Left ArrowWstecz

Problemy ze snem i zmartwienia z powodu działań męża oraz utratą ukochanych psów

Czy jestem chora? Jestem znerwicowana. Mam problemy ze snem. Boję się, że coś się stanie, jak zasnę. Mąż stwarza zagrożenia, bo co wieczór jest pijany, więc ja chodzę i wszystko sprawdzam, a potem i tak nie mogę zasnąć. Mieszkamy na wsi. Rano mąż wyspany opowiada wszystkim, że ja śpię długo i śmieją się ze mnie. On pijany idzie spać o 20-tej, a ja czasem nie zasnę całą noc i muszę odespać później. I to jest szykana. Oprócz tego obgaduje mnie z miejscowymi babami. Głaskają go, a ze mnie się niby śmieją, tak opowiada mi. Dałabym radę, gdyby nie śmierć moich ukochanych psów...

User Forum

Anonimowo

1 rok temu
Dorota Żurek

Dorota Żurek

Dzień dobry, na pewno głównym problemem jest alkoholizm Pani męża. Życie z osobą uzależnioną to ciągły stres i napięcie, co nie pozostaje obojętne dla Pani zdrowia psychicznego. Warto, by poszukała Pani profesjonalnego wsparcia. Może Pani uzyskać bezpłatną pomoc w każdej Poradni Leczenia Uzależnień, gdzie możliwa jest pomoc indywidualna albo grupa wsparcia dla osób, które żyją z alkoholikiem. Proszę także poczytać na temat współuzależnienia. Najważniejsze, by zaczęła się Pani koncentrować na sobie, zadbać o swoje zdrowie i emocje. 

 

Pozdrawiam,

Dorota Żurek- psycholog 

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Emiko Okamoto-Łęcka

Emiko Okamoto-Łęcka

Dziękuję, że się tym dzielisz. To, co opisujesz, jest bardzo trudnym doświadczeniem i w pełni uzasadnia Twoje wyczerpanie, napięcie i trudności ze snem. Twoje objawy, czyli znerwicowanie, lęk przed snem, chroniczne napięcie, nie biorą się znikąd. To naturalna reakcja organizmu na życie w ciągłym stresie, poczuciu zagrożenia i braku bezpieczeństwa w najbliższym otoczeniu.

Twój lęk przed snem nie jest „chorobą” w tradycyjnym sensie. To raczej sygnał, że Twoje ciało i psychika nie czują się bezpieczne, że nie możesz się wyłączyć, bo jesteś ciągle na straży, jakbyś musiała czuwać, by nie wydarzyło się coś złego. I niestety, z tego, co piszesz, ta czujność ma realne podstawy: mąż, który wieczorami pije i może stanowić zagrożenie, brak wsparcia, poczucie osamotnienia, a nawet publiczne ośmieszanie Cię przez niego.

 

Zachęcam Cię do rozważenia nawiązania regularnego kontaktu z psychoterapeutą (również w formie spotkań online), który pomoże Ci w bezpieczny sposób uporządkować przeżywane emocje, zrozumieć mechanizmy Twojej sytuacji oraz stopniowo odbudowywać poczucie własnej wartości i wewnętrzne granice. W tym momencie potrzebujesz uważnego towarzyszenia, wsparcia i przestrzeni do odzyskiwania poczucia sprawczości i bezpieczeństwa.

 

Z wyrazami szacunku

Emiko Okamoto-Łęcka

Psycholożka, Psychotraumatolożka w trakcie szkolenia

1 rok temu
Aleksandra Działo

Aleksandra Działo

Dzień dobry, 
Cieszę się, że zdecydowała się Pani napisać i opowiedzieć o tym, co Pani przeżywa. Zgaduję, że jest Pani bardzo zmęczona, przytłoczona i że mierzy się Pani z ogromnym stresem każdego dnia. To, co Pani opisuje, nie świadczy o „chorobie” w takim sensie, że coś jest z Panią nie tak — to raczej naturalna reakcja na bardzo trudną, niesprawiedliwą i wyczerpującą sytuację, w której Pani żyje. Tak zwana - NORMALNA reakcja na NIENORMALNĄ sytuację.

 

Z punktu widzenia psychologa, spróbuję wyjaśnić, jak może reagować Pani organizm na takie warunki.

- brak spokojnego snu i ciągłe czuwanie są związane z poczuciem zagrożenia i brakiem bezpieczeństwa. Jeśli mąż wieczorami nadużywa alkoholu, to Pani organizm nie może się wyciszyć — dlatego sen nie przychodzi, a rano brakuje sił.

- poczucie bycia ośmieszaną i obgadywaną przez osoby z otoczenia może powodować głęboki wstyd i izolację — a to dodatkowo odbiera siłę do podejmowania działania.

- utrata ukochanych psów to również silne doświadczenie emocjonalne — zwłaszcza gdy inne relacje w życiu są trudne, zwierzęta często dają poczucie miłości i bezpieczeństwa.

 

Objawy, o których Pani pisze — jak lęki, napięcie, bezsenność, poczucie przytłoczenia — mogą świadczyć o tzw. reakcji nerwicowej lub długotrwałym stresie. To jednak nie oznacza choroby psychicznej. To znaczy, że Pani organizm i serce wysyłają sygnały: „To za dużo, potrzebuję wsparcia”.  Pomimo braku siły, warto rozplanować sobie jakąś drogę wyjścia z tej sytuacji. Warto zająć się organizowaniem pomocy dla siebie małymi krokami. Może Pani spróbować następujących rozwiązań:

- zadzwonić na bezpłatną linię wsparcia dla kobiet: 800 107 777 – działa codziennie, także w nocy. Można po prostu porozmawiać — nikt nie oceni, a rozmówczynie są przygotowane do tego, by z empatią słuchać i podpowiedzieć dalsze kroki. Tutaj strona Centrum Praw Kobiet:https://cpk.org.pl/kontakt/warszawa-2/

- głosić się do psychologa w najbliższej przychodni lub Ośrodku Pomocy Społecznej. Tam można opowiedzieć, co Pani przeżywa — i poprosić o kontakt do osoby, która udzieli dalszego wsparcia. Często są to spotkania bezpłatne, a psycholog lub pracownik socjalny może pomóc też w sprawach związanych z sytuacją domową.

- zastanowić się, czy w okolicy jest choć jedna osoba, która mogłaby Panią wesprzeć. Może to być sąsiadka, ktoś z rodziny, pracownica opieki społecznej — ktoś, kto nie oceni, ale po prostu wysłucha. To bardzo ważne, żeby sięgnąć po pomoc i wbrew pozorom, wcale nie jest to łatwe. 

 

Życzę wiele siły w najbliższym czasie i pozdrawiam ciepło, AD

1 rok temu
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Dzień dobry, 
nie jesteś „chora” – Twoje objawy (bezsenność, lęk, napięcie) są realną reakcją na chroniczny stres, zagrożenie i brak emocjonalnego bezpieczeństwa, a nie „zaburzeniem” w oderwaniu od kontekstu.

Jesteś w sytuacji, w której Twoje granice są stale naruszane, a podstawowe potrzeby (spokój, uznanie, bliskość, bezpieczeństwo) są ignorowane lub wyśmiewane. Tkwienie w relacji, gdzie partner bagatelizuje Twoje emocje, a nawet je wystawia na publiczną drwinę, to forma przemocy emocjonalnej – subtelna, ale wyniszczająca.

Twoje ciało i psychika reagują: nie możesz zasnąć, bo nie czujesz się bezpieczna. To nie jest „nerwica” jako cecha – to obrona przed utratą kontroli i samotnością w lęku.

Zastanów się:
– Kiedy ostatni raz ktoś zapytał Cię, jak się czujesz – bez oceniania?
– Kiedy poczułaś, że Twoje emocje są równie ważne jak cudze?

Warto, żebyś miała bezpieczną przestrzeń, w której nie musisz wszystkiego „wytrzymywać”. Psychoterapia może pomóc uporządkować to, co się dzieje, zastanowić się jak obecnie na to reagujesz.

Czy masz choć jedną osobę, której możesz to opowiedzieć – bez wstydu i bez „czy oni mnie zrozumieją”?
Czasami opowiedzenie zaufanej osobie o swoich doświadczeniach może wiele wnieść.

Z pozdrowieniami
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli (Weronika Berdel)

1 rok temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Anonimko,

 

to, o czym piszesz, musi być dla Ciebie mocno obciążające. Dlaczego jesteś w tej relacji? Relacji, która nie jest dla Ciebie satysfakcjonująca. Poczytaj proszę o osobach współuzależnionych. 

 

Pozostawiam namiary na bezpłatny telefon dostępny 24/7 dla osób w kryzysie emocjonalnym:

 

800 70 2222

 

Ściskam Cię serdecznie,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

1 rok temu
pracoholizm

Darmowy test na uzależnienie od pracy (aut. Bryan E. Robinson)

Zobacz podobne

Po latach związku i proszenia o bliskość partnerkę mam już dosyć, już mi się nie chce. Może ona nigdy mnie nie kochała?
Witam wszystkich, Jestem tutaj dosyć nowy, mam więc nadzieję więc, że piszę w odpowiednim do tego wątku. Piszę bardziej z braku alternatyw, jako że nie wiem już za bardzo co robić dalej ... co jest odpowiednim dalszym krokiem w "naszej sytuacji", która wygląda następująco : Jesteśmy małżeństwem od około 11 lat, obydwoje powoli zbliżamy się do 40'ki, brak dzieci. Przed ślubem dwa razy się rozchodziliśmy z mojego wyboru, "Ona" wtedy nie za bardzo radziła sobie z różnymi uczuciami i była dosyć wybuchowa, rzadko adekwatnie do sytuacji - co sama po latach przyznała. Non stop się kłóciliśmy dosłownie o nic, kłótnie zawsze zaczynała ona. Jak pisałem wcześniej, kończyło się to tym, że rozeszliśmy się dwa razy, po czym dwa razy ja wracałem do niej, prosząc o to, abyśmy spróbowali raz jeszcze. Nie jest ta sytuacja jakoś szczególnie znacząca, aczkolwiek wolę nie pomijać za dużo. Przysłowiowy trzeci raz okazał się sukcesem, jako że przestaliśmy się kłócić "o nic" , i jeżeli miewaliśmy później jakiekolwiek spory, to były już one dużo bardziej racjonalne - aczkolwiek było ich bardzo mało na przestrzeni kolejnych 10 lat - po naszym ślubie. Zaczęliśmy się w końcu bardzo dobrze dogadywać i miałem wrażenie, że weszliśmy na jakiś mityczny, wyższy poziom oświecenia i zrozumienia, nasz związek był idealny, dogadywaliśmy się bardzo dobrze i byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nadal nie mieliśmy dzieci z jej wyboru. Mama od zawsze powtarzała jej jak była młodsza, że najgorsze co może jej się w życiu przydarzyć to zajście w ciążę i nie skończenie szkoły średniej czy wyższej. Po latach tak jej zostało i panicznie bała się ciąży i wszystkich jej skutków. Ja byłem gotowy i chętny na dzieci dużo wcześniej, aczkolwiek wiedziałem jak wygląda sytuacja, więc nie naciskałem jej i cierpliwie czekałem aż będzie gotowa ... co po latach jak zaraz opiszę okazało się błędem. Wszystko było idealnie przez lata, aczkolwiek po około 4 - 5 latach ( od ślubu ) zauważyłem pewną prawidłowość ... zawsze tylko ja przychodzę i inicjuję jakąkolwiek intymność / sex między nami. Nie zrozumcie mnie źle ... zawsze jak go inicjowałem ona zawsze była "chętna" i nigdy nie bolała jej przysłowiowa głowa. Warto też nadmienić dla pełnej przejrzystości, że nasze libido na pewno różni się poziomami ... ja mógłbym uprawiać z nią sex w zasadzie co drugi dzień. Jej libido jest oczywiście dużo niższe, jak bardzo do tego zaraz dojdziemy. Koniec końców zauważyłem, że tylko ja inicjuję wszystko już od około 4-5 lat ... wszystko, w sensie codziennie, zawsze jak robimy cokolwiek zawsze złapię ją za pupę, pocałuję w ucho, szyję, kark ... zwłaszcza jak robi coś w kuchni i mogę jej "poprzeszkadzać" ... zawsze, codziennie pokazuję jej, że ją uwielbiam, ubóstwiam, że mi się podoba i że mnie podnieca, że jest moją muzą dosłownie. Sam sex też raczej głównie skierowany był na nią, zawsze obydwoje rozmawialiśmy ze sobą dużo w trakcie, abyśmy obydwoje wiedzieli co nam się podoba, co nie itp. I z reguły ona zawsze dochodzi kilka razy, ja raz lub może dwa jak mam lepszy dzień. Opisuję to raczej, aby przedstawić, że zawsze wszystko robione jest pod nią/dla niej. Nawet gra wstępna była po to, aby ją nakręcić ... nigdy nie było na odwrót, nigdy ona nie robiła nic, aby mnie nakręcić - bo wiadomo, to jest z automatu. Dodam, że na początku naszego związku - przed ślubem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zależało jej na tym ,aby mi sprawić przyjemność i to było jasne i klarowne. Po ślubie wszystko się zmieniło. Do puenty ... po tych wcześniej wspomnianych 4-5 latach zauważyłem mimowolnie, że tylko ja przychodzę po "cokolwiek" więc powiedziałem jej co zauważyłem, wiadomo rozmawialiśmy o temacie itd. ona stwierdziła, że nie zauważyła tej prawidłowości, ale obiecywała poprawę, że będzie się ciut bardziej starać itp., aby nie było to takie jednostronne. Minęło kilka miesięcy i nie zmieniło się nic, mieliśmy kolejną rozmowę, i jej konkluzją było to samo co wcześniej. Zrobiłem więc test, nie przychodziłem po nic sam przez pół roku – i w trakcie tych 6 miesięcy ona nie przyszła „po nic” ani razu i ani razu nie uprawialiśmy sexu. Mieliśmy kolejną rozmowę, tym razem miałem już nieco pretensji i chciałem jakiś wyjaśnień, co się dzieje, dlaczego ona nie ma żadnych potrzeb naszej bliskości. Długa rozmowa pełna emocji, obietnica poprawy … i tyle. Temat tak się powtarzał przez następne lata, w trakcie których robiłem dwa kolejne takie pół roczne testy. Średni później po pół roku miewaliśmy „poważne rozmowy”, na których był płacz, przeprosiny i obietnice poprawy … i na tym się zawsze kończyło. Ostatnie mniej więcej 2 lata były już bardziej znaczące, bo nie sposób ,abym nie zaczął widzieć jej w innym świetle … ewidentnie ona mnie nie chce, proszę ją o podstawową bliskość między nami, i ona świadomie wybiera „nic nie robić”. Doszło do tego, że prosiłem ją nawet, aby sobie to zapisywała gdzieś w kalendarzu, aby czasem przyszła do mnie, aby ona zainicjowała … tak jakby miała na siłownię iść czy porządki zrobić. Kłóciło się to trochę ze mną, bo uważam, że nie powinien to być dla niej jakiś smutny/szary obowiązek, ale brakowało mi już koncepcji. To też nie zadziałało, bo wiadomo, że jak ktoś ma się zmuszać do czegoś to i tak „zapomni” albo czasu na to nigdy nie znajdzie. Sytuacja pogarszała się szczególnie od ostatnich 2 lat, bo proszę ją, błagam aby coś się zmieniło, bo czuję, że we mnie się coś zmienia, że zaczynam widzieć ją w innym świetle, jako poniekąd inną osobę. Z mojej perspektywy proszę ją i błagam, aby zrobiła cokolwiek, aby ratować nas, bo zaczynamy się sypać … i ( z mojej perspektywy ) ona świadomie wybiera nic nie robić, bo tak mało zależy jej na mnie, na nas. Nic się za bardzo nie zmieniło, mimo że zacząłem szczególnie prosić i ponaglać i doszliśmy do etapu gdzie mi się już nie chce … nic. Na tą chwilę nie chcę z nią sexu uprawiać, mam do niej spore uprzedzenia, nie wiem czy ona może ze mną nie jest lub nigdy nie była szczęśliwa, nie wiem czy to w ogóle ma sens. Na tę chwilę nie odzywamy się za bardzo do siebie i czasu nie spędzamy razem, bo nie mogę na nią patrzeć … wiem, że jakbyśmy dłużej w jednym pomieszczeniu siedzieli to nie wytrzymałbym i wyrzucałbym jej wszystkie swoje żale i uprzedzenia. Na tę chwilę najbardziej boli mnie fakt, że … ona świadomie nie chciała zrobić czegoś tak prostego i podstawowego w związku jak inicjowanie odrobiny intymności między nami … nawet a może zwłaszcza w momencie, gdy od lat jej biłem na alarm i mówiłem jej wprost, że coś się musi zmienić, że ja czuję, jak we mnie się coś powoli po tych wszystkich latach zmienia i boję się tego, co będzie dalej, jeżeli nic z tym nie zrobimy. Obecnie jedyne co od niej słyszę to, że powinniśmy razem iść na terapię … z czym ja się zgodzić nie mogę … po pierwsze to już mi nie zależy za bardzo, aby to ratować … skoro jej nie zależało na tyle, żeby ze mną do łóżka pójść raz na jakiś czas, aby nas ratować to czemu ja mam iść na terapię ? Poza tym … nadal uważam, że nie we mnie leży / leżał problem … czemu ja mam teraz iść na drogą terapię, skoro problem jakiś ewidentnie jest w niej do mnie … poza tym absolutnie nie wierzę, że przegadam z kimkolwiek temat, by było na tej terapii cokolwiek i na koniec stwierdzę „ok, faktycznie, już się na nią nie denerwuję, nie mam już żadnej traumy z tym związanej i dam jej kolejną drugą szansę” – uważam że za dużo już dostała „drugich szans” gdy przez lata ją prosiłem o jakąś zmianę. Ehhh miałem opisać po krótce sytuację a się rozpisałem nieco dłużej ... mimo że i tak jest to mocno skondensowana wersja. Sam post na koniec zamienił się w "wylewanie żalów" jak sam po sobie teraz widzę, ale jak o tym pisałem i sobie to w głowie odtwarzam i przypominam to krew się we mnie gotuje że może się to teraz tak skończyć, że my sie możemy tak skończyć ... Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback ... póki co wszystko widzę ze swojej perspektywy, może czegoś nie widzę nie dostrzegam ...
Czy jak mam chorobę neurologiczną, konkretnie wodogłowie, czy to może mieć coś wspólnego z tym, że od jakiegoś czasu mam nie najlepszy nastrój
Czy jak mam chorobę neurologiczną, konkretnie wodogłowie, czy to może mieć coś wspólnego z tym, że od jakiegoś czasu mam nie najlepszy nastrój, czarne myśli o przyszłości?
Prześladowanie i stalking - były partner nie daje mi spokoju, odczuwam przez to lęk, mdłości, objawy strachu
Witam. Jak uwolnić się od byłego toksycznego faceta. Nie daje mi spokoju. Wypisuje do moich znajomych i do mnie na fb. Mam zablokowane go na fb i numer telefonu też ale zmienia numer. Piszę z fejk konta. Byłam na policji bo włamał mi się na stare konto na fb a hasła nie pamiętam aby odzyskać. I z tamtego konta wypisuje kłamstwa na mnie że niby uprawiam seks za pieniądze. Poddaje się za mnie. Byłam na policji ale mi powiedzieli że nie wiadomo czy zostanie ukarany. Boję się go bo nawet mi groził. Policja też o tym wie a oni powiedzieli że pewnie tylko tak pisze skoro nic mi nie zrobił. Żyje w strachu. Gdzie nie usłyszę że ktoś chodzi na dworze to myślę że to on bo boje się że coś mi zrobi. Psychicznie nie daje rady przez to i nastrój mi się zmienia od radości do smutku. Nie raz nawet płacze bo nie daje rady z tym wszystkim. Proszę o radę.
Zazdrość i brak zaufania w związku na odległość – jak rozmawiać o pieniądzach i granicach w relacji?
Witam, pisze juz chyba zeby wyrzucic z siebie emocje - prawdopodobnie przestalem wierzyc. Jestem w zwiazku na odleglosc - wczoraj rozmawialem z partnerka przez telefon - na poczatku bylo bardzo fajnie nagle wspomniala, ze jak wroci do domu to ma cos “w glowie”, bo za jej syna wycieczke w szkole zaplacil ojciec dziewczyny syna. To zwiazek nastolatkow - rodzice sie totalnie nie znaja… nagle on placi bo moja partnerka nie miala pieniedzy (ja o tym nie wiem - wiem tylko, ze sytuacja materialna jest raczej trudna - ja jestem osoba oszczedna i mimo, ze mam pieniadze ale niepewna sytuacje zawodowa to wole wydawac wtedy kiedy na prawde trzeba - jak potrzebowala przelewalem jej jakies kwoty jednak ona pytanie mezczyzny o pieniadze traktuje jako “jego znecanie sie psychiczne”, cos takiego kiedys wspomniala). Ale do rzeczy, rozmawialismy chwile potem miala klopot z telefonem bo ten ojciec do niej dzwonil - przyznam, ze uruchamia mi sie zazdrosc jednak kontroluje swoje zachowanie. Powiedziala, ze jak wroci do domu oddzwoni do mnie na spokojnie. Wrocila zadzwonila - nie mogla jednak rozmawiac o tym temacie bo syn byl obok. Zaczelismy luzna rozmowe bylo milo. Nagle wspomniala, ze ona wie, ze “ja nie lubie jak ma racje bo tak kiedys powiedzialem”. Ja powiedzialem, ze to musialbyc rodzaj zartu z mojej strony bo ja nie lubie ludzi ktorzy nie uznaja czyichs racji. W tym momencie ona sie mocno poirytowala mowiac ze ja sie z niej nabijam, ze czuje sie jak idiotka bo to mowilem teraz zaprzeczam… mowie, zeby sie uspokoila nic sie nie dzieje… jej emocje tylko urastaly az w koncu sie rozlaczyla… bylem wsciekly.. znowu klotnia z niczego. Napisalem wiadomosc czy zadzwoni pozniej jak bedzie mogla (chcialem dokonczyc temat ojca). Dostalem wiadomosc po 2 godzinach, ze idzie spac. Wiec zadzwonilem i probowalem zapytac o ta sytuacje, mowie, ze dziwne to dla mnie czy opowie wiecej szczegolow? O co chodzi z ta wycieczka? A ona na to “przeciez Ciebie interesuje po co on do mnie dzwoni a nie moj syn - Ty nie chcesz uczestniczyc w jego zyciu”. Poklocilismy sie dzisiaj wyslalem jej film o klotniach skad sie biora… ale odczytala nie reaguje. Podejrzewam, ze nie zadzwoni dzisiaj - ja tez… moze jutro… mamy konflikty co chwila to 3 w tym tygodniu. Ja czuje sie okropnie… jakis obcy facet placi za wycieczke jej syna… potem dzwonia do siebie - nie moge poznac szczegolow zeby uspokoic zazdrosc i odbieram te jej slowa jako “to o czym rozmawialam z ojcem to nasze sprawy bo on jest nawet bardziej zaangazowany niz ty, on zaplacil ty nie, to czy ty jestes zazdrosny mnie nie obchodzi mnie obchodzi moj syn”. Zazdrosc mi podpowiada, ze byc moze cos wiecej pojawilo sie w jej glowie. Po raz kolejny sie mecze nie ma kontaktu. Jak sie odezwe to pewnie bedzie oczekiwac przeprosin… ja chcialbym tylko czuc, ze jak mam obawy to moge z nia porozmawiac, ze wyslucha i uspokoi, ze bardzo jej zalezy na moim stanie psychicznym… a ona czesto odbiera to jako atak “czuje sie dzisiaj zle - przepraszam, ze jestem do dupy niewystarczajaca!!!”…
Problemy ze snem i zmartwienia z powodu działań męża oraz utratą ukochanych psów

Czy jestem chora? Jestem znerwicowana. Mam problemy ze snem. Boję się, że coś się stanie, jak zasnę. Mąż stwarza zagrożenia, bo co wieczór jest pijany, więc ja chodzę i wszystko sprawdzam, a potem i tak nie mogę zasnąć. Mieszkamy na wsi. Rano mąż wyspany opowiada wszystkim, że ja śpię długo i śmieją się ze mnie. On pijany idzie spać o 20-tej, a ja czasem nie zasnę całą noc i muszę odespać później. I to jest szykana. Oprócz tego obgaduje mnie z miejscowymi babami. Głaskają go, a ze mnie się niby śmieją, tak opowiada mi. Dałabym radę, gdyby nie śmierć moich ukochanych psów...

Alkoholizm

Alkoholizm - przyczyny, objawy i skuteczne leczenie

Alkoholizm to poważny problem dotykający miliony ludzi. Jeśli Ty lub bliska osoba zmaga się z uzależnieniem, pamiętaj o dostępnych metodach leczenia i wsparcia. Omawiamy objawy, przyczyny, konsekwencje alkoholizmu oraz sposoby walki z chorobą.