Szanowna Pani
Półtora roku związku bez kontaktu seksualnego przy jednoczesnym braku jasnej, spójnej postawy partnera (np. aseksualność, lęk, trauma) i przy jego lęku, że „nie będzie Pani pociągająca” sugeruje poważny, nierozpoznany problem po jego stronie, a nie „Pani defekt”. On sam mówi o braku fizycznego pociągu i o tym, że to go przeraża, ale nie bierze za to odpowiedzialności w sposób dojrzalszy (np. „muszę to porządnie zdiagnozować i zobaczyć, czy jestem w stanie być partnerem w takiej relacji”).Przerzucenie odpowiedzialności na Pani ciało, nazwanie Pani sylwetki „schorzeniem/defektem”, mimo że Pani jest szczupła, ale zdrowa to obwinianie partnerki za coś, z czym on sam sobie nie radzi; takie komunikaty bardzo obniżają poczucie własnej wartości i są formą przemocy emocjonalnej, nawet jeśli „niechcianej”. Brak zdolności do rozmowy o trudnych tematach, odkładanie decyzji o przyszłości, brak jasnej wizji: „nie zależy to ode mnie, nie wiem, jak to będzie”. To unikanie odpowiedzialności, a nie neutralność. Wszystko to razem tworzy obraz relacji, w której Pani dużo inwestuje i kocha, a partner emocjonalnie stoi w rozkroku i to Pani zbiera za to koszty psychiczne.
Opis „twarzy jokera”, słowotoku pod nosem, którego nikt nie słyszy, unikanie rozmowy o tym to mogą być zwykłe nawyki, ale mogą też być objawem zaburzeń psychicznych (np. zaburzeń psychotycznych, lękowych, zaburzeń nastroju), z opisu nie da się tego rozstrzygnąć. To, że skorzystał z jednej konsultacji psychologicznej, to krok, ale przy tak złożonych trudnościach (seksualność, lęk przed bliskością, możliwe objawy psychiczne) potrzebny jest raczej regularny proces terapeutyczny, a czasem też diagnostyka psychiatryczna.
Kluczowe jest to, że jeśli ma poważniejsze zaburzenie, to Pani ich ani nie wywołała, ani nie wyleczy miłością. Wsparcie partnerki może pomóc, ale nie zastąpi leczenia. Odpowiedź nie jest „zero jedynkowa”, ale można przyjąć warunki minimalne, żeby w ogóle rozważać powrót: Realna praca nad sobą po jego stronie nie jedna wizyta, ale regularna terapia/diagnoza plus gotowość, żeby mówić Pani, co diagnoza wnosi, przyjęcie odpowiedzialności: „to mój problem z pociągiem/psychiką, nie Twój defekt”. Zmiana w sposobie komunikacji czyli zero komentarzy w stylu „Twoje schorzenie/defekt” i gotowość do rozmów o trudnych tematach (seks, przyszłość, emocje), choćby przy wsparciu terapeuty par.
Co Pani może zrobić teraz? Utrzymać decyzję o rozstaniu przynajmniej przez dłuższy, z góry określony czas (np. 6–12 miesięcy) i w tym czasie nie „wchodzić z powrotem w związek”, nawet jeśli kontakt będzie. Zająć się własnymi ranami: wsparcie psychologiczne/terapeutyczne dla Pani (komentarze o „defekcie”, ciągłe czekanie, ambiwalentny partner – to wszystko zostawia ślad w samoocenie i wzorcu przywiązania).
Zadać sobie kilka bardzo szczerych pytań na piśmie: „Czego ja chcę od związku w realnym świecie, nie w marzeniu?” „Jak się czuję w tej relacji przez większość dni (nie w najlepszych momentach)?” „Czy zgodziłabym się, żeby moja przyjaciółka żyła w takim związku?”
Jeśli na to ostatnie odpowiedź brzmi „nie”, to jest ważna informacja dla Pani.
Na ten moment, z tego, co Pani opisała, dla Pani ochrony psychicznej lepiej nie wracać i traktować rozstanie jako mądrą, choć bolesną decyzję. Powrót miałby sens tylko wtedy, gdyby on najpierw sam, niezależnie od Pani, przeszedł wyraźny proces zmiany (diagnoza, terapia, odpowiedzialność, konkretne decyzje , np. jest gotów na związek z Panią taką, jaka Pani jest), a Pani w tym czasie wzmocniłaby swoje granice i poczucie wartości. Życzę powodzenia i siły.