Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dlaczego czuję się odrzucony w związku na odległość? - analiza emocji

Witam, zastanawiam sie nad soba i tym czy moja reakcja jest prawidlowa a przede wszystkim dlaczego tak silna. Zwiazek na odleglosc ona 2 dzieci. Czeste klotnie, odczuwam wiecznie niedosyt kontaktu. Ale do rzeczy - jest komunia… widze, ze wszyscy siedza w parach… ona musiala cos niesc do jedzenia otarza.. w zartach powiedziala ze nie ma meza bo nie chciala tego robic - jednak ja wybrali… wchodzimy do kościola, jest lawka dpa wybranych rodzicow ale wlasciwie mam wrAzenie ze jako partner moglbym z nia tak siedziec… w lawce za nia chociaz - w ktoryms momencie zwolnila sie troche lawka za nia - spytalem jej czy tu juz wolne - byc moze nie uslyszala… ale widzac jakichs znajomycy z rodziny syna szybko ich zawolala zeby usiedli na tym wolnym miejscu. Poczulem sie zle… mialem wrazenie, ze jestesmy jedyna para ktora siedzi osobno. Wczesniej mowilem jej ze poczulem sie zle jak opowiadala jak wykrzyczapa ze nie ma meza zeby nie uczestniczyc. Powiedziala ze ja nie gram pierwszycy skrzypiec to komunia syna, zapytalem kim jestem w tej relacji powiedziala - ani mezem, ani nazeczonym - nie uczestnicze w rachunkach w obowiazkach nacodzien bo uwazam, z mam swoje mieezoanie i oplaty za granica. Siedzimy wiec w tym kosciele, czuje sie jak jakis odtracony, po kosciele podchodzi rodzina tego syna - nikomu mnie nie przedstawila… zrobili sobie zdjecia rodzinne… zawiozlem ich so restauracji - rozwrwany w srodku (ale dlaczego?!). Usiedlismy usiadla obok zlapala za reke - wszystko sie uspokoilo… potem nagle zniknela zeby porozmawiac z wszystkimi gosciami - nawet nie zauwazylem kiedy… po jakims czasie wrocila zlapapa mnie za reke znowu sie poczulem lepiej… z niektorymi osobami nie miala tam ochoty na kontakt ale z wiekszosca widzialem, ze super… czulem sie iak jakis dodatek… tzn nie czuje, ze idziemy razem - chodz przedstawie Cie - raczej widzi ze siedze z Mama… i niech siedzi… kazdy sie domysli ze to moi partner… wieczorem pewnie bedzie swietny seks (mam nadzieje) ale… zaraz znowu pewnie poczuje sie jak nikt w jakiejs sytuacji… rozmawiac o tym nie moge bo sie mocno irytuje “ze znowu mowie o sobie a o ona potrzebuje wsparcia”. Byl moment wczesniej ze przeprosila mnie za slowa o skrzypcach… ze odsuwa sie od pol roku bo miala inne oczekiwania na sylwetra… ze jakos sie zdeklaruje co ro powrotu… i ze wie ze jest mama na 200-% i moge czuc sie odsuniety… tak ciaggle czuje eie odsuniety… juz wariuje nie wiek co mam myslec rano dramat wieczorem super… hustawka emocjonalna…dlaczego tak silnie czuje sie odrzucany? Gdzie jest granica…przeciez moze sobie porozmawiac z goscmi sama… cos mnie ciagle boli mam niedosyt…
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 

  Opisuje Pan poczucie odrzucenia, które  prawdopodobnie wynika z połączenia  braku jasnego miejsca w tej relacji kiesy ona wprost mówi: nie jesteś mężem, nie jesteś narzeczonym, nie jesteś częścią codzienności. To zostawia Pana „pomiędzy”, a  niespójnych sygnałów  raz trzyma Pana rękę, bliskość, ciepło, za chwilę znika, nie przedstawia innym, funkcjonuje jakbyś Pana tam nie było. To bardzo mocno rozregulowuje emocje oraz  sytuacji społecznej (komunia) gdy takie wydarzenia wzmacniają temat „kto jest kim”. Widzi Pan pary, rodziny, role są jasne. U Was niestety jest inaczej. Pana potrzeby bycia uznanym i „widocznym” partnerem to jest normalna potrzeba, nie coś nadmiernego.

Dlatego nie chodzi tylko o to jedno zdarzenie z ławką. Ono było zapalnikiem dla czegoś większego:, poczucia, że nie jest pan  w pełni „jej” w przestrzeni publicznej. Ta „huśtawka” bardzo wzmacnia emocje. To działa trochę jak mechanizm kiedy  dostaje Pan bliskość w skutek czego odczuwa ulgę, ale kiedy ją traci to następuje spadek jest dużo mocniejszy niż gdyby jej w ogóle nie było. Jest to  klasyczny efekt niestabilnej dostępności emocjonalnej partnera.

  Gdzie jest granica „czy to normalne”? Normalne jest, że ona chce porozmawiać z gośćmi, być z rodziną dziecka, ale jest i druga strona medalu kiedy  normalne NIE jest, że  nie przedstawia Pana nikomu, ignoruje w takich momentach społecznych, reaguje irytacją gdy mówi Pan o swoich uczuciach zostawiając Pana z poczuciem „jestem nikim” w tej sytuacji. Pana reakcja jest sygnałem, że oczekiwania i potrzeby nie są spełnione.
Problemem jest odpowiedź na pytanie czy ta relacja daje Ci stabilność i poczucie bycia ważnym człowiekiem, czy tylko momenty ulgi między poczuciem odrzucenia? Proszę o tym porozmawiać otwarcie, a kiedy partnerka będzie wtedy wykazywała irytację lub będzie pana zbywała,. może warto się zastanowić czy warto w to brnąć? Jeśli nie ma przestrzeni na Pana emocje, to nie chodzi już o jedną komunię  tylko o to, że jesteście w relacji, w której Pana miejsce nie jest uznane.To, co Pana boli, nie jest przesadą a wygląda raczej jak zdrowa reakcja na bycie „obok” zamiast  „razem”.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Odpowiadając na Pana treść, uważam, że w tej sytuacji nie chodzi tylko o miejsce w ławce czy rozmowy z gośćmi ale o dużo głębszą potrzebę: bycia ważnym, zauważonym i „włączonym” w jej życie. Kiedy tego Panu brakuje, uruchamia się silny lęk przed odrzuceniem i emocjonalnym odsunięciem, dlatego tak mocno reaguje Pan na drobne sytuacje.

Jednocześnie sądzę, że ona może być rozdarta między rolą partnerki a rolą mamy i organizatorki życia rodzinnego. Problem pojawia się wtedy, gdy Pańskie potrzeby bliskości stale zderzają się z jej dystansem lub irytacją na rozmowy o emocjach a to tworzy huśtawkę: chwila czułości daje ulgę, a potem znów wraca pustka i niedosyt. Warto moim zdaniem zadać sobie pytanie: czy w tej relacji czuje się Pan naprawdę bezpieczny emocjonalnie i ważny na co dzień, nie tylko wtedy, gdy jest bliskość fizyczna?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam poczucie bardzo dużego smutku, zagubienia i emocjonalnego przeciążenia. Jakby każda sytuacja między Państwem była przeżywana bardzo intensywnie – nie tylko jako konkretne wydarzenie, ale trochę jako odpowiedź na pytanie: „czy jestem ważny?”, „czy jestem blisko?”, „czy jestem wybrany?”.

I mam wrażenie, że coś w Panu bardzo mocno odbiera sygnały z otoczenia. Jakby bardzo uważnie obserwował Pan gesty, miejsca przy stole, spojrzenia, sposób przedstawiania. I z tych drobnych sytuacji budował się potem cały wewnętrzny świat – pełen bólu, odsunięcia, poczucia bycia „obok”.

Trochę tak, jakby cała rzeczywistość bardzo mocno przechodziła przez tę relację z nią. Jakby to ona stawała się głównym miejscem, przez które doświadcza Pan własnej wartości, bezpieczeństwa, bycia ważnym.

I mam poczucie, że ujawnia się tutaj jakaś bardzo wrażliwa część Pana. Taka, która dużo widzi, dużo czuje i bardzo dużo bierze do siebie.

A wrażliwość sama w sobie jest czymś pięknym. Pozwala głęboko przeżywać relacje, dostrzegać niuanse, być blisko ludzi. Ale kiedy nie ma obok wystarczająco mocnego oparcia w sobie, potrafi też być bardzo męcząca. Bo wtedy człowiek zaczyna być zależny od każdego sygnału z zewnątrz – jednego dotyku, jednego zdania, jednego odsunięcia.

I może właśnie dlatego pojawia się ta huśtawka: rano rozpacz, wieczorem spokój po złapaniu za rękę.

W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że obok tej bardzo wrażliwej części warto byłoby wzmacniać też coś po drugiej stronie – większe poczucie własnej wartości, oparcia w sobie, poczucia że „jestem ważny” również wtedy, kiedy druga osoba przez chwilę zajmuje się czymś innym albo nie daje dokładnie takiego sygnału, jakiego potrzebuję.

Bo mam wrażenie, że teraz bardzo dużo Pana poczucia bezpieczeństwa jest oddane w ręce tej relacji.

I być może właśnie temu warto się przyglądać – nie tylko temu, co ona robi albo czego nie robi, ale temu, co dzieje się w Panu w momentach odsunięcia, samotności, „bycia obok”.

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pana silna reakcja emocjonalna i poczucie odrzucenia są w pełni zrozumiałe, ponieważ sytuacja z komunii w soczewce pokazała fundamentalny problem Waszego związku - głęboki brak poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji oraz jasnej pozycji w życiu partnerki. Huśtawka emocjonalna, w której jednego dnia czuje się Pan odtrącony, a po jednym geście bliskości lub udanym seksie wszystko na chwilę wraca do normy, to klasyczny mechanizm uzależnienia od rzadkich momentów akceptacji, co potęguje lęk i wieczny niedosyt kontaktu. Partnerka swoimi słowami o tym, że nie jest Pan „ani mężem, ani narzeczonym”, ponieważ żyje Pan za granicą i nie dzieli z nią codziennych obowiązków, bardzo brutalnie określiła Pana status jako tymczasowego dodatku, a nie pełnoprawnego życiowego towarzysza. Zachowania takie jak nieodpowiedzenie na pytanie o wolne miejsce, pospieszne usadzanie tam innych osób, nieprzedstawienie Pana rodzinie czy ignorowanie Pana obecności przez większość uroczystości, obiektywnie ranią i dają sygnał, że jest Pan trzymany na bezpieczny dystans, poza jej oficjalnym światem. Granica zdrowej relacji została tu przekroczona, ponieważ w dojrzałym związku partnerzy idą ramię w ramię, a nie ukrywają się w tłumie, dlatego Pana ból nie wynika z przewrażliwienia, lecz z faktu, że ta relacja w obecnej formule na odległość opiera się na samotności we dwoje i nie zaspokaja Pana podstawowych potrzeb emocjonalnych.

Pozdrawiam

Bożena Nagórska

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

Mam wrażenie, że w tej sytuacji nakładają się na siebie dwie rzeczy.

 

Pierwsza: komunia dziecka była przede wszystkim wydarzeniem jej syna, jego rodziny i rodziców. To naturalne, że ona musiała być wtedy mocno skupiona na dziecku, gościach, obowiązkach, organizacji i rodzinie. W takim dniu partner mamy może rzeczywiście nie być „na pierwszym planie”.

 

Druga rzecz jest jednak równie ważna: Pan nie opisuje tylko jednej sytuacji z komunii, ale stałe poczucie bycia odsuwanym, niedookreślonym i jakby „dodatkowym”. Związek na odległość, jej dzieci, brak wspólnego życia codziennego, częste kłótnie i niedosyt kontaktu mogą bardzo nasilać lęk przed odrzuceniem. Wtedy każde zdanie, każda ławka, każde nieprzedstawienie rodzinie zaczyna boleć mocniej, niż bolałoby w stabilnej relacji.

 

Nie oznacza to, że Pan „wariuje”. Bardziej wygląda to tak, jakby bardzo potrzebował Pan jasności: kim jestem w tej relacji, jakie mam miejsce, czy jestem partnerem wprowadzanym do życia, czy kimś obok. Jeśli ta jasność nie istnieje, pojawia się huśtawka: ona złapie za rękę i jest ulga, ona odejdzie do gości i wraca ból.

 

Warto jednak uważać, żeby z tego bólu nie robić ciągłych rozliczeń w trakcie ważnych wydarzeń. Wtedy druga osoba może czuć, że zamiast wsparcia dostaje presję. Lepiej porozmawiać poza emocjami i bardzo konkretnie, na przykład: „Nie chodzi mi o to, żebyś na komunii zajmowała się tylko mną. Chodzi mi o to, że często nie wiem, jakie mam miejsce w Twoim życiu. Potrzebuję wiedzieć, czy chcesz mnie realnie wprowadzać w swoją codzienność i rodzinę, czy raczej trzymać z boku”.

 

Granica jest tam, gdzie Pan zaczyna oczekiwać, że ona będzie regulowała każdy Pana lęk, na przykład ma stale być obok, przedstawiać każdemu, nie rozmawiać sama z gośćmi. Ale granica jest też tam, gdzie ona oczekuje, że Pan będzie obecny, wspierający i cierpliwy, a jednocześnie nie daje Panu żadnego jasnego miejsca ani poczucia bezpieczeństwa.

 

Seks, czułość i dobre wieczory nie rozwiążą tego problemu, jeśli w ciągu dnia czuje się Pan nieważny i odsunięty. Tu potrzebna jest rozmowa nie o jednej komunii, tylko o całej relacji: czy macie wspólny kierunek, czy są plany, czy ona chce Pana jako partnera w swoim życiu, czy Pan jest gotów wejść w życie kobiety z dziećmi nie tylko emocjonalnie, ale też realnie i codziennie.

 

Warto też przyjrzeć się sobie: dlaczego sytuacje odsunięcia tak mocno Pana uruchamiają, skąd ten niedosyt i lęk, czy podobny schemat pojawiał się wcześniej. To dobry temat do własnej terapii, niezależnie od tego, co stanie się z tą relacją.

 

Na dziś nie oceniałbym tego jako „ona jest zła” albo „Pan przesadza”. Raczej widzę relację, w której jest dużo niejasności, dużo napięcia i za mało poczucia bezpieczeństwa. I bez spokojnego ustalenia miejsca, zasad i oczekiwań ta huśtawka prawdopodobnie będzie wracać.

 

Łukasz Dyłka

Justyna Ostrowska

Justyna Ostrowska

Witam i spróbuję opisać, jak ja to widzę. 

 

To, co Pan przeżywa, brzmi jak silny lęk przed odsunięciem i potrzebę upewniania się, że jest Pan ważny w tej relacji. Sama komunia prawdopodobnie nie byłaby aż tak bolesna, gdyby wcześniej między Wami było więcej stabilności, bliskości i jasności co do tego, kim dla siebie jesteście. 

 

W wielu momentach opisuje Pan nie tyle konkretne zachowania partnerki, ile własne przeżycie: „jestem odsunięty”, „nieważny”, „jak dodatek”. I rzeczywiście, kiedy relacja jest nieokreślona, pełna niedosytu kontaktu, huśtawek „rano dramat – wieczorem bliskość”, psychika zaczyna bardzo mocno reagować na drobne sygnały dystansu. Wtedy nawet miejsce w ławce czy brak przedstawienia rodzinie urasta emocjonalnie do pytania: „kim ja dla niej właściwie jestem?”.

 

Jednocześnie warto zauważyć perspektywę partnerki. Z Pana opisu wynika, że nie tworzycie wspólnego domu, nie uczestniczy Pan na co dzień w obowiązkach związanych z jej życiem i dziećmi, więc ona może widzieć tę relację bardziej jako ważną więź emocjonalną niż pełne partnerstwo rodzinne. Jej słowa o „mężu” czy „pierwszych skrzypcach” mogą być bardziej komunikatem o braku poczucia wspólnoty i konkretnego zaangażowania niż próbą zranienia Pana.

 

Wygląda to na związek, w którym potrzeby emocjonalne i wyobrażenia o partnerstwie zaczynają się mocno rozmijać. 

 

Myślę sobie, że warto podjąć rozmowę z partnerką o Waszym związku i zadać sobie pytania tego typu lub/oraz inne, jakie Wam przyjdą do głowy: 

„Czym dla każdego z nas jest ten związek dzisiaj i czym miałby być za rok czy dwa?”

„Jak każde z nas rozumie zaangażowanie: emocjonalnie, praktycznie, finansowo, rodzinnie?”

„Czego Tobie najbardziej brakuje w tej relacji, a co dla Ciebie jest już przeciążające?”

„Po czym każde z nas czuje się ważne i „na swoim miejscu” w związku?”

„Jaką rolę realnie mam mieć w Twoim życiu i w życiu Twoich dzieci?”

„Czy chcemy budować wspólną codzienność, czy raczej utrzymywać relację bardziej „obok” obecnego życia?”

 

Pozdrawiam serdecznie

Justyna Ostrowska

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Wygląda na to, że problem nie leży w samej komunii, tylko w tym, że od dłuższego czasu żyje Pan w poczuciu emocjonalnego niedosytu i niepewności co do tego związku. Dlatego sytuacje, które dla innych mogłyby być neutralne, Pan odbiera intensywnie jako sygnał odsunięcia czy bycia „mniej ważnym”. Jednocześnie partnerka wysyła mieszane sygnały. Z jednej strony daje bliskość, czułość, łapie za rękę, przeprasza i mówi o swoich trudnościach. Z drugiej sama przyznaje, że się odsuwa, że miała inne oczekiwania wobec relacji i podkreśla, że nie jest Pan jeszcze częścią jej codziennego życia czy rodziny. To normalne, że może Pan w związku z tym odczuwać więcej lęku i silniej analizować zachowania partnerki.  Myślę, że ważne byłoby tutaj nie tylko szukanie potwierdzenia uczuć ze strony partnerki, ale też spokojne zastanowienie się, czy ta relacja daje Panu wystarczające poczucie bezpieczeństwa i zaspokaja Pana potrzeby emocjonalne. Na ten moment wygląda to trochę jak emocjonalna huśtawka: rano poczucie odrzucenia, wieczorem bliskość i ulga. Trudno długo funkcjonować w takim napięciu. Dodatkowo pomocne mogłoby być przyjrzenie się temu lękowi przed byciem „nieważnym” w terapii zwłaszcza, jeśli doświadczał Pan takich uczuć również we wcześniejszych związkach.

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

Zobacz podobne

Czy jest szansa na odbudowanie związku po zdradzie i depresji?
Dzień dobry, mój świat wczoraj runął, a ja się rozsypałam na kawałki..ale od początku. Mam 40 lat, rok temu w październiku miałam ogromny kryzys depresji, wiadomo że ona rozwijała się wcześniej, ale ja nie miałam tego świadomości, myślałam że to tylko gorszy czas (utrata pracy, śmierć ojca z którym nie udało mi się nawiązać relacji). Wiem że odsuwałam się od męża, byłam obecna ciałem, ale nie duchem, dużo leżałam na kanapie. Czułam że co raz bardziej go unieszczęśliwiam, że jestem dla niego ciężarem. W końcu powiedziałam, że powinien mnie zostawić, ułożyć sobie życie z kimś innym. Nie wiem dlaczego tak mówiłam, nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, bo najbardziej na świecie nie chciałam żeby ode mnie odszedł. On się wyprowadził, dla niego to był cios, nigdy nie pozbył się żalu do mnie o to, że go wyrzuciłam z domu. Ja się zaczęłam leczyć, przez dwa miesiące on mieszkał sam, ale się spotykaliśmy np. obejrzeć razem serial. Prosiłam go cały czas o powrót do domu, w końcu przed świętami wrócił. Żyliśmy razem, ale on tak naprawdę nigdy nie dał mi prawdziwej szansy na naprawę naszej relacji, nie dał szansy nam. Starałam się, proponowałam wyjazd, wyjście do kina, do restauracji, na spacer, a on przeważnie mówił „nie, nie wiem, może, zobaczymy” i nic z tego nie wychodziło, próbowałam się do niego zbliżyć fizycznie, ale zawsze mówił mi że nie ma ochoty na seks, a każde moje przytulenie czy pocałunek po prostu oddawał, nigdy nie inicjował niczego sam. Proponowałam terapię par, ale reagował złością na tą propozycję. Czasami bywało tak jak dawniej, ale większość czasu z jego strony była obojętność. Bardzo mnie to bolało, ale uważałam, że to jest moja kara za to co jemu zrobiłam. W zeszłym tygodniu, w niedzielę powiedział mi, że nie może już dłużej żyć w kłamstwie, że wtedy jak mu powiedziałam, że ma sobie szukać kogoś innego to on kogoś poznał. Pisali ze sobą, pierwszy raz spali ze sobą na początku grudnia w zeszłym roku, że czasami jeździł do niej na kawę, a ostatnio po zabawie andrzejkowej (mnie na niej nie było, chciałam iść, ale on nie chciał, zresztą sam mówił że też nie idzie, potem poszedł z kolegą na piwo, a skończył na tej zabawie), był pijany i z nią spał, a że nie wrócił tego dnia na noc do domu to pewnie był u niej. Nie wiedział czy będzie kontynuował znajomość z nią. Powiedziałam że mu wybaczam, że wiem co go skłoniło do tego. Ale on powiedział, że nie potrafił dać mi prawdziwej szansy, że widział że ja się staram, a on od siebie nie dawał nic, że nie chce mnie dłużej ranić, przeprosił że tak to się wszystko pomiędzy nami potoczyło. Wczoraj się wyprowadził, powiedział że chce pomieszkać sam, przemyśleć wszystko na nowo, odkryć się na nowo. Bardzo go kocham, nie wiem jak mam dalej żyć, boli to że on nie chciał o nas walczyć..zostałam z tym bólem sama, nie mam rodziny, nikogo..czy jest szansa że on przemyśli wszystko i wróci?
Jak poradzić sobie z współuzależnieniem i toksycznymi relacjami w rodzinie?
W swoim 45 letnim życiu rozwiodłam się z traumatycznym alkoholikiem i wyszłam ponownie za mąż też alkoholika. Jestem kobietą po bardzo dużych przejściach, wręcz psychicznie byłam "przeorana" przez matkę i siostrę. Wieloletnie sprawy w sądzie zakładane przez "bliskie osoby "( o zachowek, podział majątku wspólnego, alimenty) doprowadziły do tego, że nie mam kontaktu ze swoją starszą 23 letnią córką . W tamtym czasie korzystałam z terapii u psychologa, bo nie mogłam się pozbierać sama w sobie, miałam myśli samobójcze i wydawało mi się, że jeśli najbliższa rodzina tak mnie krzywdzi, to Ja "odpuszczę", bo nie warto żyć. Nie mogłam zrozumieć jaki mają cel, by doprowadzać mnie do granicy ostateczności. Musiałam przeorganizować całe swoje życie i wyprowadzić się z rodziną ze swojego domu. Aktualnie od 4 lat mieszkamy (Ja, mąż, 12-letnia młodsza córka)w domu podzielonym na 3 mieszkania z teściową i szwagrem ze swoją rodziną. Mogłoby się wydawać, że teraz już będzie wszystko w porządku i zaczynam od "nowa", że to co było dla mnie koszmarem już nie wróci. Jednak życie pisze swoje scenariusze. Mieszkanie z innymi rodzinami nie jest łatwe i jak się okazuje nawet przestawione wiadro na wspólnym korytarzu dla teściowej, może okazać się powodem do wyzwisk, awantury, która eskaluje i zaczyna bezpośrednio mnie dotyczyć. Moja "ostoja spokoju " dom, który miał mi dawać poczucie bezpieczeństwa znów się okazuje zaczyna się burzyć. Teściowa bardzo mocno w ostatnim czasie wykorzystuje moją przeszłość i atakuje mnie słownie, fizycznie, obmawia mnie do innych domowników. Mój mąż dostrzega to, jednak "odważny" jest mówić o tym gdy jest pijany. Relacje między Mną a mężem są oziębłe i można powiedzieć oschłe. Martwię się kiedy widzę, jakie trudności ma z kontrolowaniem picia i jak bardzo oddalamy się od siebie. Wszystkie rozmowy, które dotyczą Jego uzależnienia kończą się sprzeczką, większą izolacją, bagatelizowaniem problemu i obiecywaniem tylko "zmienię się". Czuję się współuzależniona (brak spontanicznej komunikacji między Nami, jestem w permanentnym stresie, odczuwam lęk, mam duże poczucie winy i odpowiedzialności, co negatywnie wpływa na samopoczucie rodziny). Boję się o Naszą przyszłość, boję się o Jego zdrowie, boję się o siebie "czy udźwignę ten ciężar", boję się o młodszą córkę, która dorasta widząc niezdrowe relacje, po prostu boję się, że nie "ogarniam"tego wszystkiego. Czuję się niepotrzebna, bezsilna. Nie dostrzegam już dobrego rozwiązania i czuję się osaczona. Proszę o pomoc
Zbyt szybkie angażowanie się w relacje damsko-męskie
Dzień dobry, Zauważyłam, że mam problem zbyt szybkim zaangażowaniem w relacje damsko męskie. Ilekroć jakiś mężczyzna okaże mi większe zainteresowanie ja zaczynam cały czas o nim myśleć i zastanawiać się jakby to było jak byliśmy razem. Później i tak nic nie wynika z relacji, a ja odczuwam tylko smutek i żal, że znowu nic z tego nie wyszło.
Jak radzić sobie z przemocą emocjonalną i fizyczną w związku?

Co robić, błagam, pomóżcie. Mój partner od 11 w związku ze mną zmienił się w potwora. Na każdym kroku mnie poniża nawet przy dziecku, zrzuca na mnie każdą winę. Nawet gdy to on popełni błąd, wina zawsze jest moja. Ciągle słyszę: powinnaś zrobić tak, Powinnaś pomyśleć, źle zrobiłaś, nie tak" albo "zamknij mordę", zamknij ryj idiotko, WYPIERDALAJ z tego domu". Ja wywołuje czasem niechcący te awantury, bo umiem tylko rozmową rozwiązywać problemu, a on nigdy nie chce ze mną rozmawiać. Chowa głowę w piasek i udaje, że nic się nie dzieje. A jak nalegam, to on wpada w szal i zaczyna atakować. Nic do niego nie przemawia, a gdy się sprzeciwie, to on zrzuca się z rękami na mnie. Nasz syn ma 10 lat i też nie poznaje własnego ojca.

Oddaliliśmy się od siebie z narzeczonym - on ma problem z komunikacją
Pomocy mój związek się rozpada :( Mam 32 lata, narzeczony 34 . W ciągu paru miesięcy bardzo oddaliliśmy się od siebie. Tematem codziennych rozmów zazwyczaj był temat dzieci. Co robiły, jak im dzień minał itd. Mój narzeczony ma problemy z mówieniem. Na wiele moich pytań odpowiada "nie wiem" i tak było od zawsze... Mnie bardzo irytuje to, gdy chce się od niego czegoś dowiedzieć a on odpowiada mi w ten sposób. Czuje się wtedy odrzucona i niechciana.Zamykam się bardzo na niego i nie wiem o co mu tak naprawdę chodzi, bo mi tego nie mówi, stąd też to oddalenie. W przeszłości były sytuacje, kiedy narzeczony pisał z innymi dziewczynami. Nie przyznał się nigdy do tego, tylko wychodziło to przypadkiem. Poważnie zrobiło sie do tego stopnia, że narzeczony powiedział, że nie wie co do mnie czuje i potrzebuję czasu, żeby się przekonać czy to co było kiedyś między nami wróci..Prosiłam go bardzo, żebyśmy się wybrali na terapię, ale on nie chce. Bardzo źle jest nastawiony do tego typu spotkań chociaż nigdy na takim nie był... Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Mi bardzo zależy... Staram się do tego stopnia, że nie wiem czy tego nie jest po prostu za dużo...
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!