
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, zaburzenia nastroju
- Zgubienie drogi po...
Zgubienie drogi po terapii: uzależnienie, trudności z lekami i praca
Od kiedy wyszłam z terapii, wróciłam do nałogu i na dodatek nie biorę leków coraz gorszej się czuje wiem, że powinnam iść na odział psychiatryczny. Ale muszę chodzić do pracy która ojciec mi załatwił mam trudną sytuację życiową nie wiem jak to wszystko naprawić nie potrafię z nikim o tym rozmawiać szczerze co widzę i czuję nie wiem co się dzieje ze mną najchętniej została bym sama ze sobą czuje, że zawiodłam wszystkich, ale też że mam tak duże złe doświadczenia w życiu. Ciągle siedzę w głowie, katuje siebie za wszystko co się dzieje, nie wiem.
Niktwazny
Krzysztof Maruszewski
Witaj!
Jesteś ważna!
Najważniejsza!
Jeśli czujesz, że potrzebujesz psychiatry albo psychologa zrób to jak najszybciej. Nie obwiniaj się o nic i walcz o siebie!
Pozdrawiam i trzymam kciuki
Krzysztof Maruszewski
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Alan Baryga
Dzień dobry,
Dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać. Z opisu wynika, że przeżywa Pani bardzo trudny moment i mierzy się z dużym cierpieniem.
Pisze Pani również o myślach, które pojawiają się w tym czasie. Warto pamiętać, że w chwilach silnego kryzysu nasze myśli często stają się bardzo surowe i krytyczne wobec nas samych. Nie zawsze odzwierciedlają one rzeczywistość, choć w danym momencie mogą wydawać się całkowicie prawdziwe.
Nawrót w przebiegu uzależnienia może być elementem procesu zdrowienia i nie przekreśla dotychczasowych starań. Z tego, co Pani napisała, widzę, że mimo trudności podejmuje Pani wysiłek, aby zadbać o swoje funkcjonowanie, między innymi chodząc do pracy.
Jeśli ma Pani taką możliwość, zachęcałbym do ponownego kontaktu z terapeutą, z którym wcześniej Pani współpracowała. Wspólnie będziecie mogli ocenić obecną sytuację i zdecydować, jakie dalsze kroki będą najbardziej odpowiednie. Jeżeli specjalista uzna, że wskazana jest hospitalizacja lub intensywniejsza forma leczenia, warto rozważyć skorzystanie ze zwolnienia lekarskiego, aby móc skupić się na swoim zdrowiu.
Życzę Pani dużo siły i mam nadzieję, że uda się Pani jak najszybciej uzyskać potrzebne wsparcie.
Pozdrawiam,
Alan Baryga
Jakub Pawłowski
To, co opisujesz, pokazuje, jak bardzo jest Ci teraz trudno. Dziękuję, że o tym napisałaś. Sam fakt, że widzisz potrzebę leczenia, świadczy o tym, że wciąż zależy Ci na sobie. Nie musisz naprawiać wszystkiego naraz. Najważniejsze teraz to jak najszybciej wrócić do kontaktu z psychiatrą lub zgłosić się na oddział, jeśli czujesz, że sama już nie dajesz rady. Nie zostawaj z tym sama – poproś o wsparcie choć jedną zaufaną osobę. Pomoc jest i zasługujesz na nią.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Niestety bez farmakoterapii po terapii może być ciężko, bynajmniej na początku. Nie możesz pisać, że zawiodłaś wszystkich, gdyż tak nie jest. Wielu ludzi zmaga się z chorobami psychicznymi, sam na oddziale psychiatrycznym widzę jakie są potrzeby i prawie codziennie poznaję nowych pacjentów. Powrót do nałogu niestety złudnie przynosi poprawę, a jest to najkrótsza droga, aby "poczuć się lepiej". Karanie się za wszystko nic nie zmieni, obwinianie także, ale szczera odpowiedź przed samą sobą co robię i kiedy zacznę coś z tym robić już tak. Uzależnienie sprawia, że czujesz się gorsza, nieakceptowana. Najlepszym wyjściem jest przyznanie się do nałogu i powrót na terapię. Nie ma tutaj półśrodków. twoja sytuacja życiowa się nie zmieni na lepsze, jeżeli będziesz tak funkcjonowała w pracy. Zadzwoń na bezpłatne infolinie wsparcia, jeżeli potrzebujesz rozmowy.
Eliza Śliwińska
Dzień dobry.
W tej wiadomości widzę przede wszystkim Pani cierpienie. Odnoszę wrażenie, że doświadcza Pani poczucia zagubienia i nie widzi Pani wyjścia z sytuacji, która wydaje się trudna do rozwiązania.
To naturalne, że w tych okolicznościach nie jest Pani łatwo i nie czuje się Pani komfortowo. Chwilowo nie widzi Pani wielu możliwości rozwiązania problemu, co nie oznacza, że ich nie ma. Powrót do nałogu może wiązać się z momentami spadku nastroju i negatywnymi myślami. Warto, aby miała Pani świadomość, że te negatywne myśli są zniekształceniem wzmacnianym działaniem substancji. To trochę tak, jakby patrzyła Pani na wszystko przez kartkę papieru zwiniętą w rulon. Perspektywa jest wtedy węższa – nie widać dokładnie wszystkiego, co dzieje się po bokach, na dole czy na górze.
W takiej sytuacji trudniej jest zobaczyć rozwiązania oraz docenić swoją siłę i pracę, którą już Pani wykonała. Każda próba wyjścia z uzależnienia przybliża Panią do poprawy tej sytuacji. Nie jest tak, że trudne do osiągnięcia cele większości ludzi udaje się zrealizować już przy pierwszym podejściu.
Chciałabym, aby zobaczyła Pani również, jak daleko już udało się Pani zajść. To, że była Pani w terapii i zdobyła już pewien zakres wsparcia oraz wiedzy terapeutycznej, jest Pani cennym zasobem. Dzięki temu, po podjęciu decyzji o powrocie do leczenia, nie zacznie Pani od początku, lecz od miejsca, w którym już Pani była.
Jestem przekonana, że umiejętności, których się Pani nauczyła, oraz siła i determinacja, które sprawiły, że poprzednio zdecydowała się Pani rozpocząć terapię, nadal w Pani są. Myślę, że warto zauważyć, jak trudne to było, a mimo to potrafiła Pani podjąć decyzję i rozpocząć leczenie. To spore osiągnięcie, którego można Pani pogratulować.
Ta sama siła, która popchnęła Panią wtedy do rozpoczęcia terapii, teraz może wspomóc Panią w równie ważnym powrocie. To, że już Pani tam była, dało Pani doświadczenie i wiedzę, m.in. o tym, że ma Pani w sobie dość samozaparcia, aby podejmować ważne decyzje i wkładać ważny i dobry wysiłek. Wierzę, że tak właśnie jest. Odnoszę wrażenie, że właśnie tej decyzji Pani teraz potrzebuje – dania sobie kolejnej szansy.
Choroba, jaką jest uzależnienie, ogranicza dostrzeganie wielu istniejących możliwości. W miarę zdrowienia perspektywa się poszerza, widać więcej pozytywów i stabilizuje się sposób postrzegania siebie. To, że była Pani w terapii, jest dla mnie informacją o Pani odwadze, świadomości tego, co jest dla Pani dobre, oraz o tym, że potrafi Pani podejmować właściwe decyzje. Przychodzi mi na myśl taka metafora: potknięcia i upadki w biegu na przełaj czasem są naturalnym elementem prowadzącym do mety. Nie potyka się tylko ten, kto nie rozpoczyna biegu. Ważne, aby za każdym razem wstać, otrzepać kolana i biec dalej. Nie trzeba być pierwszym na mecie, aby ukończyć bieg.
Jeśli uczucie rezygnacji podpowiada, żeby wycofać się z kontaktów z ludźmi, zachęcam, aby tego nie robić. Rozmowa z kimś zaufanym jest ważna. Czasem nawet samo przebywanie wśród ludzi, byle tylko się nie izolować, może mieć dobry wpływ. Jeśli myśli podpowiadają obwinianie siebie, można spróbować czegoś przeciwnego – dostrzec rzeczy, za które może Pani siebie docenić. Ja widzę u Pani wiele takich rzeczy. Dostrzegam też, jak dużą zaletą jest to, że szuka Pani rozwiązań. To, że napisała Pani wiadomość w poszukiwaniu wsparcia i zrozumienia, mówi wiele o Pani umiejętnościach i sprawczości. Uważam, że zasługuje Pani na zatroszczenie się o siebie i dostrzeżenie pracy, którą już Pani wykonała.
Warto wiedzieć, że negatywne myśli nie są sprzymierzeńcami. Najczęściej podpowiadają nieprawdę i utrudniają znajdowanie rozwiązań. W psychoterapii poznawczo-behawioralnej niekiedy zestawia się te negatywne, zniekształcone myśli z myślami alternatywnymi, dzięki którym można tę samą sytuację zobaczyć z innej – najczęściej bardziej realistycznej i mniej negatywnej – perspektywy.
Domyślam się, że w obecnej sytuacji ma Pani wiele utrudnień, które powstrzymują Panią przed wybraniem rozwiązania korzystnego dla Pani. Czy ma Pani pomysł, jakie byłoby to rozwiązanie i jaki byłby Pani sposób na poprawę tej sytuacji, gdyby nie miała Pani tych ograniczeń? Odnoszę wrażenie, że gdzieś wewnątrz siebie ma Pani poczucie lub wiedzę o tym, jakie decyzje są dla Pani dobre i mogą wspierać Pani zdrowie oraz samopoczucie. Czego potrzebuje Pani teraz, aby mogła Pani podjąć decyzję o powrocie do leczenia? Pani decyzje są ważne.
Trzymam za Panią kciuki.
Tomasz Pisula
Dzień dobry Pani,
Dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać. Mierzy się Pani z bardzo dużym cierpieniem i wieloma trudnościami jednocześnie. To, że wrócił nałóg, przestała Pani przyjmować leki i czuje się coraz gorzej, jest sygnałem, że potrzebuje Pani wsparcia. Mimo że izolacja może wydawać się w tej chwili najbezpieczniejszym rozwiązaniem, niestety bardzo często samotność sprawia, że cierpienie jeszcze bardziej się nasila, a myśli stają się coraz trudniejsze. Dlatego bardzo ważne jest, aby nie zostawać z tym wszystkim samej i znaleźć choć jedną osobę lub specjalistę, z którym będzie mogła Pani szczerze podzielić się tym, co przeżywa i co dzieje się w Pani głowie.
Jeżeli ma Pani poczucie, że stan psychiczny znacząco się pogarsza i trudno jest Pani zadbać o swoje bezpieczeństwo lub codzienne funkcjonowanie, warto potraktować tę możliwość poważnie i skonsultować ją z psychiatrą.
Trudności, o których Pani pisze, mają głębsze podłoże. Warto rozważyć podjęcie dłuższej, pogłębionej psychoterapii, tak aby w pełni przepracować historie i przyczyny Pani problemów.
Nie musi Pani rozwiązywać tego wszystkiego w pojedynkę. Pierwszym krokiem jest pozwolenie sobie na przyjęcie pomocy i podzielenie się tym, co Pani przeżywa.
Wszystkiego dobrego,
Tomasz
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pani wpis, mam wrażenie, że od dłuższego czasu dźwiga Pani bardzo wiele sama. Pisze Pani o nawrocie nałogu, odstawieniu leków i coraz gorszym samopoczuciu, a jednocześnie ma Pani świadomość, że potrzebuje pomocy. To ważny sygnał, którego nie warto ignorować.Nie odebrałabym nawrotu jako porażki czy dowodu na to, że zawiodła Pani wszystkich. W przypadku uzależnień i wielu kryzysów psychicznych nawroty niestety mogą się zdarzać i nie przekreślają wcześniejszej pracy ani szans na poprawę.Pisze Pani, że myśli o oddziale psychiatrycznym, ale powstrzymuje Panią praca. Proszę zadać sobie pytanie: co w tej chwili jest najważniejsze dla Pani zdrowia i bezpieczeństwa? Czasem krótkotrwałe zatrzymanie się i zadbanie o leczenie pozwala później wrócić do codziennego funkcjonowania z większymi zasobami.
Zastanawiam się również:
Co sprawiło, że przestała Pani przyjmować leki?
Czy jest choć jedna osoba, której mogłaby Pani powiedzieć, że jest Pani teraz tak trudno?
Co musiałoby się wydarzyć, żeby zdecydowała się Pani ponownie sięgnąć po profesjonalną pomoc?
Jeżeli ma Pani poczucie, że nie jest już w stanie zadbać o swoje bezpieczeństwo lub objawy gwałtownie się nasilają, proszę nie zwlekać z kontaktem z psychiatrą lub zgłoszeniem się do szpitala. Nie musi Pani przechodzić przez ten kryzys sama.Życzę Pani dużo siły i odwagi, aby zrobić ten pierwszy krok po pomoc.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Jest Pani Ważna!
Choć praca od ojca i presja otoczenia wydają się teraz najważniejsze, to Pani życie i zdrowie są absolutnym priorytetem, a pójście na oddział psychiatryczny lub pilny kontakt z lekarzem to dojrzały krok ratujący życie, a nie dowód na to, że kogokolwiek Pani zawiodła. Proszę nie nosić tego ciężaru w samotności. Pierwszym, najprostszym krokiem do zmiany jest szczera rozmowa ze specjalistą np. dzwoniąc pod bezpłatny kryzysowy telefon zaufania 116 123, który pomoże Pani bezpiecznie wyjść z tego błędnego koła i zaplanować leczenie bez konieczności natychmiastowego rzucania wszystkiego.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Często łapię się na tym, że moje życie nie rozwija się tak, jak sobie kiedyś wyobrażałam. Coraz częściej myślę o tym, co do tej pory osiągnęłam i czy to wystarcza, wydaje mi się, że nie.
Te myśli mnie przytłaczają. Zaczęłam unikać sytuacji, które kiedyś były dla mnie zwyczajne, bo boję się, jak zareagują inni.
Czy możliwe, że przeżywam coś w rodzaju kryzysu wieku średniego, który ma wpływ na mój lęk?
Zastanawiam się, co mogę zrobić, by sobie z tym poradzić. Bardzo mi zależy na tym, by odzyskać kontrolę nad swoim życiem i znów cieszyć się codziennością.
Jak długo może trwać jakaś terapia, zanim zacznę widzieć pierwsze rezultaty?
Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.
Czy jestem chora? Jestem znerwicowana. Mam problemy ze snem. Boję się, że coś się stanie, jak zasnę. Mąż stwarza zagrożenia, bo co wieczór jest pijany, więc ja chodzę i wszystko sprawdzam, a potem i tak nie mogę zasnąć. Mieszkamy na wsi. Rano mąż wyspany opowiada wszystkim, że ja śpię długo i śmieją się ze mnie. On pijany idzie spać o 20-tej, a ja czasem nie zasnę całą noc i muszę odespać później. I to jest szykana. Oprócz tego obgaduje mnie z miejscowymi babami. Głaskają go, a ze mnie się niby śmieją, tak opowiada mi. Dałabym radę, gdyby nie śmierć moich ukochanych psów...
Szukałem pomocy w wielu miejscach. Rozmawiałem godzinami z różnymi psychologami czy psychiatrami.... Czułem się lepiej, czułem się silniejszy... Niestety tylko na krótki czas... Moja żona to całe moje życie. Jest dla mnie wszystkim. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez niej... Nie mogę i ....nie chcę. Jest jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochałem.... Zawsze się śmiałem, ze jestem jak pingwin... Jedna miłość na całe życie... Mój ojciec też taki był... Dziadek również.... To samo dotyczy mojego brata... Niestety to moja żona jest powodem mojej depresji, to ona popycha mnie do samobójstwa.... Teoretycznie najblizsza mi osoba.... Wszyscy lekarze radzili mi zakończyć ten związek... Jednak dla mnie jest to równoznaczne z utratą wszystkiego co ważne w życiu. Takie błędne koło.... Codziennie się zastanawiam czy to już już, czy to bedzie dzisiaj.... Poświęciłem wszystko dla żony. Absolutnie wszystko... Niestety, dla niej to ciągle za mało.... Już nie mogę.... Straciłem zainteresowanie wszystkim... Żyje tylko po to by płacić rachunki. Żony, teściowej, córki...... Nie mam absolutnie nic z życia... Jestem traktowany jak pies, dopóki jestem użyteczny to moge zostać... Jem osobno wszystkie posiłki....Siedzę w osobnym pokoju, gdy one 3 oglądają tv w salonie.... Jestem gościem (niechcianym ledwie tolerowanym) w mieszkaniu ,które kupilem za własne oszczędności....

