Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy moje dziecko poradzi sobie w dorosłym życiu mając lekkie 'upośledzenie' umysłowe?

Witam, u mojego syna zdiagnozowano lekkie upośledzenie umysłowe w miejscowej poradni psychologiczno-pedagogicznej i chciałbym się dowiedzieć, jak takie osoby funkcjonują w życiu dorosłym: czy są w stanie odnieść sukces w życiu prywatnym i zawodowym, zdać prawko, ukończyć szkołę itp.? trochę się martwię o niego czy sobie poradzi jak mnie zabraknie.

Jolanta Kmiecicka

Jolanta Kmiecicka

Panie Dariuszu,

to, że martwi się Pan o przyszłość syna świadczy o tym jak ważny jest on dla Pana. Odpowiadając uczciwie, osoby z niepełnosprawnością intelektualną mogą funkcjonować bardzo różnie. Większość cechuje wolniejsze tempo nauki i potrzeba większej ilości powtórzeń. Syn będzie pewnie potrzebował wsparcia w rozwoju - w planowaniu i organizacji swojego życia, jednak osoby z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim mają również duży potencjał do samodzielności, jeśli tylko dostaną odpowiednie wsparcie. Dlatego tak ważna jest wczesna interwencja i zapewnienie synowi zajęć, które będą jak najlepiej wspierać (zajęcia wyrównawcze, logopedia, terapia). Ważne jest również wspieranie mocnych stron syna, które niewątpliwie posiada. To czy syn będzie w stanie osiągnąć to o czym Pan pisze trudno ocenić, skupiłabym się na wsparciu go tu i teraz, tak żeby jak najlepiej rozwinąć jego potencjał. 

 

Pozdrawiam,

Jolanta Kmiecicka, psychoterapeutka 

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Izabela Piórkowska

Izabela Piórkowska

Dzień dobry, osoby z lekkim upośledzeniem umysłowym mogą dobrze funkcjonować w dorosłym życiu —  jest to zależne od indywidualnych predyspozycji, wsparcia rodziny i odpowiedniego środowiska edukacyjno-zawodowego. Często kończą szkoły zawodowe, podejmują pracę, tworzą relacje i prowadzą samodzielne życie z niewielką pomocą bliskich lub asystenta, mogą również odnosić sukcesy w życiu. Ważne jest wspieranie syna rozmową i wspólnymi działaniami, ale też rozwijanie jego samodzielności, umiejętności społecznych i praktycznych mających zastosowanie w życiu oraz korzystanie ze wsparcia różnych specjalistów czy zrzeszeń wspierających takie osoby w ich rozwoju osobistym i społecznym.

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam uprzejmie,

proszę Pana ,

postawione przez pytania Pana nie mają szansy, przy tak znikomej wiedzy, do jakichś rozsądnych odpowiedzi.

 Proszę spróbować odpowiedzieć na przynajmniej niektóre z nich:

- ile lat ma syn?

- do jakiej  szkoły chodzi?

- czym w Poradni badano Pana syna dla postawienia tej diagnozy?

- co dokładnie znajduje się w opisie z Poradni?

- co dalej specjaliści z poradni proponują dla Pana syna?

- czy widzi Pan i w jakich obszarach dobre, a w jakich słabsze funkcjonowanie syna?

- czym syn się interesuje? itd, itd.

 

Pozdrawiam

Dr Gizela Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

Anna Biś

Anna Biś

To naturalne, że martwi się Pan o przyszłość syna. Osoby z lekką niepełnosprawnością intelektualną często bardzo dobrze radzą sobie w dorosłym życiu: kończą szkoły zawodowe, pracują, mają przyjaciół, a nawet zakładają rodziny. Z odpowiednim wsparciem i cierpliwością mogą być samodzielne i szczęśliwe. Warto współpracować z poradnią, rozwijać samodzielność syna krok po kroku i wierzyć w jego możliwości – naprawdę wiele zależy od indywidualnego podejścia i otoczenia pełnego zrozumienia. Nie wiem czy jest więcej trudności czy tylko ta jedna. Może pan zapytac w poradnii czy organizują grupy wsparcia/ edukacyjne dla rodziców. Można jeśli pojkawiłyby się jakieś trudności w relacjach rówieśniczych zapisać syna na Trening Umiejętności Społecznych. Jeśli to okres szkoły podastawowej zajęcia rewalidacyjne czy kompensacyjne powinny być w szkole. Myślę, że na Fb powinny być grupy rodziców, którzy udzielą informacji w Pana regionie, powodzenia;) 

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Szanowny Panie,

Rozumiem Pana zatroskanie, to bardzo naturalne, że jako rodzice martwimy się o przyszłość naszych dzieci, zwłaszcza kiedy słyszymy diagnozę, która może budzić wiele pytań i obaw. Z resztą sam fakt, że szuka Pan informacji i wsparcia, świadczy o tym, że jest Pan uważnym i zaangażowanym rodzicem.  

"Lekkie upośledzenie umysłowe" (obecnie częściej mówimy o niepełnosprawności intelektualnej w stopniu lekkim), oznacza, że dziecko może rozwijać się mniej harmonijnie i może mieć trudności w niektórych obszarach poznawczych, takich jak np. przyswajanie pojęć abstrakcyjnych, myślenie przyczyna - skutek, czy zapamiętywanie większej partii materiału w szkole. Bardzo często jednak, przy odpowiednim wsparciu terapeutycznym i dopasowanym do potrzeb środowisku, dzieciaczki te a później dorośli mogą prowadzić samodzielne, satysfakcjonujące życie. 

Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że większość osób dorosłych z lekką niepełnosprawnością intelektualną, które nie mają "przeszkadzających" zaburzeń towarzyszących a otrzymały odpowiednie wsparcie już we wczesnym dzieciństwie, potrafi nieźle o siebie zadbać. Mieszkają samodzielnie, same lub przy niewielkim wsparciu załatwiają podstawowe sprawy urzędowe czy w przychodniach lekarskich a zakupy czy codzienne obowiązki czy domowe czy zawodowe nie stanowią w zasadzie żadnego problemu. ba! niektóre z nich zdają z powodzeniem prawo jazdy i używają na codzień samochodów. Często są bardzo lojalne, empatyczne i dobrze odnajdują się w relacjach społecznych, szczególnie gdy mają wokół siebie osoby, które je wspierają i rozumieją. 
To co Pan może zrobić dla swojego dziecka, to dać mu stałe i cierpliwe wsparcie emocjonalne. Świetnie działają jasne zasady, rutyny, pochwały i wzmocnienia pozytywne. To daje duże poczucie bezpieczeństwa. Nieodzowna będzie również współpraca z nauczycielami, psychologiem, terapeutą zajęciowym czy doradcą zawodowym co pozwali dostosować plan nauki i funkcjonowania wspierające przyszłą ścieżkę życiową.  

Uważam też, że i Pan mógłby spróbować umówić się na psychoterapię na przykład. Wsparcie terapeutki/ty, przepracowanie swoich obaw i lęków a także regularne kanalizowanie i odreagowywanie trudnych uczuć i emocji, na pewno przysporzyłoby Panu wiele dobrego a i pozytywnie wpłynęło na Pana relacje z dzieckiem i pomoc mu w mierzeniu się z codziennymi trudami. Tak po prostu może łatwiej będzie to wszystko ogarnąć.

Dużo dobrego!
 

Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry.

 

Diagnoza lekkiego upośledzenia umysłowego (obecnie częściej mówi się: lekka niepełnosprawność intelektualna) nie przekreśla możliwości prowadzenia dobrego, wartościowego życia. Oznacza, że syn może potrzebować więcej czasu, wsparcia i praktycznego podejścia do nauki, ale w wielu sferach funkcjonowania jest w stanie być samodzielny.

 

Osoby z tym rodzajem niepełnosprawność np. lepiej odnajdują się w praktycznych zawodach niż w pracy wymagającej wysokich zdolności abstrakcyjnych (mogą świetnie sobie radzić w dziedzinach takich jak gastronomia, ogrodnictwo czy prace magazynowe). Uzyskanie prawa jazdy jest sprawą bardzo indywidualną, podobnie jak w przypadku osób pełnosprawnych - wszystko zależy od dostosowania tempa nauki. Istotną rolę odgrywa także możliwość utrzymania uwagi, aby móc bezpiecznie prowadzić pojazd. Wiele osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim kończy szkołę zawodową lub szkołę przysposabiającą do pracy, a część także szkołę średnią (jeśli tempo nauki i wsparcie są dostosowane). Należy pamiętać, że inna ścieżka edukacji niż u większości nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie, może pomóc Pana synowi rozwijać się w odpowiednim dla niego tempie.

 

W obecnej chwili może Pan wesprzeć syna poprzez np.

stały kontakt z poradnią psychologiczno-pedagogiczną i szkołą – wspólnie można zaplanować ścieżkę edukacyjną i zawodową dopasowaną do jego możliwości;

rozważenie udziału syna w warsztacie terapii zajęciowej (WTZ);

zachęcanie syna do nauki praktycznych umiejętności życiowych (planowania dnia, robienia zakupów, korzystania z komunikacji, kontaktów z urzędami) najlepiej poprzez wspólne ćwiczenie w realnych sytuacjach.

 

Można też poszukać grup wsparcia dla rodziców lub organizacji pozarządowych (np. Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną), które pomagają w planowaniu przyszłości takich osób, również w kontekście zabezpieczenia po śmierci rodzica.

 

Pozdrawiam serdecznie

Klaudia Dynur

Psycholog

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry. 

Funkcjonowanie osób z lekką niepełnosprawnością intelektualną w dorosłym życiu jest zróżnicowane -wiele zależy od indywidualnych możliwości, wsparcia środowiska i doświadczeń życiowych. W dorosłości mogą podejmować naukę, pracę, tworzyć relacje i rozwijać samodzielność w swoim tempie. Maiłam okazję pracować z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie i to wszystko zależy od wsparcia, które takie osoby otrzymują. 

 

Poniżej podaję instytucje gdzie można zgłosić się o pomoc bezpłatnie: 

 

*Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną (PSONI)
Oferuje m.in. Warsztaty Terapii Zajęciowej, asystenturę, szkolenia dla rodzin i profesjonalistów oraz wsparcie w zakresie samodzielności życiowej. PSONI Zarząd Główny

*Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON)
Realizuje programy takie jak „Aktywni niepełnosprawni” czy „Włączenie wyłączonych”, wspierające aktywizację zawodową i społeczną osób z niepełnosprawnościami. Gov.pl

*Biuro Integracji Zawodowej Osób Niepełnosprawnych (BIZON)
Działa na rzecz aktywizacji zawodowej osób z orzeczonym stopniem niepełnosprawności, oferując m.in. doradztwo zawodowe i pośrednictwo pracy. psoni.gda.pl

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Doradca kariery, Psycholog

Urszula Małek

Urszula Małek

To, co Pan opisuje, to naturalny niepokój rodzica o przyszłość dziecka. Osoby z lekkim upośledzeniem umysłowym mogą funkcjonować w życiu dorosłym na różne sposoby -wiele z nich zdobywa wykształcenie, podejmuje pracę, prowadzi samodzielne życie i buduje relacje. Osiągnięcia zależą od indywidualnych zdolności, wsparcia rodziny, szkoły i otoczenia oraz od wczesnej pracy nad samodzielnością i umiejętnościami społecznymi. Wiele osób z lekkim upośledzeniem może uzyskać prawo jazdy, podjąć pracę zawodową czy mieszkać samodzielnie lub ze wsparciem. Ważne jest budowanie poczucia własnej wartości u dziecka, wspieranie jego umiejętności praktycznych i społecznych oraz szukanie wsparcia specjalistów w razie potrzeby. To, że Pan się martwi, jest naturalne -równocześnie warto skupić się na tym, by przygotować syna do samodzielności stopniowo..

 

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Dziecko nie spełnia norm rozwojowych - co zrobić, co się dzieje?
Witam. Chłopiec ma 10 lat. Od września zaczął naukę w klasie drugiej szkoły podstawowej. Przez te lata nauczyciele zostawiają ją na powtarzanie nauki w tej samej klasie. Po dwa lata w jednej klasie . Dziecko nie umie czytać. Myli się przy dodawaniu i odejmowaniu czy mnożeniu. Jego mowa jest niewyraźna. Nie można w ogóle go zrozumieć. Nie umie podstawowych czynności domowych, typu nakryć do stołu czy posprzątać albo zrobić kanapki. Nie umie jeździć na rowerze. Nie utrzymuje równowagi. Do wszystkiego podchodzi na Nie. Posiłki je łapczywie, nie zamykając ust. Jego jedyną zabawą są klocki LEGO i oglądanie bajek. Może to robić całymi dniami. Najgorsze jest to, że jak się zapytać o coś to płacze od razu. Zostanie sam to płacze. Nadmierna płaczliwość jest u dziecka. Czy to może być objaw jakiejś choroby? Czy trzeba iść do jakiegoś specjalisty? Pozdrawiam
Jak przepracować zdradę ojca po latach i śmierci, nie czując złości ani urazu?
Kiedy byłam mała, mój ojciec zdradził moją mamę. Rozwiedli się, dorastałam z mamą, miałam bardzo sporadyczny kontakt z tatą. 10 lat temu mój tata zmarł. Chciałabym jakoś przepracować tą zdradę. Dodam, że nie potrafię złościć się na tatę, nie czuje do niego urazu.
Jak pomóc adoptowanej córce z FAS w szkole i relacjach z rówieśnikami?
Moja córka, Zosia, ma 8 lat. Adoptowaliśmy ją, gdy miała 3 lata, wiedząc, że biologiczna mama piła w ciąży. Byliśmy przygotowani na trudności, ale szkoła to inny poziom wyzwania. Zosia stara się, naprawdę. Siada do lekcji, ale po chwili patrzy w okno, zapomina, co miała zrobić. Pisanie sprawia jej trudność, a czytanie to prawdziwa męka. Najgorsze jednak są relacje z rówieśnikami. Dzieci lubią ją, bo jest pogodna i ufna, ale jednocześnie łatwo ją zranić. Czasem nie rozumie żartów, czasem reaguje zbyt emocjonalnie. Nauczyciele się starają, ale mamy wrażenie, że nie do końca wiedzą, jak jej pomóc. Słyszymy tylko: „Musi się bardziej skupić”, „Proszę ćwiczyć w domu”. Tylko że to nie takie proste. Co możemy z żoną zrobić, żeby Zosia miała łatwiej?
Nie jestem przekonany do tacierzyństwa, ponieważ sam zmagam się ze sobą, z trudnościami, ranami.

Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu. 

Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach. 

Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę. 

Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham. 

Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję. 

Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym? 

Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu. 

Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie. 

Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy. 

Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże. 

Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

Jak radzić sobie z brakiem wsparcia od partnera w opiece nad dzieckiem

Witam, mam problem z partnerem. Ogólnie dobrze się rozumiemy i znamy już dłuższy czas, mamy razem dziecko. Problem polega na tym, że on niby się cieszy, że jest ojcem, ale w ogóle mi nie pomaga. W domu nie miał żadnych obowiązków, jest jedynakiem, wszystko robiła za niego matka. Nie ma poczucia obowiązku, wraca z pracy, siedzi na internecie, niby coś tam robi albo wychodzi z domu niby do swojego ojca i znika na 2-3h a jak wraca, twierdzi, że przecież krzywda mi się nie stała, że zostałam sama. I tak w kółko, chociaż proszę go o pomoc, nie otrzymuje jej. Mało tego jeszcze ją muszę ogarniać każdą nadobniejszą rzecz w domu, a on potem i tak powie mi, że tylko siedzę w domu i bawię się z dzieckiem. A ja mam na głowie wszystko dziecko, dom, zakupy, naprawy, samochód, rachunki, do tego dochodzi wspólny biznes, jakieś sprawy typu ubezpieczenia, jego widzimisię, czyli jak czegoś ode mnie chce (a chce bardzo często) to dzwoni, prosi i wymaga. Próby rozmowy nie działają, próbowałam i prośbą i groźbą i czynem zmusić go do myślenia, że ja nie jestem sprzątaczką i służąca, a dziecko jest wspólne. Czasem nawet wydawało mi się, że już zrozumiał i na jakiś czas się zmieniał, ale wystarcz,y że ktoś mu zaproponował wyjście z domu np. tesciu zawoła go na chwile do warsztatu i już na 3h zapomnina, że ma dziecko i że mieliśmy ją kąpać (jest jeszcze malutka). I ją znowu zostaje sama. Potem przestałam robić dla niego wszystko, efekt jeszcze gorszy, bo chodził obrażony, nie odzywał się do mnie. Najgorsze, że on w ogóle mnie nie słucha i mam wrażenie, że jestem dla niego darmową nianią i pomocą domową. Moje zdanie jest totalnie dyskryminowane i niestety, ale bardziej słucha matki i koleżanki z pracy niż mnie. Nawet w kwestii wychowania dziecka na mnie spada cały ciężar, nie przejmuje się, jak sobie daje rade i jakie mam zasady, ale wystarczy, że któraś z nich powie ze np.mam nie dawać jej truskawek, to on od razu się odpala, że mam tego nie robić, bo ona powiedziała. Albo najgorzej jak ustalamy wspólnie jakieś reguły, typu zakaz całowania dziecka, ale jak jego matka to robi, to już się nie odezwie i to mu nie przeszkadza, bo ona po prostu się cieszy I ona taka jest a ja muszę to akceptować. Jego matka mnie też bardzo pomija w kwestii macierzyństwa, córka zawsze jest bardziej podobna do tatusia, na wycieczce była z tatusiem, tatuś ją będzie nosił, patrzy na tatusia itd. A o mnie do dziecka mówi, że ją szarpie (jak załamałam jej rękawiczki i kwiliła), że na mnie jest zła, że jej nie noszę tylko siedzi w bujaka, ale zaraz przyjdzie tatuś i będzie nosił. Mówiłam mu, ze mam z nią problem, do tego nas nachodzi, wchodzi mi do pokoju, kiedy jestem rozebrana, dokucza mojemu dziecku aż płacze, chociaż ona myśli, ze tylko ją dotyka a płacze przeze mnie, bo jej dałam smoczka, kłamie, że nie otwieram jej drzwi, jak ktoś ma do nas przyjść np.znajomi przychodzą raz na 2 miesiące, to nagle ona jest u nas kilka dni i kilka razy pod rząd, a potem wcina ją na tydzień byle by nie było tak że ktoś widział małą a ona nie bo nie może tego znieść. Oprócz tego próbowała dawać jej jakieś jedzenie niedostosowane do wieku na szczecie ciotka partnera interweniowała. Ale on nie widzi problemu,ja mam być miła i akceptować to co ona robi bo ona ma problemy emocjonalne, bo małżeństwo jej i jej męża się nie udalo (w sensie z teściem się im nie układało nigdy) I ona się cieszy z wnuczki .Jednoczesnie nie mogę robić co uważam za słuszne przy moim dziecku ale pozwalać na to matce bo ona się po prostu cieszy.Koelzanka jeszcze ją j jego podpuszcza że ona robi dobrze i nie widzi nic złego w jej zachowaniu.Mysle że największym problemem nie jest ona sama tylko moj chłop który nie potrafi postawić granic.Ona mu nawet ciuchy wybierała i nadal wybiera i też nic w tym złego nie widzi.Cale życie przekraczała wszelkie jego granice i myśli że moje też może a on jej na to przyzwala.Jednoczesnie wychowała go na Pana domu któremu wszystko się należy i mam mu usługiwać i jest oburzona że ją od niego wymagam pomocy i powrotu do domu a potem myali i rozpowiada wszystkim jak to on się nie zajmuje córką.Co do głupich zdjęć nawet jest problem bo robiąc dziecku zdjęcia rozsyłam po rodzinie ale jak nie wyślę do jego matki to już ma problem,przecież to nie mój obowiązek,sam może to zrobić ale nie bo ja wychodzę na tą złą że jestem dla niej złośliwa a ona się tak cieszy.Duzo jeszcze było takich sytuacji nienormlanych.Najbardziej mnie nie denerwuje ona tylko on że się nie postawi i choć raz nie stanie po mojej stronie.Przeciez ją mu nie każe wybierać ani się kłócić wystarczy żeby jej powiedział wprost żeby tego czy tego nie robiła albo się tak nie odzywała do mnie.Co do pomocy też nie wymagam nie wiadomo czego chce tylko jechać na zakupy o innej porze niż 19/20 i żeby on zajął się na ten czas dzieckiem.Nie wiem jak mam na niego wpłynąć tak jak mówię żadna rozmowa nie przyniosła skutku.Juz nawet mi powiedział że ją to wiem co mu siedzi w glowie i znam się na ludziach(chodziłam do szkoły o profilu pshchologicznym)I stwierdził że mam rację a za dwa dni znowu zostałam sama z chorym dzieckiem i jeszcze stwierdził że to ze mną jest problem i że nie jest mu przykro jak mnie traktuje.Ja też przez tą całą sytuację jestem zła,rozdrażniona,złośliwą i sarkastyczna bo już nie daje rady.Nie chcę się podporządkowywać i być wiecznie sama,nie chce żyć na czyjeś dyktando i dać się dyskryminować jednocześnie dając z siebie wszystko dla dziecka.Dodam że jego ojciec też wie jaka jest jego matka i jak go wychowała i dużo razy stawał po mojej stronie.Bardzo proszę o rady jak to ugryźć albo jak przestać się tym PR,ejmowac

problemy wychowawcze

Problemy wychowawcze - jak je rozpoznawać i skutecznie rozwiązywać?

Problemy wychowawcze to powszechne wyzwanie dla rodziców. Zrozumienie ich przyczyn i skutecznych metod rozwiązywania jest kluczowe dla rozwoju dziecka. Oto praktyczne wskazówki pomagające radzić sobie z trudnościami wychowawczymi.