Left ArrowWstecz

Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.

Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości. Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej. Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień. Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć. Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
User Forum

Anonimowo

3 lata temu
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, 

po pierwsze widzę, że czuje się Pani zagubiona, a po drugie, że bardzo się Pani stara poradzić sobie z tą sytuacją, wdraża Pani zmiany i widzi już pewne ich efekty. I to jest bardzo dobra prognoza na przyszłość. 
Niestety zbyt mało szczegółów dotyczących tego, co oznaczają „Państwa osobiste problemy”, uniemożliwia konkretną odpowiedź. Trochę więcej wiadomo na temat tego, jakich objawów Pani doświadczała - silny stres, poczucie utraty kontroli, problemy z koncentracją, nic jednak na temat problemów partnera. Wspomina Pani o swoim lekarzu i jego zmianie - czy chodzi o lekarza psychiatrę? Faktycznie Pani objawy kwalifikują do takiej wizyty. Mówi Pani również o specjaliście - czy ma Pani na myśli psychoterapeutę? 
Sytuacja zdaje się obejmować wiele wątków: Pani kryzys psychiczny (czy Pani go rozumie, z czymś łączy, potrafi wytłumaczyć, czemu przyszedł tak nagle?), jakieś problemy Pani partnera (czy dotyczą też Pani? Dotykają Panią w jakiś sposób?) i kwestie tego, co się dzieje w waszej relacji. Jest to na tyle złożona sprawa, że naprawdę trudno doradzać cokolwiek, nie zgłębiając całego kontekstu. Dlatego, jeśli Pani korzysta z psychoterapii, jest to najwłaściwsze miejsce do zajmowania się tym, co się dzieje i uzyskiwania odpowiedzi na swoje pytania. Warto pamiętać jednak, że jest to proces i wypracowanie tych odpowiedzi może potrwać. 

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Agresywne zachowanie pracownika lokalu - obawy i poczucie zagrożenia
Agresywny obsługujący w lokalu w moim bloku najpierw był miły, potem natrętny, potem kontrolujący, a na koniec wykrzyczał "ma Pani zakaz wstępu".Przez prawie rok chodziłam tam po obiady na wynos, gdzie on zawsze odbierał telefon i wydawał jedzenie. Po pół roku zaczął się uśmiechać do mnie, zaczął używać perfum, gapił się i zadawał osobiste pytania, natrętne. Ja nie byłam zainteresowana nim i odpowiadałam krótko, służbowo, nie odpowiadałam na niektóre pytania. Byliśmy sobie zupełnie obcy, co to ma być? Podrywał mnie i powiedział, że ma nadzieję, że będę coraz częściej u nich i że lubi jak tam przychodzę itp. Potem były pytania, a dlaczego mnie tak długo nie było? Czy wyjechałam/wyprowadziłam się? I to zdenerwowanym tonem ze zmarszczonym pyskiem. Był oburzony, że nie chcę mu się tłumaczyć z osobistych spraw. Obcy, powtarzam, człowiek dla mnie. Któregoś dnia zdenerwowany zapytał "a pani idzie prosto do domu czy gdzieś jeszcze?" Zaczęłam się go bać. Któregoś dnia dzwonię jak zwykle zamowic jedzenie a on zaczyna mnie przedrzeźniać i pyta z kim on w ogóle rozmawia, kim ja niby jestem, że mam się do niego inaczej odzywać. Powiedziałam też, że źle mi ostatnio naliczył za jedzenie, a wtedy krzyczał, że to on decyduje ile płacę. Chory psychicznie. Gdy po czasie znowu zadzwoniłam żeby zamówić, wykrzyczał" ma Pani zakaz wstępu" powiedziałam mu, że ma zaburzenia psychiczne, a on, że to ja mam coś z głową. Ten psychol jest nie tylko aroganckim bucem, on jest straszny. Odmowa obsługa klienta to wykroczenie - jest to wprost w kodeksie wykroczeń. Mogłabym to zgłosić na policję. Niestety on korzysta z naszego korytarza i windy i wchodzi tym samym wejściem co mieszkańcy. Widuję go nieraz i wali mi serce, czuję ścisk w gardle, czuję zagrożenie. Dodatkowo powiem, że w lokalu pracuje kobieta, która jest jego narzeczoną, nie wiem, czy ona o czymś wie. Chcę się czuć bezpiecznie we własnym bloku. Czuję wściekłość z tą sytuacją.
Bardzo kocham swoją dziewczynę, ale ostatnio mam napływ myśli czy chce z nią dalej być, czy mi się podoba...
Witam, mam około 18 lat jestem z moją dziewczyną około rok. Bardzo kocham swoją dziewczynę czuje że jest ta jedyna i idealna super spędza mi się z nią czas, wspieramy się nawzajem, często się spotykamy, znamy już swoje rodziny, znamy się bardzo dobrze. Ostatnio coś jest nie tak mam napływ myśli czy chce z nią być dalej? czy na pewno mi się podoba? (coraz częściej rozglądam się za innymi dziewczynami co uważam za złe ale nie mogę tego powstrzymać) (napływ myśli którego nie mogę powstrzymać tylko gdy jestem z znajomymi lub z nią to o tym nie myślę lub minimalnie) mamy dużo pięknych wspomnień i jest to moja pierwsza miłość. Jest ona bardzo wrażliwą osobą i boję się z nią na ten temat porozmawiać nie chce jej ranić. I nie potrafię sobie poradzić z tymi myślami i nie wiem co robić dalej coraz bardziej brakuje mi do tego sił, boje się że już tak cudownej osoby nie spotkam. Proszę o pomoc
Jak poradzić sobie z bezradnością i złością na wieść o ciężkiej chorobie bliskiego?

Dzień dobry. Piszę z bardzo ciężką dla mnie sprawą. Dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że mój 67-letni dziadek jest ciężko chory i czeka go leczenie paliatywne - ma raka płuc z przerzutami do głowy i na nadnercza. Dziadek przez 52 lata ciężko pracował, nie pozwalał sobie na urlopy i bezrobocie. Mimo emerytury nadal chodził do pracy, bo jak to mówił "nie da się zamknąć w domu'. Tydzień temu oficjalnie miał rozpocząć emeryturę. Jednak nasze życie przewróciło się do góry nogami. Czuję ogromną złość, że dziadkowi nie jest dane cieszyć się wolnym czasem, przejażdżkami autem z babcią, jeżdżenia i odwiedzania rodziny jak to zawsze lubią, pracy w ogrodzie, wyjazdów na ryby... Jestem taka zła! Czuję taką bezradność. Chciałabym, żeby nacieszył się wolnym, rodziną... Dziadek wciąż jest młody i nie mogę sobie poradzić z tą bezradnością :(

Diagnoza CHAD – szukam osób z chorobą afektywną dwubiegunową do rozmowy i wymiany doświadczeń
Witam Wszystkich serdecznie . Obecnie jestem diagnozowana pod kontem Chad. Czy są tu osoby z tą diagnoza ? Z którymi bym mogła porozmawiać
Samotność w rodzicielstwie: mąż nie pomaga z 6-miesięcznym dzieckiem, czuję się na skraju wytrzymałości

Piszę tutaj, bo naprawdę już nie wiem, co mam robić. Mam 6-miesięcznego synka z mężem. Od kiedy urodził się maluch, czuję się jakbym była sama. Damian kompletnie się wyłączył z opieki nad dzieckiem. Jego argument brzmi zawsze tak samo: "przecież mała potrzebuje cyca, ja i tak nie pomogę". Nie wstaje w nocy NIGDY. Nawet jak dziecko płacze godzinami, on sobie śpi jak zabity i mówi, że "to moja robota". Codziennie wieczorem znika - albo na padla z kumplami, albo na jakieś swoje zajawki. Wraca późno, czasem nawet nie wiem o której. A ja siedzę sama z maluchem od rana do wieczora, potem całą noc wstaję co 2-3 godziny. Teraz planuje wyjazd z kolegą do Hiszpanii na 2-3 TYGODNIE. Jak mu powiedziałam, że nie dam rady sama z dzieckiem przez tyle czasu, to się zdenerwował i powiedział, że "w pierwszych dwóch latach życia dziecko potrzebuje matki, a nie ojca" i że "powinnam być wdzięczna, że może pracować i nas utrzymywać". Ja już nie śpię prawie wcale od 6 miesięcy. Zaczęłam mieć napady płaczu, czuję się jak zombie. Czasem patrzę na siebie w lustrze i nie poznaję tej osoby. Boję się, że wpadam w depresję poporodową, ale nawet na wizytę do lekarza nie mogę pójść, bo kto będzie z dzieckiem? Próbowałam z nim rozmawiać, ale on mówi, że przesadzam i że "wszystkie kobiety jakoś sobie radzą". Jego matka też mu przytakuje i mówi, że "za jej czasów mężczyźni w ogóle nie zajmowali się dziećmi". Co mam robić? Czy to normalne? Czy rzeczywiście powinnam "dać radę" sama? Czuję się jak najgorsza matka na świecie, że już nie mam siły... Przepraszam za chaotyczny wpis, ale naprawdę jestem na skraju wytrzymałości. Co mam zorbić?

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.