Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Związek na odległość a duża różnica zarobków – jak poradzić sobie z zazdrością i poczuciem niższości?

Jakiś czas temu zacząłem tworzyć bliską relację z fantastycznym partnerem. Nasza znajomość zaczęła się od przyjaźni, ale obaj wiedzieliśmy, że łączy nas coś więcej. Ja obecnie mieszkam w powiatowym mieście, mam tutaj stabilną pracę, w której jestem szanowany, zarabiam przeciętnie. Mam własne mieszkanie i aktualnie niemal wszystkie, nieduże oszczędności przeznaczam na nadpłatę kredytu, żeby maksymalnie zmniejszyć obciążenie finansowe. Mój partner mieszka w dużym mieście 300 km ode mnie, ma tam dobrą pracę i wynajmuje mieszkanie. Odległość nie jest problemem - póki co widujemy się co kilka tygodni, mamy do siebie zaufanie i ustaliliśmy, że w miarę rozwoju relacji zastanowimy się, jak to rozwiązać. Problemem jest ogromna dysproporcja finansowa. On ma dobry fach i zarabia prawie 3 razy więcej ode mnie, z realną perspektywą dalszego rozwoju. W mojej branży możliwości rozwoju są ograniczone i choćbym osiągnął wszystko co możliwe (co udaje się nielicznym), nigdy nie osiągnę nawet ⅔ jego obecnych zarobków. On żyje bardzo skromnie i twierdzi, że ta różnica nie ma dla niego żadnego znaczenia. Jednocześnie cały czas sugeruje mi, że chciałby gdzieś ze mną pójść albo pojechać, mimo tego, że kilkukrotnie mówiłem wprost, że mnie aktualnie na to nie stać, a nawet w przyszłości będę potrzebował pieniędzy na budowanie poduszki finansowej a nie na przyjemności. Obecnie wyskoczyły mi pilne duże wydatki i nawet krótki wyjazd do niego jest dla mnie dużym obciążeniem. Twierdzi, że rozumie i nie chce wywierać presji, ale mam wrażenie, że traktuje to jak wymówkę. Na co dzień obraca się w otoczeniu ludzi zarabiających tak jak on lub więcej i mam wrażenie, że przez to żyje w pewnej bańce, porównuje się z bogatszymi od siebie. Ostatecznie dochodzi do tego, że zamiast cieszyć się z fajnej relacji, czuję zazdrość i frustrację, że jemu udało się coś osiągnąć, a ja zawsze będę z tyłu. Co gorsza, próbuje mnie pocieszać, że w przeciwieństwie do mnie on w swojej firmie jest “nikim” albo że niczym się nie różnimy, bo obaj pracujemy. Albo twierdzi, że w ogóle nie zależy mu na pieniądzach i karierze zawodowej i pracuje tam tylko dlatego, że nic innego nie potrafi. To wywołuje we mnie jeszcze większą irytację, kiedy umniejsza swoje sukcesy i chce w ten sposób zrównać się ze mną. Mam wyrzutu sumienia, że zamiast być dla niego wsparciem, jestem zazdrosny i zirytowany. Jednocześnie nie chciałbym, żeby to on finansował nasze wyjazdy, bo chciałbym być jego partnerem, a nie zabawką do dotrzymania towarzystwa. Ta różnica zarobków nie była dla mnie problemem, dopóki nasza relacja nie zaczęła robić się poważna i nie zacząłem myśleć o wspólnej przyszłości. Nie wiem, co mam robić.
User Forum

Dawid

23 godziny temu
Alicja Byszewska

Alicja Byszewska

Witam serdecznie, 

 

Kwestie finansowe są bardzo trudnym tematem związku, ponieważ po za kwestia po prostu materialną, jest tam wiele emocji - takich jak bezpieczeństwo, kontrola, wolność, poczucie sprawiedliwości i styl życia. Dwie osoby moga sie bardzo kochac i rownoczesnie miec zupelnie inne podejscie do pieniedzy, albo tak jak Pan pisze w ogóle mozliwosci zarobkowania, oszczedzania czy podejmowania ryzyka finansowego.  Gdy jedna osoba zarabia wiecej moga pojawic się poczucie zaleznosci, władzy, wstydu czy nierówności w decyzjach. Najważniejsze w takich sytuacjach to mimo trudnosci ktore pojawiają sie przy temacie pieniedzy jednak probowac regularnie rozmawiac - jak widzimy wspolna przyszlosc, rozne scenariusze, co daje poczucie bezpieczenstwa kazdej ze stron, czego boimy sie finansowo, jak wygladał temat finansowy w domu, jak w przyszlosci chcielibysmy zarządzac pieniedzmi - czy dzielimy sie po równo, a kazdy ma inna kwote do odłozenia, czy propocjonalnie do zarobków. Normalnym też jest, ze aktualnie moze sytuacja wygląda w ten sposób, ale zycie pisze rozne scenariusze i role mogą sie mimo wszystko jeszcze obrócić. Proszę się zastanowić co poza pieniędzmi moze budzic też lęki w aktualnej relacji, bo tam może byc bardziej trafna, albo pomocnicza odpowiedź.

22 godziny temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Panie Dawidzie,

 

Uważam że w tej relacji widać coś bardzo ważnego: jest bliskość i realna chęć bycia razem ale też zderzenie dwóch różnych rzeczywistości finansowych, które zaczyna wchodzić w emocje.Sądzę, że ważne nie jest samo to, kto ile zarabia, tylko to, jak para „ustawia” wspólne życie wokół tej różnicy. Jeżeli jedna strona proponuje wyjazdy i aktywności a druga realnie nie ma przestrzeni finansowej, to nawet przy dobrej woli może pojawić się napięcie i poczucie presji po obu stronach. Warto to nazwać wprost, bez tłumaczenia się: „mogę X, ale Y już nie, i potrzebuję, żebyśmy szukali form, które są dla nas obu realne”.Druga rzecz: jego umniejszanie własnych osiągnięć i próba „zrównania się” z Panem raczej nie pomaga. To może wynikać moim zdaniem z chęci zmniejszenia dystansu emocjonalnego, ale efekt bywa odwrotny,bo zamiast ulgi pojawia się dysonans i irytacja. Tu też przydałaby się szczerość: że nie potrzebuje Pan ani litości, ani umniejszania jego pozycji, tylko partnerstwa opartego na uczciwym uznaniu różnic.Jeśli chodzi o zazdrość, sądzę że to nie jest sygnał „gorszości”, tylko informacja o ważnej potrzebie bezpieczeństwa i sprawczości. Ona nie musi prowadzić do porównywania się w kategoriach „kto jest z tyłu”, bo to bardzo szybko zaczyna niszczyć relację od środka.W praktyce często pomaga ustalenie prostego modelu: każdy daje tyle, ile może (finansowo i organizacyjnie), albo planowanie wspólnych spotkań w wersji „budżetowej”, które nie są mniej wartościowe, tylko inne.Najważniejsze według mnie jest chyba to, żeby nie próbować „wyrównać się” kosztem siebie ani nie udawać, że różnica nie istnieje. Ona istnieje, pytanie brzmi, czy da się ją tak oswoić, żeby nie stała się źródłem wstydu, presji i frustracji.Jeśli rozmowa między Państwem jest możliwa w spokojnym tonie, to ona będzie tu bardziej decydująca niż same liczby.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

22 godziny temu
Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Pana sytuacja wydaje się dotyczyć nie tylko samej różnicy zarobków, ale także obaw o nierówność w relacji, zależność i poczucie własnej wartości jako partnera. Takie uczucia często pojawiają się w momencie, gdy relacja staje się poważniejsza.

Frustracja i zazdrość nie czynią z Pana złego partnera. Są raczej sygnałem ważnych potrzeb i lęków, którym warto się przyjrzeć. Z Pana opisu wynika, że partner stara się pokazać, że związek jest dla niego ważniejszy niż kwestie finansowe, choć możliwe, że inaczej rozumie Pańskie obawy.

Może warto spróbować porozmawiać z nim nie tylko o pieniądzach, ale także o tym, jak różnice finansowe wpływają na Pana lęk przed zależnością czy poczucie bycia „gorszym”. W związku partnerskim nie zawsze wnosi się równy wkład finansowy, dlatego ważne jest budowanie relacji opartej na wzajemnym szacunku i uwzględnianiu potrzeb obu stron.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

17 godzin temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
W tej sytuacji problemem nie wydają się być tylko pieniądze, ale to, co ta różnica w zarobkach zaczyna uruchamiać w Panu: porównywanie się, poczucie „bycia z tyłu”, obawę przed zależnością czy utratą partnerstwa. U Pana nasiliło się to, kiedy relacja stała się poważniejsza i pojawiły się myśli o wspólnej przyszłości. Warto się zastanowić, może Pana partner rzeczywiście nie przeżywa tej różnicy tak, jak Pan. To, że proponuje wspólne wyjazdy, może być formą budowania relacji, a nie oceną Pana sytuacji finansowej. Jednocześnie rozumiem, że kiedy ktoś mówi „pieniądze nie mają znaczenia”, a sam zarabia znacznie więcej, może to budzić frustrację, bo pieniądze mają mniejsze znaczenie, kiedy się je ma. Odnoszę też wrażenie, że dla Pana ważna jest niezależność i poczucie równości w związku. To wartościowe, ale czasem może prowadzić do przekonania, że „jeśli nie mogę dawać tyle samo finansowo, to jestem gorszym partnerem”. Tymczasem partnerstwo nie zawsze oznacza identyczny wkład materialny. W relacji liczy się też obecność, zaangażowanie, lojalność, bezpieczeństwo czy sposób budowania więzi. Może warto byłoby spróbować odejść od myślenia „albo wszystko po równo, albo jestem utrzymywany” i poszukać bardziej elastycznego modelu. Np. wspólne aktywności dostosowane do Pana możliwości finansowych albo otwarta rozmowa o tym, co w tej sytuacji jest dla Pana trudne emocjonalnie. To, że pojawia się w Panu zazdrość czy irytacja, nie czyni z Pana złego partnera. Czasem są to emocje związane bardziej z własnym poczuciem wartości i porównywaniem się niż z tą drugą osobą. I właśnie temu warto się spokojnie przyjrzeć, zamiast oceniać siebie za te reakcje.

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

21 godzin temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Dawidzie,

Pana frustracja i zazdrość są zrozumiałe, ponieważ zderzenie dwóch różnych standardów życia uderza w Pana poczucie godności i sprawstwa. Problem polega na tym, że partner, chcąc być miłym, umniejsza swoje sukcesy, co dla Pana jest bolesne, bo on bagatelizuje zasoby, o które Pan musi ciężko walczyć. Partnerstwo nie musi jednak oznaczać wydawania co do złotówki tyle samo – prawdziwa równość polega na wzajemnym zrozumieniu swoich ograniczeń i wspólnym planowaniu wydatków proporcjonalnie do możliwości.

Warto szczerze powiedzieć partnerowi, że jego pocieszanie przynosi odwrotny skutek i że potrzebuje Pan, aby on realnie uznał Pana sytuację finansową, zamiast udawać, że różnice nie istnieją. Proszę spróbować przedefiniować partnerstwo jako równe zaangażowanie, a nie równe zarobki. Jeśli planujecie przyszłość, jedynym wyjściem jest wypracowanie modelu, w którym Pan nie będzie musiał wybierać między poduszką finansową a wspólnym czasem, bo to właśnie ten brak balansu rodzi w Panu poczucie bycia „zabawką”, przed którym tak bardzo chce się Pan obronić.

Powodzenia

Bożena Nagórska

21 godzin temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Nie byłam w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko dbałam. Teraz partner ma kogoś nowego, a ja chcę odpowiedniej relacji.
Dzień dobry. Piszę, ponieważ potrzebuję wyrzucić z siebie to, co dla mnie trudne i żeby łatwiej mi było poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Mam 28 lat, byłam w prawie 6 letnim związku z mężczyzną. Był to mój pierwszy tak długi i poważny związek, który chciałam budować na solidnych fundamentach. Sama długo bałam się takiej relacji, otwarcia się na drugą osobę, gdyż u mnie w domu nie mówiono nigdy o uczuciach, emocjach. Ale zaangażowałam się na tyle, na ile umiałam. Pytałam go o wiele aspektów, dzieliłam się swoimi lękami, myślami. Mój mężczyzna miał wiele dobrych cech - był pomocny, nie krytykował mnie, nie oceniał, był mądry i atrakcyjny fizycznie dla mnie. To, co mnie w nim zaintrygowało to wysoka inteligencja, spokój, tajemniczość, w pewien sposób było to dla mnie urocze. Miał wiele pasji, w których się realizował. Cieszyliśmy się wspólnymi podróżami. Problemem z czasem okazało się kilka aspektów. Mianowicie to, że ma problem z patrzeniem w oczy, nie tylko mi, ale i innym ludziom, to, że nie inicjował rozmów o moich wartościach, uczuciach, nie mówił mi komplementów sam z siebie, tylko musiałam mu powiedzieć, że chciałabym, żeby chciał to mówić, żeby mnie doceniał, mówił wgl co myśli na tematy uczuciowe. Miałam wrażenie, że musiałam się bardzo dopraszać o to, żeby był ciekawy tego, co jest we mnie w środku. Jednocześnie, gdy mu mówiłam na czym mi zależy, to potem pytał o to, ale miałam wrażenie, że to nie dlatego, że chciał to wiedzieć, ale że ja mu powiedziałam, że chciałabym, żeby był tego ciekawy. Zauważyłam też, że np. jak byliśmy w górach, w które oboje uwielbiamy jeździć, to mógł iść całą drogę w milczeniu nic nie mówiąc, o ile ja nie zaczęłam jakiegoś tematu. Sprawiał wrażenie bardzo zamkniętego w sobie, nawet jak mówiłam, że może odezwałby się do swoich dawnych znajomych, to mówił, że może to zrobi, ale tego nie realizował. Więc ja brałam go na wiele spotkań z moimi znajomymi, bo chciałam, żeby spędzał czas z ludźmi, żeby nauczył się rozmawiać z nimi. Ale jak gdzieś byliśmy to ja głównie myślałam o tym jak inni go odbierają, że siedzi tak cicho, z miną jakby nie chciał wcale tam być (choć powtarzał mi często, że po prostu ma taki wyraz twarzy, co mnie męczyło). Czułam w pewnym momencie, że jest dla mnie takim kamieniem, że to ja muszę dbać o dobrą atmosferę, ja muszę go rozśmieszać, ożywiać. Przez ostatnie 2 lata popadłam w lęki, ze inni wokół się zaręczają, my nie rozmawiamy na ten temat (też z mojej winy, bo miałam tendencję do uciekania przed tym tematem). Wszyscy wokół mnie pytali kiedy ślub, czy trzeba mojego chłopaka motywować do kolejnego kroku. Też na różnych imprezach - weselach itd, jego znajomi czy rodzina mówili często, żeby się mną zajął odpowiednio. Czułam się z tym tak, jakby on był gorszy, nie był wystarczająco męski, żeby samemu o to zadbać i inni też muszą się o niego tak martwić. Też jak miałam w sobie wiele emocji, chęci ucieczki, smutku, to nie rozmawiał ze mną, tylko siedział albo odchodził i zostawiał mnie z tym samą, nie motywował mnie do powiedzenia co się dzieje. Ja musiałam potem zaczynać ten temat, dlaczego mnie z tym zostawił itd. Czułam, że ze wszystkim jestem sama, że on mnie nie rozumie i on nie czuje się rozumiany przeze mnie. Że to ja dużo się dobijam do niego, a on mi pozostawia z jednej strony wolność, ale z drugiej nie walczy o to, żebym ja uporała się też ze swoimi trudami. Ale długi czas biłam się z tym czy się rozstać, bo balam się jak on sobie poradzi z rozstaniem, skoro nie ma żadnych znajomych i ani jednego bliskiego przyjaciela. Ale z drugiej strony nie miałam siły na rozmowy, dalszą walkę po takim czasie. Nie czułam się też w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko musze dbać, chyba, że powiem, że to za dużo już dla mnie. Chciałam mieć obok siebie kogoś, kto sam zauważy, gdy się przeciążam, gdy powinnam odpocząć itd. Miałam też w sobie poczucie winy, że nie doceniam wystarczająco tego co on mi daje, bo naprawdę się starał, na tyle na ile mógł i na ile dopuszczał mnie do swojego wnętrza. I myślałam, że problem jest we mnie, że się denerwuję niepotrzebnie, nie czuję miłości romantycznej choć powinnam. Ale już nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że moim zdaniem lepiej byłoby odpuścić i się rozstać. No i przez ostatnie 2 lata bycia razem bardzo się męczyłam, dusiłam, wpadłam w ataki lękowe, a po rozstaniu mam znowu różne stany - raz jestem pełna pozytywnej energii, a raz jestem tak zdołowana, że nie umiem wejść w bliską relację... Dowiedziałam się też, że jakieś 2 tygodnie po rozstaniu mój był chłopak zaczął się spotykać z jakąś dziewczyną i obecnie są razem, więc też pojawiają się we mnie myśli, że to ja nie byłam zdolna do utworzenia dobrej relacji. Skoro on już w jakąś wszedł. No i że jemu tak krótko zajęło przejście z uczuciami na kogoś innego. Choć też rozmawiałam z wieloma osobami po rozstaniu na temat jego zachowania i sugerowali, ze ich zdaniem może on mieć zaburzenia typu Asperger i nawet by mi się to zgadzało z jego zachowaniem. Mam potrzebę chęci ucieszenia się drugim człowiekiem, żeby ktoś ucieszył się mną, bycia wzajemnie wdzięcznym za siebie, otwartym na swoje trudności, myśli, emocje, kto będzie chciał się na mnie otworzyć i podzielić tym, co w nim siedzi. No i mam poczucie, że on nie zabiega tak o relacje, ciężko się z nim rozmawia, bo wydaje się być cały czas zestresowany, a ktoś go zechciał, zainteresował się nim, a mną nie.. Ciężko mi zaakceptować fakt, ze choć chciałam, starałam się na tyle na ile umiałam w danym momencie, to nie wyszła ta relacja i być może on szybko weźmie ślub z nową dziewczyną. Ja będąc jeszcze 2 ostatnie miesiące w związku zaczęłam terapię. Uczę się na niej jak mówić o moich emocjach, trudach, jak przełamywać bariery - w sumie to jest to, co myślałam, że rozwinę w relacji z mężczyzną. A mój były chłopak nie chciał sam iść na terapię, mówił, że chyba lekarz mi tylko pomoże uporać się z moimi lękami, bo on nie jest w stanie tego zrobić, ale sam nie chciał niczego przepracować z psychologiem. W sumie nie mam żadnego konkretnego pytania, ale chętnie przeczytam co Państwo myślą o tej sytuacji.
Trudny kontakt z przyjacielem po pewnej sytuacji w pracy. Czy powinienem kontynuować próby kontaktu czy odpuścić?
Witam, Od pewnego czasu czuję się nieco przytłoczony. W wyniku niefortunnych wydarzeń ktoś odszedł z mojego życia i się ciągle zastanawiam czy tak naprawdę jestem winny tej sytuacji? Zaczynając od początku - ktoś, kogo miałem za przyjaciela, dostał w pracy wiadomość mailową z mową nienawiści w stosunku do siebie. Pomiędzy nim a drugim członkiem zespołu eskalował konflikt w dosyć dużej mierze i w pewnym momencie po prostu padło oskarżenie na tego drugiego Pana. Z tym, że śledztwo wewnętrzne z firmy nic nie wykazało. Mój przyjaciel strasznie naciskał, żebym się za nim wstawił i wypowiedział - w pewnym momencie byłem już gotowy, ale się wycofałem na sam koniec. W odpowiedzi usłyszałem, że zawiodłem Jego zaufanie, przestał wszystkim w pracy ufać i chciałby pozostać na stopie służbowej kończąc bliższą relację. Nie będę ukrywać, że łapię się na tęsknocie za Nim. Fajnie nam się rozmawiało, śmiało. Jak miałem okazję być na osobności z Nim ostatnio to powiedziałem "gdyby Ci kiedykolwiek naprawdę zależało to spróbowałbyś się dogadać" i od tamtej pory jest cisza, bo się mijamy. Zastanawiam się czy stopniowo znowu próbować zainicjować rozmowę, szukać kontaktu czy może lepiej odpuścić?
Mam problem z gadulstwem - co zrobić, żeby się trochę powstrzymać?
Witam serdecznie. Mam problem z gadulstwem. Osobiście uważam że buzia na ozdobę nie jest i po to człowiek ma usta aby mówił a nie milczał. Generalnie zawsze każdy ma mnie za gadułę i głośna osobę ale jedni to lubią inni nie i wszystko jakby w normie ale w pracy jednak już zaczynam mieć przez to problemy bo donoszą ludzie ze za często mnie widzą na korytarzu wiecznie gadająca zatrzymująca ludzi a szef mówi że obowiązki są częściej zaniedbywane... Jest w tym racja. Ludzie mnie przepraszają ucinają rozmowy bo muszą jednak swoje obowiązki wykonać pracować i coraz więcej osób już moja osoba wkurza i to już sama wyraźnie ostatnio widzę, nawet bezpośrednio dostaje reprymendę. Ja mam problem z tym że ja mam dużą potrzebę komunikacji, integracji z ludźmi a 8h w pracy w pokoju z jedną osobą i to na dobitkę cichą to więzienie nie do zniesienia. I sama zrezygnuje z pracy w krotce bo to ponad moje moce psychiczne a z księgowej się przebranżowić na inny zawód swoją drogą.... Bardzo dobrze mi się pracowało w sklepiedzialo się byli ludzie z każdy m można było zagadać nawet po zdaniu to za tyle osób co się w ciągu dnia przewinęło to mi wystarczyło a nikt nie musiał mnie przepraszać bo go zatrzymuje bo było tyle osób że uzbierało się z każdym po zdaniu dwa (no nie dosłownie każdym 100 prcentale chodzi o uproszczenie uogolnienie....skrót myślowy ). I już sama jestem świadoma ostatnio tego że moje gadulstwo staje się nie tylko czasem uciążliwe bo to od zawsze było ale jiz problematyczne i to dość mocno i mnie sama męczy. Nawet przyjaciółka ma mnie dość mojego gadania nawet od 3 do 5h na telefonie (wyjechała na tok więc na telefon) i nie odbiera często. Jak nauczyć się milczeć na potrzeby sytuacji powstrzymywać gadanie. Nie każdy jest milczkiem a jak mówię no na to usta mamy a nie żyć w swojej głowie. Jestem zfrustrowana. Bardzo proszę o radę. Pozdrawiam
Córka 18 lat po rozstaniu z chłopakiem w spektrum autyzmu – jak poradzić sobie z jego nowym związkiem?
DZIEN DOBRY. Córka spotykała się z chłopakiem, był bardzo nieśmiały . Okazało się ze jest pod opieką psychologa na terapii. Córka bardzo go wspierała w całej terapii, cieszyła się z każdego sukcesu. Miał wahania nastroju ale zawsze było to spowodowane lekami i nerwowa i beznadzieją sytuacja w domu . Fajnie spędzali czas, uczyli się wszystkiego razem ( pierwszy pocałunek, przytulanie ). Rozmawiał tylko z córką, przy nas mało się otwierał- pomyślałam taki typ. Okazało się ze dostał diagnozę zaburzenia spectrum autyzmu. I Wtedy jeszcze bardziej się wycofał, ale córka nadal go wspierała . Jest na terapii około 4 lat corka nawet sugerowała aby zmienił lekarza bo nie widać było efektów . Aż w końcu córka poddała się , poprosiła o przerwę. (trwała około 2 miesiacy). Potem się spotkali i zadecydowali o rozstaniu. Córka powiedziała ze będzie na niego czekała a on ma nad sobą pracować, tak razem uzgodnili. Nagle okazało się ze on ma nowa, a mi serce pęka . cała robotę terapeutyczną wykonała moja córka…..a teraz tamta spija śmietankę…..nagle zrobił się taki lowelas…..ze nagle z tak nieśmiałego chłopaka zrobił się otwarty na nowa relację. i to tak szybko. jest bardzo zaburzony. Jak sobie z tym poradzić ?? córka lat 18 .
Chłopak nie odzywa się po rozmowie o zaufaniu i wierności - co robić?
Mam problem. Bo mój chłopak nie odzywa się już drugi dzień do mnie nie wiem czy się na mnie obraził czy co i nie odpisuje na moje wiadomości i nie wiem co robić. Poszło o to, że powiedziałam mu ostatnio o zaufaniu i wierności, że to jest podstawa. A on myślał, że chodziło mi o to, że to co mu powiedziałam o wierności i zaufaniu to myślał, że ja widziałam jak jego była polubiła jego zdjęcie na Facebooku a ja tego nie widziałam, bo mnie jego była zablokowała na Facebooku więc siłą rzeczy nie mogłam widzieć, że polubiła zdjęcie. Ja mu wszystko powiedziałam co i jak i go przepraszałam za to, bo mam wrażenie że się na mnie obraził. I nie wiem co robić dalej z tym i z nim i czy się jeszcze do mnie odezwie i czy mu obrażanie się na mnie mu przejdzie i dać mu czas na odezwanie się. Proszę o radę co robić i co o tym w ogóle myśleć?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.