
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Związek bez pociągu...
Związek bez pociągu fizycznego: szansa na przyszłość i rozwój
KK
Gizela Maria Rutkowska
NIe wracać. Pan potrzebuje porządnej psychoterapii. Bez tego Pani wpadnie w dalsze problemy co do poczucia własnej wartości i co do tego, czy w ogóle Pani jest kobietą. Tak, że proszę zamknąć te drzwi, Pan niech na terpię pójdzie, od matki się w końcu może wyprowadzi, dojrzeje, wydorośleje. Może wróci, może nie , Pani do niego lub on do Pani, ale to dziwny związek, on nie rokuje dobrze. Szkoda czasu.
Pozdrawiam
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Z opisu sytuacji wynika, iż w relacji przez półtora roku pojawiało się wiele niepewności, sprzecznych komunikatów i odsuwania kluczowych tematów, takich jak bliskość fizyczna, przyszłość czy wspólne decyzje. Z jednej strony partner deklarował uczucia i przywiązanie, z drugiej mówił o braku jasności co do własnych emocji, pociągu fizycznego, lęku przed przyszłością i odpowiedzialnością. To naturalne, że w takiej dynamice może pojawiać się u Pani mętlik, przywiązanie i jednocześnie poczucie zranienia.
Słowa dotyczące Pani ciała, określanie go jako „defekt” czy „schorzenie” mogły być raniące i przekraczające granice bezpiecznej komunikacji w związku. To, że nadal czuje Pani do partnera miłość, nie jest sprzeczne z tym, że jednocześnie widzi Pani brak perspektywy na stabilną, partnerską przyszłość. Miłość i przywiązanie nie zawsze idą w parze z gotowością drugiej osoby do relacji opartej na bliskości, odpowiedzialności i wzajemności.
Pomocne może być indywidualne wsparcie psychologiczne dla Pani, aby uporządkować własne granice, potrzeby i odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla Pani relacją, w której może Pani czuć się bezpiecznie i akceptowana. Taka praca nie ma na celu podjęcia decyzji „za Panią”, ale pomóc Pani ją podjąć w zgodzie ze sobą, niezależnie od tego, czy oznaczałoby to definitywne zamknięcie tej relacji, czy ewentualny powrót pod jasno określonymi warunkami.
Pozdrawiam i życzę powodzenia
Karolina Grabka
Piotr Ziomber
Szanowna Pani
Półtora roku związku bez kontaktu seksualnego przy jednoczesnym braku jasnej, spójnej postawy partnera (np. aseksualność, lęk, trauma) i przy jego lęku, że „nie będzie Pani pociągająca” sugeruje poważny, nierozpoznany problem po jego stronie, a nie „Pani defekt”. On sam mówi o braku fizycznego pociągu i o tym, że to go przeraża, ale nie bierze za to odpowiedzialności w sposób dojrzalszy (np. „muszę to porządnie zdiagnozować i zobaczyć, czy jestem w stanie być partnerem w takiej relacji”).Przerzucenie odpowiedzialności na Pani ciało, nazwanie Pani sylwetki „schorzeniem/defektem”, mimo że Pani jest szczupła, ale zdrowa to obwinianie partnerki za coś, z czym on sam sobie nie radzi; takie komunikaty bardzo obniżają poczucie własnej wartości i są formą przemocy emocjonalnej, nawet jeśli „niechcianej”. Brak zdolności do rozmowy o trudnych tematach, odkładanie decyzji o przyszłości, brak jasnej wizji: „nie zależy to ode mnie, nie wiem, jak to będzie”. To unikanie odpowiedzialności, a nie neutralność. Wszystko to razem tworzy obraz relacji, w której Pani dużo inwestuje i kocha, a partner emocjonalnie stoi w rozkroku i to Pani zbiera za to koszty psychiczne.
Opis „twarzy jokera”, słowotoku pod nosem, którego nikt nie słyszy, unikanie rozmowy o tym to mogą być zwykłe nawyki, ale mogą też być objawem zaburzeń psychicznych (np. zaburzeń psychotycznych, lękowych, zaburzeń nastroju), z opisu nie da się tego rozstrzygnąć. To, że skorzystał z jednej konsultacji psychologicznej, to krok, ale przy tak złożonych trudnościach (seksualność, lęk przed bliskością, możliwe objawy psychiczne) potrzebny jest raczej regularny proces terapeutyczny, a czasem też diagnostyka psychiatryczna.
Kluczowe jest to, że jeśli ma poważniejsze zaburzenie, to Pani ich ani nie wywołała, ani nie wyleczy miłością. Wsparcie partnerki może pomóc, ale nie zastąpi leczenia. Odpowiedź nie jest „zero jedynkowa”, ale można przyjąć warunki minimalne, żeby w ogóle rozważać powrót: Realna praca nad sobą po jego stronie nie jedna wizyta, ale regularna terapia/diagnoza plus gotowość, żeby mówić Pani, co diagnoza wnosi, przyjęcie odpowiedzialności: „to mój problem z pociągiem/psychiką, nie Twój defekt”. Zmiana w sposobie komunikacji czyli zero komentarzy w stylu „Twoje schorzenie/defekt” i gotowość do rozmów o trudnych tematach (seks, przyszłość, emocje), choćby przy wsparciu terapeuty par.
Co Pani może zrobić teraz? Utrzymać decyzję o rozstaniu przynajmniej przez dłuższy, z góry określony czas (np. 6–12 miesięcy) i w tym czasie nie „wchodzić z powrotem w związek”, nawet jeśli kontakt będzie. Zająć się własnymi ranami: wsparcie psychologiczne/terapeutyczne dla Pani (komentarze o „defekcie”, ciągłe czekanie, ambiwalentny partner – to wszystko zostawia ślad w samoocenie i wzorcu przywiązania).
Zadać sobie kilka bardzo szczerych pytań na piśmie: „Czego ja chcę od związku w realnym świecie, nie w marzeniu?” „Jak się czuję w tej relacji przez większość dni (nie w najlepszych momentach)?” „Czy zgodziłabym się, żeby moja przyjaciółka żyła w takim związku?”
Jeśli na to ostatnie odpowiedź brzmi „nie”, to jest ważna informacja dla Pani.
Na ten moment, z tego, co Pani opisała, dla Pani ochrony psychicznej lepiej nie wracać i traktować rozstanie jako mądrą, choć bolesną decyzję. Powrót miałby sens tylko wtedy, gdyby on najpierw sam, niezależnie od Pani, przeszedł wyraźny proces zmiany (diagnoza, terapia, odpowiedzialność, konkretne decyzje , np. jest gotów na związek z Panią taką, jaka Pani jest), a Pani w tym czasie wzmocniłaby swoje granice i poczucie wartości. Życzę powodzenia i siły.

Zobacz podobne
TW: samookaleczanie
Mam 24 lata i słyszałem głosy po wstaniu. Miałem również bardzo wyraziste sny, w których byłem świadomy, że śnię. Widziałem też raz twarze w ciemności. Dopiero od niedawna. Biorę lek Perazin 150 mg ale odkąd wziałem dodatkowe 50 mg to się skończyło. Oprócz tego cierpie na bardzo duże wahania nastroju w ciągu dnia. Raz mam energię i (względnie...) ochotę do działania a raz myślę tylko o tym, żeby pójść spać i nie istnieć (o ile nie będą śnić mi się chore sny). Samookaleczałem się. Skończyłem po tym, jak na spotkaniu z przyjacielem zaczęła lecieć mi krew i poplamił mi się cały rękaw. Od trzech tygodni tego nie robię, ale nie mogę już dłużej powstrzymać impulsów, planuję się zaciąć w tym tygodniu, obmyślam plan i miejsce, to chore. Ale nie potrafię z tego wyjść. Mam jakąś depresję i lęki, ale czuję się inaczej. Jakbym nie należał do tego świata, tej przestrzeni. Nic mnie nie cieszy. Ludzie od zawsze mnie nużyli, nie lubię przebywać w ich towarzystwie. Izoluję się, jestem brzydki, nienawidzę swojego wyglądu i charakteru. Nienawidzę być człowiekiem. Jestem jak coś, powłoka udająca człowieka. Przez lata zmuszałem się do ,,ludzkich zachowań" na przykład wszedłem w związek, mimo, iż jestem osobą aseksualną. Zmuszałem się do stosunków. Czułem obrzydzenie do tego, do siebie. Nie cieszy mnie to co innych ludzi. Nie potrafię się dostosować. Cierpię, moje emocje są silne, często wybucham płaczem lub mam ochotę się skrzywdzić. Chodziłem do psychologa, ale mam wrażenie, że jestem zbyt samoświadomy swojej nieużyteczności, beznamiętności, swego bezsensu, że to nic nie daję. Chciałbym urodzić się w innym umyśle, być kimś innym. To mnie wykańcza. Czuję się jakbym maskował się całe życie. Bezcelowo. Kocham samotność i jej nienawidzę zarazem. Biorę antydepresanty, Ssri nie działały, snri również. Wszystko jest byle jakie i poszarzałe. Raz zabrano mnie do szpitala z powodu samookaleczeń, ale wypisałem się z niego, nie sądze, by szpital mi pomógł. Ludzie wychodzą z depresji i zaburzeń lękowych, prawda? Dlatego obawiam się, że to nie to. To nie ,,epizod" tylko moje całe życie. Marne, samotne, odrealnione. Czy psychiatria ma odpowiedź na takie stany? U mnie nie ma to początku i końca. Zawsze byłem samotnikiem, nawet w szkole. Teraz leżę i piszę to o pierwszej w nocy, chyba pragnę iluzji odpowiedzi, chociaż wiem, że ciężko ją zrozumieć. Czy istnieją ludzie, którzy nie nadają się do bycia ludźmi? Którzy czują, że nie należą całym sobą? Czy ti da się wyleczyć... proszę

