Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dylemat czy zostać w związku czy odejść?

Dylemat czy zostać w związku czy odejść? Mam 20 lat i jestem w związku z moim chłopakiem od 4 lat. Przez ten czas było naprawdę dobrze. On im dłużej jesteśmy razem tym bardziej się stara, jest opiekuńczy, troskliwy, rozpieszcza mnie, zawsze pomorze i jest na każde moje zawołanie, uwzględnia mnie we wszystkich planach i cały wolny czas chciałby spędzać ze mną, czuję się przy nim jak księżniczka. Jest również opanowaną osobą, która musi mieć wszystko zaplanowane i nie przepada za rozrywkami. Uważam, że jest materiałem na męża, jednak od jakiegoś czasu coś się we mnie zmieniło i ciężko mi to wybić z głowy. A mianowicie to, że czuję jakbym się tą relacją zmęczyła, zawsze jest dobrze ale nic więcej, do tego zrozumiałam, że robi się poważnie on od dawna mówi o wspólnej dalekiej przeszłości jednak ja chyba nie jestem na to gotowa. Zawsze byłam osobą samotną, która miała tylko pojedynczych znajomych a przy nim straciłam wszelkich znajomych, całe moje życie towarzyskie oparło się na widzeniach z nim i było naprawdę super spędziliśmy wiele cudownych chwil razem jednak od jakiegoś czasu zauważyłam, że nigdy nas nic nie łączyło, ani zainteresowania, ani muzyka, ani znajomi, nawet nie mamy zbytnio takiego samego humoru. Zrozumiałam, że w naszej relacji brakuje przyjaźni nie mogę z nim porozmawiać o tym co mnie interesuje czy posłuchać razem muzyki, z reguły gadamy o tym co się u nas działo i o błahostkach, tutaj dochodzi jeszcze to,że ja studiuje a on pracuje co też nas oddziela . Próbowałam z nim wielokrotnie rozmawiać jednak on wszystko odbiera jako atak. Do tego od dłuższego czasu przestał mnie pociągać kompletnie, myślałam, że mi to minie jednak nie minęło, równocześnie inni już tak . Mam ogromna potrzebę coś zmienić w swoim życiu otworzyć się na ludzi, poszaleć trochę nie tylko siedzieć w domu bo w końcu jestem młoda, a czuję, że on mnie w tym trochę ogranicza. Nie wiem co zrobić czy zostać i liczyć, że te rozterki mi miną czy rozstać się. Jest to dla mnie bardzo trudna decyzja bo przywiązałam się do niego i uważam, że to naprawdę dobry chłopak mimo swoich wad i nie chce go ranić ale nie wiem czy nie będę coraz bardziej zmęczona tą relacją i boję się że już nie znajdę drugiej tak dobrzej osoby dla mnie.
Rafał Żelazny

Rafał Żelazny

Dzień dobry. To, co Pani pisze, nie brzmi jak chwilowy kryzys, tylko jak moment rozwojowy w którym zaczyna Pani stawiać pytania o siebie, a nie wyłącznie o samą relację. Pani chłopak daje Pani poczucie bezpieczeństwa, troskę i stabilność i to są realne i wartościowe fundamenty, nic więc dziwnego, że obawia się Pani ich utraty. Jednocześnie z Pani słów wyraźnie wybrzmiewa poczucie ograniczenia. Brak przyjaźni, wspólnych zainteresowań, swobodnych rozmów, śmiechu, czy pociągu nie są drobiazgiem, ale podstawą bliskości. Zanik pociągu seksualnego nie zawsze oznacza problem do naprawy. Czasem jest on sygnałem, że ciało komunikuje coś, na co głowa nie jest jeszcze gotowa. Podobnie potrzeba doświadczeń, kontaktów z ludźmi czy spontaniczności nie jest oznaką niewdzięczności, lecz naturalnym sygnałem rozwojowym.

Pisze Pani, że próbowała rozmawiać o swoich wątpliwościach, jednak chłopak odbierał to jako atak. Stawia to Panią w trudnej sytuacji, bo ma Pani pytania i niepewność, ale brakuje bezpiecznej przestrzeni, by je wypowiedzieć, nazwać, wyciągnąć na światło dzienne.  Dojrzały związek to nie tylko opieka i stabilność, lecz także otwartość na różnice i zdolność do rozmowy o nich.

Czytając Pani wątpliwości, nasuwa się kluczowe pytanie: czy w tej relacji może Pani być sobą i jednocześnie dalej się rozwijać? Czy w związku ma Pani przestrzeń na szczerą rozmowę bez obrony i poczucia ataku? Zmiana w związku jest możliwa ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe nie tylko słuchać, ale też uznać, że potrzeby partnera są równie ważne jak własne. Jeśli każda próba rozmowy spotyka się z zamknięciem lub poczuciem zagrożenia po drugiej stronie, trudno o prawdziwe porozumienie i zdrowy rozwój relacji.

Co do przywiązania to na pewno daje ono poczucie bezpieczeństwa, stabilności i znajomości, ale to miłość pozwala obu stronom wzrastać, zmieniać się i być sobą, nawet jeśli oznacza to konfrontację z trudnymi tematami. Czasem to, co trzyma nas w relacji, to bardziej lęk przed stratą i samotnością niż autentyczne poczucie bycia w miejscu, w którym chce się zostać. Pozdrawiam

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Barbara Michalik

Barbara Michalik

Dzień dobry,

 

opisała Pani wiele wątpliwości związanych z relacją z chłopakiem. Jesteście ze sobą 4 lata, to dość długi czas. Z opisu waszej relacji wynika, iż Pani chłopak zaangażował się w tą relację i chciałby planować wspólne życie, a Panią to przestraszyło oraz skłoniło do refleksji nad tym, czego Pani szuka w życiu, w relacji i czy być może nie jesteście na innych etapach. Warto zadać sobie pytanie co konkretnie nie podoba się Pani w tej relacji? Czy tworzenie z kimś poważnego związku uniemożliwia poznawanie nowych ludzi i rozwijanie siebie, a jeśli tak, to dlaczego? Zastanawia mnie również powód dla którego nie udało się wam zbudować relacji przyjacielskiej, dlaczego nie może Pani porozmawiać z chłopakiem o swoich zainteresowaniach? Czy on nie chce Pani słuchać? Czy kiedykolwiek próbowała Pani poruszyć z nim ten temat? Zachęcam do poszukiwania odpowiedzi na te pytania, zastanowienia się jak Pani chce by wyglądał związek. Być pomoże pomocne będzie udanie się na wizytę do terapeuty, by móc lepiej zrozumieć siebie.

 

Pozdrawiam,

Barbara Michalik 

1 miesiąc temu
Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Witaj, wszystko co przeżywasz, jest bardzo typowe i zrozumiałe na tym etapie życia. Jesteś młoda, a Wasz związek trwa od okresu dojrzewania, naturalne jest, że Twoje potrzeby i oczekiwania się zmieniają.

Z opisu wynika, że nie brakuje „dobra”, ale brakuje dopasowania, przyjaźni, przestrzeni i pociągu, a to są ważne fundamenty relacji. Zmęczenie, potrzeba zmian i poczucie ograniczenia rzadko mijają same częściej się nasilają. Istotne jest też to, że próby rozmowy kończą się poczuciem bycia atakowaną, co utrudnia realną zmianę.

Strach przed zranieniem partnera i przed „nieznalezieniem nikogo lepszego” jest naturalny, ale zostawanie w relacji z lęku zwykle prowadzi do większego cierpienia po obu stronach.

Warto zapytać siebie: czy zostaję, bo chcę, czy dlatego, że się boję odejść?
Twoje wątpliwości są ważne i zasługują na potraktowanie ich serio.

1 miesiąc temu
Joanna Jaśkiewicz

Joanna Jaśkiewicz

Z opisanej przez Panią sytuacji trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski.  Można o tej sytuacji pomyśleć dwuznacznie: być może poczuła Pani, że zbyt wiele Was dzieli niż łączy na obecnym etapie życia i w perspektywie wspólnej przyszłości wystraszyła się Pani tego. Tak może być, że związek się kończy. Na uwagę jednak, zasługuje fakt, że w momencie dużego zaangażowania partnera (gdy pojawił się temat wspólnej przyszłości) poczuła Pani niepokój i pojawiły się myśli o rozstaniu. Ponadto dlaczego miałaby Pani, będąc w związku, rezygnować ze swoich innych relacji lub niektórych aktywności?  Jak ważne są podobne  wartości w relacji, to jednak wspólne zainteresowania, hobby, nie muszą być wyznacznikiem dobrego związku. Biorąc to wszystko pod uwagę być może jest Pani trudno wejść w głęboką zależność w relacji. Jest takie pragnienie, żeby relacja była bardzo bliska (wspólne spędzanie czasu, pasje, znajomi, rezygnacja z dotychczasowych znajomości i aktywności na rzecz związku)  przy jednocześnie przeżywanym lęku przed głęboką zależnością ( być może to Panią wystraszyło). To są tylko hipotezy, które można badać w kontakcie z terapeutą. Za mało jest tutaj informacji o Pani oraz partnerze.  Ważne jest również zbadanie innych obszarów funkcjonowania żeby postawić jakąś diagnozę. Jednak myślę, że najlepiej będzie omówić swoje dylematy w gabinecie. Forum nie jest najlepszym rozwiązaniem zwłaszcza w tak ważnej sprawie. Trwanie w związku w obawie, że skrzywdzi Pani drugą osobę lub nie znajdzie tak dobrego partnera, nie jest dobrym wyznacznikiem. Może rozmowa z terapeutą pomoże Pani podjąć decyzję, zrozumieć swoje rozterki. 

1 miesiąc temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowna Pani,

przede wszystkim nie warto podejmować decyzji w oparciu o lęk, że „już nigdy nie znajdzie Pani nikogo takiego”. Ma Pani 20 lat, całe życie i wiele relacji jeszcze przed sobą, a strach przed samotnością bywa złym doradcą. Z drugiej strony warto się zatrzymać i przyjrzeć temu, czy to, co Pani odczuwa, jest rzeczywistym wypaleniem relacji, czy raczej rutyną i brakiem świeżości. Czasem w długoletnich związkach (szczególnie tych bardzo bezpiecznych) pojawia się poczucie stagnacji. Być może pomocne byłoby wprowadzenie zmian jak zaplanowanie nowych wspólnych aktywności, wyjście poza schemat codziennych spotkań, próba znalezienia choć jednej przestrzeni „dla was”, która byłaby nowa i żywa.

Dobrze też zadać sobie kilka szczerych pytań: czy czuję do niego miłość, czy tylko przywiązanie? Czy widzę nas razem w przyszłości. Czego mi w tej relacji brakuje i czy to w ogóle jest możliwe do zbudowania? Pomocne bywa spisanie tego, co w związku jest dla Pani dobre, a co trudne, oraz jak chciałaby Pani, żeby to wyglądało inaczej. Warto też skonfrontować te potrzeby ze swoim partnerem.

 

Wszystkiego dobrego,

Elza Grabińska, psycholog.

1 miesiąc temu
Iza Bonarowska

Iza Bonarowska

Dzień dobry,

to co Pani opisuje wcale nie brzmi jak „wymyślanie problemów”. Wręcz przeciwnie. 

Widać u Pani dużą samoświadomość i odwagę, żeby zobaczyć, że mimo tego że partner jest dobrym człowiekiem, coś w Pani przestało się zgadzać. To bardzo dojrzałe.

 

Ważne jest jedno. Dobry chłopak to nie zawsze to samo co dobry partner na dany etap życia. Ma Pani 20 lat, jest Pani w momencie odkrywania siebie, potrzeb, relacji, świata. Naturalne jest, że pojawia się potrzeba wyjścia do ludzi, spróbowania różnych rzeczy, zbudowania własnej tożsamości. To nie oznacza że on robi coś złego. To oznacza, że Wasze potrzeby zaczęły się rozmijać.

Zmęczenie relacją, brak przyjaźni, brak wspólnych tematów i zanik pociągu to bardzo ważne sygnały. One rzadko „same przechodzą”, jeśli nie stoi za nimi chwilowy kryzys. A z Pani opisu wynika raczej zmiana wewnętrzna niż gorszy moment.

I jeszcze jedna rzecz. Zostawanie w związku tylko dlatego, że ktoś jest dobry i że boimy się, że nie spotkamy już nikogo podobnego, zwykle kończy się narastającą frustracją. Ma Pani prawo chcieć czegoś więcej niż spokoju i bezpieczeństwa. Ma Pani prawo chcieć relacji, w której jest też przyjaźń, wspólne przeżywanie, śmiech i ciekawość świata.

Nie musi Pani podejmować decyzji natychmiast. Czasem pomaga szczere pytanie do siebie. Czy zostaję, bo tego chcę, czy bo się boję odejść. Odpowiedź na to pytanie dużo mówi.

Jeśli chciałaby Pani to poukładać spokojnie i bez poczucia winy, zapraszam na konsultację online. Pomogę Pani zobaczyć, czego Pani naprawdę potrzebuje i podjąć decyzję, która będzie dobra dla Pani, niezależnie od tego w którą stronę pójdzie.

 

Pozdrawiam serdecznie
Iza Bonarowska 

Psycholog

1 miesiąc temu
Weronika Jeka

Weronika Jeka

Dzień dobry,

z Pani opisu wyłania się obraz związku, który dobrze funkcjonuje na poziomie opieki i zaangażowania, ale coraz słabiej na poziomie wspólności, przyjaźni i bliskości emocjonalnej. Brak wspólnych tematów, humoru czy zainteresowań oraz trudność w rozmowie o tym, co dla Pani ważne, mogą z czasem rodzić poczucie samotności, nawet będąc w związku.

To, że pojawia się potrzeba zmiany, otwierania się na ludzi, nie jest niczym dziwnym, zwłaszcza że wchodzi Pani w dorosłość i zaczyna bardziej pytać siebie, kim chce być i jak chce żyć. Jednocześnie przywiązanie, lęk przed zranieniem partnera i obawa, że 'lepszego już nie będzie', bardzo utrudniają podjęcie jakiejkolwiek decyzji.

To naprawdę trudne miejsce, dobrze, że Pani to zauważa i nazywa, zamiast zagłuszać te wątpliwości. Może dobrze by było porozmawiać o tym z bliską osobą?

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego

Weronika Jeka

1 miesiąc temu
Malwina Wamej

Malwina Wamej

Dzień dobry,

Bardzo dziękuję za podzielenie się swoją historią.

Uczucia i refleksje, które Pani przedstawia w związku  z Pani relacją są bardzo dojrzałe i przemyślane. Widać, że naprawdę próbuje Pani być wobec siebie i wobec chłopaka uczciwa. I to już samo w sobie jest ważne.

Zaczęła Pani  ten związek bardzo młodo. Cztery lata w wieku 16–20 lat to ogromny etap rozwoju .

W  tym czasie człowiek bardzo się zmienia, odkrywa siebie, swoje potrzeby, granice, wartości. To, że dziś czuje się Pani  inaczej niż kiedyś, nie oznacza, niczego złego, lecz jest naturalną zmianą związana z dojrzewaniem.

Z Pani opisu wyłania się obraz relacji, która daje poczucie bezpieczeństwa, troskę i stabilność, ale jednocześnie  nie daje  przestrzeni na rozwój, spontaniczność, przyjaźń i wspólne przeżywanie świata. Miłość to nie tylko bycie dla siebie dobrym , to także poczucie, że mogę być sobą, rozwijać się i oddychać. Jeśli pojawia się zmęczenie, brak pociągu, potrzeba zmiany i otwarcia się na ludzi, to są to ważne sygnały, a nie „fanaberie”.

To, że ktoś jest „dobrym chłopakiem”, nie oznacza automatycznie, że musi być  partnerem na życie. Czasem relacje są dobre i mimo to się kończą.

Bardzo znaczące jest też to, że nie doświadcza Pani przyjaźni, a pożądanie zanikło. To wszystko razem sugeruje, że problem nie dotyczy jednego aspektu, ale fundamentów relacji.

Wiele osób pozostaje w związkach, nie dlatego, że są szczęśliwe, ale dlatego, że partner jest dobry.

Tymczasem warto pamiętać, że pozostawanie w relacji z litości lub strachu również rani , tylko wolniej i głębiej.

Bez względu na to, jaką decyzję Pani podejmie , warto żeby była ona zgodna z Panią, a nie podjęta z poczucia obowiązku. A jeśli czuje Pani, że sama się w tym gubi, rozmowa z psychologiem mogłaby być porządkująca.

 

Pozdrawiam

 

Malwina Wamej

1 miesiąc temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak odbudować zaufanie po kryzysie w związku i incydencie czatowym?
Dzień dobry, chciał bym opisać swoją sytuację, bo już nie wiem jak mam postępować. Zacznę od początku. Dwa miesiące temu moja żona poszła do naszych wspólnych znajomych na imprezę, poinformowała mnie o tym jak już tam była, ale gdy dzwoniłem do niej to odbiera i tylko słyszałem śmiechy. Pokłóciliśmy się i już nie odpisywała. Dodam że przebywałem wtedy za granicą. Poczułem się bardzo źle, ze śmieją się ze mnie i robią ze mnie debila, że mnie olała i że wolała się napić niż rozmawiać zemną. Że wszyscy są ważniejsi ode mnie. Nie mogłem nic zrobić bo mnie nie było, kazałem jej pójść do domu ale mnie nie słuchała. Na kolejny dzień się nie odzywała, więc ja sobie też powiedziałem że pierwszy się nie odezwę, bo zawsze to ja się pierwszy odzywam po kłótniach. Byłem bardzo zły i smutny cały czas w myślach miałem ich śmianie się zemnie i chciałem jej zrobić na złość więc weszłam na czat aby porozmawiać z kimś. Rozmawiałem z jakąś kobietą, o mojej sytuacji że żona mnie wyśmiała, poszła pić i mnie olała i pytałem jej czy tak powinno być w związku. Ona mi na to, że tak nie powinno być i zaczęła pisać o swoich problemach. Że jej mąż nie wraca na noc i mu się nie chce współżyć, że ubiera dla niego bieliznę to jej odpisałem że mojej żonie też się nie chce i zapytałem jej czy to jest normalne. Że też kupuje żonie bieliznę ale jej nie ubiera bo mówi że wygląda w niej jak prostytutka. Nie pamiętam całej rozmowy, ale to były główne tematy. To była jednorazowa rozmowa, której zapomniałem usunąć. Wróciłem do domu z zagranicy, żona mi wzięła telefon i zobaczyła otwartą kartę tej rozmowy, przestraszyłem się i wydarłem jej telefon z rąk. Ona wpadła w jakiś szał nigdy jej takiej nie widziałem, płakała, krzyczała żebym jej oddał telefon, chciała przeczytać ale jej nie dałem i powiedziałem że mnie będzie łapać za słówka. Po ok godzinie jej proszenia i bronienia się żeby mi nie wzięła telefonu jak wyszła z pokoju rozmowę usunąłem. Potem w złości ją obwiniałem, że to ona sprowokowała, że sobie coś ubzdurała i że mnie olała. Czułem się niepotrzebny. Przepraszałem ją wielokrotnie, powiedziałem że to było niepotrzebne i że źle zrobiłem pisząc z kimś innym. Powiedziałem jej o czym pisałem i że byłem bardzo zły, że dla mnie to było głupie pisanie jednorazowe nic nie znaczące i nie wiem dlaczego wszedłem na czat, to była chwila. Minęło 2 miesiące, a moja żona dalej do tego wraca, raz jest normalna i zemną gada, a raz zła, płacze, jest obojętna, chce być sama i wszystko wspomina. A ja jej już wszystko powiedziałem z 10 razy o czym pisałem, obiecałem jej że już nigdy z nikim nie będę pisał, że jest dla mnie najważniejsza i że jej nie zdradziłem ani z nikim się nie chciałem umawiać. Chce pokazać że jest tylko ona, jestem czuły, przytulam ją i całuje a ona nie chce i mnie odtrąca, próbuje na siłę ją przytulać a ona mówi żebym jej dał spokój, nie potrafię jej nie przytulać i całować. Mówię żeby o tym nie myślała, żeby była normalna, że to było głupie jednorazowe pisanie. Staram się, ale już nie wiem co mam robić żeby było dobrze. Nie chce już do tego wracać, już wszystko wyjaśniłem. Co mam zrobić żeby było dobrze? Co robię nie tak? Wiem że źle zrobiłem pisząc z inną, ale czasu nie cofnę.
Mam problem z siostrą mojej narzeczonej.
Mam problem z siostrą mojej narzeczonej. Zaczynając od początku to, na samym początku naszego związku, czyli prawie 3,5 roku temu narzeczona zamieszkała z siostrą w jednym mieszkaniu (siostra miała wtedy 16 lub 17 lat, oraz chodziła do szkoły w tym mieście), a po niekrótkim czasie podjęliśmy decyzję, że ja zamieszkam razem z nimi. Wszystko było okej, ale po jakichś 2 latach, takie wspólne mieszkanie zaczęło mnie męczyć, choćby ze względu na ograniczoną prywatność, oraz na to, że zostaliśmy narzeczeństwem. Powiedziałem o tym narzeczonej. W odpowiedzi dostałem, że wiedziałem, na co się pisałem i dopóki siostra się uczy, to narzeczona ma z nią mieszkać, bo obiecała rodzicom. Zagryzłem wtedy zęby i czekałem dalej. Za jakiś czas ponowiłem temat, skończyło się oczywiście nerwowo ze strony narzeczone, ale usłyszałem, że jak siostra skończy szkołę, to się wyprowadzi. Po skończeniu przez nią szkoły, zaczęła szukać studiów i celem były inne miasta niż to, w którym mieszkamy, a więc wszystko szło w dobrym kierunku. Niestety, będąc akurat na wyjeździe urlopowym, narzeczona oznajmiła mi, że "czy ci się podoba, czy nie będziemy dalej mieszkać z moją siostrą, bo dostała się na studia w naszym mieście i będzie taniej za mieszkanie". Nie chcąc się kłócić na wakacjach, moją reakcją było mało entuzjastyczne: "aha, świetnie". Od wakacji minęło prawie 4 miesiące, dalej mieszkamy razem, a siostra praktycznie nie wychodzi z domu, oprócz zjazdów na studia (niestacjonarne), oraz wyjścia do pracy dorywczej. Potrafi wparować do naszego pokoju bez pukania, więc o prywatności tym bardziej nie ma mowy, seks aktualnie może z raz w miesiącu i perspektyw na jej wyprowadzenie się żadnych. Bardzo mnie irytuje ta cała sytuacja, tym bardziej że wiem, że narzeczona jej nie powie, żeby się wyprowadziła, bo mają mocną więź i pewnie skończyłoby się to kłótnią z ich strony i tu wcale nie chodzi o pieniądze za mieszkanie, bo to był tylko pretekst, żeby dalej mieszkała z nami. Za 8 miesięcy mamy brać ślub, mamy 26 i 27 lat, a dalej "niańczymy" 20-sto latkę, która nawet nie posprząta, jak jej się palcem nie pokaże. Widzę, że jej zdanie, oraz w szczególności ich mamy jest ważniejsze od mojego, co jest dla mnie smutne, bo jednak to ze mną planuje przyszłe życie, a moje zdanie jest zazwyczaj na drugim lub trzecim miejscu. Proszę o podpowiedź, czy to jest normalna sytuacja i to ja przesadzam, czy faktycznie mam rację, a coś nie tak jest z ich całą tą relacją, bo nie wiem już co myśleć.
Co zrobić, jeśli mąż robi z siebie ofiarę w związku przed rodziną i sąsiadami, a mnie demonizuje w oczach innych?
Co zrobić, jeśli mąż robi z siebie ofiarę w związku przed rodziną i sąsiadami, a mnie demonizuje w oczach innych? Zawsze jestem „tą złą” i niewdzięczną. Mąż szuka sojuszników wśród innych rysując mnie w złym świetle i grając rolę poszkodowanego i niedocenionego. Nieraz chciałam odejść, wtedy jednak zmienia narrację wobec mnie i robi wszystko, żeby nie dopuścić do odejścia. Jestem tym już zmęczona psychicznie.
Mam trudność w relacji z chłopakiem, ponieważ z wyglądu przypomina mi ojczyma, którego nie lubię.
Jakiś czas temu poznałam chłopaka. Spotkaliśmy się i wcześniej tego nie dostrzegałam, ale gdy go zobaczyłam to zauważyłam, że jest on wizualnie nieco podobny do mojego ojczyma, z którym to nie mam dobrych wspomnień. Bardzo lubię tego chłopaka, nawiązała się dobra relacja i nie chciałabym tego kończyć, ale myśl w mojej głowie, że jest on podobny nie daje mi spokoju. Zapytałam wśród bliskich i nie widzą oni podobieństwa, ale nadal ta myśl mnie nie opuszcza.
Rok temu partner skrzywdził mnie emocjonalnie, od tego momentu męczę się z ogromną zazdrością o niego. Mam ogromny lęk przed opuszczeniem.
Rok temu mój partner zdradził mnie emocjonalnie, do tej pory odczuwam lęk, że to znów zrobi, mimo że on naprawdę się stara. Ja ciągle mu o tym przypominam. Nie chcę tego, ale natłok tych myśli jest okropny, nie potrafię zatrzymać tego w sobie i zaraz mu wypominam jego błąd. Popadałam w jakąś paranoję, widzę w każdym zagrożenie. Partnert uczęszcza na terapię i terapeutką jest kobieta w jego wieku( znajoma z oddziału mojej mamy). Nawet o nią jestem zazdrosna. Po każdej sesji jego coś we mnie pęka, zaczynam kłótnie. Zadaje pytania czy mu się podoba. Ostatnio przed sesją się z nim pokłóciłam i on opowiedział to terapeutce... ( ona kazała mu mieć dystans do mnie) czego troszkę nie rozumiem. Czuję się z tym źle, bo zależy mi na nim i doceniam to jak przez ten rok się starał... Ale ja to wszystko ciągle niszczę,... Ale naprawdę nie potrafię zatrzymać tych myśli, tego strachu przed utratą jego. Dodam, że miałem ciężkie dzieciństwo ( mój ojciec nas zostawił jest alkoholikiem i hazardzistą. Nigdy się mną nie interesował, a wręcz przeciwnie, od dziecka jego rodzina i on znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie) Potem na mojej drodze stanął mój partner, jesteśmy ze sobą 6 lat. I naprawdę bardzo dobrze wspominam te w 6 lat. Tylko ta sytuacja rok temu złamała mnie. Nie chcę być już dłużej taka, chcę do wspierać. Ale ciągle go zawodzę. Czuję, że do niczego się już nie nadaję, że ja już nie jestem tu potrzebna, bo tylko wszystko komplikuję. Proszę o radę, co mam robić w tej sytuacji.
dojrzewanie

Okres dojrzewania - co warto wiedzieć o zmianach i wyzwaniach

Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.