Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak sobie poradzić z bólem po zerwaniu i zazdrością o byłego partnera?

Treść wrażliwa
Partner dwa razy ze mną zerawał. Pierwszy raz z powodu mojego stanu psychicznego. Bardzo mnie wspierał... ale było mu ciężko Potem wrociliśmy do siebie i... znowu złamał mi zerce. Jestem osobą bez przyjaciół. Męczy mnie nostalgia, nawet małe rzeczy takie jak szkic z ,,tamtego dnia" powoduje u mnie płacz. Obecnie jesteśmy przyjaciółmi. Partner znalazł nowego partnera i... pisze mi o tym, jak przy nim płacze. Jak się boi odrzucenia. A ja? Czuję się jak śmieć. Jestem brzydki, obrzydliwie głupi, mam zero umiejętności społecznych. Mam problemy, leczę się psychiatrycznie. Za każdym razem, gdy on pisze do mnie o partnerze popadam w okropną beznadzieje i... chyba zazdrość. Mam za złe, że tego nie przeżywa jak ja. Że pisze mi, że się boi... ja też sie bałem. I to się spełniło. Wspieram go, choć czuję się jak darmowy psycholog. Zależy mi jednak na nim. Ale ciągle czuję, że nasz kontakt słabnie i ponawia się tylko, gdy on potrzebuje słów wsparcia. Obecnie ryczę, ryczę, bo przeżywam to już dwa lata. Ryczę, bo mam w głowie te nasze wszystkie chwile. Nie umiem sobie z tym poradzić. Często chcę po prostu umrzeć aby uciec od tych emocji. Czy jednak zerwanie kontaktu byłoby... dobre? Bardzo mi na nim zależy, ale to mnie... dusi, sprawia, że obsesyjnie myślę o tym, jak się przytulają. Jak czule się całują. Czuję się zszargany, porzucony. Nie wytrzymuję. Kiedy to w końcu minie? Co pomaga ukoić ten rozrywający ból i tęsknotę?
Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Czytając Twój wpis, mam poczucie, jak ogromny ciężar nosisz już od bardzo długiego czasu. To, że nadal tak mocno przeżywasz tę relację, nie świadczy o słabości – świadczy o tym, jak ważna była dla Ciebie ta więź.


Jednocześnie zwraca moją uwagę coś bardzo istotnego. Obecna relacja wydaje się przynosić Ci znacznie więcej cierpienia niż ukojenia. Kiedy były partner opowiada Ci o swoim nowym związku, Twoje rany otwierają się na nowo. Trudno wtedy wracać do równowagi i pozwolić sobie przeżyć żałobę po rozstaniu.


Zerwanie lub ograniczenie kontaktu nie musi oznaczać, że przestajesz go kochać czy że przekreślasz wspólne wspomnienia. Czasem jest to forma zadbania o siebie, gdy relacja uniemożliwia gojenie się emocjonalnych ran.


Bardzo poruszyły mnie również słowa o tym, że czasem chcesz umrzeć, żeby uciec od tego bólu. To sygnał, którego nie warto zostawiać tylko dla siebie.

Ból po stracie nie trwa wiecznie, choć w tej chwili może wydawać się nie do zniesienia. Z odpowiednim wsparciem, stopniowym odzyskiwaniem własnych granic i skupieniem się na sobie, jego intensywność naprawdę może się zmniejszyć. Zasługujesz na relacje, w których nie będziesz czuć się wykorzystywany ani niewystarczający, ale bezpieczny i ważny

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dziękuję, że zdecydował się Pan o tym napisać. Z Pana słów wyłania się, jak wiele bólu nosi Pan w sobie. Rozstanie samo w sobie jest trudnym doświadczeniem, a pozostawanie w bliskim kontakcie z kimś, kogo nadal się kocha, zwłaszcza gdy opowiada o nowym związku, może sprawiać, że ta rana ciągle otwiera się na nowo.

To zrozumiałe, że pojawiają się tęsknota, żal, zazdrość i poczucie odrzucenia. Takie emocje często towarzyszą utracie ważnej relacji. Nie oznaczają, że jest z Panem coś nie tak – pokazują, jak wiele ta więź dla Pana znaczyła.

Bardzo poruszyło mnie również to, że napisał Pan o myślach, żeby umrzeć, aby uwolnić się od tego cierpienia. Tego nie warto zostawiać tylko dla siebie. Jeśli takie myśli się pojawiają, proszę powiedzieć o nich swojemu psychiatrze lub psychoterapeucie. Jeśli są bardzo nasilone albo ma Pan poczucie, że może zrobić sobie krzywdę, proszę zgłosić się do najbliższego szpitala psychiatrycznego lub zadzwonić pod numer 112. W takich momentach najważniejsze jest Pana bezpieczeństwo. Jeżeli czuje Pan, że nie ma z kim porozmawiać, warto również skorzystać z telefonów zaufania lub innych form wsparcia kryzysowego. Rozmowa z kimś, kto po prostu wysłucha, może być pierwszym krokiem do tego, by nie zostawać z tym wszystkim w samotności.

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, jest bardzo bolesnym utknięciem między rozstaniem a dalszą bliskością. Z jednej strony związek się skończył, ale z drugiej nadal jesteś obecny w jego życiu: wspierasz go, słuchasz o jego nowym partnerze i pomagasz mu przeżywać jego trudności. Dla Ciebie może to jednak oznaczać ciągłe wracanie do własnej straty.

Warto zadać sobie pytanie: czy ta relacja w obecnej formie Ci pomaga, czy przede wszystkim Cię rani? Można kogoś nadal kochać i jednocześnie potrzebować dystansu. Powiedzenie mu, że rozmowy o jego partnerze są dla Ciebie za trudne, nie jest egoizmem — to może być sposób na ochronę siebie.

To naturalne, że czujesz zazdrość, żal i poczucie niesprawiedliwości. Straciłeś kogoś ważnego, a jednocześnie nadal masz kontakt z osobą, która układa sobie życie z kimś innym. To bardzo trudne emocjonalnie.

Zwraca uwagę też to, jak surowo siebie oceniasz: „jestem śmieciem”, „jestem głupi”, „nie mam umiejętności społecznych”. Takie myśli często nasilają się, gdy człowiek czuje się odrzucony, ale nie są dowodem na Twoją wartość. Czyjeś odejście nie oznacza, że z Tobą jest coś nie tak.

Piszesz też, że czasami chcesz umrzeć, żeby uciec od emocji. Jeśli jest to myśl typu „nie chcę już tak cierpieć”, warto powiedzieć o tym swojemu lekarzowi lub terapeucie. Jeśli pojawiają się konkretne plany albo obawa, że możesz zrobić sobie krzywdę — poszukaj pilnej pomocy (np. 112 w sytuacji zagrożenia).

Być może najważniejszym krokiem teraz jest odzyskanie przestrzeni dla siebie. Nie musi to oznaczać natychmiastowego zerwania kontaktu, ale może oznaczać granice: np. brak rozmów o jego związku, mniej kontaktu albo czas na skupienie się na własnym życiu.

Chciałbym zapytać: kiedy piszesz „chcę umrzeć” — czy to bardziej pragnienie, żeby skończył się ból, czy pojawiają się też konkretne myśli o zrobieniu sobie krzywdy?

Zobacz podobne

Nie lubię swojego taty, unikam kontaktu i boję się jego reakcji – czy ze mną jest coś nie tak?
Bardzo nie podoba mi się moja relacja z moim tatą , nie przepadam za nim . Mój tata jest czasami bardzo nie miłą osobą , jego żarty są nie śmieszne ale bardziej żałosne , krzyczy dużo (teraz i tak mniej jak wcześniej ) widzę po minie mojej mamie że przykro jest jej . Nie rozmawiam z nim bo tak szczerze boje się jego reakcji. Moje rodzeństwo nie ma chyba z tym problemu i normalnie z nim rozmawiać ale ja nie mogę unikam go . Czy ze mną jest coś nie tak ?
Czuje sie niedoceniana i ponizana przez rodzine - jak radzic sobie z krytyka, przeciazeniem i czarnymi myslami?

Nie wiem już, co mam zrobić, żeby rodzina w końcu przestali traktować mnie jak leniwego, niewdzięcznego człowieka, który nic nie robi. Pracuję, dokładam się do domu, gotuję, sprzątam, piorę, robię zakupy i mimo tego mam wrażenie, że nikt kompletnie nie widzi niczego, co robię. Co z tego, że zrobię zakupy i nagotuję obiadu dla całej rodziny i jeszcze kilka razy upewnię się, że moje rodzeństwo jest najedzone? Co z tego, że zjedzą mi ostatnie wędliny z lodówki, które kupiłam za swoje pieniądze? Co z tego, że posprzątam po nich kibel, bo przecież po załatwieniu się samemu po sobie posprzątać już nie można? Co z tego, że piorę, sprzątam, robię zakupy i dokładam się do domu? Ważne przecież, że nie umyłam podłogi w garażu i to już znaczy, że jestem leniwa i jestem porażką. Wszystko, co robię, jest traktowane jak oczywistość, a wystarczy jedna rzecz, której nie zrobię, żeby cała reszta przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Moi rodzice widzą każdą moją wadę, każdy błąd i każdą rzecz, której nie zrobiłam, ale mają kompletnie zamknięte oczy na moje dobro, moje sukcesy, moją pracę i wszystko, co jednak robię. Nigdy nie paliłam, nigdy nie piłam, nie miałam patologicznego towarzystwa ani problemów z prawem. Nie byłam uczennicą na same piątki, ale też nigdy nie miałam problemów z nauką, skończyłam szkołę i bez większych problemów znalazłam pracę. Nie prowadziłam jakiegoś patologicznego życia, a mimo tego we własnym domu jestem traktowana, jakbym była największym problemem tej rodziny. Teraz mam wrażenie, że również moi młodsi bracia zostali przez rodziców tak nastawieni, że patrzą na mnie dokładnie tak samo. Coraz częściej czuję, że nie mam już rodziny. Czasami zastanawiam się, czy może kiedyś zrobiłam albo powiedziałam coś, czego nawet nie pamiętam, co sprawiło, że zobaczyli we mnie wroga i od tamtej pory wszystko, co robię, jest odbierane przeciwko mnie. Czuję, jakbym żyła z ludźmi emocjonalnie niedojrzałymi, którzy na mojej porażce próbują się dowartościować i którzy potrzebują, żebym była tą gorszą, żeby sami mogli poczuć się lepiej. Wracam styrana z pracy, a oni potrafią być zdziwieni, że jestem zmęczona, jakbym była jakąś maszyną, która ma po pracy dalej sprzątać, gotować i spełniać wszystkie oczekiwania. Nie mam pieniędzy, żeby się wyprowadzić, więc czuję się uwięziona we własnym domu. Doszło do tego, że serio myślę o spakowaniu rzeczy i zamieszkaniu w samochodzie, bo chyba wolałabym spać w aucie niż codziennie wracać do miejsca, w którym czuję się jak ktoś niewystarczający i bezwartościowy. I chcę zaznaczyć, że to, co tutaj napisałam, to jest może mały procent tego, co naprawdę dzieje się w domu, i tego, jak się przez to wszystko czuję. Nie jestem w stanie opisać całej skali tego, co dzieje się między nami. Najbardziej dobija mnie to, że naprawdę nie wiem, czego oni ode mnie jeszcze chcą. Ile można dawać z siebie, zanim człowiek po prostu się wypali? Mam już takie momenty, że przychodzą mi do głowy najczarniejsze myśli i zastanawiam się, czy gdybym po prostu zniknęła, to wtedy wreszcie dotarłoby do nich, ile mnie kosztowało życie w tym domu. Chcę, żeby ktoś w końcu zauważył, że też się staram, że też pracuję, że też mam swoje granice i że nie jestem tylko zbiorem wad i porażek. Jestem potwornie zmęczona tym, że moje dobro, moje sukcesy i moja praca są dla nich niewidzialne, a każda moja słabość jest natychmiast wykorzystywana przeciwko mnie. Czuję się samotna wśród własnej rodziny i naprawdę zaczynam nie wiedzieć, ile jeszcze jestem w stanie to znosić.

Jestem niespokojna-wybuchowa, zmienna, wiecznie zmieniam pracę i miejsce zamieszkania. Nie potrafię podjąć hobby czy być konsekwentną, bo rozpiera mnie różnorodność emocji. Nie radzę sobie.
Od kilku dobrych lat, od kiedy wyprowadziłam się z domu, cały czas się przeprowadzam. Ciągle zmieniam pracę. Jedyne co stałe to (o dziwo) mąż, za którego wyszłam dosyć spontanicznie, ale mam niezawodną intuicję i według mnie to jest to coś na całe życie. Brakuje mi cierpliwości, często płaczę, wybucham, nie mogę opanować złości. Nastrój mam bardzo różny i bardzo szybko się zmienia, zauważyłam to mniej więcej po 20 rż, mam 26 lat, z każdym rokiem mam wrażenie, że coraz bardziej tracę nad sobą i swoimi emocjami panowanie. Nie potrafię rozwinąć żadnego hobby, poddaję się przy pierwszej próbie. Nie wiem co o sobie myśleć, nie potrafię siebie opisać, mam wrażenie, że jestem bardzo różna albo nijaka. Nie wiem o co chodzi, ale moje zmienne nastroje i ciągła złość wywołana też moja niekonsekwencją znacznie utrudniają mi życie (mimo wszystko burzliwy związek, czasem jestem nieznośna i mam tego świadomość, ale nie potrafię się opanować w danej chwili) zarówno uczuciowe, ale zwłaszcza zawodowe. Pociągają mnie różne rzeczy, mam dużo pomysłów, których nie realizuję lub robię to w małym stopniu. Szukam rozwiązania, które pomoże żyć mi normalnie. Na tę chwilę sama się ze sobą męczę.
Jak radzić sobie z żałobą po stracie ojca i wspierać cierpiącą mamę?
Mój tata był w szpitalu ok. 3 miesiące. Lekarze uratowali mu życie i wszystko wydawało się iść w coraz lepszą stronę, ale niestety mimo walki… nie udało się. Odszedł 3 tygodnie temu. To coś czego się najbardziej obawiałam. Czasami jakoś to znoszę, a czasami nagle zaczyna się płacz, myśli. Rozmyślam: co by było gdyby, dlaczego tak a nie inaczej, czy lekarze mogli zrobić coś lepiej, jak bardzo tata cierpiał, co myślał. Prawie codziennie jeździłam do szpitala, można łatwo zliczyć ile razy mnie tam nie było. Po czasie było to też męczące, ale tata był dla mnie najważniejszy – kochałam go całym sercem, tak jak on mnie. Był moim oczkiem w głowie i trudno sobie wyobrazić życie bez niego. Nie dość, że sama cierpię, to widzę też, jak bardzo cierpi moja mama. Tata był wspaniałym człowiekiem, ludzie go uwielbiali i uważam, że jego strata jest ogromną niesprawiedliwością. Jak radzić sobie z takimi emocjami, jak znaleźć odpowiedniego specjalistę?
Czy ktoś może poradzić mi jak mam sobie poradzić z nieobecnością partnera, który wyjechał do pracy za granicę?
Witam. Czy ktoś może poradzić mi jak mam sobie poradzić z nieobecnością partnera, który wyjechał do pracy za granicę? Nie mogę przestać myśleć o nim, czekam na wiadomość od niego, siedzę w tel. cały czas i czekam, kiedy zadzwoni, kiedy ma przerwę w pracy i tak cały czas. To nie jest normalne przecież. Jak zajmuję się innymi rzeczami to i tak się boję, że on zadzwoni w tym momencie, a ja nie odbiorę, albo nie zobaczę smsa. Poradźcie coś proszę.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!