Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Związek na odległość: wyzwania w relacji z partnerką z dziećmi

Witam, jestem z zwiazku na odleglosc, moja partnerka ma dzieci. Ja wlasciwie zakochalem sie w niej a nie w jej dzieciach - jestem pierwszy raz w takiej sytuacji i zawsze myslalem, ze nie jest to problem, i moglbym latwo nawiazac wiez. Niestety ciezko mi to okreslic, pewnie czas pokaze ale mam wrazenie, ze nie moglbym sie na prawde zwiazac emocjonalnie z jej dziecmi, i nie czulbym sie naturalnie gdyby np. Mowily do mnie tato - maja swoich ojcow. I skoro mowa o ich ojcach uwazam, ze kwestie finansowe powinny spoczywac na ich rodzicach, teraz zarabiam dobrze ale po powrocie do kraju moje finanse zmniejsza sie kilkukrotnie i jeszcze gdybym mial brac udzial w finansowaniu nie swoich dzieci to moje zycie polegaloby tylko na jedzeniu i pracy. To kwestia finansowa - mam tylko nadzieje, ze z mojej wypowiedzi nie wynikaja jakies negatywne cechy charakteru. Kwestia podejscia do wydatkow - ja jestem bardzo oszczedny i podchodze bardzo ostroznie do wydawania nawet jak mam pieniadze. Moja partnerka budzet koncentruje nawet kosztem siebie wokol dzieci - byc moze calkiem naturalnie, tylko tutaj sila rzeczy nie bede umial patrzyc na to jak, odmawia sobie jedzenia bo musi zaplacic za wycieczke szkolna - w rezultacie pewnie bede wydawac pieniadze posrednio “na nie swoje dzieci” (to co pisze brzmi troche niezrecznie i dziwnie). Poza tym - ona nie chce podnosic alimentow, wydaje na rzeczy ktore uwazam sa niekonieczne i zbedne ale jezeli dzieci bardzo chca.. to robi wszystko zeby zaspokoic ich potrzeby. Ja tak nie potrafie - sa pewne priorytety na ktore planuje budzet a reszta to dodatki. Kolejna kwestia - czas. Ja chce spedzac go jak najwiecej z nia… nawet teraz kiedy widzimy sie raz na dlugi czas mam wrazenie, ze moglaby rozplanowac go bardziej dla nas jednak odnosze chwilami wrazenie, ze dla niej “czas dla nas rowna sie czas dla nas i dzieci”. Ostatnia noc przed wyjazdem - mam ochote wykorzystac czas maksymalnie i mysle sobie w glebi - fajnie jakby wyslala dzieci do babci… ale u niej wyglada to nieco inaczej. Kolejna kwestia dot. Czasu - kieds byla sytuacja ze partnerka musiala wstac wczesniej do pracy - wiec jak rozumiem w takie dni dzieci organizuja sobie sniadanie same - ona bez zadnego porozumienia, rozmowy mowi “wstaniesz rano i przyszykujesz sniadanie dzieciom”. Raz ze moga zrobic to same dwa to czas mojego urlopu i mam ochote odespac czas pracy a trzy… moze to nic wielkiego ale mam wrazenie ze takie podejscie moze “sie rozrosnac” i w kazdym wolnym czasie bede slyszec “zrob, zawiez, kup, musisz”. Ja osobiscie uwazam, ze najpierw powinno sie takie kwestie omawiac i szukac ewentualnie kompromisu - ja wlasciwie staram sie totalnie nie dzielic/narzucac swoich obowiazkow na kogos innego. Ostatnia rzecz - przepraszam i mam nadzieje, ze to nie problem, ze tak duzo pisze. Kocham podroze, chcialbym ulozyc zycie tak zeby moc czesciej robic sobie wolne i leciec gdzies pozwiedzac - najchetniej z nia ale nie ma tyle urlopu a dwa - nie bylbym w stanie finansowo tego udzwignac kilka razy w roku na dwoje - nie mowiac juz 4 bo wtedy musialbym zapomniec totalnie o jedynej wlasciwie rzeczy w zyciu ktora daje mi satysfakcje - nie umiem z nia o tym porozmawiac bo czuje, ze bylaby zawiedziona i wyniknalby z tego konflikt. Podsumowujac - kocham ja ale jednoczesnie w zwiazku z tym ze ma dzieci nie chcialbym rezygnowac ze swojego zycia ktore sobie zbudowalem w oparciu o moje potrzeby a ona chyba uwaza, ze “powinna mi narzucic jej realia bo tak wyglada zycie”.
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dobry wieczór,

 

Dziękujemy za przesłaną wiadomość....za tak szczerą wypowiedź. Widać, że naprawdę kocha Pan swoją partnerkę ale jednocześnie jest Pan bardzo rozdarty między uczuciami a swoimi potrzebami i granicami. To nie czyni z Pana złego człowieka tylko zwyczajnie jest Pan uczciwy wobec samego siebie. Ja to tak "widzę".

Napisał Pan, że nie czuje się gotowy na rolę ojca dla dzieci partnerki, że martwią Pana finanse, czas, odpowiedzialność – to są realne, ważne sprawy a nie „negatywne cechy charakteru”. Wiele osób w podobnej sytuacji czuje dokładnie to samo, tylko boi się to powiedzieć na głos.

Najbardziej porusza mnie to, że obawia się Pan rozmawiać z partnerką, żeby jej nie zranić. Uważam, iż szczera rozmowa o potrzebach i granicach wydaje się tu kluczowa – nie jako atak, tylko jako próba zobaczenia, czy da się znaleźć przestrzeń, w której oboje nie będziecie Państwo musieli rezygnować z siebie.

Ma Pan prawo chcieć miłości ale też prawo chcieć swojego życia. Jedno nie musi wykluczać drugiego – tylko wymaga dużo szczerości po obu stronach.

 

Jeśli potrzebuje Pan podzielić się jeszcze czymś lub zapytać, zapraszam do udzielania się na naszym forum.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Dziękuję za podzielenie się swoim szczegółowym i szczerym opisem sytuacji. Rozumiem, że jesteś w trudnym momencie, starając się pogodzić swoje uczucia, potrzeby i oczekiwania z realiami związku z partnerką, która ma dzieci. Postaram się pomóc Ci przeanalizować Twoje obawy i podpowiedzieć, jak można podejść do tej sytuacji.
  Z Twojego opisu wynika, że najbardziej zależy Ci na relacji z partnerką, ale czujesz się niekomfortowo z tym, jak wygląda relacja z jej dziećmi i jak są one postrzegane w kontekście Waszego związku. To naturalne, że nie od razu można się zaadaptować do takiej sytuacji, szczególnie jeśli po raz pierwszy masz do czynienia z tymi wyzwaniami. Warto jednak pamiętać, że budowanie więzi z dziećmi to proces, który wymaga czasu i cierpliwości. Nie musisz od razu czuć się z nimi jak z własnymi, ale ważne jest, aby zachować szacunek i otwartość. Twoje obawy dotyczące finansów są zrozumiałe. Wspieranie dzieci partnerki powinno być sprawą jej i ich ojca, a nie Twoją osobistą odpowiedzialnością. Jeśli Twoje finanse mają się zmniejszyć, warto to jasno i spokojnie omówić z partnerką, wyjaśniając, że obecnie nie jesteś w stanie uczestniczyć w wydatkach wykraczających poza Wasz wspólny budżet. Szczerość i wyznaczenie granic jest kluczowa, aby uniknąć nieporozumień i frustracji.
 Twoje podejście do oszczędzania i priorytetów jest naturalne i odpowiedzialne. Warto, abyś otwarcie wyraził swoje stanowisko, aby partnerka zrozumiała Twoje motywacje. Jednocześnie można poszukać kompromisu, np. wspólnie ustalić, na co można wydać więcej, a co warto odłożyć. Ważne jest, byście rozmawiali o tym, zamiast zakładać, że "ona zawsze" musi się dostosować. 
  Z opisu wynika, że czujesz się zaniedbany pod względem czasu z partnerką, a jej podejście do obowiązków wobec dzieci może wydawać się dla Ciebie nie do końca sprawiedliwe lub zrównoważone. Warto wyrazić swoje uczucia i potrzeby w spokojny sposób, podkreślając, że zależy Ci na wspólnym czasie i chęci, żebyście mogli go razem planować. Równocześnie ważne jest, aby partnerka miała czas dla dzieci i obowiązków, ale równie ważne jest, aby Wasza relacja nie została zaniedbana. Odnośnie do obowiązków, zwłaszcza w sytuacjach, gdy partnerka wymaga od Ciebie działań bez wcześniejszej rozmowy, są zrozumiałe. Kluczowe jest, abyście wypracowali jasną komunikację i wspólne podejście do obowiązków, aby nie czuć się przeciążonym i żeby szanować swoje granice. Twoja miłość do podróży i chęć cieszenia się życiem są ważne. Warto, abyś otwarcie porozmawiał z partnerką o swoich marzeniach i potrzebach, tłumacząc, że dla Ciebie ważne jest utrzymanie równowagi między życiem osobistym a rodzinnym. Szukanie kompromisów, np. wspólnych wyjazdów lub planowania czasu wolnego, może pomóc w realizacji tych pragnień.

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Dzień dobry,

Dziękuję za szczere podzielenie się swoimi odczuciami, domyślam się, że mogło wywołać to wiele trudnych emocji. To całkowicie normalne, że zakochał się Pan w partnerce, nie jej dzieciach, jednak warto pamiętać że są i będą one ważną częścią jej życia. Warto zastanowić się, jak Pan chce dopasować się do tej „układanki”, jaką rolę chce Pan odgrywać w życiu partnerki i jej dzieci, ponieważ trzeba pamiętać że będąc z ich matką staje się Pan również obecny w ich życiu. Istotną kwestią jest również określenie granic w kwestiach finansowych. Szczera rozmowa na ten temat może rozwiać wątpliwości i obawy, które Pan opisał.  Jeśli nie dzielił się Pan swoimi przemyśleniami z partnerką to jej rzeczywistość wygląda inaczej niż Pana. Postępuje ona zgodnie z tym co widzi, na co Pan się pośrednio godzi. Warto więc informować partnerkę o granicach jakie Pan chciałby utrzymać względem jej dzieci jak i Waszego wspólnego życia. Kluczowe jest zadanie sobie pytania czy jest Pan w stanie zaakceptować fakt, że dzieci zawsze będą dla partnerki na pierwszym miejscu? Partnerka nie przestanie być matką, a to zawsze będzie wywoływało pewnego rodzaju kompromis w momencie „wyboru” między Panem a dziećmi. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Psycholog

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Rozumiem Pana wątpliwości i to, że budzą one w Panu poczucie winy. Z tego, co Pan opisuje, nie wynika brak empatii ani "złe cechy charakteru”, tylko bardzo realistyczne zderzenie dwóch różnych światów. Pokochał Pan partnerkę, ale nie czuje Pan gotowości ani potrzeby, by przejąć rolę ojca, współfinansować życie jej dzieci czy podporządkować swój czas, budżet i styl życia realiom rodziny z dziećmi. To uczciwe wobec siebie i wobec niej.

Problemem nie są same dzieci, lecz to, że macie inne oczekiwania co do granic: finansowych, czasowych i odpowiedzialności. Dla Pana „czas dla nas” oznacza bycie we dwoje, dla niej naturalnie obejmuje on także dzieci. Pan potrzebuje rozmowy, ustaleń i kompromisów, ona częściej zakłada, że Pan się dostosuje, bo „tak wygląda życie”. To nie jest kwestia racji, tylko kompatybilności.

Jeśli nie potrafi Pan otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach z obawy przed konfliktem, to jest sygnał ostrzegawczy. Długofalowo taka relacja będzie wymagała od Pana coraz większych rezygnacji, a to zwykle prowadzi do frustracji i żalu. Warto zadać sobie pytanie nie tylko „czy ją kocham”, ale też „czy jestem gotów żyć w realiach, które są dla niej niezmienne”. Bez szczerej rozmowy o granicach ta relacja może stać się dla Pana bardzo obciążająca.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka 

Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


pisze Pan bardzo szczerze i widać, że mocno się Pan nad tą relacją zastanawia. To, że pojawiają się wątpliwości, nie czyni Pana egoistą ani „złym” człowiekiem. Jest Pan w sytuacji, która obiektywnie jest trudna, bo wchodzi Pan w świat, który nie był przez Pana wybierany od początku i który ma swoje twarde realia.

 

Nie ma nic nienaturalnego w tym, że zakochał się Pan w partnerce, a nie w jej dzieciach. Nie każdy mężczyzna od razu (albo w ogóle) czuje potrzebę budowania relacji rodzicielskiej z cudzymi dziećmi. One mają swoich ojców i to nie jest Pana obowiązek, by wchodzić w rolę „taty”. Podobnie z finansami, ma Pan pełne prawo obawiać się sytuacji, w której odpowiedzialność zacznie się przesuwać na Pana, zwłaszcza jeśli po powrocie do kraju Pana możliwości finansowe wyraźnie się zmniejszą. Ostrożność w wydawaniu pieniędzy to cecha, a nie wada.

 

Bardzo ważne jest też to, co Pan pisze o czasie i granicach. Dla Pana czas we dwoje jest kluczowy, dla niej naturalnie pierwszeństwo mają dzieci. Problem nie polega na tym, że ona jest „zła” albo Pan „niewystarczający”, tylko na tym, że macie różne oczekiwania co do tego, jak wygląda wspólne życie. Kiedy pojawiają się sytuacje typu narzucanie obowiązków bez rozmowy, Pana niepokój jest w pełni zrozumiały, to właśnie w takich momentach rodzi się poczucie, że własne potrzeby zaczynają znikać.

 

Najważniejsze pytanie, które warto sobie teraz spokojnie zadać, brzmi: czy jest Pan gotów na życie, w którym dzieci zawsze będą na pierwszym miejscu, a Pana potrzeby często drugie? Bo tak wygląda rzeczywistość wielu związków z osobą mającą dzieci. Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „nie”, to nie jest porażka, tylko uczciwość wobec siebie i wobec niej.

 

Jeśli zdecyduje się Pan iść dalej w ten związek, bez rozmowy o granicach, finansach, czasie i Pana roli, napięcie będzie tylko rosło. A jeśli uzna Pan, że to nie jest życie, które chce Pan prowadzić, to również jest w porządku. Miłość nie zawsze wystarcza, gdy wizje codzienności bardzo się różnią.


Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

 

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Witam Pana.

Z tego, co Pan pisze, wynika bardzo wyraźnie, że nie ma z Panem nic złego. Ma Pan swoje granice, potrzeby i sposób widzenia życia. Problem nie polega na Pana charakterze, tylko na zderzeniu dwóch bardzo różnych modeli życia, które w długiej perspektywie mogą być trudne do pogodzenia. Zakochał się Pan w partnerce, a nie w roli ojczyma. To jest uczciwe i częste. Nie każdy potrafi lub chce budować emocjonalną więź z cudzymi dziećmi, zwłaszcza gdy mają swoich ojców. To, że nie czuje Pan naturalnej potrzeby, by być dla nich tatą, nie czyni Pana złym człowiekiem. To po prostu fakt, który ma ogromne znaczenie dla przyszłości tego związku. Kwestia finansów jest tu kluczowa. Ma Pan prawo uważać, że utrzymanie dzieci powinno spoczywać na ich rodzicach. Ma Pan też prawo obawiać się, że po powrocie do kraju Pana standard życia drastycznie się obniży. Jeśli już teraz widzi Pan, że partnerka przedkłada potrzeby dzieci ponad wszystko, nawet kosztem siebie, to bardzo możliwe, że w praktyce to Pan będzie tym, który zacznie łatać te braki. Nawet jeśli nie wprost, to pośrednio. Jeżeli to budzi w Panu opór, to jest sygnał ostrzegawczy, a nie egoizm. Podobnie z czasem. Dla niej czas z Panem i z dziećmi to jedno. Dla Pana to dwie różne rzeczy. To fundamentalna różnica. Ona funkcjonuje jako matka w trybie ciągłej odpowiedzialności. Pan potrzebuje relacji partnerskiej, intymności, wyłączności, planowania życia we dwoje. Tego napięcia nie da się rozwiązać dobrą wolą jednej strony. Niepokojące jest też to, że pewne obowiązki są Panu przypisywane bez rozmowy. Nawet jeśli to drobiazgi, pokazują schemat. Jeśli teraz nie ma przestrzeni na negocjacje, później może być jej jeszcze mniej. Na końcu są podróże i styl życia. Dla Pana to sens, wolność, satysfakcja. Dla niej, z uwagi na dzieci i urlop, to coś bardzo ograniczonego. Tu nie chodzi o kompromis typu raz tak, raz tak, tylko o to, że Wasze wizje życia są strukturalnie inne. Najważniejsze zdanie, jakie mogę Panu napisać, brzmi tak: miłość nie wystarcza, jeśli codzienne życie wymaga od jednej strony rezygnacji z siebie. Jeśli Pan już teraz czuje, że musiałby oddać zbyt wiele, żeby się dopasować, to to uczucie raczej się pogłębi, a nie zniknie. Nie musi Pan podejmować decyzji natychmiast. Ale absolutnie powinien Pan uczciwie nazwać te kwestie przed sobą, a w pewnym momencie także przed nią. Nie po to, by ją zranić, tylko by nie obudzić się za kilka lat z poczuciem, że żyje Pan cudzym życiem. To nie jest pytanie, czy Pan ją kocha. To jest pytanie, czy Pan jest w stanie i chce żyć życiem, które jest nieodłącznym pakietem tej relacji. Jeśli odpowiedź brzmi nie, to to nie jest Pana porażka. To jest świadomość.


pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Manipulacja i przemoc emocjonalna w związku po separacji

Od 2 lat jestem w separacji z mężem i poznałam nowego partnera. Na początku było ok ,ale mój nowy partner zadal ode mnie żebym rozwiodła się jak najszybciej. Podejrzewam ze chodziło mu o pieniądze której miała dostać od byłego męża ,w momencie rozwodu, które jak sadze pomogły by mu, bo jego firma prawie bankrutowała. Były tez inne sytuacje które mnie niepokoiły. Po kłótni z była zona o alimenty, pod wpływem alkoholu partner zaczął mi wysyłać okropne meile, wyzywać, życzyć śmierci. Kiedy pierwszy raz otrzymałam od niego te wiadomość, byłam w takim szoku ,ze zabrało mi kilka dni żeby przyjść do siebie. Przeprosił wybaczyłam, ale sytuacje się powtarzały, kłótnie, karanie cichymi dnia za brak zgody na intymność. Raz nagle napisał mi ze chce umrzeć, ze ma bardzo poważne problemy finansowe i emocjonalne i nie chce mnie w to wciągać, kazał żebym go zostawiła. Prawie wezwałam policje bo obawiałam się ze targnie na własne życie. Po rozmowie okazało się ,ze była zona nie zgodziła się wysyłać syna bo córki doniosły matce ,ze był pisany cały weekend. Ten związek zaczął przypominać moje małżeństwo, nigdy nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja. Raz wszystko było dobrze, za chwile drama, nie wiadomo z jakiego powodu. Każde spotkanie kończyło się przesłuchaniem, jakie są postępy w sprawie rozwodu. To sprawiło ze przestalam spieszyć się z rozwodem, pomimo ze nowy partner naciskał na to i postanowiłam nie iść z byłym mężem na ugodę, na tylko zabezpieczyć swoje sprawy dla przyszłości siebie i dziecka, bo zaczęłam mieć przeczucie ze na nowego partnera nie mogę liczyć. Potem stało się cos, co przelało czarę. Byłam w domu z dzieckiem, a mój partner zazadam żeby nagralam film erotyczny. Oczywiście się nie zgodziłam i powiedziałam ze wszystko skończone. Zerwałam kontakt. Po 2 miesiącach przyslam mi zaproszenie na ślub. Pogratulowałam i myślałam ze sprawa załatwiona, ale się myliłam. Napisał mi ze skoro ja nadal jestem mężatka ,to teraz i on będzie żonaty i chce żebyśmy kontynuowali nasze spotkanie. On twierdzi ze mówił mi ze nie mogl być sam, podejrzewam ze trudno było mu poradzić bez kobiety w domu i finansowo, a mój rozwód się przedłuża wiec on się ożeni i będziemy będziemy kontynuować nasza znajomość jak dawnie. Nęka mnie meila. Pisze ze zawsze będę jego ku××a, ze nic mi nie pomoże. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić? Boje się ze on jest niezrównoważony? czy w przypadku jeśli się nie uspokoi powinnam zgłosić się na policje? proszę o pomoc bo jestem z tym wszystkim sama.

Jak radzić sobie z podejrzeniami niewierności po 25 latach małżeństwa?
Kilka dni temu opublikowałem pytanie "Jak poradzić sobie z niepewnością i podejrzeniami o niewierność w małżeństwie po 25 latach? Jestem po piereszym spotkaniu terapeutycznym w ramach terapii małżeńskiej. Niestety nie czuję się ani odrobine lepiej a nawet gorzej. Pani psycholog po usłyszeniu moichbobaw wysnuła 2 wnioski: 1. W całej wypowiedzi żony o chęci zdradzenia mnie z przypadkowym facetem w bramie powinienem tego faceta traktować jedynie jako "gadżet erotyczny" wibrator. Wg pani psycholog to że żona mi o tym powiedziała powoduje że ta powinienem tę sytuację traktować. Zastanawia mnie zatem czy gdybym to ja zaprponował żonie że zdradzę ją z jakąś kobietą byłaby spokojniejsza gdybym zaproponował aby patrzyła na tę kobietę jak na gumową sexlalkę? 2. Odnośnie moich obaw o zdradę żony na imprezach pani psycholog stwierdziła że zdrada u kobiet wygląda inaczej gdyż mężczyżni są gotowi na sex od razu, pod wpływem impulsu mogą zdradzić w każdej sytuacji. Kobiety natomiast muszą się do sexu przygotować. Mężczyzna musi w kobiecie rozbudzić porządanie.Kobieta musi mieć odpowiedni nastrój, otoczkę, miejsce aby chcieć to zobić. Ja obawiam się natomiast że żona mnie zdradzi nie z facetrm który będzie z nią romansował tygodniami tylko kiedy będąc pijana na imprezie po kilku wspólnych tańcach i w chwli zapomnienia. Nie wiem co o tym myśleć. Czuję się tak jakby moje ponad 1,5 roku niepewności i strachu nic tutaj nie znaczyło. Co robić dalej ? Kontynuować te spotkania ? Szukać innego terapeuty ?
Jak radzić sobie z myślami po samobójstwie bliskiej osoby i czy mogą całkowicie minąć?

Witam, Po śmierci kuzyna minęło już 3 miesiące, który popełnił samobójstwo. Mam takie myśli, które przychodzą codziennie. Myśli typu; czy mnie może to spotkać? Jak widzę przedmioty z tym związane, to unikam. Po prostu człowiek obawia się i boi się takiej śmierci. Byłam u psychologa i.pokazał mi techniki jak sobie radzić z nimi. Najważniejsza jest akceptacja, by one minęły. Pytanie, czy istnieje szansa, że te myśli całkowicie miną tak, aby człowiek się nie musiał stresować i zadręczać?

Chce mi się płakać z byle powodu - czy to normalne?
Czy to normalne że z byle powodu chce mi się płakać? Nigdy tak nie miałem. Ciężko mi się odnaleźć z takiej sytuacji. Smutek i rozżalenie utrzymuje się już od jakiegoś tygodnia
Natrętne, silne myśli o zabiciu kogoś. Co się dzieje? OCD po urazie głowy - płata czołowego.
Witam, jestem 29-letnim mężczyzną i mam ogromny problem ze sobą. W 2016 roku byłem pierwszy raz w szpitalu psychiatrycznym, w tamtym okresie odkryłem,że pociągają mnie mężczyźni, a byłem w związku z dziewczyną (w sumie nadal jestem...) czego świadomość pogorszyła mój stan psychiczny i z tego powodu właśnie tam trafiłem. Wyszedłem z diagnozą natrętnych myśli. Dwa lata później podczas bójki doznałem urazu głowy, po rezonansie magnetycznym stwierdzono uszkodzony płat czołowy. W okresie od 2013 do 2022 pracowałem na sortowni paczek, chociaż na późniejszym etapie tej pracy w związku z problemami psychicznymi zacząłem chodzić na zwolnienia L4 co poskutkowało tym, że w 2022 otrzymałem wypowiedzenie. Teraz przejdę do najgorszej części tego listu.. Od dwóch lat w mojej głowie zaczęły pojawiać się fantazje o zabiciu kogoś, na początku to były tylko fantazje, ale w miarę upływu czasu to tak eskalowało, że na dzień dzisiejszy stwierdzam, że przerodziło się to w potrzebę... Na co dzień odczuwam takie potworne napięcie, czuję jakby coś rozrywało mnie od środka, czuję się jak bomba zegarowa, która w końcu wybuchnie. Najgorsze są sytuacje w domu, kiedy moja partnerka idzie spać mam myśli ,żeby zadźgać ją nożem, kiedy w kuchni robię sobie jedzenie i używam noża przyglądam się mu czasami bez oderwania wzroku i wyobrażam, że przy pomocy niego robię komuś krzywdę... Nie chcę iść do więzienia, robię wszystko, żeby nikomu nic nie zrobić staram się kontrolować, ale to coraz trudniejsze. Na co dzień chodzę do poradni zdrowia psychicznego, ale boje się przyznać prosto w oczy ,że mam taką potrzebę w sobie. Dlatego mam więcej odwagi, żeby napisać o tym tutaj. Od dwóch lat w ogóle nie pracuje i nawet nie próbuje szukać nowego zatrudnienia(mimo że oszczędności lada moment się skończą)ja wiem, że w takim stanie, jakim ja się teraz znajduje, nie da się pracować. Wolę leżeć całymi dniami w łóżku a najlepiej to spać,chociaż to napięcie ostatnio jest takie mocne,że nie mogę zasnąć w nocy. Dodam,że w weekendy staram się sobie ulżyć alkoholem i zdarza się, że mieszam go z lekami psychotropowymi, żeby szybciej usnąć i nie myśleć o tym wszystkim chociaż wiem, że to pogłębia moje problemy. Zdaje sobie sprawę, że jestem nienormalnym człowiekiem i mam ogromny problem. Przed 2022 rokiem nigdy nie miałem potrzeby zrobienia komuś krzywdy,skąd to się wzięło i dlaczego mnie akurat spotkało. Wolałbym być normalny jak wszyscy.. Czy ten uraz głowy zrobił ze mnie jakąś bestie?Czy mnie można pomóc? Z jakąkolwiek odpowiedzi z góry dziękuję
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.