
- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Czy moje życie...
Czy moje życie romantyczne odbiega od normy? Introwertyczność i nieśmiałość w relacjach
ABCDE
Zuzanna Zbieralska
Dzień dobry,
Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Z pewnością to nie tak, że coś z Panią nie tak, tylko ma Pani takie doświadczenia, a nie inne, na co złożyło się wiele zmiennych. Pytanie na ile obecna sytuacja utrudnia Pani w jakiś sposób funkcjonowanie, ponieważ jeśli Pani rozważania nie sprowadzają się do objawów związanych z trudnymi emocjami, natrętnymi myślami, czy jakiegoś rodzaju lęku lub innej trudności, to być może nie ma potrzeby podejmowania jakiegokolwiek działania. To, że różnimy się w sposobie funkcjonowania od innych osób nie oznacza, że powinniśmy coś zmieniać. Oczywiście dopóki nie przysparza nam to jakichś trudności. Jeśli jednak jest to dla Pani obciążające- to warto porozmawiać o tym z psychologiem, aby poszukać konkretnych zależności. Osobiście jednak uważam, wnioskując po Pani opisie, że kierowała się Pani do tej pory po prostu swoimi indywidualnymi wartościami, zatem nic Panią nie ominęło, ponieważ inni mogli mieć inne wartości i nawet jeśli to była większość, to nie było sensu postępować tak jak oni, skoro miałaby się Pani do tego zmuszać.
Pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Porównywanie się z rówieśnikami, którzy są już w związkach, po ślubach czy mają dzieci, często uruchamia myśl, że „coś mnie ominęło”. Tak jak Pani wspomniała a propos rozpadów związków "idealnych" - warto pamiętać, że obserwuje Pani zazwyczaj u innych efekt końcowy, a nie koszty, kryzysy, rozczarowania i rozpad wielu z tych relacji. Pani droga była inna: zainwestowała Pani w edukację, zdrowie i przyszłą stabilność. To nie są „stracone lata”, tylko bardzo konkretna baza na dalsze życie. To, że od związku oczekuje Pani także partnerstwa, podobnych zainteresowań (w ogóle podobieństw), rozmowy, wsparcia i dojrzałości emocjonalnej, być może zawęża grono potencjalnych partnerów – ale to nie jest wada. To oznacza, że Pani kryteria są po prostu bardziej selektywne, ale jak najbardziej wydają się być rozsądne. Jedna z teorii w psychologii mówi o tym, że dobieramy się na zasadzie podobieństw i to właśnie one m.in. gruntują nam dobrą relację :)
Jeżeli chodzi o to, co można zrobić teraz, najważniejsze wydaje się zdjęcie z siebie presji „nadrobienia zaległości” i traktowania relacji jako wyścigu z czasem. Warto może też delikatnie pracować nad przekonaniem, że brak doświadczenia oznacza gorszość lub zacofanie – to przekonanie nie ma mocnych podstaw, a mocno obciąża emocjonalnie. Jeśli kiedyś będzie taka możliwość, rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc uporządkować te myśli, niezależnie od diagnoz. Nie ma jednego właściwego momentu na pierwszą relację ani jednego poprawnego scenariusza życia. To, że Pani historia wygląda inaczej niż historia wielu rówieśników, nie oznacza, że jest błędna. Oznacza tylko, że jest Pani drogą, a nie cudzą.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Anna Szczypiorska
Dzień dobry, z perspektywy psychologicznej Pani historia nie wskazuje jednoznacznie ani na „problem”, ani na coś, co należałoby traktować jako normę w sensie większościowym. Opisuje Pani raczej odmienny tor rozwoju relacyjnego, ukształtowany przez temperament introwertyczny, wysoką wrażliwość, przewlekłą chorobę oraz dużą koncentrację na nauce i funkcjonowaniu. W takich warunkach ostrożność w relacjach i brak wczesnych doświadczeń romantycznych nie są czymś zaskakującym. Pani sposób myślenia o związkach, większy nacisk na trwałość, porozumienie intelektualne i gotowość na codzienność niż na szybkie zauroczenie - może sprawiać, że relacje pojawiają się rzadziej, ale nie musi oznaczać trudności w ich tworzeniu. Poczucie, że „coś ważnego ominęło”, często nasila się w momencie porównań z rówieśnikami i presji społecznej, zwłaszcza gdy otoczenie funkcjonuje według innego modelu życia. Warto przyglądać się temu, na ile to przekonanie wynika z Pani realnych potrzeb, a na ile z oczekiwań innych osób. Pomocne może być stopniowe oswajanie tematu bliskości we własnym tempie oraz refleksja nad tym, czego dziś Pani potrzebuje w relacji, bez oceniania swojej dotychczasowej drogi jako straty.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
z opisu nie wynika, że „coś jest z Pani nie tak” – raczej, że rozwijała się Pani w swoim tempie, z dużą dojrzałością, refleksyjnością i innymi priorytetami niż rówieśnicy.
Brak związków nie jest miarą wartości ani dojrzałości, a Pani potrzeba głębokiej, partnerskiej relacji jest naturalna i zdrowa. Poczucie „opóźnienia” często pojawia się przy porównywaniu się z innymi, a nie z realnego deficytu. Jeśli temat zaczyna powodować cierpienie lub obniżać poczucie własnej wartości, warto omówić go z psychologiem – nie po to, by się „naprawiać”, lecz lepiej zrozumieć siebie. Życzę wszystkiego dobrego.
Pozdrawiam,
Składanowska D

Zobacz podobne
Witam, od jakiegoś pół roku moje życie wywróciło się do góry nogami (a przynajmniej w kwestii zawodowej). Są momenty, w których czuję, że tracę kontrolę nad tokiem wydarzeń. Myślałam, że nowa praca zmieni tę perspektywę, ale ponownie utknęłam w złym środowisku. Czuję, że moja pewność siebie się mocno obniżyła na skutek kilku wydarzeń (miałam - jak się później okazało - narcystycznego szefa, który potrafił obniżyć moje kompetencje przy zespole, którym kierowałam i zmieniać procedury, na które wcześniej się zgodził, aby pokazać swoją wyższość, między słowami również pokazał, że niszczył mój wizerunek na spotkaniach z innymi - zespołem lub znajomymi z innych firm). Postanowiłam stamtąd odejść, chociaż czuję, że nie była to pewna decyzja, a powinna taka być w tej sytuacji. Dodatkowo: Zastanawiam się, czy moja ścieżka kariery jest nadal "moja", czy nie jestem wypalona. Mimo że wcześniej praca, którą wykonuje sprawiała mi dużą satysfakcję i spełnienie, teraz czuję się mocno "oddalona" od niej i pogubiona - czy to jest to i co jest "moje". Co prawda zmieniłam firmę ze względu na narcystycznego szefa w poprzedniej, który przekraczał już wszystkie granice mobbingu, więc i moje obowiązki się zmieniły i poziom odpowiedzialności (na mniejszy, co też obniżyło moje poczucie pewności siebie). Próbuję różnych rzeczy, ale chyba nie umiem wybrać ścieżki. Zastanawiam się, czy da się jednocześnie pracować nad przeszłymi kwestiami i rozwijać te, na których teraz mi zależy.
Boję się czegoś w życiu podjąć, bo nie mam bezpiecznego ,,zaplecza" w postaci domu i rodziny. Wiem, że gdyby coś mi się nie udało, to zostanę z tym sama, dlatego tak trudno od lat jest mi spróbować w życiu czegoś nowego. Zawsze towarzyszy mi lęk.(Mam 20 lat)
Dzień dobry, mam 34 lata, w wieku 25 lat i mniej, nie było tego. Otóż 7-8 lat pracowałem przed komputerem, z początku praca stacjonarna i kontakt z ludźmi był, w tym z kobietami, następnie nastał czas pandemii i izolacji - pracę zaczeliśmy wykonywać w domu, po pandemii nadal mogliśmy pracować w domu, trwało to kilka lat, niby wygodnie, ale bez kontaktu z ludźmi.
Jak już minęła pandemia widzę, że się izoluję, unikam ludzi, nie przepadam chodzić na spacery, jak jest więcej ludzi na mieście, najlepiej spaceruje mi się zimą - wtedy jest mniej ludzi, ja jestem bardziej ubrany, nie widać tak szczupłych rąk i sylwetki. Nie to, że nie lubię ludzi, bardziej nie lubię tłoku, gdzie cały czas mijam kogoś lub siedzi wielu ludzi na ławce i patrzą.
Do czego zmierzam - absolutnie nie mam chęci rozmawiać z płcią przeciwną, zamknąłem się w sobie? Tak jakby boję się kobiet. Dziś byłem w centrum handlowym i czułem się tam całkowicie niepewnie, nieswojo, jakby zestresowany.
Próbuję wychodzić do ludzi. Teraz szukam nowej pracy, lecz nie przed komputerem, ale na budowie. Tylko że nie jestem w stanie iść i zapytać czy jest praca, raz miałem iść, ale różni pracownicy się na mnie patrzyli kto idzie i odpuściłem.
W wieku ok. 19 lat też chodziłem i pytałem po budowach o pracę, ale nie było takiego myślenia, po prostu szedłem.. A czemu budowa? Sądzę, że tam trzeba przebywać z ludźmi, a nie tylko komunikować się przez komputer oraz jest tam różnorodność zadań, trzeba tam pytać, słuchać, rozmawiać. Dodatkowo jak nie zarabiam to myślę, że jestem nic nie wart,nie ma sensu nigdzie podróżować itd.
Minus tego wszystkiego jeszcze taki, że nie mam kolegów i koleżanek, z którymi mogę wyjść - tak często jest samotność. Dawniej piłem alko, wtedy kontakty towarzystkie były prostsze.
Czy mam tak wychodzić na miasto do ludzi, pomimo że często nie będę z nikim rozmawiał? Czy to mi pomoże? Dawniej byłem czasami nawet duszą towarzystwa, ale miałem wtedy dużo znajomych ;)
