Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Związek na odległość: wyzwania w relacji z partnerką z dziećmi

Witam, jestem z zwiazku na odleglosc, moja partnerka ma dzieci. Ja wlasciwie zakochalem sie w niej a nie w jej dzieciach - jestem pierwszy raz w takiej sytuacji i zawsze myslalem, ze nie jest to problem, i moglbym latwo nawiazac wiez. Niestety ciezko mi to okreslic, pewnie czas pokaze ale mam wrazenie, ze nie moglbym sie na prawde zwiazac emocjonalnie z jej dziecmi, i nie czulbym sie naturalnie gdyby np. Mowily do mnie tato - maja swoich ojcow. I skoro mowa o ich ojcach uwazam, ze kwestie finansowe powinny spoczywac na ich rodzicach, teraz zarabiam dobrze ale po powrocie do kraju moje finanse zmniejsza sie kilkukrotnie i jeszcze gdybym mial brac udzial w finansowaniu nie swoich dzieci to moje zycie polegaloby tylko na jedzeniu i pracy. To kwestia finansowa - mam tylko nadzieje, ze z mojej wypowiedzi nie wynikaja jakies negatywne cechy charakteru. Kwestia podejscia do wydatkow - ja jestem bardzo oszczedny i podchodze bardzo ostroznie do wydawania nawet jak mam pieniadze. Moja partnerka budzet koncentruje nawet kosztem siebie wokol dzieci - byc moze calkiem naturalnie, tylko tutaj sila rzeczy nie bede umial patrzyc na to jak, odmawia sobie jedzenia bo musi zaplacic za wycieczke szkolna - w rezultacie pewnie bede wydawac pieniadze posrednio “na nie swoje dzieci” (to co pisze brzmi troche niezrecznie i dziwnie). Poza tym - ona nie chce podnosic alimentow, wydaje na rzeczy ktore uwazam sa niekonieczne i zbedne ale jezeli dzieci bardzo chca.. to robi wszystko zeby zaspokoic ich potrzeby. Ja tak nie potrafie - sa pewne priorytety na ktore planuje budzet a reszta to dodatki. Kolejna kwestia - czas. Ja chce spedzac go jak najwiecej z nia… nawet teraz kiedy widzimy sie raz na dlugi czas mam wrazenie, ze moglaby rozplanowac go bardziej dla nas jednak odnosze chwilami wrazenie, ze dla niej “czas dla nas rowna sie czas dla nas i dzieci”. Ostatnia noc przed wyjazdem - mam ochote wykorzystac czas maksymalnie i mysle sobie w glebi - fajnie jakby wyslala dzieci do babci… ale u niej wyglada to nieco inaczej. Kolejna kwestia dot. Czasu - kieds byla sytuacja ze partnerka musiala wstac wczesniej do pracy - wiec jak rozumiem w takie dni dzieci organizuja sobie sniadanie same - ona bez zadnego porozumienia, rozmowy mowi “wstaniesz rano i przyszykujesz sniadanie dzieciom”. Raz ze moga zrobic to same dwa to czas mojego urlopu i mam ochote odespac czas pracy a trzy… moze to nic wielkiego ale mam wrazenie ze takie podejscie moze “sie rozrosnac” i w kazdym wolnym czasie bede slyszec “zrob, zawiez, kup, musisz”. Ja osobiscie uwazam, ze najpierw powinno sie takie kwestie omawiac i szukac ewentualnie kompromisu - ja wlasciwie staram sie totalnie nie dzielic/narzucac swoich obowiazkow na kogos innego. Ostatnia rzecz - przepraszam i mam nadzieje, ze to nie problem, ze tak duzo pisze. Kocham podroze, chcialbym ulozyc zycie tak zeby moc czesciej robic sobie wolne i leciec gdzies pozwiedzac - najchetniej z nia ale nie ma tyle urlopu a dwa - nie bylbym w stanie finansowo tego udzwignac kilka razy w roku na dwoje - nie mowiac juz 4 bo wtedy musialbym zapomniec totalnie o jedynej wlasciwie rzeczy w zyciu ktora daje mi satysfakcje - nie umiem z nia o tym porozmawiac bo czuje, ze bylaby zawiedziona i wyniknalby z tego konflikt. Podsumowujac - kocham ja ale jednoczesnie w zwiazku z tym ze ma dzieci nie chcialbym rezygnowac ze swojego zycia ktore sobie zbudowalem w oparciu o moje potrzeby a ona chyba uwaza, ze “powinna mi narzucic jej realia bo tak wyglada zycie”.
User Forum

On 7

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dobry wieczór,

 

Dziękujemy za przesłaną wiadomość....za tak szczerą wypowiedź. Widać, że naprawdę kocha Pan swoją partnerkę ale jednocześnie jest Pan bardzo rozdarty między uczuciami a swoimi potrzebami i granicami. To nie czyni z Pana złego człowieka tylko zwyczajnie jest Pan uczciwy wobec samego siebie. Ja to tak "widzę".

Napisał Pan, że nie czuje się gotowy na rolę ojca dla dzieci partnerki, że martwią Pana finanse, czas, odpowiedzialność – to są realne, ważne sprawy a nie „negatywne cechy charakteru”. Wiele osób w podobnej sytuacji czuje dokładnie to samo, tylko boi się to powiedzieć na głos.

Najbardziej porusza mnie to, że obawia się Pan rozmawiać z partnerką, żeby jej nie zranić. Uważam, iż szczera rozmowa o potrzebach i granicach wydaje się tu kluczowa – nie jako atak, tylko jako próba zobaczenia, czy da się znaleźć przestrzeń, w której oboje nie będziecie Państwo musieli rezygnować z siebie.

Ma Pan prawo chcieć miłości ale też prawo chcieć swojego życia. Jedno nie musi wykluczać drugiego – tylko wymaga dużo szczerości po obu stronach.

 

Jeśli potrzebuje Pan podzielić się jeszcze czymś lub zapytać, zapraszam do udzielania się na naszym forum.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Dziękuję za podzielenie się swoim szczegółowym i szczerym opisem sytuacji. Rozumiem, że jesteś w trudnym momencie, starając się pogodzić swoje uczucia, potrzeby i oczekiwania z realiami związku z partnerką, która ma dzieci. Postaram się pomóc Ci przeanalizować Twoje obawy i podpowiedzieć, jak można podejść do tej sytuacji.
  Z Twojego opisu wynika, że najbardziej zależy Ci na relacji z partnerką, ale czujesz się niekomfortowo z tym, jak wygląda relacja z jej dziećmi i jak są one postrzegane w kontekście Waszego związku. To naturalne, że nie od razu można się zaadaptować do takiej sytuacji, szczególnie jeśli po raz pierwszy masz do czynienia z tymi wyzwaniami. Warto jednak pamiętać, że budowanie więzi z dziećmi to proces, który wymaga czasu i cierpliwości. Nie musisz od razu czuć się z nimi jak z własnymi, ale ważne jest, aby zachować szacunek i otwartość. Twoje obawy dotyczące finansów są zrozumiałe. Wspieranie dzieci partnerki powinno być sprawą jej i ich ojca, a nie Twoją osobistą odpowiedzialnością. Jeśli Twoje finanse mają się zmniejszyć, warto to jasno i spokojnie omówić z partnerką, wyjaśniając, że obecnie nie jesteś w stanie uczestniczyć w wydatkach wykraczających poza Wasz wspólny budżet. Szczerość i wyznaczenie granic jest kluczowa, aby uniknąć nieporozumień i frustracji.
 Twoje podejście do oszczędzania i priorytetów jest naturalne i odpowiedzialne. Warto, abyś otwarcie wyraził swoje stanowisko, aby partnerka zrozumiała Twoje motywacje. Jednocześnie można poszukać kompromisu, np. wspólnie ustalić, na co można wydać więcej, a co warto odłożyć. Ważne jest, byście rozmawiali o tym, zamiast zakładać, że "ona zawsze" musi się dostosować. 
  Z opisu wynika, że czujesz się zaniedbany pod względem czasu z partnerką, a jej podejście do obowiązków wobec dzieci może wydawać się dla Ciebie nie do końca sprawiedliwe lub zrównoważone. Warto wyrazić swoje uczucia i potrzeby w spokojny sposób, podkreślając, że zależy Ci na wspólnym czasie i chęci, żebyście mogli go razem planować. Równocześnie ważne jest, aby partnerka miała czas dla dzieci i obowiązków, ale równie ważne jest, aby Wasza relacja nie została zaniedbana. Odnośnie do obowiązków, zwłaszcza w sytuacjach, gdy partnerka wymaga od Ciebie działań bez wcześniejszej rozmowy, są zrozumiałe. Kluczowe jest, abyście wypracowali jasną komunikację i wspólne podejście do obowiązków, aby nie czuć się przeciążonym i żeby szanować swoje granice. Twoja miłość do podróży i chęć cieszenia się życiem są ważne. Warto, abyś otwarcie porozmawiał z partnerką o swoich marzeniach i potrzebach, tłumacząc, że dla Ciebie ważne jest utrzymanie równowagi między życiem osobistym a rodzinnym. Szukanie kompromisów, np. wspólnych wyjazdów lub planowania czasu wolnego, może pomóc w realizacji tych pragnień.

1 miesiąc temu
Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Dzień dobry,

Dziękuję za szczere podzielenie się swoimi odczuciami, domyślam się, że mogło wywołać to wiele trudnych emocji. To całkowicie normalne, że zakochał się Pan w partnerce, nie jej dzieciach, jednak warto pamiętać że są i będą one ważną częścią jej życia. Warto zastanowić się, jak Pan chce dopasować się do tej „układanki”, jaką rolę chce Pan odgrywać w życiu partnerki i jej dzieci, ponieważ trzeba pamiętać że będąc z ich matką staje się Pan również obecny w ich życiu. Istotną kwestią jest również określenie granic w kwestiach finansowych. Szczera rozmowa na ten temat może rozwiać wątpliwości i obawy, które Pan opisał.  Jeśli nie dzielił się Pan swoimi przemyśleniami z partnerką to jej rzeczywistość wygląda inaczej niż Pana. Postępuje ona zgodnie z tym co widzi, na co Pan się pośrednio godzi. Warto więc informować partnerkę o granicach jakie Pan chciałby utrzymać względem jej dzieci jak i Waszego wspólnego życia. Kluczowe jest zadanie sobie pytania czy jest Pan w stanie zaakceptować fakt, że dzieci zawsze będą dla partnerki na pierwszym miejscu? Partnerka nie przestanie być matką, a to zawsze będzie wywoływało pewnego rodzaju kompromis w momencie „wyboru” między Panem a dziećmi. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Psycholog

1 miesiąc temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Rozumiem Pana wątpliwości i to, że budzą one w Panu poczucie winy. Z tego, co Pan opisuje, nie wynika brak empatii ani "złe cechy charakteru”, tylko bardzo realistyczne zderzenie dwóch różnych światów. Pokochał Pan partnerkę, ale nie czuje Pan gotowości ani potrzeby, by przejąć rolę ojca, współfinansować życie jej dzieci czy podporządkować swój czas, budżet i styl życia realiom rodziny z dziećmi. To uczciwe wobec siebie i wobec niej.

Problemem nie są same dzieci, lecz to, że macie inne oczekiwania co do granic: finansowych, czasowych i odpowiedzialności. Dla Pana „czas dla nas” oznacza bycie we dwoje, dla niej naturalnie obejmuje on także dzieci. Pan potrzebuje rozmowy, ustaleń i kompromisów, ona częściej zakłada, że Pan się dostosuje, bo „tak wygląda życie”. To nie jest kwestia racji, tylko kompatybilności.

Jeśli nie potrafi Pan otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach z obawy przed konfliktem, to jest sygnał ostrzegawczy. Długofalowo taka relacja będzie wymagała od Pana coraz większych rezygnacji, a to zwykle prowadzi do frustracji i żalu. Warto zadać sobie pytanie nie tylko „czy ją kocham”, ale też „czy jestem gotów żyć w realiach, które są dla niej niezmienne”. Bez szczerej rozmowy o granicach ta relacja może stać się dla Pana bardzo obciążająca.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka 

1 miesiąc temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


pisze Pan bardzo szczerze i widać, że mocno się Pan nad tą relacją zastanawia. To, że pojawiają się wątpliwości, nie czyni Pana egoistą ani „złym” człowiekiem. Jest Pan w sytuacji, która obiektywnie jest trudna, bo wchodzi Pan w świat, który nie był przez Pana wybierany od początku i który ma swoje twarde realia.

 

Nie ma nic nienaturalnego w tym, że zakochał się Pan w partnerce, a nie w jej dzieciach. Nie każdy mężczyzna od razu (albo w ogóle) czuje potrzebę budowania relacji rodzicielskiej z cudzymi dziećmi. One mają swoich ojców i to nie jest Pana obowiązek, by wchodzić w rolę „taty”. Podobnie z finansami, ma Pan pełne prawo obawiać się sytuacji, w której odpowiedzialność zacznie się przesuwać na Pana, zwłaszcza jeśli po powrocie do kraju Pana możliwości finansowe wyraźnie się zmniejszą. Ostrożność w wydawaniu pieniędzy to cecha, a nie wada.

 

Bardzo ważne jest też to, co Pan pisze o czasie i granicach. Dla Pana czas we dwoje jest kluczowy, dla niej naturalnie pierwszeństwo mają dzieci. Problem nie polega na tym, że ona jest „zła” albo Pan „niewystarczający”, tylko na tym, że macie różne oczekiwania co do tego, jak wygląda wspólne życie. Kiedy pojawiają się sytuacje typu narzucanie obowiązków bez rozmowy, Pana niepokój jest w pełni zrozumiały, to właśnie w takich momentach rodzi się poczucie, że własne potrzeby zaczynają znikać.

 

Najważniejsze pytanie, które warto sobie teraz spokojnie zadać, brzmi: czy jest Pan gotów na życie, w którym dzieci zawsze będą na pierwszym miejscu, a Pana potrzeby często drugie? Bo tak wygląda rzeczywistość wielu związków z osobą mającą dzieci. Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „nie”, to nie jest porażka, tylko uczciwość wobec siebie i wobec niej.

 

Jeśli zdecyduje się Pan iść dalej w ten związek, bez rozmowy o granicach, finansach, czasie i Pana roli, napięcie będzie tylko rosło. A jeśli uzna Pan, że to nie jest życie, które chce Pan prowadzić, to również jest w porządku. Miłość nie zawsze wystarcza, gdy wizje codzienności bardzo się różnią.


Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

 

1 miesiąc temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Witam Pana.

Z tego, co Pan pisze, wynika bardzo wyraźnie, że nie ma z Panem nic złego. Ma Pan swoje granice, potrzeby i sposób widzenia życia. Problem nie polega na Pana charakterze, tylko na zderzeniu dwóch bardzo różnych modeli życia, które w długiej perspektywie mogą być trudne do pogodzenia. Zakochał się Pan w partnerce, a nie w roli ojczyma. To jest uczciwe i częste. Nie każdy potrafi lub chce budować emocjonalną więź z cudzymi dziećmi, zwłaszcza gdy mają swoich ojców. To, że nie czuje Pan naturalnej potrzeby, by być dla nich tatą, nie czyni Pana złym człowiekiem. To po prostu fakt, który ma ogromne znaczenie dla przyszłości tego związku. Kwestia finansów jest tu kluczowa. Ma Pan prawo uważać, że utrzymanie dzieci powinno spoczywać na ich rodzicach. Ma Pan też prawo obawiać się, że po powrocie do kraju Pana standard życia drastycznie się obniży. Jeśli już teraz widzi Pan, że partnerka przedkłada potrzeby dzieci ponad wszystko, nawet kosztem siebie, to bardzo możliwe, że w praktyce to Pan będzie tym, który zacznie łatać te braki. Nawet jeśli nie wprost, to pośrednio. Jeżeli to budzi w Panu opór, to jest sygnał ostrzegawczy, a nie egoizm. Podobnie z czasem. Dla niej czas z Panem i z dziećmi to jedno. Dla Pana to dwie różne rzeczy. To fundamentalna różnica. Ona funkcjonuje jako matka w trybie ciągłej odpowiedzialności. Pan potrzebuje relacji partnerskiej, intymności, wyłączności, planowania życia we dwoje. Tego napięcia nie da się rozwiązać dobrą wolą jednej strony. Niepokojące jest też to, że pewne obowiązki są Panu przypisywane bez rozmowy. Nawet jeśli to drobiazgi, pokazują schemat. Jeśli teraz nie ma przestrzeni na negocjacje, później może być jej jeszcze mniej. Na końcu są podróże i styl życia. Dla Pana to sens, wolność, satysfakcja. Dla niej, z uwagi na dzieci i urlop, to coś bardzo ograniczonego. Tu nie chodzi o kompromis typu raz tak, raz tak, tylko o to, że Wasze wizje życia są strukturalnie inne. Najważniejsze zdanie, jakie mogę Panu napisać, brzmi tak: miłość nie wystarcza, jeśli codzienne życie wymaga od jednej strony rezygnacji z siebie. Jeśli Pan już teraz czuje, że musiałby oddać zbyt wiele, żeby się dopasować, to to uczucie raczej się pogłębi, a nie zniknie. Nie musi Pan podejmować decyzji natychmiast. Ale absolutnie powinien Pan uczciwie nazwać te kwestie przed sobą, a w pewnym momencie także przed nią. Nie po to, by ją zranić, tylko by nie obudzić się za kilka lat z poczuciem, że żyje Pan cudzym życiem. To nie jest pytanie, czy Pan ją kocha. To jest pytanie, czy Pan jest w stanie i chce żyć życiem, które jest nieodłącznym pakietem tej relacji. Jeśli odpowiedź brzmi nie, to to nie jest Pana porażka. To jest świadomość.


pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Zmagania z przemocą domową i utratą uczuć do męża – jak sobie poradzić?

Dzień dobry, chciałabym poprosić o pomoc, bo przestaję sobie radzić sama ze sobą i swoimi emocjami. WYDAJE MI SIĘ, ŻE PRZESTAŁAM KOCHAĆ SWOJEGO MĘŻA W 2011r. poznałam teraźniejszego męża Grzegorza. Niestety od początku okazało się, że nadużywa on alkoholu i jest po nim agresywny. Ale zakochałam się. Po 3 miesiącach pierwszy raz mnie uderzył, w zasadzie poszarpał tylko. Po ok. dwóch latach będąc pod wpływem alkoholu, uderzył mnie w nos. Nie pamiętam jak, ale zamknęłam mu drzwi przez nosem i przez pół nocy wyzywał mnie pod balkonem. Wybaczyłam, bo kochałam. Na skutek problemów w pracy przenieśliśmy się wszyscy do innej miejscowości, wtedy to kolejny raz jego pięść znalazła się na mojej twarzy. Był pijany. Wtedy to gdybym nie uciekła z własnego domu, to pewnie skończyłoby się tragicznie. Z zakrwawioną twarzą wybiegłam z domu i wezwałam policję. I znów wybaczyłam. W 2020r. wzięliśmy ślub. Wiem, pytają Państwo, po co skoro pił i bił, ale obiecywał, że już nie będzie. Miał przerwę od picia aż do 2023, kiedy to w złości, że chcę go wyrzucić z domu, bo jest pod wpływem, zaczął rzucać walizką. W obronie stanął mój syn i tym razem to on był silniejszy (ma 16 lat) i uderzył męża. Poczułam wtedy, że wystarczy już, że mam dość. Jednak znowu wybaczyłam. Obiecałam sobie, że może ja gdzieś źle coś robię i postanowiłam się zmienić, być cierpliwą, dobrą żoną, ale przy każdej kłótni, a jest ich wiele, mąż prawie zawsze stara się stawiać na swoim, udowadniać swoje racje. Pewnie, gdybyśmy byli normalnym małżeństwem, to takie kłótnie można byłoby zażegnać, ale najgorsze jest to, że po tylu latach wzajemnych relacji zaczynam odczuwać niechęć do tego związku. Tyle razy mówiłam mu, że mam dość i chce się rozejść, potem po jego błaganiach, on wraca, bo wydaje mi się, że sama nie dam sobie rady z codziennością życia. Staram się ratować ten związek, ale nie potrafię wykrzesać z siebie żadnych uczuć, jakbym była głazem. Co jest nie tak ze mną? Nie wiem już sama, gubię się…. przerasta mnie to…

Chcę sobie pomóc, bym mogła pomagać bliskim. Męczę się z niską samooceną, poczuciem bezwartościowości i przez to - zazdrością.
Witam, mam problem sama ze sobą. Czuję, że jestem beznadziejna, nic mi nie wychodzi w życiu. Ciągle na kogoś wybucham. Płaczę o byle co. Jestem bardzo zazdrosna o każdego ( chodzi o mojego partnera). Mój partner chodzi na terapię ( i jestem zazdrosna nawet o terapeutkę, głównie chodzi mi o to, że ona mu pomoże a ja nie mogę, że to ona mu doradzi, a ja nie mam pojęcia co zrobić. Dodam, że rok temu właśnie mój partner zdradził mnie emocjonalnie). Czuję, że łatwo mnie zastąpić. Chcę być ważna dla innych... i ich wspierać, ale nie wychodzi mi to. Jest dobrze przez chwilę, a potem wszystko niszczę. Kładę się z myślą, że jestem beznadziejna i budzę się również z nią. Często mam ataki płaczu, ale to do takiego stopnia, że mam mdłości. Jak mam sobie pomóc i innym? Bo dopóki nie zajmę się sobą nigdy nie będę wystarczająco dobra dla moich bliskich.
Proszę mi pomóc, nie potrafię sobie poradzić,
Proszę mi pomóc, nie potrafię sobie poradzić, z czym co mnie męczy od dłuższego czasu. Wyobrażam sobie w głowie sytuację, której nie ma i na pewno nie będzie. Dyskutuje sama ze sobą na dany temat i sytuację. Np. bardzo bym chciała, żeby ktoś do mnie zadzwonił, napisał, chociaż wiem, że tak nie będzie, to układam sobie rozmowę. Bardzo mnie to męczy i nie potrafię się tego pozbyć z głowy
Jak radzić sobie z OCD: Wyzwania leczenia SSRI i psychoterapii
Dzień dobry, od około 2 tygodni przyjmuję leki z grupy SSRI na OCD, choruję na nie od wielu lat ale dopiero przez ostatnie około 2 lata przyjęło największe nasilenie. Uczęszczam też na psychoterapię. Problem jest taki, że nie wierzę w to, że mogę całkowicie wyzdrowieć. Po tym jak zaczęłam przyjmować leki czuję mniejsze napięcie i przede wszystkim zmniejszyła się u mnie psychosomatyka, ale nadal nie jest tak jak powinno być. Zdarzają się sytuacje gdy nadal bardzo paraliżuje mnie lęk, wszyscy oczekują, że teraz przez to, że biorę leki to będę żyć normalnie. Tylko co dla nich znaczy normalnie? Chodzę do szkoły, wychodzę czasami z rodziną w weekend. Nie spotykam się ze znajomymi, bo czuję się dla nich ciężarem. Obecnie mam przerwę świąteczną i wpadłam w jakiś dołek, jak chodzę do szkoły to czuję się średnio ale w domu jak widać też, z dnia na dzień coraz bardziej smutna. Rodzina ciągle mówi, że nie działa psychoterapia, na którą chodzę jakieś 2 razy w miesiącu, ciągłe komentarze, że nie ma niby poprawy mnie dobijają i wtedy przez 2 tygodnie tam nie chodzę. Miałam kiedyś terapię z inną osobą, tam chodziłam co tydzień ale kompletnie mi to nie pomogło, a potem wręcz szkodziło, ale mam wrażenie, że moim rodzicom bardziej się podobała ta poprzednia terapia, bo cytuję: "Mówiła im o czym rozmawiamy i były efekty" , lecz ten efekt trwał może dwa tygodnie. Obecnie efekty są lepsze dla mnie przede wszystkim mentalnie, przykro mi gdy rodzina jest tak niewierząca w efekty obecnej psychoterapii, bo idzie ona wolniej. Nikt nie pamięta jak chociażby na początku zeszłego roku bałam się wręcz wyjść z łóżka a teraz robię prawie wszystko, czego ode mnie wymagają ludzie wokół. Obawiam się tego, że leki całkowicie nie zadziałają, mam wrażenie, że czasami okłamuję sama siebie i terapeutę jak jest dobrze. Zawsze jak idę na sesję to faktycznie jest w miarę w porządku, lecz dosłownie dzień po zawsze coś się dzieje, nie wiem nawet jak to działa, że tak się dzieje... Bardzo chcę już żyć bez lęku w irracjonalnych sytuacjach, sam schemat myślenia przy OCD aż tak mi nie przeszkadza, wcześniej miałam sporo jego elementów ale nie odczuwałam lęku i żyło mi się doskonale. Nie wiem już co robić, nie chcę trafić do szpitala, ale pewnie tak będzie jak leki nie będą działać jeszcze lepiej, bardzo się boję dłużej nie żyć według tego "normalnego życia", którego wymagają ode mnie inni, bo pewnie sami mnie tam zamkną na żądanie...
Nie stać mnie na terapię, a bardzo jej potrzebuję
Potrzebuję pilnie terapi ale mnie na nią nie stać i mam problemy jeszcze ze zdrowiem plus depresje przez większość czasu (mówię o ostatnich 10 latach) , jak mam siebie namówić na terapię i leczenie, jak mam się podnieść i zdobyć na to wszystko ?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.