Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dlaczego czuję się odrzucony w związku na odległość? - analiza emocji

Witam, zastanawiam sie nad soba i tym czy moja reakcja jest prawidlowa a przede wszystkim dlaczego tak silna. Zwiazek na odleglosc ona 2 dzieci. Czeste klotnie, odczuwam wiecznie niedosyt kontaktu. Ale do rzeczy - jest komunia… widze, ze wszyscy siedza w parach… ona musiala cos niesc do jedzenia otarza.. w zartach powiedziala ze nie ma meza bo nie chciala tego robic - jednak ja wybrali… wchodzimy do kościola, jest lawka dpa wybranych rodzicow ale wlasciwie mam wrAzenie ze jako partner moglbym z nia tak siedziec… w lawce za nia chociaz - w ktoryms momencie zwolnila sie troche lawka za nia - spytalem jej czy tu juz wolne - byc moze nie uslyszala… ale widzac jakichs znajomycy z rodziny syna szybko ich zawolala zeby usiedli na tym wolnym miejscu. Poczulem sie zle… mialem wrazenie, ze jestesmy jedyna para ktora siedzi osobno. Wczesniej mowilem jej ze poczulem sie zle jak opowiadala jak wykrzyczapa ze nie ma meza zeby nie uczestniczyc. Powiedziala ze ja nie gram pierwszycy skrzypiec to komunia syna, zapytalem kim jestem w tej relacji powiedziala - ani mezem, ani nazeczonym - nie uczestnicze w rachunkach w obowiazkach nacodzien bo uwazam, z mam swoje mieezoanie i oplaty za granica. Siedzimy wiec w tym kosciele, czuje sie jak jakis odtracony, po kosciele podchodzi rodzina tego syna - nikomu mnie nie przedstawila… zrobili sobie zdjecia rodzinne… zawiozlem ich so restauracji - rozwrwany w srodku (ale dlaczego?!). Usiedlismy usiadla obok zlapala za reke - wszystko sie uspokoilo… potem nagle zniknela zeby porozmawiac z wszystkimi gosciami - nawet nie zauwazylem kiedy… po jakims czasie wrocila zlapapa mnie za reke znowu sie poczulem lepiej… z niektorymi osobami nie miala tam ochoty na kontakt ale z wiekszosca widzialem, ze super… czulem sie iak jakis dodatek… tzn nie czuje, ze idziemy razem - chodz przedstawie Cie - raczej widzi ze siedze z Mama… i niech siedzi… kazdy sie domysli ze to moi partner… wieczorem pewnie bedzie swietny seks (mam nadzieje) ale… zaraz znowu pewnie poczuje sie jak nikt w jakiejs sytuacji… rozmawiac o tym nie moge bo sie mocno irytuje “ze znowu mowie o sobie a o ona potrzebuje wsparcia”. Byl moment wczesniej ze przeprosila mnie za slowa o skrzypcach… ze odsuwa sie od pol roku bo miala inne oczekiwania na sylwetra… ze jakos sie zdeklaruje co ro powrotu… i ze wie ze jest mama na 200-% i moge czuc sie odsuniety… tak ciaggle czuje eie odsuniety… juz wariuje nie wiek co mam myslec rano dramat wieczorem super… hustawka emocjonalna…dlaczego tak silnie czuje sie odrzucany? Gdzie jest granica…przeciez moze sobie porozmawiac z goscmi sama… cos mnie ciagle boli mam niedosyt…
User Forum

D10

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 

  Opisuje Pan poczucie odrzucenia, które  prawdopodobnie wynika z połączenia  braku jasnego miejsca w tej relacji kiesy ona wprost mówi: nie jesteś mężem, nie jesteś narzeczonym, nie jesteś częścią codzienności. To zostawia Pana „pomiędzy”, a  niespójnych sygnałów  raz trzyma Pana rękę, bliskość, ciepło, za chwilę znika, nie przedstawia innym, funkcjonuje jakbyś Pana tam nie było. To bardzo mocno rozregulowuje emocje oraz  sytuacji społecznej (komunia) gdy takie wydarzenia wzmacniają temat „kto jest kim”. Widzi Pan pary, rodziny, role są jasne. U Was niestety jest inaczej. Pana potrzeby bycia uznanym i „widocznym” partnerem to jest normalna potrzeba, nie coś nadmiernego.

Dlatego nie chodzi tylko o to jedno zdarzenie z ławką. Ono było zapalnikiem dla czegoś większego:, poczucia, że nie jest pan  w pełni „jej” w przestrzeni publicznej. Ta „huśtawka” bardzo wzmacnia emocje. To działa trochę jak mechanizm kiedy  dostaje Pan bliskość w skutek czego odczuwa ulgę, ale kiedy ją traci to następuje spadek jest dużo mocniejszy niż gdyby jej w ogóle nie było. Jest to  klasyczny efekt niestabilnej dostępności emocjonalnej partnera.

  Gdzie jest granica „czy to normalne”? Normalne jest, że ona chce porozmawiać z gośćmi, być z rodziną dziecka, ale jest i druga strona medalu kiedy  normalne NIE jest, że  nie przedstawia Pana nikomu, ignoruje w takich momentach społecznych, reaguje irytacją gdy mówi Pan o swoich uczuciach zostawiając Pana z poczuciem „jestem nikim” w tej sytuacji. Pana reakcja jest sygnałem, że oczekiwania i potrzeby nie są spełnione.
Problemem jest odpowiedź na pytanie czy ta relacja daje Ci stabilność i poczucie bycia ważnym człowiekiem, czy tylko momenty ulgi między poczuciem odrzucenia? Proszę o tym porozmawiać otwarcie, a kiedy partnerka będzie wtedy wykazywała irytację lub będzie pana zbywała,. może warto się zastanowić czy warto w to brnąć? Jeśli nie ma przestrzeni na Pana emocje, to nie chodzi już o jedną komunię  tylko o to, że jesteście w relacji, w której Pana miejsce nie jest uznane.To, co Pana boli, nie jest przesadą a wygląda raczej jak zdrowa reakcja na bycie „obok” zamiast  „razem”.

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Odpowiadając na Pana treść, uważam, że w tej sytuacji nie chodzi tylko o miejsce w ławce czy rozmowy z gośćmi ale o dużo głębszą potrzebę: bycia ważnym, zauważonym i „włączonym” w jej życie. Kiedy tego Panu brakuje, uruchamia się silny lęk przed odrzuceniem i emocjonalnym odsunięciem, dlatego tak mocno reaguje Pan na drobne sytuacje.

Jednocześnie sądzę, że ona może być rozdarta między rolą partnerki a rolą mamy i organizatorki życia rodzinnego. Problem pojawia się wtedy, gdy Pańskie potrzeby bliskości stale zderzają się z jej dystansem lub irytacją na rozmowy o emocjach a to tworzy huśtawkę: chwila czułości daje ulgę, a potem znów wraca pustka i niedosyt. Warto moim zdaniem zadać sobie pytanie: czy w tej relacji czuje się Pan naprawdę bezpieczny emocjonalnie i ważny na co dzień, nie tylko wtedy, gdy jest bliskość fizyczna?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam poczucie bardzo dużego smutku, zagubienia i emocjonalnego przeciążenia. Jakby każda sytuacja między Państwem była przeżywana bardzo intensywnie – nie tylko jako konkretne wydarzenie, ale trochę jako odpowiedź na pytanie: „czy jestem ważny?”, „czy jestem blisko?”, „czy jestem wybrany?”.

I mam wrażenie, że coś w Panu bardzo mocno odbiera sygnały z otoczenia. Jakby bardzo uważnie obserwował Pan gesty, miejsca przy stole, spojrzenia, sposób przedstawiania. I z tych drobnych sytuacji budował się potem cały wewnętrzny świat – pełen bólu, odsunięcia, poczucia bycia „obok”.

Trochę tak, jakby cała rzeczywistość bardzo mocno przechodziła przez tę relację z nią. Jakby to ona stawała się głównym miejscem, przez które doświadcza Pan własnej wartości, bezpieczeństwa, bycia ważnym.

I mam poczucie, że ujawnia się tutaj jakaś bardzo wrażliwa część Pana. Taka, która dużo widzi, dużo czuje i bardzo dużo bierze do siebie.

A wrażliwość sama w sobie jest czymś pięknym. Pozwala głęboko przeżywać relacje, dostrzegać niuanse, być blisko ludzi. Ale kiedy nie ma obok wystarczająco mocnego oparcia w sobie, potrafi też być bardzo męcząca. Bo wtedy człowiek zaczyna być zależny od każdego sygnału z zewnątrz – jednego dotyku, jednego zdania, jednego odsunięcia.

I może właśnie dlatego pojawia się ta huśtawka: rano rozpacz, wieczorem spokój po złapaniu za rękę.

W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że obok tej bardzo wrażliwej części warto byłoby wzmacniać też coś po drugiej stronie – większe poczucie własnej wartości, oparcia w sobie, poczucia że „jestem ważny” również wtedy, kiedy druga osoba przez chwilę zajmuje się czymś innym albo nie daje dokładnie takiego sygnału, jakiego potrzebuję.

Bo mam wrażenie, że teraz bardzo dużo Pana poczucia bezpieczeństwa jest oddane w ręce tej relacji.

I być może właśnie temu warto się przyglądać – nie tylko temu, co ona robi albo czego nie robi, ale temu, co dzieje się w Panu w momentach odsunięcia, samotności, „bycia obok”.

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pana silna reakcja emocjonalna i poczucie odrzucenia są w pełni zrozumiałe, ponieważ sytuacja z komunii w soczewce pokazała fundamentalny problem Waszego związku - głęboki brak poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji oraz jasnej pozycji w życiu partnerki. Huśtawka emocjonalna, w której jednego dnia czuje się Pan odtrącony, a po jednym geście bliskości lub udanym seksie wszystko na chwilę wraca do normy, to klasyczny mechanizm uzależnienia od rzadkich momentów akceptacji, co potęguje lęk i wieczny niedosyt kontaktu. Partnerka swoimi słowami o tym, że nie jest Pan „ani mężem, ani narzeczonym”, ponieważ żyje Pan za granicą i nie dzieli z nią codziennych obowiązków, bardzo brutalnie określiła Pana status jako tymczasowego dodatku, a nie pełnoprawnego życiowego towarzysza. Zachowania takie jak nieodpowiedzenie na pytanie o wolne miejsce, pospieszne usadzanie tam innych osób, nieprzedstawienie Pana rodzinie czy ignorowanie Pana obecności przez większość uroczystości, obiektywnie ranią i dają sygnał, że jest Pan trzymany na bezpieczny dystans, poza jej oficjalnym światem. Granica zdrowej relacji została tu przekroczona, ponieważ w dojrzałym związku partnerzy idą ramię w ramię, a nie ukrywają się w tłumie, dlatego Pana ból nie wynika z przewrażliwienia, lecz z faktu, że ta relacja w obecnej formule na odległość opiera się na samotności we dwoje i nie zaspokaja Pana podstawowych potrzeb emocjonalnych.

Pozdrawiam

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

Mam wrażenie, że w tej sytuacji nakładają się na siebie dwie rzeczy.

 

Pierwsza: komunia dziecka była przede wszystkim wydarzeniem jej syna, jego rodziny i rodziców. To naturalne, że ona musiała być wtedy mocno skupiona na dziecku, gościach, obowiązkach, organizacji i rodzinie. W takim dniu partner mamy może rzeczywiście nie być „na pierwszym planie”.

 

Druga rzecz jest jednak równie ważna: Pan nie opisuje tylko jednej sytuacji z komunii, ale stałe poczucie bycia odsuwanym, niedookreślonym i jakby „dodatkowym”. Związek na odległość, jej dzieci, brak wspólnego życia codziennego, częste kłótnie i niedosyt kontaktu mogą bardzo nasilać lęk przed odrzuceniem. Wtedy każde zdanie, każda ławka, każde nieprzedstawienie rodzinie zaczyna boleć mocniej, niż bolałoby w stabilnej relacji.

 

Nie oznacza to, że Pan „wariuje”. Bardziej wygląda to tak, jakby bardzo potrzebował Pan jasności: kim jestem w tej relacji, jakie mam miejsce, czy jestem partnerem wprowadzanym do życia, czy kimś obok. Jeśli ta jasność nie istnieje, pojawia się huśtawka: ona złapie za rękę i jest ulga, ona odejdzie do gości i wraca ból.

 

Warto jednak uważać, żeby z tego bólu nie robić ciągłych rozliczeń w trakcie ważnych wydarzeń. Wtedy druga osoba może czuć, że zamiast wsparcia dostaje presję. Lepiej porozmawiać poza emocjami i bardzo konkretnie, na przykład: „Nie chodzi mi o to, żebyś na komunii zajmowała się tylko mną. Chodzi mi o to, że często nie wiem, jakie mam miejsce w Twoim życiu. Potrzebuję wiedzieć, czy chcesz mnie realnie wprowadzać w swoją codzienność i rodzinę, czy raczej trzymać z boku”.

 

Granica jest tam, gdzie Pan zaczyna oczekiwać, że ona będzie regulowała każdy Pana lęk, na przykład ma stale być obok, przedstawiać każdemu, nie rozmawiać sama z gośćmi. Ale granica jest też tam, gdzie ona oczekuje, że Pan będzie obecny, wspierający i cierpliwy, a jednocześnie nie daje Panu żadnego jasnego miejsca ani poczucia bezpieczeństwa.

 

Seks, czułość i dobre wieczory nie rozwiążą tego problemu, jeśli w ciągu dnia czuje się Pan nieważny i odsunięty. Tu potrzebna jest rozmowa nie o jednej komunii, tylko o całej relacji: czy macie wspólny kierunek, czy są plany, czy ona chce Pana jako partnera w swoim życiu, czy Pan jest gotów wejść w życie kobiety z dziećmi nie tylko emocjonalnie, ale też realnie i codziennie.

 

Warto też przyjrzeć się sobie: dlaczego sytuacje odsunięcia tak mocno Pana uruchamiają, skąd ten niedosyt i lęk, czy podobny schemat pojawiał się wcześniej. To dobry temat do własnej terapii, niezależnie od tego, co stanie się z tą relacją.

 

Na dziś nie oceniałbym tego jako „ona jest zła” albo „Pan przesadza”. Raczej widzę relację, w której jest dużo niejasności, dużo napięcia i za mało poczucia bezpieczeństwa. I bez spokojnego ustalenia miejsca, zasad i oczekiwań ta huśtawka prawdopodobnie będzie wracać.

 

Łukasz Dyłka

1 miesiąc temu
Justyna Ostrowska

Justyna Ostrowska

Witam i spróbuję opisać, jak ja to widzę. 

 

To, co Pan przeżywa, brzmi jak silny lęk przed odsunięciem i potrzebę upewniania się, że jest Pan ważny w tej relacji. Sama komunia prawdopodobnie nie byłaby aż tak bolesna, gdyby wcześniej między Wami było więcej stabilności, bliskości i jasności co do tego, kim dla siebie jesteście. 

 

W wielu momentach opisuje Pan nie tyle konkretne zachowania partnerki, ile własne przeżycie: „jestem odsunięty”, „nieważny”, „jak dodatek”. I rzeczywiście, kiedy relacja jest nieokreślona, pełna niedosytu kontaktu, huśtawek „rano dramat – wieczorem bliskość”, psychika zaczyna bardzo mocno reagować na drobne sygnały dystansu. Wtedy nawet miejsce w ławce czy brak przedstawienia rodzinie urasta emocjonalnie do pytania: „kim ja dla niej właściwie jestem?”.

 

Jednocześnie warto zauważyć perspektywę partnerki. Z Pana opisu wynika, że nie tworzycie wspólnego domu, nie uczestniczy Pan na co dzień w obowiązkach związanych z jej życiem i dziećmi, więc ona może widzieć tę relację bardziej jako ważną więź emocjonalną niż pełne partnerstwo rodzinne. Jej słowa o „mężu” czy „pierwszych skrzypcach” mogą być bardziej komunikatem o braku poczucia wspólnoty i konkretnego zaangażowania niż próbą zranienia Pana.

 

Wygląda to na związek, w którym potrzeby emocjonalne i wyobrażenia o partnerstwie zaczynają się mocno rozmijać. 

 

Myślę sobie, że warto podjąć rozmowę z partnerką o Waszym związku i zadać sobie pytania tego typu lub/oraz inne, jakie Wam przyjdą do głowy: 

„Czym dla każdego z nas jest ten związek dzisiaj i czym miałby być za rok czy dwa?”

„Jak każde z nas rozumie zaangażowanie: emocjonalnie, praktycznie, finansowo, rodzinnie?”

„Czego Tobie najbardziej brakuje w tej relacji, a co dla Ciebie jest już przeciążające?”

„Po czym każde z nas czuje się ważne i „na swoim miejscu” w związku?”

„Jaką rolę realnie mam mieć w Twoim życiu i w życiu Twoich dzieci?”

„Czy chcemy budować wspólną codzienność, czy raczej utrzymywać relację bardziej „obok” obecnego życia?”

 

Pozdrawiam serdecznie

Justyna Ostrowska

1 miesiąc temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Wygląda na to, że problem nie leży w samej komunii, tylko w tym, że od dłuższego czasu żyje Pan w poczuciu emocjonalnego niedosytu i niepewności co do tego związku. Dlatego sytuacje, które dla innych mogłyby być neutralne, Pan odbiera intensywnie jako sygnał odsunięcia czy bycia „mniej ważnym”. Jednocześnie partnerka wysyła mieszane sygnały. Z jednej strony daje bliskość, czułość, łapie za rękę, przeprasza i mówi o swoich trudnościach. Z drugiej sama przyznaje, że się odsuwa, że miała inne oczekiwania wobec relacji i podkreśla, że nie jest Pan jeszcze częścią jej codziennego życia czy rodziny. To normalne, że może Pan w związku z tym odczuwać więcej lęku i silniej analizować zachowania partnerki.  Myślę, że ważne byłoby tutaj nie tylko szukanie potwierdzenia uczuć ze strony partnerki, ale też spokojne zastanowienie się, czy ta relacja daje Panu wystarczające poczucie bezpieczeństwa i zaspokaja Pana potrzeby emocjonalne. Na ten moment wygląda to trochę jak emocjonalna huśtawka: rano poczucie odrzucenia, wieczorem bliskość i ulga. Trudno długo funkcjonować w takim napięciu. Dodatkowo pomocne mogłoby być przyjrzenie się temu lękowi przed byciem „nieważnym” w terapii zwłaszcza, jeśli doświadczał Pan takich uczuć również we wcześniejszych związkach.

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

1 miesiąc temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Mąż odtrącił mnie po operacji guza mózgu - dlaczego tak jest?
Jestem 3 miesiace po operacji guza mózgu. Dochodzę do siebie w domu i czekam na kolejną operacje. Jestem bardzo emocjonalna zreszta zawsze taka bylam, jak coś mi się nie podobało to głośno otym mówiłam. Mój maz(24 lata razem z pół rocznymi przerwami dwa razy) odtrącił mnie całkowicie po operacji. Spi w pokoju dorosłego syna i traktuje mnie jak powietrze od 1,5 roku. Jeszcze w zeszłe święta Bożego Narodzenia powiedziała mi że jestem zdrowa i nic mi nie jest. Kiedy okazało się w marcu że mam guza mózgu, a nie wymyślam nawet mnie nie przytulił tylko powiedział: będzie dobrze. A potem już było tylko gorzej. Ja oczekiwałam czułości i troski, a on izolacji. Całymi dniami zajmuje się telefonem i swoim hobby 3 razy w tygodniu. Powiedział mi, że juz nie potrafi naprawić tego co jest miedzy naami, ale chce mi pomagać finansowo i wozić mnie do lekarza, mieszkać że mną, być obok, ale nie jest obok. Jest jak wspolokator. Nie chcę tego. Co myślicie? Dlaczego tak jest?
Jak radzić sobie z nadopiekuńczymi rodzicami i trudną sytuacją rodzinną?

Witam, od dłuższego czasu mam problem, z którym sobie nie radzę i chciałabym prosić o poradę. 

Chodzi o moich nadopiekuńczych rodziców - bardziej mamę. 

Od zawsze chce kontrolować wszystko, co robię i chce dyrygować moim życiem. Odkąd zaczęłam podstawówkę, byłam zmuszona do bycia najlepszą uczennicą w klasie i nie tylko. Jak tylko wracałam do domu, to kazała mi się uczyć, przez co nie miałam czasu ani dla siebie, ani dla znajomych, czy też hobby. 

Jeżeli nie rozumiałam jakiegoś materiału, to kazała mi siedzieć w nocy i wkuwać, dopóki go nie umiem. Często mnie pytała i wyzywała, jak ocena była mniejsza od 4 (co bardzo rzadko się zdarzało). Pamiętam, że jak dostałam 3 ze sprawdzianu, to popłakałam się przy klasie i nauczycielce, bo wiedziałam, że dostanę opieprz za to. Byłam wyzywana za swoje oceny, co przyczyniło się też do moich problemów z jedzeniem i stresem, które trwają do dziś. Dodam jeszcze, że od urodzenia do około 18 urodzin mój ojciec był alkoholikiem i robił awantury cały czas, więc nauka w takiej atmosferze była trudna, patrząc jeszcze na nagonki ze strony mojej mamy. Mój ojciec próbował kupić moją miłość głupimi prezentami, których nie chciałam. Nie rozumiał, że jedyne co chciałam to, to, żeby nie pił. Jak byłam już starsza, to się buntowałam i przez to mnie wyzywał np. od "krowy jebanej" itp. Mój brat miał dosyć zachowania moich rodziców i w wieku 16 lub 17 lat się wyprowadził to moich dziadków. Ja niestety nie miałam i nie mam takiej opcji. Moje nastoletnie lata też nie były kolorowe. Ojciec dalej pił, a mój kontakt z bratem był do dupy od zawsze, bo mój ojciec ograniczał nam kontakt i nie pozwalał, np. mojemu bratu się ze mną bawić jak byłam młodsza. I przez co do dzisiaj nasza relacja jest, jaka jest. Od 13. roku życia mam myśli samobójcze i jestem po 3 próbach, podczas których się rozmyśliłam, chociaż nie wiem czemu. Od 1 podstawówki do 1 liceum co roku miałam świadectwa z paskiem i wyróżnienia, ale komuś to nie wystarczyło. Jeżeli miałam okres lub ogólnie źle się czułam i chciałam się zwolnić ze szkoły, to moja mama robiła mi o to awanturę. Mój okres od zawsze wygląda tak, że bardzo, bardzo boli i często mdleje albo wymiotuje. Według mojej mamy zawsze zmyślałam moje symptomy i samopoczucie. Jak tylko się zwolniłam, to krzyczała na mnie i nazywała różnymi wyzwiskami. Muszę dodać też, że odkąd chodzę sama do szkoły (podstawówka, liceum i teraz studia), muszę dawać mamie znać, że jestem na miejscu (inaczej wypisuje, wydzwania i robi awantury). Moje przyjaciółki zawsze się dziwiły, że nawet po 18 muszę do niej pisać, ale nic nie mogłam na to poradzić. 

Było mi ogólnie wstyd przez to. Odkąd ukończyłam 18 lat, to szukam pracy u siebie w mieście, jednak nieskutecznie. 

Jestem studentką zaoczną, ale i tak nikt nie chce mnie przyjąć, bo w większości chcą kogoś z doświadczeniem. Moja mama tego nie rozumie i mówi, że jestem leniwa, ma dosyć mojego zachowania i cały czas wygania do pracy. Cały czas składam CV, ale na razie nie mam od nikogo odpowiedzi. Od prawie 2 lat jestem w związku. Z chłopakiem mieliśmy i mamy podobną sytuację rodzinną (ojcowie alkoholicy, rodzina jest skłócona itp.), jednak moja mama przez to, że mój ojciec ma niebieską kartę, czuje się jakaś lepsza i nie chce mnie do chłopaka puszczać (chociaż mój ojciec był pijany, jak mój chłopak do mnie przyjechał). 

Nasz związek się przez to pogorszył. On był u mnie praktycznie cały czas (nawet podczas szkoły), był na moich 18 urodzinach (a ja na niego nie, bo moja mama mi chamsko znalazła robotę na ten dzień i kazała mówić, że jestem zajęta) i w zeszłym roku też mnie nie chciała puścić. Twierdzi, że skoro mieszkam u nich, to mam się słuchać i nie mam nic do gadania. Mój ojciec jest niby po mojej stronie, a tak naprawdę jest manipulowany przez moją matkę. Podsumowując, mój chłopak przyjechał do mnie ponad 30 razy, a ja do niego z 5 razy. Raz byłam z nim i jego rodziną nad morzem, potem musiałam kłamać, że jadę do niego na próby do poloneza (ale tańczyliśmy go tylko na mojej studniówce), bo inaczej bez powodu by mnie matka nie puściła. I tak podczas jednego pobytu zrobiła mi awanturę. Mój brat miał po mnie przyjechać, ale pasowało mu tylko wieczorem (bo spędzał czas ze swoją dziewczyną), a moja mama krzyczała na mnie, że mam do niego pisać i dzwonić i kazać mu przyjechać po południu. 

Uparł się i przyjechał wieczorem, a ja ze stresu przez całą drogę płakałam, to też mój brat się wkurzył i opieprzył mamę za jej zachowanie. Jak wróciłam, to oboje rodziców się zachowywało, jakby nic się nie stało. Ostatnio zaczęłam się buntować i udało mi się pojechać do niego 2 razy z rzędu i teraz na sylwestra (mieszkamy od siebie ok. 40 minut i albo on, albo jego rodzice po mnie przyjeżdżają i zawsze jestem u nich mile widziana). 

A teraz opowiem ostatnią sytuację, czyli sylwester u chłopaka. Moja mama była jak zawsze przeciwna i się fochała i robiła mi awantury, ale i tak postawiłam na swoim. I problem w tym, że miałam tam jechać tylko na 4 dni, ale postanowiłam zostać na 2 tygodnie. I muszę powiedzieć, że czułam się tam naprawdę dobrze i bezpiecznie. Miałam z kim porozmawiać i się pobawić (z młodszą siostrą chłopaka). U mnie każdy siedzi u siebie i zajmuje się sobą (ojciec gra, mama wychodzi albo siedzi w telefonie, a ja gram lub gadam z chłopakiem). 2 dni przed moim powrotem zadzwoniłam do ojca, aby mu powiedzieć, kiedy wracam i o której (bo moja mama była już obrażona i nie chciała ze mną gadać). 

On spokojnie powiedział, że okej i tyle. Następnego dnia, kiedy mój chłopak był akurat w pracy i tego nie słyszał, to znowu zadzwonił ojciec i tym razem z krzykiem mówił, że jak nie wrócę w termin, to po mnie na chama przyjedzie. Dodał też, że przeze mnie moja mama płacze i nie je. Sam potem powiedział, że matka się okropnie zachowuje i wzięła go wtedy na litość. 

Jak tylko wróciłam, to była i jest obrażona, a ojcu skarży się, że to ja jestem. Ostatnio nazwała mnie rozkapryszonym gówniarzem, który nie dostaje tego, czego chce. Do teraz jestem na nią zła, bo nie dość, że mnie tak traktuje, płacze, bo nie idzie coś po jej myśli, to jeszcze za każdym razem każe mi rządzić się rodzicami chłopaka (żebym wróciła o tej godzinie, o której mama chce, a nie tak jak pasuje jego rodzicom, żeby mnie odwieźć). 

Jestem załamana i zaczęłam szukać pracy nawet niedaleko mojego chłopaka, aby w razie czego się na chwilę do nich wprowadzić i zarobić na siebie, a potem być na swoim. 

Nie wyrabiam w tym domu. Dodam, że miałam z rodzicami dużo rozmów, ale przez moją mamę zawsze były to bardziej kłótnie, z których i tak się nic nie nauczyła. Zdaniem mojego ojca jestem już dorosła i mogę robić to, co chce i uważam, a on będzie mnie wspierał, dopóki może. Tak więc moje pytanie. 

Czy mam zacząć myśleć poważnie nad tą pracą przy miejscowości chłopaka i się tam przeprowadzić?

Dlaczego inni traktują mnie jak dziecko? Jak unikać pouczeń w dorosłym życiu?
Dzień dobry. Mam problem z którym nie mogę sobie poradzić, a nie wiem nawet w którą stronę szukać rozwiązania tego problemu, bardzo proszę o jakąś sugestie. Rzecz dotyczy tego, że mam 36 lat a bez przerwy ktos traktuje mnie jak niedorozwinięte dziecko, poucza w oczywistych sprawach i mówi mi co mam robić. Czy to normalne że ludzie tak robią i inni nie biorą tego tak do siebie (nie zwracają na to uwagi), czy ja mam coś w swoim zachowaniu takiego że przyciągam takich ludzi?
Moja partnerka choruje na zaburzenia odżywiania-bulimię, problemy z samoakceptacją, depresję. Raz jest lepiej, a raz gorzej.
Jestem z moją partnerką od kilku lat, jesteśmy zaręczeni. Cały nasz związek to pasmo wzlotów i upadków. Moja partnerka choruje na zaburzenia odżywiania-bulimię, problemy z samoakceptacją, depresję. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Kiedy jest lepiej, jest najcudowniejszą osobą pod słońcem, szczerym złotem i promykiem. Ale zdecydowanie częściej jest kupką nerwów, zamkniętą w sobie. Obraża się o nic, nie komunikuje, mam wrażenie, że manipuluje... Nie wspiera mnie w codziennych obowiązkach. Czuję się od jakiegoś czasu szalenie samotny w związku, wszystko kręci się wokół jej emocji, natomiast ja jestem niezauważalny. A jest mi strasznie ciężko dźwigać to wszystko w pojedynkę. Nie mogę liczyć na wsparcie, zaniedbałem siebie o swoje pasje... Dotarło do mnie, że żyję z nią jedynie dla tych pojedynczych pięknych momentów, czekając na nie i pielęgnując, gdy się pojawiają. Obietnice zmiany pojawiały się wielokrotnie, za każdym razem to samo. Jestem cholernie zmęczony, podjąłem decyzję o rozstaniu, bo chcę zawalczyć o siebie. ALE boję się jej zostawić samej, wiedząc, że ma skłonności autodestrukcyjne, praktycznie nie ma rodziny i przyjaciół. Ma tylko mnie. Nie wiem, jak poradzić sobie z tymi strasznymi wyrzutami sumienia? Czuję się, jakbym ją porzucał. Ale przecież mam chyba prawo do bycia szczęśliwym? Potrzebuję pomocy, jestem w fatalnym stanie psychicznym, czuję się za nią odpowiedzialny i wiem ,że byłbym gotów żyć tak już zawsze poświęcając siebie w imię miłości.
Jak poradzić sobie po rozstaniu, gdy uczucia między nami są skomplikowane?
Zerwaliśmy z chłopakiem po 6 latach razem, dalej mamy ze sobą kontakt, chcemy go utrzymywać, wyprowadziłam się, ale dalej ja nocuje u niego a on u mnie raz na jakiś czas oczywiście, przyjeżdża po pracy, oglądamy serial wtuleni w siebie… wiem jak to brzmi, ale nie potrafimy z siebie zrezygnować… Powód zerwania? Kocha mnie ale nie pożąda. Kocha mnie jako rodzine/przyjaciółkę.. załamałam się po tym… strasznie boli to nawet pisząc ale nie chce go stracić. Strasznie tęsknie za nim po mimo ze jest obok, tęsknie za jego zapachem skóry, za bliskością, za zasypianiem i budzeniem się razem, za samą codziennością, wspólnym życiem. Mam problemy przez z odżywianiem, nie mam w ogóle apetytu, ochoty jeść, schudłam 8 kg w krótkim czasie, staram się myśleć pozytywnie, że nic nie poradzę na jego decyzje, mówię sobie „nie zawracaj sobie głowy, nic i tak nie zmienisz, nie zamartwiaj się, nie rozmyślaj, nie twórz scenariuszy przyszłości bliskiej i dalekiej” Nie wiem jakiej odpowiedzi oczekuje, ciężko jest wyrazić to co się dzieje w naszej relacji i co do siebie dokładnie czujemy, ciężko jest to pojąć osobie trzeciej. To jest tylko garstka naszego związku, praktycznie sam koniec.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.