Left ArrowWstecz

Czy warto kontynuować związek z osobą potrzebującą przestrzeni, mimo problemów z dystansem?

Byliśmy w związku z partnerką, która jest bardzo samodzielna łączy nas duża odległość i spotykaliśmy się co jakiś czas. Rozstaliśmy się po pół roku dwa miesiące temu bo powiedziała ze dzieli nas odległość inne światy życia i to że ona potrzebuje dużo przestrzeni i lekkości w związku a ja jej tego nie daje. Po dwóch miesiącach milczenia sama się odezwała że brakuje jej mojej bliskości. Pierwsze spotkanie było miłe ale kolejne znowu z pretensjami że czuję się przeze mnie przytłoczona. Teraz znowu się nie odzywamy. Nie wiem czy mam to ciskać dalej. Jest dla mnie bardzo ważna i zależy mi na niej ale czuję jak się spalam ciągle o nią zabiegając. Zapominam w tym o sobie. To jakaś pętla która mnie niszczy. Nie mam już sił
User Forum

Hub

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


Dziękuję za wiadomość. To, co Pan przeżywa, jest bardzo obciążające – szczególnie kiedy zależy, a relacja daje jednocześnie bliskość i ból. Z tego opisu widać powtarzającą się pętlę: Pan się zbliża - ona czuje się przytłoczona - wycofanie  tęsknota -powrót i znów to samo. To nie jest kwestia tego, że robi Pan coś „źle”, tylko raczej niedopasowania potrzeb. Ważne pytanie brzmi: czy w tej relacji jest miejsce na Pana potrzeby, bez ciągłego spalania się i rezygnowania z siebie?

Jeśli każda próba bycia bliżej kończy się poczuciem winy lub odrzucenia, to naturalne, że organizm mówi „dość”. Związek powinien dawać choć trochę bezpieczeństwa, nie tylko napięcie.

Na ten moment najbardziej chroniące dla Pana może być zatrzymanie tej pętli i skupienie się na sobie, nawet jeśli to trudne. Bo relacja, w której trzeba stale walczyć o miejsce, z czasem bardzo wyniszcza.

To, że nie ma Pan już siły, to nie słabość – to sygnał, że przekroczone zostały Pana granice.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca kariery

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry,

 

zaangażowanie uczuciowe często są bolesne. Myślę, że warto dać sobie czas na przemyślenie i podjęcie decyzji. Może warto opowiedzieć o swoich uczuciach partnerce i wspólnie podjąć decyzję. Otwarcie się emocjonalne może pomóc w podjęciu właściwej decyzji. 

 

Wszystkiego dobrego,

Tomasz 

2 miesiące temu
Katarzyna Rosenbajger

Katarzyna Rosenbajger

Witam, 

to, co Pan opisuje, wygląda na bardzo trudną i wyczerpującą emocjonalnie sytuację. Z jednej strony jest uczucie i przywiązanie, z drugiej ciągłe poczucie odrzucenia, niepewności i zmęczenia. 

Nic dziwnego, że czuje się Pan wypalony.

Z opisu widać pewien powtarzający się schemat: partnerka wraca, gdy brakuje jej bliskości, ale jednocześnie szybko zaczyna czuć się przytłoczona i znów się oddala. To tworzy emocjonalną „pętlę”, w której Pan daje coraz więcej, a w zamian dostaje coraz mniej stabilności.

Bardzo ważne jest to, co Pan sam zauważył, że w tym wszystkim zaczyna Pan zapominać o sobie. To sygnał alarmowy. Relacja nie powinna polegać na ciągłym „zabieganiu” o drugą osobę kosztem własnego spokoju i poczucia wartości.

Warto zadać sobie szczerze pytanie: czy ta relacja, w takiej formie, daje Panu więcej dobra czy więcej cierpienia?

Uczucie do niej jest ważne, ale równie ważne jest Pana zdrowie emocjonalne. Jeśli relacja staje się źródłem ciągłego napięcia, niepewności i bólu, to naturalne, że organizm i psychika zaczynają mówić „dość”.

Nie chodzi o to, żeby od razu wszystko przekreślać, ale o postawienie granic. Bez nich ta sytuacja najprawdopodobniej będzie się powtarzać.

Może warto rozważyć czy może  jest możliwy związek na warunkach, które będą dobre dla Was obojga,

czy partnerka jest gotowa realnie coś zmienić, a nie tylko wracać, gdy zatęskni, czego Pan naprawdę potrzebuje w relacji, żeby czuć się bezpiecznie i spokojnie.

To, że nie ma Pan już siły, jest bardzo ważnym sygnałem. Czasem największą troską o relacje jest zatrzymanie się i zadbanie o siebie.

K Rosenbajger

Psycholog

2 miesiące temu
Adam Bogdański

Adam Bogdański

Dzień dobry,

 

dziękuję, że podzielił się pan swoją historią. Brzmi ona tak, jakby był pan w relacji, w której pana potrzeba bliskości zderza się z potrzebą dystansu i to napięcie zaczyna pana wyczerpywać. W relacjach tak bywa, że nie chcemy być cały czas bardzo blisko i też nie chcemy być w dystansie non stop. Warto na chwilę się zatrzymać i zadać sobie kilka ważnych pytań: 
Czego ja naprawdę potrzebuję w związku? 

Gdzie są moje granice? 
Co sprawia, że mimo bólu wciąż w to wchodzę? 
Czy jestem w tej relacji widziany i ważny, czy raczej ciągle o to zabiegam i mam tendencje do rezygnacji z siebie?

To może być dobry moment, żeby przyjrzeć się temu głębiej, sprawdzić to i zmienić. Może w tym pomóc specjalista (psycholog, psychoterapeuta). Warto się nad tym pochylić nie po to, aby ratować tę relację za wszelką cenę, ale żeby lepiej zrozumieć siebie i nauczyć się dbać o własne potrzeby w dojrzalszy i świadomy sposób.

 

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

2 miesiące temu
Karol Wąchała

Karol Wąchała

Dzień dobry,

to, co Pan opisuje, brzmi jak sytuacja, która może być bardzo wyczerpująca emocjonalnie – szczególnie gdy pojawia się powtarzalność: zbliżenie, oddalenie, niepewność. Nic dziwnego, że czuje Pan zmęczenie i brak sił.

Z Pana opisu widać, że ta relacja jest dla Pana ważna, a jednocześnie wiąże się z dużym napięciem i wysiłkiem z Pana strony. Może to być moment, żeby spokojnie przyjrzeć się temu, czego Pan potrzebuje w relacji i jak Pan się w niej czuje na dłuższą metę.

Czasem pomocne bywa zatrzymanie się i sprawdzenie, czy w tej dynamice jest przestrzeń zarówno na bliskość, jak i na Pana poczucie równowagi.

Jeśli czuje Pan, że sytuacja zaczyna Pana przerastać, warto rozważyć rozmowę z psychologiem – taka przestrzeń może pomóc lepiej zrozumieć swoje potrzeby i uporządkować to, co się dzieje.

2 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo wyczerpujący emocjonalnie schemat – zbliżenie, nadzieja, a potem znowu dystans i poczucie odrzucenia. Nic dziwnego, że pojawia się zmęczenie i poczucie „spalania się”.

Z Pana słów widać, że jest w Panu dużo zaangażowania i potrzeby bliskości, ale jednocześnie coraz wyraźniej pojawia się moment, w którym traci Pan siebie w tej relacji.

To zdanie, które Pan napisał – że to pętla, która Pana niszczy – jest bardzo ważne. Ono pokazuje, jak Pan to już wewnętrznie odczuwa.

Nie chodzi tu tylko o to, czy kontynuować tę relację, ale też o to, co się z Panem dzieje, kiedy Pan w niej jest i ile to Pana kosztuje.

To, że nie ma Pan już siły, jest sygnałem, którego warto nie ignorować.

Z życzliwością,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

2 miesiące temu
Dominika Winciorek

Dominika Winciorek

Dzień dobry,

 

To brzmi jak bardzo wyczerpujący schemat, bo z jednej strony jest bliskość i nadzieja, z drugiej oddalenie i poczucie, że jesteś "za bardzo". Wygląda na to, że macie różne potrzeby. Ty szukasz stabilności i bliskości, ona przestrzeni i lekkości. I żadna z tych potrzeb nie jest zła, ale w tej konfiguracji zaczynają się nawzajem ranić.

Najważniejsze jest to, co sam już zauważasz, że zaczynasz się w tym gubić i zapominać o sobie. A związek nie powinien kosztować Cię utraty siebie. Jeśli ciągle to Ty zabiegasz, dostosowujesz się i czekasz, aż ona zdecyduje, czy chce być bliżej, to trudno mówić o równowadze...

Może warto zadać sobie jedno szczere pytanie: czy gdyby nic się nie zmieniło, chciałbyś tak funkcjonować dalej? Bo na ten moment jej zachowanie jest dość powtarzalne. Wraca, gdy tęskni, oddala się, gdy robi się bliżej.

Jeśli zależy Ci na sobie, potrzebujesz postawić granicę. Czyli jasno powiedzieć, że chcesz relacji, w której jest miejsce na bliskość i spokój, a nie ciągłe napięcie. I być gotowym się wycofać, jeśli to się nie zmieni. Bo Twoje potrzeby są tak samo ważne jak jej, a miłość to nie tylko tęsknota, ale też poczucie bezpieczeństwa...

 

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Dominika Winciorek

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Sytuacja, którą Pan opisuje, przypomina klasyczny mechanizm relacji lękowo-unikającej, w której jedna osoba potrzebuje bliskości, a druga – w momencie jej otrzymania – zaczyna odczuwać lęk przed tzw.  wchłonięciem i ucieka w chłód lub pretensje. Ta pętla, o której Pan wspomina, jest skrajnie wyczerpująca emocjonalnie, ponieważ opiera się na nieustannym cyklu przyciągania i odpychania, co w efekcie prowadzi do spalania Pana energii i poczucia utraty własnej tożsamości.

Warto zadać sobie pytanie, czy to, o co Pan zabiega, to realny, stabilny związek, czy jedynie krótkie momenty bliskości, za które płaci Pan ogromną cenę w postaci własnego spokoju. Jeśli partnerka po raz kolejny komunikuje przytłoczenie w odpowiedzi na Pana zaangażowanie, oznacza to, że Państwa potrzeby emocjonalne i definicje lekkości w związku są na ten moment sprzeczne. Proszę pamiętać, że zdrowa relacja powinna być źródłem wsparcia, a nie wyniszczającą walką o uwagę osoby, która dystansuje się za każdym razem, gdy robi się blisko. Skupienie się teraz na sobie i odbudowanie własnych sił nie jest porażką, lecz koniecznym aktem samoobrony, ponieważ nie da się budować trwałej przyszłości z kimś, kto boi się fundamentu związku, jakim jest bliskość.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

 

2 miesiące temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czuję, że mam fobię społeczną. Dokąd powinnam się z tym udać i co powiedzieć na początku?
Czuję, że mam fobię społeczną. Dokąd powinnam się z tym udać i co powiedzieć na początku?
Powrót do domu po studiach, zmiana kierunku i lęk przed utratą chłopaka oraz znajomych
To dla mnie krępująca sprawa. Nie wiem nawet, czy jest sens o to pytać. Właśnie kończę studia licencjackie we Wrocławiu, ale uświadomiłam sobie, że chcę iść w zupełnie inną karierę i zacząć nowy kierunek. Mogłabym go robić tutaj lub w moim rodzinnym mieście. W rodzinnym mieście mieszkałabym znowu z rodzicami. Moi rodzice są dość cool, nigdy nie robili mi większych problemów, nie wtrącali się za bardzo do mojego życia i powtarzali, że chcieliby, żebym tylko była szczęśliwa. Obiecali udostępnić mi w naszym dużym domu kilka pokoi, w których mogłabym mieć własne mini-mieszkanko, gdzie nie wchodziliby i nie interesowałaby ich ta przestrzeń. Jak widać, chcą mi stworzyć naprawdę komfortowe warunki. Wierzę, że by tak było, że mnie nie oszukują. Jednak mam w sobie taką jakąś obawę, że odnoszę porażkę wracając z wielkiego Wrocławia do mojej małej mieściny na drugim końcu Polski. Mam na uwadze, że koszty życia gwałtownie spadną gdy wrócę do rodziców, dokończę parę spraw, które zostawiłam wyjeżdżając do Wrocławia. Problem leży w tym, że zawsze miałam problem ze znajomościami. Choć starałam się ze wszystkich sił, wszyscy mnie opuszczali, nie chcieli kontynuować znajomości, gdy zmienialiśmy szkoły lub wyjeżdzaliśmy na studia. Teraz mam tu we Wrocławiu paczkę znajomych i co ważniejsze - chłopaka, który jest dla mnie naprawdę ważny. Boję się, że mój wyjazd znowu będzie oznaczać utratę znajomych i co gorsza - chłopaka. Mój chłopak powiedział kiedyś, podczas jednej z wielu rozmów na różne tematy, że absolutnie nie mógłby być w związku na odległość. Przeżywam to. Nie chcę go stracić i boję się mu powiedzieć o rozterkach, które przeżywam, żeby mnie nie zostawił. Jednak plusów wyprowadzki jest więcej i nie mam pojęcia co robić. Powrót do domu to zawalczenie o swoją lepszą przyszłość, ale czy zawsze warto to robić? Czy warto przedkładać to nad znajomych i chłopaka? Kiedyś powiedziałabym, że tak, ale teraz sama nie wiem. Miesiąc temu chciałam iść z tym na terapię, ale nie wiem, czy jest sens. Czy ktokolwiek może mi pomóc w zrozumieniu siebie i podjęciu decyzji? Bo wydaje mi się, że nie.
Trauma z dzieciństwa powoduje u mnie ciągłe obawy, poczucie zagrożenia, odrzucenia w związku. Psychoterapia pomogła mi jedynie na jakąś chwilę. Jak sobie pomóc?
Dzień dobry. Od dziecka byłam kontrolowana przez matkę, nie było żadnych uczuć w domu. Byłam porównywana, krytykowana, sprawdzana. Teraz jako dorosła kobieta mam problemy w związku. Nie ufam, wszędzie widzę zagrożenie, w każdym słowie, czynie partnera doszukuję się złych rzeczy. Ciągle boję się, że nie jestem wystarczająca, każdy człowiek w jego towarzystwie to dla mnie jakieś zagrożenie. Nie sprawdzam, nie kontroluję go. Ale trzymam to w sobie, myśli o złych rzeczach ciągle krążą mi w głowie. Przez tę sytuację mam załamania nerwowe i depresję. Byłam na terapii u psychoterapeuty, jednak pomogła mi na trochę. Cała ta sytuacja podczas załamań doprowadza do tego, że nie chcę żyć, mam myśli samobójcze, nie radzę sobie ze sobą, czuje się bezradna, bezwartościowa. Nie wiem czy da się wyjść z takich stanów lękowych, czy da się pozbyć tych złych myśli. Czy jedynym rozwiązaniem jest życie w samotności. Proszę o rady, gdzie szukać pomocy, w jaki sposób przepracować trudne dzieciństwo?
Boję się, że myśli o zerwaniu będą się u mnie utrzymywać - partner nie zapewnia mi jednak bliskości.
Witam. Od 10 miesięcy mam chłopaka a od pół roku zaczęłam mieć myśli o zerwaniu, a w ostatnich dwóch miesiącach nasili się. Mój partner nie jest zbyt wylewny w gestach, a ja potrzebuje bliskości. Dużo razy mówił mi, że mu zależy na mnie, ale ja jakoś nie mogę tego przyjąć do wiadomości. Nie widzę tego. On planuje wspólne mieszkanie, wakacje, itd. Nie widzę przyszłości z nim, bo boję się, że te uczucia, jakie mam, będą trwały w nieskończoność i będę nieszczęśliwa. Bardzo ostatnio cierpię z powodu takich myśli. To mój pierwszy poważny związek, bo zawsze ich unikałam. Wcześniej trwały one maks 3 miesiące. Czuje się jakby moje uczucia zmroziły się od tego wydarzenia, kiedy on nie chciał mnie przytulić. A przecież to taka głupota… sama nie wiem co czuję, on jest dobrym partnerem, wspierającym, takim, który umie słuchać i z dojrzałym podejściem. Czy mogę jakoś zmienić swoje podejście? Na początku bardzo tego chciałam, on był wyjątkowy, a po tych kilku sytuacjach byłam nastawiona raczej sceptycznie, bo wcześniej miałam problem z utrzymaniem relacji romantycznych. Wybierałam ucieczkę. Jak mogę to zmienić?
Koleżanka przyjaźni się ze mną i z moim partnerem. Chce między nami rozwiązywać sprawy, ocenia sytuacje itp. Mam wrażenie, że ona ma jakąś misję w tym.
Witam .Piszę z Magdą już dwa lata. Poznałyśmy się na fb. Zwierzałam jej się ze swoich problemów życiowych, ona mi też. Kiedy rozstałam się z partnerem, ona go zagadała na portalu, chciała zobaczyć jaki on jest, czy się z nią umówi w krótkim czasie od rozstania ze mną. Powiedziała mi o tym. Wróciliśmy do siebie ,a oni pisali nadal jako kolega i koleżanka. Ona ma swojego partnera. Ostatnio się pokłóciłam z partnerem..On zawsze w kłótni pisze do swoich koleżanek. Napisał do niej ,ona mi napisała o Tym. Wiem, że się spotkają, ona czuje jakąś misję, że chce pomóc mi i jemu. Nie widzi problemu w przyjaźni z obojgiem. Dla mnie to ciężkie do przejścia, bo go nadal kocham. Ona uważa,że jestem zazdrosna i zaborcza. Nie umiem sobie z tym poradzić. Mam wrażenie,że ona chce coś udowodnić.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.