
- Strona główna
- Forum
- LGBTQIA+, kryzysy, związki i relacje
- Związek na...
Związek na odległość a duża różnica zarobków – jak poradzić sobie z zazdrością i poczuciem niższości?
Dawid
Alicja Byszewska
Witam serdecznie,
Kwestie finansowe są bardzo trudnym tematem związku, ponieważ po za kwestia po prostu materialną, jest tam wiele emocji - takich jak bezpieczeństwo, kontrola, wolność, poczucie sprawiedliwości i styl życia. Dwie osoby moga sie bardzo kochac i rownoczesnie miec zupelnie inne podejscie do pieniedzy, albo tak jak Pan pisze w ogóle mozliwosci zarobkowania, oszczedzania czy podejmowania ryzyka finansowego. Gdy jedna osoba zarabia wiecej moga pojawic się poczucie zaleznosci, władzy, wstydu czy nierówności w decyzjach. Najważniejsze w takich sytuacjach to mimo trudnosci ktore pojawiają sie przy temacie pieniedzy jednak probowac regularnie rozmawiac - jak widzimy wspolna przyszlosc, rozne scenariusze, co daje poczucie bezpieczenstwa kazdej ze stron, czego boimy sie finansowo, jak wygladał temat finansowy w domu, jak w przyszlosci chcielibysmy zarządzac pieniedzmi - czy dzielimy sie po równo, a kazdy ma inna kwote do odłozenia, czy propocjonalnie do zarobków. Normalnym też jest, ze aktualnie moze sytuacja wygląda w ten sposób, ale zycie pisze rozne scenariusze i role mogą sie mimo wszystko jeszcze obrócić. Proszę się zastanowić co poza pieniędzmi moze budzic też lęki w aktualnej relacji, bo tam może byc bardziej trafna, albo pomocnicza odpowiedź.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry Panie Dawidzie,
Uważam że w tej relacji widać coś bardzo ważnego: jest bliskość i realna chęć bycia razem ale też zderzenie dwóch różnych rzeczywistości finansowych, które zaczyna wchodzić w emocje.Sądzę, że ważne nie jest samo to, kto ile zarabia, tylko to, jak para „ustawia” wspólne życie wokół tej różnicy. Jeżeli jedna strona proponuje wyjazdy i aktywności a druga realnie nie ma przestrzeni finansowej, to nawet przy dobrej woli może pojawić się napięcie i poczucie presji po obu stronach. Warto to nazwać wprost, bez tłumaczenia się: „mogę X, ale Y już nie, i potrzebuję, żebyśmy szukali form, które są dla nas obu realne”.Druga rzecz: jego umniejszanie własnych osiągnięć i próba „zrównania się” z Panem raczej nie pomaga. To może wynikać moim zdaniem z chęci zmniejszenia dystansu emocjonalnego, ale efekt bywa odwrotny,bo zamiast ulgi pojawia się dysonans i irytacja. Tu też przydałaby się szczerość: że nie potrzebuje Pan ani litości, ani umniejszania jego pozycji, tylko partnerstwa opartego na uczciwym uznaniu różnic.Jeśli chodzi o zazdrość, sądzę że to nie jest sygnał „gorszości”, tylko informacja o ważnej potrzebie bezpieczeństwa i sprawczości. Ona nie musi prowadzić do porównywania się w kategoriach „kto jest z tyłu”, bo to bardzo szybko zaczyna niszczyć relację od środka.W praktyce często pomaga ustalenie prostego modelu: każdy daje tyle, ile może (finansowo i organizacyjnie), albo planowanie wspólnych spotkań w wersji „budżetowej”, które nie są mniej wartościowe, tylko inne.Najważniejsze według mnie jest chyba to, żeby nie próbować „wyrównać się” kosztem siebie ani nie udawać, że różnica nie istnieje. Ona istnieje, pytanie brzmi, czy da się ją tak oswoić, żeby nie stała się źródłem wstydu, presji i frustracji.Jeśli rozmowa między Państwem jest możliwa w spokojnym tonie, to ona będzie tu bardziej decydująca niż same liczby.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Katarzyna Michalska
Pana sytuacja wydaje się dotyczyć nie tylko samej różnicy zarobków, ale także obaw o nierówność w relacji, zależność i poczucie własnej wartości jako partnera. Takie uczucia często pojawiają się w momencie, gdy relacja staje się poważniejsza.
Frustracja i zazdrość nie czynią z Pana złego partnera. Są raczej sygnałem ważnych potrzeb i lęków, którym warto się przyjrzeć. Z Pana opisu wynika, że partner stara się pokazać, że związek jest dla niego ważniejszy niż kwestie finansowe, choć możliwe, że inaczej rozumie Pańskie obawy.
Może warto spróbować porozmawiać z nim nie tylko o pieniądzach, ale także o tym, jak różnice finansowe wpływają na Pana lęk przed zależnością czy poczucie bycia „gorszym”. W związku partnerskim nie zawsze wnosi się równy wkład finansowy, dlatego ważne jest budowanie relacji opartej na wzajemnym szacunku i uwzględnianiu potrzeb obu stron.
Pozdrawiam,
Katarzyna Michalska
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
W tej sytuacji problemem nie wydają się być tylko pieniądze, ale to, co ta różnica w zarobkach zaczyna uruchamiać w Panu: porównywanie się, poczucie „bycia z tyłu”, obawę przed zależnością czy utratą partnerstwa. U Pana nasiliło się to, kiedy relacja stała się poważniejsza i pojawiły się myśli o wspólnej przyszłości. Warto się zastanowić, może Pana partner rzeczywiście nie przeżywa tej różnicy tak, jak Pan. To, że proponuje wspólne wyjazdy, może być formą budowania relacji, a nie oceną Pana sytuacji finansowej. Jednocześnie rozumiem, że kiedy ktoś mówi „pieniądze nie mają znaczenia”, a sam zarabia znacznie więcej, może to budzić frustrację, bo pieniądze mają mniejsze znaczenie, kiedy się je ma. Odnoszę też wrażenie, że dla Pana ważna jest niezależność i poczucie równości w związku. To wartościowe, ale czasem może prowadzić do przekonania, że „jeśli nie mogę dawać tyle samo finansowo, to jestem gorszym partnerem”. Tymczasem partnerstwo nie zawsze oznacza identyczny wkład materialny. W relacji liczy się też obecność, zaangażowanie, lojalność, bezpieczeństwo czy sposób budowania więzi. Może warto byłoby spróbować odejść od myślenia „albo wszystko po równo, albo jestem utrzymywany” i poszukać bardziej elastycznego modelu. Np. wspólne aktywności dostosowane do Pana możliwości finansowych albo otwarta rozmowa o tym, co w tej sytuacji jest dla Pana trudne emocjonalnie. To, że pojawia się w Panu zazdrość czy irytacja, nie czyni z Pana złego partnera. Czasem są to emocje związane bardziej z własnym poczuciem wartości i porównywaniem się niż z tą drugą osobą. I właśnie temu warto się spokojnie przyjrzeć, zamiast oceniać siebie za te reakcje.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz
Bożena Nagórska
Panie Dawidzie,
Pana frustracja i zazdrość są zrozumiałe, ponieważ zderzenie dwóch różnych standardów życia uderza w Pana poczucie godności i sprawstwa. Problem polega na tym, że partner, chcąc być miłym, umniejsza swoje sukcesy, co dla Pana jest bolesne, bo on bagatelizuje zasoby, o które Pan musi ciężko walczyć. Partnerstwo nie musi jednak oznaczać wydawania co do złotówki tyle samo – prawdziwa równość polega na wzajemnym zrozumieniu swoich ograniczeń i wspólnym planowaniu wydatków proporcjonalnie do możliwości.
Warto szczerze powiedzieć partnerowi, że jego pocieszanie przynosi odwrotny skutek i że potrzebuje Pan, aby on realnie uznał Pana sytuację finansową, zamiast udawać, że różnice nie istnieją. Proszę spróbować przedefiniować partnerstwo jako równe zaangażowanie, a nie równe zarobki. Jeśli planujecie przyszłość, jedynym wyjściem jest wypracowanie modelu, w którym Pan nie będzie musiał wybierać między poduszką finansową a wspólnym czasem, bo to właśnie ten brak balansu rodzi w Panu poczucie bycia „zabawką”, przed którym tak bardzo chce się Pan obronić.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To, co opisujesz, nie wygląda na problem „kto zarabia więcej”, tylko na zderzenie dwóch ważnych rzeczy czyli wstydu i porównywania się z jednej strony, a niedopasowania oczekiwań i komunikacji z drugiej. Sam fakt, że czujesz zazdrość albo irytację, nie czyni cię złym partnerem ale to sygnał, że ta relacja dotyka bardzo czułego miejsca.
Najmocniej brzmi u ciebie nie tyle brak pieniędzy, co poczucie, że jesteś „w tyle”, on może nie do końca rozumieć twoją sytuację, a jego próby pocieszania brzmią jak umniejszanie twoich realnych ograniczeń.
To jest ważne, bo kiedy ktoś mówi „to nie ma znaczenia”, a ty czujesz, że ma, pojawia się rozdźwięk między doświadczeniem a komunikatem. W relacjach taka różnica potrafi bardziej ranić niż sama nierówność finansowa.
Nie musisz udawać, że ta różnica cię nie dotyka, godzić się na wyjazdy, na które cię realnie nie stać,
pozwalać, żeby on płacił za wszystko, jeśli to podważa twoje poczucie równości, wmówić sobie, że twoja wartość zależy od zarobków. Masz prawo chcieć być partnerem, a nie kimś „zapewnianym” finansowo. To zdrowa granica, nie ambicjonalny kaprys. Potrzebujesz rozmowy nie o pieniądzach jako takich, tylko o regułach. Możesz mu powiedzieć wprost, spokojnie i bez oskarżeń że bardzo ci na nim zależy, że różnica finansowa uruchamia w tobie wstyd i napięcie, że nie chcesz, byście budowali relację wokół jego pieniędzy i że potrzebujesz, żeby propozycje wspólnych wyjazdów były dopasowane do twoich realnych możliwości. Pomocne może być też zdanie w stylu: „Kiedy mówisz, że to bez znaczenia, czuję się trochę niezrozumiany, bo dla mnie to realny temat. Nie chcę, żebyś mnie ratował , chcę, żebyś to po prostu uznał”.
Dobre pytanie brzmi: czy on naprawdę słyszy twoje „nie teraz”, czy tylko czeka, aż zmienisz zdanie? Jeśli za każdym razem wraca do pomysłu wyjazdu, mimo że mówisz jasno o kosztach, to nie musi oznaczać złej woli, ale może oznaczać, że nie do końca rozumie skalę obciążenia. W praktyce test jest prosty jeśli po rozmowie zacznie proponować tańsze, neutralne formy spotkań, to znaczy, że słucha; jeśli nadal będzie naciskał, nawet subtelnie, to problem nie jest finansowy, tylko granicowy. Twoja zazdrość nie musi być czymś, za co masz się karać. Ona często mówi: „boję się, że nigdy nie dogonię”, „boję się, że będę mniej wart”, „boję się nierówności w przyszłości”. To są lęki, nie wyroki. Pomaga tu jedno ważne przesunięcie: nie porównuj swojej sytuacji do jego ścieżki, tylko do własnych warunków i celów. On ma inną branżę, inne miasto, inne tempo rozwoju i inną bazę. To nie znaczy, że jest „lepszy”, ani że ty jesteś „gorszy” ale po prostu macie inny układ startowy. Na teraz spróbuj ustalić trzy rzeczy: wspólny budżet na spotkania, który jest dla ciebie realny, formy kontaktu, które nie wymagają wyjazdów za każdym razem, jeden spokojny komunikat o tym, czego potrzebujesz od niego emocjonalnie. Jeśli chcesz, żeby relacja przetrwała, musi być miejsce zarówno na jego komfort, jak i na twoje ograniczenia. To nie jest „ciągnięcie w dół” , to zwykła uczciwość.
Najważniejsze pytanie nie brzmi, czy zarabiasz za mało. Ważniejsze jest czy przy tej różnicy potraficie rozmawiać tak, by nikt nie czuł się gorszy, ratowany albo lekceważony. Jeśli tak, relacja ma dobrą podstawę. Jeśli nie, temat pieniędzy będzie wracał jako objaw czegoś głębszego. Twoim zadaniem nie jest przestać czuć. Twoim zadaniem jest nazwać, czego potrzebujesz, i sprawdzić, czy on potrafi to przyjąć bez obrony i bez umniejszania.

Zobacz podobne
Dzień dobry. Nie mogę pogodzić się z przeszłością mojej partnerki, we wcześniejszym związku miała o 20 lat starszego faceta, który był bardzo bogaty, kupował jej często drogie prezenty, zapłacił za nią za bardzo drogie wakacje, jeździła z nim jego luksusowymi samochodami. Ukrywała ten związek przed rodzicami, bliskim znajomym powiedziała o tym związku. Zapytałem się mojej dziewczyny wprost czy był to układ sponsorowany, odpowiedziała, że nie, kupując jej te drogie wakacje i prezenty wyrażał uczucie do niej. Ale i tak cały czas mam niesmak, odnoście przeszłości mojej partnerki, i odczuwam lęk, że nie mogę zaakceptować jej przeszłości, pomimo że teraz ja bardzo kocham. Proszę o udzielenie jakiejś rady, czy partnerka kłamie odnośnie tego, że był to układ sponsoringowany? Jak zaakceptować jej przeszłości, sprawia mi to ból
