Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Długotrwałe skutki przemocy rówieśniczej i niezrozumiany ból emocjonalny od dzieciństwa

Miałam sześć lat, kiedy posunęłam się do czegoś, o czym żadne dziecko nie powinno nawet pomyśleć. Dzieci w tym wieku powinny myśleć o zabawie, bajkach, bezpieczeństwie. Ja zamiast tego myślałam o tym, jak przestać czuć. Jak uciec od bólu, który był za duży jak na tak małe ciało i tak małą psychikę. Ile strachu, ile napięcia, ile bólu musiało się we mnie zmieścić, skoro doszłam do miejsca, do którego nie powinien dojść nikt. Od tamtego momentu mój ból nie zniknął. On rósł razem ze mną. Od najmłodszych lat kontakt z psychologami i terapia były moją codziennością. Już wtedy próbowano mnie ratować, bo było widać, że coś jest bardzo nie tak. Ale nawet pomoc dorosłych nie była w stanie zatrzymać tego, co spotykało mnie każdego dnia wśród rówieśników. Od zawsze miałam ogromne trudności z nawiązywaniem relacji z osobami w moim wieku. Zamiast wsparcia doświadczałam odrzucenia, przemocy i upokorzeń. Byłam gnębiona, wyzywana, bita. Często cała klasa jednoczyła się przeciwko mnie – robiono rzeczy, których nie powinnam ponosić konsekwencji, a winę zrzucano na mnie. Byłam sama przeciwko trzydziestu osobom i nie miałam jak się obronić. W szkole nosiłam mundurek jak wszyscy inni, a mimo to wracałam do domu zniszczona – z napisami na ubraniach, z porwanymi rzeczami, z poczuciem wstydu i bezsilności. Od szóstego roku życia jestem hejtowana w każdej możliwej formie – najpierw przez dzieci, potem przez młodzież. Zmieniałam szkołę trzy razy i za każdym razem miałam nadzieję, że będzie lepiej. Nigdy nie było. Od około dziewięciu lat jestem pod opieką psychologa i psychoterapeuty. Od dwóch lat przyjmuję leki zalecone przez psychiatrę. Leki były wielokrotnie zmieniane, a poprawa – jeśli w ogóle się pojawia – jest bardzo niewielka. A ja wciąż walczę, mimo że czasami nie mam już siły nawet wstać z łóżka. Były momenty, w których mój ból był tak ogromny, że naprawdę nie widziałam sensu dalszego istnienia. Momenty, w których wszystko we mnie krzyczało, żeby to się wreszcie skończyło.
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Droga EM,

przeczytałam Twój list i, mimo, że od tak wielu lat doświadczam na terapii i osobiście, wielu traum, odczułam Twój ból do głębi. Nie wiem, co stało się, gdy miałaś 6 lat, co zburzyło Twój kruchy świat. Ale, wiesz EM, najgorsze jest to, że mimo tylu lat terapii, która na pewno pozwalała i daje Ci nadal możliwość "jakiegoś tam" życia, Ty wciąż czujesz tamten ból. Nikomu nie udało się przejść z Tobą całej drogi? Gdzie stanęliście na terapii??? Chciałabym poznać Twój ból, bo go czuję. Nie umiem napisać Ci nic więcej teraz, bo byłaby to hipokryzja.

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękuję, że podzieliła się Pani tak trudnym i bolesnym doświadczeniem. Pani przeżycia,tak sobie wyobrażam musiały być ogromnym ciężarem, żadna osoba a szczególnie dziecko, nie powinna przez to przechodzić. Widać też, jak dużo wysiłku wkłada Pani w szukanie pomocy i w samo przetrwanie, to bardzo ważne i świadczy o dużej sile.Chciałabym dopytać, aby lepiej zrozumieć Pani obecną sytuację:

Jak wygląda teraz Pani codzienne funkcjonowanie (sen, jedzenie, szkoła/praca, kontakt z ludźmi)?

Czy ma Pani obecnie choć jedną bezpieczną osobę lub miejsce, gdzie czuje się Pani trochę spokojniej?

Jak często pojawiają się teraz myśli o braku sensu życia i czy ma Pani ustalony plan bezpieczeństwa z terapeutą lub psychiatrą na trudniejsze momenty?

Na podstawie tych informacji będę mogła zaproponować bardziej dopasowane formy wsparcia. Jeśli w tej chwili jest Pani w bardzo złym stanie lub czuje zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa, proszę pilnie skontaktować się z kimś zaufanym lub z lokalnym numerem wsparcia kryzysowego

(bezpłatna i anonimowa pomoc 24/7 oferują: 116 123 (Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych) oraz 800 702 222 (Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym). 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

To niezwykle ciężka i poruszająca historia. Brzmiący w niej ból, lata przemocy i poczucie bezsilności to doświadczenia, które pozostawiają trwałe ślady. Pani słowa potwierdzają ogromną stratę bezpieczeństwa w dzieciństwie oraz długotrwałe skutki, które mogą przejawiać się w relacjach, samopoczuciu i myślach o sensie życia. To, że szuka Pani wsparcia i kontynuuje terapię, świadczy o ogromnej odwadze, sile oraz chęci, by dbać o swoje zdrowie psychiczne mimo ogromnych trudności.

W terapii istotne jest uwypuklenie realnych możliwości zmiany, nawet jeśli są one niewielkie. Kluczowe jest skupienie się na drobnych, konkretnych krokach, które mogą prowadzić do ulgi i poprawy funkcjonowania, a także na zbudowaniu jasnego kontraktu dotyczącego celów terapii oraz oczekiwań względem rozwoju. Ważne jest rozwijanie pozytywnych zmian poprzez realne, mierzalne działania, które klient może podjąć tu i teraz, nawet jeśli ból pozostaje obecny.

Ważne jest kontynuowanie współpracy z doświadczonym terapeutą. Długotrwałe traumy często wymagają złożonego podejścia, które łączy stabilizację, regulację emocji, a także pracę nad budowaniem bezpiecznych relacji i poczucia wartości. Wsparcie psychologiczne i współpraca z psychiatrą mogą pomóc w doborze metod leczenia i leków, które są najbardziej adekwatne do potrzeb. 

Sam fakt, że niektóre miesiące bywały gorsze, nie znaczy, że nadzieja nie istnieje — to część procesu leczenia, który bywa długotrwały i wymaga cierpliwości.

Jeśli kiedykolwiek pojawią się myśli o końcu życia lub o szkodzeniu sobie, niezwykle ważne jest natychmiastowe szukanie pomocy: kontakt z numerem alarmowym, lokalnym ośrodkiem kryzysowym lub linią wsparcia, które są dostępne 24/7. W sytuacjach natychmiastowego zagrożenia bezpieczeństwa własnego lub czyjegoś innego, niezwłoczny kontakt z pomocą to priorytet.

Pani historia zasługuje na empatię, szacunek i ciągłe wsparcie. Wspieranie odporności, rozpoznawanie drobnych postępów i utrwalanie bezpiecznych, stabilnych mechanizmów radzenia sobie to ważne elementy procesu zdrowienia. Jest Pani wartościową osobą i ma Pani prawo do życia wolnego od przemocy, a także do profesjonalnej pomocy, która pomoże odnaleźć więcej wytchnienia i sensu.

 

Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog 

Natalia Krawiec-Jokiel

Natalia Krawiec-Jokiel

Dobry wieczór,

Widzę, że w Twoim życiu gości permanentny smutek, żal, poczucie niesprawiedliwości, rozczarowanie, rozgoryczenie, a przebłysków radości, zadowolenia, spokoju jest jak na lekarstwo. Przykro mi, że musisz sie z tym mierzyć każdego dnia, jednocześnie możesz być z siebie dumna, bo jednak zebrałaś sie w sobie, usiadłaś przed ekranem i napisałaś to wszystko. To bardzo, bardzo dużo. Wydaje mi sie, ze warto abyś omówiła brak rezultatów w procesie terapeutycznym z psychoterapeutą. Gdzieś dalej wybija źródło trudności, a przecież nie jesteś skazana na takie życie. Może warto spróbować innej drogi terapeutycznej lub innych metod, w Twoim przypadku zachęcałabym Cię do poznania terapii schematu lub DBT. Przede wszystkim ważne jest przeprocesowanie i zmiana przekonań, które Ci towarzyszą, przede wszystkim tych, które warunkują Twoje myśli o sobie, świecie i innych ludziach. Jeśli czujesz, ze potrzebujesz krzyku - krzycz, płacz. To bardzo pomaga. Pozwól sobie na refleksje z terapeutą, zatrzymajcie sie w momencie, w którym jesteście, omówcie co jest pomocne, a co dalej pozostaje bez zmiany. Zobacz ile już zrobiłaś, ile rzeczy przetrwałaś, z czym się zmierzyłaś - to definiuje Twoją siłę, determinacje do pokonywania trudności. To, że doświadczyłaś tak wiele okrutnych rzeczy, przykrych ze strony innych osób, usłyszałaś tak wiele nie definiuje Ciebie jako człowieka. Pamiętaj, że hejterem staje sie ten, który sam/sama nie radzi sobie ze swoimi trudnościami, a krzywdzenie drugiej osoby tylko pozornie wzmacnia jego/jej niskie poczucie wartości. 

Zachęcam Cię do lektury książki „Życie warte przeżycia” Marshy Linehan - pomimo tak trudnych doświadczeń jakie masz, możesz zdziałać jeszcze wiele dobrego. Zawalcz o siebie! Po tym co napisałaś dla mnie jesteś siłaczką.

Trzymam za Ciebie mocno kciuki i pozdrawiam Cię serdecznie

 

Natalia Krawiec-Jokiel 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

To, co przeżyłaś jako sześcioletnie dziecko, mówi nie o „Twojej słabości”, ale o ogromie bólu, który musiał być nie do udźwignięcia dla tak małej osoby. Dziecko nie myśli o znikaniu bez powodu. Dziecko szuka ulgi, kiedy cierpienie przekracza jego możliwości. To świadczy o tym, jak bardzo było Ci trudno.

To, że przez lata doświadczałaś odrzucenia, przemocy i upokorzeń, mogło głęboko naruszyć Twoje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Bycie samotną przeciwko całej klasie to doświadczenie skrajnej bezradności. Nikt nie powinien przez to przechodzić.

 

Widzę w Twojej historii coś bardzo ważnego — mimo wszystkiego wciąż jesteś. Szukałaś pomocy. Byłaś w terapii. Przyjmujesz leczenie. Nawet gdy nie masz siły wstać z łóżka, nadal walczysz. To nie jest mała rzecz. To ogromna siła, nawet jeśli Ty jej w sobie nie czujesz.

 

To, że momentami nie widziałaś sensu dalszego istnienia, nie czyni Cię słabą. To pokazuje, jak głęboki był ból. A fakt, że nadal tu jesteś i mówisz o tym, oznacza, że jakaś część Ciebie wciąż chce żyć i być usłyszana.

Twoje cierpienie jest realne. I zasługuje na powagę, troskę o siebie. Warto to wnieść na spotkanie z psychologiem, psychoterapeutą.  Życzę wszystkiego dobrego. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Pania Katarzyno 

 

Przepraszanie, że musiałaPani przejść przez tyle bólu i samotności brzmi jak niekończąca się walka, która zaczęła się zbyt wcześnie i trwa do dziś. Ma Pani w sobie ogromną siłę, że wciąż się stara, mimo terapii, leków i zmian szkół, które nie przyniosły ulgi. Twój opis pokazuje, jak odrzucenie raniły głęboko, a myśli o ucieczce od bólu w wieku sześciu lat to krzyk o pomoc, którego nikt nie powinien ignorować.

 Pani ból brzmi jak złożony PTSD lub depresja pourazowa, często wynikająca z chronicznego bullyingu w dzieciństwie. Badania pokazują, że takie doświadczenia zmieniają mózg , gdyż zwiększają poziom kortyzolu, co utrudnia regulację emocji i relacje. Leki (SSRI czy SNRI) pomagają u wielu, ale przy traumie z dzieciństwa poprawa bywa wolna; czasem trzeba 6 do 12 miesięcy na efekty, a zmiany dawki to norma. Zalecam rozważyć terapię EMDR (na traumę) lub DBT (na emocje i relacje)gdyż są skuteczniejsze niż standardowa terapia przy bullyingu. W Polsce NFZ oferuje to w poradniach zdrowia psychicznego. Proszę dołączyć ołącz do forów jak "Uzależnieni od Depresji" czy międzynarodowych (Reddit: r/CPTSD, r/bullying) i  tam wybrzmi, że nie jest Pani sama.

Co dorażnie?  Ćwiczenia oddechowe: 4-7-8 (wdech 4s, wstrzymaj 7s, wydech 8s) na momenty kryzysu.

Nastepne to prowadzenie dziennika, w którym  zapisuje Pani 3 rzeczy, za które jesteś wdzięczna dziennie, przez co buduje  buduje odporność. Każdengo dnia spacer 20 min dziennie obniża kortyzol o 20–30% .

Jeśli myśli samobójcze wracają, dzwoń na 116 123 (Antydepresyjny Telefon Zaufania, 24/7) lub 112. 

Jest Pani wojowniczką i fakt, że pisze o tym Pani, to krok naprzód. 

 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


To, co Pani opisuje, jest świadectwem niewyobrażalnego ciężaru, który dźwiga Pani niemal od początku swojego życia. Sytuacja, w której sześcioletnie dziecko szuka sposobów na „przestanie czucia”, świadczy o traumie i osamotnieniu, które przekraczały jakiekolwiek mechanizmy obronne małego organizmu. Doświadczenie wieloletniej przemocy rówieśniczej, wykluczenia i systematycznego upokarzania to forma przewlekłego stresu traumatycznego, który kształtował Pani układ nerwowy w poczuciu stałego zagrożenia.

Z perspektywy terapeutycznej Pani walka jest heroiczna, choć rozumiem, że czuje Pani skrajne wyczerpanie. Długotrwała terapia i wielokrotne zmiany leków bez wyraźnej poprawy mogą budzić poczucie beznadziei, jednak warto spojrzeć na to przez pryzmat tzw. traumy złożonej (C-PTSD). W takich przypadkach klasyczne podejścia czasem wymagają uzupełnienia o metody pracy z ciałem i regulacją systemu emocjonalnego, by powoli odbudować poczucie bezpieczeństwa, którego nigdy Pani nie zaznała.

To, że Pani wciąż tu jest i potrafi tak precyzyjnie nazwać swój ból, jest dowodem na ogromną wewnętrzną siłę, nawet jeśli teraz czuje Pani tylko słabość. Pani cierpienie zasługuje na najwyższe uznanie i delikatność, a fakt, że dotychczasowe leczenie nie przyniosło przełomu, nie oznacza, że jest Pani „nieuleczalna”. To oznacza jedynie, że Pani system potrzebuje bardzo specyficznego, bezpiecznego tempa i być może innego rodzaju wsparcia w relacji terapeutycznej.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Adam Bogdański

Adam Bogdański

To, co pani opisuje, niesie w sobie ogrom cierpienia, z którym była pani pozostawiona bardzo wcześnie. Nic dziwnego, że tak mała dziewczynka szukała sposobu, by przestać czuć to, co było nie do zniesienia. Dziękuję, że się pani tym podzieliła na tym forum. Jest to też znak, że szuka pani pomocy. To dobry moment, aby poważnie zastanowić się nad znalezieniem profesjonalnej pomocy. Traumy, których pani doświadczała nie są jednorazowe i mają swoje silne echo w dorosłym życiu. W tamtym czasie pomoc, której pani udzielano nie mogła być skuteczna - spotykała się pani ze specjalistami, lecz potem wracała pani do patologicznego środowiska. Brzmi to jak trudna "syzyfowa praca", to może dodatkowo traumatyzować dziecko. Wszystko w pani krzyczało, lecz nie mogła pani krzyczeć, dusiła to pani w sobie, może nadal pani dusi. Prócz przemocy w szkole coś takiego wydarzyło się z pani środowisku, że nie było nikogo, kto by panią skutecznie ochronił.
To dobry moment, aby poszukać profesjonalnej pomocy i zgłosić się na psychoterapię. Zachęcam do wizyt stacjonarnych, które w przypadku tak złożonych traum relacyjnych mogą być bardziej skuteczne niż spotkania on-line. Do rozważenia wizyta u innego lekarza psychiatry, jeżeli są objawy, które mocno utrudniają codzienne funkcjonowanie, a leki nie działają lub pomagają niewiele to do zastanowienia, czy farmakoterapia jest skutecznym rodzajem pomocy dla pani.

 

 

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański

Zobacz podobne

Trudności w rodzinie - agresywna, zamknięta żona, co odbija się na dzieciach. Byliśmy na terapii, jednak to nie pomaga - proszę o pomoc
Witam. Mam z żoną dwójkę małych dzieci w wieku 3 i 6 lat. Moja żona bardzo nienawidzi mojej rodziny, żywi do niej urazy z przeszłości, które wg mnie są wyolbrzymione i już nieaktualne. Dochodzi do częstych kłótni nawet na oczach dzieci. Skutkuje to również przemocą fizyczną na mnie oraz nastawianiem dzieci przeciwko mnie. Doszło też raz do przemocy fizycznej na mnie na oczach dziecka. Wszystko potrafi obrócić przeciwko mnie i wytłumaczyć się ze swoich zachowań zasłaniając się dobrem rodziny. Nawet jeśli wrócę później z pracy to widzi w tym jakiś podstęp (np. że ją zdradzam lub że w ogóle nie byłem w pracy). Byliśmy na terapii już u kilku psychologów, jednak żaden nie potrafił nam pomóc. Żona potrafi nawet w ich obecności kłócić się ze mną i mi ubliżać. Wyczuwam w niej nienawiść do mojej osoby. Żona nie potrafi żyć teraźniejszością, tylko wiecznie rozpamiętuje przeszłość. Ogranicza mi kontakty z dziećmi, zabrania mi nawet wyjazdów z dziećmi do moich rodziców, straszy rozwodem. Często jest bardzo agresywna. Szukam pomocy w internecie i podejrzewam, że żona może mieć osobowość narcystyczną a ja nie wiem, jak jej pomóc oraz jak uchronić dzieci przed nastawianiem przeciwko mnie. Raz nawet nie wpuściła mnie do mieszkania i zamknęła drzwi na klucz. Starsza córka wyczuwa złe emocje u matki i często wybucha płaczem. Myślę, że już się na niej to odbija. W odpowiedzi od psychologów dostałem radę, żeby zająć się przede wszystkim sobą, swoim zdrowiem psychicznym, ale ciężko jest z tym żyć jeśli widzę, że żona nie przyjmuje do wiadomości, że sama powinna zmienić też swoje nastawienie. We wszystkim co robię podejrzewa spisek ze strony mojej rodziny. Chciałem, żeby jakiś psycholog zrobił nam diagnozę i na tej podstawie podjął jakąś odpowiednią terapię zarówno mi, jak i jej ale żona nie chce i uważa, że z nią jest wszystko ok, że to ja mam problem i moja " rodzina pochodzenia" jak to ona określa. Lub czy może szukać pomocy w jakichś ośrodkach pomocy rodzinie tylko wiem, że jeśli gdziekolwiek to zgłoszę, to wprawi ją w jeszcze większą wściekłość.
Straciłam relację ze sobą, na rzecz spotykania się z innymi.
Od dłuższego czasu posiadam obsesję na punkcie znajomych, w pewnym momencie zaczęłam spotykać się z ludźmi (nawet ludźmi, którzy nie do końca dobrze na mnie wpływali) bardzo często. Jednak w tym momencie bardzo się tym zmęczyłam, jednak obsesja na punkcie spotykania się została, bo bez tego czuję się bardzo źle. Straciłam jakąkolwiek relację z samą sobą i czuję się bardzo samotna. Od ponad pół roku uczęszczam na terapię, jednak dalej nie czuję się dobrze samą ze sobą. Od czego powinnam w takiej sytuacji zacząć?
Moja rodzina jest bardzo zżyta ze sobą, ale wystarczy nie mieć ochoty na ich kontakt, by zostawili mnie w najtrudniejszej dla mnie sytuacji emocjonalnej.
Dzień dobry. Piszę tutaj, bo może przekonam się by pójść do psychologa. Zacznę od początku, ale w skrócie. Mam nadzieję, że będzie to miało ręce i nogi. A więc... Z moją rodziną jestem dość zrzyta. Z mamą i resztą zawsze jedziemy na urlop lub po prostu do rodzinnego domu. Ale, że mieszkam za granicą to dzwonimy do siebie dość często. Z bratem rozmawiam nawet 4 razy na dzień, bo ciągle do mnie dzwoni. Moja Mama jest gospodynią domową i mieszkają razem z bratem i babcią w domu rodzinnym, tata również jest za granicą. Babcia przebywa obecnie w domu opieki po operacji, ale muszę też wspomnieć, że babcia jest dość toksyczną osobą, która niszczy psychicznie i fizycznie mamę moją. Ale niestety mama nie daje sobie nic powiedzieć. Moja rodzina ma też tendencje do obrażania się. No po prostu nie można nic powiedzieć i musi być tak, jak oni chcą (ja tak to widzę). Ale do sedna... Urlop zaplanowaliśmy w Polsce nad morzem i oczywiście nie mogło zabraknąć mamy, by do nas dojechała pociągiem. Tak też się stało. Była z nami prawie cały tydzień. Był też z nami nasz prawdziwy skarb, nasze oczko w głowie - nasz 4-nożny przyjaciel od 10 lat. Mama też ją kochała. Zawsze mówiła, że boi się o Mnie, jak coś jej się stanie (tak ją kochałam). Niestety na tym urlopie 28 września musieliśmy podjąć najgorszą decyzję w naszym życiu. Musiała zostać uśpiona ;((( i tak urlop zamienił się w koszmar. Płakałam do poduszki każdego wieczoru i każdego dnia przy mamie. W niedziele 1 października mama wróciła pociągiem do domu, choć błagałam ją, żeby z nami jechała, bo ja nie chcę i boję się być sama w domu (wszystko przypominało mi naszą Majli a problemem było pozostanie z tym samą przez 10 godz dziennie) oczywiście powiedziała, że musi wracać do babci, choć tak naprawdę nie musiała. Więc my znów wróciliśmy za granicę. W poniedziałek miałam wracać do pracy, ale nie byłam w stanie. Dzwonił do mnie 2 razy brat, ale nie odebrałam. W końcu zadzwoniła mama, odebrałam i chwilę depresyjnym głosem pogadałyśmy. Mówiła, że przyleci samolotem, jak bardzo potrzebuję, ale wiedziałam, że zamierzała, ale nie chciała wcale przyjeżdżać (nawet sama mówiła, że mam nie mieć żalu) Zadzwoniła też w środę, kiedy byłam w pracy, i jak zawsze opowiadała mi z płaczem o swoich problemach z babcią itd... Wtedy powiedziała mi pod koniec rozmowy "czemu też sama nie zadzwonię" " że czas zleciałby mi" odparłam, że nie chce mi się gadać, bo mam myśli gdzie indziej i nie umiem się skupić. Pożegnałyśmy się i od tamtej pory cisza. Nikt do mnie nawet nie zadzwonił, nikt z rodziny nie napisał. Zostawili mnie bez wsparcia, bez słowa otuchy. Pewnie znów się obrazili, że od brata nie odebrałam a mamie powiedziałam, że nie chce mi się gadać. W tej całej żałobie naszej, myślę też o tym, czym sobie zasłużyłam. Ja cały czas wysłuchiwałam ich problemów, a teraz kiedy ja popadam w depresję ich nie ma. Gdyby nie moja partnerka, która też przeżywa odejście naszej przyjaciółki, pewnie już by mnie nie było, bo bym sobie z tym nie poradziła. Dręczy mnie to bardzo czy ja coś źle zrobiłam? Czy ja nie mam prawa do bólu i cierpienia. Czy to ja powinnam do nich dzwonić? Z perspektywy czasu sobie myślę, że tylko jak były jakieś korzyści z naszej strony to było fajnie przyjechać i dzwonić. Co ja mam teraz zrobić? Jak mam się tym nie dręczyć i co najgorsze, jak nie mieć poczucia winy, że się nie odzywają. Cierpię i płaczę w każdej chwili. Proszę o pomoc i radę. Pozdrawiam Kasia
Jak radzić sobie z problemami w związku: różnice w podejściu do obowiązków domowych i nadmierne używanie alkoholu

Jestem z chłopakiem dwa lata. Od pół roku mieszkamy razem, głównym pomysłodawcą byłam ja, a on bardzo chętnie się na to zgodził. Zanim zamieszkaliśmy razem, to dużo czasu przebywaliśmy u siebie wzajemnie, dzięki naszym pracom było to możliwe i zdarzało się, że nawet spędzaliśmy razem 5-6 dni na tydzień, więc myślałam, że już sporo o sobie wiemy i to jak funkcjonujemy, jest nam znane. Niestety po wspólnym zamieszkaniu zaczęłam dostrzegać ogrom jego wad i zaczęłam się oddalać od niego. Większość z tych rzeczy wynika z faktu, że w jego domu rodzinnym wszystko robiła mama, która jest typową gosposią domową i dba o wszysko - od sprzątania, gotowania, zakupów, koszenia trawy itp. Mój chłopak przywyknął do tego, że wszystko ma podane na tacy, mimo, że wydawałoby się, że wcale tak nie jest. Już kilka razy próbowałam z nim rozmawiać, że ja nie jestem jego mamą, że zaczynam mieć tego dość, bo jeśli ja nie wypiorę, nie odkurzę, nie opróżnię zmywarki i lub nie wymyje naczyń, nie posprzątam kotu, nie zrobię zakupów, to on tego też nie zrobi. Ogólnie wszystkiego co się robi w domu. Jestem zmęczona, sfrustrowana, zła, czuje się niezrozumiana. Zaczynam przechodzić wewnętrzny kryzys. Leczę się na depresję od kilku lat i biorę leki. Niestety musiałam już nawet mieć zwiększona dawkę, bo moje uczucia zaczynały być takie, jakie nie powinny. Mój chłopak przyjdzie z pracy i ma przygotowany obiad. Zje go, puści w międzyczasie serial, wyjmie piwko, swojego papieroska z niedozwoloną substancją, posiedzi chwile i pójdzie grać w gry, wróci, siedzę z kolejnym piwkiem i będzie tak siedzieć na krześle przy wyspie, oglądając tv, aż nie zaśnie. Narzeka na brak bliskości, ale ja nie chce jej z nim, jeśli nie jest trzeźwy. Wcześniej dużo palił zielonego, przestał, ale zaczął inne rzeczy, które działają podobnie. Patrząc na niego, widzę wiecznie wypitego i zjaranego faceta, który nic nie zrobi, jeśli ja nie zrobię awantury. Oczywiście ma momenty przebłysku i zrobi więcej, niż prosiłam, ale są to momenty. Bardzo, ale to bardzo go kocham, jednak ja nie dam rady tak dłużej. Adoptowaliśmy wspólnie psa, planowaliśmy zakup mieszkania lub budowę jakoś od przyszłego roku, ale ja tego nie widzę. Nie wiem na ile to zmienia się przez to jego podejście czy przez moją chorobę. Wynegocjowałam z nim, że alkohol tylko przez weekend.. nie wiem, czy coś to da.. bo on nie zna umiaru, a niewiele mu trzeba. Jemu wystarczą 3 piwka i ma dość. Ja mam dość, patrząc na to wszystko. Nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać.. oczywiście nie jestem idealna, bo wiecznie się go czepiam, narzekam, marudzę itp, ale kto by tego nie robił? Czuje, jakbym miała dorosłe dziecko. Zaczynam żałować mojej propozycji. Planowałam zamieszkać sama, ale po rozmowie z nim, zaproponowałam jemu wspólne mieszkanie i nie wiem, czy to nie zniszczy naszego związku.

Mama sugeruje niestosowne zachowanie wobec ojczyma po dawnym oskarżeniu - czy wrócić na terapię?
Dzień dobry Byłam już na terapii z powodu problemów rodzinnych itp. Oskarzylam o coś swojego ojczyma i zdobyłam na to dowód jednak nikt w rodzinie mi nie uwierzył wręcz twierdzili że to przeze mnie że go kusilam. Uciekłam w tedy z domu. Teraz po mimo że wszystko teoretycznie wyjaśniono i stwierdziłam że nie ma sensu się kłócić i ja przeprosiłam to mama cały czas szuka dziury w całym. Jak jestem w jakimś topie albo krótkich spodenkach to się pyta czy nie mam wstydu tak przy nim chodzić. Albo jak coś palne przez przypadek to ona od razu zmienia to w jakis poddekst i dwuznaczność. Męczy mnie to starsznie, nie wiem czy wrócić na terapię żeby przynajmniej nie dusić w sobie tego non stop. Terapia z mamą odpada bo już to przerabialiśmy.
myśli samobójcze

Myśli samobójcze – przyczyny, rozpoznanie, pomoc

Myśli samobójcze to poważny problem dotykający wielu osób. Ważne jest rozpoznanie objawów i wiedza o sposobach radzenia sobie z nim. Jeśli Ty lub ktoś bliski zmaga się z takimi myślami, pamiętaj, że warto szukać pomocy!