Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.

Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości. Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej. Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień. Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć. Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, 

po pierwsze widzę, że czuje się Pani zagubiona, a po drugie, że bardzo się Pani stara poradzić sobie z tą sytuacją, wdraża Pani zmiany i widzi już pewne ich efekty. I to jest bardzo dobra prognoza na przyszłość. 
Niestety zbyt mało szczegółów dotyczących tego, co oznaczają „Państwa osobiste problemy”, uniemożliwia konkretną odpowiedź. Trochę więcej wiadomo na temat tego, jakich objawów Pani doświadczała - silny stres, poczucie utraty kontroli, problemy z koncentracją, nic jednak na temat problemów partnera. Wspomina Pani o swoim lekarzu i jego zmianie - czy chodzi o lekarza psychiatrę? Faktycznie Pani objawy kwalifikują do takiej wizyty. Mówi Pani również o specjaliście - czy ma Pani na myśli psychoterapeutę? 
Sytuacja zdaje się obejmować wiele wątków: Pani kryzys psychiczny (czy Pani go rozumie, z czymś łączy, potrafi wytłumaczyć, czemu przyszedł tak nagle?), jakieś problemy Pani partnera (czy dotyczą też Pani? Dotykają Panią w jakiś sposób?) i kwestie tego, co się dzieje w waszej relacji. Jest to na tyle złożona sprawa, że naprawdę trudno doradzać cokolwiek, nie zgłębiając całego kontekstu. Dlatego, jeśli Pani korzysta z psychoterapii, jest to najwłaściwsze miejsce do zajmowania się tym, co się dzieje i uzyskiwania odpowiedzi na swoje pytania. Warto pamiętać jednak, że jest to proces i wypracowanie tych odpowiedzi może potrwać. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Napady złości, brak ochoty na cokolwiek, zazdrość o partnerkę - jak sobie radzić?
Hej.Mam dziwne napady złości .wszystko mnie już od dłuższego czasu denerwuje .jakoś nie mam ochoty na nic .Do tego stałem się bardzo zazdrosny o partnerkę.Proste sytuację mnie wyprowadzają z równowagi i poprostu czepiam się o wszystko .
Chcę wyprowadzić się za granicę, ale bardzo ciężko idzie szukanie pracy - miałam już kilka dziwnych przygód
Nie wiem, jak mam dalej żyć. Od jakiegoś czasu trafia mi się sporo niepowodzeń, w zasadzie to mam wrażenie, że czego się dotknę, kończy się niepowodzeniem, albo jestem zmuszona odmówić. Moim głównym celem i marzeniem, a wręcz potrzebą była wyprowadzka za granicę, gdyż nie jestem szczęśliwa w Polsce. Od roku próbuję to zrobić, na początku tego roku wzięłam się intensywnie za naukę języka włoskiego we własnym zakresie, bo już kiedyś tam mieszkałam przez parę miesięcy i coś tam potrafiłam powiedzieć, poza tym czułam się tam jak w domu. Nie byłam jednak zamknięta jedynie na tę opcję. Tak więc przez kilka miesięcy bardzo mało wychodziłam z domu, siedziałam cały czas przed komputerem przeglądając oferty pracy oraz ucząc się. Dostałam kilka zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne, jednak spotykały mnie dziwne sytuacje - któregoś razu przeszłam przez pierwszy etap rekrutacji z panią z hr, która była bardzo miła i powiedziała, że co prawda wymagają biegłości tego języka, ale ona uważa, że powinno pójść dobrze, więc umówi mnie na rozmowę z managerem. Otrzymałam zaproszenie na rozmowę on-line i...nikt nie przyszedł. Nie wiedziałam, co mam myśleć, czułam się, jakby ktoś mnie kopnął w brzuch. Wysłałam wiadomość z pytaniem, o co chodzi. Dostałam odpowiedź, że nie umówili rozmowy, bo manager był zajęty. Ale przecież rozmowa była umówiona, nikt mnie nie uprzedził, co za bezczelność. Parę dni później dostałam ponowne zaproszenie, zgodziłam się więc, bo potrzebowałam pracy. Pan przyszedł spóźniony, rozmowa przebiegła miło, natomiast powiedział mi, że jednak potrzebują kogoś, kto biegle zna język. Ogólnie zawracanie głowy, bo w ogłoszeniu było napisane, że potrzebują kogoś z biegłym polskim i angielskim. Jakiś miesiąc później dostałam zaproszenie na rozmowę na żywo, bardzo się ucieszyłam, bo była to kancelaria prawna, a ja mam wykształcenie prawnicze, a oni potrzebowali kogoś z biegłym angielskim. Kupiłam szybko bilet lotniczy, zarezerwowałam hostel. Już w drodze na lotnisko otrzymałam telefon, że muszą przełożyć rozmowę aż o tydzień. Aż mi sie słabo zrobiło i nie wiedziałam, co zrobić, bo już wydałam pieniądze. Godzinę potem okazało się, ze mój lot został odwołany. Byłam w podwójnym szoku i w sumie mi ulżyło, bo wiedziałam, że należy mi się odszkodowanie i odzyskam pieniądze. Potem powiadomiłam ich, że mogę uczestniczyć jedynie on-line, bo miałam jakieś przeczucie, że znowu coś może pójść nie tak. Postanowiłam sprawdzic recenzje tego miejsca pracy on-line i przeraziłam sie, bo znalazłam mnóstwo bardzo złych opinii o mobbingu, molestowaniu itp. Więc musiałam odmówić, nie chciałam się pakować w coś takiego. Parę tygodni temu dostałam maila z zaproszeniem na rozmowę do jakiejś kancelarii w Hiszpanii i byłam bardzo zdziwiona, bo aplikowałam tam aż 3 miesiące temu. Ale jako, iż potrzebuję pracy zgodziłam się na rozmowę on-line. Potem dostaję maila, że chcą mnie zatrudnić - i to od samego właściciela tych kancelarii, które miały co prawda dobre opinie, ale to były opinie samych klientów. I znowu zaczęły się dziwne rzeczy - prośba o wysłanie kopii paszportu, co jest niezgodne z prawem, ogólnie byłam zdziwiona że ten właściciel ma tyle czasu wysyłać mi maile i nie robi tego np. ktoś z działu hr, zapytał mnie także jakie mam plany, gdzie będę mieszkać, że postara się zorganizować jakieś lokum i któregoś dnia dostałam dziwnego maila od niego - że mają dołączyć razem ze mną jeszcze 2 inne jak to nazwał "dziewczyny" od razu mi się nie spodobało, że nazywa dorosłe kobiety dziewczynami, w dodatku to miejsce pracy, więc powinno się być profesjonalnym. Zaczął nalegać, żebym zamieszkała z jedną z nich, że on się tym zajmie, że w sumie to mamy pracować w 2 miastach i że będzie trzeba dojeżdzać samochodem, ale to nie jest problem.... Wszystko to przybrało tak dziwny obrót, już od początku miałam złe przeczucia - bez namysłu napisałam, że muszę odrzucić taką ofertę pracy. Nie wiem, jak mam dalej funkcjonować, moje nerwy są zszarpane, a te oferty były z zaufanych, popularnych stron do szukania pracy. Nie rozumiem, dlaczego mi się to wszystko przytrafia i co mogę zrobić, bo zaczynam mieć przekonanie, że jak ktoś chce mnie zatrudnić, to są to bardzo podejrzane osoby - tylko dlaczego? Próbowałam także szukać pracy w Polsce, natomiast widzę, że sytuacja jest bardzo trudna, bo po pierwsze kompletnie nie chcę tutaj mieszkać, a bo drugie to i tak nie jest łatwo znaleźć tutaj pracy. Moje zaufanie do ludzi na bardzo słabym poziomie, nie znam nawet nikogo, kogo by spotykały takie dziwne zbiegi okoliczności.
6‑letnie dziecko ciągle przeklina, wyzywa i niszczy rzeczy – jak reagować jako samotny rodzic?
Witam. Mam problem z nerwowa córka 6 latką. Bardzo brzydko mówi do mnie, do babci, do dziadka. Do obcych nie. Ciągle powtarza brzydkie słowa, zupełnie czasami bez kontekstu, czasami sama do siebie, np słowo "gówno", "głupie", "srać", "walnięty". Wszystko jest głupie, durne, walnięte, zasrane, w nerwach rzuca rzeczy, wyzywa wszystko, pyskuje. Jest okropna i nie wiem już co robić. Reagowałam, dając jej do zrozumienia, że nie akceptuje takiego zachowania to nie skutkuje. Robila to mi specjalnie na złość. Przestałam reagować, żeby widziała, że nic to jej nie daje i zobaczyć czy przejdzie, to też kiedy nie widzi mojej reakcji to szarpie mną albo coś psuje, gada brzydkie słowa do mnie lub sama do siebie. Żeby tylko mnie wkurzyć. Rozmawiam z nią na te tematy często wieczor jak już jest spokojna, że robi tym komuś przykrośc, że sobie tez tym szkodzi, że to nie ładne, że do niej nikt tak nie mówi, że trzeba się wzajemnie kochać, szanować. Mówi, że rozumie, że chce się zmienić, ale za 15 minut powiem na coś "nie" i znów jest to samo. Wyzywanie, złość, krzyki, że zaraz sąsiedzi powiedzą, że bije własne dziecko. Mówi, że coś w jej głowie każe mówić jej złe słowa. Nie mam już sił, jestem kłebek nerwów i chce mi się tylko usiąść i płakać. Wychowuje ja zupełnie sama, staram się jak mogę, czytam co wieczor dużo książek o empatii, rozmawiamy, nie wiem już co zrobić, żeby wróciło do normy nasze życie. Jeszcze pół roku temu to było zupełnie inne dziecko. Jestem psychicznie jestem wykończona i fizycznie jej zachowaniem też. Co robić kiedy dziecko ciągle brzydko mówi, wyzywa, niszczy. Reagować lepiej czy nie?
Jak radzić sobie w związku z partnerem o dwóch obliczach? Czułość i agresja w relacji
Witam, chciałabym uzyskać obiektywną ocenę mojej sytuacji. Mam partnera (ja 36l, on 48l). Potrafi być bardzo czuły, troskliwy, poświęcać mi czas, uwagę, martwić się o mnie. Mam jednak wrażenie, że posiada drugie oblicze, w które czasem aż trudno mi uwierzyć. W sytuacjach napięciowych, nieporozumień, różnicy zdań staje się nerwowy, wybuchowy, impulsywny, używa wobec mnie inwektyw np. masz napierdolone w głowie, to co mówisz jest wyrazem bezdennej głupoty, pierdol się, pałuj się, jesteś głupia, cieszysz się jak końska dupa do bata itp. nie daje mi wówczas dojść do słowa, atakuje, a gdy wpadam w lęk mówi, że mam przestać się jąkać, forsuje swoje zdanie, mówi, że to, że się tak zachowuje jest moją winą, bo gdybym postąpiła inaczej, to by taki nie był, często w takich sytuacjach wypomina moje błędy z przeszłości, nawet sprzed roku, czy dwóch, używa sformułowań typu "odprowadzasz do tego, że nic nie będę od ciebie chciał" lub "leczysz mnie z uczuć do ciebie". Gdy podczas jazdy samochodem wywiąże się taki zgrzyt to gwałtownie przyspiesza bądź hamuje mimo, iż zwracam mu uwagę, że źle mi wtedy i nie czuję się bezpiecznie. Mam wrażenie, że gdy on robi te same rzeczy, o które potrafi napiąć się do mnie, to wówczas wcale to nie jest takie straszne np. to, że pomagam ludziom, słucham ich lub służę jakąś pomocą określa jako "skupiasz się na wszystkich a dla mnie nie masz czasu, zajmij się sobą i mną", podczas gdy jeśli on komuś pomaga, to wg niego jest to zaleta a pomaga im bo są dobrymi ludźmi, a nie to co moi znajomi. To tylko niektóre przykłady. Ostatnio powiedział, że moja mama ma chyba tak samo napierdolone w głowie jak ja skoro ma podobne zdanie na jakiś poruszony temat. Mam dziecko z poprzedniego związku, a gdy chce spędzić czas z córką (9l) mówi, że dziecko przesłania mi cały świat i "dla wszystkich mam czas, tylko nie dla niego". Poza tym jednak naprawdę potrafi być czuły, jest skłonny do poświęceń, dużo mi pomaga, stara się być przy mnie, twierdzi, że kocha mnie nad życie. Bardzo proszę o informację, jak wyglądają opisane przeze mnie sytuacje..
Jak radzić sobie z problemem utrzymania pracy? Zjazd po dobrym początku kariery, za każdym razem.

Dobry wieczór, piszę ponieważ zauważyłem, że mam istotny problem z utrzymaniem stanowiska pracy, po każdorazowym zatrudnieniu pierwszy okres 3-6 miesięcy jest świetny, są wyniki, wszystko się spina i funkcjonuje jak najlepiej, a po tym okresie zaczyna się zjazd i po roku, max. dwóch jestem zmuszony do zmiany miejsca pracy i nie jest to niestety odosobniony przypadek, ponieważ mam ten problem już od kilku lat, a co zaskakujące nawet, gdy otworzyłem własny biznes to pierwszy okres był kolokwialnie mówiąc " z górnego C " a później znów powtórka z etatu. Czy coś ze mną jest nie tak ? Zawsze początek jest dobry, a dlaczego później jest problem - o co chodzi ? Jestem osobą, która ma swoje pasje i to nie tylko rower czy bieganie, aktywnie staram się żyć i optymistycznie patrzeć do przodu, ale czasem jak mi siądzie na głowę to co wyżej napisałem to już nie jest tak kolorowo.. Proszę o sugestie, może wskazanie kierunku, chciałbym to zmienić, ale niestety nwm jak? a jest to w ostatnim czasie mocno przytłaczające, wręcz depresyjne. Pozdrawiam

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!