna w wieku 10 lat. Od wielu lat (conajmniej 11) borykam się z problemem w moim związku, w którym się średnio dogadujemy ze względu na ogromne różnice charakterów, temperamentów, celów w życiu, wspólnych zainteresowań itp.
Od conajmniej 5 lat sam przed sobą stwierdziłem, że ja jej po prostu nie kocham. Kompletnie nic nie czuję, nie tęsknię jak gdzieś wyjadę, nie myślę o niej. Parę miesięcy temu przyznałem się jej do tego, że jej nie kocham i będę chciał zakończyć nasz związek. Ogólnie to poczułem ulgę, że w końcu to powiedziałem i myślałem, że będzie lepiej, ale ulga była na krótko. Oczywiście był płacz, ale po dłużej rozmowie sama stwierdziła, że jest kiepsko. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona boi się samotności i że sobie już nikogo nigdy nie znajdzie. I jak tak gada to ciężko mi trochę na sercu to słuchać, ale ja nie potrafię dłużej tego ciągnąć. Ja po prostu nie jestem już w stanie dać czułości, miłości, itp. Jak ją przytulam to się dosłownie zmuszam do tego.
Ostatnimi czasy przez przypadek poznałem pewną dziewczynę, z którą się świetnie dogaduję. Jeszcze nic między nami nie zaszło, ale mogłoby dojść. Ja jeszcze staram się trzymać na wodzy z emocjami, bo nie chce niczego odwalić będąc w związku. Dosłowne przeciwieństwo mojej żony. Ja osobiście nie widzę żadnych szans na to, aby się znowu zakochać w żonie. Jest ogólnie dobrą osobą, ale ja już nie mogę tak żyć i siebie oszukiwać. Przez tyle lat też sam się bałem, że nikogo innego sobie nie znajdę, więc tkwiłem w tym. Jest to tak naprawdę pierwsza moja dziewczyna, która mnie zaakceptowała, gdyż nigdy powodzenia nie mialem i być może teraz wychodzą mi jakieś braki z lat młodzieńczych i rzeczy, które powinienem przeżyć w tamtym okresie życia. Żona mówi, że się zmieni itp.ale jak można swój charakter czy sposób bycia zmienić. Ja wiem, że tak się nie da.
Moje pytanie, jak rozwiązać ten cały problem w moim związku, jak to zrobić, aby wszyscy jak najlżej to przeszli… dzień w dzień o tym myślę, śpię tragicznie i jestem już tym wykończony psychicznie i fizycznie. Czy powinienem się udać do psychologa na rozmowę? Nie wiem co zrobić, żeby się uwolnić od tego wszystkiego.

