Left ArrowWstecz

Związek na odległość: wyzwania w relacji z partnerką z dziećmi

Witam, jestem z zwiazku na odleglosc, moja partnerka ma dzieci. Ja wlasciwie zakochalem sie w niej a nie w jej dzieciach - jestem pierwszy raz w takiej sytuacji i zawsze myslalem, ze nie jest to problem, i moglbym latwo nawiazac wiez. Niestety ciezko mi to okreslic, pewnie czas pokaze ale mam wrazenie, ze nie moglbym sie na prawde zwiazac emocjonalnie z jej dziecmi, i nie czulbym sie naturalnie gdyby np. Mowily do mnie tato - maja swoich ojcow. I skoro mowa o ich ojcach uwazam, ze kwestie finansowe powinny spoczywac na ich rodzicach, teraz zarabiam dobrze ale po powrocie do kraju moje finanse zmniejsza sie kilkukrotnie i jeszcze gdybym mial brac udzial w finansowaniu nie swoich dzieci to moje zycie polegaloby tylko na jedzeniu i pracy. To kwestia finansowa - mam tylko nadzieje, ze z mojej wypowiedzi nie wynikaja jakies negatywne cechy charakteru. Kwestia podejscia do wydatkow - ja jestem bardzo oszczedny i podchodze bardzo ostroznie do wydawania nawet jak mam pieniadze. Moja partnerka budzet koncentruje nawet kosztem siebie wokol dzieci - byc moze calkiem naturalnie, tylko tutaj sila rzeczy nie bede umial patrzyc na to jak, odmawia sobie jedzenia bo musi zaplacic za wycieczke szkolna - w rezultacie pewnie bede wydawac pieniadze posrednio “na nie swoje dzieci” (to co pisze brzmi troche niezrecznie i dziwnie). Poza tym - ona nie chce podnosic alimentow, wydaje na rzeczy ktore uwazam sa niekonieczne i zbedne ale jezeli dzieci bardzo chca.. to robi wszystko zeby zaspokoic ich potrzeby. Ja tak nie potrafie - sa pewne priorytety na ktore planuje budzet a reszta to dodatki. Kolejna kwestia - czas. Ja chce spedzac go jak najwiecej z nia… nawet teraz kiedy widzimy sie raz na dlugi czas mam wrazenie, ze moglaby rozplanowac go bardziej dla nas jednak odnosze chwilami wrazenie, ze dla niej “czas dla nas rowna sie czas dla nas i dzieci”. Ostatnia noc przed wyjazdem - mam ochote wykorzystac czas maksymalnie i mysle sobie w glebi - fajnie jakby wyslala dzieci do babci… ale u niej wyglada to nieco inaczej. Kolejna kwestia dot. Czasu - kieds byla sytuacja ze partnerka musiala wstac wczesniej do pracy - wiec jak rozumiem w takie dni dzieci organizuja sobie sniadanie same - ona bez zadnego porozumienia, rozmowy mowi “wstaniesz rano i przyszykujesz sniadanie dzieciom”. Raz ze moga zrobic to same dwa to czas mojego urlopu i mam ochote odespac czas pracy a trzy… moze to nic wielkiego ale mam wrazenie ze takie podejscie moze “sie rozrosnac” i w kazdym wolnym czasie bede slyszec “zrob, zawiez, kup, musisz”. Ja osobiscie uwazam, ze najpierw powinno sie takie kwestie omawiac i szukac ewentualnie kompromisu - ja wlasciwie staram sie totalnie nie dzielic/narzucac swoich obowiazkow na kogos innego. Ostatnia rzecz - przepraszam i mam nadzieje, ze to nie problem, ze tak duzo pisze. Kocham podroze, chcialbym ulozyc zycie tak zeby moc czesciej robic sobie wolne i leciec gdzies pozwiedzac - najchetniej z nia ale nie ma tyle urlopu a dwa - nie bylbym w stanie finansowo tego udzwignac kilka razy w roku na dwoje - nie mowiac juz 4 bo wtedy musialbym zapomniec totalnie o jedynej wlasciwie rzeczy w zyciu ktora daje mi satysfakcje - nie umiem z nia o tym porozmawiac bo czuje, ze bylaby zawiedziona i wyniknalby z tego konflikt. Podsumowujac - kocham ja ale jednoczesnie w zwiazku z tym ze ma dzieci nie chcialbym rezygnowac ze swojego zycia ktore sobie zbudowalem w oparciu o moje potrzeby a ona chyba uwaza, ze “powinna mi narzucic jej realia bo tak wyglada zycie”.
User Forum

On 7

4 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dobry wieczór,

 

Dziękujemy za przesłaną wiadomość....za tak szczerą wypowiedź. Widać, że naprawdę kocha Pan swoją partnerkę ale jednocześnie jest Pan bardzo rozdarty między uczuciami a swoimi potrzebami i granicami. To nie czyni z Pana złego człowieka tylko zwyczajnie jest Pan uczciwy wobec samego siebie. Ja to tak "widzę".

Napisał Pan, że nie czuje się gotowy na rolę ojca dla dzieci partnerki, że martwią Pana finanse, czas, odpowiedzialność – to są realne, ważne sprawy a nie „negatywne cechy charakteru”. Wiele osób w podobnej sytuacji czuje dokładnie to samo, tylko boi się to powiedzieć na głos.

Najbardziej porusza mnie to, że obawia się Pan rozmawiać z partnerką, żeby jej nie zranić. Uważam, iż szczera rozmowa o potrzebach i granicach wydaje się tu kluczowa – nie jako atak, tylko jako próba zobaczenia, czy da się znaleźć przestrzeń, w której oboje nie będziecie Państwo musieli rezygnować z siebie.

Ma Pan prawo chcieć miłości ale też prawo chcieć swojego życia. Jedno nie musi wykluczać drugiego – tylko wymaga dużo szczerości po obu stronach.

 

Jeśli potrzebuje Pan podzielić się jeszcze czymś lub zapytać, zapraszam do udzielania się na naszym forum.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Dziękuję za podzielenie się swoim szczegółowym i szczerym opisem sytuacji. Rozumiem, że jesteś w trudnym momencie, starając się pogodzić swoje uczucia, potrzeby i oczekiwania z realiami związku z partnerką, która ma dzieci. Postaram się pomóc Ci przeanalizować Twoje obawy i podpowiedzieć, jak można podejść do tej sytuacji.
  Z Twojego opisu wynika, że najbardziej zależy Ci na relacji z partnerką, ale czujesz się niekomfortowo z tym, jak wygląda relacja z jej dziećmi i jak są one postrzegane w kontekście Waszego związku. To naturalne, że nie od razu można się zaadaptować do takiej sytuacji, szczególnie jeśli po raz pierwszy masz do czynienia z tymi wyzwaniami. Warto jednak pamiętać, że budowanie więzi z dziećmi to proces, który wymaga czasu i cierpliwości. Nie musisz od razu czuć się z nimi jak z własnymi, ale ważne jest, aby zachować szacunek i otwartość. Twoje obawy dotyczące finansów są zrozumiałe. Wspieranie dzieci partnerki powinno być sprawą jej i ich ojca, a nie Twoją osobistą odpowiedzialnością. Jeśli Twoje finanse mają się zmniejszyć, warto to jasno i spokojnie omówić z partnerką, wyjaśniając, że obecnie nie jesteś w stanie uczestniczyć w wydatkach wykraczających poza Wasz wspólny budżet. Szczerość i wyznaczenie granic jest kluczowa, aby uniknąć nieporozumień i frustracji.
 Twoje podejście do oszczędzania i priorytetów jest naturalne i odpowiedzialne. Warto, abyś otwarcie wyraził swoje stanowisko, aby partnerka zrozumiała Twoje motywacje. Jednocześnie można poszukać kompromisu, np. wspólnie ustalić, na co można wydać więcej, a co warto odłożyć. Ważne jest, byście rozmawiali o tym, zamiast zakładać, że "ona zawsze" musi się dostosować. 
  Z opisu wynika, że czujesz się zaniedbany pod względem czasu z partnerką, a jej podejście do obowiązków wobec dzieci może wydawać się dla Ciebie nie do końca sprawiedliwe lub zrównoważone. Warto wyrazić swoje uczucia i potrzeby w spokojny sposób, podkreślając, że zależy Ci na wspólnym czasie i chęci, żebyście mogli go razem planować. Równocześnie ważne jest, aby partnerka miała czas dla dzieci i obowiązków, ale równie ważne jest, aby Wasza relacja nie została zaniedbana. Odnośnie do obowiązków, zwłaszcza w sytuacjach, gdy partnerka wymaga od Ciebie działań bez wcześniejszej rozmowy, są zrozumiałe. Kluczowe jest, abyście wypracowali jasną komunikację i wspólne podejście do obowiązków, aby nie czuć się przeciążonym i żeby szanować swoje granice. Twoja miłość do podróży i chęć cieszenia się życiem są ważne. Warto, abyś otwarcie porozmawiał z partnerką o swoich marzeniach i potrzebach, tłumacząc, że dla Ciebie ważne jest utrzymanie równowagi między życiem osobistym a rodzinnym. Szukanie kompromisów, np. wspólnych wyjazdów lub planowania czasu wolnego, może pomóc w realizacji tych pragnień.

4 miesiące temu
Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Dzień dobry,

Dziękuję za szczere podzielenie się swoimi odczuciami, domyślam się, że mogło wywołać to wiele trudnych emocji. To całkowicie normalne, że zakochał się Pan w partnerce, nie jej dzieciach, jednak warto pamiętać że są i będą one ważną częścią jej życia. Warto zastanowić się, jak Pan chce dopasować się do tej „układanki”, jaką rolę chce Pan odgrywać w życiu partnerki i jej dzieci, ponieważ trzeba pamiętać że będąc z ich matką staje się Pan również obecny w ich życiu. Istotną kwestią jest również określenie granic w kwestiach finansowych. Szczera rozmowa na ten temat może rozwiać wątpliwości i obawy, które Pan opisał.  Jeśli nie dzielił się Pan swoimi przemyśleniami z partnerką to jej rzeczywistość wygląda inaczej niż Pana. Postępuje ona zgodnie z tym co widzi, na co Pan się pośrednio godzi. Warto więc informować partnerkę o granicach jakie Pan chciałby utrzymać względem jej dzieci jak i Waszego wspólnego życia. Kluczowe jest zadanie sobie pytania czy jest Pan w stanie zaakceptować fakt, że dzieci zawsze będą dla partnerki na pierwszym miejscu? Partnerka nie przestanie być matką, a to zawsze będzie wywoływało pewnego rodzaju kompromis w momencie „wyboru” między Panem a dziećmi. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Psycholog

4 miesiące temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Rozumiem Pana wątpliwości i to, że budzą one w Panu poczucie winy. Z tego, co Pan opisuje, nie wynika brak empatii ani "złe cechy charakteru”, tylko bardzo realistyczne zderzenie dwóch różnych światów. Pokochał Pan partnerkę, ale nie czuje Pan gotowości ani potrzeby, by przejąć rolę ojca, współfinansować życie jej dzieci czy podporządkować swój czas, budżet i styl życia realiom rodziny z dziećmi. To uczciwe wobec siebie i wobec niej.

Problemem nie są same dzieci, lecz to, że macie inne oczekiwania co do granic: finansowych, czasowych i odpowiedzialności. Dla Pana „czas dla nas” oznacza bycie we dwoje, dla niej naturalnie obejmuje on także dzieci. Pan potrzebuje rozmowy, ustaleń i kompromisów, ona częściej zakłada, że Pan się dostosuje, bo „tak wygląda życie”. To nie jest kwestia racji, tylko kompatybilności.

Jeśli nie potrafi Pan otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach z obawy przed konfliktem, to jest sygnał ostrzegawczy. Długofalowo taka relacja będzie wymagała od Pana coraz większych rezygnacji, a to zwykle prowadzi do frustracji i żalu. Warto zadać sobie pytanie nie tylko „czy ją kocham”, ale też „czy jestem gotów żyć w realiach, które są dla niej niezmienne”. Bez szczerej rozmowy o granicach ta relacja może stać się dla Pana bardzo obciążająca.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka 

4 miesiące temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


pisze Pan bardzo szczerze i widać, że mocno się Pan nad tą relacją zastanawia. To, że pojawiają się wątpliwości, nie czyni Pana egoistą ani „złym” człowiekiem. Jest Pan w sytuacji, która obiektywnie jest trudna, bo wchodzi Pan w świat, który nie był przez Pana wybierany od początku i który ma swoje twarde realia.

 

Nie ma nic nienaturalnego w tym, że zakochał się Pan w partnerce, a nie w jej dzieciach. Nie każdy mężczyzna od razu (albo w ogóle) czuje potrzebę budowania relacji rodzicielskiej z cudzymi dziećmi. One mają swoich ojców i to nie jest Pana obowiązek, by wchodzić w rolę „taty”. Podobnie z finansami, ma Pan pełne prawo obawiać się sytuacji, w której odpowiedzialność zacznie się przesuwać na Pana, zwłaszcza jeśli po powrocie do kraju Pana możliwości finansowe wyraźnie się zmniejszą. Ostrożność w wydawaniu pieniędzy to cecha, a nie wada.

 

Bardzo ważne jest też to, co Pan pisze o czasie i granicach. Dla Pana czas we dwoje jest kluczowy, dla niej naturalnie pierwszeństwo mają dzieci. Problem nie polega na tym, że ona jest „zła” albo Pan „niewystarczający”, tylko na tym, że macie różne oczekiwania co do tego, jak wygląda wspólne życie. Kiedy pojawiają się sytuacje typu narzucanie obowiązków bez rozmowy, Pana niepokój jest w pełni zrozumiały, to właśnie w takich momentach rodzi się poczucie, że własne potrzeby zaczynają znikać.

 

Najważniejsze pytanie, które warto sobie teraz spokojnie zadać, brzmi: czy jest Pan gotów na życie, w którym dzieci zawsze będą na pierwszym miejscu, a Pana potrzeby często drugie? Bo tak wygląda rzeczywistość wielu związków z osobą mającą dzieci. Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „nie”, to nie jest porażka, tylko uczciwość wobec siebie i wobec niej.

 

Jeśli zdecyduje się Pan iść dalej w ten związek, bez rozmowy o granicach, finansach, czasie i Pana roli, napięcie będzie tylko rosło. A jeśli uzna Pan, że to nie jest życie, które chce Pan prowadzić, to również jest w porządku. Miłość nie zawsze wystarcza, gdy wizje codzienności bardzo się różnią.


Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

 

4 miesiące temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Witam Pana.

Z tego, co Pan pisze, wynika bardzo wyraźnie, że nie ma z Panem nic złego. Ma Pan swoje granice, potrzeby i sposób widzenia życia. Problem nie polega na Pana charakterze, tylko na zderzeniu dwóch bardzo różnych modeli życia, które w długiej perspektywie mogą być trudne do pogodzenia. Zakochał się Pan w partnerce, a nie w roli ojczyma. To jest uczciwe i częste. Nie każdy potrafi lub chce budować emocjonalną więź z cudzymi dziećmi, zwłaszcza gdy mają swoich ojców. To, że nie czuje Pan naturalnej potrzeby, by być dla nich tatą, nie czyni Pana złym człowiekiem. To po prostu fakt, który ma ogromne znaczenie dla przyszłości tego związku. Kwestia finansów jest tu kluczowa. Ma Pan prawo uważać, że utrzymanie dzieci powinno spoczywać na ich rodzicach. Ma Pan też prawo obawiać się, że po powrocie do kraju Pana standard życia drastycznie się obniży. Jeśli już teraz widzi Pan, że partnerka przedkłada potrzeby dzieci ponad wszystko, nawet kosztem siebie, to bardzo możliwe, że w praktyce to Pan będzie tym, który zacznie łatać te braki. Nawet jeśli nie wprost, to pośrednio. Jeżeli to budzi w Panu opór, to jest sygnał ostrzegawczy, a nie egoizm. Podobnie z czasem. Dla niej czas z Panem i z dziećmi to jedno. Dla Pana to dwie różne rzeczy. To fundamentalna różnica. Ona funkcjonuje jako matka w trybie ciągłej odpowiedzialności. Pan potrzebuje relacji partnerskiej, intymności, wyłączności, planowania życia we dwoje. Tego napięcia nie da się rozwiązać dobrą wolą jednej strony. Niepokojące jest też to, że pewne obowiązki są Panu przypisywane bez rozmowy. Nawet jeśli to drobiazgi, pokazują schemat. Jeśli teraz nie ma przestrzeni na negocjacje, później może być jej jeszcze mniej. Na końcu są podróże i styl życia. Dla Pana to sens, wolność, satysfakcja. Dla niej, z uwagi na dzieci i urlop, to coś bardzo ograniczonego. Tu nie chodzi o kompromis typu raz tak, raz tak, tylko o to, że Wasze wizje życia są strukturalnie inne. Najważniejsze zdanie, jakie mogę Panu napisać, brzmi tak: miłość nie wystarcza, jeśli codzienne życie wymaga od jednej strony rezygnacji z siebie. Jeśli Pan już teraz czuje, że musiałby oddać zbyt wiele, żeby się dopasować, to to uczucie raczej się pogłębi, a nie zniknie. Nie musi Pan podejmować decyzji natychmiast. Ale absolutnie powinien Pan uczciwie nazwać te kwestie przed sobą, a w pewnym momencie także przed nią. Nie po to, by ją zranić, tylko by nie obudzić się za kilka lat z poczuciem, że żyje Pan cudzym życiem. To nie jest pytanie, czy Pan ją kocha. To jest pytanie, czy Pan jest w stanie i chce żyć życiem, które jest nieodłącznym pakietem tej relacji. Jeśli odpowiedź brzmi nie, to to nie jest Pana porażka. To jest świadomość.


pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

4 miesiące temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Chcę wyprowadzić się za granicę, ale bardzo ciężko idzie szukanie pracy - miałam już kilka dziwnych przygód
Nie wiem, jak mam dalej żyć. Od jakiegoś czasu trafia mi się sporo niepowodzeń, w zasadzie to mam wrażenie, że czego się dotknę, kończy się niepowodzeniem, albo jestem zmuszona odmówić. Moim głównym celem i marzeniem, a wręcz potrzebą była wyprowadzka za granicę, gdyż nie jestem szczęśliwa w Polsce. Od roku próbuję to zrobić, na początku tego roku wzięłam się intensywnie za naukę języka włoskiego we własnym zakresie, bo już kiedyś tam mieszkałam przez parę miesięcy i coś tam potrafiłam powiedzieć, poza tym czułam się tam jak w domu. Nie byłam jednak zamknięta jedynie na tę opcję. Tak więc przez kilka miesięcy bardzo mało wychodziłam z domu, siedziałam cały czas przed komputerem przeglądając oferty pracy oraz ucząc się. Dostałam kilka zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne, jednak spotykały mnie dziwne sytuacje - któregoś razu przeszłam przez pierwszy etap rekrutacji z panią z hr, która była bardzo miła i powiedziała, że co prawda wymagają biegłości tego języka, ale ona uważa, że powinno pójść dobrze, więc umówi mnie na rozmowę z managerem. Otrzymałam zaproszenie na rozmowę on-line i...nikt nie przyszedł. Nie wiedziałam, co mam myśleć, czułam się, jakby ktoś mnie kopnął w brzuch. Wysłałam wiadomość z pytaniem, o co chodzi. Dostałam odpowiedź, że nie umówili rozmowy, bo manager był zajęty. Ale przecież rozmowa była umówiona, nikt mnie nie uprzedził, co za bezczelność. Parę dni później dostałam ponowne zaproszenie, zgodziłam się więc, bo potrzebowałam pracy. Pan przyszedł spóźniony, rozmowa przebiegła miło, natomiast powiedział mi, że jednak potrzebują kogoś, kto biegle zna język. Ogólnie zawracanie głowy, bo w ogłoszeniu było napisane, że potrzebują kogoś z biegłym polskim i angielskim. Jakiś miesiąc później dostałam zaproszenie na rozmowę na żywo, bardzo się ucieszyłam, bo była to kancelaria prawna, a ja mam wykształcenie prawnicze, a oni potrzebowali kogoś z biegłym angielskim. Kupiłam szybko bilet lotniczy, zarezerwowałam hostel. Już w drodze na lotnisko otrzymałam telefon, że muszą przełożyć rozmowę aż o tydzień. Aż mi sie słabo zrobiło i nie wiedziałam, co zrobić, bo już wydałam pieniądze. Godzinę potem okazało się, ze mój lot został odwołany. Byłam w podwójnym szoku i w sumie mi ulżyło, bo wiedziałam, że należy mi się odszkodowanie i odzyskam pieniądze. Potem powiadomiłam ich, że mogę uczestniczyć jedynie on-line, bo miałam jakieś przeczucie, że znowu coś może pójść nie tak. Postanowiłam sprawdzic recenzje tego miejsca pracy on-line i przeraziłam sie, bo znalazłam mnóstwo bardzo złych opinii o mobbingu, molestowaniu itp. Więc musiałam odmówić, nie chciałam się pakować w coś takiego. Parę tygodni temu dostałam maila z zaproszeniem na rozmowę do jakiejś kancelarii w Hiszpanii i byłam bardzo zdziwiona, bo aplikowałam tam aż 3 miesiące temu. Ale jako, iż potrzebuję pracy zgodziłam się na rozmowę on-line. Potem dostaję maila, że chcą mnie zatrudnić - i to od samego właściciela tych kancelarii, które miały co prawda dobre opinie, ale to były opinie samych klientów. I znowu zaczęły się dziwne rzeczy - prośba o wysłanie kopii paszportu, co jest niezgodne z prawem, ogólnie byłam zdziwiona że ten właściciel ma tyle czasu wysyłać mi maile i nie robi tego np. ktoś z działu hr, zapytał mnie także jakie mam plany, gdzie będę mieszkać, że postara się zorganizować jakieś lokum i któregoś dnia dostałam dziwnego maila od niego - że mają dołączyć razem ze mną jeszcze 2 inne jak to nazwał "dziewczyny" od razu mi się nie spodobało, że nazywa dorosłe kobiety dziewczynami, w dodatku to miejsce pracy, więc powinno się być profesjonalnym. Zaczął nalegać, żebym zamieszkała z jedną z nich, że on się tym zajmie, że w sumie to mamy pracować w 2 miastach i że będzie trzeba dojeżdzać samochodem, ale to nie jest problem.... Wszystko to przybrało tak dziwny obrót, już od początku miałam złe przeczucia - bez namysłu napisałam, że muszę odrzucić taką ofertę pracy. Nie wiem, jak mam dalej funkcjonować, moje nerwy są zszarpane, a te oferty były z zaufanych, popularnych stron do szukania pracy. Nie rozumiem, dlaczego mi się to wszystko przytrafia i co mogę zrobić, bo zaczynam mieć przekonanie, że jak ktoś chce mnie zatrudnić, to są to bardzo podejrzane osoby - tylko dlaczego? Próbowałam także szukać pracy w Polsce, natomiast widzę, że sytuacja jest bardzo trudna, bo po pierwsze kompletnie nie chcę tutaj mieszkać, a bo drugie to i tak nie jest łatwo znaleźć tutaj pracy. Moje zaufanie do ludzi na bardzo słabym poziomie, nie znam nawet nikogo, kogo by spotykały takie dziwne zbiegi okoliczności.
Czy jeżeli leczę się na depresję, jestem na lekach, ale zaczynam zauważać myśli samobójcze, ale czuje ze nie są to myśli że bym to dala rade zrobić, to czy mam przesawiac wizytę u psychiatry na szybszy termin ( termin mam na początek grudnia) Czy poczekać i obserwować jak się to będzie rozwijało?
Natrętne, silne myśli o zabiciu kogoś. Co się dzieje? OCD po urazie głowy - płata czołowego.
Witam, jestem 29-letnim mężczyzną i mam ogromny problem ze sobą. W 2016 roku byłem pierwszy raz w szpitalu psychiatrycznym, w tamtym okresie odkryłem,że pociągają mnie mężczyźni, a byłem w związku z dziewczyną (w sumie nadal jestem...) czego świadomość pogorszyła mój stan psychiczny i z tego powodu właśnie tam trafiłem. Wyszedłem z diagnozą natrętnych myśli. Dwa lata później podczas bójki doznałem urazu głowy, po rezonansie magnetycznym stwierdzono uszkodzony płat czołowy. W okresie od 2013 do 2022 pracowałem na sortowni paczek, chociaż na późniejszym etapie tej pracy w związku z problemami psychicznymi zacząłem chodzić na zwolnienia L4 co poskutkowało tym, że w 2022 otrzymałem wypowiedzenie. Teraz przejdę do najgorszej części tego listu.. Od dwóch lat w mojej głowie zaczęły pojawiać się fantazje o zabiciu kogoś, na początku to były tylko fantazje, ale w miarę upływu czasu to tak eskalowało, że na dzień dzisiejszy stwierdzam, że przerodziło się to w potrzebę... Na co dzień odczuwam takie potworne napięcie, czuję jakby coś rozrywało mnie od środka, czuję się jak bomba zegarowa, która w końcu wybuchnie. Najgorsze są sytuacje w domu, kiedy moja partnerka idzie spać mam myśli ,żeby zadźgać ją nożem, kiedy w kuchni robię sobie jedzenie i używam noża przyglądam się mu czasami bez oderwania wzroku i wyobrażam, że przy pomocy niego robię komuś krzywdę... Nie chcę iść do więzienia, robię wszystko, żeby nikomu nic nie zrobić staram się kontrolować, ale to coraz trudniejsze. Na co dzień chodzę do poradni zdrowia psychicznego, ale boje się przyznać prosto w oczy ,że mam taką potrzebę w sobie. Dlatego mam więcej odwagi, żeby napisać o tym tutaj. Od dwóch lat w ogóle nie pracuje i nawet nie próbuje szukać nowego zatrudnienia(mimo że oszczędności lada moment się skończą)ja wiem, że w takim stanie, jakim ja się teraz znajduje, nie da się pracować. Wolę leżeć całymi dniami w łóżku a najlepiej to spać,chociaż to napięcie ostatnio jest takie mocne,że nie mogę zasnąć w nocy. Dodam,że w weekendy staram się sobie ulżyć alkoholem i zdarza się, że mieszam go z lekami psychotropowymi, żeby szybciej usnąć i nie myśleć o tym wszystkim chociaż wiem, że to pogłębia moje problemy. Zdaje sobie sprawę, że jestem nienormalnym człowiekiem i mam ogromny problem. Przed 2022 rokiem nigdy nie miałem potrzeby zrobienia komuś krzywdy,skąd to się wzięło i dlaczego mnie akurat spotkało. Wolałbym być normalny jak wszyscy.. Czy ten uraz głowy zrobił ze mnie jakąś bestie?Czy mnie można pomóc? Z jakąkolwiek odpowiedzi z góry dziękuję
Mam trochę długu, który był zrobiony przed ślubem
Mam trochę długu, który był zrobiony przed ślubem. Błędy młodości itp. Mąż, kiedy się o tym dowiedział, powiedział, że to jest nasz dług i spłacimy go razem, jednak po kilku miesiącach od tego stwierdził, że to ja sobie zrobiłam to jest mój dług i on nie będzie tego płacił i żebym radziła sobie sama. Oczywiście rozumiem, że to moja wina, moje błędy, ale poczułam się strasznie, jakbym została, że wszystkim sama i jakbym już go nie interesowała. Nie wiem, co o tym myśleć, nie potrafię teraz na niego patrzeć ani się odzywać.
Samotność w rodzicielstwie: mąż nie pomaga z 6-miesięcznym dzieckiem, czuję się na skraju wytrzymałości

Piszę tutaj, bo naprawdę już nie wiem, co mam robić. Mam 6-miesięcznego synka z mężem. Od kiedy urodził się maluch, czuję się jakbym była sama. Damian kompletnie się wyłączył z opieki nad dzieckiem. Jego argument brzmi zawsze tak samo: "przecież mała potrzebuje cyca, ja i tak nie pomogę". Nie wstaje w nocy NIGDY. Nawet jak dziecko płacze godzinami, on sobie śpi jak zabity i mówi, że "to moja robota". Codziennie wieczorem znika - albo na padla z kumplami, albo na jakieś swoje zajawki. Wraca późno, czasem nawet nie wiem o której. A ja siedzę sama z maluchem od rana do wieczora, potem całą noc wstaję co 2-3 godziny. Teraz planuje wyjazd z kolegą do Hiszpanii na 2-3 TYGODNIE. Jak mu powiedziałam, że nie dam rady sama z dzieckiem przez tyle czasu, to się zdenerwował i powiedział, że "w pierwszych dwóch latach życia dziecko potrzebuje matki, a nie ojca" i że "powinnam być wdzięczna, że może pracować i nas utrzymywać". Ja już nie śpię prawie wcale od 6 miesięcy. Zaczęłam mieć napady płaczu, czuję się jak zombie. Czasem patrzę na siebie w lustrze i nie poznaję tej osoby. Boję się, że wpadam w depresję poporodową, ale nawet na wizytę do lekarza nie mogę pójść, bo kto będzie z dzieckiem? Próbowałam z nim rozmawiać, ale on mówi, że przesadzam i że "wszystkie kobiety jakoś sobie radzą". Jego matka też mu przytakuje i mówi, że "za jej czasów mężczyźni w ogóle nie zajmowali się dziećmi". Co mam robić? Czy to normalne? Czy rzeczywiście powinnam "dać radę" sama? Czuję się jak najgorsza matka na świecie, że już nie mam siły... Przepraszam za chaotyczny wpis, ale naprawdę jestem na skraju wytrzymałości. Co mam zorbić?

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.