Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z kryzysem w małżeństwie, kiedy żona jest dla mnie wszystkim?

Szukałem pomocy w wielu miejscach. Rozmawiałem godzinami z różnymi psychologami czy psychiatrami.... Czułem się lepiej, czułem się silniejszy... Niestety tylko na krótki czas... Moja żona to całe moje życie. Jest dla mnie wszystkim. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez niej... Nie mogę i ....nie chcę. Jest jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochałem.... Zawsze się śmiałem, ze jestem jak pingwin... Jedna miłość na całe życie... Mój ojciec też taki był... Dziadek również.... To samo dotyczy mojego brata... Niestety to moja żona jest powodem mojej depresji, to ona popycha mnie do samobójstwa.... Teoretycznie najblizsza mi osoba.... Wszyscy lekarze radzili mi zakończyć ten związek... Jednak dla mnie jest to równoznaczne z utratą wszystkiego co ważne w życiu. Takie błędne koło.... Codziennie się zastanawiam czy to już już, czy to bedzie dzisiaj.... Poświęciłem wszystko dla żony. Absolutnie wszystko... Niestety, dla niej to ciągle za mało.... Już nie mogę.... Straciłem zainteresowanie wszystkim... Żyje tylko po to by płacić rachunki. Żony, teściowej, córki...... Nie mam absolutnie nic z życia... Jestem traktowany jak pies, dopóki jestem użyteczny to moge zostać... Jem osobno wszystkie posiłki....Siedzę w osobnym pokoju, gdy one 3 oglądają tv w salonie.... Jestem gościem (niechcianym ledwie tolerowanym) w mieszkaniu ,które kupilem za własne oszczędności....

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Szanowny Panie. Jestem mi przykro, kiedy widzę takie teksty i wołanie o pomoc.  Bardzo Pan cierpi i jest głęboko c uwięziony w swoim bólu. Pana miłość do żony jest ogromna, ale jednocześnie staje się źródłem cierpienia, które niszczy Pana od środka, a to brzmi jak straszne błędne koło.

Jakie zalecenia?  Proszę się przełamać i wykonać telefon do kryzysowego telefonu zaufania  Antydepresyjny Telefon Zaufania 22 594 91 00 (czynny codziennie 14:00–22:00) lub Telefon Zaufania dla Dorosłych 116 123 (codziennie 14:00–22:00). Rozmowy są anonimowe, bezpłatne i ktoś wysłucha Pana bez oceniania.

Jeśli myśli samobójcze są bardzo silne, proszę udać się na SOR psychiatryczny lub zadzwonić pod 112 Proszenie o pomoc nie jest wstydem. Kiedy jest Pan w  domu, wtedy proszę stosować techniki relaksacyjne.  Proszę zastosować głębokie, świadome oddychanie (wdech 4 sekundy, wydech 6) lub krótką medytacja, by złagodzić napięcie.​

Proszę poszukać wsparcia poza rodziną, jak  grupę dla osób z depresją lub bliskich, którzy przeżyli podobne kryzysy gdyż to daje siłę i poczucie, że nie jest się odosobnionym w działaniu. Proszę alkoholu i substancji, bo nasilają myśli samobójcze.​ Lekarze słusznie radzą rozważyć zakończenie toksycznego związku, bo choć boli, może przynieść ulgę. Wiele osób po wyjściu z takiego układu czuje się lepiej, jak opisano w historiach podobnych do Pana. Zalecam poszukanie lekarza psychiatry na NFZ lub prywatnie, aby podjąć farmakoterapię, gdyż leki nie zawsze działają na konkretnego pacjenta, czasami trzeba zmodyfikować dawkę lub konkretny lek. 

Ma Pan potencjał do budowania życia na nowo. Jest Pan wartościową wartościowy dla innych i życzę Panu, aby odkrył Pan siły w sobie do tej walki. Proszę kontaktować się ze specjalistami i dzwonić na telefony zaufania. Życzę Panu szybkiego powrotu do pełni sił.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry,

Jeżeli istnieje ryzyko, że może Pan zrobić sobie krzywdę, proszę nie zostawać z tym samemu i pilnie skontaktować się z numerem 112 albo zgłosić się na SOR. Można również zadzwonić całodobowo pod 116 123 lub 800 70 2222. W momentach kryzysowych szybki kontakt jest bardzo ważny.  W przypadku depresji często potrzebne jest stałe, regularne leczenie psychiatryczne (czasem korekta leków) oraz psychoterapia, a nie jednorazowe konsultacje.

Warto rozważyć powiedzenie wprost lekarzowi, że pojawiają się konkretne myśli o odebraniu sobie życia. To zmienia sposób prowadzenia leczenia.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego,
Karolina Grabka

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry, 

Z Pana słów wynika ogromny ból i skrajne wyczerpanie, a jednocześnie widać też coś bardzo ważnego: mimo tego wszystkiego potrafił Pan się zatrzymać, nazwać sytuację i poszukać wsparcia. To jest oznaka siły, odpowiedzialności i tego, że jakaś część Pana wciąż walczy.

Najważniejsze teraz jest Pana bezpieczeństwo. Jeżeli myśli samobójcze są nasilone, proszę natychmiast zadzwonić na 112 albo pojechać do SOR/izba przyjęć psychiatryczna. Proszę też nie zostawać samemu — poprosić zaufaną osobę, żeby była obok, dopóki fala kryzysu wyraźnie nie opadnie. Może Pan również skorzystać z Telefonu Zaufania 116 123 oraz z Centrum Wsparcia 800 70 2222.

Najbliższe dni dobrze jest potraktować jako czas ochrony i odzyskiwania minimum sił, bez podejmowania ważnych decyzji. W takich chwilach działają najbardziej małe, wykonalne kroki, które od razu zwiększają bezpieczeństwo i poczucie wpływu: pilna konsultacja psychiatryczna z jasnym powiedzeniem o myślach samobójczych, a jeśli będzie taka potrzeba — hospitalizacja, rozumiana jako forma zabezpieczenia i Pana ochrony. To właśnie takie realne, konkretne działania budują drogę do rozwiązania.

To, że Pan nadal szuka pomocy, mówi o Pana wytrwałości. Ten czas nie odbiera Panu wartości — to moment, w którym potrzebuje Pan wsparcia i ochrony, żeby znowu złapać oddech i dopiero potem układać dalsze życie krok po kroku.

 

Numery alarmowe w sytuacji zagrożenia życia:

112 – Ogólnopolski numer alarmowy (jeśli życie jest bezpośrednio zagrożone).

W razie potrzeby należy natychmiast udać się do najbliższego szpitala na izbę przyjęć lub wezwać karetkę. 

116 123Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych (darmowy, czynny codziennie w godz. 14:00–22:00).

800 702 222Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (całodobowo, bezpłatnie, również czat)

 

Pomoc on-line:

116sos.pl – Platforma wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie.

zwjr.pl – Strona "Życie warte jest rozmowy" z bazą pomocy. 

Adam Grys

Adam Grys

Dzień dobry,

Opisana przez Pana trudność wymaga przepracowania w gabinecie psychoterapeutycznym. Warto zadać sobie następujące pytania: Co Pana trzyma w związku, w którym czuje się Pan źle? Jak widzi Pan siebie samego? Co powoduje, że pozwala Pan na przekraczanie własnych granic w relacji z innymi? Pomimo wcześniejszych prób zachęcam do szukania pomocy w gabinecie. Z pomocą psychoterapeuty łatwiej będzie Panu spojrzeć na swoją sytuację z dystansu, zauważyć schematy, w jakich Pan funkcjonuje. Jednocześnie zachęcam do skorzystania z telefonu zaufania, a w sytuacji braku poprawy samopoczucia i ryzyka próby samobójczej udania się do najbliższej izby przyjęć szpitala psychiatrycznego. W sytuacji największego kryzysu nawet zwyczajna rozmowa bez decyzji o przyjęciu na oddział może bardzo Panu pomóc. Wstawiam numer do telefonu zaufania: 800 70 2222.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Czytam Pana słowa i naprawdę czuć w nich rozpacz, samotność i potworne zmęczenie. Mam wrażenie, że jest Pan człowiekiem, który od bardzo dawna niesie coś ponad swoje siły i nie czuje się ani kochany, ani widziany.Najbardziej boli to, że osoba, która miała być domem, stała się źródłem cierpienia a jednocześnie myśl o odejściu wydaje się jak utrata całego sensu życia. To strasznie trudne miejsce: kochać i jednocześnie czuć się niszczonym.

Chcę powiedzieć jasno: to, że jest Pan tak traktowany tj. izolowany, pomijany, „użyteczny dopóki potrzebny”, to nie jest w porządku. Nikt nie zasługuje na życie w emocjonalnym wykluczeniu we własnym domu.Martwi mnie to, że codziennie zastanawia się Pan „czy to już dziś”. Jeśli te myśli się nasilą, proszę nie zostawać z nimi samemu. W Polsce może Pan bezpłatnie i anonimowo zadzwonić pod 116 123 (linia wsparcia dla osób w kryzysie) albo w nagłym zagrożeniu pod 112. To nie jest słabość, to ratowanie siebie.

Na teraz jedno bardzo ważne pytanie:

Czy gdyby miłość nie oznaczała cierpienia, czy nadal wyglądałaby tak jak dziś?

I drugie:

Co musiałoby się realnie zmienić w zachowaniu żony, żeby mógł Pan poczuć, że warto dalej żyć, nie tylko płacić rachunki ale żyć?

 

Pan nie jest „kimś kto ma wytrzymać wszystko”. Jest Pan człowiekiem, który potrzebuje szacunku i bliskości, a to nie jest zbyt wiele. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Rafał Żelazny

Rafał Żelazny

Dzień dobry,

zanim odpowiem chcę powiedzieć coś bardzo ważnego: skoro codziennie zastanawia się Pan „czy to już dzisiaj”, to jest to sygnał, że potrzebuje Pan teraz realnego wsparcia, a nie tylko rozmowy w internecie. Jeśli jest Pan w Polsce i czuje, że może zrobić sobie krzywdę, to proszę zadzwonić pod numer 800 70 22 22 lub 116 123 (są to linie wsparcia), a w sytuacji zagrożenia życia bezwzględnie pod numer 112 i poprosić o pomoc

Mówi Pan o tęsknocie, braku zrozumienia, samotności, bólu, wykorzystaniu, niezrozumieniu, lęku, być może myślach samobójczych, ale mówi Pan też o szukaniu pomocy … i być może jest to czas teraźniejszy. 

Ale mówi Pan też o radości, śmiechu, miłości, więzach rodzinnych, zaradności, pracowitości, odpowiedzialności, wartościach które są dla Pana ważne. Mówi Pan o tęsknocie za normalnością, że chce Pan mieć z kim zjeść posiłek, że chce pan czuć się kochany, być ważny dla kogoś, szanowany…. Część z tych rzeczy brzmi jak przeszłość. Zastanawiam się co by było innego u Pana, gdyby te same rzeczy, które zaczynają się od radości … mogły stać się Pana przyszłością?

Ciekawy jestem jaki mały krok mógłby Pana przybliżyć do tego, żeby się uśmiechnąć…, poczuć radość….? Z kim mogły Pan wypić kawę…., zjeść posiłek…, zamienić parę słów…. by było inaczej…., normalniej…., by było tak jak Pan chce …?  

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Przeczytałam Pana słowa z ogromną uwagą i niepokojem. To, co Pan opisuje – poczucie bycia niechcianym we własnym domu, całkowita izolacja od bliskich i myśli o zakończeniu życia – to stan bardzo głębokiego kryzysu, w którym absolutnie nie powinien Pan zostawać sam.

Moją rolą jako psychologa jest przede wszystkim zadbanie o Pana bezpieczeństwo. Proszę o wykonanie jednego z poniższych kroków:

- Zadzwonienie pod numer 116 123, to Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych – jest bezpłatny i anonimowy, pracują tam specjaliści, którzy pomogą Panu przejść przez ten najtrudniejszy moment.

- Zadzwonienie na 112 lub udanie się do najbliższej Izby Przyjęcia w szpitalu psychiatrycznym, jeśli czuje Pan, że nie jest w stanie zagwarantować sobie bezpieczeństwa w tej chwili.

Rozumiem Pana metaforę o "pingwinach" i ogromną lojalność wobec rodziny, ale obecnie znajduje się Pan w sytuacji, która Pana niszczy. Lojalność wobec siebie i swojego życia jest teraz najważniejsza. To, że lekarze radzili Panu odejście, wynika z troski o Pana przetrwanie, jednak w tym momencie najważniejsze nie jest podejmowanie decyzji o rozwodzie, ale o przeżyciu dzisiejszego dnia.

Proszę o kontakt z profesjonalistami od interwencji kryzysowej. Pana życie ma wartość, nawet jeśli w tej chwili, w tym domu, nie dają Panu tego odczuć.

Proszę zaopiekować się sobą i dać sobie pomóc. 

Bożena Nagórska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Dzień dobry,
Czytając Pana wpis, widzę ogrom bólu i bezradności. Rozumiem, że czuje się Pan w sytuacji bez wyjścia. To, że mimo tylu prób szukania pomocy nadal jest tak ciężko, może oznaczać, że cały czas znajduje się Pan w środowisku, które podtrzymuje Pana depresję. Pisze Pan, że żona jest całym Pana życiem i że bez niej Pan nie istnieje. To bardzo niebezpieczne przekonanie. Brzmi to, jak o uzależnienie emocjonalne, kiedy druga osoba staje się jedynym źródłem sensu, wartości i bezpieczeństwa. Wtedy każda groźba utraty relacji jest przeżywana jak zagrożenie życia. To nie świadczy o wielkiej miłości, tylko o ogromnym lęku przed opuszczeniem. Depresja dodatkowo zniekształca myślenie. Pojawia się czarno-białe widzenie sytuacji, przekonanie, że zakończenie związku równa się końcowi wszystkiego. Umysł w depresji podsuwa narrację bez wyjścia, choć obiektywnie wyjścia istnieją. Warto pomyśleć o długoterminowej pracy z psychoterapeutą, który pomoże Panu zbudować poczucie odrębności od żony, poczucie sprawczości i własnej wartości. Samemu często trudno dostrzec alternatywne wyjście z sytuacji, dlatego warto poszukać osobę, która Pana w tym wesprze. 

 

Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

To, co Pan opisuje, to nie jest „trudny związek”. To jest sytuacja, w której czuje się Pan samotny, odrzucony i pozbawiony godności we własnym domu. Człowiek bez relacji i szacunku zaczyna gasnąć.

 

Jedna rzecz bardzo ważna: to nie żona „popycha Pana do samobójstwa”. Decyzja o odebraniu sobie życia nigdy nie powinna być odpowiedzią na czyjeś zachowanie. To sygnał, że jest Pan skrajnie przeciążony i potrzebuje realnej ochrony siebie.

 

To, co Pan opisuje, brzmi jak związek, w którym jest ogromna nierównowaga. Pan daje wszystko. Nie dostaje Pan bliskości, partnerstwa ani podstawowego szacunku. I mimo to trzyma się Pan, bo wizja odejścia oznacza dla Pana utratę całego sensu życia.

 

Tu jest sedno problemu. Cały sens życia został oparty na jednej osobie. To bardzo niebezpieczna konstrukcja. Kiedy ta relacja zaczyna ranić, wali się wszystko.

 

Lekarze nie bez powodu sugerowali zakończenie związku. Nie dlatego, że nie rozumieją miłości. Tylko dlatego, że widzą, że ten układ Pana niszczy.

 

Zanim podejmie Pan jakąkolwiek decyzję o rozstaniu, trzeba zrobić coś innego: odzyskać minimalne poczucie własnej wartości i podmiotowości. Teraz jest Pan w pozycji kogoś, kto boi się stracić wszystko. W takiej pozycji nie podejmuje się dobrych decyzji.

 

Jeśli myśli „czy to już dzisiaj”, to jest stan alarmowy. W takich momentach nie zostaje się samemu. Jeśli te myśli się nasilą, proszę dzwonić pod 112 albo 800 70 2222.

 

Na teraz:
– Potrzebuje Pan terapii, ale nie w trybie „rozmowa i chwilowa ulga”. Potrzebna jest dłuższa praca nad zależnością emocjonalną.
– Potrzebuje Pan wsparcia poza żoną. Przyjaciel, rodzina, ktokolwiek.
– Potrzebuje Pan zacząć stawiać granice. Nawet małe. Nie zgadzać się na bycie traktowanym jak lokator we własnym domu.

 

Miłość nie polega na tym, że człowiek znika, żeby druga osoba była zadowolona.

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Bardzo mi przykro, że zmaga się Pan z tak ciężkimi emocjami i myślami. Życie w poczuciu bycia niechcianym w swoim własnym domu musi być potwornie bolesne.

Rozstanie może wydawać się końcem wszystkiego, ale trwanie w relacji, która niszczy Pana psychicznie, też powoli odbiera Panu całą energię. Teraz nie musi Pan podejmować ostatecznych decyzji o związku. Teraz najważniejsze jest Pana bezpieczeństwo i stabilizacja. 

Jeśli czuje Pan, że może zrobić sobie krzywdę dzisiaj, proszę natychmiast się skontaktować z pomocą kryzysową – zadzwonić pod 116 123 (linia wsparcia dla dorosłych) lub w nagłym zagrożeniu 112. 

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog 

Emil Borkowski

Emil Borkowski

Dzień dobry,
 

Rozumiem, że Pan dalej szuka i mam poczucie, że tak na prawdę siebie.
Daje Pan znać, że relacje, które Pan ma są najważniejsze i nie jest w stanie Pan bez nich żyć. Otrzymywał Pan wiele rozwiązań, mam poczucie, że Pan wie co robić - z logicznego punktu widzenia.
Zastanawiam się na ile Pan stara się dorównać rodzinnej "tradycji" bycia razem z osobą, którą się kocha.

Wierzę, że Pańska pustka się tylko pogłębia i pomoc uzyskana musiała Pana wiele kosztować. Może zadziało się coś podczas pracy z poprzednimi specjalistami co może zmieniało Pana, rozwijało, a w domu jak tylko zaczęto czuć Pana zmianę (to że zaczyna Pan istnieć) budził się bunt (lub nawet lęk) by wrócić do poprzedniego stanu kiedy Pan się dostosowywał jak woda.
Warto się temu przyjrzeć, bo tak jak Pan piszę - życie dla kogoś jest bardzo trudne.

Głęboka zmiana i dotknięcie bólu jaki nosi Pan w sobie wymagało by ogromu odwagi, bo trzeba by było zetknąć się z rzeczywistością.
Poczucie pustki i przekucie jej w satysfakcje z siebie - czucia, że jest się dość, nie dla innych, ale dla siebie samego.

Gdyby Pan poczuł iskrę, że jest Pan warty samego siebie głęboko z serca zachęcam do znalezienia wsparcia.

Pozdrawiam ciepło,
Emil Borkowski

Zuzanna Szczepańska

Zuzanna Szczepańska

To, co Pan opisuje, brzmi jak ogromne cierpienie, samotność i poczucie bycia całkowicie bezwartościowym w relacji, która miała być najważniejsza w życiu. Kiedy pisze Pan, że codziennie zastanawia się, „czy to już dzisiaj”, traktuję to bardzo poważnie. To sygnał, że jest Pan w realnym kryzysie. Chcę powiedzieć jasno: żadna relacja, nawet najważniejsza, nie jest warta Pana życia. To, że żona jest dla Pana „wszystkim”, pokazuje, jak silnie zbudował Pan swoją tożsamość wokół bycia w związku i bycia potrzebnym. Ale jeśli dziś czuje się Pan jak gość we własnym domu, izolowany, traktowany warunkowo to nie jest kwestia „za mało się staram”. To jest sygnał bardzo poważnej nierównowagi w relacji. W depresji często zawęża się perspektywa: pojawia się myślenie „albo ona, albo nic”, „bez niej nie istnieje życie”. To nie jest obiektywna prawda - to sposób, w jaki cierpiący umysł próbuje uprościć rzeczywistość. Rozstanie może wydawać się równoznaczne z utratą wszystkiego, ale pozostawanie w relacji, która systematycznie niszczy poczucie własnej wartości i popycha ku myślom samobójczym, też jest formą powolnej utraty siebie.  Najważniejsze jest Pana bezpieczeństwo. Jeśli myśli o samobójstwie stają się konkretne, nasilone, jeśli czuje Pan, że może sobie zrobić krzywdę – proszę natychmiast szukać pomocy: telefon zaufania, najbliższa izba przyjęć psychiatryczna lub numer alarmowy 112. To nie jest przesada – to jest sytuacja zagrożenia życia. Długofalowo proponuję pracę nad dwoma rzeczami: odbudową własnej wartości niezależnej od bycia mężem oraz zrozumieniem, dlaczego miłość równa się dla Pana całkowitemu poświęceniu siebie. To są głębokie wzorce rodzinne, które mogą być piękne, ale w skrajnej formie prowadzą do uzależnienia emocjonalnego. To, że dziś żyje Pan „tylko po to, by płacić rachunki”, to objaw wyczerpania i depresji, nie dowód, że jest Pan bezwartościowy. Depresja odbiera zdolność odczuwania sensu. Sens nie znika obiektywnie, znika zdolność jego czucia. W tej chwili może Pan tego nie czuć, ale to, że cierpi Pan z powodu braku bliskości i szacunku, pokazuje, że jest Pan człowiekiem zdolnym do głębokiej więzi. To zasób, nie wada. Najpierw jednak trzeba zadbać o to, by był Pan bezpieczny.

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

To, co piszesz, jest przejmujące. Czuję w Twoich słowach ogrom bólu, samotności i wyczerpania. Kiedy relacja, która miała być bezpieczną przystanią, staje się źródłem cierpienia, to naprawdę może odbierać sens i siłę do życia.

To, że myślisz o samobójstwie, pokazuje, jak bardzo jest Ci trudno — nie jak bardzo jesteś słaby. To sygnał skrajnego przeciążenia. Twoje życie ma wartość niezależnie od tego, co dzieje się w małżeństwie. To, że dziś czujesz się jak „gość” w swoim własnym domu, nie definiuje Twojej wartości jako człowieka, męża czy ojca.

Bardzo ważne jest, żebyś z tym nie zostawał sam. Jeśli te myśli się nasilają albo czujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę, proszę, skontaktuj się pilnie z pomocą kryzysową lub udaj się na najbliższy SOR. W Polsce możesz bezpłatnie zadzwonić pod numer 116 123 (wsparcie emocjonalne dla dorosłych) albo Centrum Wsparcia 800 70 2222 – całodobowo. W sytuacji zagrożenia życia zadzwoń 112.

To nie jest ostateczny moment Twojego życia — to moment ogromnego kryzysu. Kryzys można przeżyć, nawet jeśli dziś wydaje się, że nie ma wyjścia. Twoje cierpienie jest realne i zasługuje na poważną pomoc i ochronę. Nie musisz przez to przechodzić sam. 

Składanowska Daria

Zobacz podobne

Mąż krytykuje i lekceważy, ale twierdzi, że kocha - jak radzić sobie z huśtawką emocjonalną?

Mąż od roku jest czuły, nie wyzywa mnie, nie poniża, lecz potrafi krytykować każde słowo, które wypowiem odbiera jako atak jego osoby, że ja się o wszystko cyt ,, odpier....m,, ,o wszytko obwinia mnie, swoich błędów, zagrywek nie widzi, nie chce widzieć. 

Mimo wszystko twierdzi, iż mnie kocha, że jestem jego na zawsze. Sytuacja np. taka: pytam się, dlaczego nie odpisałeś mi na sms.?? Jego zachowanie, ataki agresja słowna, rzuca telefonem i po prostu mnie olewa. Zamyka oczy, jak do niego mówię, lekceważy. Po chwili kiedy naprawiłam mu coś w telefonie on do mnie nagle jakby nic się nie stało tekst cyt.,, przepraszam nie powinienem tak się zachować..,, nie wiem, czy on bierze sobie coś do serca czy zamydla oczy, aby wybielić samego siebie?? 

Potrafi powiedzieć, że ja stwarzam do awantur. Lecz za każdym razem to ja wychodzę z inicjatywą, staram się spokojnie z nim rozmawiać, aby opanował emocje, usiadł porozmawiać spokojnie. Niestety na nic jest zapary i uparty. Mąż nie interesuje się życiem rodzinnym, dziećmi nawet moimi oczekiwaniami, potrafi mówić min cyt,, mam wyjeb..ane,,. 

Czy to miłość paltoniczna, czy uciekać od niego czy jednak gdzieś jest uszczerbek uczuć??? Za każdym razem pisze mi, że ślicznie wyglądam, że ma na mnie ochotę. Nie mam co narzekać, sprawy intymne są na plus. Mąż raz super facet, raz jakiś opętany, nie potrafi wyjaśnić, czemu co się dzieje, mówi, że nic, ale jednak zauważam, że coś nie tak. Bardzo proszę o poradę co myśleć, co robić jestem już bezsilna, bezradna. Kocham go, lecz takie zmiany nastroju mnie dobijają, nie mam siły. 

Mówiłam o tym mężowi, pocałował mnie, zapewnia o szczerych uczuciach. Czy coś tu nie tak??? 

Widzę, że nie da się z nim logicznie porozmawiać...ciągle baza praca sex praca sex, nic innego nie interesuje nie rozmawiamy o czymkolwiek

Jak pogodzić własną autonomię a zależność finansową od rodziców? Relacja z nimi nie jest dla mnie zdrowa.
Dzień dobry Mam pytanie. Mam 22 lata. Co zrobić aby wyrwać się spod kontroli rodzica jeśli się jest na utrzymaniu rodzica z powodu studiowania? Rodzice wtrącają się w ważne dla mnie decyzje i wywierają ogromny wpływ, żeby robić tak, jak oni uważają. Cały czas tłumacząc, że mają większe doświadczenie...Nie raz jest to bardzo szkodliwe dla mnie. Powoduje ogromny lęk i brak zdolności do podejmowania własnych decyzji, nawet tych najmniejszych. Czy sytuacja, kiedy jest się na utrzymaniu rodziców powoduje konieczność całkowitego podporządkowania się i pozbycia się swojej autonomii? Im bardziej staram się działać po swojemu, tym bardziej wzmacnia się reakcja rodziców - jeszcze większa kontrola i złość.
Partner izoluje się, odchodzi, nie ma w nim radości. Co robić?
Dzień dobry, co zrobić w sytuacji, kiedy partner od jakiegoś czasu jest całkowicie bez humoru, ciągle smutny , bez chęci do niczego , nie pomaga w domowych obowiązkach , mamy dziecko nie interesuje się co ma w szkole, co się dzieje u nas. Postanowił mnie zostawić, nie chce podjąć jakiejkolwiek próby rozmowy, ani pomocy, nie chce iść do psychologa. Mówi, że nie ma powodów do radości. Że jest mu dobrze w ciszy i samotności. Nie poznaję swojego partnera. Nie wiem co robić. Proszę o jakąś radę.
Moja droga wiary i obawy związane z reakcją antyreligijnych rodziców
Moja droga wiary i sytuacja z rodzicami Mam na imię Zuzia, mam 17 lat i jestem osobą słabowidzącą. Moja droga wiary jest dla mnie czymś bardzo ważnym i osobistym. Nie zaczęło się to od jednego konkretnego wydarzenia, tylko stopniowo dojrzewało we mnie. Z czasem zaczęłam coraz bardziej interesować się wiarą, Kościołem i tym, co oznacza relacja z Bogiem. Zaczęłam modlić się, szukać odpowiedzi na różne pytania i coraz bardziej czuć, że chcę świadomie wejść na drogę wiary. Obecnie uczęszczam na katechumenat i przygotowuję się do przyjęcia sakramentów. To dla mnie bardzo ważny etap, ponieważ chcę przyjąć chrzest, Pierwszą Komunię Świętą i bierzmowanie. Nie traktuję tego jako czegoś przypadkowego ani jako chwilowego pomysłu. Jest to decyzja, która dojrzewała we mnie przez dłuższy czas i ma dla mnie ogromne znaczenie. W tej drodze bardzo ważne były dla mnie również osoby, które spotkałam. Szczególnie ważna jest dla mnie Pani Lucyna, która dała mi dużo wsparcia, ciepła i poczucia, że nie jestem sama. Dzięki niej wiele rzeczy związanych z wiarą i moim życiem zaczęło mieć dla mnie jeszcze większe znaczenie. Czuję ogromną wdzięczność za to, że pojawiła się na mojej drodze. Mam też swoje plany związane z przyszłością i wiarą. Chcę dalej uczestniczyć w katechumenacie, przygotowywać się do sakramentów i rozwijać swoją relację z Bogiem. Myślę również o tym, jak będzie wyglądało moje życie po przyjęciu sakramentów i jakie osoby będą mi w tym towarzyszyć. Najtrudniejsze jest jednak to, że boję się powiedzieć o tym rodzicom. Nie wiem, jak zareagują, dlatego wiele rzeczy związanych z moją wiarą i planami przeżywam w dużej mierze sama. Boję się ich reakcji, pytań, niezrozumienia albo tego, że będą chcieli mi zabronić czegoś, co jest dla mnie naprawdę ważne. Moi rodzice są bardzo antyreligijni. Wiara, Kościół i religia nie są czymś, do czego podchodzą pozytywnie. Właśnie dlatego tak bardzo boję się powiedzieć im o tym, co robię i jakie mam plany. Obawiam się, że mogą tego nie zaa
Chciałabym zakończyć relację z mężczyzną, który jest dziecinny, nie zarabia na siebie, nie ma między nami emocji, ja robię wszystko od rana do wieczora. Jednak boję się, że nie będę nigdy w lepszej sytuacji.
Nie mam z kim porozmawiać. Nie oczekuję, że ktoś to przeczyta. Nie znalazłam innego miejsca, gdzie mogę to napisać. Nie mam żadnych znajomych, koleżanek ani przyjaciółek. Mam faceta, mieszkamy razem. Z jego strony co prawda nigdy nie padło stwierdzenie, że jesteśmy parą/razem, ale wprowadził się do mojego mieszkania 10 lat temu i tak to trwa... Z jego strony nigdy nie padło żadne stwierdzenie na temat wspólnej przyszłości, nigdy nie padło stwierdzenie o ślubie, nie wspominając o dzieciach, o planach na przyszłość. On takowych nie ma. Żyje sobie z dnia na dzień nie myśląc o jutrze. Nie myśli o posiadaniu swojego mieszkania (chodzi mi o to, że mieszka u mnie i dla niego to nie problem). On nie planuje zmiany mieszkania, abyśmy mieli wspólne czy większe. Jeździ moim samochodem, co dla niego nie jest problemem. W weekend ja samochód umyję, wyczyszczę. Ja zajmuję się wszystkim, organizuję dom (ja gotuję, pranie, sprzątanie, remonty, etc.). Poproszenie go o naprawę czegokolwiek oznacza tygodniowe zrzędzenie i oczywiście nie kiwnięcie nawet palcem w danej sprawie, po czym się kłócimy i znowu problem na moich barkach. Kilkukrotnie zaproponowałam, że miło byłoby, gdyby coś ugotował, ponieważ 7 dni w tygodniu gotuję ja. Zaśmiał się, że może mi zupkę chińską przynieść ze sklepu jak sobie wstawię wodę w czajniku i tak ze wszystkim. Próbowałam nie gotować, nie prać. To nie problem ... je bułki cały dzień i zapija je monsterami, a z kosza na ubrania wyjmie gacie i włoży na lewą stronę; w taki sposób po jakimś czasie zmusza mnie prania itd. Seksu brak od początku. Najpierw nie chciałam, później stwierdziłam, że jak się jest przed 40-stką, to warto spróbować. Nie udaje się, nie idzie. On jest zbyt, z jednej strony dziecinny, bo komentarze kilkunastoletniego dziecka stykają się z tym, że on nie wie co robi, przez co jest bolesny. Zwracałam uwagę; najpierw sugestią, potem mówiąc wprost. Bez efektu, za każdym razem to samo. Jemu trzeba mówić krok po kroku co ma robić, tylko, że to i tak bez skutku.. Za każdym razem zawód, dlatego ograniczam bliskość na raz do roku. Nic nie czuję, wszystko dzieje się poza mną. :( Ostatnio w trakcie stwierdziłam, że to nie ma sensu po tym jak zaczął na głos zastanawiać się jakiego burgera zje w Burger Kingu. Na nic skupienie czy wyobrażanie sobie w głownie różnych rzeczy skoro ani orgazmu ani nawet nuty emocji. Próbowałam kilku sposobów, by coś zmienić; ale nic a on nie docenia. Zazwyczaj komentuje w jakiś - wg niego - zabawny, lecz dziecinny sposób niemający wiele wspólnego z romantyzmem. Zachowuje się na chłopaczek nastoletni ciągle zawstydzony wszystkim. Nigdy nie mogę z nim porozmawiać poważnie o nas, o naszym związku, dlatego o seksie również nie będę próbować. Już widzę to zawstydzenie na twarzy i pytanie czy mamy słoik ogórków kiszonych, bo jak nie to on musi do sklepu:( On w każdej poważnej sytuacji sobie żartuje, zmieniając temat, lekceważy co mówię lub manipuluje słowami i udaje, że nie rozumie. A ja chciałabym wiedzieć jaki jest mój status, czy osiągnęłam już wszystko co mogłam w tej relacji i byciem dla niego jedynie stancją i dzieleniem kosztów za lokum. Ja mam kredyt, spłacam sama. Wszystko co związane z mieszkaniem utrzymuję sama, on się nie dokłada. Gdy ktoś z rodziny pyta kłamię, że dzielimy koszty po połowie, bo mi wstyd. On dorzuca się 50% do jedzenia i czynszu za mieszkanie. Przez kilka lat dużo pracowałam. Od poniedziałku do niedzieli po kilkanaście godzin dziennie, ponieważ nie osiągam wielkich dochodów i niestety mam niskie perspektywy zatrudnienia brałam każda godzinę pracy, myśląc o przyszłości. Ostatnio praca mnie omija, mam mało zleceń. Mniej zarabiam. Powiedziałam, że mam ograniczone środki finansowe, a on że "jestem silną niezależną kobietą poradzę sobie" (i zaczął się śmiać). Powiedział tak tylko dlatego, żebym nie próbowała "żyć na jego koszt". Najczęściej spędzamy czas przed komputerami. Ja przed swoim, a on przed swoim. Nie chodzimy na miasto, nie wyjeżdżamy za miasto, nie chodzimy na spacery, nie mamy wspólnego zainteresowania. On ciągle leży i gra w gry na komputerze lub przegląda strony sportowe połączone z odsłuchiwaniem yt. Czasami doprowadza mnie do frustracji, krzyczę, wyzywam go, że to lub to trzeba zrobić. Po 30 minutach wyzywania i krzyczenia na cały blok wyniesie śmieci, ale sam nigdy :( Po takich sytuacjach zawsze czuję się podle; czuję się winna. Winna... właśnie ... zawsze jestem winna. Jako, że on nie ma żadnych potrzeb i oczekiwań od życia a ja czasami chcę gdzieś pójść lub pojechać, to ponoszę win za wszystko co się wtedy wydarzy, od popsutych rogatek ("to Ty chciałaś jechać, to teraz cierp") po inne problemy. Brakuje mi osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Nie wiem czy powiedziałabym jej to co napisałam, ale zmieniłabym na kilka chwil otoczenie, wyszła z domu. Próbowałam szukać na fb i forach bratniej duszy, z którą można by się zaprzyjaźnić. Nie udało się. Po wymianie kilku wiadomości znajomość się kończy. Nie mam wielu hobby (o ile jakieś mam), nie umiem robić nic dobrze, raczej we wszystkim jestem słaba lub średnia). Nie umiem grać w gry planszowe, w karty, płynnie angielskiego, aby podróżować po odległych zakątkach (proponowano podróż do Indii - nie zgodziłam się; kontakt się urwał), nie chodzę na dyskoteki i stresuje mnie przebywanie w grupie, więc szybko odpadam jako potencjalna koleżanka. Chętnie się nauczę od kogoś grać w planszówki, ale nie mam od kogo. Nie mam również urlopu w pracy, po pracuję na umowy o dzieło /zlecenia (i moi klienci szybko znajdą kogoś innego na moje miejsce, więc nie ryzykuję utraty pracy). Owszem czasami gdzieś jadę za granicę, ale z pracą (online) i trochę zwiedzam, a trochę pracuję. Chciałabym poznać kumpelkę, z którą mogłabym pogadać, pospacerować, czasami coś poprzymierzać w sklepach, skomentować, posłuchać o jej problemach i opowiedzieć o swoich. Kogoś z kim można spotkać się w realnym życiu. Kogoś, kto będzie powodem do wyjścia z domu. Nie mam pomysłu jak to zrobić. Jestem na tyle aspołeczna, że nawet gdy zaczęłam chodzić na jakiś kurs nie umiałam się do nikogo odezwać, poza "cześć" na wejściu, nie umiałam się przebić. Oni zorganizowali się w paczkę, z którą spędzają czas, ja nie jestem zapraszana. Zawsze stoję obok, sama. To samo w każdym innym miejscu, zawsze czuję na sobie wzrok innych i uśmiech (niekoniecznie życzliwy). Nie umiem podrywać facetów, nie jestem zbyt urodziwa, więc na nadmiar zainteresowania nigdy nie narzekałam. Każde miejsce, w którym jest więcej niż jedna osoba powoduje mój dyskomfort, na tyle silny, ze np. wolę zapłacić karę niż pójść do jakiejś instytucji coś wyjaśnić itd. Wiem, że nie mam motywacji do żadnych działań. Szybko jestem zmęczona, często płaczę (bez powodu), stale myślę o smutnych rzeczach. Wiele razy chciałam się rozstać. Trzy razy prosiłam go o to by się wyprowadził, bezskutecznie. Wydawało mi się, że gdy będę mówić spokojnie, bez podnoszenia tonu głosu i bez emocji to zrozumie, że ma się wyprowadzić, ale nie zrozumiał. Olał. Za każdym razem olał; wrócił do komputera i leżał. Po tym jak zapytałam kiedy się wyprowadzi stwierdził, że "przecież nie dzisiaj; należy się termin każdemu lokatorowi"... Ustalaliśmy ten termin i dalej nic. Po tym terminie zaczynał rozmawiać jakby nigdy nic. Momentami myślę, że mu moi rodzice płacą żeby ze mną mieszkał, bo nie wierzę, ze faceci tak mogą.... Mam świadomość, że jeśli kiedykolwiek usunęłabym go ze swojego życia, to na pewno nie zaangażuję się w żaden inny związek. Mam problem z seksem, a jednak dla facetów to ważne. Poza tym czuję silne zmęczenie, nie wyobrażam sobie, by ktoś ze mną mieszkał. Ale też wiem, że gdyby doszło do rozstania to moja rodzina obarczałaby mnie za to. Oni uważają, że chwyciłam Pana Boga za nogi i powinnam siedzieć cicho (on jest wykształconym człowiekiem, niestety zbyt dobrze znającym swoje prawa dlatego są problemy z eksmisją; umie też mną zaszantażować bo zna moje słabe punkty), poza tym jak raz człowiek złapał faceta, to nie można go zmieniać - takie opinie ma moja rodzina. Zdaję sobie sprawę, że musiałabym zerwać kontakty z rodzicami i ograniczyć z pozostałą częścią rodziny. Niestety, znam ich na tyle dobrze, że wiem jak by reagowali. Uważaliby, że to moja wina, że jestem głupia i nie nadaję się do niczego. Przechodzę dość częśto takie docinki, zazwyczaj nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, ale jestem dobrym obiektem do śmiechu i żarów (nawet wśród rodziców) bo zawsze się gdzieś uderzę albo mam przygodę (nie z mojej winy). Podsumowując, dzisiaj widział, że od rana mam gorszy nastrój (przyczynił się wczoraj), ale udaje że nic się nie stało. Siedzi w innym pokoju i klika myszką... Ani razu nie zapytał, nawet czy wszystko jest ok albo dlaczego płaczę... O nic. Wg niego jest fajnie, nic od niego nie chcę, nie przeszkadzam mu. Zamówiłam pizze na obiad, odebrałam więc wystarczyło tylko ułamać kawałek i super, bo o dziwo ułamał sam, nie prosił o podanie ...
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.