Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy normalne, że po roku terapii psychodynamicznej czuję się gorzej?

Czy to normalne, że w sumie po wizycie (terapia psychodynamiczna) jest mi od niedawna w jakiś sposób gorzej? Uczęszczam na ten rodzaj terapii od roku i dopiero niedawno, czując że właściwie wszystko przez ten cały czas co chciałam, to wyraziłam, teraz jakby nie wiem co ze sobą zrobić. Przed pójściem do terapeutki nie wiem o czym mówić, w trakcie zawsze wyjdzie jakoś mi łatwo z samej siebie jakiś temat, ale to tak, jakbym mówiła te tematy i one ciągle się zapętlały. Tak, jakby nic się nie zmieniało jak myślę o tym, ale ogólnie to czuję się o wiele lepiej niż rok temu (albo może to działanie zwiększonej dawki leku). Chyba jedynym sposobem na bycie szczęśliwą jest niemyślenie o sobie, teraz do takiego wniosku dochodzę, oraz zajmowanie się tylko pracą. Z drugiej strony boję się, że jakbym zrezygnowała z tej terapii, to odczułabym jednak różnicę i byłoby mi gorzej po pewnym czasie. Próbowałam terapii poznawczo-behawioralnej ale ona do mnie nie przemawiała, bo wyglądała jak lista zadań do wykonania żeby się zmienić, ale mi nic to nie dawało bo czułam jakbym wykonywała jakiś obowiązek względem świata Chciałabym mieć taką motywację do działania i taki spokój na co dzień jaki mam z lekiem (150 mg Velaxin) ale nie bede chyba brać tego leku całe życie.. Potrzebuję porady, jak to zazwyczaj u pacjentów wygląda. Oczywiście też porozmawiam o tym z moim terapeutą
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Witam

 

 Nie wiem jak jest w nurcie psychodynamicznym, ale czytam różne opinie jak o każdym nurcie zresztą. Sam jestem w szkole psychoterapii i wybrałem nurt poznawczo - behawioralny gdyż do mnie przemawia struktura sesji i zadania domowe. Trudno, aby po jednej wizycie poczuć się lepiej, a to że czuje się Pani gorzej jest naturalne. terapia to jest proces, w którym pacjent doświadcza różnych emocji, czasami nawet negatywnych i uruchamia w sobie mechanizmy obronne. To, co Pani czuje warto wnieść na kolejne spotkanie. Proszę pamiętać, że terapia to jest długi proces i nie należy oczekiwać spektakularnych zmian po kilku wizytach. Pisze Pani, że nie wie Pani o czym mówić. Więc proszę to także wnieść na sesję. To bardzo cenna informacja dla osoby, która Panią prowadzi. Proszę opowiedzieć o tym co Pani tutaj napisała. Ewentualnie zawsze można napisać na kartce co chce się powiedzieć i zwyczajnie czytać lub podać karteczkę terapeutce. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Renata Mazurowska

Renata Mazurowska

Dzień dobry, opisana przez Panią sytuacja jest częstym zjawiskiem w terapii i może być punktem przełomowym, jeśli tą refleksją podzieli się Pani ze swoim psychoterapeutą, to świetny materiał do wspólnej pracy, pozdrawiam i życzę powodzenia :) RM

Magdalena Ratajczyk

Magdalena Ratajczyk

To, że samopoczucie jest gorsze może oznaczać, że terapia wkracza w inną, trchę głębszą fazę. Terapia nie polega jedynie na omawianiu bieżących wydarzeń, ale na pracy nad schematami i śladami pamięciowymi, które są przyczyną bieżących problemów. Jeżeli do tej pory pomagała, oznacza że wszystko jest ok. Wcześniej pracowaliście nad objawem (złe samopoczucie), a teraz pracujecie głębiej nad przyczyną tego, że się pojawia. Z całą pewnością nie jest to moment na zmianę terapeuty czy nurtu, a raczej na wejście głębiej w pracę nad sobą. Zdecydowanie warto poruszyć ten temat na terapii. 

Pozdrawiam i życzę owocnej pracy

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Zatrzymałam się przy zdaniu, że „jedynym sposobem na bycie szczęśliwą jest niemyślenie o sobie i zajmowanie się tylko pracą”. Zastanawiam się, czy nie jest ono wyrazem zmęczenia ciągłym przyglądaniem się swoim przeżyciom, a nie rzeczywistą odpowiedzią na pytanie, czego Pani potrzebuje. Pisze Pani również, że mimo obecnych wątpliwości czuje się lepiej niż rok temu. To ważna informacja, bo łatwo skupić się na aktualnym dyskomforcie i nie zauważyć zmian, które już się wydarzyły. Myślę, że warto opowiedzieć terapeucie nie tylko o tym, że bywa Pani gorzej po sesjach, ale także o poczuciu zapętlenia i obawie, że utknęła Pani w miejscu. Rozmowa o samym procesie terapii często staje się ważnym elementem pracy, a nie oznaką, że terapia przestała działać.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

To, że po pewnym czasie terapii czujesz się chwilowo gorzej, nie jest czymś niezwykłym. Zwłaszcza w terapii psychodynamicznej zdarza się, że gdy zaczynamy docierać do głębszych emocji i schematów, pojawia się większy niepokój, zagubienie czy poczucie, że wszystko się „plącze”. Nie musi to oznaczać, że terapia nie działa.


Zwróciłbym uwagę na coś jeszcze – sama piszesz, że ogólnie funkcjonujesz lepiej niż rok temu. To ważna informacja, bo poprawa nie zawsze oznacza, że po każdej sesji będzie się czuło ulgę. Czasem jest odwrotnie – dyskomfort jest częścią procesu, który z czasem prowadzi do większego zrozumienia siebie.


Warto powiedzieć terapeutce dokładnie to, co napisałaś tutaj: że nie wiesz, o czym mówić przed sesją, że masz wrażenie zapętlenia i zastanawiasz się, czy terapia nadal Ci służy. Rozmowa o samym procesie terapii często bywa jednym z najważniejszych momentów leczenia.


Jeśli chodzi o lek, nie zakładaj od razu, że będziesz go przyjmować całe życie. U wielu osób, po osiągnięciu stabilizacji i utrwaleniu efektów terapii, możliwe jest stopniowe odstawienie pod kontrolą lekarza. Na razie najważniejsze wydaje się obserwowanie zmian i otwarta rozmowa zarówno z terapeutką, jak i psychiatrą.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Pogorszenie samopoczucia i poczucie zapętlenia po roku terapii psychodynamicznej są naturalnym etapem procesu, w którym po powierzchownym „wygadaniu się” zaczynają dochodzić do głosu głębsze, trudniejsze mechanizmy obronne i nieuświadomione opory. Ucieczka w pracoholizm i próba „niemyślenia o sobie” to kuszące, ale złudne sposoby na szczęście, które w rzeczywistości jedynie maskują lęk przed zmianą i mogą nasilić objawy po ewentualnym odstawieniu leków. Zamiast rezygnować z terapii z powodu chwilowego braku tematów, warto wnieść ten kryzys, poczucie nudy oraz obawy przed życiem bez leków bezpośrednio na sesję, ponieważ to właśnie ten opór i moment stagnacji stanowią teraz najważniejszy materiał do dalszej, skutecznej pracy nad trwałym spokojem.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co Pani opisuje, jest czymś, co u części osób pojawia się w terapii psychodynamicznej. Czasami po okresie intensywnego mówienia o trudnych doświadczeniach przychodzi moment pewnego „zawieszenia” — jakby zabrakło kolejnych tematów albo pojawiło się pytanie: „i co teraz?”. Nie musi to oznaczać, że terapia nie działa.

W terapii psychodynamicznej zmiana często nie polega na tym, że nagle przestajemy myśleć o problemach, tylko bardziej na tym, że zaczynamy inaczej je rozumieć, przeżywać i reagować. To może być proces mniej spektakularny niż konkretne techniki, dlatego czasem trudno zauważyć, co właściwie się zmieniło. Sama Pani zauważa jednak ważną rzecz — „czuję się o wiele lepiej niż rok temu”. To jest istotny sygnał.

Warto też porozmawiać z terapeutką dokładnie o tym, co Pani napisała tutaj: że ma Pani poczucie zapętlenia tematów, że nie wie, po co przychodzi, że pojawia się myśl o rezygnacji. W terapii psychodynamicznej takie momenty są często bardzo wartościowym materiałem do pracy.

To zdanie: „jedynym sposobem na bycie szczęśliwą jest niemyślenie o sobie” też jest warte przyjrzenia się. Być może nie chodzi o to, żeby przestać myśleć o sobie, ale żeby myślenie o sobie nie zamieniało się w ciągłą analizę, ocenianie i szukanie, co jest „nie tak”.

Jeśli chodzi o lek — wiele osób przyjmuje leki przeciwdepresyjne długoterminowo, a decyzję o odstawieniu podejmuje się wspólnie z lekarzem, kiedy jest ku temu dobry moment. To, że lek pomaga, nie oznacza, że „oszukuje” Panią albo że bez niego nic nie działa.

Na ten moment nie spieszyłabym się z kończeniem terapii, tylko potraktowałabym ten kryzys jako temat na sesję. Po roku pracy możliwe, że weszła Pani właśnie w kolejny etap terapii, gdzie mniej chodzi o „wyrzucanie z siebie problemów”, a bardziej o budowanie nowego sposobu funkcjonowania.

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. To co Pani opisuje, nie jest rzadkim doświadczeniem w terapii psychodynamicznej. Zdarza się, że po pewnym czasie terapii pojawia się poczucie utknięcia, zmęczenia powracającymi tematami czy nawet chwilowe pogorszenie samopoczucia. Nie musi to oznaczać, że terapia nie działa, czasem jest to etap głębszej pracy nad utrwalonymi schematami.

Jednocześnie zwróciłam uwagę na coś bardzo ważnego. Pisze Pani, że obiektywnie czuje się lepiej niż rok temu, a poprawa mogła być związana również z leczeniem farmakologicznym. To pokazuje, że zmiana jednak nastąpiła, choć być może nie jest jeszcze taka, jakiej Pani oczekuje.

Myślę, że warto powiedzieć terapeutce dokładnie to, co napisała Pani tutaj, że ma Pani poczucie zapętlenia, że przed sesją nie wie już, o czym mówić i zastanawia się Pani nad sensem dalszej terapii. To są bardzo ważne informacje i mogą stać się tematem kolejnych spotkań. Nie ma jednego scenariusza leczenia. U części osób po pewnym czasie możliwe jest stopniowe odstawienie leków, u innych farmakoterapia trwa dłużej, decyzję zawsze podejmuje się wspólnie z psychiatrą, biorąc pod uwagę przebieg choroby i aktualne funkcjonowanie.

Proszę dać sobie prawo do wątpliwości. One nie świadczą o porażce terapii, ale często są elementem procesu. Zachęcam, aby przed podjęciem decyzji o rezygnacji otwarcie porozmawiała Pani z terapeutką o swoich odczuciach. Bardzo często taka rozmowa okazuje się ważnym momentem w dalszej pracy terapeutycznej. 

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Zobacz podobne

Jak wybrać odpowiedniego psychologa w Trójmieście? Porady i doświadczenia
Wracając do poprzednich pytań jakiego specjalistę psychologa wybrać by nie biegać z różdżką po mieście, marnować swój i czas innych proszę o zasugerowanie może kogoś z Trójmiasta. Środowisko psychologów spotyka się na zjazdach itp., tez w Trójmieście, wiec znają się dobrze. Odpowiadając na sugestie o grupowej terapii bez konsultacji z psychologiem nie mogę tego zrobić. Sprawy mogą zaszkodzić innym, obawiam się reakcji innych osób. Trójmiasto to mała mieścina, przynajmniej dla mnie. Wszyscy się tu dobrze znają i dalej panują tu układy rożnego rodzaju. Prawo jest do manipulacji ludźmi tak uważam. Znaleźć tez prawnika niezależnego który może cos zrobić w tych przepisach, wykluczone. Nie mam złudzeń. Szukam wiec jeszcze specjalisty. Byłem u dwóch tak z marszu. Jeden bez głębszej analizy, wgłębienia się w problemy zaczął szukać problemów w dzieciństwie. Inny nie podpal tematu bo nie jest z tego środowiska i nie wgłębi się w temat. Wiec szukam na portalach i słucham podpowiedzi psychologów z całego kraju za co dziękuję.
Ustaliłam sobie, jakie mogą być moje cele terapeutyczne w nadchodzącej psychoterapii
Ustaliłam sobie, jakie mogą być moje cele terapeutyczne w nadchodzącej psychoterapii, oto jak to na razie wygląda: 1. Być w stanie iść do pracy 2. Pozbyć się anhedonii 3. Pozbyć się zaburzeń funkcji poznawczych 4. Pozbyć się lęku przed oceną i wstydu w sytuacjach społecznych 5. Pozbyć się obniżonej energii 6. Zwiększyć poczucie własnej wartości 7. Osiągnąć bardziej optymistyczne podejście 8. Odzyskać zainteresowanie rzeczami, które kiedyś cieszyły 9. Zwiększenie aktywności życiowej i chęci, by te czynności wykonywać 10. Zniknięcie wrażenia bycia obserwowaną i że ktoś zna moje myśli 11. Pozbyć się zawrotów głowy 12. Pozbyć się problemów z oddychaniem 13. Pozbyć się dyskomfortu na skórze 14. Pozbyć się lęków Jakie myśli na ten temat? Czy nie jest za dużo tych celów? Nadają się one do wniesienia na terapię? Oczywiście jestem otwarta na odrzucenie ich w takiej formie przez psychoterapeutkę i jej pomoc w zmodyfikowaniu ich. Na cztery ostatnie cele na razie działają moje leki, ale w marcu zmieniam psychiatrkę i ona mi pewnie zmieni leki, a co za tym idzie działanie ze strony leków możliwe, że się zmieni, poza tym czytałam, że leki tylko tłumią objawy, a to psychoterapia leczy zaburzenia, także chyba warto pracować nad tym, czego obecnie tak nie odczuwam, a co może mi wrócić, gdy kiedyś przyjdzie mi odstawiać leki. To, co zawarłam w celach, to nie są moje jedyne objawy, ale starałam się w nich zawrzeć to, co dla mnie najważniejsze i też sporo moich innych objawów jest wtórnych do tych zawartych w celach
Anoreksja - czy decyzja o podjęciu leczenia jest dobra?
Wychodzę z anoreksji. Jestem na etapie szybkiego przybierania na wadze. Coraz częściej pojawiają się silne napady lęku, uczucie wyobcowania, uczucie zagrożenia, coś w stylu"odrealnienia", co powoduje jeszcze większy lęk. Podjęłam decyzję, że faktycznie chcę wyjść z anoreksji, a ta decyzja spowodowała pogorszenie stanu psychicznego. Ciężko chwilami się w tym odnaleźć. Jakby mózg nie współpracował z emocjami, ciałem, które jest coraz cięższe. Ciężej się chodzi, schyla... Dużo sprzeczności. Czy to normalne? Czy decyzją z przybieraniem na wadze była błędną decyzją na ten moment?
Witam, czy żeby zdiagnozować lub wykluczyć u siebie problemy psychiczne należy najpierw udać się na pierwszą wizytę do psychiatry, czy wystarczy wizyta u psychologa?
Witam, czy żeby zdiagnozować lub wykluczyć u siebie problemy psychiczne należy najpierw udać się na pierwszą wizytę do psychiatry, czy wystarczy wizyta u psychologa? Czym różni się wizyta u psychologa a u psychoterapeuty? Gdzie / do którego z tych specjalistów należałoby najrozsądniej się udać? - w przypadku: wieloletnich nawracających systematycznie bez powodów spadków nastroju (ogarniający smutek, płaczliwość, niechęć do wszystkiego) wieloletnich nawracających złości, zauważalny jest stan niestabilności emocjonalnej (radość-smutek-zlość) systematycznie na przestrzeni ok 2-tygodni. Jest to uciążliwe, niszczy relacje międzyludzkie i ogranicza rozwój, a nawet codzienne czynności i normalne funkcjonowanie. Drażliwość na uwagi, krytykę, uciekanie od problemów, brak zaufania, szybka irytacja, strach przed oszustwem i wykorzystaniem, prawdopodobnie obwinianie się o męczenie swoją osobą innych, brak lub niszczenie relacji społecznych przez zachowanie lub własną ucieczkę w strachu przed porażką, uciekanie w samotność, w której jest zbyt dużo myśli i analizy, i znowu nawracającego smutku i niechęci. Czy to wszystko wymaga zdiagnozowania przez psychiatrę choroby, czy wystarczy praca nad sobą z psychologiem?
Dlaczego czuję się jak dziecko mimo dorosłego wieku? Analiza w kontekście przemocy i CPTSD
Witam. Przychodzę z myślę, dość nietypowym pytaniem, ponieważ próbuję zrozumieć siebie. Otóż, doświadczałam przez kilka lat przemocy seksualnej, oprócz tego przemoc psychiczna i fizyczna w domu rodzinnym, rodzina w której był alkohol, mam diagnozę CPTSD i od niedawna jestem z tego względu w terapii. Od jakiegoś czasu zaczęłam zauważać w sobie coś dziwnego, co mnie przeraża - mianowicie odkryłam, że coraz częściej czuję się jak dziecko, mimo że mam 24 lata. Na co dzień pracuję na odpowiedzialnej pozycji (pracuję od 18 r.ż., ale od roku w służbach, więc duża odpowiedzialność, wymaganie bycia twardym i dojrzałym - które spełniam bez zarzutu), natomiast w chwilach kryzysu, a coraz częściej w zwykłe dni - przemawiają przeze mnie dziecięce potrzeby. Mam potrzebę przytulić się do osoby bliskiej i zaufanej, rozpłakać w jej ramionach, by ona mnie głaskała, tuliła, uspokajała, mówiła, że jest i nie odejdzie. Albo chcę położyć głowę na jej kolanach, by ona bawiła się moimi włosami i uspokajała. Gdy dopada mnie kryzys i muszę sobie radzić sama (poza przyjaciółmi, którzy nie mieszkają tu gdzie ja, nie mam takich bliskich osób w życiu), kołyszę się, płaczę niekontrolowanie i nie mogę przestać, przytulam pluszaka/poduszkę i nakrywam się cała kocem, by było to poczucie bycia przytulonym. Gdy tak o tym myślę, ogółem wcześniej w życiu też miewałam takie momenty, przy osobach, które wyzwalały we mnie takie matczyne przeniesienie, ale występowało to dużo rzadziej niż teraz. Będąc na sesji terapeutycznej z kolei czuję się jak dziecko, ponieważ czuję się taka bezbronna. Na co dzień nikt mnie nie widzi innej niż: twarda, niezależna, pewna siebie, uśmiechnięta, radząca sobie. Terapeuta wie o mnie wszystko, moją historię, myśli, emocje, uczucia, pragnienia, lęki, potrafi mnie czytać nawet, gdy milczę - siedzę w gabinecie przed nią i jestem absolutnie bezbronna, jak dziecko. Gdy się zdenerwuję, bo mówi coś i wiem, że ma rację, ale wiem też, że zrobienie tego będzie niekomfortowe i trudne, mam ochotę się obrazić, przewracam oczami, za chwilę się uśmiecham i i tak to później robię, wracam i opowiadam o tym, jak dziecko, które biegnie się pochwalić lub pożalić mamie (nie, to nie jest matczyne przeniesienie, jesteśmy zbyt blisko wiekowo), a gdy się zawstydzam, potrafię zakryć dłońmi twarz, albo schować ją w poduszkę, również jak dziecko. Sama tego nie rozumiem, zawsze tak robiłam (za wyjątkiem relacji partnerskich), ale dopiero teraz to widzę, bo częściej wychodzi i przeraża mnie, jak to dziecko przeze mnie przemawia. Proszę, wytłumaczcie mi co się ze mną dzieje.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.