Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak wyjaśnić bliskim brak emocji w relacjach i frustrację w sytuacjach społecznych?

Całe życie słyszę, że nie mam żadnych znajomych, że widzę tylko czubek własnego nosa cóż to wszystko prawda. Nigdy nie podchodzę emocjonalnie do relacji bo poprostu nie potrafię, nudzę się tymi osobami po tygodniu może po dwóch jednakże jeśli są mi do czegoś potrzebne to poprostu w tym trwam. Ale są też sytuację, że gdy dostaje atencje od osoby cały czas tej samej a gdy robi to przy mnie innej osobie automatycznie się wkurzam. Ogólnie w życiu mam mało paletę emocji, ale można mnie szybko wyprowadzić z równowagi. Kluczowym pytaniem jest to jak wytłumaczyć to bliskim że poprostu taka jestem, nie polegam już na terapiach korzystam z różnych od 7 lat i nie widzę różnicy
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 To co opisujesz, jest prawdopodobnie aleksytymia czyli trudności w rozpoznawaniu i nazywaniu emocji, oraz problemy w tworzeniu głebokich więzi emocjonalnych. Aleksytymia to nie brak emocji, ale trudność w ich identyfikowaniu i komunikowaniu. Osoby z aleksytymią często nie potrafią nazwać co czują, mają trudności w odróżnianiu emocji od odczuć cielesnych, postrzegane są jako „chłodne emocjonalnie”, mają problemy z budowaniem bliskich relacji, ponieważ nie wiedzą, jak wyrażać uczucia i odpowiadać na potrzeby emocjonalne innych ludzi. To może wskazywać na trudności z przywiązaniem (np. styl unikający – emocjonalne dystansowanie się jako ochrona),niską inteligencję emocjonalną w zakresie rozumienia i regulowania emocji (stąd szybkie wyprowadzanie z równowagi),ewentualne cechy osobowości (np. schizoidalne, gdzie emocjonalność jest ograniczona, a relacje powierzchowne).

To, co warto podkreślić to fakt że nie jest to brak empatii czy chęci, ale brak umiejętności i to nie jest „brak serca”, ale trudność w nazywaniu i wyrażaniu emocji. To nie jest wina bliskich kiedy ich potrzeby emocjonalne są zrozumiałe, ale ty masz ograniczenia w tym obszarze. Możesz działać inaczej niż inni, ale wciąż możesz być lojalna i obecna  tylko w inny sposób.

 Dlaczego terapia nie pomogła? Jeśli korzystałaś z terapii przez 7 lat i nie widzisz różnicy, to może oznaczać, że 

terapeuci nie pracowali bezpośrednio nad treningiem rozpoznawania emocji (np. dziennik emocji, techniki uważności, psychoedukacja),terapia była zbyt ogólna i nie skupiała się na konkretach (np. jak nazywać emocje, jak budować relacje krok po kroku), aleksytymia jest trudna do „wyleczenia”, ale można pracować nad kompensacją będącą uczeniem się konkretnych umiejętności, nawet jeśli emocje nie są silnie odczuwane. To, co opisujesz, jest spójne z trudnościami w obszarze emocjonalnym (aleksytymia, chłód emocjonalny, styl unikający). Nie oznacza to, że  „zła” czy „niezdolna” do relacji , po prostu funkcjonujesz inaczej. Kluczowe jestwytłumaczenie bliskim, że to nie brak troski, ale ograniczenie w wyrażaniu emocji, praca nad konkretnymi umiejętnościami (nazywanie emocji, komunikacja),akceptacja, że nie każdy musi mieć głębokich relacji, ale warto zadbać o jakość tych, które już masz.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Michał Węgrzyn

Michał Węgrzyn

Pierwsze, co mi się pojawia, to pytanie, czy jest u Pani potrzeba, żeby cokolwiek zmieniać. Z opisu wynika, że przez lata słyszała Pani od innych, że „powinna” mieć więcej znajomych, bardziej angażować się w relacje czy mieć większą paletę emocji. Zastanawiam się więc, na ile problemem jest dla Pani sposób funkcjonowania, a na ile trudność pojawia się przede wszystkim w konfrontacji z oczekiwaniami innych.
Zaciekawił mnie też wątek emocji. Pisze Pani, że na co dzień jest ich niewiele, trudno jest Pani wejść emocjonalnie w relację, a jednocześnie stosunkowo łatwo można Panią wyprowadzić z równowagi. Pojawia mi się hipoteza, że emocje wcale nie muszą być nieobecne - być może są słabo dostępne na wcześniejszych etapach i stają się zauważalne dopiero wtedy, kiedy osiągają duże natężenie. Wtedy zamiast pojawić się jako subtelny sygnał, który można rozpoznać, nazwać i zaopiekować, od razu przechodzą w działanie.
Ciekawiłoby mnie więc, co dzieje się tuż przed tym „automatycznym wkurzeniem”. Czy wcześniej pojawia się jakieś napięcie w ciele, rozczarowanie, poczucie pominięcia, smutek, zazdrość, lęk albo coś jeszcze innego? I czy można byłoby nauczyć się zauważać te sygnały na wcześniejszym etapie?
Szczególnie interesujący wydaje mi się przykład z uwagą: kiedy konkretna osoba poświęca uwagę komuś innemu, pojawia się automatyczna złość. Nie zakładałbym od razu, co ta złość oznacza, ale właśnie temu doświadczeniu przyjrzałbym się bliżej — co dokładnie dzieje się wtedy w kontakcie i co zostaje naruszone?
I chyba bardziej niż pytanie „jak wytłumaczyć bliskim, że po prostu taka jestem?”, interesowałoby mnie pytanie: czy ten sposób bycia jest dla mnie w porządku, czy sama chciałabym coś w nim zmienić? Bo jeśli nie, być może celem terapii nie powinno być robienie z siebie bardziej emocjonalnej czy bardziej towarzyskiej osoby, tylko lepsze rozumienie siebie i swoich granic. A jeśli tak, wtedy można zacząć szukać, co właściwie stoi za tym sposobem funkcjonowania.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Komunikacja z bliskimi może opierać się na prostym i szczerym przekazie, że Pani sposób przeżywania emocji oraz budowania relacji różni się od standardowego, co nie wynika z złośliwości, a z indywidualnej konstrukcji psychicznej. Trudność w utrzymaniu zainteresowania innymi przy jednoczesnej wrażliwości na spadek uwagi ze strony otoczenia warto omówić w kontekście konkretnych granic i oczekiwań, bez szukania na siłę głębokiej wylewności. Jeśli dotychczasowe terapie nie przyniosły rezultatów, warto skonsultować się z psychiatrą lub psychoterapeutą specjalizującym się w diagnozie struktury osobowości, aby lepiej zrozumieć własne mechanizmy i znaleźć dopasowane formy funkcjonowania.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, brzmi jak sytuacja, w której od dłuższego czasu próbujesz zrozumieć siebie i jednocześnie masz poczucie, że inni widzą w Tobie głównie „problem”. Po wielu latach terapii brak zauważalnej zmiany może być bardzo zniechęcający.

Jednocześnie warto rozdzielić dwie rzeczy: to, że pewne cechy są dla Ciebie charakterystyczne, nie oznacza, że jesteś „skazana” na funkcjonowanie w określony sposób. Możesz mieć trudność z odczuwaniem bliskości, z utrzymywaniem zainteresowania relacjami czy z regulacją złości — ale to nie znaczy, że nie da się lepiej rozumieć tych mechanizmów.

Ważne jest też to, co sama zauważasz: z jednej strony szybko tracisz zainteresowanie ludźmi i trudno Ci angażować się emocjonalnie, a z drugiej pojawia się złość, kiedy uwaga danej osoby kieruje się do kogoś innego. To może być obszar wart przyjrzenia się — nie w kontekście oceniania siebie, ale zrozumienia, czego wtedy potrzebujesz i co uruchamia tak silną reakcję.

Być może pytanie nie brzmi tylko „jak wytłumaczyć bliskim, że taka jestem?”, ale też: „czy taki sposób funkcjonowania daje mi i innym relacje, z których jestem zadowolona?”. Bliscy mogą uczyć się Twojego sposobu przeżywania emocji, ale oni również mogą mieć swoje potrzeby w relacji — np. potrzebę zainteresowania, wzajemności czy poczucia bycia ważnym.

Jeśli po 7 latach różnych terapii masz poczucie, że nic się nie zmieniło, być może warto nie tyle próbować kolejnej terapii „od początku”, ile przyjrzeć się temu, co dokładnie było celem wcześniejszych terapii i jakie metody były stosowane. Czasem trudność nie wynika z braku chęci zmiany, ale z tego, że nie został trafnie uchwycony mechanizm stojący za danym sposobem funkcjonowania.

Nie musisz zmieniać swojej osobowości w kogoś zupełnie innego. Można natomiast pracować nad tym, żeby lepiej rozumieć siebie i budować relacje w sposób, który nie będzie raniący ani dla Ciebie, ani dla innych.

 

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Może Pani powiedzieć bliskim wprost, że relacje i emocje przeżywa Pani inaczej niż oni i nie zawsze potrafi Pani dać im taką bliskość, jakiej oczekują. Jednocześnie „taka już jestem” nie musi oznaczać, że niczego nie da się zmienić.

Jeśli mimo kilku terapii nie widzi Pani efektów, warto zastanowić się nie nad kolejną terapią „w ogóle”, ale nad dokładniejszą diagnozą i tym, skąd wynikają opisane trudności. To może pomóc dobrać bardziej adekwatną formę pracy.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Może nie musi Pani tłumaczyć bliskim, że „taka Pani jest”, ale najpierw sama odpowiedzieć sobie, czy taki sposób funkcjonowania Pani odpowiada. Nie każdy potrzebuje wielu znajomych czy bardzo intensywnych relacji.

Jednocześnie ciekawy jest moment, w którym złość pojawia się wtedy, gdy ktoś, kto daje Pani uwagę, zaczyna kierować ją do innej osoby. Być może warto przyjrzeć się temu, co znajduje się pod tą złością – poczucie odrzucenia, zazdrość, potrzeba bycia ważną?Po siedmiu latach terapii ma Pani prawo być nią zmęczona. Być może teraz ważniejsze od kolejnej próby zmieniania siebie byłoby lepsze zrozumienie, dlaczego właśnie tak buduje Pani relacje.

I może najważniejsze pytanie: gdyby nikt nie oczekiwał od Pani, że powinna być bardziej emocjonalna i mieć więcej znajomych,co sama chciałaby Pani w sobie zmienić?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czy da się "wyjść" z zaburzenia (wyleczyć)?
Czy da się "wyjść" z zaburzenia (wyleczyć)? Jestem kilka lat w psychoterapii indywidualnej poznawczo-behawioralnej, grupowe też za mną i leczenie farmakologiczne. Bez leków udało się "trzymać formę" blisko roku (przeciwpadaczkowe), ale obecnie na SSRI.
Przejawiam pewne zachowania praktycznie od dziecka: wybuchowość, napady gniewu, agresji, rozdrażnienie.
Witam. Przejawiam pewne zachowania praktycznie od dziecka: wybuchowość, napady gniewu, agresji, rozdrażnienie. Z równowagi moze wyprowadzić mnie doslownie wszystko. Często nie potrafię kontrolować emocji oraz impulsywnych zachowań. Ludzie często tracą rangę tych ważnych w moich oczach z powodu dla mnie nieakceptowalnych zachowań, ale te same zachowania dla innych są powiedzmy na granicy, ale do przyjęcia i machnięcia ręką. Od dziecka pojawiają się stany w ktorych prawie wszystko jest mi obojętne. Często korzystam z różnych używek żeby zniwelować poczucie bezsensu. Wiem, że internet to nie zbyt dobry doradca, ale z racji wieku chciałabym być świadoma swoich przypadłości / chorób. Po wykonaniu kilku tekstów wynik wskazuje na bardzo silne wskazanie na pograniczne zaburzenia osobowości. Gdzie mogę otrzymać pomoc w diagnozie takiej z prawdziwego zdarzenia? Czy to bedzie wizyta u psychiatry czy psychoterapeuty? Dodam, że jestem z Rzeszowa. Dziękuje i pozdrawiam Joanna
Czy psycholog czy psychiatra diagnozuje borderline i czy potrzebne są leki?
Podejrzewam że mam borderline czy to zaburzenie stwierdza psycholog czy psychiatra i czy potrzebne by mi były leki?
Wymyślam sobie historię w głowie, nie wiem jak przestać
Od dłuższego czasu wymyślam ludzi i wydarzenia w głowie. Stało się to swego rodzaju obsesją i nie potrafię przestać. Wymyślonym ludzi nadaje imiona ,charakter itp wiecie jak przestać?
Ojciec ma bardzo trudny charakter. Nie pije, ale stosował przemoc fizyczną oraz psychiczną wobec mamy, mnie i brata
Witam, postaram się najkrócej i najzwięźlej, jak to będzie możliwe. Ojciec ma bardzo trudny charakter. Nie pije, ale stosował przemoc fizyczną oraz psychiczną wobec mamy, mnie i brata, jest bardzo mściwy, jest straszliwym skąpcem i dusigroszem - główną wartością w jego życiu są pieniądze. W sumie to od niedawna mam świadomość, że była to przemoc psychiczna. Kiedy ktoś z rodziny robi nie po jego myśli, wtedy karze go nieodzywaniem i tak mu utrudnia życie, że w końcu ktoś musi wyjść z inicjatywą, żeby się pogodzić. On co najwyżej jedynie przemówi do osoby, którą wcześniej zmieszał z błotem, jeśli czegoś potrzebuje - i to tylko w zakresie tej potrzeby, po czym zwykle kontynuuje nieodzywanie. Nigdy nie wychodzi z inicjatywą pójścia na zgodę, nawet jeśli zwyzywa kogoś, zmiesza z błotem. Na dłuższą metę takie ciągłe płaszczenie się przed kimś, kto tak daje popalić, jest nie do zniesienia. Odkąd pamiętam, twierdzi, że ma depresję i nikt go nie rozumie, wszyscy go zostawiają samego. Bywało, że mama bała się spać w domu - groził śmiercią, czasem dawał do zrozumienia, a zdarzało się, że otwarcie mówił o wysadzeniu domu w powietrze z użyciem gazu z butli. Od dłuższego czasu nie mieszkam już z ojcem, więc mogłoby się wydawać, że problemu nie ma. Ciągle z nim żyje jednak moja mama, która jest dobrą kobietą, ale mam wrażenie, że właśnie przez to cierpi, bo pozwoliła mu na zbyt wiele. Bała się odejść od niego z uwagi na obawę o swoje życie - to człowiek nieobliczalny i strasznie mściwy, a w tej chwili, na stare lata twierdzi, że nie ma już sensu. Obecnie jest śmiertelnie wściekły na mnie, bo odmówiłem mu zainstalowania paneli fotowoltaicznych na przyczepce kampingowej, którą kupił, aby samemu jeździć nad morze, które uwielbia, a mama pilnuje domu, zresztą mają już po ok. 70 lat, mama choruje na przewlekłą białaczkę i nie chce z nim gdziekolwiek iść/jechać. Mówi, że najlepiej odpoczywa, kiedy go nie ma w domu. Sam od kilku lat buduję dom, gdzie większą część prac wykonuję własnoręcznie, a w przeciągu tych 10 lat był u mnie może z 5 razy, nigdy po to, żeby zwyczajnie odwiedzić. Mam wrażenie, że przez tą moją odmowę życzy mi wszystkiego, co najgorsze i ma mnie za najgorszego wroga. Do tego swojej siostrze (mojej cioci) opowiada ubarwione historie o tym, jakie to ma niedobre dzieci i żonę. Nie rozmawialiśmy z nikim o tych problemach w domu. Nadmienię, że w domu zawsze ma posprzątane (mama sprząta również w pokoju, w którym głównie przebywa - on nigdy nie pomaga), ugotowane (mama codziennie gotuje obiady i szykuje mu śniadania). Od dziesięcioleci skłócony był z moim bratem, nieustannie wyzywając go i szkalując do mnie i do mamy. Obecnie, po tym, jak odmówiłem mu wykonania pracy (fanaberii - ogniwa na przyczepie kampingowej), pogodził się z moim bratem i gwarantuję, że wyzywa mnie do brata od najgorszych. A odmówiłem z uwagi na to, jak zachował się po innej mojej przysłudze, bez której spokojnie mógł się obejść, ale pomagałem, a po której zwyzywał mnie od najgorszych, bo kiedy pomagałem mu w pracy na dachu, narzekał, że go kolana bolą, a ja się nic nie odezwałem - że mu nie współczuję - do mamy: "niech was piekło pochłonie"). Z bratem nie mam dobrego kontaktu - są do siebie bardzo podobni. Zresztą z żoną też mu się nie układa. Męczy mnie ta sytuacja strasznie. Z jednej strony bardzo źle się czuję, wiedząc, że tak niesprawiedliwie i kłamliwie upadla mnie do innych, co rodzi złość, jak również to, że jest to mój bądź co bądź ojciec i nie chciałbym mu tej starości uprzykrzać, jednocześnie chciałbym czuć odrobinę szacunku z jego strony... Kiedy próbowałem z nim jeszcze kilka lat temu rozmawiać, wyjaśnieć, to zawsze takie rozmowy kończyły się krzykiem z jego strony. Powiedział również otwarcie, że jest ojcem, więc kiedy ojciec stwierdzi, że czarne jest białe, to kiedy nie potwierdzę tego, to znak, że nie mam do ojca szacunku. Zupełnie nie wiem, jak postąpić dalej, nie mam pomysłu... Będę bardzo wdzięczny za fachową, merytoryczną pomoc...
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!