Marta Siedlecka
To, co opisujesz, bardzo dobrze wpisuje się w mechanizm tzw. jedzenia emocjonalnego. Kiedy jedzenie staje się głównym sposobem nagradzania się, regulowania napięcia i poprawiania nastroju. Mózg szybko uczy się, że słodkie czy tłuste produkty dają natychmiastową ulgę, ale później często pojawia się poczucie winy i fizyczny dyskomfort, co uruchamia błędne koło sięgania po kolejne porcje.
Próby całkowitego ograniczenia niezdrowego jedzenia zwykle kończą się napadami, bo organizm reaguje na restrykcje silniejszym łaknieniem, a psychika na zakazy jeszcze większym apetytem. Wyjściem nie jest więc drastyczne odcinanie się od ulubionych produktów, ale stopniowe wprowadzanie bardziej sycących, zbilansowanych posiłków, łączenie jedzenia z uważnością (zauważanie momentu sytości) oraz szukanie innych niż jedzenie sposobów nagradzania się i rozładowywania napięcia.
Zmiana takich nawyków wymaga czasu, ale to proces, który może realnie poprawić zarówno samopoczucie, jak i zdrowie. Niezmiennie zachęcam do kontaktu z terapeutą specjalizującym się w zaburzeniach jedzenia lub z psychodietetykiem.
Pozdrawiam ciepło,
MS















