Left ArrowWstecz

Związek na odległość a duża różnica zarobków – jak poradzić sobie z zazdrością i poczuciem niższości?

Jakiś czas temu zacząłem tworzyć bliską relację z fantastycznym partnerem. Nasza znajomość zaczęła się od przyjaźni, ale obaj wiedzieliśmy, że łączy nas coś więcej. Ja obecnie mieszkam w powiatowym mieście, mam tutaj stabilną pracę, w której jestem szanowany, zarabiam przeciętnie. Mam własne mieszkanie i aktualnie niemal wszystkie, nieduże oszczędności przeznaczam na nadpłatę kredytu, żeby maksymalnie zmniejszyć obciążenie finansowe. Mój partner mieszka w dużym mieście 300 km ode mnie, ma tam dobrą pracę i wynajmuje mieszkanie. Odległość nie jest problemem - póki co widujemy się co kilka tygodni, mamy do siebie zaufanie i ustaliliśmy, że w miarę rozwoju relacji zastanowimy się, jak to rozwiązać. Problemem jest ogromna dysproporcja finansowa. On ma dobry fach i zarabia prawie 3 razy więcej ode mnie, z realną perspektywą dalszego rozwoju. W mojej branży możliwości rozwoju są ograniczone i choćbym osiągnął wszystko co możliwe (co udaje się nielicznym), nigdy nie osiągnę nawet ⅔ jego obecnych zarobków. On żyje bardzo skromnie i twierdzi, że ta różnica nie ma dla niego żadnego znaczenia. Jednocześnie cały czas sugeruje mi, że chciałby gdzieś ze mną pójść albo pojechać, mimo tego, że kilkukrotnie mówiłem wprost, że mnie aktualnie na to nie stać, a nawet w przyszłości będę potrzebował pieniędzy na budowanie poduszki finansowej a nie na przyjemności. Obecnie wyskoczyły mi pilne duże wydatki i nawet krótki wyjazd do niego jest dla mnie dużym obciążeniem. Twierdzi, że rozumie i nie chce wywierać presji, ale mam wrażenie, że traktuje to jak wymówkę. Na co dzień obraca się w otoczeniu ludzi zarabiających tak jak on lub więcej i mam wrażenie, że przez to żyje w pewnej bańce, porównuje się z bogatszymi od siebie. Ostatecznie dochodzi do tego, że zamiast cieszyć się z fajnej relacji, czuję zazdrość i frustrację, że jemu udało się coś osiągnąć, a ja zawsze będę z tyłu. Co gorsza, próbuje mnie pocieszać, że w przeciwieństwie do mnie on w swojej firmie jest “nikim” albo że niczym się nie różnimy, bo obaj pracujemy. Albo twierdzi, że w ogóle nie zależy mu na pieniądzach i karierze zawodowej i pracuje tam tylko dlatego, że nic innego nie potrafi. To wywołuje we mnie jeszcze większą irytację, kiedy umniejsza swoje sukcesy i chce w ten sposób zrównać się ze mną. Mam wyrzutu sumienia, że zamiast być dla niego wsparciem, jestem zazdrosny i zirytowany. Jednocześnie nie chciałbym, żeby to on finansował nasze wyjazdy, bo chciałbym być jego partnerem, a nie zabawką do dotrzymania towarzystwa. Ta różnica zarobków nie była dla mnie problemem, dopóki nasza relacja nie zaczęła robić się poważna i nie zacząłem myśleć o wspólnej przyszłości. Nie wiem, co mam robić.
User Forum

Dawid

1 miesiąc temu
Alicja Byszewska

Alicja Byszewska

Witam serdecznie, 

 

Kwestie finansowe są bardzo trudnym tematem związku, ponieważ po za kwestia po prostu materialną, jest tam wiele emocji - takich jak bezpieczeństwo, kontrola, wolność, poczucie sprawiedliwości i styl życia. Dwie osoby moga sie bardzo kochac i rownoczesnie miec zupelnie inne podejscie do pieniedzy, albo tak jak Pan pisze w ogóle mozliwosci zarobkowania, oszczedzania czy podejmowania ryzyka finansowego.  Gdy jedna osoba zarabia wiecej moga pojawic się poczucie zaleznosci, władzy, wstydu czy nierówności w decyzjach. Najważniejsze w takich sytuacjach to mimo trudnosci ktore pojawiają sie przy temacie pieniedzy jednak probowac regularnie rozmawiac - jak widzimy wspolna przyszlosc, rozne scenariusze, co daje poczucie bezpieczenstwa kazdej ze stron, czego boimy sie finansowo, jak wygladał temat finansowy w domu, jak w przyszlosci chcielibysmy zarządzac pieniedzmi - czy dzielimy sie po równo, a kazdy ma inna kwote do odłozenia, czy propocjonalnie do zarobków. Normalnym też jest, ze aktualnie moze sytuacja wygląda w ten sposób, ale zycie pisze rozne scenariusze i role mogą sie mimo wszystko jeszcze obrócić. Proszę się zastanowić co poza pieniędzmi moze budzic też lęki w aktualnej relacji, bo tam może byc bardziej trafna, albo pomocnicza odpowiedź.

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Panie Dawidzie,

 

Uważam że w tej relacji widać coś bardzo ważnego: jest bliskość i realna chęć bycia razem ale też zderzenie dwóch różnych rzeczywistości finansowych, które zaczyna wchodzić w emocje.Sądzę, że ważne nie jest samo to, kto ile zarabia, tylko to, jak para „ustawia” wspólne życie wokół tej różnicy. Jeżeli jedna strona proponuje wyjazdy i aktywności a druga realnie nie ma przestrzeni finansowej, to nawet przy dobrej woli może pojawić się napięcie i poczucie presji po obu stronach. Warto to nazwać wprost, bez tłumaczenia się: „mogę X, ale Y już nie, i potrzebuję, żebyśmy szukali form, które są dla nas obu realne”.Druga rzecz: jego umniejszanie własnych osiągnięć i próba „zrównania się” z Panem raczej nie pomaga. To może wynikać moim zdaniem z chęci zmniejszenia dystansu emocjonalnego, ale efekt bywa odwrotny,bo zamiast ulgi pojawia się dysonans i irytacja. Tu też przydałaby się szczerość: że nie potrzebuje Pan ani litości, ani umniejszania jego pozycji, tylko partnerstwa opartego na uczciwym uznaniu różnic.Jeśli chodzi o zazdrość, sądzę że to nie jest sygnał „gorszości”, tylko informacja o ważnej potrzebie bezpieczeństwa i sprawczości. Ona nie musi prowadzić do porównywania się w kategoriach „kto jest z tyłu”, bo to bardzo szybko zaczyna niszczyć relację od środka.W praktyce często pomaga ustalenie prostego modelu: każdy daje tyle, ile może (finansowo i organizacyjnie), albo planowanie wspólnych spotkań w wersji „budżetowej”, które nie są mniej wartościowe, tylko inne.Najważniejsze według mnie jest chyba to, żeby nie próbować „wyrównać się” kosztem siebie ani nie udawać, że różnica nie istnieje. Ona istnieje, pytanie brzmi, czy da się ją tak oswoić, żeby nie stała się źródłem wstydu, presji i frustracji.Jeśli rozmowa między Państwem jest możliwa w spokojnym tonie, to ona będzie tu bardziej decydująca niż same liczby.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Pana sytuacja wydaje się dotyczyć nie tylko samej różnicy zarobków, ale także obaw o nierówność w relacji, zależność i poczucie własnej wartości jako partnera. Takie uczucia często pojawiają się w momencie, gdy relacja staje się poważniejsza.

Frustracja i zazdrość nie czynią z Pana złego partnera. Są raczej sygnałem ważnych potrzeb i lęków, którym warto się przyjrzeć. Z Pana opisu wynika, że partner stara się pokazać, że związek jest dla niego ważniejszy niż kwestie finansowe, choć możliwe, że inaczej rozumie Pańskie obawy.

Może warto spróbować porozmawiać z nim nie tylko o pieniądzach, ale także o tym, jak różnice finansowe wpływają na Pana lęk przed zależnością czy poczucie bycia „gorszym”. W związku partnerskim nie zawsze wnosi się równy wkład finansowy, dlatego ważne jest budowanie relacji opartej na wzajemnym szacunku i uwzględnianiu potrzeb obu stron.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

1 miesiąc temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
W tej sytuacji problemem nie wydają się być tylko pieniądze, ale to, co ta różnica w zarobkach zaczyna uruchamiać w Panu: porównywanie się, poczucie „bycia z tyłu”, obawę przed zależnością czy utratą partnerstwa. U Pana nasiliło się to, kiedy relacja stała się poważniejsza i pojawiły się myśli o wspólnej przyszłości. Warto się zastanowić, może Pana partner rzeczywiście nie przeżywa tej różnicy tak, jak Pan. To, że proponuje wspólne wyjazdy, może być formą budowania relacji, a nie oceną Pana sytuacji finansowej. Jednocześnie rozumiem, że kiedy ktoś mówi „pieniądze nie mają znaczenia”, a sam zarabia znacznie więcej, może to budzić frustrację, bo pieniądze mają mniejsze znaczenie, kiedy się je ma. Odnoszę też wrażenie, że dla Pana ważna jest niezależność i poczucie równości w związku. To wartościowe, ale czasem może prowadzić do przekonania, że „jeśli nie mogę dawać tyle samo finansowo, to jestem gorszym partnerem”. Tymczasem partnerstwo nie zawsze oznacza identyczny wkład materialny. W relacji liczy się też obecność, zaangażowanie, lojalność, bezpieczeństwo czy sposób budowania więzi. Może warto byłoby spróbować odejść od myślenia „albo wszystko po równo, albo jestem utrzymywany” i poszukać bardziej elastycznego modelu. Np. wspólne aktywności dostosowane do Pana możliwości finansowych albo otwarta rozmowa o tym, co w tej sytuacji jest dla Pana trudne emocjonalnie. To, że pojawia się w Panu zazdrość czy irytacja, nie czyni z Pana złego partnera. Czasem są to emocje związane bardziej z własnym poczuciem wartości i porównywaniem się niż z tą drugą osobą. I właśnie temu warto się spokojnie przyjrzeć, zamiast oceniać siebie za te reakcje.

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Dawidzie,

Pana frustracja i zazdrość są zrozumiałe, ponieważ zderzenie dwóch różnych standardów życia uderza w Pana poczucie godności i sprawstwa. Problem polega na tym, że partner, chcąc być miłym, umniejsza swoje sukcesy, co dla Pana jest bolesne, bo on bagatelizuje zasoby, o które Pan musi ciężko walczyć. Partnerstwo nie musi jednak oznaczać wydawania co do złotówki tyle samo – prawdziwa równość polega na wzajemnym zrozumieniu swoich ograniczeń i wspólnym planowaniu wydatków proporcjonalnie do możliwości.

Warto szczerze powiedzieć partnerowi, że jego pocieszanie przynosi odwrotny skutek i że potrzebuje Pan, aby on realnie uznał Pana sytuację finansową, zamiast udawać, że różnice nie istnieją. Proszę spróbować przedefiniować partnerstwo jako równe zaangażowanie, a nie równe zarobki. Jeśli planujecie przyszłość, jedynym wyjściem jest wypracowanie modelu, w którym Pan nie będzie musiał wybierać między poduszką finansową a wspólnym czasem, bo to właśnie ten brak balansu rodzi w Panu poczucie bycia „zabawką”, przed którym tak bardzo chce się Pan obronić.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry 

 

 To, co opisujesz, nie wygląda na problem „kto zarabia więcej”, tylko na zderzenie dwóch ważnych rzeczy czyli wstydu i porównywania się z jednej strony, a niedopasowania oczekiwań i komunikacji z drugiej. Sam fakt, że czujesz zazdrość albo irytację, nie czyni cię złym partnerem ale to sygnał, że ta relacja dotyka bardzo czułego miejsca.

Najmocniej brzmi u ciebie nie tyle brak pieniędzy, co poczucie, że jesteś „w tyle”, on może nie do końca rozumieć twoją sytuację, a jego próby pocieszania brzmią jak umniejszanie twoich realnych ograniczeń.

To jest ważne, bo kiedy ktoś mówi „to nie ma znaczenia”, a ty czujesz, że ma, pojawia się rozdźwięk między doświadczeniem a komunikatem. W relacjach taka różnica potrafi bardziej ranić niż sama nierówność finansowa.

Nie musisz  udawać, że ta różnica cię nie dotyka, godzić się na wyjazdy, na które cię realnie nie stać,

pozwalać, żeby on płacił za wszystko, jeśli to podważa twoje poczucie równości, wmówić sobie, że twoja wartość zależy od zarobków. Masz prawo chcieć być partnerem, a nie kimś „zapewnianym” finansowo. To zdrowa granica, nie ambicjonalny kaprys. Potrzebujesz rozmowy nie o pieniądzach jako takich, tylko o regułach. Możesz mu powiedzieć wprost, spokojnie i bez oskarżeń  że bardzo ci na nim zależy, że różnica finansowa uruchamia w tobie wstyd i napięcie, że nie chcesz, byście budowali relację wokół jego pieniędzy i że potrzebujesz, żeby propozycje wspólnych wyjazdów były dopasowane do twoich realnych możliwości.  Pomocne może być też zdanie w stylu: „Kiedy mówisz, że to bez znaczenia, czuję się trochę niezrozumiany, bo dla mnie to realny temat. Nie chcę, żebyś mnie ratował ,  chcę, żebyś to po prostu uznał”.

Dobre pytanie brzmi: czy on naprawdę słyszy twoje „nie teraz”, czy tylko czeka, aż zmienisz zdanie? Jeśli za każdym razem wraca do pomysłu wyjazdu, mimo że mówisz jasno o kosztach, to nie musi oznaczać złej woli, ale może oznaczać, że nie do końca rozumie skalę obciążenia. W praktyce test jest prosty  jeśli po rozmowie zacznie proponować tańsze, neutralne formy spotkań, to znaczy, że słucha; jeśli nadal będzie naciskał, nawet subtelnie, to problem nie jest finansowy, tylko granicowy. Twoja zazdrość nie musi być czymś, za co masz się karać. Ona często mówi: „boję się, że nigdy nie dogonię”, „boję się, że będę mniej wart”, „boję się nierówności w przyszłości”. To są lęki, nie wyroki. Pomaga tu jedno ważne przesunięcie: nie porównuj swojej sytuacji do jego ścieżki, tylko do własnych warunków i celów. On ma inną branżę, inne miasto, inne tempo rozwoju i inną bazę. To nie znaczy, że jest „lepszy”, ani że ty jesteś „gorszy” ale po prostu macie inny układ startowy. Na teraz spróbuj ustalić trzy rzeczy: wspólny budżet na spotkania, który jest dla ciebie realny, formy kontaktu, które nie wymagają wyjazdów za każdym razem, jeden spokojny komunikat o tym, czego potrzebujesz od niego emocjonalnie. Jeśli chcesz, żeby relacja przetrwała, musi być miejsce zarówno na jego komfort, jak i na twoje ograniczenia. To nie jest „ciągnięcie w dół” ,  to zwykła uczciwość.

Najważniejsze pytanie nie brzmi, czy zarabiasz za mało. Ważniejsze jest  czy przy tej różnicy potraficie rozmawiać tak, by nikt nie czuł się gorszy, ratowany albo lekceważony. Jeśli tak, relacja ma dobrą podstawę. Jeśli nie, temat pieniędzy będzie wracał jako objaw czegoś głębszego. Twoim zadaniem nie jest przestać czuć. Twoim zadaniem jest nazwać, czego potrzebujesz, i sprawdzić, czy on potrafi to przyjąć bez obrony i bez umniejszania.

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak zaakceptować przeszłość partnerki i radzić sobie z niesmakiem oraz lękiem związanym z jej byłym związkiem?

Dzień dobry. Nie mogę pogodzić się z przeszłością mojej partnerki, we wcześniejszym związku miała o 20 lat starszego faceta, który był bardzo bogaty, kupował jej często drogie prezenty, zapłacił za nią za bardzo drogie wakacje, jeździła z nim jego luksusowymi samochodami. Ukrywała ten związek przed rodzicami, bliskim znajomym powiedziała o tym związku. Zapytałem się mojej dziewczyny wprost czy był to układ sponsorowany, odpowiedziała, że nie, kupując jej te drogie wakacje i prezenty wyrażał uczucie do niej. Ale i tak cały czas mam niesmak, odnoście przeszłości mojej partnerki, i odczuwam lęk, że nie mogę zaakceptować jej przeszłości, pomimo że teraz ja bardzo kocham. Proszę o udzielenie jakiejś rady, czy partnerka kłamie odnośnie tego, że był to układ sponsoringowany? Jak zaakceptować jej przeszłości, sprawia mi to ból

TW. Przed ślubem chciałam dokonać samobójstwa, kocham brata męża. Jak w tym wszystkim znaleźć siebie i dać sobie serce?
Witam, nie wiem co ze sobą począć. Mam dzieci, kilka lat temu wzięłam ślub, na kilka dni przed nim chciałam popełnić samobójstwo, skończyło się na zjeździe w pole i rozbiciu auta, nigdy się nikomu nie przyznałam, że chciałam się zabić. Zawsze myślałam, że to dlatego, że mąż powiedział, że to ja chciałam ślubu, a nie on. Dziś zrozumiałam, że to nie dlatego. Mama mnie ostrzegła, tydzień przed ślubem, że jeszcze mogę się wycofać. Chciałam tego, ale się nie odważyłam, jak zawsze bałam się, wybrałam bezpieczną drogę mimo, że wiedziałam, że to błąd. Lata temu poczułam coś do kogoś kogoś na kim nie powinno mi zależeć. Jest to brat męża. Nigdy nie mogłam się przyznać do tych uczuć, nikt o nich nie wie. Jestem z mężem,ale kocham jego brata, co mnie zabija w środku. Czuję się brudna, zła. Mąż nie jest zlym człowiekiem, ale kompletnie do siebie nie pasujemy. Nie chciałabym go skrzywdzić, ale nigdy nie pokocham go tak jak bym chciała. Może idealizuję jego brata, nie wiem. Ale przez te wątpliwości bardzo mi źle. Dziś są urodziny osoby, na której mi zależy, czuję się żałośnie. Kto normalny zakochuje się w bracie własnego męża. To tak bardzo boli. Od 5 lat nie piję, głównie dlatego, że boję się, że po pijaku sprzedam się z tym co czuję. Jak wyzbyć sie tych uczuć, jak pokochać na nowo siebie?
Nie potrafię pozbierać się po wyznaniu uczuć.
Na początku studiów spodobał mi sie pewien chłopak. Zagadałam dopiero w lutym. Wczoraj wyznałam co czuję, ale niestety nic z tego nie wyszło, nie był chamski ani nic - mega kulturalnie odpowiedział - tyle, że ja nie potrafię się do teraz pozbierać...
Zakończenie związku
Zakończenie związku. Witam, opiszę pokrótce swoją sytuację. Zostawiła mnie dziewczyna po 2 latach związku. Twierdząc, że musi to sobie wszystko przemyśleć. Po dwóch miesiącach do mnie przyjechała, wytłumaczyć mi, co zrobiłem źle. Wypominała mi różne sytuacje, ale ja też miałem co do jej zachowania uwagi w tym związku, choćby usuwanie przede mną wiadomości, bo jak twierdziła, nie chciała „żebym tracił humor” albo usuwanie w historii połączeń na komunikatorach rozmów przez kamerkę z kolegą. Postanowiłem więc, że do niej nie wrócę, bo nawet gdy miałem się zastanowić czy do niej chce wrócić (dała mi czas, żebym to przemyślał, bo ona chciała wrócić, ja nie), to gdy nie odpisywałem jej 6 godzin, miała do mnie pretensje, że nie odpisuje, gdzie ja potrzebowałem po prostu czasu dla siebie… Zresztą nie uznaje przerw w związku, czy takich rozstań, bo to już druga taka sytuacja. Rozumiem raz, ale nie drugi. Zaznaczę, że chciałem pracować nad tym związkiem gdy byliśmy razem, ale ona totalnie nie chciała ze mną rozmawiać zbywając mnie tekstami, np. „Że teraz się musi skupić, bo prowadzi”, „Teraz gotuje”, „Teraz jestem zmęczona”. W ogóle od jakiegoś czasu było ciężko z nią porozmawiać, bo ciągle twierdziła, że potrzebuje czasu. Lubiła mnie też kontrolować, miała cały czas moją lokalizację dostępną i hasła do wszystkich social mediów. Właściwie to nie wiem czemu się na to zgodziłem z perspektywy czasu. Chyba był to mój pierwszy poważny związek i nie wiedziałem, jak się zachować. Tak przynajmniej staram się tłumaczyć. Tylko teraz jestem załamany, bo przeprowadziłem się 500 km dla tej dziewczyny, wiązałem z nią przyszłość, a teraz zostałem sam w dużym mieście. Nikogo tu nie znam, rodzina jest daleko i co najwyżej mogę do nich pojechać na urlopie… jest mi bardzo smutno z tego powodu i czuję się samotny. Czasami sobie po prostu nie radzę i płaczę w domu. Przy ludziach nie daję sobie tego poznać i mówię, że jest okej, ale w domu gdy jestem sam, przygniata mnie czasami ciężar moich decyzji, które podjąłem i chyba już sam siebie przestaje lubić i się zastanawiam, dlaczego bylem taki głupi i nie posłuchałem kogoś bliskiego. Z drugiej strony moi bliscy to też ciężki temat. Rodzice się mną nigdy za bardzo nie interesowali, nie rozmawiali, często się kłócili między sobą, ojciec przesadzał z alkoholem, więc chciałem się wyprowadzić od nich jak najszybciej, ale mimo to za nimi czasem tęsknie jacy by nie byli…. Utrzymuje z nimi kontakt telefonicznie, ale w ogóle mam wrażenie, ze mnie nie słuchają… mówią tylko co u nich, albo czy im nie pożyczę pieniędzy…. Chciałbym po prostu czuć się dobrze, a ostatnio kiepsko mi to idzie i poznać wartościową osobę, która kieruje się jakimiś wartościami, ale im bardziej poznaje ten świat i ludzi to mam wrażenie, ze najczęściej, na czym ludziom zależy to pieniądze, seks i alkohol. Proszę o jakąś radę, pomoc, cokolwiek…
Od ponad 10 lat jestem w związku z rozwodnikiem. Rozwód odbył się z jego winy.
Dzień dobry Od ponad 10 lat jestem w związku z rozwodnikiem. Rozwód odbył się z jego winy. Partner ma dorosłą córkę z poprzedniego związku. Podczas imprez, na których jest jego córka, Partner nie zwraca na mnie uwagi. Ponad tego przypadkiem usłyszałam, jak żalił się córce, że jej mama jest najpiękniejsza i nie ma co jej porównywać do mnie, albo podczas słuchania muzyki dzwoni do córki i mówi, że bardzo się wzruszył i dedykuje tę piosenkę wiadomo komu... Sądzę, że zachowanie mojego partnera prowadzi do tego, że jego córka mnie nie lubi. Co sądzicie o takim zachowaniu?
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.