Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pokonać zagubienie i odnaleźć się w roli męża i ojca?

Witam, mam 28 lat. Mam żonę i 8-miesięcznego syna. Często czuję się zagubiony w decyzjach życiowych, często czuję się nie jak na swój wiek, tylko młodziej, niedojrzale. Mam problem, żeby dawać siebie w związku, żeby być dla kogoś w sposób bezinteresowny, żeby myśleć o drugim człowieku tak po prostu. Najgorszym w tej chwili problemem jest to, że jak przychodzi weekend, czyli czas wolny od pracy, kiedy spędzam go z rodziną, to jest tak, że nie podoba mi się, że muszę zająć się dzieckiem, bo myślę sobie, że mógłbym robić teraz coś innego, coś dla siebie. Niestety, często mnie odcina od emocji, od bycia obecnym tu i teraz, tak jakbym gdzieś w swojej głowie lawirował, tak jakbym żył w okreslony sposób, mając rodzinę, ale jednocześnie nie akceptował, że życie powiedzmy bez zobowiązań się skończyło i teraz jest czas większych poświęceń. Mam problem tożsamościowy, mam wrażenie, że na gruncie psychicznym nie potrafię zdecydować, jak mam żyć, jaką drogę życiową wybrać. Gdyby moja żona nie nalegała, żebyśmy mieli dziecko, to jak dla mnie moglibyśmy żyć bez zobowiązań jeszcze długo, ale ona zawsze powtarzała, że chce mieć rodzinę, a ja tego nie czułem, ponieważ cały czas pozostawałem na etapie zabawy w swojej głowie, bez zobowiązań. Dodam, że żona jest moją pierwszą i jedyną dziewczyną, jaką miałem. Mam wrażenie, że po prostu nie dorosłem do bycia mężem i ojcem, ale nie potrafię się do tego przyznać. Kocham żonę i syna, ale nie wiem, czy żyję tak, jakbym chciał, czy to życie jest takie, jakie świadomie wybrałem. Mam problem, bo po prostu nie czuję w sobie instynktu do działania, jestem pogubiony, tak jakbym nie wiedział, a raczej nie czuł w która stronę mam iść. Niepokoją mnie te odcięcia od żony, np. jak oglądamy razem telewizję. Jest jakiś dystans między nami. Jak byliśmy na etapie chłopak dziewczyna przed zamieszkaniem ze sobą, to tego dystansu absolutnie nie było. Może po prostu jest tak, że nigdy nie potrafiłem ostatecznie zdecydować, czy chcę iść drogą posiadania rodziny czy po prostu odejść i żyć w inny sposób. Proszę o podpowiedź, co zrobić, żeby móc odnaleźć radośc z życia.

Katarzyna Rynkiewicz

Katarzyna Rynkiewicz

Pytanie dotyka bardzo ważnego momentu w cyklu życia rodziny – przejścia od pary do rodziny z dzieckiem. To naturalny etap, w którym wiele osób doświadcza kryzysu tożsamości: dawny styl życia znika, a nowa rola jeszcze nie jest oswojona.

Rodzina jest systemem, zmiana w jednej osobie wpływa na całość. Warto rozmawiać z żoną o tym, jak dzielić obowiązki, ale też jak pielęgnować związek. Bo bycie rodzicami to jedno, a bycie parą drugie.

Może warto postawić pytanie trochę inaczej: Co mogę zrobić dziś, żeby moje życie było bardziej w zgodzie ze mną i z tym, co już jest faktem?

 

Pozdrawiam

Katarzyna Rynkiewicz

psycholog, psychoterapeuta systemowy w trakcie certyfikacji 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Łucka

Joanna Łucka

Dzień dobry, 

wyobrażam sobie, że dużo się teraz u Pana dzieje. Zarówno na płaszczyźnie codziennych zobowiązań i organizacji, jak i przetwarzania, rozmyślania, ale także emocji. Decyzja o zebraniu tych myśli i emocji, a także opisania ich tutaj może być tym pierwszym krokiem do podjęcia działań, które pomogą Panu przywrócić wspomnianą radość z życia. 

 

Uznanie i akceptacja, że może być Panu teraz trudno, że doświadcza Pan bardzo złożonych odczuć, to ważny etap w procesie godzenia się i rozumienia swojej tożsamości, o której Pan pisze. Jednoczesne uczucie miłości i wdzięczności za Pana bliskie osoby, a także poczucie, że nie jest Pan pewien, czy to czas, miejsce i obowiązki, w które chce być Pan teraz zaangażowany, to wyczerpujące połączenie. Może budzić poczucie beznadziei i bezradności. Dlatego to tak ważne, że zdecydował się Pan je rozpoznać i nazwać. 

 

Myślę, że trudno byłoby znaleźć takie słowa i rozwiązania, które mogłyby stanowić remedium na sytuację i emocje, których Pan obecnie doświadcza. Dlatego zachęcam do rozważanie konsultacji psychologicznej, gdzie będzie miał Pan okazję doświadczenia zarówno siebie, jak i uwagi oraz zrozumienia dla Pana przeżyć. Dzięki bezpośredniemu kontaktowi psycholog lub psychoterapeuta ma okazję odnieść się z pełną uważnością w sposób zindywidualizowany do Pana potrzeb i możliwości wsparcia. 

Z takiej usługi może Pan skorzystać prywatnie (np. na tym portalu, wyszukując odpowiednią osobę poprzez Formularz Doboru) lub na NFZ - wówczas przydatne będzie skierowanie na wizytę psychologiczną od lekarza rodzinnego. Więcej informacji może znaleźć Pan np. tutaj

 

Życzę Panu wszystkiego dobrego!

Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka 

psycholożka i psychoterapeutka w trakcie certyfikacji 

Maria Krawczyk

Maria Krawczyk

Dzień dobry, 

wchodzenie w nowe role życiowe jest nierzadko bardzo trudnym doświadczeniem. Wybór jednej opcji życiowej oznacza automatycznie utratę wielu innych. Czasem pomaga pozwolenie sobie na przeżycie żałoby po tym, czego się nie wybrało, opłakanie tego. Bywa, że potem można łatwiej odnaleźć sens i radość z tego, co już się ma.

Myślę, że obok psychoterapii indywidualnej pomysłem godnym wypróbowania byłoby dołączenie do męskiego kręgu. W gronie innych mężczyzn łatwiej o odnalezienie tego, co dla Pana oznacza bycie mężczyzną.

 

Wszystkiego dobrego!

Maria Krawczyk

 

Anna Gibaszek-Mądry

Anna Gibaszek-Mądry

Dzień dobry,

Pana pytanie jest bardzo poruszające i wymagające odwagi, aby przyznać się do poczucia zagubienia, że ojcostwo nie  wygląda tak, jak Pan sobie to wyobrażał.

Widzę, że zmaga się Pan z konfliktem wewnętrznym: z jednej strony kocha Pan swoją rodzinę: żonę i syna a z drugiej ma Pan poczucie utraty wolności. Pojawia się wątpliwość, czy obecne życie było Pana świadomym wyborem.

To z czym Pan się obecnie zmaga, doświadcza wielu młodych rodziców, zwłaszcza gdy rodzicielstwo pojawiła się, zanim sami poczuli do niego gotowość. To nie znaczy, że coś z Panem "nie tak". Raczej, że przechodzi Pan przez trudny moment dostosowania się do nowej roli, która wymaga czasu.

Myślę, że warto, aby Pan spokojnie spróbował nazwać swoje potrzeby: co jest dla Pana dzisiaj ważne, jakie ma Pan potrzeby: czas na sport, spotkania z przyjaciółmi ...itp. Szczera rozmowa z żoną, w której spróbuje Pan podzielić się swoimi odczuciami i potrzebą przestrzeni, aby odnaleźć się w nowej roli. Niech da sobie Pan prawo do dojrzewania do roli ojca. To proces, w którym stopniowo uczymy się równowagi między rodziną a sobą.

To, co zwraca moją uwagę, to fakt, że szuka Pan wsparcia, aby było lepiej.  To znak, że bardzo Panu zależy na rodzinie, a to najlepsza motywacja do zmiany.

 

Trzymam za Pana kciuki!

Z pozdrowieniami

Anna Gibaszek-Mądry

Psychoterapeuta

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

To, co piszesz, jest bardzo ważne i bardzo ludzkie. Mówisz szczerze o rzeczach, które wielu mężczyzn czuje, ale niewielu ma odwagę je nazwać. 

To zupełnie naturalne, że czujesz zagubienie. Ogromne zmiany, takie jak ojcostwo, często uruchamiają pytania o tożsamość, sens życia, własne potrzeby. Twoje emocje nie są dowodem na to, że coś z Tobą nie tak, tylko że jesteś w procesie. 

Nie musisz od razu wiedzieć, jak chcesz żyć. Możesz być jednocześnie kochającym mężem i ojcem i kimś, kto nadal szuka swojej drogi, to nie jest sprzeczność. Kluczem może być nieosądzanie siebie za te odczucia, tylko ich słuchanie. 

Warto, byś miał przestrzeń tylko dla siebie, w której mógłbyś przyjrzeć się temu, co jest naprawdę Twoje. Może rozmowa z terapeutą mężczyzn, który zna specyfikę kryzysów tożsamościowych u młodych ojców, byłaby pomocna.

Masz prawo się gubić, masz prawo się wahać. I nadal możesz budować więź z żoną i dzieckiem, nawet jeśli nie czujesz się gotowy w 100%. Gotowość nie zawsze wygląda tak, jak ją sobie wyobrażamy.

Daj sobie czas. Szukaj małych chwil autentyczności, a nie całej odpowiedzi od razu.

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska

Psycholog okołoporodowy, dzieci i młodzieży

Lucio Pileggi

Lucio Pileggi

Widzę, że Pan cierpi z powodu takich stanów odcięcia oraz braku decyzji i motywacji. Na pewno nie jest łatwo tak żyć i nie móc korzystać z relacji w rodzinie.
Nie można tutaj podać jednej prostej wskazówki, ponieważ powinien Pan najpierw zintegrować te różne części swojej tożsamości i lepiej rozumieć siebie.
Zalecana byłaby praca z psychologiem lub psychoterapeutą, aby mógł Pan akceptować swoje tożsamości i odpowiedzialności bez poczucia winy i lęku, a jednocześnie szukać i budować podstawowe wartości, tworzyć nową motywację i nowe cele życiowe, rozwijać umiejętność bycia tu i teraz oraz korzystać z życia tak, jak Pan pragnie.

 

Motywacja nie spada nam z nieba, ale pojawia się i rośnie dzięki działaniu.

Zachęcam Pana do podejmowania tego pierwszego kroku – od niego zaczynają się najciekawsze przygody.

 

Lucio Pileggi, Psycholog

Patrycja Stajer

Patrycja Stajer

Dzień dobry,

 

Sporo ważnych rzeczy dzieje się w Pana życiu i być może jest to dobry moment, żeby sobie te różne kwestie, trudności poukładać we współpracy z psychoterapeutą. 

Nikt nie da Panu gotowej odpowiedzi, bo to jest coś, do czego może Pan dojść podczas psychoterapii. 

Może Pan ją podjąć w ramach nfz (Poradnie Zdrowia Psychicznego) bądź prywatnie. 

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry🙂

Myślę, że pytania, które Pan zadaje, to dobry temat na terapię indywidualną. Warto się przyjrzeć Pana potrzebom, trudnościom, wzorcom i przekonaniom wyniesionym z rodziny pochodzenia 🙂

Pojawia się też temat stawiania granic i wyrażania swoich potrzeb. Pisze Pan, że zdecydował się na dziecko pod wpływem nacisku żony... Co się stało, że podjął Pan taką decyzję? Czy lęk przed ewentualnym rozstaniem, czy przekonanie, że " jakoś to będzie"? W każdym razie syn jest już na świecie i potrzebuje Waszego wsparcia, waszej miłości i bezpieczeństwa...

Terapia pomoże też zdecydować Panu/Wam jakie rozwiązanie tej sytuacji będzie najmniej obciążające dla dziecka... Być może byłby to też obszar do pracy na terapii par...

 

Pozdrawiam 

Elżbieta Byzdra-Rafa 

terapeutka Gestalt 

 

Magdalena Leo

Magdalena Leo

Rozumiem, że jest Pan obecnie w sytuacji jakiegoś kryzysu. Czasem tak się zdarza, a nawet często w sytuacjach np. całkowitej zmiany stylu życia. Urodzenie dzieci, czy wejście w związek małżeński z jednej strony są szczęśliwymi momentami, ale z drugiej mogą też wywołać kryzys np. w związku, kryzys tożsamościowy. Dobrą informacją jest to, że kryzys to nie tylko "coś złego", to zazwyczaj ma doprowadzić do rozwoju człowieka. Rozumiem, że być może Pan się teraz czuje pogubiony, nie wie, co myśleć na swój temat, nie wie, jak zachować się w domowym środowisku - to prowadzi do emocjonalnego odrętwienia, o którym Pan pisze. Myślę, że dobrą strategią byłoby podjęcie psychoterapii lub nawet kilku sesji wsparcia psychologicznego. 

 

Magdalena Leo

Psychoterapeutka, Psycholog 

Paulina Habuda

Paulina Habuda

Dzień dobry, 

 

To naturalne, że doświadcza Pan tak różnych, nieraz sprzecznych i trudnych uczuć. Założenie rodziny - ślub, posiadanie dzieci - to oprócz tego, że są to wydarzenia wspaniałe, to są również bardzo stresujące i zmieniające życie. Często dla wielu osób nie jest łatwe przystosować się do nowej sytuacji. Z jednej strony coś zyskujemy - rodzinę. Z drugiej coś tracimy - dawne życie. Istotne jest rozumieć, że każdy wybór łączy się z jakimś rodzajem straty. 

Być może Pan jeszcze nie przepracował tego, co może Pan odbierać jako utratę swobody, wolności. Pojawiają się pytania o potrzeby i tożsamość. To są bardzo ważne pytania i to, że się pojawiają, świadczy o rozwoju, o przechodzeniu pewnych etapów w życiu. Myślę sobie jednak, że w takich sytuacjach obiektywizm innej osoby może być pomocny - dlatego zachęcałabym do rozmowy z psychologiem. 

Ważne też może być odzyskanie bliskości i intymności między Panem i żoną. Tutaj specjalista, np. terapeuta par również może pomóc. 

Proszę również pamiętać o takim przysłowiu "trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu".

 

Pozdrawiam,

Paulina Habuda

Psycholog, Seksuolog

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Dlaczego nowe znajomości online mogą być mylące? Analiza emocjonalnego zamętu w relacjach
Dzień dobry, jakiś czas temu, w aplikacji randkowej napisała do mnie kobieta. Coś bardzo mnie w niej urzekło i z entuzjazmem jej odpisałem pomimo, że na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy rzadko korzystałem z Tindera, a o pisaniu z kimkolwiek nie było nawet mowy. Nasze rozmowy od początku były żywe, pełne optymizmu i głębokich przemyśleń. Okazało się, że wyznajemy te same wartości. To, co sprawiło, że jej odpisałem, zaczęło się uwydatniać także w wiadomościach. Nadszedł moment, w którym podkreśliła stanowczo (ale pozytywnie), że wpadła tu po "męża na już", bo marzy o rodzinie, dzieciach itd., i usuwa tu konto. Zrobiłem pierwsze co przyszło mi do głowy po tym bardzo nieoczekiwanym wyznaniu, czyli wymieniłem kilka wad i rzeczy, na których się skupiam, a które mają ogromne znaczenie w kontekście zakładania rodziny - robię dopiero prawo jazdy, w październiku idę na studia, jestem w trakcie zmiany miejsca zamieszkania i szukania pracy w nowym mieście. Chciałem jej rozjaśnić ten wyidealizowany obraz mojej osoby. Po tym co napisałem, nastąpiło 2-godzinne milczenie, które wcześniej nie miało miejsca. Po tym czasie napisała, że nawarstwiło jej się pracy, że chyba pierwszy raz od stu lat będzie musiała zostać po godzinach oraz, że do wszystkiego się odniesie jak będzie już w "domku". Kompletnie zapomniałem, że jest w pracy, ale odebrałem tę wiadomość, jako próbę stopniowego wycofywania się z relacji. Ze względu na nasze pełne szczerości rozmowy, postanowiłem napisać jej, że rozumiem, ale jeśli to co napisałem wcześniej spowodowało spadek zainteresowania, to wolałbym wiedzieć to teraz, niż brnąć dalej i wzajemnie się rozczarować. Odpisała w nietypowy do tej pory dla niej sposób, z pretensjami pisząc, żebym mówił za siebie - nie za nią, że co niby miałoby ją zniechęcić?, że to dla niej nie ma znaczenia, żebym nie wkładał jej do głowy czegoś takiego, a zarazem, że rozumie moją decyzję i życzy mi wszystkiego dobrego. Byłem w delikatnym szoku, bo przecież żadnej decyzji nie podjąłem, a chciałem normalnie wyjaśnić sprawę. Odpowiedziałem więc, że żadnej decyzji nie podejmowałem, ale rozumiem, że najwidoczniej poznaliśmy się na złym etapie życia, że jest wspaniałą kobietą i trafi na super faceta, że trzymam kciuki za nią i jej karierę oraz życzę jej wszystkiego co najlepsze. Niespodziewanie otrzymałem od niej długą wiadomość, w której pisała, że w moich wiadomościach widziała swoje myśli, że nie czuła od dawna takiego zaangażowania i sama zaangażowała się całą sobą, że cieszyła się do telefonu jak głupia pisząc ze mną, że ta sytuacja sprowadziła ją na ziemie i łzy jej poleciały, bo kolejny raz się rozczarowała i założenie rodziny nie jest jej pisane najwidoczniej oraz, że ją zawiodłem. Zaskoczyło mnie to totalnie. Odpisałem, że chciałbym wrócić do tematu i rozwijać znajomość, ale skoro nie ma już do mnie zaufania, to rozumiem, że może być ciężko. Dodałem, że to była ciężka wymiana myśli, która kosztowała nas sporo energii oraz, że nie będę wywierał presji na jej emocjach i dłużej męczył, dodając "Dobranoc", bo była już późna pora. Nie otrzymałem od niej żadnej odpowiedzi na tę wiadomość. Następnego dnia natomiast, otrzymałem powiadomienie w social-mediach, okazało się, że to ona zostawiła pod moją relacją reakcję w postaci "serduszka." Na początku myślałem, że to próba zrzucenia winy na mnie i pretekst do wycofania się bez poczucia winy. Później jednak odnotowałem jakąś sprzeczność. Mam 29 lat, ona zaś 27 lat. Jestem po zakończeniu 6-letniego związku, w którym rozmawiało się o wszystkim otwarcie, więc może w tym przypadku, to naleciałości z poprzedniego związku namieszały. Chciałbym zapytać, jaki cel mogą mieć jej działania? O co może jej chodzić? Kompletnie nic z tego nie rozumiem. Jak się zachować w tej sytuacji? Z góry dziękuję Państwu za wszystkie analizy i podpowiedzi. Pozdrawiam.
Lęk przed oceną i krytyką w pracy – dlaczego w miejscu pracy nie potrafię być sobą?
Mam problem z nawiązaniem rozmowy z ludźmi boję się krytyki oceniania ale dzieję się to tylko w pracy po za nią jestem otwarta wygadana ludzie w pracy myślą że nie mam nic do powiedzenia uważają że jestem dziwna odsuwają się o demnie czuję się bardzo samotnie jak ktoś na mnie krzyczy zamykam się w sobie uciekam od konfliktu nie jestem asertywna po za pracą potrafię wyrażać siebie i to co czuje a w pracy coś mnie blokuje w każdej pracy czuję się jak w więzieniu nie jestem sobą i nie potrafię tego zmienić
Sytuacja między mną, mężem oraz jego byłą żoną. Przekroczenie granic osobistych
Szanowni Państwo, Nie wiem już co myśleć, mam mętlik w głowie. Mam 39 lat. Wyszłam za mąż po kilku latach narzeczeństwa. Mąż jest rozwodnikiem z dwójką dzieci. Mówiąc w skrócie: na ślub przyszła jego była żona, która nie była zaproszona. Ze względu na nagłą sytuację zobowiązała się podwieźć dzieci męża na ślub (starsze dziecko wtedy miało 16 lat i już samo akurat miesiąc wcześniej leciało za granicę, tylko z kolegą rówieśnikiem). Jak mąż ją o to poprosił - bez ustalenia ze mną, ale sytuacja była nagła, więc dla mnie ok - to powiedziałam, że ok, skoro tak trzeba, ale by przypadkiem nie przyszła na ślub. Mąż mi na to, że mówił trzy razy synowi starszemu, że odwieziemy ich po uroczystości, że mają transport. I że więc żona nie przyjdzie. Że przecież nie może jej wprost powiedzieć, że nie ma przychodzić, ale że trzy razy podkreślał, że transport synów z powrotem zapewniony. No ale ona jednak przyszła. Niezaproszona. Rozmawiała z wszystkimi jak zaproszony gość. Spokojna, wyważona, uśmiechnięta. Ze względu na nagłość to był tylko ślub w urzędzie, bez wesela, żadnego nawet obiadu, tylko mały poczęstunek, w holu urzędu, eks żona wiedziała o tym, że przychodząc uczestniczy w CAŁEJ uroczystości, bo później już nic nie ma. Widziała że jest jedną z kilku gości. Jak weszła do sali to mnie nie zatkało i nic nie zrobiłam. Nic. Jak wariatka. Jakbym była ułomna dosłownie. Mąż też żadnej rekacji. Dopiero na następny dzień do mnie doszło, co się wydarzyło - plułam sobie w brodę, że jak weszła, to nie powiedziałam „dziękujemy za podwiezienie chłopców, do widzenia”. A ona została, rozsiadła się i jak ryba w wodzie. Trzeba dodać, że było bardzo mało gości, w tym ich dzieci i najbliższa rodzina męża, której prawie nie znam, a jego eks znała przez 16 lat ich małżeństwa, bo mieszkali blisko. Na koniec mój mąż powiedział, jak eks wychodziła z synami „udali nam się ci synowie”. Dodam, że w tym czasie już byliśmy w trakcie leczenia niepłodności, po ciężkich sytuacjach ido tej pory nie mamy dzieci. Mi powiedziała „milo było poznać”. Mąż nic nie zrobił po jej wejściu i do końca poczęstunku. PZrozumiałaby, że go zatkało jak mnie. Bo zaskoczenie. Bo nagła sytuacja. Ale najgorsze następnego dnia. Jak do mnie doszło, to zaraz powiedziałam, że strasznie mnie to zabolało, że wyszło na to, że uczucia i potrzeby jego eks przed moimi (nawet jeśli to nie była jego intencja, ale tak to wyszło). Dl mnie to było wręcz upokorzenie. A on na to, że nie widzi problemu, „kocham cię, mamy ślub, nie widzę problemu”, „to ‚miło poznać’ to było szczere z jej strony” ogólnie bardzo nerwowo rozmawialiśmy. Czyli na w miarę już chlodno - nie jak dzień wcześniej, gdy wszystko się działo nagle i podbramkowe - kontynuował to samo. Jakby w ogóle nie miał do mnie szacunku i nie brał pod uwagę moich uczuć, które rozrywały minserce (miałam aż myśli samobójcze). Na dodatek, szczegół ale znaczący, tego samego dnia wieczor przez przypadek widziałam jego SMS do eks żony, część miłej korespondencji, ten SMS akurat z buźkami płaczącymi ze śmiechu. Czyli w tym trudnym dniu, dzień po ślubie jak mówiłam o tej sytuacji on pisał do eks ,jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nie wprosiła się na ślub nijak gdyby ja nie płakałabym z tego powodu następnego dnia. Później było kilka sytuacji męża wobec eks, w których czułam się strasznie źle. Za każdym razem, jak poruszałam temat po takiej sytuacji, mąż to samo, czyli właściwie niecnie mówił, tylko „dla mnie ważne, że jesteśmy razem i Cię kocham”, „wolę myśleć o nadchodzącej wizycie u lekarza [dot. leczenia niepłodności, bo to teraz ważniejsze” itp. Ja na to, że to wszystko rozumiem, przecież oczywiste, zresztą ja przecież też „wolę”, tylko poza tym są jeszcze rzeczy, które też są tematem i wazne dla naszego związku i właśnie je poruszam. Ja ciagle mam ranę, czuję, że te sytuacje tak na mnie wpłynęły, że rana się nie zabliźnią. Dziś poruszyłam ten temat z mężem, jego stosunku do mnie i do eks żony. I w ogóle jego stosunku do mnie. Że na przykład raz mnie już okłamał (na dodatek w sytuacji dotyczącej eks żony). Że ostatnio pierwszy raz na mnie spojrzał z pogardą (w sytuacji gdy mówiłam o odpowiedzialności, wzajemnym szacunku, dotrzymywania naszych wspólnych ustaleń), jak na dosłownie, przepraszam za określenie ale jest adekwatne, cuchnące ścierwo - a ja widziałam przez przypadek jego spojrzenie. Że w tej sytuacji ze ślubem, i kolejnych kilku, które są żywą raną w moim sercu, które wobec niego zawsze mam na dłoni chodzi mi nie o robienie wyrzutów tylko o to, że dla mnie te sytuacje świadczą o jego stosunku do mnie, który mnie rani i jest dla mnie nieakceptowalny jako stosunek między kochającymi się osobami. Mąż na to, że mu przykro, ale zaraz dodał, że wymyślam świat, którego nie ma ( czyli kwestia z jego eks), że „kocham cię i jesteśmy razem”, żenie rozumie, o co mi chodzi, i powinnam zapisać sie do psychologa (to była kopia mojego zdania, bo dziś rano mu tak powiedziałam, ale rzeczywiście tak myśląc, jak moim zdaniem bardzo intensywnie zareagował na sytuację, interpretując że coś zrobiłam przeciw niemu na oczach innych, tzn. jak w obecności kasjera na kasie, więc powiedziałam, że biorę pod uwagę, co mi powiedział, ale to była reakcja jak na „normalne” standardy bardzo nieadekwatna do mojego „przestępstwa”, poza tym zareagowałam na nagła sytuację - to tak jak z jego reakcją na ślubie, że nagłą reakcje można zrozumieć, ale już nie jak się coś robi zaraz następnego dnia i to samo się kontynuuje). I niepowiedział, żebym mu powiedziała, kiedy znów wrócę do tematu, czy tak będę zawsze wracała, do końca naszego małżeństwa. I zaczęłam coś od początku jeszcze raz tłumaczyć, starałam sie spokojnie, ale denerwowałam się bardzo, w końcu, ze względu na jego odpowiedzi jak wyżej zacytowałam, obojętność, jakby patrzył na obcą osobę, zaczęłam mówić szybko i podniesionym głosem, a on od razu, spokojnym tonem, jakby nie miał uczuć, że nie mam krzyczeć i że nie widzi problemu w tym swoim zachowaniu co do jego eks żony. Na dodatek patrzał w niebo, bo siedział na leżaku, spytałam czemu nie patrzy na mnie jak rozmawiamy, a on że go słońce razi, to sie przemieściłam, to sie uśmiechnął, a ja na to, dlaczego tak się śmieje w takiej sytuacji, a on na to, że sie cieszy, że mnie widzi - dla mnie to była ironia. Było mi od tego wszystkiego tak strasznie w środku, serce miało mi wyskoczyć, chciałam odejść (rozmawialiśmy w parku), ale odejście nie jest wyjściem. Więc powiedziałam uspokoiwszy sie, że się czuję jakby rozmawiała z jakimś katem, który z kamienną twarzą kijem trąca swoją umierającą ofiarę - bo mąż wszystko mówił takimspokojnym głosem, zero emocji na twarzy. A przecież z tego co mowil, można wnioskować, że wcale nie jest mu przykro, że mnie zranił i rani, bo jednocześnie powiedział, że sobie wymyślam. Powiedziałam, że nie rozmawia, że się czuję jak wariatka co robi wykład, a on nic na to, zero rozmowy. Że jego odpowiedzi - jak go już „zmuszę” by cokolwiek powiedział - w stylu „conchcesz, żebyśmy się rozwiedli i wzięli ślub jeszcze raz” albo „wiem tyle, że cię kocham i jesteśmy razem”, „przykro mi, że cię zraniłem, ale dla mnie samego nie ma problemu”, „powiedzmy teraz pięć minut trzymając sie za rękę” nie są rozmową, że w tym kontekście są jako wytrychy i nic nie znaczą, że to puste słowa. Bo ważne są też czyny. I bycie razem prawdziwie. Ja sie staram zrozumieć jak mogę, w rozmowę wkładam całą siebie. A dziś kolejny raz znów miałam wrażenie, naprawdę, jakbym starała się przekonać swojego kata, że jestem czegoś warta i by zobaczył we mnie człowieka. Dodam że mąż pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej i też w innych kwestiach czasem trudno nam sie komunikować w zdrowy sposób, na przyklad mąż często ucieka od omówienia problemu, woli zamieść pod dywan, ma też silną relację ze swoją siostrą (konsekwencja dzieciństwa, trzymali sie razem, mnie sie wydaje, że ta relacja zbyt wpływa na nasze życie jako pary, poza tym rozumiem, że mąż co dzień rano pisze SMS „dobrego dnia” do synów, ale do siostry pisze to samo, czasem przed powiedzeniem dzien dobry mi, swojej żonie, poza tym prawie codziennie rozmawiają przez telefon, czasem częściej niż raz, rozmawiają też poza tym smsach, a mówię mężowi, że oczywiście sie cieszę z ich bliskiej relacji i niech jąnpielegnuje, ale że czasem trzeba sie też zająć małżeństwem, sprawami domowymi i może nie ma możliwości, by tyle sie kontaktował, w sensie że czasem mam wrażenie, że mąż ma więcej czasu i zwłaszcza uwagi dla siostry niż dla mnie). Staram się jak mogę rozmawiać, by między nami nie było ran i niedopowiedzeń, ale spotykam się jakby z murem, co mnie rani dogłębnie. Nie widzę dla nas przyszłości, jeśli tak miałoby pozostać. Mur. Pustka tylko. I już nie wiem, co powinnam myśleć. Może to ze mną na prawdę coś jest nie tak i wymyślam, że tak na prawdę „nie ma problemu”, a ja się fiksuję na tych różnych zdarzeniach. Że nie ma problemu pt. stosunek męża do mnie, stosunek męża do jego eks żony w kontekście tego, że obecnie ma mnie za żonę. Choć jednak w sercu czuję wielki ból, gardło mi ściska. Więc chyba jednak to je jest zmyślone. Dojmująca bezradność. Nie wiem, co dalej. Jakby obuchem w głowę. Dodam, że z synami męża mam relacje bardzo dobre. Nie ingeruję w ich życie, jestem życzliwa, jak trzeba to pomogę, ale się nie narzucam. Synowie mnie lubią, tak samo jak moją rodzinę, która ich serdecznie przyjeła (nie spotykają się często, ale to wynika z oddalenia w przestrzeni). Oczywiście też rozumiem, że każda sytuacja w relacji to dwie osoby. W tym co napisałam i o co mi chodzi, nie szukam winnego, nie wytykam nic, tylko opisałam coś, co chciałabym zrozumieć, żeby coś się zmieniło, bo obecnie czuję się jak pod murem na rozstrzelanie. Byłabym ogromnie wdzięczna za Państwa ocenę sytuacji - spojrzenie z zewnątrz. Przepraszam za ten chaos i długość listu, ale nie wiem, jak to inaczej przekazać, nie umiem. Z góry bardzo dziękuję. ML
Jak odbudować zaufanie po kryzysie w związku i incydencie czatowym?
Dzień dobry, chciał bym opisać swoją sytuację, bo już nie wiem jak mam postępować. Zacznę od początku. Dwa miesiące temu moja żona poszła do naszych wspólnych znajomych na imprezę, poinformowała mnie o tym jak już tam była, ale gdy dzwoniłem do niej to odbiera i tylko słyszałem śmiechy. Pokłóciliśmy się i już nie odpisywała. Dodam że przebywałem wtedy za granicą. Poczułem się bardzo źle, ze śmieją się ze mnie i robią ze mnie debila, że mnie olała i że wolała się napić niż rozmawiać zemną. Że wszyscy są ważniejsi ode mnie. Nie mogłem nic zrobić bo mnie nie było, kazałem jej pójść do domu ale mnie nie słuchała. Na kolejny dzień się nie odzywała, więc ja sobie też powiedziałem że pierwszy się nie odezwę, bo zawsze to ja się pierwszy odzywam po kłótniach. Byłem bardzo zły i smutny cały czas w myślach miałem ich śmianie się zemnie i chciałem jej zrobić na złość więc weszłam na czat aby porozmawiać z kimś. Rozmawiałem z jakąś kobietą, o mojej sytuacji że żona mnie wyśmiała, poszła pić i mnie olała i pytałem jej czy tak powinno być w związku. Ona mi na to, że tak nie powinno być i zaczęła pisać o swoich problemach. Że jej mąż nie wraca na noc i mu się nie chce współżyć, że ubiera dla niego bieliznę to jej odpisałem że mojej żonie też się nie chce i zapytałem jej czy to jest normalne. Że też kupuje żonie bieliznę ale jej nie ubiera bo mówi że wygląda w niej jak prostytutka. Nie pamiętam całej rozmowy, ale to były główne tematy. To była jednorazowa rozmowa, której zapomniałem usunąć. Wróciłem do domu z zagranicy, żona mi wzięła telefon i zobaczyła otwartą kartę tej rozmowy, przestraszyłem się i wydarłem jej telefon z rąk. Ona wpadła w jakiś szał nigdy jej takiej nie widziałem, płakała, krzyczała żebym jej oddał telefon, chciała przeczytać ale jej nie dałem i powiedziałem że mnie będzie łapać za słówka. Po ok godzinie jej proszenia i bronienia się żeby mi nie wzięła telefonu jak wyszła z pokoju rozmowę usunąłem. Potem w złości ją obwiniałem, że to ona sprowokowała, że sobie coś ubzdurała i że mnie olała. Czułem się niepotrzebny. Przepraszałem ją wielokrotnie, powiedziałem że to było niepotrzebne i że źle zrobiłem pisząc z kimś innym. Powiedziałem jej o czym pisałem i że byłem bardzo zły, że dla mnie to było głupie pisanie jednorazowe nic nie znaczące i nie wiem dlaczego wszedłem na czat, to była chwila. Minęło 2 miesiące, a moja żona dalej do tego wraca, raz jest normalna i zemną gada, a raz zła, płacze, jest obojętna, chce być sama i wszystko wspomina. A ja jej już wszystko powiedziałem z 10 razy o czym pisałem, obiecałem jej że już nigdy z nikim nie będę pisał, że jest dla mnie najważniejsza i że jej nie zdradziłem ani z nikim się nie chciałem umawiać. Chce pokazać że jest tylko ona, jestem czuły, przytulam ją i całuje a ona nie chce i mnie odtrąca, próbuje na siłę ją przytulać a ona mówi żebym jej dał spokój, nie potrafię jej nie przytulać i całować. Mówię żeby o tym nie myślała, żeby była normalna, że to było głupie jednorazowe pisanie. Staram się, ale już nie wiem co mam robić żeby było dobrze. Nie chce już do tego wracać, już wszystko wyjaśniłem. Co mam zrobić żeby było dobrze? Co robię nie tak? Wiem że źle zrobiłem pisząc z inną, ale czasu nie cofnę.
Jak poradzić sobie z bólem po rozstaniu i odnaleźć spokój emocjonalny?

Witam, pięć miesięcy temu rozstałem się z narzeczoną po czterech latach związku. Mimo akceptacji i przejściu refleksji - nadal jest mi bardzo ciężko. Po miesiącu od rozstania, odezwała się do mnie przez wzgląd na tęsknotę (wcześniej zablokowała wszelką drogę kontaktu). Po trzech miesiącach zdecydowaliśmy, że się spotkamy (mieszkamy daleko od siebie), spotkanie pokazało mi, jak bardzo mocno ona jest rozbita, byłem przekonany, że wszystko już przeżyła i spotkanie będzie wiązało się z pożegnaniem. Okazało się, że ktoś jej ciągle mieszał i nie pozwalał przeboleć wszystkiego, dodatkowo sama siebie krzywdziła, jak przyznała, nową relacją (jej przyjaciel wykorzystał to, że jest rozdarta). Powiedziała mi wszystko, płacząc. Od tego momentu wspierałem ją, nakłoniłem ją na skorzystanie z pomocy psychologa - musi udać się na terapię. Znowu się zbliżyliśmy do siebie, narobiłem sobie nadziei na powrót - tak mimo wszystko nadal ją kocham (dodatkowo sama przyznała mi się, że ona nadal mnie też). Tydzień temu zablokowała mnie znowu, tłumacząc się strachem przed skrzywdzeniem, bólem i brakiem siły. Rozumiem jej rozterki, ale przez tę sytuację, wrócił do mnie ból, pustka i tęsknota. Chodzę do terapeuty i mimo wszystko nadal jest mi bardzo ciężko. Wcześniej, gdy się przestawała odzywać, to czułem, że wróci kontakt, a teraz, czuję, że już nie wróci. Ciężko mi się znowu pogodzić z tym, wiem, że ona potrzebuje teraz być sama, by wszystko przepracować. Nie wiem, co robić, by przestać myśleć ciągle o niej, staram się pracować, uczyć się, robić cokolwiek by zająć czas, tylko najgorsze jest to, że wcześniej pogodziłem się z utratą, a teraz nie wiem dlaczego, ale nie potrafię się pogodzić z brakiem. Co mogę jeszcze zrobić, by wrócić do siebie, by aż tak bardzo tego wszystkiego nie przeżywać? Chodzę na siłownię, do terapeuty, uczę się (mam pracę dyplomową na głowie), pracuję (daje z siebie więcej w pracy), oddaje się hobby, plus staram się tworzyć narzędzia dla siebie. Ale już to nie daje tego, co wcześniej.

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.