Left ArrowWstecz

Związek i życie z chorym psem a dobro dziecka: szukanie pomocy w trudnej sytuacji

Witam wszystkich Proszę o opinię w zaistniałej sytuacji zacznę od początku . Trzy lata temu przeprowadziłam się za granicę do mojego partnera, który mieszkał z psem – buldogiem francuskim . Od momentu mojego przyjazdu pies wymagał ciągłej pomocy weterynarzy. W czasie, gdy jesteśmy razem, wydajemy na niego ogromne sumy pieniędzy , dziś sądzę ,że jest to w granicy 60 tys zły . Gdyby mój partner był bogaty i nie miał problemów finansowych, nie miałabym nic przeciwko, ale prawda jest taka, że nie stać nas na ciągłe wydatki związane z jego leczeniem. Pies, odkąd tu jestem, zniechęcił mnie swoimi zachowaniami i łapczywością. Jadł do granic wymiotowania, a następnie zjadał wymioty. Podobne zachowania występowały przy piciu wody. Między łapami miał różnego rodzaju śluzy (drożdżaki), schodzącą skórę i rany, a także nawracające zapalenie napletka oraz obrzydliwe zielone wydzieliny na pościeli i kafelkach w mieszkaniu. Starałam się leczyć psa, kupowaliśmy różne maści i leki, ale to nic nie pomagało. Odwiedzaliśmy weterynarzy, którzy tylko kasowali nas za wizyty, nie przynosząc żadnej poprawy. Wykonaliśmy prywatne testy nietolerancji pokarmowej i środowiskowej. Okazało się, że pies jest w niewielkim stopniu uczulony na tuje – a pod naszym balkonem rośnie ich około dwudziestu. Po diagnozie partner zaczął wydawać na leki dla psa około 1500 zł miesięcznie. Po pół roku okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałam, że to będzie ogromny problem, ponieważ zaczniemy się kłócić. Miałam świadomość, że nie będzie mógł dalej przeznaczać pieniędzy na psa, tylko na nasze przyszłe dziecko, które już było w drodze. Tłumaczyłam mu, że po porodzie sytuacja z psem się pogorszy, ale on zapewniał mnie, że tak nie będzie. Przez całą ciążę zabroniłam psu wchodzić na nasze łóżko, ponieważ miał różne wydzieliny między łapami. Gdy smarowałam go maściami, kilkakrotnie mnie pogryzł, tak samo jak mojego partnera. Kilka dni po porodzie doszło u mnie do poważnego zagrożenia życia i trafiłam z synem do szpitala. Po powrocie do domu czekała na mnie niespodzianka – zapalenie gruczołów odbytowych, a w mieszkaniu unosił się zapach zepsutego mięsa. Prosił, że to ostatni raz pojedziemy do weterynarza, aby mu pomóc (byłam tym bardzo zmęczona). Zgodziłam się, ale już miałam tego dość. Kilka dni później znów trafiłam do szpitala. Brakowało niewiele, a mogłabym tego nie przeżyć. Gdy partner nas odbierał, prosił, abym się nie denerwowała – pies miał nużeńca, praktycznie cała sierść mu wypadła, a z ran sączyła się ropa i krew. Przez siedem miesięcy codziennie musiałam kąpać psa w specjalnych szamponach, ponieważ miał rany na całym ciele. Walka o jego zdrowie trwała długo około 7-8 miesięcy oprócz tego musiałam wyciskać mu gruczoły okołoodbytowe, co robiłam wbrew sobie, ale dla mojego partnera i dla naszego synka, aby się niczym nie zaraził. Cały czas żyje w strachu o jego zdrowie, ponieważ przy porodzie mogliśmy stracić zarówno syna, jak i siebie nawzajem. Tak dokładnie ja i nasz synek byliśmy w zagrożeniu. Trzy miesiące po urodzeniu synka okazało się, że mam stan przednowotworowy. Przeszłam operację, a później doświadczyłam czegoś w rodzaju paraliżu lewostronnego ręki i nogi. Dopóki nasz synek nie raczkował, nie kłóciłam się z partnerem, ale gdy zaczął chodzić i wkładać wszystko do buzi, w tym sierść psa i dotykać wydzielin, zaczęliśmy toczyć wojnę w domu. Ciągle zarzucam mu, że jest nieodpowiedzialny i naraża nasze dziecko. Pies zaczął sikać w domu, zaczęliśmy zakładać mu pampersy, ale gdy się zesika, smród jest tak intensywny, że nie da się wytrzymać. Muszę wietrzyć całe mieszkanie po 2 godziny , nawet kiedy jest bardzo zimno , psa wyrzucam na balkon, co również nie podoba się mojemu partnerowi. Pies ma zaawansowaną prostatę, co zostało stwierdzone podczas wizyty u lekarza. Przeszłam wiele, zarówno fizycznie, jak i psychicznie przez ostatni czas ,bardzo męczę się mieszkając z tym Psem . Pies wydziela intensywny zapach starego, schorowanego zwierzęcia oraz moczu. Ma również problem z wypadającym penisem. Chwila bez pampersa kończy się lejącymi wydzielinami na podłogę. W miejscach, gdzie pies się załatwia na dworze, kafelki czernieją i przez tydzień utrzymuje się nieprzyjemny zapach. Po badaniach moczu okazało się, że ma w nim wszystko. Był podawany antybiotyk, ale to nie przyniosło poprawy. Obecność psa w mieszkaniu mnie drażni, a gdy mnie gryzie, nie wytrzymuję już dłużej. Po prostu go biję kapcie, Wiem, że nie powinnam, ale czuję, że to dla mnie za dużo. To już dawno mnie przerosło , Prosiłam partnera, abyśmy znaleźli psu inny dom lub oddali go do schroniska, gdzie będą mogli go leczyć, a my moglibyśmy go odwiedzać. Widzę, że nasz związek może się rozpaść. Oddalamy się od siebie, a on nie rozumie, że naraża naszego syna. Dla mnie, jako matki, dziecko jest najważniejsze .Uważam, że po tym, co przeszliśmy, temat psa nie powinien być dla partnera tak trudny do podjęcia – powinien kierować się naszym dobrem. W trakcie kłótni partner grozi, że nas zostawi z synem, a on się wyprowadzi z psem. Nie potrafi zrozumieć dlaczego nie potrafię zaakceptować tego psa w takiej formie schorowanego, dlaczego nie chce mu pozwolić z nami żyć ,skoro już mu tak dużo życia nie zostało,jako argument podaje,że na moje leczenie też nie miał pieniędzy,ale je zarobił i dzięki niemu wróciłam do zdrowia . Gdy tłumaczę mu ,że nie potrafię zaakceptować tego smrodu i strachu o dziecko odpowiada mi zdaniem „ to trudno ,to się rozstaniemy „ czy ja naprawdę przesadzam , czy to takie złe ,że chce aby w mieszkaniu pachniało i było czysto ? I nie chcę aby syn miał kontakt z tak schorowanym psem , bo boję się o jego zdrowie ? Proszę o opinię
User Forum

Patrycja

4 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Sytuacja Pani jest przykładem głębokiego konfliktu wartości w związku, gdzie dwie osoby mają diametralnie odmienne priorytety i sposoby radzenia sobie ze stresem. Z perspektywy teorii zasobów, stres jest wynikiem zagrożenia utratą ważnych zasobów lub brak wzrostu zasobów, którymi się inwestowało. Dla Pani zasoby to czystość, porządek, bezpieczeństwo dziecka i jego zdrowie - są to dla Pani fundamentalne wartości, których utrata zagraża poczuciu kontroli i bezpieczeństwa. Dla partnera zasobami są emocjonalne więzi i lojalność wobec zwierzęcia, które wspierało go przez pewien czas. Stoicie Państwo w sytuacji wysokiego napięcia emocjonalnego - Pani doświadcza czystego strachu i braku kontroli, partner zaś czuje się zaatakowany w swoim poczuciu wartości jako opiekun. To, że bije Pani psa kapciami, nie jest przejawem "złości" - to jest przejawem całkowicie wyczerpanych zasobów emocjonalnych i brak funkcjonalnych sposobów radzenia sobie z frustracją. Organizm Pani znajduje się w fazie wyczerpania stresu, co prowadzi do impulsywnych zachowań, których Pani później żałuje.  

Stanowisko partnera, że Pani powinna zaakceptować schorowanego psa "bo jemu już nie zostało dużo życia", jest formą gry. Pani emocjami. Partner porusza bardzo głębokie tematy wzajemności - ale stosuje je w oderwaniu od rzeczywistości Waszej obecnej sytuacji. Argument "na moje leczenie nie miał pieniędzy, ale je zarobił" to nie jest argument na rzecz akceptacji schorowanego psa. Tu jest fundamentalny problem komunikacyjny, który dotyczy nierozwiązanych konfliktów w Waszym związku. Groźba "to się rozstaniemy" w trakcie kłótni to forma presji, która uniemożliwia merytoryczną rozmowę o rzeczywistych potrzebach obu stron.  

Pytanie "czy przesadzam" jest dla Pani pułapką samoobarczania się winą. Macie Państwo konflikt wartości, który wymaga profesjonalnej pomocy. Pani nie powinna czuć się winna za chęć żeby w Waszym domu było higienicznie i bezpiecznie dla dziecka, a partner nie powinien czuć się atakowany za przywiązanie do zwierzęcia. Problem polega na tym, że ani jedno ani drugi nie potrafi "usłyszeć" rzeczywistych potrzeb drugiej osoby. Bez zewnętrznej pomocy ta spirala będzie się pogłębiać. Najpierw musicie rozwiązać problem komunikacji między sobą, bo problem z psem to tylko tego symptom .

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Pani Patrycjo,

 

Sytuacja, którą Pani opisuje, musi być bardzo obciążająca emocjonalnie dla całej rodziny. Widać tu zderzenie dwóch ważnych potrzeb: Pani potrzeby bezpieczeństwa, higieny i ochrony dziecka oraz silnej więzi partnera z psem. Sam konflikt nie oznacza, że któraś ze stron „przesadza”, oznacza raczej brak porozumienia i narastające napięcie.

Niepokojące są dwie rzeczy: przemoc wobec zwierzęcia w momencie przeciążenia oraz groźby rozstania w trakcie kłótni: sygnał, że poziom stresu przekroczył już bezpieczne granice i potrzebna jest zmiana sposobu rozmowy.

Warto oddzielić fakty od emocji:

realne kwestie zdrowotne psa (konsultacja weterynaryjna, ocena ryzyka dla dziecka),

konkretne rozwiązania organizacyjne: higiena, wydzielona przestrzeń, opieka, ewentualna pomoc z zewnątrz

Może warto przeprowadzić też rozmowę o granicach i o tym, co jest warunkiem dalszego wspólnego mieszkania?

 

Jeśli rozmowy kończą się groźbami i poczuciem braku zrozumienia, pomocna może być konsultacja u terapeuty par, aby znaleźć rozwiązanie, które uwzględni dobro dziecka, Pani poczucie bezpieczeństwa i emocjonalną więź partnera.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

4 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Patrycjo,

to, co Pani opisuje, wykracza daleko poza zwykły problem z domowym czworonogiem – to sytuacja ekstremalnego przeciążenia fizycznego i psychicznego, w której Pani granice i poczucie bezpieczeństwa zostały mocno naruszone. Przeszła Pani przez bardzo ciężkie doświadczenia zdrowotne, a połóg i opieka nad niemowlęciem w warunkach braku higieny oraz zagrożenia infekcjami to ogromny ciężar, który ma prawo budzić w Pani rozpacz, gniew i bezradność. Pani reakcje, choć budzą w Pani poczucie winy, są wynikiem życia w przewlekłym stresie i walki o zdrowie dziecka, co dla każdej matki jest instynktownym priorytetem. Trudno oczekiwać akceptacji dla sytuacji, która obiektywnie zagraża zdrowiu domowników i niszczy komfort życia, a argumenty partnera porównujące Pani leczenie do kosztów utrzymania schorowanego psa są głęboko raniące i nieadekwatne. W tej relacji brakuje obecnie wspólnego frontu w trosce o rodzinę, dlatego warto rozważyć mediację lub terapię par, by partner mógł usłyszeć, że Pani prośby nie wynikają z niechęci do zwierząt, ale z konieczności ochrony życia i zdrowia Waszego syna oraz Pani własnej równowagi psychicznej.

Pani Patrycjo, proszę nie szukać winy w sobie – Pani reakcje są naturalną odpowiedzią na nienaturalną sytuację i skrajne wyczerpanie. W tej chwili priorytetem musi być Pani zdrowie psychiczne oraz bezpieczeństwo sanitarne dziecka, dlatego zamiast prosić partnera o zrozumienie, warto postawić twardą granicę - dom musi być miejscem bezpiecznym dla niemowlęcia.

Wszystkiego dobrego i powodzenia.

Psycholog Bożena Nagórska

4 miesiące temu

Zobacz podobne

Jak znaleźć wewnętrzny spokój i komfort emocjonalny?
Kiedy w końcu poczuje się dobrze sama ze sobą? Nie tak jak teraz. JAKBY w gryzącym swetrze i za ciasnych butach...
Borderline i spektrum autyzmu - już jestem wykończona rollercoasterem emocji i zachowań.
Mam 17 lat. Niedawno dostałam diagnozę spektrum autyzmu I nieprawidłowej osobowości chwiejnej emocjonalnie borderline. Ciągle borykam się z trudnościami na jakie niestety trafiam. Moje funkcjonowanie jest na tyle ciężkie, że muszę zażywać się lekami i ciągle zwiększać dawkę. Mam teraz taki epizod, że leżę w łóżku i myślę tylko i wyłącznie o przykrych rzeczach, odcinam się od bliskich, znowu po mojej euforii jest gwałtowny dołek (temu diagnoza nieprawidłowej osobowości chwiejnej emocjonalnie). Nie wiem już co robić. Mija już 2 lata od tego "rollercoastera" I różnymi ciężkimi wyzwaniami. Co prawda diagnoza wyjaśniła mi bardzo wszelkie moje zachowania, obyczaje, emocje jednak zastanawiam się tylko jak mogę mając te diagnozy sobie radzić? Mimo chodzenia obecnie regularnie na terapię, nie brakuje mi momentów krzyku, agresji, płaczu, izolacji a najgorsze, krzywdy bliskich i samej siebie.
Jak przeżyć stratę męża i poradzić sobie z lękiem i nerwicą lękową?
Mili Panstwo, zapytam otoz zmarl moj maz,chorowal bardzo dlugo, ja bylam w ogromnym stresie, nie jadlam, schudlam, od kilku dni mam dolegliwosci w brzuchu a mianowicie cos mnie uciska,raz z jednej ,raz z drugiej strony, raz w podbrzuszu, nie boli, ale robi mi potworny strach, choruje na nerwice lekowa od bardzo dawna. Boje sie o swoja przyszlosc, bylam u lekarza, proponuje odczekac, przezyc ta strate... Co sadzicie Panstwo?
Lęk i niepokój podczas wizyt lekarskich i w codziennych sytuacjach - co robić?
Witam, ja przychodzę z takim problemem otwórz od jakiegoś czasu mam takie jak dla mnie dziwne objawy , chodzi o to że będąc np u lekarzy i podczas badań np takich jak badanie słuchu ,czy jak byłam na TK czy jak byłam u alergologa w pewnym momencie obleje mnie zimny pot na plecach albo spice się na czole ,czuje że trzecie mnie w środku, mam problem z oddychaniem ,nie mogę złapać powietrza, w domu nie raz też siedzę i czuję że mnie trzęsie od środka . Nawet dzień przed wizytą u chirurga szczękowego tak samo trzęsło mną ,chodziłam taka nijaka spac nie mogłam, aż w dzień który miałam jechać do chirurga szczękowego przełożyłam wizytę nie dałam rady pojechać 🫤 Miał ktoś może podobnie
Przez cięższą sytuację w domu odczuwam bóle i zawroty głowy. Powinnam udać się do lekarza czy wiadomo, że to przez stres?
Witam od około 2 miesięcy boli mnie głowa , podejrzewam, że to przez przewlekły stres oraz zauważyłam u siebie lęk i zawroty głowy. Myślę, że to przez to, że mam ostatnio cięższą sytuację w domu. Na ogół jestem spokojna i raczej wesoła, ale to, że mam zawroty głowy uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie. Teraz jest trochę lepiej, ale i tak myślę, że powinnam zgłosić się do lekarza?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.